Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Coś na Progu nr 5 / listopad-grudzień 2012

Książka jest przypisana do serii/cyklu "dwumiesięcznik". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Dobre Historie
7,11 (38 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
9
7
18
6
7
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
20544555
liczba stron
116
kategoria
czasopisma
język
polski
dodał
Coś Magazyn

Piąty numer czasopisma "Coś na Progu". Tym razem jeszcze więcej stron (116) w tej samej cenie! W środku same pyszności, opowiadania: Roberta E. Howarda (inspirowane twórczością H.P. Lovecrafta), Marka Tufo (apokalipsa zombie z punktu widzenia buldoga!) i Tomasza Kaczmarka (Pulp w czystej formie). Publicystyka Roberta Blocha, Bartosza Czartoryskiego i Marcina Wrońskiego. Wywiady z Thomasem...

Piąty numer czasopisma "Coś na Progu". Tym razem jeszcze więcej stron (116) w tej samej cenie! W środku same pyszności, opowiadania: Roberta E. Howarda (inspirowane twórczością H.P. Lovecrafta), Marka Tufo (apokalipsa zombie z punktu widzenia buldoga!) i Tomasza Kaczmarka (Pulp w czystej formie). Publicystyka Roberta Blocha, Bartosza Czartoryskiego i Marcina Wrońskiego. Wywiady z Thomasem Ligottim i Stefanem Grabińskim! Temat numeru: POTWORY! Do tego - dwa komiksy i tona potwornej publicystyki. Okładka - Michał Oracz

 

źródło opisu: http://dobrehistorie.pl/

źródło okładki: http://dobrehistorie.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2004
Dominik | 2013-03-18
Na półkach: Przeczytane w 2013
Przeczytana: 12 lutego 2013

Trochę dłużej niż zwykle przyszło nam czekać na kolejny, piąty już, numer „Coś na progu”, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że było na co czekać. Listopadowo-grudniowe wydanie to jak na razie najlepszy z dotychczasowo stworzonych przez Wydawnictwo Dobre Historie.

Tematem przewodnim aktualnego numeru są wszelakie potwory jakie dotychczas pojawiły się w różnych dziedzinach popkultury. Co zaskakujące twórcy artykułów nie opisują typowych przedstawicieli tego gatunku horrorów, a przedstawiają monstra mało znane przez co każdy z tekstów czyta się z zaciekawieniem. Publicyści wybrali swoje tematy z prawie każdej z dziedzin kultury masowej. Filmu: „Potwór z czarnej laguny” Radosława Pisula, „10 ton nacisku” Kamila Dachnija (o filmie „Szczęki” Stevena Spielberga), „Bestiariusz Guillermo Del Toro” Przemysława Pieniążka czy „Grunt to rodzina” Ady Struś - opisujący historie znanej wszystkim Rodziny Adamsów; muzyki: „Edward The Head” ponownie Ady Struś – artykuł o przerażającej maskotce zespołu Iron Maiden; komiksu – „Ranxerox: historia człowieka-kopiarki” Jana Wieczorka i „DC Comics: Uniwersum Strachu” Łukasza Buchalskiego; inne mieszające ze sobą owe dziedziny: „Piękne i Bestie” Renaty Łukaszewskiej opisuje ewolucje historii o kobiecie, która chciała udobruchać potwora, „Co cię nie rozśmieszy, to zabije” Radosława Pisuły o morderczych klaunach w popkulturze oraz „Potwory, których pragniesz” Norberta Nowaka – spis diabolicznych, nie tylko dzięki swojemu wdziękowi, kobietach w anime.

Każdy z autorów podchodzi inaczej do powierzonego mu im tematu. Niektórzy szczegółowo i skrupulatnie przedstawiają wybrane monstra, inni zaś delikatnie muskają temat, ale dzięki temu zaciekawiają czytelnika, zachęcając go do zagłębienia zagadnienia samemu.

Dalej mamy wywiad z Thomasem Ligottim i przedruk rozmowy ze Stefanem Grabińskim z „Głosu Literackiego”. O ile wywiad z polskim pisarzem to zajmująca rozmowa o literaturze fantastycznej z czasów życia autora oraz jego subiektywna ocena pojawiających się wtedy tekstów to niestety nie mogę pochwalić zabiegu dokonanego przez wydawnictwo przy podziale wywiadu z Ligottim na dwie części. Nie dość, że jest to pisarz na naszym polskim poletku mało znany, a wywiad zaciekawi chyba każdego fana grozy, bezsprzecznie więc podzielenie wywiadu tylko uderza w chęć promocji tegoż niesamowitego autora w Polsce. Dodać należy też, że druga część wywiadu, ukazana w tym numerze, odnosi się do opowiadania zamieszczonego w numerze 4 pt.: „Sekta idioty”. Nie popieram takiego rodzaju sprzedaży pisma, ale muszę też zachęcić do przeczytania całego wywiadu oraz opowiadania, ponieważ Thomas Ligotti to nie tylko wyśmienity twórca, pełnymi garściami czerpiący z twórczości takich tuz literatury jak H.P. Lovecraft, Bruno Schultz, Poe czy Grabiński, który dzięki mieszance tych autorów stworzył swój własny styl, ale też człowiek niezwykle specyficzny, neurotyczny, tajemniczy z wieloma fobiami, o których opowiada w rozmowie, przez co żyjący głównie w samotni.

Dział następny to „Proza/poezja”, o ile dział ten drugi człon nie zachwyca niczym wartym zapamiętania to proza stoi na wysokim poziomie. Każde z opowiadań wyróżnia użyta konwencja ale zostają one w obrębie tematyki numeru.

Mark Tufo serwuje nam „Riley” będący opisem początku zombie apokalipsy z perspektywy psa, a dokładnie buldoga amerykańskiego. Może nie zadziwia on niczym szczególnym w gatunku horrorów o żywych trupach, ale na pewno ciekawie opisuje znane nam już zdarzenia z podobnych historii.

„Pulp Thing” to opowiadanie z nurtu tych prześmiewczych gatunkowo, pastiszów, który pod każdym względem nabija się z filmów pulpowych. Opisy są krótkie, dialogi drętwe, a stwór atakujący grupkę imprezujących nastolatków na wyspie, nawet wyspa się pojawiła, wydaje się jakby był z gumy. Ten tekst zdecydowanie spodoba się fanom filmów „monster attack” z lat 50tych i 60tych jak „Zabójcze ryjówki” i mu podobnych.

Na sam koniec dostajemy opowiadanie Roberta E. Howarda, przyjaciela Lovecrafta, które stylizowane jest na teksty tego drugiego. Choć „Kopytne monstrum” nie posiada tak tajemniczego i niespokojnego lovecraftowskiego klimatu to jest genialną mieszanką tego co najlepsze u obu autorów. „Kopytne monstrum jest też swoistą promocją zbioru opowiadań Howarda „Królestwo Cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu” spod szyldu wydawnictwa Agharta, który to niedawno ukazał się drukiem.

Strefa kryminału zawiera kolejną część leksykonu skandynawskich detektywów (tym razem jest to Malin Fors stworzona przez Monsa Kallentofta) oraz trzy artykuły: „Sztuka kradzieży, kradzieże sztuki: Policjanci z Bostonu” Zofii Urszuli Kalety – tekst o jednym z najlepszych kradzieży dzieł sztuki w historii Stanów Zjednoczonych; „Medyk Sądowy na miejscu przestępstwa – Kolory śmierci” wywiad kryminalny Sebastiana Zakrzewskiego z lek. med. Radosławem Drozdem o pośmiertnych działaniach krwi. Ostatni jest najbliższy memu sercu i najciekawszy: „Paranormalni detektywi” Marcina Waincetela opisuje historie i ewolucje detektywów polujących na wszystko co nadprzyrodzone, artykuł zaopatrzony jest również w spis tych co ciekawszych.

Na koniec zostaje nam dział „Varia”, komiksy i felietony. W pierwszym znajdziemy teksty o nazi-fiction (Wojciech Sawłowicz), kobietach w horrorze, czyli „Scream Queens” Martyny Bieżyńskiej a Natalia Kościńska przedstawia żywe trupy w kulturze słowiańskiej oraz artykuł Łukasza Buchalskiego o mashupie grozy jaki prezentuje gra MMO „The Secret World”.

Następnie dwa komiksy: „Mróz” i „Midnight City”, które będą miały kontynuację w następnym numerze, co ponownie uznaje za minus dla „Coś na progu”, ponieważ wolałbym tutaj znaleźć jeden, ale cały komiks, niż po raz kolejny trafić na podział.

Felietony to trzy znane nam nazwiska: Robert Bloch, Marcin Wroński i Bartosz Czartoryski. Pierwszy opowiada o swojej znajomości z H.P. Lovecraftem i jej skutkach, drugi o tym ze straszniejsi są ludzi niż wszelakie monstra, trzeci zaś o powstającej pierwszej polskiej Urban Legend: złowieszczej małpie z Dolnego Śląska.

I na tym koniec. Odniosę się tylko do początku mojej recenzji, w której stwierdziłem, że numer piąty „Coś na progu” jest jak na razie najlepszym, pomimo błędów, które przedstawiłem. Niech zwiastunem będzie sama okładka autorstwa Michała Oracza – totalny misz-masz ale wszystko na naprawdę wysokim poziomie. Zdecydowanie polecam!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mężczyzna z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści

Seria morderstw motywowanych rasistowsko opisana z drobiazgowością i dbałością o szczegóły zarówno jeśli chodzi o tło polityczno-społeczne, jak i biog...

zgłoś błąd zgłoś błąd