Francuzki nie tyją

Okładka książki Francuzki nie tyją
Mireille Guiliano Wydawnictwo: Albatros kulinaria, przepisy kulinarne
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
kulinaria, przepisy kulinarne
Tytuł oryginału:
French women don't get fat
Wydawnictwo:
Albatros
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7359-424-8
Tłumacz:
Danuta Górska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
279 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
603
5

Na półkach:

Książka rzeczywiście pozwala zmienić nieco perspektywę myślenia o jedzeniu, jednak ciężko mi było przebrnąć przez francuskie samouwielbienie i wszechobecnie wtrącane słówka w tymże, niezrozumiałym dla mnie, języku.

Książka rzeczywiście pozwala zmienić nieco perspektywę myślenia o jedzeniu, jednak ciężko mi było przebrnąć przez francuskie samouwielbienie i wszechobecnie wtrącane słówka w tymże, niezrozumiałym dla mnie, języku.

Pokaż mimo to

avatar
42
40

Na półkach:

Warto przeczytać, ciekawe podejście do delektowania się życiem.

Warto przeczytać, ciekawe podejście do delektowania się życiem.

Pokaż mimo to

avatar
33
30

Na półkach:

Książka napisana w formie opowieści o odchudzaniu, błędach żywieniowych i filozofii francuzek. Trochę brakowało mi konkretów mimo że na końcu książki autorka wypunktowała podstawowe zasady żywienia francuzek. Cóż nie będę się zrażać i zamierzam wypróbować jej metody🙂

Książka napisana w formie opowieści o odchudzaniu, błędach żywieniowych i filozofii francuzek. Trochę brakowało mi konkretów mimo że na końcu książki autorka wypunktowała podstawowe zasady żywienia francuzek. Cóż nie będę się zrażać i zamierzam wypróbować jej metody🙂

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
134
35

Na półkach:

Książka jest żenująca, a jej dobra opinia jest dla mnie niewątpliwą zagadką.
Okropnie napisana, bardzo dużo w niej sprzeczności i jakiegoś takiego kompromitującego podejścia do kobiet i odżywiania.

Ostatecznie wymiękłam po przepisie na "dietetyczną szarlotkę", która była pieczonymi jabłkami na liściu kapusty.

Książka jest żenująca, a jej dobra opinia jest dla mnie niewątpliwą zagadką.
Okropnie napisana, bardzo dużo w niej sprzeczności i jakiegoś takiego kompromitującego podejścia do kobiet i odżywiania.

Ostatecznie wymiękłam po przepisie na "dietetyczną szarlotkę", która była pieczonymi jabłkami na liściu kapusty.

Pokaż mimo to

avatar
446
104

Na półkach: , , ,

Jednym z moich nawyków jest analityczne, uważne obserwowanie ludzi. Czyli: mindfulness w wersji full wypas 🤣, by objawić się werbalnie jako wielkoformatowa femme du monde i Polka (obowiązkowa, politpoprawno-lewacko-terrorystyczno-kagańcowa dychotomia: Polki i Polacy), w takiej właśnie kolejności: najpierw Europejka i żeński odpowiednik homme du monde, potem, ewentualnie, Polka – nigdy odwrotnie🤣! Właściwie owa faszystowska „Polka” jest zupełnie zbędna, w złym tonie i taka żenująco-uwłaczająco démodé 😂😂😂 Ale – wracając do tematu. Tak więc – nawykowo obserwuję i analizuję zachowania ludzi. Na przykład – w księgarniach (które odwiedzam na zasadzie showroomingu – tak, niestety, ceny książek porażają w przybytkach stacjonarnych). Z zainteresowaniem przyglądam się kobietom, które kupują kompulsywnie tomiszcza poradników, których tytuły zaczynają się od magicznego słowa: „Jak”. „Jak pozostać sobą?”; „Jak być piękną?”; „Jak żyć (z) i przeżyć teściową”? 😂😂😂 Wybaczcie, poniosła mnie subtwórcza kreatywność 🤣. PR-owcy, specjaliści od marketingu i sprzedaży stosują z powodzeniem szereg innych zabiegów, aby sprzedaż książek zwiększyć – od maksymalnie sfotoszopowanych i ofiltrowanych okładek poprzez cyniczne, wyrwane z kontekstu (tj. z maksymalnie nasyconych merkantylizmem recenzji), a bijące centralnie po oczach zdania aż po magiczne blurby na obwolutach. Są takie osoby – konstatacja empiryczna – które kupują i czytają (nie wiem, które gorsze) pseudoporadnikową makulaturę kierując się ww. czynnikami. Być może nie warto się zżymać, tylko cieszyć, że w ogóle czytają cokolwiek innego, poza instrukcją obsługi najnowszego modelu iPhone’a lub balsamu na cellulit? Być może. Obyczajowo-kulturowo-kucharska książka pani Guiliamo zawiera ów sekretny – nomen omen – składnik marketingowy, mający na celu otrzymanie wyraźnego wrostu sprzedaży. Otóż jest nim wyraz „sekret” w podtytule. Jak sądzicie, ile osób zakupiło i przeczytało ową książkę z następujących względów: 1. Magiczny „sekret”. 2. Zawarta explicite konstatacja: skoro Francuzki nie tyją, ty, Polko, też możesz! 3. Zmyślna grafika. 4. Francuska autorka – wielu uważa, że to, co francuskie (niemieckie, amerykańskie, etc.) jest zdecydowanie lepsze – oby tylko nie polskie! Ja – nie zakupiłam, przeczytałam zaś dlatego, że potrzebowałam wytchnienia od literatury poważnej, merytorycznej, ciężkiej, naukowej. Dodatkową zachętą były zawarte w książce przepisy kulinarne – jako że jestem świadomą kucharką, dla której gotowanie to pasja, przyjemność i wyraz miłości do siebie samej, członków rodziny i przyjaciół (gotowanie na produktach najwyższej jakości, z odpowiednim indeksem i ładunkiem glikemicznym, zgodnie z zasadami najnowszej piramidy żywieniowej).
Podczytywałam więc w wolnym czasie, w przerwie na kawę, herbatę jaśminową z miodem wrzosowym, mus czekoladowy z malinami i miętą… Spożywane przeze mnie w trakcie lektury płyny i pokarmy doskonale współgrały z leniwą, nostalgiczną, lekko unoszącą się nad ekranem mojego laptopa opowieścią snutą przez autorkę, quasi-biografią – bo tak zaczyna się owa książka i de facto jest treściową osią. Mireille Guiliano opisuje swoje dzieciństwo we Francji, okres wczesnej młodości spędzony w Stanach Zjednoczonych, powrót do ojczyzny, zarówno z perspektywy jednostkowej (narrator pamiętnikarski, pierwszoosobowy), jak i tożsamości grupowej – tego, co jest charakterystyczne dla współczesnych Francuzek traktowanych en masse niczym narrator zbiorowy. Jest to książka o kulturze Francuzów, autorka podkreśla na każdej niemal stronie dumę z dziedzictwa narodowego, opowiada o nawykach żywieniowych Francuzów, lecz przede wszystkim – o celebrowaniu jedzenia i specyficznym stylu życia i bycia Francuzek. Nasuwa mi się w tym miejscu refleksja – przyoblekę ją w formę pytania retorycznego: naprawdę w XXI wieku została wyrugowana ze schematów poznawczych i tożsamości zarówno indywidualnej, jak i grupowej ludzi zamieszkujących Europę fundamentalna dlań idea: przynależności narodowej? Jesteśmy, staliśmy się Europejczykami? Nie – zamieszkującymi Europę Polakami, Niemcami, Francuzami, etc.? 🙄🤔🧐
Styl, tony autobiograficzne, narracja automatycznie ewokują u mnie potrzebę wyobrażenia sobie nie tylko tego, jaką wiązką cech (i o jakim natężeniu) posiada autor, lecz również – jak jawi się fenotypowo. Macie tak? Chcecie znać nie tylko biografię pisarza (jest to, rzecz jasna, gradacyjne – potrzeba owa nasila się w miarę przyrostu talentu i wielkości autora), ale również wiedzieć, jak wygląda? Zaobserwowałam u siebie ciekawą zależność – im twórca zajmujący się słowem pisanym jest większy, bardzo porażający swym pisarstwem, tym bardziej fascynuje mnie li tylko jego osobowość, im zaś wytwór autora jest bardziej lekki, traktujący o sprawach mało istotnych lub porażający swoją miałkością intelektualną – tym bardziej koncentruję się na fizjonomii autora takiegoż wytworu, i na tej podstawie doszukuję się, niczym prototypowy, dziwiętnastowieczny fizjonomik, odpowiednich rysów emocjonalno-poznawczo-temperamentalno-osobowościowych, ot, w ramach ludyczno traktowanej diagnozy na odległość (każdy psycholog powinien wam powiedzieć, że nie diagnozuje się na odległość, ja zaś napiszę bez ogródek, że nie znam ani jednego przedstawiciela tejże profesji, który tego nie czyni niejako z automatu – przy czym odległość czasoprzestrzenna nie odgrywa tu większej roli, analizujemy wszystko i wszystkich ad hoc, automatycznie, chociaż nie przyznajemy się do tego przed obcymi ludźmi 😉). Otóż – madame Guiliano wygląda rewelacyjnie, jak na swoje – skończone w tym roku – 73 lata. Sprawdźcie sami! Typowa, zadbana Francuzka, rozświetlona uśmiechem, piękną sylwetką oraz dumna z bycia au naturel.
Madame Guiliano ma styl idealnie kompatybilny z potrzebą chwilowego wytchnienia, nieanalizowania, odpoczynku od głębin uwagi intensywnej i chęci wypłynięcia na płytkie i rozległe wody uwagi ekstensywnej. Jest taki typ książki, który pewnej grupie czytelników przypadnie do gustu i umili czas leżakowania na plaży, na tarasie, na trawie w przydomowym ogródku w trakcie tegorocznego, jakże upalnego, w swej afrykańskiej proweniencji, lata. Opowieść autorki o tym, aby jeść częściej, ale mniejsze porcje, aby uprawiać jakąkolwiek aktywność fizyczną (np. wchodzenie po schodach, zamiast jeżdżenia windą; samodzielne sprzątanie, miast zatrudniania ukraińskiej pomocy domowej), aby jeść de facto wszystko, na co ma się ochotę, tylko pamiętać o podstawowej zasadzie: toutes proportions gardées jest tak powabna, niczym jeden z kwarków 😂 Można spytać – kto z nas, dorosłych ludzi, żyjących świadomie i refleksyjnie, tego nie wie? Trzeba doprawdy o tym książki pisać? I czynić z prawd banalnych kwintesencję art de vivre à la française?


(...)

Ciąg dalszy na moim blogu:

https://librariummeum.blogspot.com/2019/07/francuzki-nie-tyja-sekret-jedzenia-dla.html

Jednym z moich nawyków jest analityczne, uważne obserwowanie ludzi. Czyli: mindfulness w wersji full wypas 🤣, by objawić się werbalnie jako wielkoformatowa femme du monde i Polka (obowiązkowa, politpoprawno-lewacko-terrorystyczno-kagańcowa dychotomia: Polki i Polacy), w takiej właśnie kolejności: najpierw Europejka i żeński odpowiednik homme du monde, potem, ewentualnie,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
595
540

Na półkach: ,

Książka udowadnia, że nie trzeba być Francuzką żeby mieć szczupłą sylwetkę, Generalnie uważam, że nie jest to poradnik odchudzania ale raczej zachęta do zmiany stylu życia bo to właśnie francuskie sztuczki pozwalają zachować piękną sylwetkę.

Książka udowadnia, że nie trzeba być Francuzką żeby mieć szczupłą sylwetkę, Generalnie uważam, że nie jest to poradnik odchudzania ale raczej zachęta do zmiany stylu życia bo to właśnie francuskie sztuczki pozwalają zachować piękną sylwetkę.

Pokaż mimo to

avatar
4
1

Na półkach: , ,

Z tą książką miałam ten problem, co z dietą: kilka razy miałam chęć ją porzucić (dla krwistego kryminału). Postanowiłam jednak przetrwać kryzys i kontynuować, co, jak z (dobrą) dietą, wyszło mi na dobre. Autorka jest teraz dla mnie jak świetna kumpela, która towarzyszy w kuchni, na spacerze, podczas wchodzenia po schodach, czy przy powstrzymywaniu się od podjadania między posiłkami. Wręcz widzę, oczami wyobraźni, jej uśmiech aprobaty, gdy doczekam do obiadu nie ulęgnąwszy pokusie sięgnięcia choćby po sucharka przed obiadem. Wierzę, że to służy mojemu dobru, a nawet przyjemności - od czasu do czasu kiwnie głową z aprobatą, gdy będę miała ochotę na bezę w ulubionej kawiarni. Ale wezmę tam moją mamę i zjemy ją na spółkę.
Jestem świeżo (jak bagietka) po przeczytaniu książki, ale już stosuję żelazną zasadę Mireille; codziennie piję hektolitry wody. Nawet teraz butelka stoi obok mnie. Służy to lepszej przemianie materii, wypłukiwaniu toksyn z organizmu, ale też wpływa na skórę. Wiedziałam o tym wcześniej, ale teraz, dzięki tej książce, potrafię powiedzieć to jednym tchem, tak jak pić wodę.
Jestem ogromnie wdzięczna Autorce, że zechciała w tak przystępny i przyjazny sposób podzielić się sekretami dobrego życia bez odmawiania sobie przyjemności jedzenia, a wręcz namawiając do niego i pomagając docenić, gdzie i jak tych przyjemności szukać. Oczywiście bez tycia!
Czego sobie i Wam życzę.

Z tą książką miałam ten problem, co z dietą: kilka razy miałam chęć ją porzucić (dla krwistego kryminału). Postanowiłam jednak przetrwać kryzys i kontynuować, co, jak z (dobrą) dietą, wyszło mi na dobre. Autorka jest teraz dla mnie jak świetna kumpela, która towarzyszy w kuchni, na spacerze, podczas wchodzenia po schodach, czy przy powstrzymywaniu się od podjadania między...

więcej Pokaż mimo to

avatar
61
32

Na półkach: , ,

Bardzo fajnie napisana i przepisy ciekawe :)

Bardzo fajnie napisana i przepisy ciekawe :)

Pokaż mimo to

avatar
311
36

Na półkach: ,

Prosto, lekko i motywująco. Zupełnie nowe spojrzenie na dietetykę. Poradnik uczy jak cieszyć się jedzeniem i życiem.

Prosto, lekko i motywująco. Zupełnie nowe spojrzenie na dietetykę. Poradnik uczy jak cieszyć się jedzeniem i życiem.

Pokaż mimo to

avatar
2243
1583

Na półkach: ,

104 / 2018

104 / 2018

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Francuzki nie tyją


Reklama
zgłoś błąd