rozwińzwiń

Zbieranie kości

Okładka książki Zbieranie kości Jesmyn Ward
Okładka książki Zbieranie kości
Jesmyn Ward Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie literatura piękna
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
Salvage the Bones
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania:
2020-03-11
Data 1. wyd. pol.:
2020-03-11
Data 1. wydania:
2012-04-24
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366517547
Tłumacz:
Jędrzej Polak
Tagi:
Missisipi amerykańskie Południe literatura afroamerykańska literatura amerykańska
Inne
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Wyróżniona opinia i

Zbieranie kości



przeczytanych książek 1384 napisanych opinii 607

Oceny

Średnia ocen
6,9 / 10
428 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
84
26

Na półkach:

Polecam Ci nowa powieść Jesmyn Ward ( która już ma na swoim koncie wiele nagród literackich) skupiającą się na dorastaniu i relacjach.

Przenosimy się do USA a konkretnie nad Zatokę Meksykańska gdzie obserwujemy życie rodziny składającej się z ojca-wdowca-alkoholika oraz 4 dzieci.
Esch jest nastolatką która wspólnie ze swoimi trzema braćmi wychowuje się bez matki ( ta zmarła zbyt wcześnie rodząc najmłodszego z braci).
Obserwujemy,jak żyje się tej rozdartej rodzinie w stresowej sytuacji, jaką jest nadciągający huragan.
Każdy radzi sobie ( bardziej próbuje sobie radzić ) z trudnościami życia na swój sposób.
Esch w tęsknocie za bliskością i potrzebą bycia zauważoną pomimo młodego nastoletniego wieku sypia z kim popadnie co skutkuje ciążą. Ewidentnie widać jak brak jej kobiecego wzorca i jak szuka sposobów na określenie jaką kobietą być.
Jej brat pragnie zapewnić przypływ gotówki dzięki walkom psów ( co wrażliwszy będzie pewnie opuszczał te kartki ) i ewidentnie jest dla swojej suki niczym opiekuńczy rodzic - pomaga jej kiedy ta się szczeni, opiekuje się jej miotem, aby miała dobre jedzenie jest skłonny nawet kraść. Ale tutaj nic nie jest płaskie i jednoznaczne.. kiedy tego potrzebuje wystawia ją do walki nie patrząc że jest jeszcze karmiąca.
Jest też ojciec którego samotne wychowywanie dzieci i dramatyczna śmierć żony całkowicie destabilizuje psychicznie. Widzimy jaki jest surowy i nieprzewidywalny ( co jak dla mnie jest sposobem na radzenie sobie z okrutną samotnością ). Widać jego rozdarcie, kiedy stara się zabezpieczyć dom i zapewnić zapasy przed uderzeniem Kateriny, ale nie zmusza się do odstawienia kieliszka bo to, byłoby już nazbyt trudne.
A dzieci i tak wychowują się same, nawzajem.
Cały ten kolaż emocji, uczuć, faktów i postaci autorka podaje nam w 12 dni - jakaś symbolika do 12 apostołów lub 12 miesięcy czy też 12 potraw wigilijnych ( ciągle miałam takie skojarzenie ) i tym też sygnalizuje że nastąpi coś ważnego na końcu. Że to prowadzi w coś dużego.
I dostajemy brutalny opis uderzenia huraganu i walki o życie.

I ten kulminacyjny moment całej powieści idealnie czyści wszystko co odciążało naszych bohaterów.

Polecam Ci nowa powieść Jesmyn Ward ( która już ma na swoim koncie wiele nagród literackich) skupiającą się na dorastaniu i relacjach.

Przenosimy się do USA a konkretnie nad Zatokę Meksykańska gdzie obserwujemy życie rodziny składającej się z ojca-wdowca-alkoholika oraz 4 dzieci.
Esch jest nastolatką która wspólnie ze swoimi trzema braćmi wychowuje się bez matki ( ta...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1208
737

Na półkach: ,

"Zbieranie kości" Jesmyn Ward jest kolejną moją zaległością recenzencką, z którą rozprawiłam się w audiobooku jeszcze w styczniu. Niestety nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia..

Nad Zatoką Meksykańską tworzy się huragan, który już wkrótce zagrozi życiu setkom ludzi. W przybrzeżnym miasteczku w stanie Missisipi czternastoletnia Esch i jej trzej bracia próbują zebrać odpowiednią ilość jedzenia by przetrwać kataklizm. Przez dwanaście dni rozgrywa się akcja powieści, która ukazuje brutalną codzienność w obliczu huraganu Katrina.

Ta książka to kompletnie nie moja bajka. Opis tak naprawdę jest dość mylący, bo dopiero końcówka książki opowiada o walce z żywiołem jakim jest huragan. Większość fabuły to po prostu życie jakie wiedzie Esch i jej rodzina. Dużo było tutaj brutalnych opisów, które strasznie mnie zniesmaczyły, choć nie należę do wrażliwych osób. Przez większość powieści się po prostu nudziłam. Z pewnością nie zapamiętam ją na dłużej. Nigdy nie ukrywałam, że w książkach poszukuje przede wszystkim rozrywki i choć trudne tematy nie są mi obce, to powieści z drugim dnem są po prostu nie dla mnie. Nie umiem wyłapać w nich wyjątkowości. Dla mnie wszystko musi mieć sens. Cieszę się, że ta pozycja już za mną

"Zbieranie kości" Jesmyn Ward jest kolejną moją zaległością recenzencką, z którą rozprawiłam się w audiobooku jeszcze w styczniu. Niestety nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia..

Nad Zatoką Meksykańską tworzy się huragan, który już wkrótce zagrozi życiu setkom ludzi. W przybrzeżnym miasteczku w stanie Missisipi czternastoletnia Esch i jej trzej bracia próbują zebrać...

więcej Pokaż mimo to

avatar
623
623

Na półkach:

Z okruchów informacji i opinii znajomych z LC stworzyłam sobie pewne wyobrażenie o klimacie panującym w książce nieznanej mi do tej pory Jesmyn Ward, ale zdecydowanie nie doszacowałam tego, z jak wielkimi emocjami się w niej zetknę i jak bardzo ta powieść mnie przeczołga. Czy mi się podobała? To za mało powiedziane. Ta powieść wręcz została we mnie, a raczej osadziła się na mnie jak czerwony pył osiadający na skórze jej bohaterów. Osad to bolesny, niekomfortowy, wręcz szczypiący jak sól sypana na otwartą ranę. Bolesny przede wszystkim dlatego, że dotyczy dzieci, które opisane są tutaj jako istoty pozostawione same sobie, zapomniane przez świat i zmuszone sobie w tym świecie radzić na miarę swoich możliwości.
Autorka opisuje 12 dni z życia rodziny składającej się z wiecznie pijanego ojca niemogącego się pozbierać po śmierci żony i jego czworga dzieci. Rzecz dzieje się w stanie Missisipi tuż przed nadejściem huraganu Katrina, a narratorką jest 14-letnia Esch, która właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży. Dzień po dniu dziewczyna opowiada o codzienności swojej i braci i o przygotowaniach do nadejścia żywiołu. To opowieść bardzo przygnębiająca. Widzimy dzieciaki, które próbują jakoś żyć, bez wsparcia dorosłych, bez zaplecza finansowego, tworząc sobie namiastkę normalności na swoją miarę. Każde z nich ma jakieś marzenie, ale ich realizacja z góry skazana jest na klęskę. Jednocześnie w tej beznadziei życia jedyną nadzieję mogą czerpać ze swojej bliskości. Bracia stoją murem za siostrą, a ona za nimi. Dzieci wspomagają ojca, który ze swojej roli wywiązuje się beznadziejnie, ale ważne, że po prostu jest. Nad całą rodziną wisi widmo zmarłej matki, która jest duchem opiekuńczym tej gromadki i mimo nieobecności wciąż wydaje się im towarzyszyć.
To nędzne życie zostaje zmiecione z powierzchni ziemi za sprawą huraganu i paradoksalnie da to bohaterom szansę na odbudowanie się od nowa, odrodzi ich i relacje między nimi.
Jesmyn Ward doskonale przemyślała kompozycję swojej powieści. Podzielenie jej na 12 rozdziałów/ 12 dni to znakomity sposób na stopniowanie napięcia, które narasta, staje się coraz gęściejsze, duszne, czujemy niebezpieczeństwo i strach. Wydaje mi się, że istotne jest również miejsce osadzenia niektórych scen. Powieść zaczyna się od narodzin szczeniąt ukochanej suki jednego z braci, w trakcie akcji powraca motyw matki zmarłej podczas porodu, no i główna bohaterka zadręcza się swoją tajemnicą i lękiem przed urodzeniem dziecka. Narodziny i śmierć nadają tej powieści rytm i ją budują.
„Zbieranie kości” to książka mocna, znakomicie napisana, trzymająca w kleszczach długo po zakończeniu. Niewątpliwie kawał dobrej prozy, godnej polecenia.

Z okruchów informacji i opinii znajomych z LC stworzyłam sobie pewne wyobrażenie o klimacie panującym w książce nieznanej mi do tej pory Jesmyn Ward, ale zdecydowanie nie doszacowałam tego, z jak wielkimi emocjami się w niej zetknę i jak bardzo ta powieść mnie przeczołga. Czy mi się podobała? To za mało powiedziane. Ta powieść wręcz została we mnie, a raczej osadziła się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
800
384

Na półkach:

Być może ta książka jest lepsza niż moja ocena, ale zupełnie do mnie nie trafiła. Nie zaangażowała mnie fabuła, nie wciągnęła, wręcz wynudziła. Wątek walk psów zajmujący większą część książki-po co? Kompletnie mnie to nie interesowało. Dużo brutalnych, brudnych i naturalistycznych opisów. Na plus-czuć zbliżającą się katastrofę.
Faktycznie jak kilku czytelników zauważyło powieść napisana jakby pod nagrodę z pewną poprawnością polityczną.
Nie polecam. "Śpiewajcie z prochów śpiewajcie" podobała mi się zdecydowanie bardziej.

Być może ta książka jest lepsza niż moja ocena, ale zupełnie do mnie nie trafiła. Nie zaangażowała mnie fabuła, nie wciągnęła, wręcz wynudziła. Wątek walk psów zajmujący większą część książki-po co? Kompletnie mnie to nie interesowało. Dużo brutalnych, brudnych i naturalistycznych opisów. Na plus-czuć zbliżającą się katastrofę.
Faktycznie jak kilku czytelników zauważyło...

więcej Pokaż mimo to

avatar
255
253

Na półkach:

Magda🦙: Pierwsza powieść Jesmyn Ward za mną. Na pewno wzrosła w moich oczach po początkowych odczuciach, którymi dzieliłam się na stories, ale czy porwała?

🦴ZBIERANIE KOŚCI🦴

Myślę że jest to ten typ literatury, który wprowadza w stan rozważania, dlaczego literatura piękna, szczególnie ta, najbardziej uznana przez krytyków, wydaje się być naturalistyczna, szpetna i brudna, a przy tym niesamowicie ludzka i realistyczna. O jakie piękno chodzi…

📝FABUŁA 📝

12 dni. Brudne, bagniste tereny przybrzeżnego miasteczka w stanie Missisipi. Mamy rok 2005. Czwórka afroamerykańskiego rodzeństwa, ojciec alkoholik i pies (zdecydowanie psa tu było najwięcej). W tle huczą wiadomości, że nad Zatoką Meksykańską formuje się kolejny huragan, potężniejszy od poprzednich, gorszy. Trzeba szykować zapasy, trzeba zabezpieczyć dom, trzeba przeżyć.
Z mojej perspektywy nie była to powieść o miłości rodzinnej czy pocieszeniu, jakie daje rodzeństwo, o czym piszą blurby. Czułam w tym bardziej opowieść braku, niedostatku rodzinnych relacji oraz o kilku próbach jej nadrobienia, być może zastąpienia przez przyjaźń z czworonogiem lub częste stosunki seksualne.
Jak już przemęczyłam pierwszą część książki naszpikowaną psim porodem i połogiem, ze zdumieniem uznałam tę lekturę za dobrą. Naturalizm jakim posłużyła się autorka dobrze oddaje duszny, huraganowy klimat, a symbolika macierzyństwa w wydaniu ludzkim i zwierzęcym dopełnia całości. Bez uwagi nie może pozostać także piękny język, dopracowane opisy emocji, wzniosłe przemyślenia, lecz czasami zbyt egzaltowany jak na bohaterkę ze slumsów.
Z pewnością nie odczuwałam komfortu czytając tą powieść, natomiast jest w niej coś, co pozostawi ją w mojej pamięci. Jest to jedna z powieści, którą po pierwszych rozdziałach masz ochotę porzucić, natomiast jako całość nabiera innej struktury ukazującej sedno i okazuje się być całkiem dobra.

🙋‍♂️DLA KOGO🙋🏻‍♀️

Ta książka nie jest kołderką, która was przytuli i okryje. Jeżeli jest wam z tym dobrze - czytajcie.

Magda🦙: Pierwsza powieść Jesmyn Ward za mną. Na pewno wzrosła w moich oczach po początkowych odczuciach, którymi dzieliłam się na stories, ale czy porwała?

🦴ZBIERANIE KOŚCI🦴

Myślę że jest to ten typ literatury, który wprowadza w stan rozważania, dlaczego literatura piękna, szczególnie ta, najbardziej uznana przez krytyków, wydaje się być naturalistyczna, szpetna i brudna,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
616
324

Na półkach: , ,

Upalne lato 2005 roku. Mała mieścina w stanie Missisipi. Czwórka rodzeństwa i wiecznie pijany ojciec. Dwanaście dni, w których zamknięta jest historia narodzin i utraty, radości i rozpaczy, miłości i nienawiści. A wszystko to w obliczu zbliżającego się huraganu Katrina, który niemal doszczętnie zniszczy świat znany bohaterom tej książki.

Powieść Jesmyn Ward nie oszczędza czytelnika. Jest brutalna, miejscami do bólu wręcz naturalistyczna. Piękne, poetyckie opisy dotyczą spraw brzydkich i brudnych, rzeczy, na które często nie chcemy patrzeć, od których z chęcią odwrócilibyśmy wzrok. Autorka nie daje nam na to szansy. Z fotoreporterską dokładnością przedstawia szczeniącą się sukę, wściekle walczące psy, które ranią się do krwi, rozrywając sobie wzajemnie grzbiety, nastolatków uprawiających seks, czy w końcu grozę huraganu, który zmiata z powierzchni ziemi drzewa i domy. Język tej powieści jest piękny, choć słownictwo, którym posługuje się Ward często bardziej pasowałoby do przysłowiowego rynsztoka, niż do literatury wysokiej. Autorce nie da się jednak odmówić tego, że fantastycznie obrazuje rzeczywistość, skupiając się zarówno na jej najpiękniejszych, jak i na najbrzydszych stronach. Mnóstwo tu zachwycających opisów przyrody, które dosłownie tętnią życiem, ale tyle samo, a może nawet więcej znajdziemy w tej książce wulgaryzmów czy odrzucających, a momentami wręcz obrzydliwych scen. Najmocniej uderza w czytelnika moim zdaniem właśnie ten nieoczywisty sposób pisania, który łapie i nie chce wypuścić, choć rzeczy, o których czytamy sprawiają, że niejednokrotnie przewraca się nam w żołądku.

Doskonale udało się autorce zobrazować Missisipi jako zacofane, odcięte od świata miejsce. Miasteczko, w którym rozgrywa się akcja i zamieszkujący je bohaterowie oraz ich sposób życia wpłynęły na to, że przez dłuższy czas przy czytaniu zastanawiałam się, czy to na pewno XXI wiek. Czy może doszło do jakiejś pomyłki i nie czytam wcale książki o huraganie Katrina, a o jakiejś zapomnianej przez Boga i ludzi mieścinie na końcu świata w początkach XX wieku. Nie, bo bohaterowie mają telefony komórkowe, telewizory, jeżdżą do supermarketu. A jednak ich świat jest niesamowicie czarno-biały i zacofany, na głębokim południu Stanów Zjednoczonych w 2005 roku wciąż doskonale ma się rasizm, a ludzie są jakby żywcem wyrwani z wcześniejszej epoki.

Ward snuje historię czternastoletniej Esch i trójki jej braci oraz ojca alkoholika. Zafascynowana literaturą, niezwykle inteligentna dziewczynka, która po śmierci matki właściwie przejęła w domu jej funkcję mierzy się z problemami ponad swój wiek. Zachodzi w ciążę z chłopakiem, który wykorzystuje jej ślepe oddanie, a w swej naiwności przez długi czas nie dostrzega tego, że dla niego jest nikim. Poznajemy też losy jej braci i ich kolegów, a wszystko to z toczącymi się w tle przygotowaniami do nadciągającego huraganu. Pojawia się on dopiero w końcówce książki, ale obecność Katriny czuć od samego początku - powietrze jest ciężkie, wilgotne, skwarne lato nie daje ludziom wytchnienia. Niezwykle podobała mi się swoista metaforyczność tej opowieści - połączenie losów psiej matki z losami Esch, cisza przed burzą i oczekiwanie na nieuchronną katastrofę, bezwarunkowa miłość chłopca do psa, wplecenie w to wszystko opowieści o mitologicznej Medei.

Nie jest to książka, której czytanie jest komfortowe, wręcz przeciwnie. Ale takie lektury zwykle zapamiętuje się na długo. Duże brawa również dla tłumacza, bo naprawdę zrobił kawał dobrej roboty.

"Niebo wisiało tak nisko, że mogłabym schować w nim do połowy rękę."

Upalne lato 2005 roku. Mała mieścina w stanie Missisipi. Czwórka rodzeństwa i wiecznie pijany ojciec. Dwanaście dni, w których zamknięta jest historia narodzin i utraty, radości i rozpaczy, miłości i nienawiści. A wszystko to w obliczu zbliżającego się huraganu Katrina, który niemal doszczętnie zniszczy świat znany bohaterom tej książki.

Powieść Jesmyn Ward nie oszczędza...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1305
507

Na półkach:

Początkowo "Zbieranie kości" zachwyciło mnie wykreowanymi postaciami, opisami prowincji oraz jej problemów. Jednak w drugiej części - gdy zbliżamy się do dramatycznego finału - książka rozczarowuje, nie wywołuje emocji i nie pozostawia refleksji. A mogło być tak pięknie...

Początkowo "Zbieranie kości" zachwyciło mnie wykreowanymi postaciami, opisami prowincji oraz jej problemów. Jednak w drugiej części - gdy zbliżamy się do dramatycznego finału - książka rozczarowuje, nie wywołuje emocji i nie pozostawia refleksji. A mogło być tak pięknie...

Pokaż mimo to

avatar
566
90

Na półkach:

Nie spodobał mi się zupełnie sposób, w jaki została napisana ta książka. Jest jakaś obrzydliwa, zbyt naturalistyczna, przy czym te obsceniczne opisy krwi, potu, wymiocin, moczu etc. są kompletnie zbędne. Gdyby uciąć wszystkie te określenia, książka stałaby się o połowę krótsza, ale może lepiej by się ją czytało, choć wątpię. Jest zwyczajnie nudna, płynąca upałem, wypełniona płynami ustrojowymi i brudem, ciężka i trudna do przełknięcia. Bardzo starałam się nie przeskakiwać całych akapitów, a potem żałowałam, bo nie było w nich żadnej treści oprócz kolejnych obleśnych porównań.
Dwa ostatnie rozdziały nieco uratowały tę powieść, ale dla mnie wciąż wielkie nie i na pewno nie wrócę do tej autorki.

Nie spodobał mi się zupełnie sposób, w jaki została napisana ta książka. Jest jakaś obrzydliwa, zbyt naturalistyczna, przy czym te obsceniczne opisy krwi, potu, wymiocin, moczu etc. są kompletnie zbędne. Gdyby uciąć wszystkie te określenia, książka stałaby się o połowę krótsza, ale może lepiej by się ją czytało, choć wątpię. Jest zwyczajnie nudna, płynąca upałem, wypełniona...

więcej Pokaż mimo to

avatar
472
118

Na półkach:

Cudowna.

Cudowna.

Pokaż mimo to

avatar
1065
83

Na półkach:

Nie jest to miła opowiastka na letnie popołudnie ale trudna książka poruszająca wiele problemów ludzi biednych, tu przed nadchodzącym huraganem Katrina.

Nie jest to miła opowiastka na letnie popołudnie ale trudna książka poruszająca wiele problemów ludzi biednych, tu przed nadchodzącym huraganem Katrina.

Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    711
  • Przeczytane
    488
  • Posiadam
    126
  • 2020
    28
  • 2021
    27
  • 2020
    26
  • Legimi
    13
  • Teraz czytam
    11
  • 2023
    10
  • Literatura amerykańska
    10

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zbieranie kości


Podobne książki

Przeczytaj także