Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Houston, mamy problem

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,97 (2532 ocen i 430 opinii) Zobacz oceny
10
240
9
188
8
474
7
682
6
573
5
206
4
77
3
52
2
25
1
15
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-08-05000-2
liczba stron
608
słowa kluczowe
powieść polska
język
polski
dodała
Ag2S

Katarzyna Grochola zmienia front! Czytelnicy z pewnością będą zaskoczeni, gdyż bestsellerowa pisarska bohaterem swej najnowszej książki uczyniła… mężczyznę! Szykuje się pełna przygód, zaskakująca powieść – jak zwykle utrzymana w błyskotliwym, pełnym humoru stylu – która nie tylko z pewnością podbije serce dotychczasowych czytelniczek Katarzyny Grocholi, ale ma szansę zdobyć nowych fanów –...

Katarzyna Grochola zmienia front! Czytelnicy z pewnością będą zaskoczeni, gdyż bestsellerowa pisarska bohaterem swej najnowszej książki uczyniła… mężczyznę!

Szykuje się pełna przygód, zaskakująca powieść – jak zwykle utrzymana w błyskotliwym, pełnym humoru stylu – która nie tylko z pewnością podbije serce dotychczasowych czytelniczek Katarzyny Grocholi, ale ma szansę zdobyć nowych fanów – także wśród mężczyzn.

Bohaterem powieści jest Jeremiasz, sympatyczny i błyskotliwy trzydziestodwulatek, który znalazł się na tzw. życiowym zakręcie. Jest piekielnie zdolnym operatorem filmowym, ale okazał się zbyt prawy i bezkompromisowy, by zrobić karierę w filmie. Nie ma pracy, przędzie więc cienko, a kredyt za mieszkanie spłacać trzeba. Bo przecież nie może mieszkać z matką, która ciągle wtrąca się w jego życie. Jeremiasz wie dużo o kobietach, ba! wie o nich wszystko, a może nawet więcej, bo gdzie się obróci, tam jakaś pani – a to matka, a to sąsiadka z piętra, a to córka sąsiadki, a to Zmora mieszkająca piętro niżej, a to kumpela, z którą można pogadać jak z najlepszym przyjacielem. A wszystkie od niego czegoś żądają i każda sprawi mu jakaś niespodziankę.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2012

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2423/H...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1272
wkwiatki | 2016-09-27
Przeczytana: 27 września 2016

Szkoda mi czasu na pisanie fachowej recenzji, z uwzględnieniem streszczenia fabuły. Więc piszę po swojemu. Kiedy jeszcze myślałam, że będzie to recenzja - prawdziwa i pierwsza od bardzo, bardzo dawna - usiadłam przy ławie, na której leżały tylko 2 długopisy i popsuta część rozdrabniacza (ale masło słonecznikowe było tego warte!). Po zagnieżdżeniu się już w fotelu wstałam, żeby zrobić kanapkę (z masłem rzeczonym oczywiście), rzuciłam ostatnie spojrzenie na pozostawione stanowisko pracy i nie znalazłam już śladu po wcześniejszym porządku. Razem z laptopem i "Houstonem" przytachałam dwa zeszyty, zakładkę i kolejną książkę do czytania. Pomyślałam: ta książka zajmuje dużo miejsca - i to jest bardzo trafne spostrzeżenie. Ci, którzy mieli ją w rękach, natychmiast pomyślą, że chodzi o objętość. Ci, którzy przeczytali i zakochali się w niej równie mocno, będą wiedzieli, że owe miejsce nie ma nic wspólnego z przestrzenią i materialnością.

Nie podoba mi się, że nazwisko Grocholi często jest synonimem badziewia, kobiecej literatury niskich lotów, czytadła, a może nawet harlequinów. Do jasnej cholery, no nie. Jest to skojarzenie tym bardziej irytujące, że Katarzyna Grochola robi coś zupełnie innego: tematy mdłe i gatunki pogardzane przestawia na górną półkę trzema cechami.

Pierwszą jest język. Nie wiem, czy jest wśród współczesnych polskich pisarzy ktoś o równie wybitnym stylu. Tak, tak, patrzę nawet na pomnikowego Myśliwskiego i niezrównaną Masłowską - i nie widzę. Pisze lekko, to raz. Dopracowuje zdania, doszlifowuje i nie wiem, jakich słów jeszcze użyć, żeby nazwać czynność budowania zdań, które same w sobie, wyrwane z kontekstu i nawet źle zacytowane są literacką perełką. Wszędzie mamy do czynienia z grą słów, igraszką skojarzeń i puszczeniem oka do czytelnika - z troską o to, żeby czytało mu się jak najlepiej. Grochola oprócz lekkości i oprócz dbania o dosłownie każdy pieprzony wyraz ma coś jeszcze: nawiązania. I używa ich tak dobrze, że z zachwytu po prostu odbiera mowę. Mamy w naszym ojczystym języku zdania kultowe, znane i lubiane, rozpoznawane przez wszystkich w nocy o północy. Grochola do nich sięga. Czasem okrasza tylko ich szczyptą, wykorzystując np. typową składnię, czasem wplecie całokształt, innym razem uszczypnie zdanie i utnie w połowie. Nie robi jednak z tego punktu kulminacyjnego, jak zapewne podeszłaby do tematu rzesza pisarzy, ale sypie nimi od niechcenia, to tu, to tam, nie bacząc, czy ktoś zwróci na nie uwagę i pochwali kunszt autorki i nie bojąc się, że nie. Jest dla mnie mistrzem operowania polszczyzną.

Drugim sposobem przerobienia w anioły książek dla zjadaczy chleba jest elokwencja. Nie do końca mieści mi się w głowie, że autorka "głupiego czytadła" raczy czytelnika gigantyczną wiedzą, i to aż z dwóch dziedzin: ornitologii i operowania kamerą. I choćby ten fakt wystarcza, by nie pozwolić traktować Grocholi z politowaniem - w żadnej, absolutnie żadnej książce, która nie miałaby pretendować do tytułu literatury wysokiej twórca nie zajmowałby się pisaniem o tym, co nie jest przynajmniej luźno związane z zasadniczą fabułą. A autorka "Houston, mamy problem" co chwila cieszy nas jakąś ciekawostką na przeróżne tematy.

Trzecim i nieostatnim atutem Grocholi jest humor. I o tym nie mogę chyba nic więcej napisać, tylko że nieraz śmiałam się podczas czytania całkiem głośno. I że cudownie by było, gdyby więcej osób miało tak inteligentny dowcip.

I jeszcze jedna sprawa, której nie umiem jednoznacznie ocenić. Chodzi mi o "psychologizację" bohaterów. Jeremiasz bardzo długo był po prostu śmiesznym facetem, pod koniec zaś różne osoby z jego otoczenia zaczęły robić mu psychoanalizy, wskutek czego przechodzi on przemianę. Nie mam nic do przemian, do głębszych rozmów itd., ale cechy i problemy, które widzieli w nim przyjaciele, były widziane chyba tylko przez nich. Żeby nie zdradzić za dużo - myślę tu o relacji z matką. Na razie mi się to nie trzyma kupy, ale może jeszcze się sklei, przecież "Houston, mamy problem" zajmuje za dużo miejsca, żeby ot tak przestać o nim myśleć zaraz po zamknięciu książki. Albo napisaniu pseudorecenzji.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Spod zamarzniętych powiek

Książka napisana z perspektywy fantastycznego himalaisty, ale przede wszystkim człowieka. Bielecki nie jest tu tylko maszyną zdobywającą szczyty, któr...

zgłoś błąd zgłoś błąd