Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wszystkie odcienie czerni

Wydawnictwo: Akurat
3,87 (414 ocen i 122 opinie) Zobacz oceny
10
7
9
4
8
22
7
32
6
53
5
54
4
43
3
45
2
48
1
106
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377583470
liczba stron
304
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Żona wziętego prawnika i matka dwójki dzieci wdaje się w płomienny romans z tajemniczym biznesmenem. Nieoczekiwanie rozbudzona namiętność przywołuje niechciane wspomnienia i prowadzi do dramatycznego finału w mrocznym świecie wielkiego biznesu. Niezwykła, mocna i bezpruderyjna opowieść o pożądaniu, seksie, miłości, prawdzie i zbrodni. Znakomity thriller erotyczny, jakiego jeszcze w Polsce nie...

Żona wziętego prawnika i matka dwójki dzieci wdaje się w płomienny romans z tajemniczym biznesmenem. Nieoczekiwanie rozbudzona namiętność przywołuje niechciane wspomnienia i prowadzi do dramatycznego finału w mrocznym świecie wielkiego biznesu.
Niezwykła, mocna i bezpruderyjna opowieść o pożądaniu, seksie, miłości, prawdzie i zbrodni. Znakomity thriller erotyczny, jakiego jeszcze w Polsce nie było!

 

źródło opisu: Wydawnictwo Akurat, 2013

źródło okładki: www.wydawnictwoakurat.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 496
Noemi | 2013-02-11
Na półkach: Kącik miernot

I oto jest - nie pierwsza, ale z pewnością ostatnia powieść z gatunku erotycznej szmiry, po którą zdecydowałam się sięgnąć. Ktoś mógłby sobie zadać pytanie - po co, skoro zaznaczam, że tego typu czytadła do mnie nie przemawiają? Po pierwsze - po to, aby utwierdzić się w przekonaniu, że to choć po części kolejna kopia Greya, po drugie - z ciekawości. Z ciekawości, czy modelka, którą od zawsze uważałam za zapatrzoną w siebie i niezbyt elokwentną, może popełnić coś wartego przeczytania.
Osoby, które sprzeciwiają się podobieństwom do tworu E. L. James, często mówią, że "jest to wreszcie coś dla dojrzałych kobiet, bohaterką nie jest naiwna małolata, tylko matka i żona". Dziękuję za taki wzór matki i żony. Główna bohaterka to, ni mniej, ni więcej, a narcystyczna, zarozumiała, puszczalska egoistka i idiotka, która uważa, że dosłownie każdy facet powinien chcieć dobrać się do jej majtek - a jeśli nie chce, to coś z nim nie tak. Najbardziej z całej książki rozbawił (a może zasmucił?) mnie fragment, w którym wymienia, jak to mąż zapomniał już o wartościach - dzieciach, wspólnych wyjściach, przynoszeniu kwiatów i o... jej c..... Żenujące, naprawdę. Już nie mówiąc o tym, że Anna chyba nie zna definicji słowa wierność i przypominając sobie młode lata, wspomina, jak to chciała przespać się z byle kim, aby tylko uwolnić się od potwornego brzemienia dziewictwa. Ależ oczywiście, że ironizuję, trudno nie ironizować. Wiem, że to tylko fikcja, niemniej jednak taka kreacja głównej bohaterki i jej wieczne usprawiedliwianie, głaskanie po główce mówi dostatecznie dużo o jej twórczyni.
Historia jest... no cóż, jakaś jest, tylko tyle można powiedzieć. Początkowo tylko głupoty, seks i rozterki miłosne, wspomnienia w przeszłości, potem mizerna (tak, tak, nie "misterna") intryga z naciąganym zakończeniem. Drżyjcie, autorzy thrillerów, wkrótce trzeba będzie oddać palmę pierwszeństwa polskiej modelce, po godzinach - zawzięcie piszącemu tytanowi pracy, prawdziwej muzie wszystkich innych grafomanów. A skoro już przy palmie jesteśmy, komuś tu zdrowo takowa odbija.
Kolejna sprawa, która mnie zirytowała - język i nawiązania literackie. Krótkie zdania, serie jak z karabinów. Mistrzyni szybkiego kończenia, interpretacja dowolna. I w tym przypadku nie jest to żaden zabieg stylistyczny - widocznie odbiorcy postrzegani są jak banda głupców, która radzi sobie tylko z krótkim zdaniem. Metafor i epitetów aż nie można zliczyć, co za różnica, że niektóre są komiczne, absurdalne, wydumane albo przerysowane tam, gdzie nie powinny? Ważne, że są, udajemy ambitnych. Okropnie irytowały mnie niby ambitne nawiązania do literatury, sztuki, muzyki - z tyloma nie spotkałam się w żadnej innej książce, i bynajmniej nie wspominam o tym, aby pochwalić ten zabieg. Primo - taka ilość nawiązań to za dużo, odnosi się wrażenie, że są wtykane desperacko, że autorka (...) sili się na tworzenie ambitnej literatury. Cóż, nawet poważny profesor posiadający ogromną wiedzę nie pragnie się tak za wszelką cenę popisać erudycją, nawet mistrzowie literatury znają jakiś umiar, ale widocznie tutaj go nie ma. Taka ilość wielkich nazwisk i tytułów tylko brutalnie obnaża i podkreśla lichość "dzieła", jakie trzyma w rękach czytelnik. A, no i zapomniałabym, secundo - naprawdę nie chce mi się wierzyć, że akurat rzeczona autorka obcuje tylko z wybitnymi pozycjami książkowymi czy filmowymi, że czule głaszcze grzbiety książek z wielkimi nazwiskami, którymi tak cudownie szasta, które wylewają się z każdej strony. Sądzę, że jak to w takich przypadkach często bywa, sugestie te podsunął ktoś znacznie bystrzejszy i bardziej oczytany. Nie bawią mnie też nawiązania do współczesnych wydarzeń, które to wydarzenia zatrą się w pamięci za rok czy dwa. Możemy czytać twórców renesansowych, pozytywistów, romantyków i dotrzeć bez problemu do ważnych dla społeczeństw, historii lub życia autora sytuacji, do których się on odwołuje - a kwestia niezbyt istotnych, pomniejszych odwołań często wyjaśniana jest w przypisach i notatkach biograficznych. Do czego zmierzam - aluzyjność ma sens, jeśli jest rozumiana - kto będzie za trzy lata pamiętał o Holmesie i masakrze na premierze "Batmana"? Tak naprawdę tylko ci, których dotknęła ta tragedia.
Pewien mądry człowiek zwykł był mawiać: "Traktujcie książkę jako dialog z jej twórcą, z kimś, kto chce coś przekazać. To czytelnik decyduje, czy przyjmie ofertę rozmowy, czy ją odrzuci". Tutaj nie widzę nic wartościowego, żadnej płaszczyzny porozumienia. Po złości mogłabym wymieniać, jakich nazwisk jeszcze zabrakło i w jaki sposób jeszcze bohaterka nie zdążyła się zbłaźnić i zeszmacić.
No cóż, na końcu powinnam wyjaśnić, skąd tyle jadu. Pewnie z zazdrości, jaki może być inny powód? Otóż nie. Po prostu jestem już znużona i zniesmaczona tym, jakie badziewie ostatnio usiłuje nam się wciskać, nam, czytelnikom. Od dawna konsumentów traktuje się jak bydło - "kupuj i wynocha". O ile w przypadku przedmiotów użytku codziennego można się jakoś przyzwyczaić do tego, że wszystko opiera się tylko na zyskaniu nabywcy, któremu wepchnie się byle co, o tyle
przy książkach, pokarmie duchowym, po prostu nie uchodzi. Przykre jest, że promuje się tandetę, bo "znane nazwisko", a zdolni i anonimowi twórcy nie dostają szansy. Przykre jest to, że każe się nam traktować w kategorii fenomenu książkę, która za kilka miesięcy wyląduje zapomniana w wyprzedażowym koszu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zanim się pojawiłeś

Nie przepadam za szeroko pojętą literaturą kobiecą. Ale w takim samym (jeśli nie większym stopniu) nienawidzę mieć złamanego serca. A niestety takie m...

zgłoś błąd zgłoś błąd