rozwińzwiń

Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy

Okładka książki Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy autora Friedrich Sander, 9788381510028
Okładka książki Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy
Friedrich Sander Wydawnictwo: Wydawnictwo RM Seria: Sekrety Historii biografia, autobiografia, pamiętnik
464 str. 7 godz. 44 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
Sekrety Historii
Data wydania:
2024-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2024-03-27
Liczba stron:
464
Czas czytania
7 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381510028
Tłumacz:
Ignacy Kurowski
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy



książek na półce przeczytane 1374 napisanych opinii 746

Oceny książki Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy

Średnia ocen
7,3 / 10
56 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy

avatar
866
746

Na półkach:

Książka „Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy” to interesująca propozycja dla osób pasjonujących się II wojną światową, zwłaszcza realiami frontu wschodniego. Publikacja opiera się na dziennikach Oberleutnanta Friedricha Wilhelma Sandera – młodego dowódcy czołgu, który zapisuje swoje doświadczenia, obserwacje i refleksje z czasu wojny. Najwięcej miejsca poświęca okresowi walk ze Związkiem Radzieckim.
Sander służył w 11. pułku pancernym jako dowódca Pz.Kpfw. 35(t) – konstrukcji czeskiej przejętej i wykorzystywanej przez Wehrmacht. Dzienniki są ciekawe przede wszystkim dlatego, że pokazują wojnę „od środka”: codzienność oddziału pancernego, zmęczenie, chaos działań, a także momenty, w których autor zostaje ranny i trafia na tyły. Warto zwrócić uwagę na zmianę tonu relacji. W zapisach da się wyczuć początkową wiarę w Hitlera i dowództwo, która z czasem słabnie – wraz z rosnącymi stratami, przeciążeniem jednostek i narastającym poczuciem bezsensu działań. Mocne wrażenie robią też fragmenty dotyczące stosunku do Rosjan oraz opisy tego, jak traktowano jeńców i poległych. Choć dzienniki obejmują również wcześniejszy etap służby, najbardziej rozbudowana część dotyczy ataku na ZSRR, walk w rejonie Leningradu, prób podejścia pod Moskwę, a następnie chaotycznego odwrotu. Ciekawym wątkiem jest moment, w którym – po utracie sprawnych wozów – czołgiści zostają de facto „przemianowani” na piechotę i muszą odnaleźć się w zupełnie innej roli.
Styl jest prosty i surowy, co działa na korzyść książki. To zapis frontowy: bez ozdobników, często w formie faktów i krótkich komentarzy, ale właśnie dzięki temu łatwiej poczuć tempo wydarzeń i warunki, w jakich funkcjonował autor. Dla czytelnika szukającego źródłowej, bezpośredniej perspektywy niemieckiego żołnierza – pozycja zdecydowanie warta uwagi.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)

Książka „Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy” to interesująca propozycja dla osób pasjonujących się II wojną światową, zwłaszcza realiami frontu wschodniego. Publikacja opiera się na dziennikach Oberleutnanta Friedricha Wilhelma Sandera – młodego dowódcy czołgu, który zapisuje swoje doświadczenia, obserwacje i refleksje z czasu wojny. Najwięcej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
211
166

Na półkach:

czy ktoś może polecić najlepsze powieści/książki jakie czytał o tej tematyce? Prośba o wiadomość prywatną

czy ktoś może polecić najlepsze powieści/książki jakie czytał o tej tematyce? Prośba o wiadomość prywatną

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
10
10

Na półkach:

Książka stanowi dość obszerny, bo liczący bez mała 500 stron, diariusz niemieckiego pancerniaka, który wraz ze swoją załogą walczył m.in. pod Leningradem, następnie zaś przeniósł się pod Moskwę i Stalingrad. Rzeczoną publikację można rozpatrywać w dwóch porządkach. Jako opowieść o wojnie, nie dorównuje ona najlepszym wzorcom, np. Krwawemu śniegowi Güntera Koschorrka. Sander jest słabym pisarzem, a w jego opisach kampanii rosyjskiej trudno doszukiwać się walorów literackich. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że – jak zwraca uwagę polski tłumacz, Ignacy Kurowski – dziennik nie był pisany z myślą o publikacji. W przeciwnym razie nie dokumentowałby bowiem z takim pietyzmem zbrodni popełnianych przez Niemców. Jest jednak drugi porządek oceny, mianowicie skrupulatność w przedstawieniu mentalności teutońskich najeźdzców. I w tym aspekcie Niemiecki czołgista na froncie wschodnim wypada zdecydowanie lepiej. Sander jawi się bowiem w swych zapiskach jako stuprocentowa, nazistowska kanalia, lubująca się w poniżaniu Rosjan, wygłaszaniu rasistowskich komentarzy czy zabijaniu niewinnych ludzi (jak w przypadku mieszkańców wioski, którzy nie zgłosili faktu przechowywania koktajli Mołotowa w zamkniętej stodole). Jest to zarazem odtrutka na coraz częściej powielaną narrację, że zwolennikami Hitlera było tych kilka procent partyjnych i garstka funkcjonariuszy SS, Gestapo, SA czy Hitlerjugend.

Cała mini-recenzja na stronie: https://www.zapiskizkultury.pl/friedrich-sander-niemiecki-czolgista-na-froncie-wschodnim-dziennik-dowodcy/

Książka stanowi dość obszerny, bo liczący bez mała 500 stron, diariusz niemieckiego pancerniaka, który wraz ze swoją załogą walczył m.in. pod Leningradem, następnie zaś przeniósł się pod Moskwę i Stalingrad. Rzeczoną publikację można rozpatrywać w dwóch porządkach. Jako opowieść o wojnie, nie dorównuje ona najlepszym wzorcom, np. Krwawemu śniegowi Güntera Koschorrka. Sander...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

151 użytkowników ma tytuł Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy na półkach głównych
  • 86
  • 65
36 użytkowników ma tytuł Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy na półkach dodatkowych
  • 20
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Osiem dni maja. Ostateczny upadek III Rzeszy Volker Ullrich
Osiem dni maja. Ostateczny upadek III Rzeszy
Volker Ullrich
Podobno kiedy kończyło się Imperium Rzymskie ówcześni nie byli świadomi tego faktu ... kiedy po 12 latach upadała "1000 - letnia Rzesza", nie sposób było tego upadku przeoczyć ... Mało jest książek o historii III Rzeszy które rozpoczynają się od samobójstwa Hitlera, tu stanowi to prolog do kolejnych ośmiu rozdziałów - po jednym na każdy dzień maja który dzielił śmierć Hitlera od ostatecznej kapitulacji. Książka jest ciekawym zapisem upadku imperium, pełnym paradoksów gdzie z jednej strony rozstrzeliwano dezerterów z własnej armii, pchając do walki z walcem Armii Czerwonej starców i dzieci a z drugiej wierchuszka starała się przygotowywała się w panice do ucieczki przed nieuniknioną klęską. Część z niech próbując ukryć się za fałszywymi dokumentami i przyklejaną brodą a część uciec przed sprawiedliwością, jeżeli nie w śmierć to przynajmniej za linie wroga który wydawał się łaskawszy. Książkę czyta się dobrze, jednak przynajmniej podstawowa znajomość historii tego okresu jest absolutnym minimum aby nie pogubić się w dużej ilości nazwisk i zależności. To do czego mógłbym się przyczepić to fakt że w niektórych rozdziałach autor trochę "odpływa od tematu", przykładem niech będzie historia Marleny Dietrich która poszukiwała umieszczonej w obozie koncentracyjnym siostry. Historia sama w sobie byłaby ciekawą anegdotą, ale tu zrobiono z niej przyczynek do bez mała mini biografii Marleny rozwleczonej na 1/3 rozdziału, co jak dla mnie psuje spójność narracji książki. To czego ewentualnie mogłoby być więcej to właśnie historia osób mniej znanych szerokiej publice, chętnie wymieniłbym historię Adenauera np. na historię Williego Herolda, która jak w soczewce pokazywała że nawet zwykli i przeciętni ludzie mogą stać się prawdziwymi zbrodniarzami kiedy obdarzy się ich wystarczającą władzą.
Logun - awatar Logun
ocenił na71 miesiąc temu
Szach-mat. Jak umierali władcy Rosji Mariusz Samp
Szach-mat. Jak umierali władcy Rosji
Mariusz Samp
"(...) Nadejdzie rok, rok czarny krwi i pożarów, Gdy padnie w proch korona z głowy carów, Zapomni tłumacz o dawnej czci dla Pana I krwią wielu będzie krew przelana (...)". - Michaił Lermontow __________ Prorocze słowa? Zapewne. Ale o tym, że w Rosji władcy tegoż kraju umierają zazwyczaj w mękach, nie było niczym nowym. Faktycznie, niewiele wiadomo o niektórych z nich. I choć ja sama, sądzę, że posiadam dostateczną wiedzę o władcach rosyjskich, to jednak Mariusz Samp książką "Szach - Mat. Jak umierali władcy Rosji" dostarczył mi dodatkowych informacji o niektórych, a zupełnie nieznanych o innych. O carycy Katarzynie napisano wiele. Podobnie o Piotrze Wielkim, Leninie czy Józefie Stalinie (mordercy i bestii w ludzkim ciele). I tu tylko doczytałam sobie co nieco. Ale już biografie Katarzyny I (żony cara Piotra),o Aleksandrze I, ktorego śmierć do dziś uważana jest jako sfingowana na poczet ucieczki cara i jego pragnienia życia w anonimowości, czy o fatalnych 7 próbach zamachów na Aleksandra II czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Książka Mariusza Sampa to mini biografie wybranych postaci z rosyjskiego świata. Od Iwana Groźnego (synobójcy),Dymitra Samozwańca, Piotra Wielkiego, Pawła I, nieszczęsnego Mikołaja II Romanowa, na Stalinie kończąc. Każda z osób i jej życie jest opisane rzeczowo i lekko, więc Czytelnicy łatwo odnajdą się w wątkach historycznych. Ja bardzo lubię takie pozycje. Więc wydawnictwo HI:STORY @wydawnictwo_history sprawiło mi ogromną niespodziankę w postaci niniejszej książki. Polecam ją Wam dla poszerzenia swojej wiedzy, czy też, po prostu, z ciekawości i przyjemności z lektury :)
aniaiksiazki - awatar aniaiksiazki
ocenił na108 miesięcy temu
Jagiellonowie. Złoto i rdza Sławomir Leśniewski
Jagiellonowie. Złoto i rdza
Sławomir Leśniewski
Autor zabiera nas w podróż przez dwa wieki panowania Jagiellonów. Tytułowe „Złoto” to czasy świetności, triumf pod Grunwaldem, potęga gospodarcza i kulturalna, która przyciągała do Krakowa największe umysły epoki. „Rdza” to z kolei powolny proces kruszenia się tego imperium – błędy polityczne, słabości kolejnych władców i nieubłagany koniec dynastii, który nadszedł Co czyni tę książkę wyjątkową? Ludzkie oblicze władców: Leśniewski nie maluje królów „na kolanach”. Pokazuje ich jako ludzi z krwi i kości – z ich lękami, obsesjami (jak choćby miłość Zygmunta Augusta do Barbary Radziwiłłówny) i wadami. Styl narracji: Autor ma niesamowite pióro. Opisy bitew, turniejów rycerskich czy dworskich skandali są tak plastyczne, że niemal czuć zapach prochu i słychać szelest jedwabnych sukien. „Rdza” daje do myślenia: Najciekawsze w tej książce jest to, jak autor analizuje upadek. Pokazuje, że nawet największa potęga może zgnić od środka, jeśli zabraknie wizji i determinacji. Dlaczego warto ją przeczytać? To książka dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego Polska wygląda dziś tak, a nie inaczej. Leśniewski udowadnia, że historia Jagiellonów to gotowy scenariusz na serial w stylu Gry o Tron – tylko że to wszystko wydarzyło się naprawdę! Dla kogo? Dla fanów historii, miłośników biografii i każdego, kto lubi epickie opowieści o władzy i namiętności.
Doorothyworld - awatar Doorothyworld
ocenił na74 dni temu
Barbarica. Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich Michael Morys-Twarowski
Barbarica. Tysiąc lat zapomnianej historii ziem polskich
Michael Morys-Twarowski
A więc tak - zainteresowania książką nabrałem po wywiadzie autora w Sigillum Authenticum - i mnie zaciekawił tematyką. Potem zbierając coś z biblioteki się napatoczyłem i tak to idzie Ogólnie książka wiele ciekawych tez. To co książka dobrze uderza w punkt - historycy u nas za bardzo się boczą by robić CZYTADŁA które przedstawią najbardziej PRAWDOPODOBNE wersje według obecnej wiedzy - chodzi o to że ludzie ciekawią się tak po ludzku jak wyglądała ta ziemia między I wiekiem a VIII w.n.e. -- nawet można tu puścić wodzę fantazję - wymyśleć dla przykucia uwagi nazwy potencjalnych wodzów, albo nadać plemionom które widzimy z archeologii że były jakieś nazwy by łatwiej było o nich mówić --- i to wszystko robiąc TWARDO I WYRAŹNIE ZAZNACZAĆ że dowody są małe, to jest dopowiedzeniem pasjonaty - a tutaj przedstawić że ktoś w książce fabularnej wymyślił tak a tak 80 lat temu - i czemu dzisiaj wiemy że to nieprawda, a tamto o dziwo prawda To właśnie robi pan Morys-Twarowski i chwała za to. Najbardziej mi zapadły wątki Krak jako karantanin - jako region z słowiańszczyzny najbardziej łaciński -- dywagacje że wanda i legenda mogła być potencjalnym jakimś rekonansem franków z czasów karola wielkiego. Jednocześnie wiem że autor tutaj użył nie do potwierdzenia tezy - ale jednocześnie nie mamy całkowitej pustki. Podobnie temat wielkiego kruka, związku lugijskiego, wandalów i ta anegdota o przybyciu rdzennych wandalów z wizytacją w kartaginie u kuzynów co wyemigrowali (swoją drogą ciekawe jak to starożytni i średniowieczni lubili takie szukanie korzeni genealogicznych - bułgarzy szukając na uralu przodków, a sasi w VIII wieku już chrześcijańscy wyruszający do dolnej saksonii nawrócić swoich kuzynów obok franków robiących to mieczem) - i że może chorwaci też mieli podobne motywy (czasem białą chorwację umieszcza się w małopolsce) Czemu z tym się tak produkuje - ogólnie chodzi o to że w pełni zgadzam się z tezami autora że jak się nie piszę o takich rzeczach nawet w taki sposób jak powyżej - tak cholera jasna o czasach sprzed Mieszka wychodzi nam Bellona z poczetem lechickich imperatorów. I kurde intelektualiści właśnie są po to by zapewniać alternatywę dla ścieku "alternatywnej historii" Książka daje duży i szybki "pasek progresu" -- duża książka, w twardej okładce, z dużymi literami i ogromnymi przypisami. Bardzo mi się podoba że przypisy autor używa dolne i nie boi się pisać w nich faktycznie a nie suchę fakty o tym że oparte na toponastyce 7 tomu jakiegoś tam językoznawcy sprzed 40 lat z numerem isbn --- a daje informacje na temat alternatywnych teorii albo co jest problematyczne w tej teorii. Wcisnąłem nawet książkę znajomemu T. na urodziny bo stwierdziłem że dosyć zgrabnie się czyta Wysoka ocenę dają w dużej mierze ze względu na bardzo potrzebną tematykę - ale lekki język bardzo mnie urzekł i mam ochotę kiedyś poczytać tą książkę o historii księstwa cieszyńskiego -- wiele jest też odniesień w tej książce do badań i dywagacji jak jakaś legenda albo nazwisko może zostawiać pamięć cale setki lat po asymilacji danego plemienia/uchodźców itd.
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na92 miesiące temu
Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950-1953 Max Hastings
Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950-1953
Max Hastings
„Świetnie się czyta” „Wojna Koreańska…” to książka z gatunku „cegła” którą świetnie się czyta. Język autora jest przystępny, a sposób pisania potrafi wciągnąć czytelnika. Publikacja opisuje całość konfliktu od linii frontu po gabinety przywódców. Jest to uogólniony opis, jednak zawierający wszystkie ważne wydarzenia, które miały wpływ na Wojnę Koreańską. Autor przy każdym z nich nieco zwalnia i pozwala sobie na analizę tego co się stało. Dzięki temu czytelnik poznaje dodatkowe składowe, takie jak dymisja głównodowodzącego, które modelowały starcie. Autor przedstawia nam też postacie z imienia i nazwiska, ich wspomnienia i przeżycia. Pozwala to całości zdarzeń nie być anonimowymi i mieć swoich bohaterów. Pisarz zwraca uwagę na cierpienia ludności cywilnej i efekt zderzenia kultur zachodniej i azjatyckiej, który to był pośrednią przyczyną wybuchu wojny. Niezrozumienie mentalności narodu koreańskiego doprowadziło do tragedii. Bardzo ciekawy jest wątek straszaka atomowego i który zadziałał głównie na Europę, która lękała się eskalacji konfliktu. Nie jest pominięty wątek jeńców obu stron. Niezmiernie interesującym jest wątek obozów jenieckich ONZ na którymi, po przeniknięciu doń komunistycznych agentów, nikt nie był wstanie do końca zapanować. Wielką wadą książki jest brak jakichkolwiek map. Trzeba wspomagać się innymi, co nie ułatwia czytania. W środku znajdziemy kilka zdjęć i to wszystko. Wydanie jest starannie w twardej oprawie, szyte, na dobrym papierze. Książkę polecam każdemu, kto interesuje się historią tego konfliktu i Azji.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na85 miesięcy temu
Galicja Norman Davies
Galicja
Norman Davies
Książka pt. „Galicja. Historia nie narodowa” autorstwa nieocenionego i zarazem bardzo zasłużonego popularyzatora polskiej historii (za granicą, ale również i w kraju) Normana Daviesa, to wzbudzający szacunek już samą swoją objętością monumentalny pomnik wystawiony przez brytyjskiego historyka nie tyle samej Galicji, jako austriackiej prowincji, ile Galicji rozumianej przez pryzmat spójnego społeczno-kulturowego konstruktu. W tym nieszablonowym ujęciu dzieje habsburskiej prowincji nie mieszczą się w sztywnych cezurach politycznie doniosłych wydarzeń, które z jednej strony rozpoczyna I rozbiór Polski (1772 r.),z kolei wieńczy rozpad Austro-Węgier (1918 r.). Norman Davies uświadamia swoich zainteresowanych czytelników i uważne czytelniczki, iż militarną okupację Spiszu i Podhala podjętą już w 1769 r. przez dwór wiedeński możemy potraktować za preludium do późniejszych rozbiorów Polski. Galicja zdaniem autora pracy od swego zarania była wytworem fikcji oświeconego umysłu Józefa II, który na przekór swojej matce Marii Teresy (prywatnie przeciwnej zaborom Polski) bezrefleksyjnie powielał politykę prowadzoną w Prusach przez swego mentora Fryderyka II Hohenzollerna – zabór Śląska. Południowe województwa ówczesnej Polski w zamyśle wskazanych monarchów służyły Austrii za rekompensatę strat poniesionych w wyniku wojen prusko-austriackich (trzy konflikty rozegrane z przerwami w latach 1740-1756). W trakcie panowania austriackiego, w ciągu długiego dziewiętnastego stulecia poszczególne społeczności o charakterze etnicznym, stanowym, klasowym na terenie tej największej habsburskiej prowincji wytworzyły skomplikowaną, różnorodną i zarazem spójną, unikalną mozaikę kulturową, która przetrwała upadek, a raczej odejście politycznych struktur, które nastąpiło w 1918 r. wraz z upadkiem Habsburgów i Austro-Węgier. Autor w szczególności skupił się na charakterystyce Polaków, Niemców, Ukraińców, Żydów, a także opisuje Rusinów, czy Ormian. Poszczególne społeczności w zależności od sytuacji współpracowały ze sobą, konkurowały, zwalczały się, a nawet prowadziły konflikty (te były niejednokrotnie podsycane przez ośrodki spoza prowincji). Dlatego zdaniem Normana Daviesa upadek Galicji w znaczeniu konstruktu kulturowego nastąpił dopiero wraz z nadejściem II wojny światowej i zaistniałymi w trakcie tego konfliktu czystkami etnicznymi, kontynuowanymi również po zakończeniu działań zbrojnych (np. Akcja „Wisła”). Wiedeń nie przywiązywał zbyt wielkiej wagi do terenów zagarniętej Polsce Galicji. Austria bardzo skwapliwie korzystała z zasobów tej prowincji, które posłużyły jej do prowadzenia długoletnich wojen z rewolucyjną Francją, a później z Cesarstwem Napoleona. Po Kongresie Wiedeńskim, od kiedy ustabilizowały się granice państw zaborczych na ziemiach dawnej Polski, Galicja służyła Habsburgom za miejsce z przeznaczeniem do prowadzenia spodziewanego konfliktu z Rosją, a także jako ewentualna karta przetargowa w negocjacjach pokojowych. Dlatego prowincja przez władze wiedeńskie była zaniedbywana. Sytuacja zmieniła się po 1867 r., kiedy Galicja uzyskała autonomię, ludność skorzystała z możliwości rozwoju ekonomiczno-społecznego i udzielonych jej praw politycznych. Wówczas Galicja stała się ufortyfikowanym obozem wojskowym. Austriacy pozostawili po sobie liczne umocnienia wojskowe, z których znaczna część zachowała się dziś. Pojawiły się również nacjonalizmy, które ostatecznie po dziesięcioleciach zakończyły się wojnami, zbrodniami i czystkami – skończywszy na Akcji „Wisła” (1947 r.) – i doprowadziły do upadku Galicji w znaczeniu fenomenu kulturowego. Obecnie „Galicja pozostała jedynie niesiona wiatrem chmurą rozproszonych wspomnień” – jak to przedstawił sam N. Davies (s. 697).
donekT - awatar donekT
ocenił na83 miesiące temu
Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena Reid Mitenbuler
Najciekawszy człowiek na świecie. Ekscentryczne życie Petera Freuchena
Reid Mitenbuler
Poznajemy dwumetrowego wielkoluda z rudą brodą i to Duńczyka, który przez dwadzieścia lat czynił z Grenlandii swój dom, a z lodu – swój żywioł. Reid Mitenbuler w biografii „Najciekawszy człowiek na świecie” kreśli portret Petera Freuchena z rozmachem godnym jego monumentalnej sylwetki. To opowieść o człowieku, który nie mieścił się w żadnych ramach, a jego życie było tak nasycone przygodą, że wystarczyłoby na tuzin innych życiorysów. Moja ocena 8/10 wynika z faktu, że autorowi udało się okiełznać ten żywioł i ubrać go w rzetelną, a jednocześnie porywającą formę literacką. Plusy publikacji i sylwetka giganta Największą zaletą książki jest jej niezwykła dynamika. Mitenbuler nie pozwala czytelnikowi na nudę, prowadząc go przez arktyczne pustkowia, hollywoodzkie bankiety i mroczne czasy II wojny światowej. Poznajemy Freuchena jako polarnika i odkrywcę, który poślubił Inuitkę Navaranę Mequpaluk, wchodząc głęboko w kulturę jej ludu nie jako kolonizator, lecz jako uczeń i partner. To jeden z najmocniejszych punktów biografii – opis antropologicznej wrażliwości Freuchena, który potrafił dostrzec mądrość tam, gdzie inni widzieli „dzikość”. Freuchen jawi się jako postać renesansowa w najbardziej ekstremalnym wydaniu. Był kupcem, pisarzem, dziennikarzem, a nawet filmowcem. Pisał scenariusze, a w oscarowym filmie „Eskimo” nie tylko pełnił rolę konsultanta, ale i sam zagrał, uwieczniając na taśmie swoją charyzmę. Mitenbuler świetnie oddaje ten dualizm: z jednej strony surowy twardziel, który własnoręcznie (używając zamarzniętych odchodów jako dłuta!) wydostał się z lodowej pułapki, z drugiej – intelektualista błyszczący w europejskich salonach. Kolejnym plusem jest ukazanie późniejszych lat Freuchena, kiedy to podróżował po Stanach Zjednoczonych i Europie, stając się żywą legendą. Autor z humorem opisuje jego występ w teleturnieju „The $64,000 Question”, gdzie jako ekspert od siedmiu mórz wygrał główną nagrodę, stając się ulubieńcem amerykańskiej opinii publicznej. Nie brakuje też wątków dramatycznych – Freuchen aktywnie działał w duńskim ruchu oporu podczas wojny, trafiając do niewoli, z której, rzecz jasna, zdołał uciec. Książka zasługuje na wysoką notę, ponieważ Mitenbuler unika pułapki bezkrytycznej hagiografii. Choć Freuchen jest postacią fascynującą, autor dostrzega jego egoizm, momentami trudny charakter i cenę, jaką za jego styl życia płaciła rodzina. To biografia pełnowymiarowa, mięsista i doskonale osadzona w kontekście historycznym – od złotej ery eksploracji polarnej po narodziny popkultury. Niewielki niedosyt pozostawia jedynie pewna skrótowość w opisie niektórych wypraw naukowych na rzecz bardziej „filmowych” anegdot. Niemniej, to lektura obowiązkowa dla każdego, kto czuje się przytłoczony małością współczesnego świata. Peter Freuchen przypomina nam, że granice istnieją tylko w naszych głowach, a świat jest tak ciekawy, jak bardzo my jesteśmy gotowi na jego podbój. To literacki pomnik postawiony człowiekowi, który żył na własnych warunkach, od mroźnej Thule po blask fleszy Nowego Jorku.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Vindolanda Adrian Goldsworthy
Vindolanda
Adrian Goldsworthy
Autor, chyba szanowanych, popularnych pozycji z zakresu historii starożytnej, postanowił dorobić również w niszy beletrystycznej. Skorzystał z pracowicie gromadzonej wiedzy i stworzył coś w rodzaju kryminalnego westernu umieszczonego na wyspach brytyjskich pod koniec I w. n.e. Rzymskie legiony, lokalne plemiona, wielka polityka i lokalne polityczki, jakieś bunty i napady, klasyczny romans z pięknością z napadniętego dyliżansu, a na dodatek wątek niby-kryminalny. Główny bohater to po części noirowy detektyw, po części Winnetou, a po części dumasowski muszkieter. Również narracja charakteryzuje się podobną paletą barw. Trochę tu płaszcza i szpady, tfu... gladiusa, trochę indiańskich podchodów, mniejszych i większych potyczek, pościgów i zasadzek, przetykanych ucztami i detektywistycznym główkowaniem. Wyszło to w miarę zgrabnie, ale bez wielkiego polotu, wątek kryminalny okrutnie naciągany. O ile kryteria historyczności spełnione są, co zrozumiałe, w wysokim stopniu, tak rysunki postaci wypadają niestety nadmiernie współcześnie, poza tym kreowane są raczej oszczędnie i dość generycznie. Warsztat bez specjalnych zastrzeżeń, raczej prosty, ale w pozytywnym sensie. Całość dość przyjemna, niewybitna, jednak na tle powszechnej nędzy w światku powieści historycznych, warta lekkiego polecenia. "Vindolanda" nie powodowała u mnie wypieków na twarzy, ale momentami, w przerwach, tęskniłem do lektury. 7/10
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na72 miesiące temu
Dzieci nocy. Nadzwyczajna historia współczesnej Rumunii Paul Kenyon
Dzieci nocy. Nadzwyczajna historia współczesnej Rumunii
Paul Kenyon
Książka Paula Kenyona, Dzieci nocy. Nadzwyczajna historia współczesnej Rumunii, to brawurowa i momentami makabryczna podróż przez stulecie kraju, który dla reszty Europy zbyt często pozostawał jedynie mroczną plamą na mapie. Kenyon, ceniony korespondent wojenny BBC, nie pisze jednak suchego podręcznika. Kreśli reportaż historyczny, w którym polityka miesza się z zapachem krwi, a wielkie ideologie kończą w błocie i nędzy zwykłych obywateli. Krwawe tło i narodziny chaosu Autor rozpoczyna swoją opowieść od momentu, w którym Rumunia – po wiekach bycia pionkiem w grze imperiów – próbuje zdefiniować swoją nowoczesną tożsamość. Tłem dla opisywanych wydarzeń jest burzliwy przełom XIX i XX wieku, a przede wszystkim trauma obu wojen światowych. To okres, w którym rodziły się skrajności: od niemal bajkowego przepychu dworu królewskiego, przez mistyczno-faszystowski obłęd Legionu Michała Archanioła, aż po mroźny uścisk komunizmu. Kenyon genialnie oddaje dualizm tego państwa – z jednej strony "Paryż Wschodu", czyli Bukareszt pełen intelektualistów, z drugiej zaś głęboka, zabobonna prowincja, gdzie legenda o Drakuli wydawała się bardziej rzeczywista niż dekrety rządu. Galeria potworów i wizjonerów Najmocniejszą stroną publikacji jest sposób, w jaki autor portretuje rumuńskich dyktatorów. Centralną postacią staje się oczywiście Nicolae Ceaușescu, „Geniusz Karpat”, którego droga od szewca do despoty budującego gigantyczne pałace na gruzach ludzkiego życia jest opisana z przerażającą precyzją. Kenyon pokazuje mechanizm demoralizacji władzy i to, jak Rumunia stała się laboratorium społecznego koszmaru, gdzie zakaz aborcji doprowadził do tragedii tytułowych „dzieci nocy” – tysięcy sierot żyjących w nieludzkich warunkach w kanałach i państwowych umieralniach. Dlaczego 8/10? Moja ocena to mocne 8/10. Choć Kenyon operuje czasem narracją sensacyjną, robi to w celu oddania absurdalnego i brutalnego charakteru rumuńskiej historii. Książka jest: Niezwykle plastyczna: Czytelnik niemal czuje chłód betonowych blokowisk i strach przed Securitate. Dynamiczna: Autor unika akademickiego nudziarstwa, stawiając na anegdotę i portret psychologiczny. Ważna: Przywraca pamięć o kraju, który po 1989 roku został przez Zachód nieco zapomniany, a którego rany wciąż się goją. Niewielki minus przyznaję za pewne uproszczenia w analizie geopolitycznej, które czasem ustępują miejsca dążeniu do stworzenia efektownej opowieści. Niemniej jednak, dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego współczesna Rumunia jest krajem tak pełnym kontrastów, jest to lektura obowiązkowa. Kenyon udowadnia, że historia tego regionu to nie tylko opowieści o wampirach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy przetrwali najciemniejsze noce XX wieku. To reportaż totalny, który zostaje pod powiekami długo po zakończeniu lektury.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Psy z Essex Dan Jones
Psy z Essex
Dan Jones
Wyobraź sobie, że kiedy się rodzisz, trwa wojna i trwać będzie przez całe twoje życie. Umierasz, a ona nadal trwa. Jak zdemoralizowane może być społeczeństwo, które całe życie spędza na wojnie? Wojna stuletnia, bo o niej mowa, trwała 116 lat w XIV i XV wieku między Anglią i Francją, i nawet krótkie przerwy, kiedy jedni nie nacierali na drugich większymi czy mniejszymi siłami, w bitwach podjazdowych czy walkach otwartych i zaplanowanych, nie przynosiły ulgi nikomu. Zresztą wrzało wtedy w całej Europie i wszyscy toczyli z kimś boje. Z czasem nawet zapominano, o co tak naprawdę wojna się toczy. Jako że Europa wrzała od lat na różnych frontach, a wojny pochłaniały mnóstwo pieniędzy, najlepszym zarobkiem dla mężczyzn była wojaczka. To nie były wojny obwarowane konwencjami, to były wojny brutalne do granic możliwości i żołnierze mogli wszystko. No, prawie wszystko. Nie mogli odmówić królewskim rozkazom. A te bywają czasami absurdalne albo zdają się niewykonalne dla kogoś, kto siedzi w samym środku piekła wojny. Poznajemy zatem historię elitarnej jednostki – jeśli tak możemy nazwać najemników w tamtych czasach – którym powierzono zadania specjalne. Psy z Essex, bo tak ich nazywano, lądują w Normandii i zaczynają polowanie. Przez karty tej historii przeleje się mnóstwo krwi, zginie mnóstwo ludzi, popłynie morze alkoholu (i nie tylko),wydarzy się wiele spraw, o których jedni będą pamiętać do końca życia, inni woleliby je zapomnieć już następnego dnia, ale jedno jest pewne – nudy nie zaznacie. Szalona jazda u boku szalonych najemników. Bywa krwawo, strasznie i obrzydliwie, ale też wesoło, ciekawie, a nawet zaskakująco, bo „Psy z Essex” to powieść przygodowa dla dorosłych, pełna historycznego brudu i przemocy, bez romantycznego spojrzenia na średniowiecze. Dan Jones powołał do życia bohaterów prawdziwych do szpiku kości, a ich historię oddał tak wiernie, jakby był jej świadkiem. Wspaniałe opisy dużych bitew i małych potyczek nie były chyba jeszcze tak szczegółowo opisane, tak wiernie, z takim polotem w beletrystyce historycznej. Ja przynajmniej nie przypominam sobie innej książki z tak dobrą wizualizacją średniowiecznych starć. Relacje międzyludzkie są ukazane perfekcyjnie, a konstrukcja spaja wszystkie wątki wręcz idealnie. Mając na uwadze fakt, że jest to powieść, a więc czystej krwi beletrystyka, Autor mógł sobie pozwolić na bajdurzenie, a jednak trzymał się historycznych faktów i wiernych opisów, i nawet dialogi są tu realne, co sprawia, że książka jest wyjątkowa, a opowiedziana w niej historia bardzo prawdziwa. Poza aspektem historycznym, ciekawym jest również aspekt psychologiczny, bo czy to wojna średniowieczna, czy wojna współczesna, musi wpłynąć negatywnie na jej uczestników. I tu widzimy ludzi, którzy zaczynają swoją przygodę z wysokiego C, aby na koniec fałszować niemiłosiernie w melodii zwycięstwa, które wcale nie musiało nadejść, choć jak wiemy z historii, Anglicy skopali Francuzom tyłki niemiłosiernie, ponosząc jednak przy tym ogromne straty. Elitarna grupa Psów z Essex znajdzie się w sytuacjach beznadziejnych nie raz i nie raz zajrzy im śmierć w oczy, a mimo to prą do przodu, choć ich nastawienie do wojny, życia i wykonywania rozkazów zmieniać się będzie z każdym przebytym kilometrem. Nie oczekujcie jednak, że nagle staną się mądrzejsi, lepsi, bogobojni. Nie. Tu chodzi o to, że wojna wpłynie na psychikę bohaterów w różnoraki sposób, a wiara w słuszność ich działań zostanie poddana próbie, jakiej zostają poddawani wszyscy żołnierze na każdej wojnie. Różnica polega jednak na tym, że jak dzisiaj trąbi się o wojnach humanitarnych (nigdy tego nie zrozumiem, jak wojna może być humanitarna),tak wtedy żołnierz musiał pokazać się z jak najgorszej strony, bo to czyniło go kimś wielkim, ważnym, dzielnym i godnym zaufania. Książka zaczyna się w czasach, kiedy wojna już trwa od 9 lat i kiedy Anglicy decydują się na potężną inwazję z tysiącem okrętów i piętnastoma tysiącami wojska. Psy z Essex stanowią forpocztę, której przewodzi sprytny, inteligentny i dość często bezkompromisowy Loveday. Jego psy, Millstone, Szkot, Murawka, Ojczulek, Tebbe, Romford, Thorp i dwaj bracia Walijczycy, to mocno zwariowane towarzystwo, ale znające się na swojej robocie jak nikt inny. Śledzimy ich poczynania, idziemy za nimi krok w krok, ale trudno będzie ich polubić, bo to świry, jakich nie znajdziecie w innych powieściach historycznych. Chociaż przyznać muszę, że czasem skłonni są pokazać ludzką twarz. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Ta książka to jedna wielka bomba emocjonalna. Pomijając fakt, że sama książka wydana jest absolutnie pięknie, „Psy z Essex” napisane są z rozmachem, z dużą ilością postaci, bez zbędnego smętkowania i rozpisywania się o tym, jak to drzewa szumiały, kiedy armaty strzelały; jak deszcz padał, kiedy rycerz z konia spadał. Tu jest dziko, szybko, brudno i śmierdząco, ale też wszystko jest skrzętnie i pięknie poukładane, bo kluczem Jonesa do udanej książki jest wiedza historyczna, której akurat jemu nie brakuje. Do tej pory uważałem, że najlepszym pisarzem beletrystycznym, opierającym się na wiedzy historycznej jest Valerio Massimo Manfredi (naprawdę jest genialny),ale Dan Jones zdetronizował włoskiego mistrza i teraz to on wiedzie prym. Jeśli porzuci pisarstwo popularnonaukowe na rzecz beletrystyki historycznej, to stanie się najlepszym powieściopisarzem XXI wieku, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Facet ma po prostu dar opowiadania o historii. „Psy z Essex” to książka tak mocna, że „Wojny Wikingów” Cornwella zdają się bajką na dobranoc dla przedszkolaków, a „Grę o Tron” może Krzyś literkować Puchatkowi. Czegoś takiego jeszcze nie czytaliście, prawdziwy literacki sztos z potworną historią końca średniowiecza i bezlitosnym okrucieństwem wojny! Czekam już na kolejny tom – „Zimowe wilki”. I oczywiście na kolejne książki Dana Jonesa. https://www.facebook.com/hultajliteracki/
Hultaj_Literacki - awatar Hultaj_Literacki
ocenił na109 miesięcy temu

Cytaty z książki Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy

Więcej
Friedrich Sander Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy Zobacz więcej
Friedrich Sander Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy Zobacz więcej
Friedrich Sander Niemiecki czołgista na froncie wschodnim. Dziennik dowódcy Zobacz więcej
Więcej