Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,92 (372 ocen i 35 opinii) Zobacz oceny
10
30
9
25
8
63
7
111
6
90
5
32
4
12
3
5
2
3
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
A Game of Thrones: The Graphic Novel: Volume One
data wydania
ISBN
9788324142514
liczba stron
176
słowa kluczowe
tron, fantastyka, Martin
język
polski
dodał
Danway

Bestsellerowa saga fantasy George’a R.R. Martina we wspaniałym kolorowym komiksie – równocześnie z emisją drugiego sezonu kultowego serialu HBO Najpierw były bestsellerowe powieści, potem przebojowy serial HBO. Teraz znani powieściopisarz i rysownik nadają Grze o tron George’a R.R. Martina – arcydziełu epickiej fantasy - nową wspaniałą postać w barwnej graphic novel - jednym z...

Bestsellerowa saga fantasy George’a R.R. Martina we wspaniałym kolorowym komiksie – równocześnie z emisją drugiego sezonu kultowego serialu HBO



Najpierw były bestsellerowe powieści, potem przebojowy serial HBO. Teraz znani powieściopisarz i rysownik nadają Grze o tron George’a R.R. Martina – arcydziełu epickiej fantasy - nową wspaniałą postać w barwnej graphic novel - jednym z najpopularniejszych komiksów roku.



Nadchodzi zima. Tak brzmi dewiza rodu Starków, lordów najdalej wysuniętej na północ ze wszystkich krain, które poprzysięgły wierność królowi Robertowi Baratheonowi, zasiadającemu na tronie w dalekiej Królewskiej Przystani. Eddard Stark sprawuje w imieniu króla Roberta rządy w Winterfell. Daleko na północy, za wyniosłym Murem, kryją się Dzicy i znacznie gorsze istoty, po długim lecie uznane za mit. Z nadejściem zimy okazało się jednak, że są realne i śmiertelnie groźne.

Lecz bliższa groźba kryje się na południu. Królewski namiestnik zmarł w tajemniczych okolicznościach. Robert wyruszył do Winterfell, zabierając ze sobą królową - piękną, lecz zimną Cersei, syna - okrutnego i zarozumiałego księcia Joffreya, i braci królowej - Jaimego i Tyriona. Pierwszy jest niezrównanym szermierzem, drugi karłem o niebezpiecznie bystrym umyśle. Wszyscy zmierzają ku Winterfell i spotkaniu, które zmieni losy królestw.

Tymczasem za Wąskim Morzem dziedzic rodu władającego ongiś całym Westeros snuje plany odzyskania tronu przy pomocy armii barbarzyńców, których lojalność kupi za jedyne, co mu zostało wartościowego: swą piękną i niewinną siostrę.

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoamber.pl/

źródło okładki: http://www.wydawnictwoamber.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 525
Zerr | 2013-06-09
Przeczytana: 13 maja 2013

Recenzja ukazała się na: www.recenzjum.blogspot.com

Moja przygoda z "Grą o tron" rozpoczęła się od serialu, jak pewnie miało to miejsce u wielu innych ludzi. Od razu stałem się fanem tej produkcji i zapragnąłem przeczytać wszystkie książki George'a R. R. Martina. Choć przez długi czas nie mogłem pozwolić sobie na tak kosztowną inwestycję, to udało mi się uzyskać wszystkie wydane do tej pory tomy sagi dzięki polskiemu wydawcy - Zysk i S-ka, za co bardzo dziękuję! Dzięki temu mogłem porównać sam serial z twórczością pisarza (więcej o tym niebawem), ale także miałem to szczęście i przed zajrzeniem do komiksu znałem oryginalną treść "Gry o tron". Bardzo dobrze się złożyło... Bardzo dobrze :)




Komiks został stworzony przez Daniela Abrahama oraz Tommy'ego Pattersona i początkowo to, co można przeczytać w jednym dość pokaźnym tomie, znajdowało się w oddzielnych sześciu zeszytach. Jak to wyglądało? Nie wiem, bo niestety nie widziałem. Aczkolwiek jestem bardzo ciekaw... W każdym razie - wszystko to jest graficzną, bądź też rysunkową (jak kto woli), wersją twórczości literackiej George'a R. R. Martina. Wystarczy zresztą spojrzeć na okładkę i jest, jak byk - "Gra o tron". Wątpliwości zatem nie ma żadnych :)

Zacznijmy jednak od początku, czyli od okładki właśnie. Prosta, bez pstrokacizny, cukierkowatości i tym podobnych. Estetyczna i rzucająca się w oczy. Można? Można! Nie każda oprawa książkowa, czy też i komiksowa musi dawać po oczach złoceniami, wypukłościami i feerią barw. Wystarczy nieco szkiców na białym tle, dominujący czerwony kolor i Wieeelkie Nazwisko Autora cyklu (czy ja się czepiam?, gdzie tam...!) i mamy. Gotowe! Idzie jak ciepłe bułeczki :) Czy faktycznie? Nie wiem... Może ktoś jednak ma jakieś dane, statystyki, tajne informacje rządowe? :)

Skoro jeszcze jesteśmy przy zewnętrznej stronie tego tomiku, to na części tylnej mamy fotografię Martina wraz z opisem i linkiem do jego strony oraz krótkie info o dwóch autorach tegoż graficznego dzieła. No i jeszcze coś... Cena. Oh, come on! Dlaczego komiksy w naszym Pięknym Kraju... nie ironizuję... muszą być takie drogie? Szczerze? Byłem gotów wyłożyć tyle gotówki, ale udało mi się uzyskać komiks za niecałe 30% wartości... I po przeczytaniu stwierdzam, że ciesze się, iż nie wtopiłem tych pięciu dych...

Nie, no nie było tak źle! Bez przesady... Jednak dobrze też nie było...

Kto oglądał serial, ten mniej więcej wie o co w tym wszystkim chodzi i o co ta cała afera. Kto czytał książki, ten wie jeszcze lepiej. I ja wiem. I mniej więcej i jeszcze lepiej... No, ale szlag! Człowiek nieobeznany ani z jednym, ani z drugim nie zrozumiałby do końca tego komiksu... Przeskakiwanie z krainy do krainy, od postaci do postaci jest często nieoczekiwane, a narracja tu zastosowana, mimo iż w dużej mierze zgodna z samą książką, strasznie chaotyczna... Poza tym - sporo błędów. Czyż nikt nie sprawdzał interpunkcji, gramatyki, itd? Żeby linijkę kończyć "i", "a", "o", a później kontynuować zdanie w kolejnej... Tak się nie robi, drodzy Państwo... Żaden ze mnie znawca, ale pewne rzeczy się po prostu wie.. Pomijając jednak te wszystkie językowe uchybienia, to stwierdzam, że "narrator" często rzuca informacjami wyrwanymi z kontekstu i chyba trochę bez sensu... Czyż nie o to w komiksie chodzi, aby ukazywać obrazami, a nie rzucać informację: "Will siedział na drzewie", a w międzyczasie pokazywać coś innego? No... Chyba, że taki był zamysł autorów. To zwracam honor. Taki mały skok w bok. No, bo w końcu na okładce napisali, iż jest to "powieść graficzna", a nie komiks, jak śmiałem go określać :)

Żeby jednak za długo nie marudzić, to w gruncie rzeczy podoba mi się ta produkcja (poza wieloma aspektami...). Hodor! Do tej pory byłem fanem jedynie serialu, ale po zapoznaniu się z książką stwierdzam, że kryje się tam o wiele więcej, niż w ekranizacji. Niektóre wątki, postacie, itd., nieco się różnią, a komiks ma taką zaletę, że trzyma się jednak swojego pierwowzoru, czyli tekstów Martina. To się chwali, gdyż mogłem wizualizować sobie książkę, wyrzucając na jakiś czas z głowy aktorów, którzy wcielili się w role mieszkańców Westeros. Jednakowoż... Choć ilustracje, kolory, estetyka, szczegółowość i całokształt zawartych w komiksie ilustracji jest na wysokim poziomie... To jednak wszystko to wydawało mi się jakby zbyt kolorowe, cukierkowe wręcz. Klimat zawarty w twórczości Martina o wiele lepiej przedstawiony został jednak w ekranizacji. Jest to bowiem świat surowy, gdzie krew leje się gęsto, kłamstwa płyną z ust każdego i... "winter is coming" (if u know, what i mean). I owszem - tutaj też znajdzie się krew, a nawet i goliznę... Ale, szlag! Przedstawione jest to tak zdawkowo, jak tylko można było to zrobić. Komiks zdecydowanie bardziej nadaje się dla młodzieży, niż sam serial i książka, które głównie skierowane są do osób dorosłych lub wyrośniętych chociaż... Poza tym - zauważyłem pewien problem z oddawaniem emocji na twarzach narysowanych bohaterów. Czasami mina postaci całkowicie nie oddawała tego, co akurat mówiła, bądź też przeżywała. Jak na przykład scena, [spoiler?] gdy jeden ze Starków wypadł, a w zasadzie został zrzucony z wieży. Zakładam, że młodzieniec był wtedy przerażony, czego jednak nie udało się rysownikowi uwidocznić.

Chociaż naprawdę lubię komiksy i nie mam nic przeciwko przedstawianiu powieści w takiej formie, to jednak nieco się zawiodłem na niniejszej produkcji. Ilość stron jest niewątpliwym atutem, piękne ilustracje również, ale spodziewałem się czegoś o wiele lepszego... Cieszę się, że udało mi się zdobyć egzemplarz po niższej cenie, ale jednocześnie chciałbym kiedyś móc zapoznać się z dalszymi częściami komiksu na podstawie Martinowskiej prozy. Być może moja opinia wyglądałaby zupełnie inaczej, gdybym nie czytał "Gry o tron". Jednakowoż tak się stało i odwołania już nie ma.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pełna moc życia

Świetna książka, choć pierwsze kilkadziesiąt stron wydają się nieco nudne. Na szczęście mniej więcej od połowy autor się rozkręca i zadziwia oryginaln...

zgłoś błąd zgłoś błąd