Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936

Wydawnictwo: Sorus
8,01 (541 ocen i 65 opinii) Zobacz oceny
10
74
9
134
8
148
7
124
6
40
5
16
4
1
3
2
2
2
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788363768246
liczba stron
404
słowa kluczowe
Afryka, podróż, rower, marsz
język
polski
dodał
skun

Szlakiem wiodącym pośród fantastycznych krajobrazów, malowniczych wodospadów, dymiących wulkanów, nieprzeliczonych stad dzikich zwierząt królujących na bezkresnych przestrzeniach, poprzez piaski pustyń, bezdroża sawann i zarośnięte ścieżyny lasu równikowego podąża niestrudzenie samotny podróżnik. Gdzieniegdzie przystaje, ustawia aparat i robi zdjęcie, zapisuje coś w notatniku, po czym rusza...

Szlakiem wiodącym pośród fantastycznych krajobrazów, malowniczych wodospadów, dymiących wulkanów, nieprzeliczonych stad dzikich zwierząt królujących na bezkresnych przestrzeniach, poprzez piaski pustyń, bezdroża sawann i zarośnięte ścieżyny lasu równikowego podąża niestrudzenie samotny podróżnik. Gdzieniegdzie przystaje, ustawia aparat i robi zdjęcie, zapisuje coś w notatniku, po czym rusza dalej, pchając przed sobą swój objuczony skromnym dobytkiem, rozklekotany rower. To Kazimierz Nowak, autor niniejszej opowieści, która niczym bajka odsłania przed nami cudowną krainę odległą tak w przestrzeni, jak i w czasie - Afrykę lat trzydziestych XX wieku...

 

źródło opisu: Sorus, 2013

źródło okładki: http://www.sorus.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 232

Wybitna książka. Jedna z lepszych jakie czytałam w życiu, a z podróżniczych numer jeden. Jeżeli ktoś lubi dobre książki podróżnicze, to koniecznie niech ją przeczyta.
"Rowerem i pieszo" stanowi zapis podjętej w latach trzydziestych XX w przez Kazimierza Nowaka rowerowej podróży w obie strony przez Afrykę. Podróży bez pieniędzy, bez zabezpieczeń: nie stać go było na chininę, nie mówiąc już o innych rzeczach.

Marzeniem autora było to, aby po powrocie napisać książkę z tej podróży. 5 czerwca 1934 r. z okolic Rzeki Słoniowej wysłał żonie list: "O Maryś! - jak ja bardzo pragnę już raz napisać książkę - taką grubą ciekawą - a jeden z pierwszych egzemplarzy właśnie ręcznie dedykować "ukochanej mojej Marysieńce". Ale to jeszcze marzenie tylko - czasu zbiegnie sporo, zanim krytyka weźmie mię w swoje szpony.".

Marzenie się nie ziściło. Bo choć podróżnik cudem ukończył pomyślnie podróż, to wkrótce po powrocie do kraju zmarł z wycieńczenia i afrykańskich chorób.

Stała się jednak rzecz, której się nie spodziewał umierając. Wiele lat po jego śmierci ktoś inny zebrał wszystkie jego listy z podróży, listy do gazet publikujących na bieżąco zapisy jego wyprawy, zdjęcia, prywatne zapiski i ułożył je w tak spójną i zwartą całość, że gdybym nie wiedziała, to nie pomyślałabym nawet, że "Rowerem i pieszo..." jest zlepkiem, a nie całością napisaną od początku do końca przez Kazimierza Nowaka jako książka.

Atutem jest to, że książka zawiera masę fotografii K. Nowaka, który w czasie wyprawy zrobił wiele zdjęć. Zdjęcia te stanowią wspaniałe dopełnienie i pozwalają zobaczyć wszystko wielokrotnie mocniej. Czasem bywało, że czegoś nie mogłam sobie do końca wyobrazić, a na kolejnej stronie było to sfotografowane.

Ta książka to nie tylko podróż, ale też autentyczny survival w niespotykanych rozmiarach. Nie miał na chininę, nie miał na hotel w chorobie, nie miał na najdrobniejsze rzeczy, czasem był głodny.

Fragment o wodzie: "Pijąc nie myśli się tutaj o malarii czy innych chorobach, o robakach, które zawiera życiodajny, a zarazem morderczy płyn. Pije się wodę ustami wprost z bagna, podczas gdy dusza dziękczyni Stwórcy, że takie bagienko wody rzucił na bezkres żarnej puszczy, że okrył je cieniem drzew, że splątał pnączami, które nie dopuszczają płomieni słońca. Woda dzięki temu jest chłodna jak noc i ma moc, by ugasić palące pragnienie, zmyć czoło spocone wysiłkiem przedzierania się przez gąszcz, wraca siły, których tu tak wiele potrzeba".

Na początku w krajach arabskich autor był silniejszy, w sercu Afryki słabszy, czasem leżał chory kilka dni, a nikt się nie wzruszył jak np wzruszyła się owa banda Arabów na pustyni, która chciała go okraść, ale jak zobaczyła, że jest ubogi, to zamiast okraść obdarowała wodą i jedzeniem. W sercu Afryki była większa bezlitosność, współczucie tylko od misjonarzy i białych ludzi, zaledwie kilka plemion z serca Afryki miłych i wesołych jak np. dziecięcy Pigmeje.

W sercu Afryki pojawiają się słowa, że mu ciężko. Ale narzekań nie jest dużo - na 386 stron zaledwie kilka akapitów.

W tym wszystkim autor do końca widzi czar Afryki, o jakiej całym sercem marzył od dziecka, co widać np tu: " i znowu jedna z tych czarownych tułaczy nocy afrykańskich, których już pół tysiąca z górą prześniłem rozkosznie. Noce afrykańskie nieustannie upajają mnie swym czarem. Działają na mnie niczym haszysz zażywany przez Tuaregów na Saharze".

Z książki wynika też dużo cennych i celnych obserwacji, które i dziś pozwalają nam zrozumieć Afrykę np. opis mieszanek etnicznych i genezy wzajemnej nienawiści poszczególnych plemion w Ruandzie. W świetle tego, co pisał na początku XX wieku można zrozumieć potworne wojny w tym państwie, w czasie których kilkadziesiąt lat po powstaniu książki każdy mordował każdego, dzieci dzieci, dorośli dorosłych, a trupy płynęły rzekami.

Autor wzbudził we mnie bezgraniczną sympatię - jako człowiek. Gdybym przeczytała jako mu współczesna w prasie jego artykuł, to na pewno przesłałabym mu datek, nawet gdybym nie była zamożna.
Uwielbiam go za mądrość, pasję, za jakieś dobro prawdziwe z głębi serca. Jest taka wzruszająca scena jak przychodzi i prosi Murzynów z wioski o coś i odchodzi głodny, bo nie umie udać białego pana, zresztą nie chce ograbiać nędzarzy, chyba że daliby mu sami...

Jest też wiele fragmentów, w czasie których czytelnik śmieje się do łez.
Np ten: "W ogóle trudno sobie wyobrazić ile Murzyn potrafi zjeść. Zatrzymany kiedyś ulewnym deszczem w lichej wiosce, wśród szczepu Logo, stałem się świadkiem uczty trzech starców, której rezultatem było zjedzenie całego wołu, i to w ciągu zaledwie trzech dni! Jedli, piekli, gotowali i jedli, a ich tatuowane brzuchy rozdęły się potwornie, jednak nie pękły" (s. 113)
Po fragmencie o przyrządzaniu i jedzeniu szarańczy mamy zdanie: "Ponoć to nadzwyczajny przysmak. Murzyni tak się nim zajadają, że nierzadko zdarzają się przypadki śmierci z przejedzenia"(s. 112)

Książka uczy, bawi, czaruje pasją i mądrością autora. Jest wspaniała...

A jakaż by mogła być książka jego autorstwa; skonstruowana przez niego? Zapiski z "Rowerem i pieszo" było czynione prędko, brak było warunków, brak materiałów, brak czasu na zebranie myśli. Idealna książka odeszła wraz ze zgaśnięciem myśli Nowaka... Dlatego zostawiam 1 gwiazdkę bez wypełnienia - wszystkie 10 z pewnością miałaby książka skonstruowana od początku do końca przez Nowaka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Małe życie

Książka pełna skrajności. Bohater, doświadczony przez życie nie mniej od Hioba, jest z jednej strony silny, zdolny przetrwać nawet największy ból fizy...

zgłoś błąd zgłoś błąd