Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zima koloru turkusu

Tłumaczenie: Emilia Kledzik
Cykl: Lato koloru wiśni (tom 2)
Wydawnictwo: Media Rodzina
8 (1010 ocen i 144 opinie) Zobacz oceny
10
179
9
198
8
298
7
196
6
96
5
22
4
12
3
5
2
3
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Türkisgrüner Winter
data wydania
ISBN
9788380080805
liczba stron
456
język
polski
dodała
Ag2S

Emely jest kompletnie zdezorientowana. Dlaczego Elyas, mężczyzna o turkusowych oczach, zniknął właśnie wtedy, gdy zdecydowała się mu zaufać? Na szczęście wciąż może liczyć na swojego tajemniczego, internetowego wielbiciela... Ale czy w końcu dojdzie do ich spotkania?

 

źródło opisu: Wydawnictwo Media Rodzina, 2015

źródło okładki: http://mediarodzina.pl/

Brak materiałów.
książek: 956
Doomisia | 2015-10-18
Przeczytana: 18 października 2015

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Jak ja mam cokolwiek napisać o tej książce, kiedy każdą komórką mojego ciała czuję, ze skończyło się coś dobrego, coś na co tak długo czekałam, coś co wprawiało mnie w stan euforii i smutku jednocześnie?

Emely i Elyas to dość skomplikowana relacja. Wszystko zaczęło się siedem lat temu, kiedy nawzajem się skrzywdzili i przez cały ten czas jedno obwiniało drugiego. Nie potrafili sobie przebaczyć, a teraz ponownie się spotkali. Wydawać by się mogło, że wyjaśnienie przeszłych nieporozumień wyjdzie im na korzyść, ale nie przewidzieli, że znów zaczną coś do siebie czuć.
Tak właśnie zakończyło się "Lato koloru wiśni". W dość nieoczekiwany, spektakularny sposób. Założę się, że wiele czytelniczek szukało jeszcze kilku dodatkowych stron, a kiedy uświadomiły sobie, że one nie istnieją, zaczęły wyklinać autorkę za przerwę w TAKIM momencie. Uwierzcie, to zakończenie można zakwalifikować jako najgorsze i najlepsze dla książki jednocześnie. Ale spotykamy się ponownie w "Zimie koloru turkusu". Elyas odcina się od Emely, Luca przestaje do niej pisać, a ona czuje, że kompletnie nie rozumie sytuacji. Kiedy wyjdzie na jaw skrywany sekret, który dla czytelniczek jest oczywisty, a dla Emely niekoniecznie, dziewczyna kompletnie się załamie. Jak zachować się w takiej sytuacji?

Jeśli powiem, że kocham Carinę Bartsch, jej styl pisania, kreację bohaterów, dobór piosenek i miejsca akcji- nie przesadzę ani odrobinę. Po pierwszej części długo nie mogłam się otrząsnąć, a ulubione sceny odżywały wciąż na nowo w mojej głowie. Niejednokrotnie zastanawiałam się w jaki sposób autorka rozwinie wątek Luki, ale w żadnym proponowanym przeze mnie scenariuszu nie pojawił się ten właściwy. Ale o tym za chwilę.

"Lato koloru wiśni" zaskoczyło mnie swoim obrotem spraw, ale podczas lektury niejednokrotnie zadawałam sobie pytanie "Jak Emely może być taka ślepa i nie widzieć tego co oczywiste?". Odpowiedź nasunęła się podczas czytania drugiej części. Jak trafnie podsumował to Elyas:

"Bałaś się mnie, a nie Luki. Jemu ufałaś, mnie-ani na chwilę. Luca i ja byliśmy dla ciebie jak ogień i woda. Dwóch facetów, tak różnych jak to tylko możliwe. Nie widziałaś między nami żadnego związku. W twojej głowie byliśmy jak czerń i biel."

Teraz muszę się z nim zgodzić. Elyas nie pokazał się Emely z tej drugiej, wrażliwszej strony, ponieważ zwyczajnie mu na to nie pozwoliła, i właśnie dlatego nie potrafiła połączyć w całość elementów układanki, którą czytelniczki rozgryzły już dawno.

Luca. Tajemniczy internetowy znajomy, który jest jednym z głównych filarów opowieści. Każda z nas miała pewnie swoją własną teorię na temat tego, w jaki sposób ta tajemnica ujrzy światło dzienne. Ja miałam ich kilka, bardziej lub mniej spektakularnych i niewybaczalnych, ale nie wyobraziłam sobie tej właściwej. Przynajmniej nie w szczegółach. Liczyłam, że albo Elyas sam się przyzna, albo sam strzeli sobie w stopę, albo Emely się domyśli. Nie sądziłam, że ona podsłucha rozmowę i zmusi go do gadania. Nie żebym była zawiedziona. Liczyłam na coś bardziej dramatycznego, ale w sumie cieszę się, że tego nie dostałam. Bo jeśli tak właśnie by było, mogłabym uznać ten element za kiczowaty i podobny do wielu już używanych wcześniej. Carina przedstawiła to realistycznie, nie dostałam wrażenia, że "tak jest tylko w książkach". Przeciwnie. Taka sytuacja może się zdarzyć każdemu z nas i nie będzie ani przesadzona, ani nierealna. Co więcej: ciągle odnoszę wrażenie, że Emely i Elyas istnieją naprawdę. Pod zmienionymi imionami krążą ulicami Berlina i inspirują autorkę. Czy to tak bardzo nierealne stwierdzenie?


I tutaj z całą mocą uderzyło mnie to jak bardzo Elyas schrzanił sytuację. Jak bardzo zawiódł Emely. Lubię czytać o takich zakrętach życiowych, ale ten był wręcz namacalny. Razem z Emely odczuwałam jej ból, wściekłość i miłość do tego głupka. Jestem pewna, że na jej miejscu, również bardzo ciężko byłoby mi przebaczyć chłopakowi.

Do czego mogę się przyczepić? Praktycznie do niczego. Brakowało mi jedynie rozwiązania dwóch nurtujących mnie kwestii. Po pierwsze, mocno zastanawia mnie co Elyas chciał podarować Emely na święta. Do końca liczyłam na to, że zagadka się wyjaśni, że mężczyzna da jej ten podarunek na ostatnich kartach, a tu nic. Po drugie, sądziłam też, że Emely w jakiś sposób nawiąże, spyta się go o jego potencjalną wyprowadzkę z Berlina. A na tym polu też cisza. Ale to są szczegóły, a pytania należy kierować do samej autorki, może kiedyś mi się to uda.

Przeczytać kilka zdań tej książki i poczuć się tak, jakby po długiej wędrówce wracało się do domu. Nic się nie zmieniło. Ten sam sarkazm, to samo poczucie humoru, które idealnie wpasuje się w moje gusta, ci sami ukochani bohaterowie. Jednak im dalej brnęłam w głąb książki, sarkastycznych momentów było mniej, a pojawiło się jakby więcej melancholii. Tylko nie takiej typowej dla romansu, ale wyważonej. W dalszym ciągu mogłam się śmiać, ale czasami było to podszyte jakimś smutkiem i tęsknotą. A wiecie dlaczego? Ta książka to emocjonalny rollercoaster. Śmiejesz się przez łzy, po to by w następnej chwili tylko płakać. Bardzo mocno i osobiście odczuwasz te same uczucia, których doświadczają bohaterowie: gniew, smutek, rozpacz, tęsknotę, radość. Do tej pory znałam kilka autorek, które potrafiłyby wprowadzić mnie w taki stan. Carina jest kolejną. I jestem przekonana, że nie znajdę już podobnej książki do "Lata koloru wiśni" i "Zimy koloru turkusu". One są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. I po raz kolejny utwierdzam się w swoim przekonaniu, że uwielbiam twórczość niemieckich autorów. Poważnie.

Nie jestem pewna co mam myśleć o zakończeniu. Jest tak jakby idealne. Nic na siłę, wszystko spokojnie, bez nacisków. Jeśli Carina by chciała, zdecydowanie mogłaby do tego dopisać jeszcze jedną część, bo końcówka pozostała w pewien sposób otwarta, ale nie tak spektakularnie jak w "Lecie koloru wiśni". Myślę jednak, że do tego nie dojdzie, że sami mamy sobie dopowiedzieć ciąg dalszy, nad czym z jednej strony ubolewam, a z drugiej uważam za najlepsze rozwiązanie. Dość już mamy na rynku serii pisanych na siłę, pod publikę.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała jeszcze o piosenkach. Tak samo jak w poprzedniej części, one występują i tutaj. Poprzednio upatrzyłam sobie czterech ulubieńców, dzisiaj kolejną czwórkę. Z tym, że dwie z nich znałam już wcześniej, ale teraz może już na zawsze będą mi kojarzyć się z tą książką.

Dlatego jeśli jeszcze Was nie przekonałam, ani nie zrobiła tego żadna inna blogerka, to nie wiem kiedy ulegniecie. A ja z niecierpliwością będę czekać na jakikolwiek tekst napisany przez Carinę. Cokolwiek. Bardzo ładnie proszę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Paryż. Przewodnik National Geographic

Uwielbiam tę serię przewodników. Są ciekawe, pięknie wydane i zawierają masę infirmacji, nie tylko dla tych, którzy chcą odwiedzić Miasto Świateł, ale...

zgłoś błąd zgłoś błąd