Uczniowie Cobaina

Okładka książki Uczniowie Cobaina
Miroslav Pech Wydawnictwo: Stara Szkoła rozrywka
198 str. 3 godz. 18 min.
Kategoria:
rozrywka
Tytuł oryginału:
Cobainovi žáci
Wydawnictwo:
Stara Szkoła
Data wydania:
2017-09-11
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-11
Liczba stron:
198
Czas czytania
3 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394885601
Tłumacz:
Mirosław Śmigielski
Tagi:
Mirosław Śmigielski Nirvana Lennon Cobain muzyka młodzież
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

To tylko rock'n'roll, głupcze!


Link do recenzji

1827 298 182

Oceny

Średnia ocen
5,9 / 10
78 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
435
147

Na półkach:

Oh, uwielbiam takie oldschoolowe klimaty. Książka o tym, jak dzieciństwo przenika w dojrzewanie, a dojrzewanie subtelnie przenika w dorosłość.

Oh, uwielbiam takie oldschoolowe klimaty. Książka o tym, jak dzieciństwo przenika w dojrzewanie, a dojrzewanie subtelnie przenika w dorosłość.

Pokaż mimo to

0
avatar
978
514

Na półkach: ,

Dobra książka, ale tylko dobra i nic więcej. Takie sobie burzliwe dorastanie w atmosferze wypijanych win, wypalanych papierosów i skrętów, któremu towarzyszy również muzyka. Trochę zmęczyły mnie te ciągłe imprezy i częste zgony, chociaż czytało się nieźle. Nie chciałabym, żeby moje dzieci w ten sposób spędzały czas.

Dobra książka, ale tylko dobra i nic więcej. Takie sobie burzliwe dorastanie w atmosferze wypijanych win, wypalanych papierosów i skrętów, któremu towarzyszy również muzyka. Trochę zmęczyły mnie te ciągłe imprezy i częste zgony, chociaż czytało się nieźle. Nie chciałabym, żeby moje dzieci w ten sposób spędzały czas.

Pokaż mimo to

3
avatar
1445
278

Na półkach:

Autor "Mainstreamu" który to całkiem niedawno bardzo pozytywnie (chociaż nieliczni podzielają mój entuzjazm) mnie zaskoczył, zadebiutował w Polsce przed rokiem książką "Uczniowie Cobaina". W "Mainstreamie" mieliśmy surowy, paranoiczny klimat z krwawym zakończeniem. Ta książka jest zupełnie inna...

"Uczniowie Cobaina" to coś w rodzaju, nie wiem... Pamiętnika? Dziennika? Właściwie to taki zbiór anegdot głównie z młodości bezimiennego bohatera i kilku jego przyjaciół. Całość jest relacjonowana bardzo otwarcie i z dużą dawką humoru. Historie nie są jakoś ściśle ze sobą powiązane ale obracają się wokół paru dominujących tematów. Książka składa się z czterech rozdziałów w których określony jest przybliżony czas akcji.

"DZIECI CZARNOBYLA (WIOSNA 1994)" czyli kilka wspomnień z dzieciństwa bohatera.
"PODSTAWÓWKA LENNONA (1994 - 2002) - początek fascynacji muzyką, okres dojrzewania, pierwsze próby własnej twórczości muzycznej, eksperymentowanie z używkami.
"UCZNIOWIE COBAINA (2002 - 2005) - najdłuższy rozdział. Młodość. Alkohol i narkotyki przyjmowane w iście patologicznym stylu. Bunt, brak przystosowania społecznego. Szkoła? Nie. Praca? Nie. Pierwsza miłość. Dużo muzyki, dużo imprez, dużo śmiechu - choć to wszystko zdaje się zmierzać ku tragedii... Chaotyczne poszukiwanie swojej tożsamości? Swojego miejsca? A może tylko maskowanie beznadziei?
Czwarty rozdział (JESIEŃ 2011) to niejako epilog wspomnień naszego bohatera, którego w końcu dopadła monotonia codzienności. Zwyczajne życie. Szaleństwa młodości pozostawiły jedynie wspomnienia i 'trochę nadwyrężony' organizm. Nostalgia. Ale co można z tym zrobić? Jedynie żyć albo umrzeć...

Miroslav Pech bez wątpienia inspirował się wspomnieniami własnej, w sumie nie tak odległej młodości. Bardzo podoba mi się jego prosty, można powiedzieć - wręcz ascetyczny styl pisania. Krótkie zdania, chwilami jakby urwane słowa których sens odbija się echem w głowie i nagle *pyk!* kolejny rozdział. Sporo potocznego języka, sporo humoru ale ogólnie przygnębiła mnie ta książka.

Autor "Mainstreamu" który to całkiem niedawno bardzo pozytywnie (chociaż nieliczni podzielają mój entuzjazm) mnie zaskoczył, zadebiutował w Polsce przed rokiem książką "Uczniowie Cobaina". W "Mainstreamie" mieliśmy surowy, paranoiczny klimat z krwawym zakończeniem. Ta książka jest zupełnie inna...

"Uczniowie Cobaina" to coś w rodzaju, nie wiem... Pamiętnika? Dziennika?...

więcej Pokaż mimo to

34
Reklama
avatar
1200
365

Na półkach: ,

"Uczniowie Cobaina" Miroslava Pecha to jak powrót do czasów licealnych, pierwsze tanie wino, papierosy podkradane ojcu...Akcja powieści naprawde momentami przypomina klisze z mojej burzliwej, zbuntowanej młodości. Tak samo jak główni "kolorowi" bohaterowi, buntowałam się przeciw drobnomieszczańskiej tradycji. Chyba wszyscy dorastając przechodzimy fascynację dekadenckimi idolami, buntem przeciwko temu co zastane chcemy być inni, niezależni, odkrywczy. Niestety to tylko mrzonki, bo początkowa wolność zostaje zastąpiona przez dorosłość, odpowiedzialność, dopada szara rzeczywistość.
Na szczęście o czym przypomina autor pozostają wspomnienia, anegdoty, ale to wszystko podszyte jest melancholią za iluzją wolności, którą utraciliśmy.

"Uczniowie Cobaina" Miroslava Pecha to jak powrót do czasów licealnych, pierwsze tanie wino, papierosy podkradane ojcu...Akcja powieści naprawde momentami przypomina klisze z mojej burzliwej, zbuntowanej młodości. Tak samo jak główni "kolorowi" bohaterowi, buntowałam się przeciw drobnomieszczańskiej tradycji. Chyba wszyscy dorastając przechodzimy fascynację dekadenckimi...

więcej Pokaż mimo to

9
avatar
1868
327

Na półkach: ,

http://ksiegarka.pl/czeskie-smaki-na-majowke/

"Czy to moja wina, że muszę kimś zostać?"

Pyta narrator w pewnym momencie „Uczniów Cobaina”. Równie dobrze możesz być to Ty lub ja albo też sam autor, bo wydaje się pisać delikatnie autobiografię. Miroslav Pech jest dzieckiem Czarnobyla, moim rówieśnikiem, i taki sam tytuł nadał pierwszej części swojej powieści. Szybko mnie sobą zaskarbił. Powyższe cytowane zdanie jest chyba jednym z najlepszych podsumowań jego młodzieńczych rozważań. To pogoń nastoletniego everymana do bycia tym, kim sobie wyobraża, a kim zostanie, gdy jego marzenia zweryfikuje rzeczywistość.



A narrator chciałby być gwiazdą rocka. O tym samym marzył autor, ale uznał, że chyba lepiej pisze niż gra na instrumentach i śpiewa. Ku mej literackiej uciesze. Choć okładka sugeruje młodzieńczy rozgardiasz, który niekoniecznie będzie angażujący, to jednak powieść zaskakuje swoją głębią. Zza tych licznych opisów libacji alkoholowych, halucynacji po grzybkach i nieudanych próbach zostania muzykiem, wyłania się kompleksowy obraz pokolenia lat 80-tych, którego millenium nie zabiło, Czarnobyl nie zniekształcił, samoloty nie uderzyły w ich wieżowce, ale w jakiś sposób zostali ukształtowani przez te wszystkie wydarzenia.

Z pozoru staje przed nami zwyczajny chłopiec. Chłopiec jednak, którego szybko czytelnik polubi ze względu na jego bujną wyobraźnię. Wdzięcznego, że babcia ma satelitę, bo dzięki niej poznaje mnóstwo swoich bohaterów. Przeżywa fascynację Cobainem, Lennonem i całą plejadą klasyków muzyki. Ogląda „Obcego”, chce kopać jak Bruce Lee, a wyżywa się jedynie na krzesłach i bracie. Bawi się w pokoju w Czarnobyl, w upośledzone dzieci, zastanawiając się dlaczego sam taki nie jest. Ostatecznie sam siebie nazwie wariatem, który nie chce się ujawnić. Pierwszy raz „wywołuje duchy” nie kaszląc, czyli próbuje swojego pierwszego papierosa, eksperymentuje z narkotykami, zatruwa się octówkami. Brzmi dość toksycznie, jednak jest też zabawnie i przewrotnie, jak to na czeską powieść przystało.

Książka dzieli się na różne okresy dojrzewania bohatera, w których delikatnie zarysowuje się tamtejsza kultura, historia i mentalność. Pierwszy okres kończy się śmiercią Cobaina, kudłatego pana w blond włosach, którzy się zastrzelił. Podstawówka przypada na lata 1999-2002 i fascynację Johnem Lennonem, bo takiego szkoła jeszcze nie miała. Książka ta pełna jest mantr, mądrości przełomu lat 90-tych i nowego wieku. Czytając nie da się oprzeć wrażeniu, że przynajmniej którąś z tych historii przeżyliśmy, albo o takiej słyszeliśmy, marzyliśmy. Bunt na własnych warunkach z mnóstwem niepowodzeń.

Otwieram oczy. Nie, cud się nie stał. Łąki to nie prerie. Zza drzew może wyjść najwyżej grzybiarz albo spacerująca rodzinka. W krzakach skrywa się najwyżej zużyty kondom, drogi dla dyliżansów to w rzeczywistości dziurawe szosy, po których gnają przerażająco nieromantyczne autobusy, jastrzębia zastąpił na niebie ogłuszający bombowiec lecących do Afganistanu, a ja nie jestem Winnetou, Clintem Eastwoodem, ani Sandokanem. Nie jestem żadnym bohaterem bez lęku i skazy.

„Uczniowie Cobaina” ma w sobie niebywałą dojrzałość dzięki właśnie słodko-gorzkiemu zabarwieniu treści. Możliwe, że jest to jeden z najmniej pretensjonalnych, a najbardziej adekwatnych obrazów mojego pokolenia. Obraz młodych, którzy chcieli być bohaterami, wyciągać świat z obłudy i uzależnień, sami w nich tkwiąc. To wewnętrzny pamiętnik ulotnych chwil dzieciństwa, prób buntu, który gdzieś się rozmywa, gdy do drzwi trzaska dorosłość.

http://ksiegarka.pl/czeskie-smaki-na-majowke/

"Czy to moja wina, że muszę kimś zostać?"

Pyta narrator w pewnym momencie „Uczniów Cobaina”. Równie dobrze możesz być to Ty lub ja albo też sam autor, bo wydaje się pisać delikatnie autobiografię. Miroslav Pech jest dzieckiem Czarnobyla, moim rówieśnikiem, i taki sam tytuł nadał pierwszej części swojej powieści. Szybko mnie...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
5328
1100

Na półkach: ,

https://dajprzeczytac.blogspot.com/2018/01/uczniowie-cobaina-miroslav-pech.html

https://dajprzeczytac.blogspot.com/2018/01/uczniowie-cobaina-miroslav-pech.html

Pokaż mimo to

5
avatar
92
19

Na półkach: ,

Książkę dobrze się czyta nie czując wogóle że to historia u naszych południowych sąsiadów choć końcówka inna niż się spodziewałem. Odnoszę wrażenie że mało przestrogi mimo wszystko. Ale ocenić każdy musi sam.

Książkę dobrze się czyta nie czując wogóle że to historia u naszych południowych sąsiadów choć końcówka inna niż się spodziewałem. Odnoszę wrażenie że mało przestrogi mimo wszystko. Ale ocenić każdy musi sam.

Pokaż mimo to

3
avatar
0
0

Na półkach:

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com - zapraszam!
*****************************************************************

O tym, że dojrzewanie to wyjątkowy czas w życiu każdego człowieka, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Jedni z nas cieszą się, że ten specyficzny okres mają już za sobą, inni tęsknią za tym stanem, kiedy wydawało się, że jednocześnie - świat nas nie rozumie i stoi przed nami otworem. Dorastanie to oczywiście również ten moment, kiedy człowiekowi zdaje się, że życie tylko wtedy jest pełne, kiedy spróbuje się go w każdym aspekcie. Stąd eksperymenty z wyglądem, używkami i jazda na krawędzi, albo wręcz odwrotnie, alienacja i zamotanie się w kłębku własnych emocji. Czeski pisarz młodego pokolenia Miroslav Pech wziął na warsztat temat dojrzewania i umieścił go na tle przemian ustrojowych w Europie Wschodniej. Uczniowie Cobaina to małomiasteczkowa wizja życia spod znaku Sex & Drugs & Rock and Roll z naciskiem na dwa ostatnie aspekty.

Uczniowie Cobaina to napisana w pierwszej osobie historia młodego chłopaka (podobnie jak i inni bohaterowie bezimiennego), którego świadoma (ale na pewno nie dojrzała) obecność w świecie przypada na rok śmierci Kurta Cobaina. Charyzmatyczny wokalista Nirvany staje się dla narratora i jego kumpli nie tylko muzycznym idolem, ale bohaterem w ogóle. Chłopcy odkrywają zarówno samą muzykę, jak i styl życia charakterystyczny dla swoich idoli. Najpierw nieśmiało, potem już bez większych oporów eksperymentują z tanim winem, narkotykami, wpadają w tak zwane złe towarzystwo, a z czasem sami się nim stają. Miroslav Pech portretuje pokolenie urodzonych w okolicy wybuchu reaktora jądrowego w Czarnobylu, więc lata dziewięćdziesiąte to moment ich szeroko rozumianej inicjacji. Jak każde pokolenie, młodzież przepracowuje te same emocje i przeżywa podobne doświadczenia. Pech zwraca jednak uwagę, że młodzi nie mają specjalnie oparcia w dorosłych: ani w rodzicach, ani tym bardziej w nauczycielach. I jedni, i drudzy najpierw zachłystują się zmianą ustroju, młodym kapitalizmem i pełnymi półkami w sklepach, zaraz potem całą energię pożytkują na zatrzymanie miejsca pracy. Paradoksalnie to młodzi mają większą szansę na utrzymanie się na powierzchni, ale bez wzorców i oparcia ze strony dorosłych, te szanse ewidentnie maleją.

Z jakiegoś powodu założyłem, że sięgając po Uczniów Cobaina otrzymam niezobowiązującą powieść, która z humorem i nostalgią opisze czasy również mojej młodości. I choć książkę Pecha charakteryzuje pewna lekkość formy, to jednak jej ogólny wydźwięk do najweselszych nie należy. Autor oddał głos narratorowi, który w prostych słowach i krótkich zapisach przywołujących na myśl dziennik, fragmentarycznie, ale z zachowaniem chronologii, przedstawił swoje życie od roku 1994 do 2011. W tym czasie zmieniło się wiele, ale tak na prawdę nie zmieniło się nic. Owszem bohater wydoroślał, a jego młodzieńcze marzenia o zostaniu gwiazdą rocka przepadły wraz z beztroskimi latami młodości, ale trudno nie odnieść wrażenia, że on sam stanął w miejscu. Moment wkroczenia w dorosłość nie okazał się dla niego zbyt łaskawy. No cóż, taką kolej rzeczy dało się przewidzieć, zaczynając lekturę książki Miroslava Pecha. Autor w swojej opowieści nie zboczył z utartej ścieżki, ale chyba też nie było to jego intencją. Uczniowie Cobaina to i gorzki, i ironiczny, ale niepozbawiony nuty sentymentu obraz młodych ludzi, których dorastanie zbiegło się z nie tylko ze przemianami ustrojowymi, ale przede wszystkim ze zmianą obyczajowości.

Uczciwie trzeba napisać, że proza Pecha nie jest specjalnie odkrywcza, literacko dość prosta, a czy reprezentuje jakąś tendencję we współczesnej prozie czeskiej - tego zwyczajnie nie umiem ocenić. Myślę jednak, że Uczniów Cobaina docenią dzisiejsi czterdziestolatkowie, którzy w nieokreślonym bliżej czeskim miasteczku i ich mieszkańcach są w stanie dostrzec przebłyski swojej młodości. Na mnie to zadziałało, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że od kilku dni słucham Nevermind Nirvany po raz pierwszy od wielu, wielu lat? Chyba zrobiłem się sentymentalny, choć moje dorastanie nijak miało się do tego, opisanego na kartach prozy Pecha.

Tomasz Radochoński www.nowalijki.blogspot.com - zapraszam!
*****************************************************************

O tym, że dojrzewanie to wyjątkowy czas w życiu każdego człowieka, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Jedni z nas cieszą się, że ten specyficzny okres mają już za sobą, inni tęsknią za tym stanem, kiedy wydawało się, że jednocześnie - świat nas nie...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
57
50

Na półkach: , , ,

www.bookpani.blogspot.ch

To na pewno nie jest książka dla każdego. Pozbawieni poczucia humoru mogą ją sobie od razu darować. Byłaby to wielka krzywda dla tej powieści, gdyby wpadła w ręce takich czytelników. Pozostali niech natychmiast przestaną czytać, co piszę, i biegną do księgarni po „Uczniów Cobaina” Miroslava Pecha. Bo warto. Dawno nie czytałam tak doskonałej językowo (ukłony w stronę tłumacza), dowcipnej (do granic wytrzymałości przepony) i błyskotliwej powieści. Panie Pech, może pan sobie pogratulować. Zabrałam pana do łóżka na jeden wieczór, a został tam pan do dziś.

„Jestem dzieckiem Czarnobyla” – mówi o sobie narrator. Co to oznacza? Ano to, że należy do pokolenia urodzonych w latach osiemdziesiątych, czyli tych, którzy słuchali Nirvany, kupowali podróby conversów i wyobrażali sobie, że pewnego dnia zostaną kimś z plakatu nad swoim łóżkiem. Na przykład Rockym Balboą. Albo Kurtem Cobainem, który zresztą patronuje tej książce. Ja też jestem dzieckiem Czarnobyla, dlatego Miroslav Pech powinien bać się takich czytelników jak ja. Bo to oni właśnie będą najsurowszymi krytykami, którzy dostrzegą wszelki fałsz. Ale autor bać się nie musi. Po pierwsze sam jest z tego pokolenia, więc wie, o czym pisze. Po drugie – pisze wyśmienicie, więc nic mu nie grozi. Przynajmniej z mojej strony.

Główny bohater, bezimienne „dziecko Czarnobyla”, wychowuje się w małym czeskim miasteczku. „Do szkoły chodzić nie lubię, bo nie mogę tu oglądać telewizji” – przyznaje. Z kolegami bawi się w wywoływanie duchów, które dziwnym zbiegiem okoliczności odbywa się przy pomocy zwędzonych rodzicom papierosów. Nie znosi, kiedy w filmach ludzie znęcają się nad zwierzętami, jak na przykład w obrazach: „Uwolnić orkę” czy „Beethoven”. Cierpi też, kiedy potwór z „Obcego” ginie. Ćwiczy ciosy Bruce’a Lee i próbuje pomóc koleżance z podwórka nauczyć pozbawionego genitaliów (przez fabrykę, rzecz jasna) Kena, jak zrobić dzieci dwóm lalkom Barbie. Oczywiście, najpierw sami muszą się dowiedzieć, jak to się robi, co – jak łatwo się domyślić – kończy się fiaskiem i burą od mamy. Jedno, co wiemy na pewno, to że nasz bohater chce zostać jakąś (jakąkolwiek) gwiazdą i ma nadzieję, że „nigdy nie będzie musiał pracować na trzy zmiany”. Tak rodzi się pomysł na założenie kapeli. I to niejednej. Bo – jak powszechnie wiadomo – „każdy dobry zespół powinien się rozpaść”. Droga naszego bohatera do sukcesu nie jest jednak usłana różami. W międzyczasie dowiaduje się, że w XX wieku nikt już nie pisze tekstów odręcznie, a „John (Lennon) nie był Chińczykiem, tylko miał wadę wzroku”. Poznaje też smak taniej „octówki”, marihuany, grzybów halucynogennych i mnóstwa innych używek, chętnie bierze udział w rozmaitych zadymach. W najmniej oczekiwanym momencie do jego drzwi puka proza życia w postaci zawodówki, która ma z niego zrobić kucharza-kelnera. Nasz bohater poddaje się, bo „każda gwiazda rocka musi od czegoś zacząć”, a „każdy, prawdziwy muzyk powinien się zabić”, jednak „ma nadzieję, że dzięki skoliozie będzie mógł kiedyś pójść na rentę, bo zamierza poświęcić się pracy intelektualnej i symulanctwu”. Towarzyszmy mu i śledzimy jego przedziwne przygody przez cały okres dojrzewania, aż do przekroczenia progu dorosłości. Takiej z prawdziwego zdarzenia, z pracą, porannym wstawaniem, rachunkami do opłacenia i co najmniej minimalnym poczuciem odpowiedzialności. „Zostałem młodym seniorem” – informuje nas bohater. Czy uda mu się jednak nie umrzeć „przy sraniu, jak Elvis”, ale zostać gwiazdą, jakiej świat nie widział? Tego nie zdradzę.

„Uczniowie Cobaina” to nie tylko groteskowy obraz pokolenia „dzieci Czarnobyla”, ale też literacki rollercoaster, do którego wsiadamy i pędzimy na złamanie karku przez absurdalne opisy, błyskotliwe dialogi i wszystkie rodzaje komizmu. Ten ostatni na pewno przypadnie do gustu wielbicielom „Latającego Cyrku Monthy Pythona”. Język Pecha jest soczysty, mięsisty i giętki. Autor bawi się nim na wszelkie możliwe sposoby, a tłumacz w niczym nie ustępuje mu w tej zabawie. Tak jak Pech nie boi się eksperymentować z językiem, tak bez obaw podejmuje wszystkie trudne albo niewygodne tematy, które bezpośrednio wiążą się z opisywanym przez niego okresem dojrzewania. Seksualność, używki czy przemoc nie są dla niego żadnym tabu. Świetnie sobie zresztą radzi z ich kreśleniem. Nie ma też oporów przed przedstawianiem wstydliwych czy drastycznych historii. Paradoksalnie robi to w tak zabawny i wysmakowany sposób, że każda żenująca bądź obrzydliwa historyjka zamienia się w barwną i dowcipną anegdotę. Niesprawiedliwością byłoby jednak posądzać Pecha o to, że pisze sobie a muzom, a jego jedynym celem jest zabawianie czytelnika językowymi popisami i dostarczanie mu okazji do śmiechu. Autor w sposób lekki i dowcipny, ale też z brutalną szczerością, obnaża dramat (także swojego) pokolenia, które wydaje się zadawać sobie to samo pytanie, co główny bohater: „Czy to moja wina, że muszę kimś zostać?”. Presja, żeby odnieść (jakikolwiek) sukces, utożsamianie go ze szczęściem, ciągłe udawanie kogoś innego, obawa przed byciem sobą, wreszcie zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością – te wszystkie dylematy ukryte zostają w „Uczniach Cobaina” pod nie taką wcale grubą warstwą ironii i absurdu. „Ja jestem wariatem, bo nie mam odwagi zachowywać się, jakbym chciał” – mówi nasz bohater. Śmiejemy się, ale i gryziemy palce. Jak to w życiu.

Jak dla mnie – Miroslav Pech rozbił bank. Napisał książkę błyskotliwą, dowcipną, będącą językowym majstersztykiem, a równocześnie mówiącą gorzką prawdę o rzeczach ważnych dla każdego z nas, nie tylko dla pokolenia „dzieci Czarnobyla”. No i jest autorem najlepszej, moim zdaniem, sceny łóżkowej od czasów… ech, po prostu najlepszej.

„Rano się we mnie zakochała. Bo zapytałem, czy chce zobaczyć coś nietypowego, coś, czego jeszcze nie widziała. Przytuliła się do mnie i powiedziała, że tego właśnie pragnie. Odkryłem więc kołdrę i pokazałem jej swoją płaską stopę”.

www.bookpani.blogspot.ch

To na pewno nie jest książka dla każdego. Pozbawieni poczucia humoru mogą ją sobie od razu darować. Byłaby to wielka krzywda dla tej powieści, gdyby wpadła w ręce takich czytelników. Pozostali niech natychmiast przestaną czytać, co piszę, i biegną do księgarni po „Uczniów Cobaina” Miroslava Pecha. Bo warto. Dawno nie czytałam tak doskonałej...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
609
152

Na półkach: ,

Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2017/11/06/miroslav-pech-uczniowie-cobaina-recenzja/

Życzliwemu czytelnikowi książka Pecha może pod pewnymi względami skojarzyć się z podaną w wersji skróconej „Moją walką” Karla Ovego Knausgarda, jednak jest to porównanie dużo na wyrost. Choć obie zaklasyfikować można jako powieści biograficzne, tutaj jest zdecydowanie bardziej po bandzie – nie tylko ze względu na fabułę, ale i na środki jakimi posługuje się autor. W wyniku tego otrzymujemy powieść po prostu gorszą.

Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2017/11/06/miroslav-pech-uczniowie-cobaina-recenzja/

Życzliwemu czytelnikowi książka Pecha może pod pewnymi względami skojarzyć się z podaną w wersji skróconej „Moją walką” Karla Ovego Knausgarda, jednak jest to porównanie dużo na wyrost. Choć obie zaklasyfikować można jako powieści biograficzne, tutaj jest zdecydowanie...

więcej Pokaż mimo to

2

Cytaty

Więcej
Miroslav Pech Uczniowie Cobaina Zobacz więcej
Miroslav Pech Uczniowie Cobaina Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd