Życie na niby

Okładka książki Życie na niby autorstwa Kazimierz Wyka
Okładka książki Życie na niby autorstwa Kazimierz Wyka
Kazimierz Wyka Wydawnictwo: Universitas literatura piękna
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-242-1258-3
"Życie na niby" to książka o polskiej glorii i mizerii; książka nasycona mądrym patriotyzmem polskim - pełnym tragiczności, ironii i drwiny. Wyka, ten Polak mądry, był zarazem Polakiem konsekwentnie duszonym przez swój czas; (…) przez knebel cenzury, przez "dotkliwe jak ból zęba przeświadczenie", że zmagać sie musi z przeszłością, "jarzmem nadanym, a nie wybranym". (...) Można też powiedzieć inaczej - Kazimierz Wyka próbował dyktat komunistyczny uczłowieczyć i spolszczyć. Tak rozumiem jego credo ideowe, obecne także w "Życiu na niby" - Adam Michnik
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Życie na niby w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Życie na niby

Średnia ocen
6,9 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Życie na niby

avatar
628
628

Na półkach: , , , , , , , , , , , , ,

🔰"nasze myślenie, nasza wyobraźnia operuje zastanymi schematami dużo częściej, niż o tym wiemy, a momenty całkowitego zagubienia historycznego polegają zazwyczaj na tym, że przedawniony schemat wyobrażeń okazuje swoją nieskuteczność, a wyobraźnia mimo to czepia się go w sposób rozpaczliwy."

" Życie na niby. Pamiętnik po klęsce" to zbiór esejów powstałych pomiędzy 1939 a 1945 rokiem, w których prof. Kazimierz Wyka zawarł swoje spostrzeżenia dotyczące drugiej wojny światowej oraz dosyć krytyczną ocenę mentalności rodaków. Spędzając okupację w Krzeszowicach i pracując w rodzinnym tartaku, pisał o ludziach uwikłanych w paradoksy historii, balansujących pomiędzy bohaterstwem, rezygnacją i obojętnością, altruizmem i skupieniem na sobie, egoizmem i skrajną bezdusznością.
Eseje ukazałay się dopiero po Październiku ’56, ale nawet wówczas zostały mocno pocięte przez cenzurę.
Teksty poszczególnych szkiców wzajemnie się dopełniają, pokazując, jak wielkim wstrząsem była klęska wrześniowa (a potem również klęska Powstania Warszawskiego) dla całego pokolenia ludzi, którzy dorastali w II Rzeczypospolitej.

Prof. Wyka bezkompromisowo rozlicza przedwojennych przywódców odrodzonej Polski z propagandy karmiącej naród bogoojczyźnianymi mitami, bezwartościowymi frazesami oraz nacjonalizmem, który w 1938 r. kazał Polakom połakomić się na marny ochłap Zaolzia.

Autor bezlitośnie obnaża mizerię, krótkowzroczność, porażającą niefrasobliwość i egoizm ludzi obozu władzy. Zadaje kłopotliwe pytania i bez litości wystawia im rachunek:
🔰 "Jak to się mogło stać?
Jak się mogło stać, że w przeciągu kilkunastu dni rozpadło się państwo niepoślednie, obfite w obszar i mieszkańców".

🔰"Tydzień wystarczył, ażeby rząd tego kraju stał się wędrowcem, jak każdy jego najlichszy obywatel. Gnany bombami wroga, oburzeniem podwładnych, przemykał się zatłoczonymi drogami, aż w błahej mieścinie pokuckiej porzucił swoje granice, skoro od wschodu ruszyło plemię drugie. Prezydent na obcej ziemi ukazał cudzoziemski paszport. Marszałek wojsk zgubił gdzieś buławę. Kardynał dusz nieśmiertelnych pobłogosławił je przez graniczny szlaban. Ja nie szydzę, tylko wspominam.
Szydziła historia."

Wiele w tym zbiorze fragmentów uderzających ostrością widzenia, do których warto sięgnąć zwłaszcza dziś, gdy odżywają rozmaite stereotypy, a czas okupacji przedstawiany bywa przez niektóre gremia, mi od kilku jako gra wojenna, w której "nasi" zwyciężają.
U Wyki mamy opisaną z jednej strony dwulicowość przedwojennej polityki europejskich mocarstw, krótkowzroczność polityków II RP, przerażającą planowość niemieckich zbrodni i polityki wobec okupowanego narodu polskiego — z drugiej demoralizujące skutki, jakie okupacyjne zawieszenie wszelkich praw i "życie na niby" wywołało w społeczeństwie polskim.

🔰"w Monachium, rzucając Hitlerowi na pastwę Czechosłowację, wyraźnie dano (...) do zrozumienia, że ostrze ekspansji niemieckiej powinno iść na Wschód, że nadszedł czas zużytkowania jego potęgi militarnej w tym kierunku, gdzie towarzyszyć jej będzie przychylność świata kapitalistycznego. W kierunku na Związek Radziecki. (...) Polityka ZSRR w świetle tej sytuacji była jasna. Nie wolno było dopuścić, ażeby impet pierwszego uderzenia niemieckiego skierował się na Związek Radziecki. Nie wolno też było dopuścić, ażeby pozycje niemieckie dla grożącego konfliktu tak zostały poprawione, by mogło się to stać groźne. Niemcy, zajmując bez oporu całą Polskę w jej granicach wschodnich 1939 roku, wasalizując ewentualnie ten kraj — bo i z tym należało się liczyć! — stwarzaliby sobie takie pozycje wyjściowe. Posunięcie z 17 września przekreślało te rachuby, osadzało armię niemiecką na linii Sanu, Bugu i Narwi. Posunięcie zaś to zrozumiałe jest jedynie w kontekście dyplomatycznym monachijskim."

Świetny esej o "Gospodarce wyłączonej" opisuje mechanizmy, które funkcjonowały nie tylko pod rządami niemieckimi, a ich późne refleksy obserwujemy jeszcze nawet do dzisiaj. "Gospodarka wyłączona" powstała jako samoobrona przed wrogiem. Można ją nazwać gospodarką z przetrąconym kręgosłupem etyki pracy, bo jest zdeprawowana, wyłączona od odpowiedzialności społeczno - państwowej. Niestety, jej skutki były dalekosiężne i nie ograniczyły się jedynie do czasów okupacji. A nade wszystko była to gospodarka z pustym miejscem po Żydach, które natychmiast zajęli Polacy:
Profesor Wyka zauważa z ironią:

🔰"wyłączono Żydów i nareszcie powstał kupiec >narodowy<".

Zaraz jednak stawia ważkie pytania:

🔰"czy formy, w jakich się ta eliminacja dokonała, i sposób, w jaki społeczeństwo nasze pragnęło i pragnie ją zdyskontować, były i moralnie, i rzeczowo do przyjęcia?
Otóż, chociażbym tylko za siebie odpowiadał i nie znalazł nikogo, kto by mi zawtórował, będę powtarzał — nie, po stokroć nie. Te formy i nadzieje były haniebne, demoralizujące i niskie. Skrót bowiem gospodarczo-moralnego stanowiska przeciętnego Polaka wobec tragedii Żydów wygląda tak: Niemcy mordując Żydów popełnili zbrodnię. My byśmy tego nie zrobili. Za tę zbrodnię Niemcy poniosą karę, Niemcy splamili swoje sumienie, ale my — my już teraz mamy same korzyści i w przyszłości będziemy mieli same korzyści, nie brudząc sumienia, nie plamiąc dłoni krwią. Trudno o paskudniejszy przykład moralności jak takie rozumowanie naszego społeczeństwa. A głupcy, którzy przy nim trwają, niech pomną, że wyniszczenie Żydów było tylko pierwszym etapem oczyszczenia Weichselraumu, po którym miała przyjść na nas kolej.
Powtórzyła się zatem, ale tym razem na skalę większą, choć czysto psychologiczną, sytuacja, która już raz w niedawnej historii Polski miała miejsce. Tej zgagi moralnej, jaką budziło odzyskanie Zaolzia, nikt nie nazwał wówczas trafniej od Churchilla: z plecaka żołnierza niemieckiego zajmującego Sudety Polska wyciągnęła Zaolzie. Tym razem spod miecza niemieckiego kata, dokonującego niewidzianej w dziejach zbrodni, sklepikarz polski wyciągnął klucze od kasy swego żydowskiego konkurenta i uważał, że postąpił jak najmoralniej. Na Niemców wina i zbrodnia, dla nas klucze i kasa. Sklepikarz zapominał, że „prawne” wyniszczanie całego narodu jest fragmentem procesu tak niespotykanego, że na pewno nie po to go historia zainscenizowała, by zmienił się szyld na czyimś sklepiku."

🔰"Formy, jakimi Niemcy likwidowali Żydów, spadają na ich sumienie. Reakcja na te formy spada jednak na nasze sumienie. Złoty ząb wydarty trupowi będzie zawsze krwawił, choćby już nikt nie pamiętał jego pochodzenia. Dlatego nie wolno dozwolić, by ta reakcja została zapomniana lub utajniona, bo jest w niej tchnienie małostkowej nekrofilii."

Kazimierz Wyka poświęca też sporo uwagi okupowanej Warszawie i nastrojom jej mieszkańców oraz analizuje przesłanki, które sprawiły, że mieszkańcy miasta tak licznie włączyli się w wybuch powstania.

🔰"Warszawa, chociaż nie grały w niej działa, była właściwie przez lata okupacji w stanie permanentnego powstania. Nie dlatego, że strzelano na jej ulicach częściej niż gdziekolwiek w GG. Dlatego, ponieważ miasto nigdy nie przyjęło do wiadomości klęski i okupacji. Nie przyjęło przede wszystkim w swoim obyczaju codziennym, w poczuciu pewności własnej, w zaufaniu wobec nadchodzącego losu. Warszawa była znów bohaterska i nadal z Wiecha."

🔰"Niemcy, znający dobrze stosunki okupacyjne, Warszawy nienawidzili. Jeździli do niej niechętnie. Powiedzenie zaś, że znajdowała się w stanie permanentnego powstania, nie jest moim wynalazkiem. Zawdzięczam je pewnemu kwaterującemu w moim mieszkaniu urzędnikowi z Arbeitsamtu, który, wybrawszy się na pół roku przed powstaniem do stolicy, wrócił zgnębiony: "Das ist eine verrückte Stadt. Immer im Aufstand." ["To jest zwariowane miasto. W stanie ciągłej insurekcji (powstania)."]— powtarzał."

Profesor przedstawia losy warszawiaków po stłumieniu powstania. Bowiem mieszkańcy stolicy, którzy nie zginęli i nie zostali wywiezieni z Dulagu 121 w Pruszkowie do obozów koncentracyjnych lub na roboty przymusowe do Rzeszy, w większości znaleźli się na prowincji w GG m.in. w podkrakowskich wsiach. Wraz z ich przybyciem diametralnie zmieniła się sytuacja miejscowej ludności i pojawiły się niespotykane dotąd napięcia społeczne.
Kazimierz Wyka ma odwagę mówić o "anormalnej moralności konspiracji". O próżni moralnej, jaka powstała po zawaleniu się przedokupacyjnego porządku, o bezduszności i zaskorupieniu społeczeństwa, bo jak twierdzi, chociaż tego nie usprawiedliwia:

🔰"pojemność uczestnictwa w cierpieniu drugich ma swoje granice".

Nie uchodzi też jego uwagi kolaboracja militarna i ideologiczna Narodowych Sił Zbrojnych z okupantem oraz wycofanie się Brygady Świętokrzyskiej z frontem niemieckim.
Autor nie mitologizuje narodowego bohaterstwa, jest zaniepokojony kondycją moralną rodaków. Czasem stawia przejmujące pytania i diagnozy:

🔰"A jeśli naprawdę małość polska od samego szatana jest silniejsza?".

🔰"Gdybyśmy siłę przewidywania i rozsądnego spokoju choć w części posiadali tak wielką, jak mamy siłę regeneracji, jakim wielkim bylibyśmy narodem. Lecz my jesteśmy jak człowiek, który już nieraz odrąbywał sobie dłoń i przekonywał się ze zdumieniem, że przeciwnie niż u pozostałych ludzi, dłoń mu odrasta. Nabrał przeto obyczaju, by zawsze dłonie swoje rąbać. Tym razem odrąbał całą rękę. Na pewno odrośnie."

To chyba najtrafniejsza ocena polskiego mitu powstańczego, który sprawia, że Polacy tak beztrosko szafują własnym życiem pod dyktando mitów narodowego poświęcenia i patriotyzmu.

Eseje przeczytałam dzięki Wolnym Lekturom. Ale w 2010 roku w stulecie urodzin profesora Wydawnictwo Uniwersitas postanowiło je wznowić w wersji powiększonej o eseje, których cenzura nie dopuściła do druku w wydaniach z 1956 i 1984 roku.
Polecam, bo ważna to lektura. Uprzedzał jednak, że będzie ona trudna do przełknięcia dla tych, którzy z dumą wszem i wobec głoszą wśród fanfar, przy pomnikach upamiętniających akty narodowego męczeństwa, że są "prawdziwymi polskimi patriotami". Bo pochwały takiego właśnie patriotyzmu w tych esejach nie znajdą.

🔰"nasze myślenie, nasza wyobraźnia operuje zastanymi schematami dużo częściej, niż o tym wiemy, a momenty całkowitego zagubienia historycznego polegają zazwyczaj na tym, że przedawniony schemat wyobrażeń okazuje swoją nieskuteczność, a wyobraźnia mimo to czepia się go w sposób rozpaczliwy."

" Życie na niby. Pamiętnik po klęsce" to zbiór esejów powstałych pomiędzy 1939 a...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
492
337

Na półkach: , ,

Jest to książka podwójnie interesująca - po pierwsze przez opis życia w latach okupacji, a po drugie przez jej, powiedzmy, "programowość". Wiatr od wschodu dmie w niej bardzo mocno ;)
Współczesny czytelnik może odczuć dyskomfort, czytając o "wyzwolicielach", czy Armii Czerwonej niosącej wolność.
Mimo to warto sięgnąć po tę publikację, żeby poczuć "ducha epoki". To prawie jak uczestnictwo w zebraniu PZPR.

Jest to książka podwójnie interesująca - po pierwsze przez opis życia w latach okupacji, a po drugie przez jej, powiedzmy, "programowość". Wiatr od wschodu dmie w niej bardzo mocno ;)
Współczesny czytelnik może odczuć dyskomfort, czytając o "wyzwolicielach", czy Armii Czerwonej niosącej wolność.
Mimo to warto sięgnąć po tę publikację, żeby poczuć "ducha epoki". To prawie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
824
364

Na półkach:

Wielkie rozczarowanie. Choć można w tej niewielkiej książce znaleźć kilka celnych przemyśleń odnośnie dziejów okupacji w Polsce, to całość jest tak bardzo przesiąknięta komunistyczną propagandą, że głowa mała. Dobrzy sowieci wyzwalający Polskę, przebrzydły reakcyjny rząd londyński oderwany od rzeczywistości, rząd lubelski taki blisko ludzkich spraw, okupacja jako czynnik 'uświadomienia' społecznego inteligencji, aktyw robotniczo- chłopski uświadamiający sobie swoje klasowe interesy, źli spekulanci kontra dobre uspołecznienie handlu.
Ciężko się to czytało.

Wielkie rozczarowanie. Choć można w tej niewielkiej książce znaleźć kilka celnych przemyśleń odnośnie dziejów okupacji w Polsce, to całość jest tak bardzo przesiąknięta komunistyczną propagandą, że głowa mała. Dobrzy sowieci wyzwalający Polskę, przebrzydły reakcyjny rząd londyński oderwany od rzeczywistości, rząd lubelski taki blisko ludzkich spraw, okupacja jako czynnik...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

135 użytkowników ma tytuł Życie na niby na półkach głównych
  • 73
  • 62
25 użytkowników ma tytuł Życie na niby na półkach dodatkowych
  • 9
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Pod okupacją. Listy Jerzy Andrzejewski, Stefania Baczyńska, Tadeusz Gajcy, Karol Irzykowski, Karol Ludwik Koniński, Czesław Miłosz, Jerzy Turowicz, Kazimierz Wyka
Ocena 6,7
Pod okupacją. Listy Jerzy Andrzejewski, Stefania Baczyńska, Tadeusz Gajcy, Karol Irzykowski, Karol Ludwik Koniński, Czesław Miłosz, Jerzy Turowicz, Kazimierz Wyka
Kazimierz Wyka
Kazimierz Wyka
Był synem właściciela niewielkiego tartaku. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim (1928–1932),m.in. pod kierunkiem Ignacego Chrzanowskiego, Stefana Kołaczkowskiego i Kazimierza Nitscha. W czerwcu 1939 ponownie zamieszkał w Krzeszowicach i przebywał tam do 1945. W czasie okupacji niemieckiej współpracował z polityczno-wojskową katolicką organizacją podziemną Unia. Po studiach pracował na tej uczelni jako asystent; po wojnie habilitował się (1946),a od 1948 był profesorem. Seminarium literackie Kazimierza Wyki stało się zalążkiem tzw. krakowskiej szkoły krytyki. W latach 1963–1965 pełnił funkcję prorektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1948 współtworzył Instytut Badań Literackich, na którego czele stał w latach 1953–1970. Pełnił mandat poselski w Sejmie PRL I kadencji (1952–1956). W swych analizach literackich zajmował się szczególnie romantyzmem i Młodą Polską. Fascynowała go twórczość Stanisława Brzozowskiego. W 1980 Prezydent Miasta Krakowa ustanowił literacką Nagrodę im. Kazimierza Wyki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sól ziemi Józef Wittlin
Sól ziemi
Józef Wittlin
“Sól ziemi” (1935) Józefa Wittlina to perła polskiej literatury - epicka opowieść o człowieku zagubionym w świecie. Tym człowiekiem jest Piotr Niewiadomski - pół Hucuł, pół Polak, dróżnik na stacyjce Topory-Czernielica, na granicy Galicji i Bukowiny, w 1914 r., gdy wybucha I wojna światowa. Obserwujemy życie prostych ludzi, często nieumiejących czytać, następnie mobilizację Piotra do armii austro-węgierskiej, jego drogę do kadry na Węgrzech oraz stopniowe zagubienie i niezrozumienie świata wojny. Cechą tego obrazu jest mozaika narodowościowa. Mamy tu Czechów, Niemców, Rusinów, Ukraińców, Hucułów, Polaków, Węgrów, Żydów. Tutaj cytat dotyczący Żydów, którego nie powstydziłby się sam Reymont w “Ziemi obiecanej”: “Już na ostatnich stokach Karpat pojawiły się olbrzymie plantacje jakiegoś nieznanego gatunku fasoli. Potem, gdy zaczął się step, fasola znikła. Pół dnia jechali stepem, rozgrzanym od wielkiego słońca (Czy i tu był wczoraj koniec świata? – myślał Piotr) – i nagle znów fasola. Coraz więcej jej przybywało i pięła się na coraz wyższych tyczkach. – Co te Madziary tyle fasoli żrą? – To wino, nie fasola – objaśnił jeden z Żydów. Pisał coś zawzięcie w swoim notesie, kreślił, dodawał, jakby obliczał roczny dochód z tych winnic”, rozdz. VII. Portrety bohaterów drugoplanowych - feldfebla Bachmatiuka (fanatycznego wyznawcy i kapłana wojskowej subordynacji) oraz księdza Makaruchy - przytaczam, żeby utrwalić. Ta napisana stylem poetycko-refleksyjno-dokumentalno-empatycznym powieść przywołuje takie fakty jak śmierć papieża Piusa X czy… obecność niemieckiego Siemensa w czasie wojny - nazwa koncernu pojawia się dwukrotnie. Autor wychyla się nawet w przyszłość: “Piotr Niewiadomski też słyszał coś o tym, że świat ma się skończyć w roku 2000”. Czytając powieść Wittlina, nasunęło mi się skojarzenie z Haszkowym Józefem Szwejkiem (prostaczek wrzucony w tryby wielkiej historii),a jeszcze bardziej z “Wojną” Louisa-Ferdinanda Céline’a. Uważam, że “Sól ziemi” i “Wojna” stanowią akuratny ekwiwalent. Obie stają w obronie prostego człowieka i budują w czytelniku niechęć do wojny. To książka, którą można czytać na wiele sposobów: jako opowieść o bezsensie wojny, o początku agonii pewnej epoki, o zderzeniu wyobrażeń z rzeczywistością, o zagubieniu egzystencjalnym. “ Sól ziemi” to powieść głęboka, poważna i aktualna. Czytajcie, a będziecie ubogaceni! Na koniec jeszcze jedna refleksja. Rok 1915 to czas tzw. bieżeństwa (masowej ewakuacji i przesiedleń, głównie prawosławnych mieszkańców, w głąb Rosji). Czytając “Sól ziemi”, zastanawiałem się, czy może to słowo się pojawi. Jednak nie, nie pojawia się. Wittlin planował napisać trylogię, więc ciekawe, czy gdyby akcję kolejnych części umieścił później, to “bieżeństwo” znalazłoby w nich swoje miejsce. Nie dowiemy się, przecież “Zdrowej śmierci” i “Dziury w niebie” nie ukończył.
A. Misiewicz - awatar A. Misiewicz
ocenił na812 dni temu
Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na91 rok temu
Matka Joanna od Aniołów Jarosław Iwaszkiewicz
Matka Joanna od Aniołów
Jarosław Iwaszkiewicz
Kiedy ksiądz Suryn "trzęsąc się po okropnej drodze w niewygodnej najtyczance" zmierza ku klasztorowi "panien urszulanek" w Ludyniu, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak znamienna w skutkach dla niego to będzie podróż. I nie chodzi nawet o to, że cieniem na jego duszy kłaść się może przepowiednia pewnej Cyganki brzmiąca "Horbatu polubisz", co jakiś innego rodzaju "smętek wewnętrzny", który "radość wolnego powietrza" i "wolnej ptaszki" zmienia w jakiś wewnętrzny"mąt" duszy, wrzucając go "w orbitę nieznanych zdarzeń", będących źródłem mąk dla serca i umysłu. . "Małe jądro ciemności", które gości gdzieś na dnie duszy jego, pod wpływem zderzenia się z "ponadrzeczywistą rzeczywistością" Matki Joanny od Aniołów rozrasta się, infekując kolejne dni jego pobytu w klasztorze snami pełnymi zmor i walk z samym sobą, robiąc z niego "igraszkę najpotężniejszych sił zła", choć wydaje się początkowo, że teologiczna wiedza i szczera modlitwa to skuteczny oręż w walce z wszelkiej maści demonami. Ale być może najbardziej niebezpieczny demon to ten, który kryje się w nas samych, a u podłoża wszystkiego, co "zgubić potrafi snadnie" każdego, nawet duchownego - leży... MIŁOŚĆ. Bo "człowiek to dziwna ptaszka" jednak... . Pisząc to opowiadanie (które ze względu na swoją objętość można uznać nawet za krótką powieść) czerpał inspirację Iwaszkiewicz z lektury dziejów jezuickiego egzorcysty, który w XVII w. oskarżony został o opętanie zakonnic i matki przełożonej klasztoru Urszulanek w Loudun. Tutaj zamiast Francji mamy Ludyń pod Smoleńskiem, a pod fabułą kryją się elementy autobiograficzne, dotyczące podobno relacji Iwaszkiewicza ze swoją żoną Anną. Pomimo tytułu sugerującego, że literackie światło padać będzie na Matkę Joannę - to ksiądz Suryn jest tutaj postacią, wokół której skupia się obraz tej wewnętrznej walki z siłami zła. Stąd także ta warstwa psychologiczna jest bardzo rozbudowana, a my otrzymujemy obok opisu zdarzeń zapis myśli księdza Suryna, będący rekonstrukcją jego duchowej przemiany, prowadzącej do zaskakującego, pełnego dramatyzmu zakończenia. . Urzekł mnie tutaj klimat, zachwycił literacki język stylizowany na staropolski, ale bardzo przystępny, często też zmuszający, by zatrzymać się nad pojedynczym słowem czy całym wyrażeniem. Jest w tym także nuta humoru, co zdecydowanie przełamuje wspomniany wyżej dramatyzm. Opowiadanie to okazało się także o wiele bardziej wielowarstwowe, niż się początkowo wydawało. Temat opętania to tylko naskórek, pod którym znajdziemy próbę odpowiedzi na pytania odnośnie natury zła, pojęcia prawdy, grzechu, istoty miłości, ofiary, pragnienia wyjątkowości. Bardzo polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na84 miesiące temu
Przed nieznanym trybunałem Jan Józef Szczepański
Przed nieznanym trybunałem
Jan Józef Szczepański
Interesujące eseje z 1975 r., zawierające etyczne credo Jana Józefa Szczepańskiego (rocznik nie byle jaki– 1919),jednego z lepszych polskich pisarzy, ostatniego prezesa Związku Literatów Polskich, zlikwidowanego przez Spawacza w stanie wojennym. Najciekawszy wydaje się tekst „W służbie wielkiego armatora” – czyli Ojczyzny (dziś już nie da się nie dodać: i Synczyzny z Córczyzną). Opisując zbiorowy portret swego pokolenia, Autor wspomina niby rzecz oczywistą, ale jakże gorzką w kontekście tego wszystkiego, co już czekało za progiem dorosłości i trwało aż do wieku mocno dojrzałego. „Dwadzieścia lat bez garbu owej wyjątkowości narodowego losu – bez piętna przekleństwa i świętości, w przekonaniu że już za nami cała ta atmosfera pokuty i misji, anielstwa i diabelstwa, infantylizmu i wzniosłości, które z historii naszej uczyniły rodzaj misterium – patetycznego i (jakeśmy to chyba odczuwali) nieco histerycznego zarazem”. „Byliśmy pierwszym normalnym, zdrowym psychicznie pokoleniem Polaków od paru stuleci. Więc i sztandary nasze musiały być inne. Inne gesty. Inny styl gry na dziejowej scenie”. „Stąd zapewne Conrad. Ledwo zauważany dotychczas - jeden z klasyków w bibliotece. (…) I nagle odkrycie: aktualniejszy niż wszyscy. Jak gdyby czekał na ten czas, żeby wyznaczyć nam kurs na mapie”. Chodzi oczywiście o etykę wierności - sobie i zasadom - która wyznawało i generalnie jednak zachowało pokolenie Szczepańskiego. Autor nigdy się w Peerelii nie zeszmacił, wręcz przeciwnie – pamiętam go jako autorytet i nie byle jaka osobowość. I pamiętam też jego niewielkie, wstrząsające opowiadanie „Buty” – o wymordowaniu ”na zimno” przez AK oddziałku azerskich kolaborantów, którzy nie chcieli już walczyć po stronie Niemców, a tylko przeżyć, i przyłączyli się do partyzantki. Było ono jednym z pierwszych (1956),a raczej nielicznych, tekstów o tym, co naprawdę się działo podczas wojny, a nie kolejną malowanką dla grzecznych przedszkolaków na rocznicową akademię wypichconą. Mam zaś problem z tekstem z tego zbioru o o. Maksymilianie Kolbe. Jego czyn był heroiczny, jak żadne inne samobójstwo, bo także i w tych kategoriach można rozpatrywać to, co uczynił w tamtym antyświecie – samobójstwa, aby Inny przeżył. Istotę obozu Autor ujmuje w kilku mistrzowskich zdaniach: „Obozy koncentracyjne służyły nie tylko represji i eksterminacji +elementów niepożądanych+. Ich zadaniem było między innymi wskazanie fikcyjności etyki ludzkiego braterstwa – zasady podważającej najoczywiściej roszczenia rasowego elitaryzmu. Podludzie powinni byli ginąć wdeptywani w błoto jak robaki – masowo, lecz samotnie, anonimowo, bez godności należnej ofiarniczemu cierpieniu, w upodleniu i hańbie, o ile możności przykładając się sami do własnej zagłady”. „Stąd szczególna pogarda, z jaką odnosili się do wszelkich głosicieli humanitaryzmu. Intelektualiści, księża, przedstawiciele doktryn politycznych, opartych na założeniach uniwersalizmu, poddawani byli w obozach specjalnemu reżimowi poniżeń. Bo to była próba prawdy. +I gdzie wasza ludzkość? Gdzie się podziała, kiedy skaczecie sobie do gardeł o skórkę chleba, kiedy na rozkaz kapo okładacie się kijami?+ W pewnym sensie obozy koncentracyjne były fragmentem ostatecznej światopoglądowej debaty”. „Kosztem dobrowolnej ofiary z życia, złożonej przez jednego człowieka, ocalony został drugi człowiek. Obcy. Niepowiązany ze swym wybawcą innymi więzami, jak tylko więzy ludzkiego braterstwa. Abstrakcyjne hasło ludzkości odzyskiwało widomą treść. Życie okupione śmiercią znów nabierało ceny”. Ale była i druga strona zakonnika (przed wojną nawet pierwsza): nienawiść do Innych. Owszem, Szczepański tego nie ukrywa: „Klerykalne fobie, antysemityzm, system podejrzeń, wiodący do upatrywania szatańskiego spisku w manifestacjach każdego odmiennego stanowiska”. I tylko pytanie, czy dlatego nie pisał o tym moralnym brudzie mocniej czyli prawdziwie, bo byłaby to tzw. „woda na młyn komuny” (świetnie taki mechanizm pamiętam)? Autorowi być może udziela się coś z tej postawy, za to we mnie niestety ma wielkiej wyrozumiałości wobec tamtej postawy Świętego (a czytałem teksty „Małego Dziennika”, ohydnego, prostackiego, szczującego brukowca),czyli kogoś, kto „krzyż miał na piersi a nienawiść w sercu” - nawet po jego wielkim czynie z Auschwitz. Z kolei tekst o bandzie Mansona niczym nie zachwycił, zwłaszcza że Autor podjął chyba zbyt łatwą próbę zrozumienia i wytłumaczenia tego zjawiska, bo chyba nie fenomenu. I tylko dziwne, że tak głęboki umysł podsumował swe wywody w tak płytki sposób: „Pierwszym jednak warunkiem umożliwiającym Chrystusowi-diabłu połów dusz był klimat intelektualny i moralny młodzieżowej rewolucji lat 60. Klimat protestu przeciw wynaturzeniom cywilizacji, identyfikowanym z każdą postacią oficjalnego autorytetu”. Wszystko jest napisane wspaniałym językiem, który najlepiej byłoby określić mianem przedwojennego, w najlepszym tego słowa rozumieniu. J.J. Szczepańskiego znałem jako wybitnego moralistę. Z tym większym, niekoniecznie miłym, zaskoczeniem było dla mnie posłowie Naczelnego Moralizatora RP (różnica obu pojęć oczywista) Jego Najwyższej Przemądrzałości Krzysztofa Zanuddziego. ”Konrad nie chce zejść ze sceny” – tematem sztuki Jerzego Zawieyskiego sprzed lat nie był wprawdzie Wielki Reżyser (ostatni dobry film nakręcił kilka dobrych dekad temu),ale mógłby być. A nawet powinien…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Życie na niby

Więcej

Wojna jest niemowlęctwem ludzi dojrzałych, ich powtórną nagością, oddaniem na pastwę przypadku i grozy.

Wojna jest niemowlęctwem ludzi dojrzałych, ich powtórną nagością, oddaniem na pastwę przypadku i grozy.

Kazimierz Wyka Życie na niby Zobacz więcej

Formy, jakimi Niemcy likwidowali Żydów, spadają na ich sumienie. Reakcja na te formy spada jednak na nasze sumienie. Złoty ząb wydarty trupowi będzie zawsze krwawił, choćby już nikt nie pamiętał jego pochodzenia. Dlatego nie wolno dozwolić, by ta reakcja została zapomniana lub utrwalona, bo jest w niej tchnienie małostkowej nekrofilii.

Formy, jakimi Niemcy likwidowali Żydów, spadają na ich sumienie. Reakcja na te formy spada jednak na nasze sumienie. Złoty ząb wydarty trupo...

Rozwiń
Kazimierz Wyka Życie na niby Zobacz więcej

Formy, jakimi Niemcy likwidowali Żydów, spadają na ich sumienie. Reakcja na te formy spada jednak na nasze sumienie. Złoty ząb wydarty trupowi będzie zawsze krwawił, choćby już nikt nie pamiętał jego pochodzenia. Dlatego nie wolno pozwolić, by ta reakcja została zapomniana lub utajniona, bo jest w niej tchnienie małostkowej nekrofilii.

Formy, jakimi Niemcy likwidowali Żydów, spadają na ich sumienie. Reakcja na te formy spada jednak na nasze sumienie. Złoty ząb wydarty trupo...

Rozwiń
Kazimierz Wyka Życie na niby Zobacz więcej
Więcej