rozwińzwiń

Potwór pamięci

Okładka książki Potwór pamięci autora Yishai Sarid, 9788378930358
Okładka książki Potwór pamięci
Yishai Sarid Wydawnictwo: KEW literatura piękna
139 str. 2 godz. 19 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Mifletzet ha-Sikarōn
Data wydania:
2021-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2021-01-01
Liczba stron:
139
Czas czytania
2 godz. 19 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378930358
Tłumacz:
Michał Sobelman, Joanna Stocker-Sobelman
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Potwór pamięci w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Potwór pamięci



książek na półce przeczytane 869 napisanych opinii 607

Oceny książki Potwór pamięci

Średnia ocen
7,6 / 10
113 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Potwór pamięci

avatar
570
395

Na półkach: ,

"trzeba trochę być nazistą" (uczeń po jednej z wycieczek na terenie niemieckiego obozu zagłady)... pamięć Zagłady oraz jej instytucjonalizacja i moralne konsekwencje, krytyka wobec „przemysłu pamięci”, instrumentalizacji historii i łatwych narracji moralnych oraz odwrotnej do poznawczej, funkcji poznawczej...

"trzeba trochę być nazistą" (uczeń po jednej z wycieczek na terenie niemieckiego obozu zagłady)... pamięć Zagłady oraz jej instytucjonalizacja i moralne konsekwencje, krytyka wobec „przemysłu pamięci”, instrumentalizacji historii i łatwych narracji moralnych oraz odwrotnej do poznawczej, funkcji poznawczej...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
869
607

Na półkach:

🧠 Potwór pamięci – czyli jak historia zjada swoje dzieci 🧠

🎯 ocena: 9/10 – książka ważna, znakomicie skonstruowana, gorzko potrzebna

🪖 Nie jest to kolejna książka o Holokauście. To brutalna wiwisekcja pamięci o Holokauście – tej instytucjonalnej, wygodnie wykutej w izraelskim betonie. Sarid nie relacjonuje historii – on podważa fundamenty, na których ją dziś uprawiamy.

🧳 Narrator – urzędnik pamięci, historyk na usługach dydaktyki narodowej – początkowo sumienny, potem cyniczny, w końcu zagubiony. Zaczyna jako entuzjasta dokumentacji Zagłady, a kończy jako rozbity człowiek w hotelowym barze Lublina, próbujący zatopić traumę i bezradność w alkoholu.

🧵 Książka to raport. Ale równie dobrze – spowiedź 🧵
Nieprzypadkowo adresowana do Prezesa Yad Vashem. Ton: pokorny, ale z kroplą rezygnacji. Jakby autor sam nie wiedział, czy jeszcze wierzy w sens swojej misji, czy tylko pełni rolę trybika w machinie upamiętniania.

🇮🇱 Najmocniej uderza to, co dzieje się z młodzieżą izraelską odwiedzającą obozy 🇮🇱

🔹 Śpiewają Ha-Tikwę w miejscach masowych grobów.

🔹 Owinięci flagami rozważają, jak „to samo zrobić z Arabami”.

🔹 Nie identyfikują się z ofiarami. Identyfikują się z siłą.

→ Holokaust jako mit założycielski militarnego Izraela? Sarid pokazuje ten przerażający paradoks bez moralizowania – pozwala, by czytelnik sam się zderzył z grozą tej refleksji.

🧊 Refleksja nie pada z góry. Ona się sączy. Przez detale. Przez opis obozowych struktur, schematów uśmiercania, mechanizmów działania Sonderkommando, dojmującą pustkę po świadkach. Nie ma tu prostych wzruszeń – jest zimna, ciężka świadomość, że pamięć może być narzędziem przemocy.

🕯️ Dla czytelnika z Polski – ta książka działa jak wyładowanie elektryczne. Zmusza do spojrzenia z boku na własną historię, pamięć, winy i wybielenia. Ale też nie robi tego z wyższością – raczej z bólem, że wszyscy jesteśmy częścią tej chorej relacji pamięci i polityki.

🧷 Cytat, który zostaje 🧷
„Nie jesteście przecież muskularnymi Murzynami, przyzwyczajonymi do ciężkiej pracy, dlatego wasza śmierć będzie szybka, nędzna i żałosna.”
— To mówi narrator do izraelskich uczniów, parafrazując głos oprawcy. Mrozi krew. I wstrząsa. Ma poruszyć. I porusza.

🧩 Podsumowanie 🧩

To nie jest łatwa książka. Ale to musi być trudna książka. Bo tylko taka może sprawić, że przestaniemy rytualnie klepać wersety o „pamięci” i zaczniemy pytać: co my z tą pamięcią robimy?

👀 Kilka spojrzeń w lekturę 👀

🎭 Forma – quasi-epistolarna, ale formalnie znakomita, wyważona, silna w rytmie i rytuałach pamięci.

🧱 Treść – nie tyle o Holokauście, co o dziedziczeniu pamięci jako przemocy.

🇵🇱 Polski kontekst – bolesny, ale potrzebny: polska ziemia jako tło Zagłady i wygodny śmietnik historii.

🧨 Najważniejsze pytanie: czy można przekazywać pamięć, nie wypaczając jej sensu?

🧠 Potwór pamięci – czyli jak historia zjada swoje dzieci 🧠

🎯 ocena: 9/10 – książka ważna, znakomicie skonstruowana, gorzko potrzebna

🪖 Nie jest to kolejna książka o Holokauście. To brutalna wiwisekcja pamięci o Holokauście – tej instytucjonalnej, wygodnie wykutej w izraelskim betonie. Sarid nie relacjonuje historii – on podważa fundamenty, na których ją dziś uprawiamy.

🧳...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
30
21

Na półkach:

Absolutnie genialna i świeża książka - nie wiem, czy to kwestia literatury izraelskiej, czy tego autora, ale wiem, że w Polsce albo w Stanach nikt chyba nie odważyłby się tak ugryźć ten temat. Połknęłam książkę w 2 dni, a potem zmuszałam znajomych, żeby czytali.

Absolutnie genialna i świeża książka - nie wiem, czy to kwestia literatury izraelskiej, czy tego autora, ale wiem, że w Polsce albo w Stanach nikt chyba nie odważyłby się tak ugryźć ten temat. Połknęłam książkę w 2 dni, a potem zmuszałam znajomych, żeby czytali.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

310 użytkowników ma tytuł Potwór pamięci na półkach głównych
  • 185
  • 125
71 użytkowników ma tytuł Potwór pamięci na półkach dodatkowych
  • 25
  • 15
  • 9
  • 6
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Potwór pamięci

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Między światem a mną Ta-Nehisi Coates
Między światem a mną
Ta-Nehisi Coates
„W Ameryce niszczenie czarnego ciała jest tradycją — dziedzictwem”. Książka Ta-Nehisi Coatesa „Między światem a mną” to nie tylko literatura faktu; to krzyk, modlitwa i brutalnie szczery list ojca do syna, który stał się jednym z najważniejszych tekstów o rasizmie w XXI wieku. Coates, okrzyknięty następcą Jamesa Baldwina, nie bawi się w eufemizmy. Nie pisze o „problemach społecznych” w sposób akademicki. Pisze o ciele — o fizycznym zagrożeniu, o lęku, który przenika kości, i o systemie, który został zbudowany na fundamencie wyzysku czarnoskórych Amerykanów. To lektura gęsta, bolesna i absolutnie niezbędna, by zrozumieć pęknięcia współczesnego świata. Struktura książki, oparta na formie listu do nastoletniego syna, Samori’ego, nadaje jej niezwykłą, niemal bolesną intymność. Coates nie próbuje pocieszać swojego dziecka fałszywymi obietnicami o „postrasowym społeczeństwie”. Zamiast tego przygotowuje go na rzeczywistość, w której jego ciało może zostać mu odebrane w każdej chwili — przez policję, przez system sprawiedliwości czy przez ślepy gniew ulicy. Autor wspomina śmierć swojego kolegi ze studiów, Prince’a Jonesa, zabitego przez policjanta, jako moment ostatecznego przebudzenia. To wydarzenie staje się w książce dowodem na to, że nawet wykształcenie i status materialny nie chronią „czarnego ciała” przed niszczycielską siłą amerykańskiego mitu. Jednym z najbardziej wstrząsających pojęć wprowadzonych przez Coatesa jest koncepcja „Snu” (The Dream). Dla autora „Sen” to iluzja białej klasy średniej — domy z białym płotkiem, grille w ogródku i poczucie bezpieczeństwa — która jest możliwa tylko dzięki ignorowaniu faktu, że została zbudowana na niewolnictwie i segregacji. Coates bezlitośnie obnaża ten mechanizm, pokazując, że ci, którzy „wierzą, że są biali”, żyją w stanie moralnego uśpienia, podczas gdy inni płacą za ten sen najwyższą cenę. Styl Coatesa jest hipnotyzujący. To proza poetycka, a jednocześnie precyzyjna jak cięcie skalpela. Autor nie prosi o empatię; on domaga się uznania faktów. Jego diagnozy są pesymistyczne, co dla wielu czytelników może być trudne do zaakceptowania. Nie znajdziemy tu taniego optymizmu Martina Luthera Kinga o „ziemi obiecanej”. Coates sugeruje raczej, że walka jest celem samym w sobie, a zachowanie godności i świadomości w niesprawiedliwym świecie jest najwyższym aktem oporu. Warsztatowo „Między światem a mną” to majstersztyk eseistyki. Autor sprawnie łączy osobiste wspomnienia z dorastania w Baltimore z głęboką analizą historyczną i socjologiczną. Pokazuje, jak architektura amerykańskich miast, system szkolnictwa i rynek pracy zostały zaprojektowane tak, by więzić czarne ciała w gettach strachu. To lekcja historii, której nie uczy się w szkołach, podana w formie, która nie pozwala czytelnikowi na odwrócenie wzroku. Podsumowując, książka Ta-Nehisi Coatesa to lektura obowiązkowa, która wykracza daleko poza granice Stanów Zjednoczonych. To uniwersalne studium władzy, wykluczenia i miłości rodzicielskiej w czasach pogardy. Choć traktuje o Ameryce, zmusza nas do refleksji nad każdym systemem opartym na hierarchii i dehumanizacji „innego”. Po przeczytaniu tej książki świat wydaje się miejscem trudniejszym, ale nasza świadomość staje się ostrzejsza. To literacki monument, który będzie rezonował w debacie publicznej przez dekady.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na82 miesiące temu
Drżę o ciebie matadorze Pedro Lemebel
Drżę o ciebie matadorze
Pedro Lemebel
Urocza, choć przecież opowiadająca o krwawym reżimie Pinocheta, jest powieść Pedra Lamebela "Drżę o ciebie matadorze". Jest rok 1986. Ciotuchna z Naprzeciwka żyje w Santiago, stolicy Chile w swoim małym świecie. Ma niewielki, sypiący się domek, wynajmowany, ale samodzielne urządzony i ozdobiony. Ma grupę zaprzyjaźnionych ciotek. I ulubioną piosenkę - tytułowe "Drżę o ciebie matadorze". Utrzymuje się z robótek ręcznych, które wykonuje dla wysoko postawionych osób. Nie interesuje się polityką, ale odrobinę niepokoju wprowadzają w jej życie opozycyjne Radio Cooperativa oraz uliczne protesty. Pewnego dnia pojawia się w jej życiu Carlos (choć może wcale nie ma tak na imię). Twierdzi, że jest studentem i prosi o przechowanie kilku dużych skrzynek z "książkami". Zauroczona nim Ciotuchna zgadza się, a potem pozwala też spotykać się na stryszku swego domu grupie kolegów Carlosa, którzy "nie mają się gdzie uczyć". W ten sposób zostaje wplątana w działania Frontu Patriotycznego Manuela Rodrígueza. Tyle wprowadzenia, nie będę więcej zdradzał. Dodam jeszcze tylko, że opowieść o Ciotuchnie i Carlosie przeplata się z historią dyktatora i jego żony, na których wspomniana organizacja przygotowuje zamach. Pomimo politycznego tła, "Drżę o ciebie matadorze" to przede wszystkim subtelna historia miłosna. Opisana z dystansem, poczuciem humoru i wdziękiem. Świadomie też kiczowata, jak kiczowaty jest świat Ciotuchny. I nawet jej język jest ciut delikatniejszy od tego, jakim posługują się bohaterowie/bohaterki książek Michała Witkowskiego. Zapraszam na profil Sczytalim na Instagramie!
Ryszard Kozik - awatar Ryszard Kozik
ocenił na86 miesięcy temu
Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna Filip Zawada
Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna
Filip Zawada
Powieść Filipa Zawady to literackie wyzwanie, które wymyka się tradycyjnym ramom fabularnym, serwując nam historię poszarpaną, trudną i gęstą od emocji. „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” nie oferuje klasycznego początku, środka i końca, lecz jest raczej wiwisekcją toksycznej relacji i wielopokoleniowego traumatyzmu. Fabuła: W kleszczach dziadka i wnuka Głównym bohaterem i narratorem jest Szczepan – mężczyzna, który tkwi w destrukcyjnym klinczu ze swoim dziadkiem. Relacja ta przypomina psychologiczną walkę bokserską, w której ciosy padają niemal w każdym zdaniu. Dziadek to postać despotyczna, wręcz potworna, która swoją obecnością zatruwa powietrze w całym domu. Z kolei Szczepan, choć pozornie jest ofiarą, staje się lustrzanym odbiciem swojego oprawcy. Fabuła koncentruje się na codziennym trwaniu, na drobnych złośliwościach i wielkich upokorzeniach. Przez życie bohatera przewijają się kobiety – każda kolejna próba zbudowania normalnej relacji kończy się jednak fiaskiem, bo Szczepan nie potrafi kochać nikogo, skoro nie potrafi znieść samego siebie. To opowieść o tym, jak nienawiść do przodka staje się paliwem napędowym egzystencji i jak trudno jest wyrwać się z kręgu przemocy, która wrosła w DNA rodziny. Recenzja: Brutalny taniec słów Filip Zawada stworzył książkę, która jest jak uderzenie w splot słoneczny. Nie jest to lektura przyjemna – autor celowo wprowadza czytelnika w stan dyskomfortu. Język powieści jest surowy, pełen dosadności, a momentami wręcz turpistyczny. Krótkie, urywane zdania budują duszny, klaustrofobiczny klimat, w którym brakuje tlenu i wspomnianej w tytule „wiosny”. Największą siłą (a dla niektórych słabością) tej prozy jest jej bezkompromisowość. Zawada nie bierze jeńców; obnaża męskie słabości, kompleksy i prymitywne instynkty. Narracja Szczepana jest przepełniona autoironią, ale jest to humor czarny, gorzki i ostatecznie smutny. To portret człowieka, który został „przemielony” przez wychowanie i historię, a teraz sam nie potrafi zaoferować światu nic poza cynizmem. Mimo tego mroku, powieść fascynuje warsztatem. Zawada potrafi w jednym akapicie przejść od fizjologicznego obrzydzenia do niemal metafizycznej refleksji nad losem. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w sesji terapeutycznej, która wymknęła się spod kontroli. Podsumowanie „Zbyt wiele zim minęło, żeby była wiosna” to literatura dla odważnych. To książka o niemożności wybaczenia i o ciężarze dziedzictwa, którego nie da się po prostu odrzucić. Jeśli szukasz pocieszenia, omijaj ten tytuł szerokim łukiem. Jeśli jednak chcesz zobaczyć, jak wygląda literacka autopsja męskiej psychiki, Zawada dostarczy Ci wrażeń, których długo nie zapomnisz.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz Anna Dziewit-Meller
Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz
Anna Dziewit-Meller Justyna Sobolewska
Autorki „Stówki. Przeczytaj to jeszcze raz” sięgają po dawno przeczytane książki i tworzą własną, subiektywną listę „lektur”, które odegrały szczególną rolę w ich życiu, były związane z bardzo intensywnymi przeżyciami czy wręcz momentami zwrotnymi. We wstępie piszą, że jest to: 🔰 „absolutnie subiektywny wybór książek najważniejszych dla nas obu. To nie leksykon stu najważniejszych tytułów XX wieku, ani nawet wieku XIX. To nie żaden kanon – ani stary, ani nowy. To opowieść o tych książkach, które nas kształtowały i do których chciałyśmy po latach wrócić”. Sto pozycji, czyli tytułowa „Stówka” (a dokładnie 101 książek a nawet o wiele więcej, gdyż w niektórych felietonach omawianych jest po kilka tytułów),to zestaw, który autorki uporządkowały według własnego dorastania i dojrzewania. Podzieliły go na cztery części: dzieciństwo, szkoła, studia i dorosłość. W krótkich wypowiedziach pisarki i dziennikarki opowiadają o swoich czytelniczych doświadczeniach. To narracja w dwugłosie: felietony obu autorek umieszczone są w tomie naprzemiennie, czasem ze sobą współgrając, czasem polemizując albo mijając się zupełnie. Ważny jest jednak klucz doboru pozycji - to nie sto najwybitniejszych dzieł określonego gatunku, czy okresu. To sto książek najważniejszych dla samych autorek. Takich, które w jakiś konkretny sposób stały się w ich życiu istotne. I właśnie ten nieobiektywny, bardzo osobisty sposób pisania o lekturach oraz ich czytaniu jest walorem tej publikacji. Obydwie autorki opowiadają o swoich literackich podróżach ze swadą, punktują wyraziście, dają ogromny margines interpretacyjny i przede wszystkim niczego nie narzucają. Nie jest to bowiem publikacja o tym, jak czytać, ale przede wszystkim o tym, po co czytamy i jak wiele mamy motywacji do tego działania. Przekrój wymienianych przez Annę Dziewit-Meller i Justynę Sobolewską pozycji jest szeroki, tak, jak szeroki bywa zwykle repertuar lektur wybieranych przez miłośników literatury na przestrzeni lat. Rozważania, eseje i recenzje zamieszczone w tym zbiorze, mogą stać się inspiracją dla osób sięgających po „Stówkę". Może się ona przydać podczas chandry czytelniczej i dla każdego z nas jej odbiór będzie zupełnie inny. Jest ona bowiem otwarta i w mądry sposób fragmentaryczna. „Stówki” nie trzeba czytać od deski do deski, można otworzyć ją na chybił trafił, poświęcić jej kilka chwil, trochę powspominać własne lektury i poszukać inspiracji na nowe czytelnicze przygody. Publikację polecam molom książkowym, których ekscytuje, a nie frustruje niestrudzone powiększanie listy „CHCĘ PRZECZYTAĆ”. Jak deklarują autorki, ich zbiór ma być zachętą do stworzenia własnych list ważnych książek, może więc to dobra okazja do takich refleksyjnych podsumowań? A przy okazji znajdziecie w "Stówce" wiele ciekawostek oraz zaskakujących sugestii interpretacyjnych. Dla mnie było to np. odczytanie inwazji wilków na królestwo księcia Mateusza w "Akademii Pana Kleksa" jako ukrytego obrazu Zagłady oraz informacje o niespodziewanych ustaleniach jednego z badaczy twórczości Andrzeja Bobkowskiego na temat tego pisarza i jego "Szkiców piórkiem". Zaskoczeń oraz inspiracji "wyszperałam" w "Stówce" bardzo wiele:) i chociaż czasami coś tam zgrzytało mi w felietonach pani Sobolewskiej, to wciąż uważam, że dobrze byłoby mieć "Stówkę" na własność. 🍁Listopadowe wyzwanie LC 2025: Przeczytam książkę polskiego autora lub autorki wydaną po 2000 roku. (6)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na84 miesiące temu
Ojczyzna jabłek Robert Nowakowski
Ojczyzna jabłek
Robert Nowakowski
Książka „Ojczyzna jabłek” autorstwa Roberta Nowakowskiego to literacka podróż w serce Bieszczadów – krainy, gdzie mgły wznoszą się nad dolinami jak duchy przeszłości, a każda ścieżka pamięta stopy tych, którzy stąd odeszli. Autor podejmuje temat trudny i bolesny – przymusowe wysiedlenia Łemków i Bojków po II wojnie światowej, opowiadając o ludziach, którzy stracili nie tylko swoje domy, ale i swoje korzenie, mowę i tożsamość. To powieść o ludziach zawieszonych między przeszłością a teraźniejszością, którzy, wyrzuceni z własnej ziemi, stali się bezpaństwowcami własnej pamięci. Nowakowski nie buduje swojej narracji z patosu i wielkich gestów. Zamiast tego, jego styl jest surowy, oszczędny, niemal reporterski – słowa padają jak ostre kamienie, bez zbędnych ozdobników, a mimo to trafiają prosto w serce. Bohaterowie powieści to ludzie pełnokrwiści, nieszablonowi, z ich niedoskonałościami, zagubieniem i bólem – postacie, które, mimo że fikcyjne, wydają się prawdziwsze niż niejeden podręcznik historii. To oni tworzą tkankę tej opowieści – z ich krzykiem, milczeniem, żalem i tęsknotą za miejscem, którego już nie ma. W centrum tej historii są ci, którzy chcieli po prostu żyć – orać swoje pola, piec chleb w rodzinnych piecach, grzebać zmarłych na własnych cmentarzach i mówić swoim językiem. Dla nich utrata ziemi była jak wygnanie z raju – nie tylko fizyczne, ale i duchowe, jakby ktoś wyrwał ich korzenie i rzucił na obcą, niegościnną glebę. W tych prostych, lecz pełnych emocji opisach codzienności wybrzmiewa tęsknota za normalnością, tęsknota, która jest niemal namacalna, jak śpiew skrzypiec w pustym domu. Nie ma w tej książce romantycznej wizji powrotu do domu, bo nie ma do czego wracać. Miłość, jeśli się pojawia, jest trudna, niemal niemożliwa – splamiona traumą i przemocą, niemożliwa do wypowiedzenia. Świat Nowakowskiego jest surowy, twardy jak kamień, który długo trzyma ciepło, ale nigdy nie mięknie. Autor nie lukruje rzeczywistości, nie unika brudu, zapachu śmierci, namacalnego okrucieństwa. Ta bezkompromisowa szczerość sprawia, że historia jest bardziej realistyczna, a jej obrazy długo pozostają w pamięci. W powieści wyraźnie wybrzmiewa głos mniejszości – Łemków, Bojków i Żydów, którzy po wojnie stali się bezpaństwowcami, wykluczonymi ze swoich własnych historii. Nowakowski nie unika ukazywania konfliktów i uprzedzeń, przedstawiając Polaków często jako antagonistów. To naturalny zabieg, gdy opowieść prowadzona jest z perspektywy tych, którzy stracili najwięcej – tych, którzy musieli wyrzec się nie tylko ziemi, ale i siebie samych. „Ojczyzna jabłek” to książka, która zmusza do refleksji nad historią, pamięcią i ludzkim losem, przypominając, że często to zwykli ludzie płacą najwyższą cenę za decyzje wielkich tego świata. To lektura, która nie daje łatwych odpowiedzi i nie oferuje pocieszenia – jest jak echo w pustych górach, dźwięk, który pozostaje, kiedy wszystko inne już ucichło. To dzieło dla tych, którzy potrafią docenić literaturę wymagającą, szczerą i bezkompromisową – taką, która nie boi się trudnych tematów i zostawia trwały ślad w sercu czytelnika.
Ola K - awatar Ola K
ocenił na811 miesięcy temu
Przejście Pajtim Statovci
Przejście
Pajtim Statovci
Po wiosennym wypadzie do Albanii ciągle chodzą za mną okołoalbańskie tematy, więc z ciekawością sięgnęłam po "Przejście" Statovci. Fakt, że jest to literatura fińska, ale autor urodził się w Kosowie, jego rodzice byli Albańczykami i to właśnie w Albanii rozpoczynają się przygody głównego bohatera "Przejścia", Bujara. Poznajemy go jako młodego chłopca w Tiranie przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - Hoxha zmarł, system zaczął się walić, a kraj dotknęła ogromna bieda i przestępczość, więc kto mógł, ten uciekał, próbował emigrować. Spróbował też Bujar ze swoim przyjacielem i niemal od razu wiemy, że udało mu się uciec za granicę, bo wspomnienia z Albanii przeplatają się z doświadczeniami młodego już mężczyzny w kolejnych krajach. Bujar bowiem nigdzie nie może zagrzać miejsca - trafia najpierw do Włoch, potem Niemiec, Hiszpanii, USA, Finlandii... Wszędzie próbuje jakoś ułożyć swoje życie, a nie idzie mu to łatwo - nie tylko dlatego, że jest obcokrajowcem, który wstydzi się swojego pochodzenia (wszędzie poza Włochami podaje się za Włocha),ale nie umie określić swojej seksualności i osobowości. Raz więc występuje jako mężczyzna, raz jako kobieta, wchodzi w różne związki i relacje, a większość z nich nie kończy się najlepiej. Wydaje się, że dla wielu osób największą zaletą (bądź też wadą, w zależności, czy lektura przypadła do gustu) jest właśnie ta tematyka transseksualności i związanych z nią problemów Bujara. Dla mnie "Przejście" okazało się kolejną fascynującą lekturą o Albanii - zwłaszcza z tych trudnych lat, gdy państwo nie umiało stanąć na nogi po utracie rządzącego nim przez dekady dyktatora. Chłopięce wspomnienia bohatera, wyjazd na pogrzeb do Kosowa, ucieczka do Włoch, albańskie legendy... pochłonęła mnie ta lektura, fajnie się to czytało :). Wątki dorosłe przypadły mi do gustu nieco mniej, wydawały mi się bardziej chaotyczne, no i Albania zeszła już nawet nie na drugi, ale na dziesiąty plan. Fajna to była jednak lektura, cieszę się, że po nią sięgnęłam.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na75 miesięcy temu
Przywiązania Vivian Gornick
Przywiązania
Vivian Gornick
Zaskakująco osobista książka, choć bynajmniej nie ekshibicjonistyczna, poświęcona głównie niełatwym relacjom z matką. No i z mężczyznami - w takiej kolejności, nie tylko chronologicznej… Zapewne będę w mniejszości, gdy napiszę, że mimo całej błyskotliwej narracji, mojej ulubionej przewrotnej ironii pełnej, bardziej jednak do mnie trafiła poprzednia rzecz Gornick, czyli “Kobieta osobna i miasto” - i to nie tylko dlatego że tam było więcej Nowego Jorku. Tu największą wartością są gorzkie-słodkie dyskusje narratorki z matką (niestety, dość toksyczną osobą),które niekiedy przekształcają się w całkiem niezłe awantury i wzajemne obrażania się. To bardzo dynamiczna relacja. “Nieraz przez kilka lat panuje między nami coś w rodzaju zmęczonego odprężenia. Potem wraca gniew jasny i gorący”. Inna rzecz, że obie strony mają nieco racji w tej odwiecznej sztafecie pokoleń kobiecych. “– Dlaczego nie znajdziesz sobie sympatycznego mężczyzny, z którym byłabyś szczęśliwa? - pyta mnie mama. – Prostego i dobrego, nie intelektualistę ani filozofa”. Matka to dla niej “wytrawny miejski piechur, (ale i łowczyni miejsc siedzących w metrze)”. Dla mnie nad wszystkim dominuje tu jednak pięknie plastyczny obraz żydowskiego życia w Bronxie sprzed kilkudziesięciu lat, z niezwykłymi typami ludzkimi, ekscentrykami, dziwakami, przemocowcami. Tę część uważam za najlepszą, ukazującą niełatwe bogactwo ówczesnej mieszanki rasowo-narodowościowo -kulturowej. “Bronx był mozaiką etnicznych księstewek najechanych przez obcy element: pięć kwartałów, gdzie dominowali a to Włosi, a to Irlandczycy, a to Żydzi, ale każdy rewir żydowski miał swoją mniejszość irlandzką, a włoski żydowską”. “W naszej kamienicy mieszkali sami Żydzi, nie licząc irlandzkiej rodziny na parterze, rosyjskiej na drugim piętrze i polskiego dozorcy. Rosjanie byli wysocy i milkliwi, wchodzili i wychodzili w aurze tajemnicy. Wszyscy Irlandczycy byli chudzi, mieli jasne włosy niebieskie oczy, wąskie usta i zamknięte twarze. Oni też przemykali wśród nas jak cienie. Podobnie dozorca i jego żona trzymali się na uboczu. Nigdy do nikogo nie odzywali się pierwsi. Oto główny, jak mi się zdaje, efekt bycia w mniejszości: człowiek cichnie”. A to jeszcze te czasy, i środowiska, gdy kobieta jest funkcją swojego mężczyzny i głównie pod tym kątem oceniana. “Matka jest prawdziwym więźniem swojego środowiska, swoich czasów, które zakazywały kobietom samorealizacji”. Córka jest już zupełnie innego pokolenia, dla którego najważniejsza jest samorealizacja. I to zarzewie nieusuwalnego konfliktu towarzyszy nam w zasadzie przez wszystkie lata, które razem z nimi przeżywamy. “Nie mam dobrej relacji z mamą, a niekiedy, w miarę jak powiększa się nasz życiowy bagaż, zdaje się ona jeszcze pogarszać. Tkwimy uwięzione w ciasnym tunelu bliskiej, intensywnej znajomości”. Fascynujący jest portret sąsiadki Nettie, która sama kształtuje swoje życie, co u kołtuńskich mieszkańców kamienicy wywołuje przewidywalne reakcje. “Jej krok był niespieszny i rozmyślny. Ruszała raz jednym, raz drugim udem, kołysząc biodrami. Dla każdego było jasne, że ta kobieta donikąd nie idzie, że chodzi dla chodzenia, by poczuć efekt, jaki wywiera na przechodniach. Jej chód stale przypominał o ciele ukrytym pod ubraniem. Mówił: +To ciało ma moc budzenia apetytów+. Nie było drugiej takiej jak ona”. “Zarówno mężczyźni, jak i kobiety patrzyli na nią chciwie. To było straszne. Emocje, jakie wzbudzała, stanowiły raczej karę niż nagrodę. Przerażało mnie to, jak ludzie na nią patrzą – mężczyźni okrutnie, kobiety gniewnie. Wydawało mi się, że grozi jej niebezpieczeństwo”. “Ona sama, rzecz jasna, nie znała strachu. Erotyczna perfidia tkwiła w niej głęboko nierozerwalnie. (..) Budzenie pożądania było jedynym znanym jej sposobem na poprawę własnego samopoczucia. Wiedziała, że kiedy kołysze biodrami, unosi leniwie powieki albo przeciąga zmysłowo dłonią po rudych włosach, w męskich lędźwiach budzi się nadzieja. Wiedziała tylko tyle i aż tyle”. Po latach Nettie pada ofiarą raka… – Ona gniła od środka – oznajmiła mama. – Przeżarło ją. Ci mężczyźni ją przeżarli. – Mamo, na litość boską! Naprawdę w to wierzysz? Uważasz że, można dostać raka od seksu? – A n a c o u m a r ł a, j a k n i e n a r a k a?”. Albo taka piękna rozmowa matki z córką: “– Co robią homoseksualiści? – To samo co ty, mamo. – To znaczy? – Bzykają się tak jak ty. – Ale jak oni to robią? Gdzie? – W tyłek. – To musi boleć. – Czasami tak. Zazwyczaj nie. – Czy oni się żenią? – pyta ze śmiechem. – Niektórzy. Większość nie. – Czy są samotni? – Tak samo jak my mamo”. “Pamiętasz Druckerową? Mówiła że gdyby nie papieros w trakcie stosunku z mężem, wyskoczyłaby z okna. A Zimmermanową, tą po drugiej stronie? Wydali ją za mąż, jak miała 16 lat, szczerze faceta nie znosiła(...) Mężczyźni z Europy. To były zwierzęta. Po prostu zwierzęta”. “Przez 25 lat nie mogłam się pozbyć wrażenia, że mama nic nie robi, tylko leży w półmroku na kanapie, trzyma rękę na czole i mamrocze: +Nie wytrzymam+. Co zresztą okazało się nieprawdą”. “Miało się wrażenie, że pracuje wyłącznie po to, by móc się pod wieczór oddać rozpaczy, wiernie jej oczekującej na końcu obowiązkowej przeprawy przez trudy dnia codziennego. W weekendy, rzecz jasna, depresja trwała nieprzerwanie”. Wiele zmienia nagła śmierć ojca Autorki. “Wdowieństwo otworzyło mamie drogę do wyższej formy istnienia.(...) Opłakiwanie taty stało się jej zawodem, jej tożsamością, jej maską społeczną”. “To mama była centralną postacią tego dramatu, reszta kręciła się na obrzeżach. Można powiedzieć że jej spektakularna strata pochłonęła nas wszystkich; z pełnoprawnych żałobników zmieniliśmy się w świadków cudzej żałoby (...) Śmierć taty stała się religią, źródłem obrządku i doktryny. Figura kobiety, która utraciła miłość swojego życia, stała się dla mamy nową ortodoksją, której przestrzegała z talmudyczną dokładnością”. BTW: Tym bardziej było to nienormalne, że po śmierci ojca musiała spać z matką przez rok w jednym łóżku…. “Wołała wtedy moje imię i krzyczała: +Sierota! Mój Boże, jesteś sierotą!+ Nikt nie miał odwagi jej przypomnieć że według tradycji żydowskiej sierotą zostawało się po śmierci matki; dziecko bez ojca było tylko półsierotą”. Niestety, matka miała poważne kompleksy wobec wykształconej córki. “Ilekroć zaczynałam zdanie, którego nie dało się skończyć bez trzykrotnego złożenia, w jej oczach pojawiały się iskry zwierzęcej chytrości. Te iskry wzniecały w niej gniew, który rozpalał się w szał.(..) +Mów do mnie po ludzku!+”. “Zawsze po cichu liczyła, że tym razem będzie inaczej że wreszcie usłyszy ode mnie historię przypominającą jej własną, taką, które ją pokrzepi, a nie wprawi w zdumienie i zakłopotanie”. Pokornie upraszam o wybaczenie, ale część o nieudanym małżeństwie Autorki to chyba najnudniejszy fragment książki. “Teoretycznie zgadzaliśmy się co do wszystkiego, lecz w codziennym życiu jakoś nigdy się nie zdarzało, abyśmy równocześnie pragnęli tej samej rzeczy”. Reszta narracji to opisywanie, czy raczej: analizowanie, relacji z kolejnymi facetami, co także nie wydało mi się porywające. Wyciszający koniec nieco elegijny, gdy “Mama nie wygląda ani młodo, ani staro; wydaje się co najwyżej pochłonięta grozą widoku. (...) - Całe życie przeleciało – mówi cicho. Mój ból jest tak wielki, że nie mam odwagi go poczuć.(...) Potem siedzimy w milczeniu, dwie kobiety niezaplątane w supeł rozmowy, lecz jedynie patrzące w półmrok bezpowrotnie mi utraconego życia”. “Bez końca włóczymy się razem po ulicach Nowego Jorku. (...) Nie przepadamy za sobą podczas tych spacerów, czasem się na siebie gniewamy, ale nasze włóczęgostwo trwa w najlepsze. (...) Nie znosi jedynie teraźniejszości; gdy tylko teraźniejsze staje się przeszłością, mama z miejsca się w niej zakochuje. Opowieść za każdym razem jest taka sama i jednocześnie inna, bo jestem coraz starsza i zawsze przychodzi mi do głowy pytanie, którego nigdy wcześniej nie zadałam”. “Nie zależy nam już tak bardzo jak dawniej na sprawiedliwości. Nasza animozja stała się mniej zajadła”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 miesiąc temu
Mona Bianca Bellová
Mona
Bianca Bellová
Piękno-smutny hymn na cześć Wolności – kobiety, religii, od kulturowego przymusu, wyboru ścieżki kariery i wielu innych jej form. Książka porównywalna z prześwietnym “Jeziorem” Autorki, choć jednak nie jest od niego lepsza. Świat przedstawiony to nieokreślony kraj, zapewne muzułmański (a może i bliższy Chinom),który dawniej zajmowali Francuzi, choć to raczej jakiś mikst kultur, gdzie generalnie królują zakazy. Choć kiedyś, po odejściu kolonizatorów, było normalnie, teraz trwa tam wojna domowa. Reżim się zaostrza, coraz bardziej bezwzględna religijno-ideologiczna kontrola wszystkiego. Rodzice tytułowej bohaterki, pielęgniarki w szpitalu, zostali porwani przez oprawców, tamtejszych ubeków. Mimo że wiele tu przemocy - i faktycznej, i symbolicznej - to kobiety, przynajmniej niektóre, czynią ten system mniej strasznym. Niemniej jednak, to świat antykobiecy, wobec czego nie może się obejść bez tego, co się robi dojrzewającym dziewczynkom. “- Nie, tylko nie to – krzyczała Mona, kiedy uświadomiła sobie, co się zaraz stanie.(...) Starsze kobiety uśmiechały się i kiwały głowami, dobrze wiedziały, że bez tego nie ożeniłby się z żadną nikt z tych dobrych mężów, którzy przez całe życie zamykali je na strychu albo wyrzucali z domu, kiedy miesiączkowały, to właśnie jest tradycja“. “Nigdy nikomu o tym nie opowiadała. Był tylko jeden jedyny człowiek, który mógł o tym wiedzieć, jej mąż Kamil. Ale Mona nie była pewna, czy kiedykolwiek odważył się przyjrzeć, jak ona wygląda tam, na dole“. I jeszcze walka z szatanem, perfidnie we włosach ukrytym. “Niekończące się uwagi, i wyzywanie od kurw, kiedy ma odkrytą głowę. W każdym dniem coraz mniej świata z czasu, kiedy Mona mieszkała tu z rodzicami“. “Dziewczyny, które zgrzeszyły przeciwko zasadom lub moralności, zamykano o wodzie w izolatce.(...) Musiały spać oczywiście spać z rękami na kołdrach“ (nb w Auschwitz też był taki nakaz). “Jako pielęgniarka będzie przecież musiała zakrywać włosy z przyczyn praktycznych. Pozbędzie się tego problemu na zawsze, bez dodatkowego społecznego ciężaru“. To kraj, gdzie matka ma nadzieję że “jeśli nie będzie się czepiać ani karać synka, jeśli pozwoli mu dorastać zgodnie z jego potrzebami, jeśli nie będzie wiedział, co to cierpienie, to wszystko będzie dobrze”. No właśnie nie będzie….. “Kiedy było już jasne, że innowiercy tacy jak Zhu będą mieli w kraju coraz trudniej, jego rodzina zdecydowała posłać chłopaka do klasztoru: niezupełnie pasował do tego świata, a klasztor przynajmniej będzie go chronić od pogromów, do których coraz częściej dochodziło“. Wstrząsający opis pożaru tego klasztoru, prawdopodobnie podpalonego przez fanatyków religijnych. “To kraj, gdzie najpierw jedzą mężczyźni a kobiety... cóż, wynoszą brudne naczynia a potem same jedzą....”w zaciszu kuchni”. Gdzie mężczyźni nie mogą wykonywać prac kobiecych - sprzątać, gotować, prać. Wolno im zaś na przykład hodować bakłażany czy pomidory“. “-​ Przecież musi być coś więcej?, myślała czasem Mona. Niemożliwe, żeby przez całe życie w kółko sprzątać rzygowiny, wracać wieczorem do apatycznego męża i przez cały dzień martwić się, czy na pewno ma się zakryte włosy“. “- Kobietom nie wolno już zajmować się mężczyznami, a mężczyznom – kobietami. - Jak to ma niby działać? Przecież nigdy nie było żadnej szkoły pielęgniarskiej dla mężczyzn. Kto się będzie opiekował pacjentami?“. “Tam jeszcze nie wiedzą o tym, jak ludzie w nocy znikają ze swoich łóżek i nigdy nie wracają. Jak krzyczy ten, kogo torturują. Jak rodziny dostają z powrotem ojców wypuszczonych z aresztu: bełkoczących, bez zębów, bez oczu“. Świetnie nakreślona jest relacja Mony z ciężko rannym Adamem, którym się opiekuje - w zasadzie jedyna to normalna komunikacja w tym nieprzyjaznym ludziom świecie. Wielką wartością, podobnie jak w poprzedniej książce Autorki jest powściągliwy język, oszczędny, pozbawiony opisów czy przymiotników, ale także i wartościowania - co tylko potęguje wrażenia osoby czytającej. Przemieszanie planów czasowych też mi odpowiada….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na83 miesiące temu

Cytaty z książki Potwór pamięci

Więcej
Yishai Sarid Potwór pamięci Zobacz więcej
Yishai Sarid Potwór pamięci Zobacz więcej
Więcej