#WAWSKIE14

Okładka książki #WAWSKIE14
Jakub Pawełek Wydawnictwo: Ender Seria: WarBook kryminał, sensacja, thriller
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Seria:
WarBook
Wydawnictwo:
Ender
Data wydania:
2017-09-27
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-27
Język:
polski
ISBN:
9788364523939
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,3 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
22
1

Na półkach:

Nie podoba mi się to, że książka jest tylko wręczeniem stronom walczącym nowoczesnych zdobyczy techniki. Uwarunkowania geopolityczne zostały takie jak w roku 1944.

Nie podoba mi się to, że książka jest tylko wręczeniem stronom walczącym nowoczesnych zdobyczy techniki. Uwarunkowania geopolityczne zostały takie jak w roku 1944.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

0
avatar
964
218

Na półkach: ,

Nie mam pojęcia, jaki cel przyświecał autorowi tworząc tę książkę. Jedno zdanie wywarło na mnie wrażenie: "Możesz mieć w sieci miliard żołnierzy, ale ilu z nich stanie do walki, kiedy wybije kolejna godzina W?". To była niezła idea, ale wykonanie - jak to się mówi - nie pykło. Proste przełożenia sytuacji z roku 1944 na 2014, z założeniem że okoliczności i warunki geopolityczne są takie same, to strasznie naiwne rozwiązanie.

Nie mam pojęcia, jaki cel przyświecał autorowi tworząc tę książkę. Jedno zdanie wywarło na mnie wrażenie: "Możesz mieć w sieci miliard żołnierzy, ale ilu z nich stanie do walki, kiedy wybije kolejna godzina W?". To była niezła idea, ale wykonanie - jak to się mówi - nie pykło. Proste przełożenia sytuacji z roku 1944 na 2014, z założeniem że okoliczności i warunki...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
1274
53

Na półkach: ,

Pierwsza książka od kilku lat, przy której sie poddałam w połowie, a zawsze chociaż nie wiem co staram sie przeczytać książkę do końca. Tej nie dam rady i już. Pomysł ciekawy - niestety "wykonanie" słabe, w ogóle do mnie nie przemawiało. I z cieżkim żalem musze napisać, że ksiązka bez pomysłu, wręcz bylejaka.

Pierwsza książka od kilku lat, przy której sie poddałam w połowie, a zawsze chociaż nie wiem co staram sie przeczytać książkę do końca. Tej nie dam rady i już. Pomysł ciekawy - niestety "wykonanie" słabe, w ogóle do mnie nie przemawiało. I z cieżkim żalem musze napisać, że ksiązka bez pomysłu, wręcz bylejaka.

Pokaż mimo to

3
Reklama
avatar
22
16

Na półkach: ,

Bardzo fajna , nowe podejscie do tematu, polecam :)

Bardzo fajna , nowe podejscie do tematu, polecam :)

Pokaż mimo to

1
avatar
1
1

Na półkach:

Przyjemna, mocna powieść. Brutalnie przybliża tamtą codzienność, ludzkie tragedie.

Przyjemna, mocna powieść. Brutalnie przybliża tamtą codzienność, ludzkie tragedie.

Pokaż mimo to

0
avatar
1540
1539

Na półkach:

„Zobacz, co to za dziwne coś!”
Taką informację otrzymałam w mejlu wraz z linkiem do tej książki. A ja sobie pomyślałam, dlaczego zaraz dziwne? Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, patrząc na moich, rozpieszczonych życiem w warunkach pokoju, rodaków, jak zachowaliby się w podobnych okolicznościach? Ilu z nich stanęłoby na barykadzie? Ilu przeklinałoby powstańców, a ilu zdradziło? Ilu podjęłoby pałeczkę w sztafecie walki o niepodległość naszej Ojczyzny?
I oto miałam odpowiedź!
Autor urzeczywistnił ją, pięknie mi odpowiadając, że statystyka jest nieubłagana, a krzywa Gaussa niezmienna. W tym zakresie nic nie zmieniłoby się. A pięknie, bo to świetnie napisana historia Powstania Warszawskiego, ale... w 2014 roku! Przesunięta w czasie o kilkadziesiąt lat połączyła w sobie znane ramy historyczne oparte na faktach z fikcyjną fabułą i realiami współczesnej mi rzeczywistości.
To było bardzo ciekawe doznanie czytelnicze.
Z jednej strony przewidywałam zakończenie (chociaż nie do końca, ale o tym potem), bo znałam historię powstania. Autor ujął w akcji powieści jego najważniejsze wydarzenia, etapy oraz topografię warszawskich ulic i charakterystycznych budynków. Wyjątkiem był znany z mediów obraz uratowanego chłopca siedzącego w karetce, zaczerpnięty z wojny syryjskiej. Z drugiej strony historię bohaterów śledziłam z ogromym niepokojem, nie wiedząc, czy przeżyją. Zapomniałam, że na wojnie nie można się do nich przywiązywać. W tym zakresie autor był bezlitosny, a raczej kierował się brutalnymi regułami wojny, w której nie było romantyzmu i sentymentów. Była więc nie tylko powszechna śmierć, ale i gwałty, mordy, eksterminacja, rzezie przesiąknięte bólem, krzykiem, krwią i łzami oraz sceny walk, z których wyjście żywym zakrawało na cud. Umieścił to wszystko nie tylko w znanych ówcześnie i obecnie warszawskich dzielnicach, ale również wśród budynków wybudowanych niedawno, jak: Centrum Nauki Kopernik, Stadion Narodowy, metro czy Złote Tarasy przemianowane przez okupanta na Kryształowe. Pokazał też wojnę wspomaganą przez współczesną technologię informatyczną, przenosząc ją do Internetu. Na tę jasną stronę portali społecznościowych i medialnych, ale i tę ciemną, hakerską wojnę cybernetyczną. Bardzo podobało mi się to, że autor nie był przy tym poprawny politycznie, poruszając wiele wątków i kontekstów okołopowstańczych i patriotycznych, a jego bohaterowie tylko czarno-biali. To historia pisana życiem, w którym pragnienia osobiste rzutowały na decyzje i wybory niekoniecznie zbieżne z przyzwoitą postawą i dobrem własnego kraju, po obu stronach barykady. W tej warstwie kierunki rozwoju powieści były nieprzewidywalne. Dodatkowo tekst ilustrowały tematyczne rysunki, z których ten stał się dla mnie wymownym symbolem powieści.
Czytałam ją z ogromnym zaciekawieniem.
Jednocześnie, w miarę rozwoju fabuły, zaczęło pojawiać się natrętne pytanie – ale właściwie po co są takie książki? Po co pisać powieści relatywne do historii prawdziwej? Mało mamy wojen dookoła? Potrzeba nam jeszcze tej wymyślonej? Odpowiedź znalazłam na końcu tekstu. Dokładnie w ostatnim zdaniu, które odsłoniło przesłanie i cel tej na nowo napisanej historii. Spychające rolę rozrywkową opowieści militarnej na dalszy plan. Jednoznaczne słowa, które nawiązywały do odwiecznego sporu o sens Powstania Warszawskiego. Główny bohater, powstaniec Damian, na pytanie sowieckiego żołnierza – „Po jaką cholerę wyście to zrobili?”, odpowiedział – „Po prostu... Tak było trzeba. Nic więcej, tak było trzeba (...) I każdy z nas zrobiłby to ponownie.”
I za tę postawę wpisaną w powieść jestem autorowi bardzo wdzięczna, bo to ona jest najważniejszym sensem napisania tej starej/nowej historii Powstania Warszawskiego.
http://naostrzuksiazki.pl/

„Zobacz, co to za dziwne coś!”
Taką informację otrzymałam w mejlu wraz z linkiem do tej książki. A ja sobie pomyślałam, dlaczego zaraz dziwne? Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, patrząc na moich, rozpieszczonych życiem w warunkach pokoju, rodaków, jak zachowaliby się w podobnych okolicznościach? Ilu z nich stanęłoby na barykadzie? Ilu przeklinałoby powstańców, a ilu...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
1127
42

Na półkach:

Wszystko (akcja, bohaterowie) byłoby OK, gdyby autor na siłę nie dopasowywał autentycznych wydarzeń historycznych z 1944 r. do scenerii z 2014 r. Dla mnie był to trudny do strawienia dysonans.

Wszystko (akcja, bohaterowie) byłoby OK, gdyby autor na siłę nie dopasowywał autentycznych wydarzeń historycznych z 1944 r. do scenerii z 2014 r. Dla mnie był to trudny do strawienia dysonans.

Pokaż mimo to

5
avatar
1073
202

Na półkach: ,

http://wiewiorkawokularach.blogspot.com/2018/08/po-prostu-tak-byo-trzeba-recenzja.html

Każdy z nas zna datę 1. sierpnia 1944 roku i wie, co to jest godzina W. Jedyna taka godzina 17:00 w roku, kiedy cała Warszawa zamiera, oddając hołd powstańcom z roku '44 i ofierze, jaką ponieśli w walce z nazistowskim okupantem. I chociaż historycy od dawna twierdzą, że z punktu militarnego ten ruch nie miał żadnych realnych szans, to wszyscy szanujemy tych nierzadko nastolatków albo młodych dorosłych, którzy chwycili za broń. Ale co by było, gdyby to nie w 1939 roku, a w 2009 nazistowskie Niemcy napadły na Polskę? Jakby wyglądało powstanie w 2014 roku, w dobie smartfonów, laptoptów, Facebooka i Instagrama? Tego tematu podjął się Jakub Pawełek w swojej powieści #WAWskie14. Jeśli jesteście ciekawi, jaką miał wizję, to zapraszam do lektury.
Na początku powieści trafiamy do Warszawy pod koniec lipca 2014 roku. Całe miasto, jak i kraj, są okupowane przez nazistowskie Niemcy – łapanki i wywożenie do obozów koncentracyjnych są na porządku dziennym, Polacy są traktowani jak podludzie i szykanowani na każdym kroku. Nie mają dostępu do sieci, która jest cenzurowana, Facebook i Instagram to media zakazane. I w takich realiach spotykamy naszych bohaterów – Julkę, Damiana oraz Katarzynę Rajską. Julia już od samego początku powieści jest zaangażowana czynnie w ruchu oporu, jest kurierem, a także, pracując w barze dla Niemców jako barmanka oraz prostytutka, wyciąga od nich informacje. Damian to dla odmiany zwykły chłopak, któremu na tym świecie została już tylko matka – brata, szwagra i ojca zabrała wojna w 2009 roku. Pracuje w sklepie ze sprzętem elektronicznym dla Niemców i po prostu stara się przeżyć okupację, nie wchodząc nikomu w drogę. Rajska – przed wojną znana blogerka i vlogerka, teraz żyje w związku z jednym z oficerów Wehrmachtu, dzięki czemu może pławić się w luksusie, czego dowodem są zakupy – chociażby najnowszy, złoty iPhone. Traktowana przez innych Polaków jako zdrajczyni swojego narodu i kraju, postanawia w końcu wziąć los w swoje ręce... I tak to, nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, cała trójka trafia ostatecznie do Armii Krajowej tuż przed pierwszym sierpnia i godziną W, by walczyć za ojczyznę.
Autor w swojej książce przedstawił dość szerokie spektrum postaw wobec Niemców – od biernego poddania się swojemu losowi, byleby przeżyć (Damian), przez taką lub inną kolaborację (Rajska) po aktywny opór w państwie podziemnym (Julia). Nie da się zaprzeczyć, że takie postawy dodały głębi psychologicznej całej historii. Przy czym spektrum postaci nie ogranicza się do tych trzech postaw: pojawiają się tu też zdrajcy, jak również grupa, którą określiłabym stereotypowymi kibolami – zamaskowani, wykrzykujący wulgarne hasła nacjonaliści, których obecnie widujemy na pochodach w dniu jedenastego listopada. W dodatku bohaterowie są tak przedstawieni, że nie da się ich nie lubić i im kibicować, chociaż od samego początku wiemy, jaki będzie koniec ich losów. Mimo to sama trzymałam za nich kciuki do ostatniej strony książki. I jeszcze jedno – autorowi udało się uniknąć zbytniego patosu. Pisanie o tak ważnych dla nas, jako narodu, wydarzeniach wiąże się zawsze z uderzaniem w wysokie tony – tutaj tego nie ma, uczestnicy powstania są przedstawieni jako zwykli ludzie, którzy chwycili za broń, bo uznali, że tak muszą zrobić. Poza tym: klną, piją, palą i zachowują się jak najzwyklejsi ludzie, którymi przecież byli, ciesząc się każdą chwilą wytchnienia. Nie sposób też nie wspomnieć o tym, jak zostały przedstawione zmieniające się nastroje społeczne w okupowanej Warszawie: na początku powstania mamy euforię i wśród walczących, i wśród cywilów, ale w miarę trwania walk i coraz większej ilości ofiar to podejście się odmienia. To powstańcy są teraz obrzucani stekami wyzwisk jako ci, co sprowadzili zagładę na stolicę kraju. Przy czym nie ma tu figur czarno-białych: nawet walczący za Warszawę są opisani czasami jako osoby zwyrodniałe, które znęcają się nad swoimi, gwałcą, torturują i mordują. Oczywiście, to Niemcy i Rosjanie są przedstawieni jako ci konsekwentnie źli, ale chwała za to Pawełkowi, że nie wybielił niepotrzebnie walczącyh.
Fabuła jest wartka i ciągle coś się dzieje – ataki, strzelaniny, nie mamy praktycznie chwili spokoju. A kiedy już udaje nam się złapać oddech między jednym szturmem a drugim, to czujemy w kościach, że to nie na długo, że zaraz coś się stanie. Nie jestem specjalistką od powstania warszawskiego, ale jeśli Pawełek wymyślił większość punktów oporu, to są przedstawione one w taki sposób, że równie dobrze mogły istnieć faktycznie (aczkolwiek wydaje mi się, że jeśli chodzi o te główne miejsca, to są one historycznie udokumentowane). Oczywiście, wszystko to jest okraszone znaną nam, współczesną technologią. W momencie, gdy pada PASTa, czyli (jeśli dobrze zrozumiałam) niemieckie centrum zarządzania siecią, a powstańcy uzyskują nieograniczony dostęp do internetu, rozpoczyna się wielka kampania prowadzona przez Rajską – do sieci trafiają zdjęcia z powstania, filmiki z walk, wywiady z walczącymi. Na Facebooku zostaje założony profil polskiego państwa podziemnego i Armii Krajowej. I chociaż lajki sypią się jak z rękawa, to nie ma to żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Warszawa została tak samo pozostawiona sobie, jak w 1944 roku. To gorzkie podsumowanie otaczającego nas świata – dla ratowania czegoś klikniemy lajka, ale to nie ma wpływu na to, co dzieje się dookoła: tym jednym kliknięciem nikogo nie nakarmimy, nie uratujemy od śmierci. Na plus muszę też zaliczyć wplecenie w historię piosenki Moniki Brodki pt. Varsovie – aż się sama uśmiechnęłam, widząc ją tam i uświadamiając sobie, że faktycznie piosenkarka mogłaby ją zaśpiewać w trakcie powstania. To dodało w moich oczach jeszcze większego realizmu całości historii.
Jedna ważna rzecz – jeśli jesteście wyczuleni na przekleństwa, to, no cóż, raczej Wam ta książka nie przypadnie do gustu. Sypią się tu one jak z rękawa, ale nie przeszkadzają, są umieszczone w tekście tak, że podkreślają sytuację i stosunek bohatera do wydarzeń. Ponadto pojawiają się tu też sceny seksu – daję za nie mikroskopijny minus, bo ich opis przypominał mi trochę instrukcję rozkładania i składania broni, chociaż z drugiej strony rozumiem, że celem autora nie było przedstawianie jakichś górnolotnych uniesień miłosnych.
Polecam. Naprawdę gorąco polecam tę książkę każdemu. Czyta się ją bardzo szybko, a bohaterowie przedstawieni w tej historii to ludzie dokładnie tacy sami jak my. I chyba dzięki temu, że całość dzieje się w czasach nam współczesnych, to łatwiej ich zrozumieć – dlaczego chwycili za broń, chociaż gdzieś w głębi serca wiedzieli, że to z góry przegrana walka. Jednocześnie ta historia pozwala nam się zastanowić: co my byśmy zrobili w takiej sytuacji? Ilu z nas zachowałoby się jak Rajska czy Damian, a ilu jak Julia? Na to pytanie każdy z Was musi sobie sam odpowiedzieć, najlepiej zaraz po lekturze #WAWskiego14.

http://wiewiorkawokularach.blogspot.com/2018/08/po-prostu-tak-byo-trzeba-recenzja.html

Każdy z nas zna datę 1. sierpnia 1944 roku i wie, co to jest godzina W. Jedyna taka godzina 17:00 w roku, kiedy cała Warszawa zamiera, oddając hołd powstańcom z roku '44 i ofierze, jaką ponieśli w walce z nazistowskim okupantem. I chociaż historycy od dawna twierdzą, że z punktu...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
656
78

Na półkach: ,

Znacie to uczucie, kiedy oglądacie jakiś reklamowany film, a tu aktorzy ruszają się jakby im kto - za przeproszeniem – kij w tyłek wsadził, nawet krótkowidz bez okularów dostrzega, że dekoracje są z kartonu, który wychodzi spod farby, tu i ówdzie można nawet zobaczyć zagięte rogi, a na dodatek fabuła to kompilacja kilku gatunków, pozszywanych bez ładu i składu. I wszystkie te braki producenci próbują zatuszować przy pomocy hektolitrów krwi, fruwających w powietrzu części ludzkich ciał, seksu i sadyzmu. Człowiek wychodzi z kina zniesmaczony, wściekły na siebie za wyrzucone w błoto pieniądze i na producentów, bo go traktują jak debila. Dokładnie takie odczucia mam po domęczeniu książki Pawełka. Dotrwałam do końca chyba tylko dlatego, żeby móc sobie teraz na autorze poużywać.

Lojalnie uprzedzam, że BĘDĄ SPOILERY. Nie zamierzam się hamować, bo to badziewie i tak niewarte jest czytania.

Sięgając po tę książkę myślałam, że autor stworzył sytuację, w której Polacy po raz kolejny muszą zdecydować czy walczyć, czy też odpuścić. Nic bardziej błędnego, Pawełek wybrał najgłupsze z możliwych rozwiązań i zwyczajnie przesunął II wojnę światową o 70 lat w przyszłość, nie zawracając sobie przy tym głowy tłem historycznym, politycznym, społecznym i prawdopodobieństwem zdarzeń.

Mamy więc sytuację, w której Europa przez prawie wiek cieszy się pokojem, nie ma żelaznej kurtyny i zimnej wojny. Pytanie, na które powinien odpowiedzieć nawet uczeń podstawówki: jakie były przyczyny dojścia Hitlera do władzy? Odpowiedź brzmi: potężny kryzys gospodarczy, bezrobocie, zubożenie społeczeństwa do stopnia, który wydaje się dziś niemożliwy oraz niezadowolenie z postanowień traktatu wersalskiego. Owszem w latach 2007 – 2009 mieliśmy kryzys finansowy, ale za cholerę nie da się jego skutków dla przeciętnego człowieka porównać do tego, co działo się w Niemczech przed dojściem Hitlera do władzy. I trudno uwierzyć, że po prawie 90 latach, Niemcom nagle przypomniało się, że traktat wersalski był be. Niech mi więc ktoś wyjaśni, co takiego się stało, że naziści zdobyli władzę? Nie wierzę, żeby zamożne niemieckie społeczeństwo poparło nazistów i pchało się w wojnę.

Również Polska miała prawie wiek, żeby umocnić swoją pozycję w Europie i zapewnić sobie bezpieczeństwo. Nie można już mówić o świeżo odzyskanej niepodległości, nie da się niczego zwalić na 45 lat komunizmu, bo w pawełkowskiej rzeczywistości go nie było. I Niemcy poradzili sobie z nami równie łatwo jak w 1939 roku?! To co myśmy przez ten wiek robili?

A swoją drogą co z Unią Europejską i NATO; są, nie ma? I mam uwierzyć, że Związek Radziecki przetrwał do 2009 r., podczas gdy już w 1989 był niemal bankrutem? Jeśli autor chce budować jakąś alternatywną historię, to musi być ona spójna i logiczna. Trzeba czytelnikowi wyjaśnić, jak ten nowy świat funkcjonuje. Niestety Pawełek ma swoich czytelników w głębokim poważaniu i uznaje, że takich pytań nikt nie będzie stawiał. Otóż jest to, panie Pawełek, błąd. Tak się składa, że należę do gatunku homo sapiens, a to oznacza, że myślę, przynajmniej czasami i szlag mnie jasny trafia, kiedy ktoś wciska mi takie...

Jedźmy jednak dalej. Już na pierwszej stronie książki mamy scenę, w której związana z niemieckim oficerem Katarzyna Rajska dostaje od niego w prezencie najnowszego amerykańskiego iPhone’a! A ja myślałam, że USA było w stanie wojny z Niemcami. Można by było pomyśleć, że autor trochę historię II wojny światowej pozmieniał, ale nic z tych rzeczy; Francja jest zajęta, lądowanie w Normandii miało miejsce, nawet zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu zdarzył się rzeczywiście. Więc skąd do cholery Niemcy mieli dostęp do amerykańskich iPhonów? Może by i Apple zdecydowało się na kolaborację z nazistami, ale jak do cholery te telefony do Niemiec trafiły? Kontenerowce były jakoś oznaczone, żeby ich niemieckie u-booty nie zatopiały, czy co? Fakt, iPhony produkowane są na Dalekim Wschodzie, który chwilowo znajdował się w rękach sprzymierzonej z Niemcami Japonii. Problem transportu pozostaje jednak niezmienny.

Podobnie rzecz ma się z ciuchami. Szwedzka marka H&M, która jest dostępna w wojennej Warszawie, produkuje swoje ubrania głównie w Chinach i Bangladeszu. Jak więc dostały się nagle do okupowanej Polski? Oczywiście produkcję można przenieść na teren krajów zajętych przez Rzeszę, ale przypuszczam, że takie zakłady produkowałyby wyłącznie mundury i ciepłe gacie dla niemieckich żołnierzy, jak to w trakcie obu wojen światowych rzeczywiście było.

Ach, i samochody, nawet niektórzy Warszawiacy mają prywatne auta. A ja się pytam skąd paliwo do tych pojazdów? W 1944 r. Niemcy mieli poważne problemy z surowcami, oszczędzano nawet na szkoleniach pilotów, o prywatnych samochodach można było zapomnieć. Oczywiście w 2014 są platformy wydobywcze w Norwegii, ale są one stosunkowo łatwym celem dla aliantów. Problem pozostaje więc nierozwiązany.

Wspomniana już wcześniej Katarzyna Rajska ogląda sobie w internecie blogi francuskich partyzantów. Rozumiem więc, że wszyscy Niemcy mają do nich dostęp. A co na to nijaki Joseph Goebbels? Naczelny PR-owiec III Rzeszy tak po prostu na to pozwalał? Sorry, ale jakoś wątpię.

Podobnych idiotyzmów jest w tej książce więcej. Mamy Julię, Żydówkę, która bez skrępowania opowiada wszystkim o swoim pochodzeniu, podczas powstania, ulicami Śródmieścia maszeruje pochód skinhedów wrzeszcząc: „Biała Polska, wielka Polska” oraz „Jebać wegan!”, niemiecki korespondent wojenny z błyskawicami SS w klapie marynarki rzuca tekstem: „Naród ma prawo wiedzieć, co się dzieje w tym barbarzyńskim mieście.” No i wisienka na torcie, czyli niemiecki oddział Czaszek, który budzi przerażenie nawet w zwykłych niemieckich żołnierzach. Można do nich strzelać, oni padają, potem wstają i atakują od nowa, a i kiedy się zbliżają gasną latarnie. Cholera wie czy to zombi, czy cyborgi jakieś.

Właściwie w książce znalazł się jeden sensowny akapit: „Jesteś tylko durną dupą, której wydaje się, że jak ktoś kliknie w telefon, to może zmienić świat. Gówno prawda! Świat zmieniają decyzje i ludzie, którzy je wykonują. Możesz mieć w sieci miliard żołnierzy, ale ilu z nich stanie do walki, kiedy wybije kolejna godzina W?” – mówi Katarzynie jej były już kochanek. Z tą diagnozą w pełni się zgadzam. Tyle że nie trzeba tworzyć takiego gniotu, żeby to pokazać, wystarczy przyjrzeć się toczącym się obecnie konfliktom.

Reasumując, poziom głupoty przekracza w tej książce wszelkie dopuszczalne normy, autor nie ma podstawowej historycznej wiedzy, mimo iż jest podobno studentem Akademii Obrony Narodowej, jego wyobrażenia o wojnie są książkowe i nie mam tu na myśli podręczników taktyki, ale raczej „Czterech pancernych...” Bzdety, chała, gniot i badziewie. Autor trafia na moją prywatną czarną listę. Nigdy więcej!

Znacie to uczucie, kiedy oglądacie jakiś reklamowany film, a tu aktorzy ruszają się jakby im kto - za przeproszeniem – kij w tyłek wsadził, nawet krótkowidz bez okularów dostrzega, że dekoracje są z kartonu, który wychodzi spod farby, tu i ówdzie można nawet zobaczyć zagięte rogi, a na dodatek fabuła to kompilacja kilku gatunków, pozszywanych bez ładu i składu. I wszystkie...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
4529
4288

Na półkach:

Okładka
Troszkę podobna,do Pauliny Gałązki.Tej ASi z Pierwsza Miłość

skąd
a moja własna

fabuła
2014 Niemcy,okupują Warszawę

Moja opinia

Pomysł napisania tej książki,uważam.Za bardzo dobry.Bo trzeba wiedziec,że lubię historię alternatywną.
A to,dotyczącą drugiej wojny szczególnie.
Tu,była dobra akcja.
Pokazanie okrucieństwa Niemców i dowód na to.
Że internet,nie obroni nas przed wojną.

Nie będę się zagłębiał,w fabułę.Bo każdy umie czytać i może.Jak zechcę sobie przeczytać.
Ale,mam kilka uwag.
Czy,w tej książce.Był Katyń,Ustasze,Wołyń.
Chętnie,bym przeczytał.Jak,ta alternatywna wojna się zaczęła.
Może,kiedyś Pawełek coś takiego napiszę.
Dla mnie ocena dobra,bo paru rzeczy mi brakowało.

Okładka
Troszkę podobna,do Pauliny Gałązki.Tej ASi z Pierwsza Miłość

skąd
a moja własna

fabuła
2014 Niemcy,okupują Warszawę

Moja opinia

Pomysł napisania tej książki,uważam.Za bardzo dobry.Bo trzeba wiedziec,że lubię historię alternatywną.
A to,dotyczącą drugiej wojny szczególnie.
Tu,była dobra akcja.
Pokazanie okrucieństwa Niemców i dowód na to.
Że internet,nie...

więcej Pokaż mimo to

108

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki #WAWSKIE14


Reklama
zgłoś błąd