Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/7696/maszyneria-wyzwolonej-wyobrazni

Maszyneria wyzwolonej wyobraźni

23 wartościowy tekst

Jego estetykę kojarzy każdy, kto w ostatnich latach choć raz wybrał się na fantastyczny konwent. Znakiem rozpoznawczym są wszechobecne gogle, zegarowe trybiki, podrasowane na fantastyczną modłę wiktoriańskie cylindry i gorsety. Steampunk to konwencja, która niezmiennie uwodzi czytelników i autorów. Ostatnio – Krzysztofa Piskorskiego.

Termin upowszechniła Maszyna różnicowa W. Gibsona i B. Sterlinga, ojców chrzestnych cyberpunku, którzy inspirowani przez innych kolegów po piórze, postanowili napisać tekst cyberpunkowy, tylko że cofnięty w czasie do wieku pary, rewolucji przemysłowej i pierwszych maszyn analitycznych, praszczurów współczesnych komputerów. A potem już poleciało – dzieła takie jak Liga niezwykłych dżentelmenów (zwłaszcza komiksowy oryginał) czy Ruchomy zamek Hauru trafiły do klasyki kultury popularnej, a liczba utworów steampunkujących idzie dziś na całym świecie w tysiące.

Steampunk to obecnie głównie design i scenografia – pościg na rozpędzonym pociągu, znany z klasycznej powieści przygodowej, jest dobry, ale jeszcze lepszy jest rajd po płonącym sterowcu, kiedy wokół dżentelmeni w goglach walczą na eterowe rewolwery z podniebnymi piratami. Wycieczki na nieznany interior Afryki czy do ukrytych w dżungli ruin Mohendżo Daro, w które wyprawiali się Allan Quatermain lub doktor Indiana Jones, pozostają egzotyczne – ale wyprawy w innej wszechświaty (równoległe), pod inne słońca, w inne ścieżki ewolucji, wydają się jeszcze bardziej nietypowe, bardziej malownicze. Tak nakręcają się sprężyny z autorską wyobraźnią, której nie ograniczają już ziemskie atlasy i stara dobra fizyka einsteinowska.

Wszystkich polskich tekstów steampunkowych wymienić tu nie sposób. Z ostatnich lat wspomnijmy oryginalną Ektenię Emila Strzeszewskiego, wymykającą się schematom literatury przygodowej, oszałamiające rozmachem Światy Solarne Jana Maszczyszyna, komiksową Pierwszą Brygadę Janicza–Piątkowskiego–Wyrzykowskiego, antologie ze świata Wolsung wydawnictwa Van Der Book, czy Alkaloid autora ukrywającego się pod pseudonim Aleksandra Głowackiego (prawdziwe nazwisko Bolesława Prusa), który opisał fantastycznie podrasowaną historię „Lalki” i Wokulskiego. Sam Piskorski wcześniej także wyprawiał się na to poletko – jego dwutomowa Zadra, opowiadająca o Europie, w której Rewolucja Francuska i okres wojen napoleońskich wyglądały inaczej niż u nas, a to za sprawą odkrycia umożliwiającego podróże między światami etheru, poprzedza o ćwierć wieku czas akcji najnowszej powieści, Czterdzieści i cztery, choć oba tytuły nie są bezpośrednio powiązane fabułami.

Piskorski to obecnie jeden z najciekawszych twórców na fantastycznym widnokręgu. Słynie z drobiazgowego researchu do swoich książek – na spotkaniach autorskich, kiedy opowiada o tym, czego się dowiedział, a co nie zmieściło się w książkach, sale pękają w szwach – oraz oryginalnych i bogatych światów, w które wrzuca swych bohaterów. Dość wspomnieć, że w debiutanckiej trylogii „Opowieści piasku” powołał do istnienia pustynną, quasipostapokaliptyczną, wzorowaną na kulturach bliskowschodnich społeczność Ocalonej Krainy, która musi zmierzyć się z kataklizmem zagrażającym światu. W Krawędzi czasu ton skonstruowanej z zegarmistrzowską precyzją fabule nadają kłopoty z podróżami w czasie. A w Cieniorycie, za który autor otrzymał nagrodę im. Janusza Zajdla, tło dla historii tworzy fantastycznie podrasowany półwysep iberyjski, walki na szpady wywiedzione wprost z powieści Arturo Péreza-Reverte i groźna rzeczywistość, w której plamy cienia stanowią wrota do innego świata.

W najnowszej powieści z ducha wiktoriańska konwencja steampunkowa zostaje pożeniona z historią, polityką, romantyczną poezją i kulturą polską w XIX wieku.

Co nie znaczy, że akcja rozgrywa się tylko w pięknym kraju nad Wisłą, gdzie, jak mawia wieszcz, tylko zimno i pada, a lato nie jest gorące; wręcz przeciwnie. Bohaterowie podróżują między zniszczoną powstaniem 1831 roku Litwą, Wielką Brytanią zmienioną przez etherową rewolucję przemysłową, a Francją, w której pół-martwe zwłoki Cesarza utrzymywane są w stanie horrendalnej hibernacji – oraz, rzecz jasna, po alternatywnych Europach, do których prowadzą etherowe bramy. W nietypowych rolach spotkamy tu i lorda Byrona, nieprzejednanego przeciwnika nowinek technologicznych, i Adę Lovelace – etatową fantastyczną specjalistkę od protokomputerów, i Słowackiego z Mickiewiczem, także uwikłanych w etheryczną Wiosnę Ludów. No i, oczywiście, Elizę Żmijewską, protagonistkę – romantyczny odpowiednik Jamesa Bonda w krynolinie, agentkę radzącą sobie tak samo dobrze z szyframi, jak i w robieniu szpadą, kapłankę pradawnego litewskiego bóstwa. Której pomagają ponaddwumetrowy inteligentny owad i odcięta głowa sir Thomasa Mitchella, podróżnika, który w naszej linii czasu naprawdę badał bezdroża Australii – a w świecie „Czterdzieści i cztery” zawiało go do rzeczywistości alternatywnych…

Najlepsze zaś, że to dopiero początek kabały, w jaką wikła bohaterów autor.

Przygoda goni tu przygodę, kolejny nietypowy element wykreowanego świata bawi, tumani, przestrasza, zaskakująca atrakcja zostaje wyparta przez kolejną fabularno-scenograficzną atrakcję, a my w tym kalejdoskopie możemy przyjrzeć się, jak może dziś wyglądać bezpretensjonalna literacka przygoda. W epoce nadmiaru bodźców, gdy najcenniejszą walutą jest czas, jaki odbiorca może poświęcić na lekturę danego dzieła, główny bój o literaturę gatunkową idzie bowiem o to, żeby czytelnik w ogóle sięgnął po książkę, zamiast pójść do kina na kolejny blockbuster czy odpalić grę komputerową z budżetem milionów dolarów, stworzoną przez zastęp najzdolniejszych twórców. Co może im przeciwstawić samotny autor, skryty w półmroku swego gabinetu…? Ano między innymi właśnie to, do czego, jak się wydaje, powstał steampunk: całe światy, które oszołomią, przestraszą i zachwycą, sekwencje najdzikszych zdarzeń, których nie udźwignąłby budżet wszystkich złotych bonzów Hollywood razem wziętych, zwroty akcji, jakich nie zaakceptowaliby script doctorzy, fokusujący pod masowy gust scenariusze najśmielszych nawet filmowych superprodukcji.

To znaczy całą tę autorską, rozszumianą miriadami trybików, wywindowaną na zeppelinie w stratosferę, dopaloną zastrzykiem eteru opalizującym jak ampułka płynnego światła, maszynerię wyzwolonej wyobraźni.

Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Michał |  wypowiedzi: 8  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 6319
allison
25-09-2016 21:20
Przeczytałam tekst z zainteresowaniem, mimo iż to nie moja bajka:)
Gratuluję lekkiego pióra!
książek: 189
Immo
25-09-2016 23:14
Steampunk w literaturze jest nie tylko źródłem gatunku, ale i nadzieją dla niego. Bo steampunk jako estetyka to stwór pożerający własny ogon - im więcej tych gogli i trybików, tym lepiej, a żeby to miało jakąś funkcję... Po co? Często steampunkowi przebierańcy mają przy sobie gadżety, które sprowadziłyby na swojego użytkownika rychły zgon, jak skałkowe pistolety z wielkimi zaworami haczącymi o... Steampunk w literaturze jest nie tylko źródłem gatunku, ale i nadzieją dla niego. Bo steampunk jako estetyka to stwór pożerający własny ogon - im więcej tych gogli i trybików, tym lepiej, a żeby to miało jakąś funkcję... Po co? Często steampunkowi przebierańcy mają przy sobie gadżety, które sprowadziłyby na swojego użytkownika rychły zgon, jak skałkowe pistolety z wielkimi zaworami haczącymi o wszystko ;)

I tu na ratunek przychodzi literatura - książki w nurcie steampunk co prawda niekiedy przesadzają z emfazą na "cuda i dziwy", ale podziw budzi wyobraźnia autorów starających się uzasadnić i unaukowić nieco swe dzieła, choćby i nieco niedorzecznie. W końcu steampunk to podgatunek retrofuturystycznego science fiction i tego "science" nie może zabraknąć :)

Ciekaw jestem książki Piskorskiego :)
pokaż więcej
książek: 2228
Marta
26-09-2016 10:01
"Wycieczki na nieznany interior Afryki czy do ukrytych w dżungli ruin Mohendżo Daro, w które wyprawiali się Alana Quatermain lub doktora Indiana Jonesa, pozostają egzotyczne (...)"
doktora Indiana Jonesa była kobietą, podobnie jak Alana Quatermain - dzięki za uświadomienie :)
książek: 149
retrezed
26-09-2016 14:14
Z chęcią sięgnę po tę książkę. Uwielbiam steampunk w literaturze i chciałabym się przekonać, czy Piskorski to dobry wybór.
książek: 1171
BookBasset
26-09-2016 18:11
Steampunk w wydaniu polskich autorów ? Nie będę się nudził jesienią :D
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Czas kobiet

Napisana tak, jakby słuchało się opowieści prostej, doświadczonej kobiety i to jest świetne. Potoczny język przeplata się z abstrakcyjnymi wyobraż...

zgłoś błąd zgłoś błąd