Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

To

Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawnictwo: Albatros
7,84 (5623 ocen i 543 opinie) Zobacz oceny
10
935
9
1 268
8
1 253
7
1 163
6
531
5
253
4
82
3
97
2
19
1
22
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
It
data wydania
ISBN
9788378858515
liczba stron
1104
słowa kluczowe
Stephen King, horror, groza
kategoria
horror
język
polski

Inne wydania

Derry to małe miasto w stanie Main - nawiedzone miasto - w którym pewnego razu grupa dzieci spotkała TO. Większość z nich miała szczęście, uszła z życiem i wyjechała z Derry. Po dwudziestu latach TO znowu daje o sobie znać, a ci, którzy przeżyli, zostają wezwani do powrotu w rodzinne strony. Zapomniane strachy dzieciństwa powracają. Dzieci sa już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą...

Derry to małe miasto w stanie Main - nawiedzone miasto - w którym pewnego razu grupa dzieci spotkała TO. Większość z nich miała szczęście, uszła z życiem i wyjechała z Derry. Po dwudziestu latach TO znowu daje o sobie znać, a ci, którzy przeżyli, zostają wezwani do powrotu w rodzinne strony. Zapomniane strachy dzieciństwa powracają. Dzieci sa już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę, lojalność i odwagę by skutecznie stawić mu czoła.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1516
Heisenberg | 2016-12-30

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

To jest TO! Ale czy aby na pewno…?
Z wszystkich ‘najgłośniejszych’ powieści Mistrza, „TO” jest (chyba) ostatnią, jakiej jeszcze nie miałem przeczytanej. I tak postanowiłem zakończyć ten rok z przytupem i w końcu ‘zaliczyć’ tą książkę.
Ze względu na pokaźne rozmiary papierowego wydania, jakie posiadam, a przez to dość niewygodne w trakcie lektury, wolałem przeczytać ją jako ebook na tablecie.

[UWAGA! W tym miejscu fani Kinga, którzy nie mieli jeszcze styczności z „TYM”, nich dalej nie czytają mojej opinii; nie chcę Was zniechęcać…]

Niestety, muszę wylać z siebie wiele goryczy po skończeniu tej powieści. Kinga uwielbiam, i zawsze mam do niego sentyment. W końcu jest 1/3-cią mojej pisarskiej Najważniejszej Trójcy… Czasami jednak i jemu zdarzy się popełnić „koszmarek” (dla mnie np. takimi były „Historia Lisey” lub „Bazar złych snów”). Nie powiem, że „TO” jest takim koszmarkiem, bo tak nie jest, ale kilka rzeczy zasługuje na naganę.
Pierwsza – to jej objętość, a raczej masa niepotrzebnej, zbędnej treści składająca się na tą objętość. King słynie z pisania ‘cegieł’, ale niektóre owe ‘cegły’ to prawdziwe perły! „Dallas’63”, „Bastion” – choćby w tych powieściach zdarzały się dłużyzny, ale były tak wkomponowane w całość, że tworzyły jednolity, doskonale naoliwiony mechanizm! Tego nie ma w „TO”. Podam przykład – mamy np. rozdział „…Śmierć Patricka Hockstettera”, gdzie jedna z najważniejszych postaci powieści, Beverly, jest świadkiem, kiedy grupa chłopców z ekipy Henry’ego Bowersa (czyli tych „złych”) podpala sobie… bąki z tyłków. I teraz King analizuje to w ten sposób, jakby to było najważniejszą częścią tego rozdziału. Mało tego! Żeby puszczać takie obfite bąki, trzeba było jakoś do tego procesu doprowadzić. No to King opisuje nam bardzo analitycznie, jak to do ojca Bowersa przyjeżdża konkubina z dużym garem, i jak w tym garze praży fasolę, która potem staje się takim katalizatorem podpalanych bąków. Cóż, gdyby to opisał dwoma-trzema zdaniami, byłoby ok. Nie. Tutaj mamy prawdziwy elaborat. Owszem, scena może i śmieszna, ale ja czytając „TO” chciałem się bać, a nie śmiać!
W tym samym rozdziale, i przy tej samej okazji, dochodzi jeszcze inna analiza – kiedy 11-stoletnia Beverly jest świadkiem w/w wydarzenia, to przez głowę przelatują jej myśli,cóż to za „rurki” zwisają między nogami chłopców Bowersa; chłopców rok starszych od niej. Czy teraz wreszcie dojdziemy do tego, co mówi tytuł rozdziału? Ależ skąd! Teraz autor wnikliwie opisuje życie tytułowego bohatera rozdziału, rozbierając na czynniki pierwsze to, jak m.in. z zimną krwią morduje swojego małego braciszka, oraz jak znęcał się nad zwierzętami. Biorąc pod uwagę, że Hockstetter to dla przebiegu książki postać dalekoplanowa, to po co te wszystkie długaśne opisy???
Dopiero po tych wszystkich moim zdaniem zbędnych ceregielach King przechodzi do tytułowego tematu rozdziału. Czy tego nie można było skrócić? A takich kompletnie zbędnych mega-dłużyzn jest w tej książce na pęczki; ja podałem jeden przykład wyjęty z kontekstu.
Inna sprawa, gdzie King trochę za bardzo „odjechał”, to pewien fragment już z zakończenia powieści (na płaszczyźnie czasowej w 1958 roku), kiedy siódemka głównych bohaterów chce uciec z kanałów, i nie mają pomysłu „Jak?”. Wtedy to wymieniana już przeze mnie Beverly (powtórzę – jedenastolatka!) namawia swoich sześciu kolegów-rówieśników do odbycia z nią stosunku, a w zasadzie bardziej jego namiastki. Po czym po kolei, jeden po drugim to robią.
Absurd tej sceny rozbawił mnie do upadłego! King, który w sprawach seksu w swoich powieściach zazwyczaj bywa nad wyraz wstrzemięźliwy, tutaj serwuje nam nie przymierzając pierwotną formę gangbangu, i to w wykonaniu dzieci!
Absurd godny samozwańczego klechy natanka z Podhala (celowo mała litera w nazwisku) a nie jednego z największych pisarzy wszechczasów!
Jeszcze taka moja całkowicie subiektywne zdanie na temat jednego z tych jedenastolatków. Tak irytującej choć pozytywnej postaci jak Richie Tozier, to chyba jeszcze nie spotkałem w żadnej książce! Momentami chciało mi się przeniknąć do powieści, i nakopać mu w cztery litery za to jego debilne przedrzeźnianie różnymi głosami. No, ale w końcu jedno z najczęściej pojawiających się zdań w „TO” brzmi:
- „Zamknij się Richie!”
Dobra, tyle wybrzydzania; wyrzuciłem z siebie (chyba?) wszystko to co mi leżało na sercu po lekturze. Teraz pozytywy. Dla mnie jest tu tylko jeden, ale konkretny – HORROR!
W „TO” mamy horror, mamy zło w najczystszej postaci, i mamy grozę. Niekiedy groza ta wypełza z tej powieści, i potrafi opętać, omamić, przestraszyć. Tutaj rzeczywiście King wyciągnął z siebie to co najlepsze; wyciągnął strach który przeraża czytelnika! Ten strach, ta groza jest wyczuwalna w tych najmocniejszych fragmentach powieści. Tylko czemu jest jej tak mało, ja się pytam?! Czemu ta groza ustępowała opisom bąków po prażonej fasoli??? Może to właśnie odór po tych bąkach sprawiał, że się ukrywała? Nie wiem, trzeba by się było zapytać Kinga…
Kończąc powtórzę to, co napisałem na początku. Chciałem ten rok zakończyć z czytelniczym przytupem. Niestety, lektura „TO” spowodowała tylko lekkie puknięcie stopą o podłogę, które spowoduje jedynie to, że drzemiący obok kot leniwie uchyli jedno oko na ten „hałas”, po czym wróci do spania.
Nie tego się spodziewałem. Gdyby tą książkę uszczuplić o kilkaset stron zbędnych opisów, wyszedłby horror ultymatywny. A tak, to mamy tylko niezłą powieść, która momentami straszy, ale (przeważającymi) momentami przynudza. Fani tej powieści na pewno się ze mną nie zgodzą, ale nic na to nie poradzę. Ja się rozczarowałem.
Maksymalnie mogę dać sześć gwiazdek. Szkoda.

Wszystkim Czytelnikom z LC życzę zdrowia i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, oraz masy dobrych i ciekawych lektur!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szkiełko i wokół

Książka czekała kilka lat zanim po nią sięgnęłam, ale niespodziewana śmierć pana Grzegorza Miecugowa skłoniła mnie do natychmiastowego czytania. Z...

zgłoś błąd zgłoś błąd