Ile pisarza w jego książce?

Marcin Zwierzchowski
19.05.2019

Film „Tolkien” to spojrzenie na życie autora „Władcy Pierścieni”. Dome Karukoski łączy w nim twórczość pisarza z jego biografią. Powinien?

Odwiecznym pytaniem stawianym przez krytyków literackich i czytelników jest to, czy winno się twórczość pisarza lub pisarki odczytywać przez pryzmat ich życiorysów. Wielu jest takich, którzy skrawki biografii łączą z fragmentami prozy, interpretując tak dzieła danych osób. Z różnym skutkiem, przy różnej reakcji samych bezpośrednio zainteresowanych.

Są tacy, którzy bardzo otwarcie czerpią z siebie, z historii swoich rodzin. Przykładem Jakub Małecki, który zwłaszcza od „Dygotu” zaczął pleść swe fikcyjne fabuły wokół opowieści o swoich bliskich, koniec końców tworząc oryginalne mieszanki. Jest otwarty co do swojej metody. I teraz pytanie: co to oznacza w kontekście nie tylko odczytania jego prozy, ale i jej wartości? Czy nowe książki, obficie „inkrustowane” faktami z różnych żyć, są lepsze od wcześniejszych, w których więcej było fikcji, często również elementów fantastycznych? Przecież jeżeli ktoś zna Małeckiego albo i nawet słuchał wywiadów z nim, z łatwością na przykład w bohaterach „W odbiciu” rozpozna echa jego przeszłości, czasów na siłowni czy ławki przed blokiem.

Każdy, pisząc, czerpie z siebie, także fantaści

Według Dome Karukoskiego, reżysera wchodzącego właśnie do kin filmu „Tolkien”, nie inaczej było z popularnym twórcą Śródziemia. Gdyby pytać samego pisarza, pewnie by zaprzeczał, jako że był otwartym przeciwnikiem doszukiwania się w swojej prozie związków z własnym życiorysem czy ogólnie naszą rzeczywistością. Filmowa opowieść, raz silniej, raz delikatniej, snuje mimo to nici powiązań, odnajdując w Edith inspirację dla Luthien (tu akurat Tolkien sam był co do tego otwarty), ale także w okopach pierwszej wojny światowej widząc korzenie późniejszych wizji Martwych Bagien czy grozy Mordoru. Wiele z tych połączeń zresztą widz dopowiada sam, jeżeli zna twórczość Tolkiena.

Czy świadomość istnienia tych „nici” może wpływać na odbiór prozy Tolkiena?

Nie, ponieważ jego Śródziemie nie opiera się na połączeniach z rzeczywistością. Mordor nie musi być hitlerowskimi Niemcami, by być Mordorem. Z Saurona żaden Hitler. Śródziemie to popis kreacji na skalę tak olbrzymią, że stała się punktem odniesienia dla pokoleń pisarzy i pisarek. To opowieść, która dociera do kośćca mitu, sama staje się niczym mit, bardziej realna, mimo iż w sposób oczywisty fikcyjna.

Tak, ponieważ znajomość życiorysu Tolkiena pozwala doszukiwać się w jego historiach śladów zwłaszcza pierwszej wojny światowej. Karukoski się nie myli, dostrzegając te inspiracje – bardziej lub mniej świadome. Dzięki nim zaś Śródziemie, i tak już niezwykle bogate, zyskuje nową warstwę, bo staje się „przepracowaniem” wielkiej wojny przez kogoś, kto walczył w jej okopach, kto stracił tam przyjaciół, kto wreszcie wrócił potem do ojczyzny innej niż ta, którą opuszczał. Tak, łatwo dostrzec Tolkiena i jego przyjaciół w wyruszających z Shire hobbitach, tak samo jak łatwo w powracającym z wojny Tolkienie widzieć tych samych hobbitów wracających do domu po wojnie o Pierścień. Do domu innego niż ten, który opuszczali.

Można jednak dyskutować, czy ta ocena to nie wyłącznie gra skojarzeń, prawdopodobnych, ale nawet jeżeli uzasadnionych, to ze strony J.R.R. Tolkiena nieświadomych. Można to traktować jako rozrywkę dla akademików i miłośników autora „Władcy Pierścieni”.

Tymczasem coraz częściej pisarze i pisarki już bardzo otwarcie „przesiąkają” do swoich książek. Jeżeli spojrzeć na nominacje do Nike czy Paszportów „Polityki” (zwłaszcza do Nike), można sądzić, że powieść jest w odwrocie. Wiele reportaży, esejów… Wielkim sukcesem roku ubiegłego były „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. Popularne staje się również pisanie fikcji głęboko zakorzenionej w faktach, choćby w gatunku true crime, na co przykładem jest „Inna dusza” Łukasza Orbitowskiego. Sam obecnie czytam „Poniewczasie” Wita Szostaka, mieszające dziennik, powieść, eseje filozoficzne. Gdzieś w kolejce jest też „Asymetria” Lisy Halliday, chwalona za jakość, ale rozsławiona jednak poprzez doszukiwanie się w książce śladów rzekomego romansu autorki z Philipem Rothem.

Samego zjawiska nie sposób oceniać. Warto je jednak odnotować. Może to zbieg okoliczności, że wielu dobrych pisarzy i wiele dobrych pisarek zaczęło przechylać fikcję w stronę rzeczywistości? Pisać mogą przecież, co chcą. Może to też po prostu inne podejście do tego, co robiono i wcześniej – taki Joe Haldeman w fantastycznej „Wiecznej wojnie” pisał wszak o Wietnamie, a do klasyki literatury przeszła „Rzeźnia numer pięć” Kurta Vonneguta. Teraz po prostu zdzierana jest jedna warstwa maskująca.

Co oczywiście wiązać się musi z ogólnymi przemianami w świecie rozrywki. Choćby autorzy i autorki kryminałów szybko zorientowali się, że w telewizji świetnie sobie radzą programy czy wręcz kanały poświęcone prawdziwym zbrodniom. Albo zajrzeli do kin czy na Netflixa, gdzie ostatnio pełno Teda Bundy’ego. Kogoś zainspirował „Zodiak” Finchera, kogoś innego nowy, świetny „Mindhunter”. Jeżeli już więc, to akurat w tym przypadku dostrzegam naturalną dla gatunku ścieżkę, gdy ten przestaje być niszą, a staje się głównym nurtem, czyli jest bardziej komercyjny.

Znów: ani to coś złego, ani dobrego. Owszem, „Wieczna wojna” zyskuje, gdy wie się o przeszłości autora, o prawdzie zawartej w tej opowieści. Ale czy „Droga” McCarthy’ego nie porusza nas o wiele bardziej, mimo iż doskonale wiemy, że autor raczej nie ma doświadczenia z postapokaliptycznymi plenerami?

„Tolkiena” można oglądać jako zadumę nad przenikaniem się fikcji i rzeczywistości. Albo można po prostu obejrzeć film o wielkiej przyjaźni, wielkiej miłości i wielkiej wojnie.

Reklama

komentarze [13]

Sortuj:
0
1367
konto usunięte
20.05.2019 12:48

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


4131
3891
19.05.2019 16:09

Clive Cussler umieszcza siebie w swych książkach


77
40
19.05.2019 12:41

Nie słyszałam o filmie wcześniej, więc fajnie, że taki artykuł powstał ;D muszę się wybrać do kina z ciekawości!


0
1367
20.05.2019 05:53

Nie słyszałaś? Artur Kinomaniak Pietras w TV6 już od tygodnia reklamuje ten film.


77
40
20.05.2019 13:19

Być może, ale nie oglądam, bo szczerze mówiąc średnio śledzę nowości kinowe, więc mnie ominęło.


1373
17
20.05.2019 20:09

Mnie reklamy tego filmu już wielokrotnie napadały w sieci, plakatów nie liczę, bo nie każdy musi regularnie odwiedzać centra miast, ale jak już nawet nigdzie indziej, to użytkownik LC na pewno miał okazję zobaczyć jakiś czas temu zapowiedź w cyklu "Najpierw książka, później film".


77
40
20.05.2019 20:58

@Monika, wierzę, ale na plakaty nie zwróciłam uwagi, bo pewnie nie przykuły mojego wzroku, reklamy w sieci mnie nie napadały bo Adblocka mam wyłączonego na nielicznych stronach :) a na LC tez wszystkich artykułów nie czytam. Jak widać da się nie zauważyć ;)


1373
17
20.05.2019 21:02

Mnie napadały właśnie na tych nielicznych, bo też adblocka mam :)


77
40
20.05.2019 21:04

Może ja miałam pecha, albo algorytmy uznały, że lepiej reklamować mi inne rzeczy bo film mnie nie zainteresuje


0
1367
21.05.2019 06:32

A mi Adblock wysiadł, bo Vista już z niczym nie współpracuje, i teraz wyświetlają mi się wszystkie reklamy jakie tylko mogą być.


77
40
21.05.2019 14:16

@Renax współczuję, mnie te reklamy wszystkiego i wszędzie zawsze strasznie denerwowały.


0
1367
22.05.2019 05:42

Denerwują, ale cóż poradzić? Zycie jest okrutne.


48
0
17.05.2019 16:54

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd