
Ice

444 str. 7 godz. 24 min.
- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2016-04-02
- Data 1. wydania:
- 2016-04-02
- Liczba stron:
- 444
- Czas czytania
- 7 godz. 24 min.
- Język:
- angielski
- ISBN:
- 9781908745477
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Ice w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Ice
Poznaj innych czytelników
393 użytkowników ma tytuł Ice na półkach głównych- Chcę przeczytać 243
- Przeczytane 145
- Teraz czytam 5
- Posiadam 15
- 2024 9
- 2023 6
- 2025 6
- Literatura piękna 6
- Chcę w prezencie 5
- Literatura skandynawska 5

































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ice
Powieść wspaniała, ale nie w polskim tłumaczeniu. Tłumaczka Justyna Czechowska ma elementarne kłopoty z formułowaniem zgrabnie zdań, co owocuje takimi potworkami jak „w naszym luterańskim kościele mają być też żona i dzieci, umeblowanie, które go uwiązują i zabierają mu czas” (str. 10). ChatGPT potrafi ująć to lepiej od tłumaczki: „W naszym luterańskim Kościele to żona, dzieci i domowe sprzęty mają go wiązać i pochłaniać jego czas”. „Kościół” po szwedzku pisze się zawsze małą literą, którą Czechowska bezmyślnie skopiowała, a AI dostrzegła, że tu jest znaczenie wymagające w polskim dużej litery.
Z opisu mężczyzn idących na plebanię dowiadujemy się, że „są tak młodzi, że nawet ich powolność nadrabia drogi” (str. 90). Chodzi o to, że dzięki swojej młodości, nawet idąc wolno, sprawnie się przemieszczają, ale Czechowska nie potrafi takiego znaczenia zdania przekazać. Inną kulawą konstrukcją jest: „Człowiek często chodzi o własnych nogach aż do śmierci, ale wtedy koniec” (str. 262). I znowu maszyna potrafi przełożyć to lepiej: „Często człowiek może iść o własnych siłach aż do samej śmierci, ale tam następuje kres”.
Nie tylko język polski sprawia Czechowskiej trudności, szwedzki także, z tłumaczenia wynika, że nie rozumie ona oryginalnego tekstu. Dowiadujemy się od niej na przykład, że „kantor dopilnował, by łodzie, którymi przybyli, wyciągnąć na skały” (str. 8). Chodzi o zrobienie miejsca przy pomoście dla kolejnych napływających. I nikt w tym celu nie wyciąga łodzi z wody, zresztą takiego czasownika w ogóle w oryginale nie ma. Łodzie zgrupowano „na wysokości skał”.
Jedna z bohaterek „wpada do sąsiadki, którą ledwo zna, i pyta, czy tamta mogłaby posiedzieć u nich przez godzinę” (str. 33). Chodzi o zajęcie się chłopcem. Osoba, którą Czechowska określa mianem „tamta”, to w oryginale „on”, czyli ten chłopiec. Tłumaczka nie zorientowała się, do kogo odnosi się zaimek, przypisała go sąsiadowi, a że nie pasowało jej, by dzieckiem zajmował się mężczyzna, po prostu zmieniła sobie na „ona”. Ignorując przy tym inną wskazówkę, że źle tłumaczy. Czasownik „mogłaby” to w oryginale „får”, a nie „kan”. Na polski oba przekłada się tak samo, ale w szwedzkim pierwszy wyraża zezwolenie, drugi możliwość. I matka dziecka nie pyta sąsiadów, czy mają możliwość do niej przyjść, lecz czy pozwolą, by zostawiła u nich syna.
Akcja dzieje się na Wyspach Alandzkich i bohaterowie muszą pokonywać cieśniny, żeby dostać się z jednej na drugą. Zdaniem Czechowskiej używają do tego tratw (str. 13),chociaż w oryginale jest słowo „öka”, czyli „łódka”. Jest to regionalny zapis, w ogólnoszwedzkim pisze się „eka”, więc pewnie dlatego tłumaczka go nie rozumie, ale nawet wtedy powinna wiedzieć, że Finowie nie posługiwali się tratwami do przeprawiania się przez cieśniny.
W języku szwedzkim forma czasownika nie wskazuje na aspekt dokonany bądź niedokonany. Jeżeli w oryginale jest, że bohaterka „hoppade”, oznacza to, że albo skakała, albo zeskoczyła. Znaczenie trzeba ustalić z kontekstu. Kontekst jest taki, że lekarka z wykorzystaniem spadochronu uciekła ze Związku Radzieckiego do Finlandii. Tymczasem Czechowska zamiast „zeskoczyła” tłumaczy „skakała ze spadochronem nad karelskimi lasami” (str. 30). Cztery razy skoczyła i wróciła z Karelii do ZSRR, a za piątym razem została czy jak?
Głównym bohaterem powieści jest luterański duchowny, ale Czechowska nie ma wiedzy, że protestantyzm to nie rodzaj katolicyzmu, w którym ksiądz nazywa się pastorem i dlatego może się ożenić. I tak na stronie 249 czytamy, że z powodu złej pogody zagrożona jest frekwencja na „wczesnej mszy”, chociaż msze odprawia się wyłącznie w Kościołach prawosławnym i katolickim, u luteranów są nabożeństwa. Niesprzyjający klimat stanowi również przyczynę, że „na Örlandii nie odprawia się pasterki” (też str. 249). Wyłącznie zdaniem Czechowskiej, gdyż w rzeczywistości nie jest to kwestia klimatu, lecz wyznania.
Przed prawdziwą zagwozdką czytelnik staje na stronie 155, gdzie dowiaduje się, że pastor wyciągnął z szopy sanie i popędził nimi „po zamarzniętym świecie jak kometa”. No bo skoro duchowny jedzie na saniach po zamarzniętej cieśninie, a cieśniny raczej nie zamarzają z góry na dół, to jaki napęd mają te sanie. Odrzutowy? Czy po prostu psy je ciągną? Chyba jednak nie, skoro chwilę później jest mowa o tym, że żona pastora z córką usiądzie na saniach, a on będzie je popychał. Co też brzmi dziwacznie, skoro na równej przestrzeni sanki się ciągnie, a nie pcha. Tymczasem są to nieznane u nas sanki fińskie. Z opisu w powieści można się zorientować, jak wyglądają i jak się ich używa, ale Czechowska przerabia ten opis („pastor np. „pędzi”, a nie „odpycha się nogą”),żeby polski czytelnik nie zauważył, że to nie są zwykłe sanki.
Czechowska żywi co najmniej dziwne jak na tłumacza literackiego przekonanie, że perspektywa, z której prowadzona jest narracja, to rzecz całkowicie obojętna, i dowolnie ją sobie w powieści zmienia. I tak na przykład na stronie 384 podaje, że „więcej niż o pastorze mówi się o statku”, a „pastorowa odgrzewa zupę rybną”. Tymczasem w oryginale ta scena pokazana jest oczami ich dziecka i autorka używa słów „tata” i „mama”.
W powyższym fragmencie jeszcze dobrze, że Czechowska używa istniejących rzeczowników, bo nie jest to u niej regułą. Na stronie 10 nazywa szypra „okrętowym”. Na stronie 11 pisze o nim „skiper”, czyli chodzi jej o kapitana. Jak należy rozumieć, dowódcę okrętu. Pytanie wtedy tylko, dlaczego Czechowska statek, którym bohaterowie przypłynęli, nazywa „łodzią”, a nie „okrętem”.
W tłumaczeniu Czechowskiej przedmioty przechodzą zadziwiające metamorfozy. I tak mężczyźni znoszą na pomost kredens (str.10),ale kiedy później pastorowa przy nim stoi ten jest już szafką (str. 17). W oryginale autorka używa tego samego słowa, „skänk”. W oborze znajdują się wymyte kanki (str. 25),które już w następnym akapicie stają się „wiaderkami”. Odwrotnością tego zjawiska zachodzącego w tłumaczeniu Czechowskiej jest zlewanie się dwóch desygnatów w jeden. Pastorostwo wylicytowali na aukcji sieć na okonie (str. 18),co jest zgodne z oryginałem, ale kiedy podają gościom smażonego szczupaka, w polskiej wersji serwują im okonia (str. 273). No bo skoro mają sieć na okonie, to przecież nie złapali w nią szczupaka, logiczne, czyż nie?
Podobne kłopoty jak ze stylem, leksyką i frazeologią Czechowska ma z gramatyką. „Jest herbata, którą razem z pastorem będzie wieczorem popijać przy stole w salonie, są sucharki. Natychmiast namacza je w mleku, podgrzewa na kuchence i karmi nimi córkę” (str. 20). Z tego wynika, że pastorowa podgrzewa sucharki, tymczasem podgrzewa ona mleko, żeby w ciepłym te sucharki namoczyć.
Owa kuchenka w oryginale jest opisana, ale trudnym w tłumaczeniu określeniem, więc Czechowska nie mając pomysłu na żaden odpowiednik, po prostu je pominęła. Inną jej strategią na radzenie sobie z fragmentami, które są za dla niej zbyt trudne, jest zmiana treści. O wyładowywanych na pomost meblach pisze, że stoją tam „jakby były właśnie obudzone” (str. 10),chociaż w oryginale tego „jakby” nie ma.
Część wymienionych błędów, zwłaszcza kulawą polszczyznę, powinien wyłapać redaktor, ale pewnie w ogóle nie widział tekstu na oczy. Nie usprawiedliwia to jednak żenującego poziomu przekładu. Tłumacz powinien dostarczyć tekst takiej jakości, by nawet bez redakcji odpowiadał on określonym standardom.
Powieść wspaniała, ale nie w polskim tłumaczeniu. Tłumaczka Justyna Czechowska ma elementarne kłopoty z formułowaniem zgrabnie zdań, co owocuje takimi potworkami jak „w naszym luterańskim kościele mają być też żona i dzieci, umeblowanie, które go uwiązują i zabierają mu czas” (str. 10). ChatGPT potrafi ująć to lepiej od tłumaczki: „W naszym luterańskim Kościele to żona,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Lód” Ulli-Leny Lundberg to opowieść subtelna, a jednocześnie głęboko poruszająca. Autorka przenosi czytelnika na surowe, bezleśne Wyspy Alandzkie – miejsce z pozoru nieprzyjazne, ale pełne wewnętrznego ciepła i powolnie rodzącej się wspólnoty. To właśnie tutaj młode pastorostwo, Petter i Mona, postanawia rozpocząć nowe życie wraz z małą córeczką.
Powieść wyróżnia się spokojnym, refleksyjnym tonem i uważnym portretowaniem codzienności. Życie na Örlandii toczy się zgodnie z rytmem natury – zmienną pogodą, lodem, który odcina wyspę od świata, i cichą, lecz nieustanną obecnością przeszłości. Lundberg z wyczuciem kreśli świat, w którym bohaterowie uczą się żyć razem, mimo różnic i wewnętrznych konfliktów. Pastor Petter emanuje dobrocią i spokojem, Mona to postać silna i praktyczna, a ich relacja z mieszkańcami – od kantora, przez sklepikarkę, aż po radziecką lekarkę – rozwija się z czasem w relację pełną wzajemnego szacunku.
Autorka nie ucieka jednak od trudnych tematów. W idealnej z pozoru społeczności drzemią napięcia, a kiedy przychodzi tragedia, staje się ona papierkiem lakmusowym dla wartości, na których opiera się wspólnota. Czy mieszkańcy potrafią się zjednoczyć, gdy wszystko zostaje wystawione na próbę?
„Lód” to powieść o kruchości życia i sile wspólnoty, o tym, jak codzienność może być zarówno banalna, jak i święta. To książka, która nie narzuca emocji, ale pozwala je głęboko przeżyć. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć – dla klimatu, dla języka i dla ludzi, którzy, choć żyją na krańcu świata, są nam zaskakująco bliscy.
„Lód” Ulli-Leny Lundberg to opowieść subtelna, a jednocześnie głęboko poruszająca. Autorka przenosi czytelnika na surowe, bezleśne Wyspy Alandzkie – miejsce z pozoru nieprzyjazne, ale pełne wewnętrznego ciepła i powolnie rodzącej się wspólnoty. To właśnie tutaj młode pastorostwo, Petter i Mona, postanawia rozpocząć nowe życie wraz z małą córeczką.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść wyróżnia się...
Książkę męczyłam dość długo. Przeszkodą nie była powolna (niemal żadna) fabuła - ta podobała mi się. Jednak drażniła mnie forma (czas teraźniejszy),niestety prawie do samego końca. Mimo wszystko czekałam na jakiś moment kulminacyjny, zwrot, a kiedy już przestałam, nagle przyszedł znienacka i wstrząsnął. Książka nieprzewidywalna, nieregularna i surowa jak życie. Jak życie pozbawiona niemal komentarzy czy odpowiedzi narratora. Postać żony pastora w swej autentyczności bardzo szanuję.
Książkę męczyłam dość długo. Przeszkodą nie była powolna (niemal żadna) fabuła - ta podobała mi się. Jednak drażniła mnie forma (czas teraźniejszy),niestety prawie do samego końca. Mimo wszystko czekałam na jakiś moment kulminacyjny, zwrot, a kiedy już przestałam, nagle przyszedł znienacka i wstrząsnął. Książka nieprzewidywalna, nieregularna i surowa jak życie. Jak życie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAudiobook
Opowieść, którą zapamiętam na długo. O życiu na Wyspach Alandzkich ( wygooglowałam sobie, gdzie to jest). Pięknym, spokojnym, trudnym życiu codziennym, tuż po ll wojnie światowej. Powieść bardzo powolna, język ascetyczny, wręcz surowy. Tak jak surowe i wymagające było życie na wyspach. Przepiękne opisy przyrody, świetnie zarysowani bohaterowie.
Wspaniała, wyciszająca i wciągająca lektura.
Audiobook
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść, którą zapamiętam na długo. O życiu na Wyspach Alandzkich ( wygooglowałam sobie, gdzie to jest). Pięknym, spokojnym, trudnym życiu codziennym, tuż po ll wojnie światowej. Powieść bardzo powolna, język ascetyczny, wręcz surowy. Tak jak surowe i wymagające było życie na wyspach. Przepiękne opisy przyrody, świetnie zarysowani bohaterowie.
Wspaniała,...
O pożytkach z czytania.
Otóż na przykład, gdyby nie literatura, a konkretnie książka Ulli-Leny Lundberg „Lód”, w przekładzie Justyny Czechowskiej, nigdy nie dowiedziałabym się o istnieniu Wysp Alandzkich.
A gdybym nie dowiedziała się o istnieniu Wyspa Alandzkich, nigdy nie przeżyłabym niesamowitego piękna tego miejsca, gdzie Morze Bałtyckie tworzy przedziwne labirynty, a błękit wody przeplata się z zielenią łąk. Tu na około 60 wyspach mieszka ponad 30 tysięcy mieszkańców.
Autorka „Lodu”, Ulla-Lena Lundberg, czuje to znakomicie, rozumie swoich bohaterów, bo sama pochodzi z jednej z wysp archipelagu, z Kökari. Jest docenianą i nagradzaną fińską pisarką (Wyspy Alandzkie, choć cieszą się autonomią, należą administracyjnie do Finlandii),napisała ponad 20 książek, zdobyła wiele ważnych fińskich nagród literackich.
„Lód” to opowieść o społeczności Wysp Alandzkich, po II wojnie światowej, niespieszna, jak niespieszne jest życie na Wyspach Alandzkich. Akcja w książce płynie bez fajerwerków, na darmo wypatrywać tu zwrotów akcji. Autorka skupia się na swoich bohaterkach i bohaterach i bardzo przekonująco przedstawia życie zamkniętej społeczności na odległej wyspie, aż do momentu dramatycznego wydarzenia.
To nie jest książka dla każdego. Może wydać się monotonna. Zbyt klasyczna. Ja jednak bardzo lubię książki skandynawskich autorek/ów. Zawsze myślę przy ich czytaniu o trudzie tych ludzi, o surowych warunkach, w jakich przyszło im żyć.
Ale przede wszystkim o tym, co tak naprawdę potrzebne jest nam do życia? Czy potrzebujemy tych wszystkich gadżetów, które odciągają nas od tego, co naprawdę ważne, budowaniu relacji z ludźmi i naturą?
O pożytkach z czytania.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOtóż na przykład, gdyby nie literatura, a konkretnie książka Ulli-Leny Lundberg „Lód”, w przekładzie Justyny Czechowskiej, nigdy nie dowiedziałabym się o istnieniu Wysp Alandzkich.
A gdybym nie dowiedziała się o istnieniu Wyspa Alandzkich, nigdy nie przeżyłabym niesamowitego piękna tego miejsca, gdzie Morze Bałtyckie tworzy przedziwne labirynty, a...
Świetna! Przepięknie napisana, można się rozkoszować każdym zdaniem (brawo dla tłumaczki). Niby się nic nie dzieje, a jest tam cała prawda o życiu... Żałuję, że tak długo zwlekałam z sięgnięciem po tę książkę (odstraszała mnie okładka:). Zachęciła natomiast opinia na LC " to dzieci z Bullerbyn dla dorosłych" - dziękuję autorowi.
Świetna! Przepięknie napisana, można się rozkoszować każdym zdaniem (brawo dla tłumaczki). Niby się nic nie dzieje, a jest tam cała prawda o życiu... Żałuję, że tak długo zwlekałam z sięgnięciem po tę książkę (odstraszała mnie okładka:). Zachęciła natomiast opinia na LC " to dzieci z Bullerbyn dla dorosłych" - dziękuję autorowi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDostałem tę książkę w prezencie od przyjaciół, bo sam jestem pastorem. Niesamowite jest to, że autorka naprawdę świetnie oddała to jak wygląda życie protestanckiego duszpasterza, jego codzienność, rozterki i radości. Widziałem tam siebie i swoją rodzinę. Poza tym książka ma specyficzną, ciekawą narrację. Opisany świat jest wciągający i popchnął mnie do tego by dowiedzieć się więcej o wyspach Alandzkich. Książka momentami się dłuży, rzeczywiście jest to "slow reading", ale całość tworzy wartościową kompozycję, po którą warto sięgnąć, szczególnie w długie jesienno-zimowe wieczory.
Dostałem tę książkę w prezencie od przyjaciół, bo sam jestem pastorem. Niesamowite jest to, że autorka naprawdę świetnie oddała to jak wygląda życie protestanckiego duszpasterza, jego codzienność, rozterki i radości. Widziałem tam siebie i swoją rodzinę. Poza tym książka ma specyficzną, ciekawą narrację. Opisany świat jest wciągający i popchnął mnie do tego by dowiedzieć...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSnucie historii w starym stylu. Ale było w tej powieści coś, co nie pozwalało mi jej odłożyć.
Snucie historii w starym stylu. Ale było w tej powieści coś, co nie pozwalało mi jej odłożyć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę takie Dzieci z Bullerbyn dla dorosłych, tylko że słabsze.
Trochę takie Dzieci z Bullerbyn dla dorosłych, tylko że słabsze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak na dzisiejsze czasy, to książka jest dość specyficzna. Jednakże od razu na wstępie uprzedzę: nie słuchać. Czytać. W wersji audiobookowej mniej przystępna ze względu na lektorkę. Moim zdaniem czyta ona powieść jak instrukcję obsługi jakiegoś sprzętu. Fakt, iż książka jest w stylu slow nie oznacza, że trzeba ją czytać tak beznamiętnie. Samodzielne czytanie pozwala o wiele bardziej na przeżywanie fabuły, która choć spokojna i niemal sielska, to przygotowuje nas na ostateczne wydarzenia. Książka ma walor poznawczy i to bardzo w niej cenię. Bohaterem jest tytułowy lód, nie bez powodu zresztą, ale także żona pastora, Mona, silna kobieta, która musi sobie radzić w niesprzyjających warunkach. Bardzo polecam czytelnikom bardziej wymagającym.
Jak na dzisiejsze czasy, to książka jest dość specyficzna. Jednakże od razu na wstępie uprzedzę: nie słuchać. Czytać. W wersji audiobookowej mniej przystępna ze względu na lektorkę. Moim zdaniem czyta ona powieść jak instrukcję obsługi jakiegoś sprzętu. Fakt, iż książka jest w stylu slow nie oznacza, że trzeba ją czytać tak beznamiętnie. Samodzielne czytanie pozwala o...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to