Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Piszę, bo chcę! Poradnik kreatywnego pisania.

Wydawnictwo: e-bookowo.pl
7,6 (5 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
1
7
1
6
0
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Piszę, bo chcę! Poradnik kreatywnego pisania.
data wydania
ISBN
9788378595632
liczba stron
221
słowa kluczowe
kreatywne pisanie
kategoria
poradniki
język
polski
dodała
Marsza

Piszesz do szuflady? A może nigdy jeszcze nie pisałaś, ale zawsze o tym marzyłaś? Od dawna planujesz: „Napiszę, książkę, ale… - nie mam czasu, - nie jestem pewna, czy się uda, czy mam talent, - ciągle słyszę w swojej głowie głos mówiący: „Przestań, tylko się ośmieszysz, to nie dla ciebie”, - nie mam odpowiedniego wykształcenia, robię błędy ortograficzne, - inne. Po „ale” można wstawić...

Piszesz do szuflady? A może nigdy jeszcze nie pisałaś, ale zawsze o tym marzyłaś? Od dawna planujesz: „Napiszę, książkę, ale…
- nie mam czasu,
- nie jestem pewna, czy się uda, czy mam talent,
- ciągle słyszę w swojej głowie głos mówiący: „Przestań, tylko się ośmieszysz, to nie dla ciebie”,
- nie mam odpowiedniego wykształcenia, robię błędy ortograficzne,
- inne.

Po „ale” można wstawić cokolwiek. Każdy powód może być dobrym pretekstem do niepisania. Jednak czy warto trzymać teksty zamknięte w szufladzie? Czy warto spełnianie marzeń odkładać na bliżej nieokreśloną przyszłość?

Krystyna Bezubik, autorka książki „Piszę, bo chcę. Poradnik kreatywnego pisania” twierdzi, że nie. Zawsze jest dobry moment, by zacząć. Mówi o tym w trakcie swoich warsztatów
i kursów pisarskich. Opowiada o tym w poradniku, który już 5 listopada ukaże się nakładem Wydawnictwa E-bookowo.

Poradnik „Piszę, bo chcę” to: 220 stron porad pisarskich, dialogów o pisaniu i kilkadziesiąt ćwiczeń.

Poradnik kreatywnego pisania „Piszę, bo chcę” pod pewnym względem jest szczególny – posiada strukturę dialogów między czterema osobami: prowadzącą kurs kreatywnego pisania i trzema kursantkami – kobietami, które chciałyby pisać, ale stale coś je powstrzymuje. Czytając książkę, poczujesz się, jakbyś sama uczestniczyła w kursie kreatywnego pisania.

Dzięki lekturze poradnika „Piszę, bo chcę” dowiesz się:
– jak pokonać blokady twórcze,
– gdzie szukać inspiracji,
– jak budować motywację do pisania,
– jak znaleźć czas na pisanie,
– jak ćwiczyć warsztat pisarski (od planowania książki po jej wstępną redakcję).

 

źródło opisu: E-bookowo 2015

źródło okładki: www.e-bookowo.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 481
Marsza | 2015-11-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 listopada 2015

Dla kogo, moim zdaniem, jest ten poradnik?

Chciałoby się, aby był dla każdego, ale jakoś mi się nie wydaje.

Połowa poradnika skupia się na tym, aby w ogóle zacząć pisać. Ktoś, kto pisze, kto nie ma problemu z tym, żeby coś tam próbować klepać w klawiszki, może poczuć się znudzony czytając o tym, że ma się nie bać i jak ma się nie bać i jak ma sobie przestrzeń pisarską zorganizować itp. itd. etc. To taki coaching, nie bójmy się tego słowa.
Zatem poradnik w pięćdziesięciu swoich procentach jest dla osób, które w zasadzie nie piszą w ogóle. Niby opis sugeruje coś o tym do szuflady, ale ktoś piszący dla siebie i do szuflady raczej nie napotyka połowy tych problemów, które są tam omówione.

Po drugie jest on dla kobiet.

Nie chcę mówić, że mężczyzna niczego tam dla siebie nie znajdzie. Jeśli pasuje do grupy niepiszącej, to jak najbardziej może dowiedzieć się czegoś ciekawego, ale w swojej narracji poradnik zwraca się do kobiet. Chciałaś, robiłaś, miałaś… czasami ktoś przypomina sobie, że po drugiej stronie ekranu może być mężczyzna. Rzadko, ale jednak. Czasami niestety robi to połowicznie (“Obraz szczęśliwej mnie jako pisarki/pisarza” — rzeczownik cacy, czasownik nie dogonił ;)).

A część warsztatowa?

Drugie pięćdziesiąt procent skupia się bardziej na umiejętnościach twardych. Jest zatem o metodach tworzenia fabuły (ok, głównie o jednej metodzie, a przynajmniej jedna jest wyraźnie omówiona, ale o tym zaraz), jest o narracji (z przykładami i ja trochę tu zwątpiłam, bo żeby na przykładach omawiać jaka to jest narracja pierwszoosobowa, a jak wygląda ta prowadzona w trzeciej osobie, to mnie nieco zdemotywowało; na takim poziomie jak w poradniku uczyli mnie tego w podstawówce i teraz a) moja podstawówka była jednak dobra b) na kursie na żywo dyskusja wychodziła o wiele dalej niż na „papierze” przez co mniej przypominało to serwowanie podstawowych podstaw).
Najbardziej twardym kawałkiem w tej części jest dla mnie opis metody płatka śniegu, ale w sumie jest on również cytatem od hymmm konkurencji? (innych organizatorów kursów pisarskich). W ogóle cytatów tutaj mnogo a mnogo. Czasami są jako przykłady, i to jest super, czasami — często — są to ćwiczenia i rady pożyczone od innych. To wywołuje mieszane uczucia, bo może powinnam była nabyć “Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Kinga, przytaczany wiele razy i trzykrotnie tańszy? Mam wrażenie, że w tym aspekcie przeniesienie materiału z warsztatów, z pełną interakcją nauczyciela i kursantów, na papier, nie wypadło najlepiej, bo na takich spotkaniach w ogóle bym nie zwróciła uwagi na to skąd są zadania i rady, dynamika byłaby inna. W książce jednak rzecz miała się inaczej.

A co z samymi ćwiczeniami?

Znamienita większość, to ćwiczenia z innych źródeł, to już napisałam. Co więcej sporo z nich wymaga komentarza, omówienia odpowiedzi, a tego poradnik nie daje. I tak wypełnię test i co mam z nim zrobić? Tak, mam swoje odpowiedzi, ale nie mam ich umiejscowionych w kontekście. Nie dotyczy to wszystkich ćwiczeń, bo część po prostu ma ruszyć szare komórki i zrobiwszy je czytelnik sam łapie o co chodzi, ale jednak… Druga rzecz, ale ściśle związana z tym brakiem omówienia, to kolejność. Często narracyjno-dialogowo-scenkowa część poprzedza ćwiczenie właściwe. Schemat wygląda jakoś tak:
- prowadząca zadaje zadanie
- kursantki wykonują (to po prostu stwierdzenie, że pisały; ot linijka tekstu)
- kursantki dzielą się odpowiedziami, jest jakaś rozmowa, zamykają temat.
Czytelnik dostaje ćwiczenie i bach, kolejny rozdział.
Jeśli ktoś by mnie pytał o zdanie, to bym się ucieszyła, jakbym dostawała ćwiczenie wtedy, kiedy reszta, a nie w chwili, kiedy znam już dokładnie jego cel, jakie ma dać efekty itd. Trochę taki stan rzeczy może wynikać z formy.

A forma poradnika jest nieco niestandardowa.

Poradnik ma nietypową formę, która jest wspomniana w jego opisie. Mianowicie jest to dialog między nauczycielką a trzema kursantkami. Ale nie dialog teatralny, A mówi, B mówi, C mówi, ale dialog taki normalny, książkowy i z narratorem, którym jest nauczycielka. Narratorem, który nie tylko informuje, że to powiedziała Ania lub Iza, ale też opisuje przeplatające się za oknem krople deszczu i inne zjawiska przyrody, towarzyszące rozpoczęciu kolejnego spotkania.
Taka forma z jednej strony czyni przewodnik mniej suchym. Z tego co wiem cały materiał pochodzi z kursów, które autorka przeprowadza jak najbardziej offline, w kawiarni, zatem jest on niejako ich zapisem. Przeniesieniem na papier tego co tak sprawdza się w nie papierowej rzeczywistości.
Tylko że to nie działa. Pada pytanie, bohaterki odpowiadają, nauczycielka weryfikuje ich odpowiedzi, ale jeśli czytelnik nie czuje związku z żadna z podstawionych kursantek, to zaczyna czuć się jak piąte koło u wozu. Ma swoje odpowiedzi i wątpliwości, ale one rozmawiają obok i są tak sobą zajęte, że czytelnik jest wykluczony z zabawy.
W normalnej, czy raczej bardziej klasycznej, formie poradników autor zwraca się do czytelnika. Tutaj co prawda mówi mi, że miał wrażenie, ze jego kursantki to, kursantki tamto, ale to ciągle stan, gdy jest on dla nich, a ja mam stać z boku. Coś jakbym usiadła przy sąsiednim stoliku i podsłuchiwała.
Może inaczej sprawa ma się, gdy ktoś czuje związek z którąś z kursantek. Niestety to nie był mój przypadek. Nie żebym ich nie rozumiała, bo rozumiałam, ale ich problemy miałam od kilku miesięcy do kilkunastu lat za sobą. W dodatku wszystkie wyimaginowane panie wypadają dość podobnie (miały krótkie omówienie kim są na początku, w sensie pisarka do-szufladowa, blogerka in spee i pisarka chcę-ale-jeszcze-się boję-i-obawiam, ale potem zaczynają się ze sobą zlewać) i z czasem uwidacznia się schemat rozdziałów.
Opis przyrody/kawy, rzucenie tematu, szybkie wypowiedzi kursantek i odpowiedź/wyjaśnienie prowadzącej. Raz chyba jeden kursantka weszła w słowo kursantce, jednak przez większość czasu wszystkie trzy pełnią funkcje pytacza, opatrzonego różnymi imionami zależnie od tego czy temat bardziej blogowy, czy bardziej pisarski.
Literacko taka forma — owszem czemu nie, ale ja tam tęskniłam do jakiś bardziej konkretnych wstępów i podsumowań.
Przy okazji mocno utrudnia to wyszukiwanie informacji później, na szybko, bo są one uwikłane w rozmowy.


Stricte technicznie, to smuci nieco brak dynamicznego spisu treści przynajmniej w PDF - ie.


A! i dla wszystkich czytających, bonus o stronie biernej jest tak napisany, że można zwątpić czym jest strona bierna, bo wszystkim się podobała bardziej, a potem została napiętnowana. Dlatego informuję, strona bierna jest w kolumnie A :)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tarcza Szerni

I tak dobrnąłem do kresu "Księgi całości" I tak jak w poprzednich książkach z tego cyklu - jest pomysł, ale wykonanie niestety ... Są w ksią...

zgłoś błąd zgłoś błąd