Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/10803/tajemnica-sukcesu-remigiusza-mroza

Tajemnica sukcesu Remigiusza Mroza

27 wartościowy tekst

Nie miliony złotych wydane na billboardy i reklamy w telewizji, nie związek z celebrytą czy celebrytką, nie skandal czy niewyparzony język w wywiadach, ale ciężka, konsekwentna praca nad swoim wizerunkiem zapewniła Mrozowi miejsce na szczytach list bestsellerów. To godne podziwu.

To nie jest miejsce na dyskusję o jakości prozy Remigiusza Mroza. Fakt, że z jednej strony ma tysiące oddanych fanów i fanek, a z drugiej często zbiera krytyczne recenzje, to coś, do czego chyba wszyscy się przyzwyczailiśmy. Cóż, ja sam na łamach „Polityki” potraktowałem Czarną Madonnę wyjątkowo surowo, a i o Nieodnalezionej nie mam wiele lepszego zdania.

Pozostaję jednak zafascynowany tym, jak doskonale ten młody jeszcze pisarz (rok młodszy ode mnie!) kilka lat temu „wymyślił siebie” i jak ta jego projekcja okazała się rewolucją na rynku książki. Oto jednoosobowa fabryka, która „produkuje” książki z szokującą regularnością i we wciąż szokującym tempie – w tym roku już ile, bodajże pięć? Sęk w tym, że książki to nie jedyne, co Mróz tworzy.

Pamiętam felieton Jacka Dukaja, który pisał, że gdy zbliża się premiera jego książki, najchętniej by się gdzieś zaszył i nie brał udziału w jej promocji. Mróz to w gruncie rzeczy zaprzeczenie tego podejścia, bo nie tylko udziela wielu wywiadów, ale też jest aktywny w sieci, komentując publikacje na swój temat i regularnie dyskutując z fanami i fankami w mediach społecznościowych. To jeden z fundamentów jego popularności. Ale o tym za chwilę.

W Polsce pisarze i pisarki popularność zdobywają na kilka określonych sposobów.

Zacznijmy od tego, że w Polsce pisarze i pisarki popularność zdobywają na kilka określonych sposobów. Jednym z najczęściej spotykanych jest – co budujące – sukces sprzedażowy jako efekt jakości tekstów, narastający zwykle w wyniku wysypu pozytywnych recenzji (przykładem Jakub Małecki z „Dygotem” lub Szczepan Twardoch i „Morfina”) lub tych kilku nagród literackich, które autentycznie przekładają się na skokowy wzrost sprzedaży, jak Nike (przykładem Olga Tokarczuk). Drugim jest popularność pisarska jako następstwo ogólnej popularności – tu trzeba wymienić piszących celebrytów, a najnowszym głośnym przykładem Katarzyna Nosowska; tak samo można być pewnym, że zapowiadana autobiografia Kuby Wojewódzkiego sprzeda się w oszałamiającym nakładzie. Trzecia droga jest w zasadzie pokrewna drugiej, z tą różnicą, że dana osoba najpierw pisała i potem się „scelebretyzowała” – głośnym przypadkiem na tym polu jest Michał Witkowski. Są też, często w tzw. literaturze gatunkowej, przypadki popularności narastającej, gdzie z książki na książkę nakłady rosną, aż w końcu można mówić o bestsellerach – tak przebiegała choćby kariera Magdaleny Witkiewicz, obecnie plasującej się już w czołówce sprzedażowej nad Wisłą.

Bardzo rzadko sukces rodzimego pisarza czy pisarki jest wynikiem zaplanowanych działań.

Ścieżek jest więcej. Ogólny wniosek powinien być zaś taki, że bardzo, bardzo rzadko sukces rodzimego pisarza czy pisarki jest wynikiem zaplanowanych działań, czegoś na kształt kampanii. Raczej dzieje się tak, że najpierw przychodzi choćby średni sukces, a dopiero wtedy zachęcone tym wydawnictwo podejmujo ryzyko zainwestowania w kolejną książkę takiej osoby, wynosząc ją tym samym na poziom nakładów sześciocyfrowych. Oczywiście, mogę się mylić, ale czy ktoś kojarzy debiutanta lub debiutantkę, którzy zaczynali z potężną akcją marketingową i z miejsca stali się poczytni? Raczej nie. Nawet Wojtek Miłoszewski, wsparty przez swojego brata, Zygmunta, „Inwazją” Polski nie zawojował – zresztą on się chyba łapie na ścieżkę z byciem popularnym, a potem pisaniem.

Na rynku anglosaskim jest inaczej. Tu niebotyczne pompowanie oczekiwań względem debiutantów należy do standardowych działań marketingowych. Ot, nagle wydawnictwo ogłasza, że ma przyszłą gwiazdę, że prawa do książki kupiło za mały woreczek złota, a prawa do filmu, serialu, koszulek i specjalnej linii kosmetyków również się rozeszły, na co łapią się wydawcy w innych krajach, także w Polsce, kupując opcje przekładów. Bańka więc rośnie i jeszcze przed premierą mamy bestseller. Przykładem Paula Hawkins, dla której „Dziewczyna w pociągu” była debiutem powieściowym.

Gdzie w tym wszystkim jest Remigiusz Mróz? Chodzi właśnie o to, że nigdzie. Bo ten autor wymyślił sobie inną ścieżkę.

Gdzie w tym wszystkim jest Remigiusz Mróz? Chodzi właśnie o to, że nigdzie. Bo ten autor wymyślił sobie inną ścieżkę. Otóż postanowił być Pisarzem. Przez duże „P”. Bo co robi pisarz? Pisze. Więc Mróz uczynił z tej czynności swój znak rozpoznawczy – pisze szybko, pisze wszędzie, pisze niemalże bez przerwy, pisze różne rzeczy, od kryminałów, przez thrillery polityczne, po horrory i domestic noir, czyli rzeczy z półki „Dziewczyny z pociągu” czy „Zaginionej dziewczyny”. Zauważyliście, że Mróz stał się pewnym punktem odniesienia w rozmowach o pisaniu? „W ile napisałeś tę powieść?” „Och, szło mi długo, pracowałem nad nią ponad rok”. „Mróz w tym czasie napisał sześć!” To brzmi niemalże jak żart, autor „Kasacji” nie jest tu jednak obiektem wyśmiania, ale przykładem właśnie Pisarza, który tą swoją pisarskością innych zawstydza.

Mróz stał się pewnym punktem odniesienia w rozmowach o pisaniu.

Przecież Mrozowi w zasadzie na dobre wyszła nawet aferka z Ove Løgmansbø. Generalnie – co jest tematem na inną, dłuższą rozprawę – Mróz zrobił czytelników i czytelniczki w konia, bo tak jak pseudonimy to na rynku książki rzecz najzwyklejsza w świecie, tak już podszywanie się pod autora z egzotycznego (z polskiego punktu widzenia) zakątka świata nie powinno mieć miejsca – a to dlatego, że kryminał osadzony na takich choćby Wyspach Owczych to dla nas nie tylko kryminalna fabuła, ale również sposób na poznanie samych Wysp i ich mieszkańców, zakosztowanie innego sposobu myślenia; jest w tym coś z przewodnika czy dokumentu – szukamy w takich książkach także prawdy o miejscu akcji. A tu okazało się, że to wszystko ściema.

I co? No nic. Zamiast oburzenia – kolejna okazja do podbudowania narracji o Pisarzu – bo przecież skoro imponowało wam, że Mróz tyle wydawał, to co dopiero teraz, gdy okazało się, że „na boczku” machnął jeszcze jedną trylogię. I kolejne żarty, tym razem z tego, że za każdą książką autora, którego nie znamy, może kryć się Remigiusz M.

Mróz wykreował Pisarza Remigiusza Mroza.

Mróz w zasadzie zrobił to, co inni pisarze i inne pisarki, czyli stworzył pewną narrację, z tą różnicą jednak, że dla niego materiałem był nie papier, a rzeczywistość. Wykreował Pisarza Remigiusza Mroza, który ma pewne cechy charakterystyczne, pewien mit, jak choćby porzucenie kariery prawniczej i właśnie to nieludzko szybkie tempo pisania, a następnie sprzedawał nam tę narrację w kolejnych wywiadach. Pomagali mu też rzecz jasna dziennikarze, niejako definiując tego autora poprzez liczbę wydanych w danym roku pozycji, pomagały i wreszcie kolejne książki, co dwa-trzy miesiące przypominające nam, że ten Mróz to, cholera, nie zwalnia.

Drugim elementem tworzenia figury Pisarza było zaś postawienie na kontakt z czytelniczkami i czytelnikami. Więcej – na znów niemalże mityczną wszechobecność w sieci, tak że ma się wrażenie, że Mróz to nawet więcej niż Beetlejuice, bo żeby ten się pojawił, trzeba było jego imię powtórzyć trzy razy, polskiemu autorowi wystarczy zaś jedna wzmianka. W efekcie naprawdę niełatwo o recenzję czy artykuł o Remigiuszu Mrozie, pod którym nie byłoby choćby krótkiego komentarza od bezpośrednio zainteresowanego (pozdrawiam, swoją drogą!).

Mróz nie tylko szybko się wybił, ale niezwykle szybko przebił się do pierwszej ligi najpopularniejszych piór nad Wisłą.

Wszystko to powyżej (no, może poza słowami o „Madonnie” i „Nieodnalezionej”) piszę z podziwem. Dla pomysłu, konsekwencji, efektywności. Bo się udało. Na tle wielu, wielu autorów i autorek kryminałów i thrillerów w tym kraju Mróz nie tylko szybko się wybił, ale też niezwykle szybko przebił się do pierwszej ligi najpopularniejszych piór nad Wisłą. I jasne, jego wydawcy mu pomagali, ale nie mam wątpliwości, że dziękować może w głównej mierze sobie.

Mamy więc dwie dyskusje. Pierwszą będzie ta o jakości prozy Remigiusza Mroza i o tym, jak rzeczone wysokie tempo pisania na nią wpływa. Drugą zaś ta o tym, jak polski autor wziął swoją karierę w swoje ręce i postanowił być Pisarzem. Nie jednym z wielu, nie tym cierpliwym, nie tym wyczekującym uwagi krytyków, których książki przysypują i którzy nie są w stanie wyłowić każdej perełki. Nie wreszcie jednym z tych, którzy zdają się na wydawców, bo ci nadwiślańscy (nie bez swoich powodów) ryzykują wyjątkowo rzadko.

Mróz jest jednym z bardziej pozytywnych zjawisk na polskim rynku książki.

Według mnie Mróz jest jednym z bardziej pozytywnych zjawisk na polskim rynku książki. Działa trochę jak latarnia wskazująca drogę tym, którzy wciąż kultywują w sobie obraz pisarza jako eremity, skrobiącego w odosobnieniu wiekopomne dzieła, przyziemne sprawy marketingu pozostawiając mniej niezwykłym bytom. Obecnie pisarze i pisarki muszą mieć nie tylko pomysły na swoje książki, ale również na samych siebie – to znaczy ci, którzy myślą o zamianie walenia w klawiaturę w dobrze płatną pracę. I jeżeli taki pomysł będzie bazował nie na przespaniu się z celebrytą, ale na eksponowaniu swojej twórczości i procesu twórczego jako takiego, to ja mogę wyłącznie to pochwalać.

źródło zdjęcia: http://remigiuszmroz.pl/

Powiązane treści:
7 ciekawostek o Wiktorze Forście

Przez trzy lata obecności na polskim rynku, Wiktor Forst zdołał na trwałe wpisać się w poczet najbardziej charakterystycznych stróżów prawa. Z okazji premiery „Zerwy” – piątej i ostatniej części przygód bohatera stworzonego przez Remigiusza Mroza – warto przypomnieć sobie najważniejsze informacje związane z charyzmatycznym komisarzem.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Marcin |  wypowiedzi: 149  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1194
betsy
10-09-2018 11:45
Przeczytałam kilka książek pana Mroza i więcej nie zamierzam, bo po prostu przestały mi się podobać i mnie znużyły. Dla mnie tajemnica jego sukcesu leży gdzie indziej. Nie w tym, dlaczego jest czytany (to uczestnicy dyskusji już zdiagnozowali) ale w tempie jego pisarstwa. Miałam kilka przypuszczeń: 1. choroba dwubiegunowa z przedłużoną fazą manii, 2.wspomaganie się Gandalfem Białym,... Przeczytałam kilka książek pana Mroza i więcej nie zamierzam, bo po prostu przestały mi się podobać i mnie znużyły. Dla mnie tajemnica jego sukcesu leży gdzie indziej. Nie w tym, dlaczego jest czytany (to uczestnicy dyskusji już zdiagnozowali) ale w tempie jego pisarstwa. Miałam kilka przypuszczeń: 1. choroba dwubiegunowa z przedłużoną fazą manii, 2.wspomaganie się Gandalfem Białym, 3.zatrudnienie kilku ghost -writerów. Myślę, że pan Mróz do żadnej z tych ewentualności się nie przyzna, bo każda z nich szkodziłaby mu marketingowo.
pokaż więcej
książek: 580
Rolaka
11-09-2018 11:36
Co do tempa jego pisania... Powiem tak. Piszę amatorsko, oczywiście dużo, dużo mniej niż Mróz, ale mam zaprzyjaźnioną bloggerkę, która ot tak dziennie pisze ok 3 tys słów tekstu. 3 tys słów * 30 dni, daje nam to ok 90 tys słów. A to już jest porządna książka. Napisanie tylu słów zajmuje jej tylko 1,5h dziennie, więc się da. Poza tym gdzięś czytałam, może w jakimś wywiadzie Mróz to powiedział,... Co do tempa jego pisania... Powiem tak. Piszę amatorsko, oczywiście dużo, dużo mniej niż Mróz, ale mam zaprzyjaźnioną bloggerkę, która ot tak dziennie pisze ok 3 tys słów tekstu. 3 tys słów * 30 dni, daje nam to ok 90 tys słów. A to już jest porządna książka. Napisanie tylu słów zajmuje jej tylko 1,5h dziennie, więc się da. Poza tym gdzięś czytałam, może w jakimś wywiadzie Mróz to powiedział, że on pisze dziennie przez ok. 10h. Więc tak, daje się spokojnie tyle pisać. Dla mnie to też bajka, ale jestem świadoma, że dla niektórych to jest jak najbardziej normalne tempo.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 157
Ahsan
11-09-2018 09:13
Powiem tak - podziwiam pracowitość i systematyczność pana Mroza. Ilość wydanych publikacji również robi wrażenie.
Natomiast, jako autor i czytelnik zwyczajnie mrozi mnie, kiedy słyszę o książkach pisanych w miesiąc, czy dwa. Ostatecznie chyba nie chodzi o to, ile książek zostanie opublikowanych, na ilu ściankach się znajdzie, ilu fanom odpisze się w mediach społecznościowych, a o wartość tego,...
Powiem tak - podziwiam pracowitość i systematyczność pana Mroza. Ilość wydanych publikacji również robi wrażenie.
Natomiast, jako autor i czytelnik zwyczajnie mrozi mnie, kiedy słyszę o książkach pisanych w miesiąc, czy dwa. Ostatecznie chyba nie chodzi o to, ile książek zostanie opublikowanych, na ilu ściankach się znajdzie, ilu fanom odpisze się w mediach społecznościowych, a o wartość tego, co się tworzy. Powielę truizm, ale kiedy widzę pochwały dla takiego systemu pracy, zwyczajnie witki mi więdną. Gdyby takie podejście miało większość osób piszących, to nie mielibyśmy genialnych dzieł Kafki, Manna, Tołstoja, Hemingwaya, czy choćby Capote. Mielibyśmy książki Mroza. Albo coś takiego:
https://www.youtube.com/watch?v=me81J8zSdGo
pokaż więcej
książek: 312
ŁUKASZ
14-09-2018 12:06
"o wartość tego co się tworzy" to już dawno nie chodzi - dziś liczą się tylko wymierne, policzalne efekty
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 206
KaroDeMolka
11-09-2018 10:18
Nie zgadzam się ze słowami o pisarzach, którzy zazdroszczą Mrozowi tempa. Jestem przekonana, że naprawdę dobrzy pisarze, który czas jaki on poświęca na napisanie książki spędzają choćby na przeprowadzeniu samego researchu, mogą mu zazdrościć jedynie zarobków, no i może samodyscypliny.
książek: 580
Rolaka
11-09-2018 11:42
Tempo to sprawa indywidualna. Jak wyżej napisałam wyżej w komentarzu. Piszę amatorsko, prowadzę bloga i piszę dla zwykłej przyjemności, zdecydowanie mniej od Mroza. Ale mam zaprzyjaźnioną bloggerkę, która ot tak, w 1,5h dziennie pisze ponad 3tys słów, czyli wychodzi jej naprawdę porządna książka na miesiąc. Tempo pisania to sprawa bardzo, bardzo indywidualna. Pisze się w różnych stylach, w... Tempo to sprawa indywidualna. Jak wyżej napisałam wyżej w komentarzu. Piszę amatorsko, prowadzę bloga i piszę dla zwykłej przyjemności, zdecydowanie mniej od Mroza. Ale mam zaprzyjaźnioną bloggerkę, która ot tak, w 1,5h dziennie pisze ponad 3tys słów, czyli wychodzi jej naprawdę porządna książka na miesiąc. Tempo pisania to sprawa bardzo, bardzo indywidualna. Pisze się w różnych stylach, w różnych gatunkach itd. I może to kwestia samodyscypliny, ale wątpię. Pisanie to kwestia wielu, wielu czynników. I dlatego zgadzam się z tobą, że tu nie chodzi o zazdrość pisarzy o tempo pisania. O zarobki - bardzo możliwe, ale powiedzmy sobie szczerze, my tak naprawdę nie wiemy, ile zarabia Mróz czy inny autor. Na pewno wiedzie mu się lepiej niż 90% pisarzy polskich, ale czy aż tak dobrze, jak sądzimy?
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1740
Tomek
11-09-2018 12:41
Dno i wodorosty. Szkoda czasu na te grafomańskie brednie.
książek: 593
Katarzyna
11-09-2018 17:15
Już z samych wypowiedzi tutaj można stworzyć doskonałą rozprawkę za i przeciw. Ale przecież jedni lubią ciastka, inni śledzie. Cały świat ma swoje powieści będące wysoką literaturą, i ma czytadła klasy B, do których zalicza się moim zdaniem (proszę wielbicieli o wybaczenia) proza Pana Mroza. To, że większość "obywateli LC", w tym ja, szuka w literaturze pięknego, bujnego języka i poprowadzenia... Już z samych wypowiedzi tutaj można stworzyć doskonałą rozprawkę za i przeciw. Ale przecież jedni lubią ciastka, inni śledzie. Cały świat ma swoje powieści będące wysoką literaturą, i ma czytadła klasy B, do których zalicza się moim zdaniem (proszę wielbicieli o wybaczenia) proza Pana Mroza. To, że większość "obywateli LC", w tym ja, szuka w literaturze pięknego, bujnego języka i poprowadzenia w światy pełne artyzmu i wyszukanych w głębi duszy prawd nie oznacza, że część osób nie lubi seriali, brokatu i lekkich powieści. Nie jest to literatura wymagająca, ale znajduje swych odbiorców wśród osób, które szukają relaksu i owej wspomnianej "łatwości czytania". Ja osobiście podchodzę do sprawy obojętnie, czasem czytam, czasem rezygnuję... np. uważałam pierwsza tatrzańską trylogię za niezłą, póki była trylogią; Chyłka zwyczajnie znudziła mnie wtórnością a inne eksperymenty bywały i bywają, moim bardzo subiektywnym zdaniem, lepsze i gorsze. I dlatego, że ludzie, czytaj: czytelnicy, są od siebie różni, dlatego dobrze poprowadzona marketingowo twórczość zawsze znajdzie odbiorcę - zarówno ta bardziej jak i mniej wymagająca. Ps. Pan Mróz jest naprawdę bardzo miłym człowiekiem, na mnie również zrobił bardzo sympatyczne wrażenie na ubiegłorocznych Targach. Marketing marketingiem ale przecież doskonale widzicie, kiedy to szczery uśmiech a kiedy czarowanie potencjalnego klienta.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Drewniana broń

Jeśli chodzi o serię "Westerny z Przygody", "Drewniana broń" jest pozycją zdecydowanie najlepszą.

zgłoś błąd zgłoś błąd