Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gdzie ci mężczyźni?

Tłumaczenie: Małgorzata Guzowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
6,6 (230 ocen i 38 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
11
8
41
7
70
6
59
5
22
4
10
3
8
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788301181871
liczba stron
378
język
polski
dodała
Toy

Czy mianem „słabej płci” na pewno powinniśmy określać dziś kobiety? System edukacji promuje uczennice, kryzys rodziny i psychiczna nieobecność ojców pozbawia chłopców ważnego wzorca. Wirtualna rzeczywistość jest dla młodych mężczyzn substytutem relacji, pornografia nieudolnie zastępuje edukację seksualną. Czy kobiety, coraz śmielej realizujące swoje cele i osiągające sukcesy w wielu sferach...

Czy mianem „słabej płci” na pewno powinniśmy określać dziś kobiety? System edukacji promuje uczennice, kryzys rodziny i psychiczna nieobecność ojców pozbawia chłopców ważnego wzorca. Wirtualna rzeczywistość jest dla młodych mężczyzn substytutem relacji, pornografia nieudolnie zastępuje edukację seksualną. Czy kobiety, coraz śmielej realizujące swoje cele i osiągające sukcesy w wielu sferach życia, znajdują w dzisiejszych mężczyznach godnych siebie partnerów? Czy matki, ojcowie, partnerki, nauczyciele, i wreszcie sami mężczyźni, mogą przeciwdziałać upadkowi męskości?

„Gdzie ci mężczyźni” to książka, którą Philip Zimbardo i Nikita Coulombe przygotowali specjalnie na rynek polski.

 

źródło opisu: http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/268834/gdzie-ci-mezczyzni.html

źródło okładki: http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/268834/gdzie-ci-mezczyzni.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 7561
Antoni Leśniak | 2016-03-23
Przeczytana: 17 września 2015

Obserwacja świata zaczyna napawać niepokojem. Z jednej strony ciągle mamy w pamięci przedwojenne szkoły, które w trosce o wysoki poziom kształcenia i w poczuciu odpowiedzialności za wychowanie podtrzymywały trwającą od tysiącleci tradycje szkół jednopłciowych (pamiętajmy, że koedukacja to zjawisko bardzo młode i związane z rozwojem ruchów emancypacyjnych i feministycznych, które wprawdzie walczyły o słuszne prawo dostępu do szkół i możliwości kształcenia kobiet na uniwersytetach, ale jednocześnie wylały dziecko z kąpielą, bo złamały mającą swoje psychologiczne uzasadnienie zasadę, że kształcenie powinno być nie zakłócane żadnymi niepotrzebnymi dystraktorami, a takimi na pewno jest obecność płci przeciwnej w procesie uczenia). Już starożytni wiedzieli, że młodzi ludzie, których osobowość wymaga szczególnej troski i opieki, muszą mieć właściwe ramy formacyjne i nie mogą być narażeni na takie bodźce, które mogą nie tylko wytrącić z równowagi ale wręcz zakłócić, a nawet skutecznie zatrzymać prawidłowy rozwój, bo brak nadzoru nad najbardziej istotną i jednocześnie najmniej poddającą się kontroli sferą, jaką jest seksualność może bardzo zniekształcić cały proces. Młody człowiek, który bardziej ulega wpływom i podszeptom swych zmysłów niż rozumu, nie może być wrzucany na głęboką wodę, najpierw musi i powinien nauczyć się pływać w brodziku. Do tego potrzebna jest odpowiednia dyscyplina i rygor, wyraźny system zasad, na którym opiera się budowanie jego kręgosłupa moralnego, ale co najważniejsze, tyko odpowiednia motywacja dokonująca się na drodze wzajemnej rywalizacji będzie w stanie pchnąć go do przodu i być motorem napędowym jego zachowań. A tymczasem koedukacja skutecznie to wszystko eliminuje i sprawia, że oto od dzieciństwa młodzi ludzie przebywający w towarzystwie kobiet nie nabierają tak bardzo potrzebnych im cech męskich, ale mocni się feminizują, ba, coraz częściej jest tak, że w grupie rówieśniczej więcej jest dziewcząt niż chłopców, i na zasadzie odzwierciedlania, chłopcy przyjmują wzorce zachowań żeńskich, a tłamszą cechy męskie. Wydarzenia ostatnich miesięcy związane z napływem rzeszy imigrantów obcych kulturowo, pokazały, że społeczeństwa, które poszły tą drogą stały się łatwym celem napaści ze strony silnych, emskich i nie pozwalających na kobiece wpływy grup, podczas gdy element kobiecości w mężczyznach Europejczykach jest na tyle silny, że zamiast walki i obrony siebie i swoich kobiet, przyjmują oni postawy bardziej kobiece niż męskie, prezentując delikatniejszy i wrażliwszy model mężczyzny, który wychowany wśród kobiet i przez kobiety w kobiecej kulturze nie potrafi już zachowywać się inaczej. Obowiązujące style i mody najpierw wykreowały mężczyznę metroseksualnego, a dziś tworzą nam mężczyzn albo wykastrowanych albo wręcz książątek, czułych i romantycznych, ale nie męskich. Zimbardo jest w swych obserwacjach jak zawsze niezwykle trafny. Jego badania mimo, że przeprowadzone na gruncie amerykańskim, tak naprawdę opisują stan rzeczy również tego, z czym spotykamy się w Europie. Teza jest niezwykle ostra, zanika obraz twardego mężczyzny, a wyłania się mężczyzna miękki, stłamszony, sfeminizowany, nie potrafiący poradzić sobie z niczym, bo kobiety zastąpiły go w jego typowych do tej pory męskich funkcjach i o dziwo, świetnie sobie z tym radzą, a on sam godząc się na to i przyjmując taką rolę wszedł w tę nową funkcję bardzo zadowolony z powstałej zmiany. Czy to pierwszy objaw przechodzenia patriarchatu w matriarchat? Może tak, a może to tylko wielka kulturowa rewolucja, która trwa, i co rusz dostarcza nam nowych elementów, które kiedyś połączone razem stworzą nam nową jakość. Proces zmian jest wydaje się nieuchronny, choć niesie ze sobą wiele wyzwań, i jak w każdej rewolucji również przynosi trupy. Obraz mężczyzny: męża, ojca został w wyniku tych przemian mocno zachwiany i dziś rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem, który wymaga daleko idących działań zapobiegawczych, w tym rezygnacji z pewnych, wydawałoby się już zakorzenionych sposobów myślenia, bo nie tylko, ze się nie sprawdziły, ale zaszkodziły, mimo, że wynikały z głębokiego przekonani, że są dobre i prowadzą do pozytywnych zmian. Z perspektywy czasu przyniosły więcej problemów, z którymi dziś muszą się zmagać rozliczne rodziny. Pytanie Zimbardo ma więc nie tylko prowokować, ono jest zachęta do dyskusji, czy zmiany, aby na pewno poszły w dobrą stronę, czy to nie jest tak, że to, co się dzieje jest na nasze własne życzenie, i czy współczesny kryzys męskości to tylko jeden z etapów czy trwała tendencja, i jak ona wpłynie na nasze dalsze życie. Świetna lektura poparta badaniami.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tryjon

Przyznam szczerze, że czytałam tę książkę z zapartym tchem, mimo iż wydawało mi się, że to coś w stylu filmu „Split”, który obejrzałam zaraz przed zła...

zgłoś błąd zgłoś błąd