Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Oświęcimki

Wydawnictwo: Nisza
5,67 (6 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
1
6
3
5
1
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788362795352
liczba stron
94
słowa kluczowe
literatura polska, opowiadania
język
polski
dodał
Jaga

Zbiór krótkich opowiadań, impresji, spostrzeżeń, które można nazwać powidokami wojny i Holocaustu.

Ikea, Pomidorowa, Zabawa w chowanego, Nurofenowe dzieci, Opener, czyli co się nosi nad morzem, Good Life i cała reszta Oświęcimek to szorstki, czasem poetycki zapis osobistych doświadczeń i wspólnotowych przeżyć. Odważna konfrontacja z tym, co nie jest chętnie wypowiadane.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwopzwl.pl

źródło okładki: http://www.wydawnictwopzwl.pl

Brak materiałów.
książek: 55
Marcin | 2016-02-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 stycznia 2016

"Chciałem zaznaczyć, że nie tak łatwo jest umrzeć." s. 53.

Jak bardzo Zagłada się rozkalibrowała w naszej pamięci? Czy, a jeśli tak to co i ile znaczy dziś dla trzydziesto-, czterdziestolatków? Czy, a jeśli tak to jakim punktem odniesienia może być rampa w Oświęcimiu dla kolejki do kasy w Ikea? Czy jakieś skojarzenia robi nam faszerowanie dzieci nurofenem, żeby je wysłać do żłobka i biec do pracy (bo chorobowe na dziecko już wielokrotnie wyczerpane)?

Wojtek Albiński zrobił niezwykłą rzecz. W bardzo krótkich tekstach spakował emocje związane z opowieściami o Zagładzie, jakie trzydziesto-, czterdziestolatkowie wynieśli z domu czy szkoły i skonfrontował je z impresjami dnia codziennego. Dla mnie, historyka który długo, i z bolesnymi efektami na emocjach, zajmował się studiowaniem Zagłady ze wszystkich możliwych perspektyw, wstrząsem jest poczucie (nie: zrozumienie, a poczucie właśnie; w tym m.in. siła tekstów Albińskiego), że Zagłada nic już nie znaczy, że może być jedynie retorycznym, interpretacyjnym chwytem, na którym można otworzyć takie czy inne przemyślenie siebie tu i teraz. Zagłada w „Oświęcimkach” to kontrapunkt a nie punkt wiążący czy łączący; to mnie uderzyło i, przyznać muszę, zdołowało. Czytając te teksty poczułem się jak podczas ostatniej wizyty w Oświęcimiu w 2012 roku – dotychczasowe czucie Zagłady, jej grozy, niemożności zrozumienia, a jednak niebywałej ważności i konstytutywności dla nas tu i teraz, wyparowało, ulotniło się; z tamtej wizyty zostało przykre i samo w sobie przerażające doświadczenie „muzeum” i „eksponatów”, a nie „żywych śladów śmierci”; nawet gablota z włosami i rzeczami osobistymi więźniów wydała mi się wystylizowana, jakby to były modele i makiety, a nie części ciała ofiar.
To prze-czucie Zagłady odmalowane prozą Albińskiego jest niezwykle mocne i ważne; szkoda, że poza dwutygodnik.com, ten dobry zbiór tekstów umknął krytykom i komentatorom, bo bardzo chciałoby mi się o tym gadać i czytać z nadzieją, że tylko ja tak mam...

„Już wiem, że czas jest moim wrogiem, rozpierdala wszystko, co mam, w nic. Zostaje mi tylko ta linia, ból, który wiąże na nowo rzeczy, ludzi i czas.
Nie mogę o tym zapomnieć.” s. 73.

Drugie poruszenie jakie daje Albiński to język, jakiego używa do (od)budowy doświadczeń narratora zanurzonego w terror życia codziennego. Albiński wchodzi momentami na terytorium poezji – i w sposobie używania języka, i w formie którą przyjął; ale zaraz potem ucieka, dotyka prozy, jakby chciał się otrząsnąć i powiedzieć „poezja to za dużo, za wysoko na te opowieści”. I te porozrzucane mosty językowe, retoryczne i formalne wychodzą tu kapitalnie, są jakby symetrią i odbiciem wahań i wrażliwości narratora; dzięki temu chce się do tych tekstów wracać, tropić fragmenty, przepisywać sobie do notatek i mocno osobistych zeszycików.

Niewątpliwie Albiński pokazuje, że literatura i pisanie to sposób na ocalenie i siebie, i wypłukanej pamięci o sumie wszystkich zbrodni nowoczesności, nawet, czy może przede wszystkim, jeśli została nam powierzona "jedynie" w opowieściach.

Nieliczne z tych tekstów przelatują i nie zostają na dłużej, większość jednak mocno zapada się w czytelniku, żeby wstrząsnąć, porazić, czasami rozbawić – choć to ostatnie jest jakoś zawsze gorzkie, niemal bolesne.

„Już to widziałem: jeśli kocha się coca-colę, to nie ma się czym martwić.” s. 90 (czyli ostatnia).

Wojtek Albinski, „Oświęcimki”, Wydawnictwo Nisza, 2014 (w tym i świetne kolaże Anny Niesterowicz).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Biegiem przez życie

Bardzo przystępnie napisany poradnik dla biegających oraz coś niecoś o życiu autora, biegowym życiu. Bez pompatycznego tonu. Autorem jest jednego z na...

zgłoś błąd zgłoś błąd