Dzikie królestwo

Okładka książki Dzikie królestwo autora Gin Phillips, 9788381161374
Okładka książki Dzikie królestwo
Gin Phillips Wydawnictwo: Zysk i S-ka kryminał, sensacja, thriller
306 str. 5 godz. 6 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Fierce Kingdom
Data wydania:
2017-09-25
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-25
Liczba stron:
306
Czas czytania
5 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381161374
Tłumacz:
Zbigniew A. Królicki
Średnia ocen

5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzikie królestwo w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Dzikie królestwo i



Przeczytane 1096 Opinie 48 Oficjalne recenzje 165

Opinia społeczności książki Dzikie królestwoi



Książki 2094 Opinie 1785

Oceny książki Dzikie królestwo

Średnia ocen
5,6 / 10
131 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzikie królestwo

avatar
1204
904

Na półkach:

O tym jak może się skończyć przyjemne popołudnie w ogrodzie zoologicznym.
Główna bohaterka wraz z kilkuletnim synkiem spędza dzień w zoo i właśnie zbiera się do wyjścia, gdy orientuje się, że na teren ogrodu wtargnęli uzbrojeni napastnicy. Kobieta musi więc znaleźć takie miejsce, w którym będzie mogła się ukryć, ale będzie też w stanie kontrolować, co się dzieje. Ochrona dziecka jest jej największą motywacją, ale ono samo jest dla niej poważnym balastem - nie może długo trwać w milczeniu, nie potrafi wytrzymać głodu, spowalnia ją w ruchu itp. W międzyczasie bohaterka będzie też zmuszona do kilku trudnych moralnie decyzji.
Mam wrażenie, że ta książka to bardzo zaprzepaszczony potencjał. W założeniu jest to thriller, brak tu jednak typowej dla tego gatunku wartkiej akcji czy dramatycznych zwrotów. Ponieważ główną strategią przetrwania jest siedzieć w kryjówce cicho i nieruchomo, bohaterka przez większość czasu nie ma zbyt wiele do roboty, ale za to dużo rozmyśla, głównie o swoim dzieciństwie i macierzyństwie. Nie da się ukryć, że jest to książka bardzo pozbawiona jakiegoś większego napięcia i właściwie ani na chwilę nie czuje się w niej realnego zagrożenia. Końcówka sprawia wrażenie jakby była trochę niedopisana, a zakończenie jest moim zdaniem zbyt otwarte, aby stanowić satysfakcjonujący finał.
Nie jest to gniot i czyta się bez bólu, ale szału nie ma.

O tym jak może się skończyć przyjemne popołudnie w ogrodzie zoologicznym.
Główna bohaterka wraz z kilkuletnim synkiem spędza dzień w zoo i właśnie zbiera się do wyjścia, gdy orientuje się, że na teren ogrodu wtargnęli uzbrojeni napastnicy. Kobieta musi więc znaleźć takie miejsce, w którym będzie mogła się ukryć, ale będzie też w stanie kontrolować, co się dzieje. Ochrona...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1346
1346

Na półkach: , ,

Krótki urlop (na moim ukochanym i odwiedzanym od lat Półwyspie Helskim),dwie książki wciśnięte do walizki i po trzech dniach ogromne zdziwienie, że już nie mam co czytać. Od czego są jednak słynne namioty po brzegi wypełnione książkami, które wpisały się już w wakacyjny nadmorski krajobraz. Z mocnym postanowieniem, że kupię tylko jedną książkę, którego to postanowienia udało mi się dotrzymać, weszłam do tego raju dla moli książkowych i nabyłam "Dzikie królestwo" Gin Philips. Skusiła mnie intrygująca okładka, opis zapewniający, że sięgam po historię porywającą i świetnie napisaną, oraz, nie będę ukrywać, cena - całe 16,90 PLN.

Nie miałam wygórowanych oczekiwań, jednak nie przypuszczałam, że nabytek ten okaże się najnudniejszą książką, przeczytaną w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Jak się głęboko zastanowić, to nie ma w niej nic, co mogłoby ją obronić. Jest do bólu nudna, przegadana i bez żadnej puenty. Autorce udało się mnie uśpić i tylko siłą woli dobrnęłam do końca tej historii. Dodajmy, że historii, która zaczyna się naprawdę ciekawie. Umieszczenie jej w ogrodzie zoologicznym, było jedynym dobrym pomysłem, który jednak zupełnie nie został wykorzystany.
Kiedy kilka minut przed jego zamknięciem na terenie zoo słychać strzały staje się jasne, że ci, którzy nie zdążyli go opuścić, znaleźli się w pułapce a jedyną szansą na przetrwanie jest znalezienie bezpiecznego schronienia.
W tej sytuacji znajduje się też Joan, ze swoim kilkuletnim synem. Jej jedynym celem jest ochronić siebie i swoje dziecko przed szaleńcem.
I tak to czytelnik śledzi jej zmagania, a właściwie wsłuchuje się w wewnętrzne monologi bohaterki bądź jej rozmowy z synem, które już po kilku rozdziałach stają się niezwykle irytujące. Dla każdego rodzica bajdurzenie ich kilkulatka jest urocze i wyjątkowe jednak czytanie takich dialogów przez kilkadziesiąt stron było po prostu niestrawne.
Dzieje się niewiele, za to dokładnie poznajemy topografie ogrodu ze wszystkim detalami (nuda, nuda, nuda).
Motywacja sprawców również jest niejasna a ich zachowanie irracjonalne.
Niektórzy dopatrują się w tej książce drugiego dna, mówiąc o wzruszającym portrecie miłości macierzyńskiej. Mnie ten wątek jakoś nie chwycił za serce. Może to dlatego, iż jestem już matką nastolatka i małe dzieci są dla mnie urocze jedynie przez chwilę.

Książki nie polecam, chyba że ktoś poszukuje dobrego środka nasennego.

Krótki urlop (na moim ukochanym i odwiedzanym od lat Półwyspie Helskim),dwie książki wciśnięte do walizki i po trzech dniach ogromne zdziwienie, że już nie mam co czytać. Od czego są jednak słynne namioty po brzegi wypełnione książkami, które wpisały się już w wakacyjny nadmorski krajobraz. Z mocnym postanowieniem, że kupię tylko jedną książkę, którego to postanowienia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
32
10

Na półkach:

chociaż pomysł jest całkiem niezły, sama książka jest dosyć nużąca, a główna bohaterka irytująca

chociaż pomysł jest całkiem niezły, sama książka jest dosyć nużąca, a główna bohaterka irytująca

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

310 użytkowników ma tytuł Dzikie królestwo na półkach głównych
  • 162
  • 148
67 użytkowników ma tytuł Dzikie królestwo na półkach dodatkowych
  • 47
  • 8
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Gin Phillips
Gin Phillips
Gin Phillips is a freelance writer whose features have appeared in American Profile, American Spirit, Platinum, and Womans World. She lives in Birmingham, Alabama; The Well and the Mine is her first novel.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miasto świętych i złodziei Natalie C. Anderson
Miasto świętych i złodziei
Natalie C. Anderson
Tina ma szesnaście lat i jest kimś kogo nie ma. Żyje na ulicy, pośród przestępców by stać się złodziejką i włamywaczką idealną. Potrafi przeniknąć tam gdzie nikomu się nie udało. Teraz jednak cele jej szefów są zbieżne z jej własnymi. Wreszcie ma szansę zemścić się na kimś kogo podejrzewa o zabicie jej matki. Tylko, że włamanie, które ma się stać początkiem końca zamożnego białego przedsiębiorcy nie przebiega tak jak powinno. Zostaje nakryta przez jego syna, Michaela, który kiedyś był przyjacielem Tiny. Po opisie spodziewałam się, że ,,Miasto świętych i złodziei" będzie mocną, wyrazistą opowieścią o mrocznych stronach Kenii. I trochę takie jest ale brakuje tam najważniejszej informacji, że jest to książka skierowana raczej do młodzieży i dlatego perspektywa jest mocno złagodzona. Pokazany jest bezwzględna rzeczywistość z jaką muszą mierzyć się dzieci i młodzież, odkrywane są mroczne oblicza pozostałości kolonializmu i ciemne strony przedsiębiorstw funkcjonujących w Afryce, jednak czuć, że nie jest to pełny obraz. Rzeczywistość filtrowana jest przez oczy sprytnych szesnastolatków, którzy pakują się w niebezpieczne sytuacje a potem bez większych obrażeń z nich wychodzą. To co złe i straszne dzieje się komuś innemu lub jest opowieścią opartą na niedopowiedzeniach. Ale nawet to mocne złagodzenie nie ukrywa prawdy o Afryce, jako o kontynencie gdzie akty bestialstwa są bezkarne, gdzie panuje bezprawie a na sprawiedliwość trzeba długo czekać, o ile w ogóle można. ,,Miasto świętych i złodziei" to z pewnością ciekawa książka. Pełna akcji i niebezpieczeństw. Pozornie lekka przygodówka, która chowa w tle znacznie mroczniejszą historię. I właśnie dla tego tła warto sięgnąć by zobaczyć coś więcej.
deana - awatar deana
oceniła na616 dni temu
Strażnicy światła Abby Geni
Strażnicy światła
Abby Geni
Bardzo ciekawa książka, która jest czymś zupełnie innym, niż obiecuje okładka. Kogoś w wydawnictwie zdecydowanie poniosła fantazja i zapewnił temu tytułowi kiepskie opinie, ponieważ czytelnik oczekujący kryminału musi się rozczarować. Opis na odwrocie książki to zbrodnia, całkowicie wprowadza w błąd. Co nie znaczy, że nie jest to pozycja warta przeczytania. "Strażnicy Światła" to niespieszna opowieść o szukaniu samego siebie, odnajdowaniu wewnętrznej prawdy i próbach zrozumienia własnej przeszłości oraz jej wpływu na życie. Autorka nie biegnie do przodu z akcją, pozwala czytelnikowi na spokojne doświadczanie zmian zachodzących na wyspie i w bohaterce. Pokazuje nam jak ogromny wpływ na życie ma pozwolenie sobie, żeby zwyczajnie żyć i patrzeć na świat takim, jakim on jest - tam, gdzie się go aktualnie doświadcza. Początek książki jest trochę nudnawy, nieco drętwy, ale warto przebrnąć i poczuć klimat Wysp Farallońskich. Ten specyficzny świat tuż obok cywilizacji odgrywa tu bardzo ważną rolę, jest dokładnie tym, co na nowo kształtuje Mirandę. Nawet imię bohaterki ma tu znaczenie, mówi wiele o wyspach i ich mieszkańcach. Ostatecznie książka zmusza do myślenia, porównywania decyzji podjętych przez bohaterow z tymi, które - być może - sami byśmy podjęli. Akceptowania bądź buntowania się przeciwko rzeczywistości. Listy do zmarłej matki, które Miranda co chwilę pisze, na początku odbierałam jako dziwaczny zabieg literacki, który się nie sprawdza. Zbyt proste tłumaczenie czytelnikowi, co dzieje się w jej głowie. Z czasem nabrały więcej sensu, stały się znaczące. Na końcu okazały się udanym zabiegiem, lecz nie wytłumaczę, dlaczego - to zbyt ważny element procesu przemiany, a tym samym fabuły. Pozycja warta przeczytania, choć może nie idealna. Czasem opisy życia zwierząt przysłaniają resztę. Pewne wydarzenia są zbyt proste do przewidzenia, a element zaskoczenia jest tutaj ważny. Jednak najważniejsze są zmiany zachodzące w bohaterce, a te są wyraźne i zmuszające do myślenia. Bardzo udany debiut.
Amelia - awatar Amelia
oceniła na84 lata temu
Murder Park. Park morderców Jonas Winner
Murder Park. Park morderców
Jonas Winner
Dzieje się w parku Trochę byłam zaskoczona, że książka Jonasa Winnera „Murder Park. Park morderców” ma sporo negatywnych opinii. Jak dla mnie sprawnie napisany thriller, w którym autor wcale nie ukrywa, iż nawiązuje do znanych wątków z niezapomnianą Agatą Christie i jej „Dziesięciu Murzynków”, przepraszam, „I nie było już nikogo” (o losach tytułu można sobie poczytać) na czele. Komuś nie podobały się dialogi nazwane wywiadami, komuś coś tam jeszcze. A mnie w sumie podobało się wszystko. Zacznijmy od formy. Powieść jak powieść, akcja jak akcja. Bez rewelacji, ale wszystko przebiega sprawnie, ma początek i koniec. Wplecione w treść zapisy wywiadów, przeprowadzane przed rozpoczęciem akcji są ciekawym elementem pozwalającym poznać bliżej głównych bohaterów. Oczywiście im bliżej końca opowieści, tym bardziej podejrzanymi są … no ci, co są. Spojlerować nie będę. Owe wywiady według mnie wzbogacają akcję, a książkę czynią ciekawszą. Bohaterów jest dwunastu, ale tylko pozornie, bowiem wydarzenia skupiają się na jednym. Oczywiście ma to znaczenie i czytelnik od razu wie, że coś tu w związku z Paulem będzie działo się więcej. Ta postać jest bowiem inna od samego początku. Pozornie wiemy o nim wszystko. Pozornie wygląda na takiego lekkiego psychicznego, ale …. oczywiście jest kilka „ale”, których nie zdradzę. Miejsce akcji jak najbardziej właściwie – dawny park rozrywki. A w takim parku…. Oj czego tam nie ma! Spokoju oczywiście, bo wszystko źle się kojarzy z wydarzeniami sprzed laty. Ale tak ma być. Wszak to nie tylko zwykły kryminał, to również thriller, a ten powinien wzbudzać uzasadniony niepokój. Budzi go oczywiście tunel z duchami zwany Halloweenland. Ale czyż nie wrzeszczymy ze strachu jadąc rollercoasterem lub wisząc na najwyższym „piętrze” diabelskiego młyna? W każdym parku rozrywki strach jest podstawowym elementem zabawy. A w naszej powieści – miejscem zbrodni na dodatek. Przejdźmy do zakończenia. W sumie było do przewidzenia, ale mimo tego zaskoczyło mnie. Powieliło trochę schemat „Wyspy tajemnic” Dennisa Lehane’a, ale dlaczego nie? Powieść nawiązuje przecież do znanych wątków i historii, zatem i to nawiązanie złym nie będzie. Nie czepiajmy się bowiem autorów, że znają literaturę i zupełnie świadomie sięgają po wzorce. Możemy się jedynie zastanowić, czy czynią to dobrze, czy odwalają chałturę. Według mnie tym razem mamy solidną robotę, solidne pisanie i solidną treść. I w sumie żadnych moralnych przesłań, żadnego pouczania czytelnika, żadnego psychologicznego portretu. Klasyka powieści rozrywkowej. Słowem, kryminał OK. Przeczytałam go szybko, bez pomijania stron, które byłyby nużące. Ponad czterysta stron minęło sprawnie. Literatura rozrywkowa taka być powinna. Ta dobra literatura rozrywkowa, nie zaś chałtura, o której już kiedyś pisałam....
gks - awatar gks
ocenił na85 miesięcy temu
Śpiew kukułki Frances Hardinge
Śpiew kukułki
Frances Hardinge
Utwór jest hybrydą gatunkową. Znajdziemy w nim elementy mrocznej baśni, horroru, fantastyki, trillera psychologicznego i powieści obyczajowej. Narracja tu bardzo specyficzna, wprost barokowa (przerost formy nad treścią),nie lubię takiej. Atmosfera panująca w utworze kojarzy mi się z klimatem "Opowieści tajemniczych i szalonych" Edgara Allana Poe. Sposób opisywania świata przedstawionego jest podobny - mroczny, oniryczny, osaczający, groźny i zły. Wydarzenia dzieją się w Anglii po I wojnie światowej. Od pierwszych słów tej powieści, bez żadnego przygotowania, zostajemy od razu wrzuceni w środek toczącej się fabuły. Każdej informacji trzeba się doszukiwać, narrator nie pomaga ani trochę. Taki zabieg bywa skuteczny i szybko pozwala czytelnikowi zaangażować się w wydarzenia. Ale w tej powieści efekt został zniweczony przez zbyt barokowy i poetycki język narratora. Niektóre sformułowania są tak kwieciste, że aż głowa boli. Np. "(...) czuwała, przyglądając się pełgającym światełkom przygaszonych lamp i czekoladowobrązowym pajączkom pojawiającym się na krawędzi sufitu." Może to i ładne, i poetyckie, ale jeśli coś takiego wypełnia 70% tekstu na każdej stronie, przestaje się podobać i wywołuje zniecierpliwienie. Przyznam, że po przeczytaniu 120. stron, chciałam z niej zrezygnować, co rzadko mi się zdarza. Ostatecznie postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i przeczytać jeszcze 2-3 rozdziały. Od strony 160. coś w końcu zaczęło się dziać. Mamy tu rodzinę z dwiema nastolatkami, które zwalczają się z nienawiścią budzącą niesmak. Są też toksyczni rodzice, którzy je osaczają, niszcząc ich wszelkie przyjaźnie i znajomości. Starszą córkę dosłownie "zagłaskują", wmawiają jej chorobę i nie posyłają do szkoły. Natomiast młodszą wciąż besztają podkreślając, że jest problemem dla całej rodziny. Gdy dziewczynki wpadają w tarapaty, okazuje się że rodzice nie chcą/ nie mogą/nie potrafią im pomóc. Wsparcie przychodzi od kogoś znajomego, kogoś wykluczonego przez ojca i matkę Triss i Pen. Świat fantastyczny, w tym utworze, pełen jest bardzo oryginalnych istot i wydarzeń. Zadziwia, intryguje i zaskakuje. To niewątpliwa zaleta powieści. Jednak jest to świat przerażający, groźny, obcy, osaczający i napastliwy. Dlatego nie zgadzam się z opinią wydawcy, że to powieść dla młodzieży, może takiej 15+. Młodszym przyniesie więcej szkody niż pożytku.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na72 lata temu
Cisza. Kronika życia pewnego mordercy Thomas Raab
Cisza. Kronika życia pewnego mordercy
Thomas Raab
Karl Heidemann ma niewyobrażalnie czujny i wrażliwy słuch. Bohater powieści jest wyjątkowy, ponieważ usłyszy to, co dla zwykłego ucha człowieka nie dotrze. Staje się wyrzutkiem społeczeństwa z powodu dziwnych zachowań, które stara się "naprawić". "[...] położył się na kartonach rozłożonych przy wygasłym ognisku i otoczony życiem, zaczął wpatrywać się w niebo, słuchać wymienianych czułości, życzliwych słów, obietnic wiecznej wierności... Poruszyły go, napełniały rozpaczą, bo za nimi widział tylko nieszczęście, cierpienie i ból." Jedynym rozwiązaniem jego problemu jest śmierć. Bohater pragnie jej i dąży do spotkania z nią. "Cisza. Kronika życia pewnego mordercy" to wymagająca i trudna książka. Nie zauważyłam w niej zbędnych słów oraz dialogów. Każde zdanie w tej powieści jest nasycone emocjami i wnioskami mocnego kalibru. Thomas Raab zupełnie inaczej spostrzega morderstwa, motywy, jak i odpowiedzialność tak porażających poczynań. Po przeczytaniu tego kryminału stwierdzam, że śmierć jest w znacznym stopniu "ludzka". Moim zdaniem jest to publikacja psychologiczna. Zachęcam osoby, które fascynują się trudnymi do zrozumienia poczynaniami w środowisku, gdy morderstwo goni morderstwo. Z pewnością jest godna waszej uwagi. "Czegoś, co się wypowiedziało albo usłyszało, nie można już cofnąć. Nigdy. Nawet jeśli się tego bardzo pragnie. Nie pomogą żadne zaklęcia, żadne modlitwy."
dziewczynawdresach - awatar dziewczynawdresach
ocenił na85 lat temu
13 minut Sarah Pinborough
13 minut
Sarah Pinborough
Trzynaście minut... byłaś martwa przez prawie kwadrans, a teraz musisz na nowo poskładać życie. Niemalże utonęłaś w lodowatej rzece, co przecież nie przydarza się dziewczynom takim jak Ty – najpopularniejszym w szkole, nadającym rytm wyselekcjonowanej ekipie, zawsze modnie ubranym i trwoniącym pieniądze na zachcianki. Młode kobiety, zawiadujące elitą trójcy Barbie, nie łapią chciwie powietrza w ciągu nocy, przypominając sobie jak gałęzie raniły ich ciało, a rwący nurt próbował porwać je w swoje objęcia na zawsze. Co poszło nie tak? Co pamiętasz? Co naprawdę pamiętasz?! Dlaczego inteligentny strateg i śmiała towarzyska planistka znalazła się porzucona w wodzie niemalże bez życia w samym środku nocy? “Możemy się od siebie różnić - my, trzy przyjaciółki - ale wszystkie kochamy teatr, w życiu i na scenie. Uwielbiamy szkolne przedstawienia. Tam się spełniamy.” Natasha, Jenny i Hayley. Elitarna świta - królowa szkoły i jej dwie przyboczne. Jesteś tą pierwszą, warunkiem sine qua non, przywódcą wciąż wyznaczającym trendy i podejmującym decyzje, choć przez trzynaście minut nie byłaś niczym. Wyłowiona z rzeki w ostatnim momencie, próbujesz przypomnieć sobie, jak w ogóle się tam znalazłaś. Żadnych panicznych kroków - wszak nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za doprowadzenie do niedoszłej zbrodni. Czy w ogóle jakaś była zamierzona? Licealny zamach stanu na kogoś, komu można jedynie zazdrościć? Choć... czy aby na pewno? Będąc zawsze na świeczniku; stojąc nieprzerwanie w świetle reflektorów, obnażającym wszystkie blaski i cienie, wklęśnięcia i wypukłości, piękno oraz brzydotę... również można poczuć się zmęczonym. Zmaltretowanym wieczną grą, ułudą i dostosowywaniem entej wersji siebie do tego co wypada, wolno i ludzie powiedzą. Współczuć nie można zaś komuś, kto sam wybrał a przy tym w znacznej części wykreował swój los... popełniwszy przy tym tylko jeden błąd. Trzynaście minut... “Piękny granat, ale czerń mnie przerażała. Zamknęłam oczy. Ta czerń była jeszcze gorsza - znajdowała się we mnie. W mojej głowie. Zjadała mnie. Trzynaście zakrętów na drodze. Trzynaście minut śmierci.” Pewnego dnia zniknęły Twoje piękne ciemne włosy, rozjaśnione na sztucznie platynowy blond. Wyćwiczyłaś nadprogramowe kilogramy, a posiłki przemieniły się w skubanie sałaty i przesuwanie dawniej lubianego jedzenia po talerzu. Perfekcyjna. Musisz być idealna. W końcu bez Ciebie... szkoła może i dalej by istniała, ale nie miałby kto nadawać jej rytmu i lśnić szczerozłoto jak król. Wszyscy rozstępują się przed trójką Barbie na korytarzu, zupełnie niczym woda przed pewnym biblijnym – o tak, dokładnie tak miało to wyglądać. Na to pracowałaś. Przewodzisz orszakowi, idąc po środku i o krok przed nim. Z tyłu po lewej wizualna kopia numer jeden, Jenny. Trzpiotka chichotka, mentalna idiotka, definitywnie wydymka. Idealny potakiwacz o niezaprzeczalnych walorach aparycyjnych. Cóż, każdy ma choć małą zaletę. Po prawej kroczy druga kalka imieniem Hayley – wybitne osiągnięcia w sporcie, dobre wyniki w nauce, kawałek jeszcze niezepsutego serca. Przeciwwaga tej pierwszej, bo... jako ktoś ponadprzeciętny nie lubisz się nudzić. Świat, nawet twój Barbie-świat, pełna blichtru i plastiku rzeczywistość, nie zniósłby obok siebie dwóch Jenny. Nie zawsze zresztą złożone przez Ciebie trio wyglądało w ten sposób. Dawniej zamiast prawej przybocznej na Twojej orbicie majaczyła jedynie Rebecca – pierwsza prawdziwa przyjaciółka. Taka od piaskownicy, dorastania, blasków z cieniami oraz radościo-słabości. Ta, której pozbyłaś się, jak tylko przestała wizualnie i intelektualnie pasować do kreowanego przez Ciebie obrazka; picture perfect. Becca kochająca jedzenie, swój emo-styl, niewyparzony język, czerń na głowie i niemodny makijaż do bezmetkowej odzieży. Bex, której... postanawiasz w przypływie chwili powierzyć pewną misję. A może tylko ustawić ją znów na szachownicy dokładnie tam, gdzie chciałaś. “Zawsze. To słowo ją prześladowało. Przyjaciółki na zawsze. Zawsze będę Cię kochać. Zawsze okazało się bardzo nietrwałe.” Trzynaście minut... co pamiętasz? Co tak naprawdę pamiętasz z tego czasu, kiedy mokry materiał oblepiał Twoje ciało, a spacerujący z psem mężczyzna cudem na nie natrafił i w ostatniej chwili wezwał odpowiednie służby? Kto wysłał do Ciebie wiadomość o tajemniczym spotkaniu w środku mroźnej nocy i po co to uczynił? Odmawiasz poddania się hipnozie, która mogłaby to wyjaśnić - za bardzo przypomina niedawne tonięcie. Przesłuchania dociekliwej policjantki nie rozjaśniają zaciemnionych zakamarków pamięci. Nie pomagają również sesje u psychologa, jakich wynikiem są jedynie coraz większa irytacja oraz fakt, że zaczynasz prowadzić pamiętnik. Przelewasz swoje uczucia i myśli na papier, próbując uwierzyć, że w ten sposób przypomnisz sobie wszystkie kawałki strzaskanej i prawie na wskroś tragicznej układanki. Uciekałaś przed kimś i wpadłaś do rzeki? Jakaś osoba odurzyła Cię i próbowała zamordować? Przecież dziewczyna taka jak Ty nigdy sama nie chciałby odebrać sobie życia i to w tak mało widowiskowy sposób. Kolejne strony dziennika zapisane eleganckim pismem. Artykuły w gazetach, próbujące dociec, co przydarzyło się złotej Barbie. Przyboczne – z jednej strony pomagające Ci wrócić do codzienności, lecz z drugiej zachowujące się coraz bardziej tajemniczo oraz nerwowo. Czyżby te dwie stworzone przez Ciebie istotki próbowały wybić się na niepodległość? A może to wszystko to ich sprawka? Nie ufasz już absolutnie nikomu, ze sobą samą na czele. Została Ci jedynie wiara w Rebeccę - most łączący przeszłość z teraźniejszością, po którym nigdy nie planowałaś już przejść. Niemy wyrzut sumienia; szkolny odludek, jakiego sama skazałaś na towarzyskie nieistnienie. Czy zwrócenie się do niej z pomocą jest jakkolwiek rozsądne? “Słońce świeciło jasno i (...) po raz pierwszy i ostatni w swoim krótkim, niespełnionym życiu znalazła się w jego blasku jak w świetle reflektora.” Co innego Ci pozostało? Dzienny teatr szkolny; nocny teatr cieni. Trzynaście minut śmierci. Trzynaście małych śmierci. Trzynaście wielkich ciemności zestawionych z ułudą życia. Trzynaście nieszczęsnych szczęść. “Lubię plany. Lubię szczegóły. Nie przepadam za improwizacją. Ale obie gramy w szachy. Jeśli ktoś potrafi zastawić skuteczną pułapkę, to tylko my.” Gdybym miała wskazać jednego autora, będącego moim personalnym guru, ikoną kreacji nieodkładalnych thrillerów, bez ani sekundy wahania wskazałabym pochodzącą z Anglii Sarah Pinborough - pisarkę, która nie ma na koncie ani jednej niewidowiskowej czy nieidealnej książki. Po “Co kryją jej oczy” do dziś zbieram przysłowiową szczękę z podłogi, a klepki z sufitu (piątej dalej brak),choć czytałam ją dwa lata temu. “Insomnia” w minionych 366 dniach otrzymała ode mnie ponadskalowe 12/10 punktów, łącząc w sobie niesamowity klimat, element nadnaturalności i kaskadową piramidę emocjonalną, jaką w thrillerach cenię najbardziej. Recenzowane tym razem “13 minut” rozpoczęło się wręcz zwodniczo spokojnie, zapowiadając opowieść o zbrodni, dotykającej popularną nastolatkę, która przez niespełna kwadrans pozostawała martwa. Podejrzenia względem najbliższego otoczenia, ukazanie perspektywy jej odrzuconej przyjaciółki, wstawki z przesłuchań oraz konsultacji psychologicznych... Próżno znaleźć moment, w jakim Pinborough wrzuca każdy z elementów fabuły do miksera i nastawia go na takie obroty, że po chwili wybuchają one w zupełnie innym kształcie, składającym się w kompletnie niespodziewanie odmienną całość. Podejrzewane na początku rozwiązania okazują się niemożliwe - w głowie czytającego rodzą się więc kolejne, które... też nie do końca pasują. Sarah w sposób mistrzowski gubi i myli kolejne tropy, na domiar wspaniałego szokując jeszcze samym finałem. Prosty w początkowych rozdziałach język zyskuje tajemniczej, mrocznej i poetyckiej barwy, oplatającej dusznymi mackami. Teoretycznie klarowna narracja ewoluuje z kolei w tragiczny teatr cieni. Sztukę życia, przetrwania i umierania, w jakiej próżno szukać szczęśliwych zakończeń. A może przeciwnie - tę, w której każdy dostanie to, na co zasłużył. Tylko względem kogo: pana czerni czy bieli? Pasowałby tu Shakespeare: “Świat jest teatrem – aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają” - właśnie w tym przekładzie, który jako pierwszy zwrócił moją uwagę nad polonistyczną salą gimnazjalną, na zawsze zapisując się w żyłach. Z całą mocą podtrzymuję: Sarah Pinborough jest mistrzem thrillerów. Niedoścignionym literackim wzorem mrocznych kreacji i tworzenia pełnych suspensu, widowiskowych fabuł. Mogłabym wręcz pokusić się o hasło: chcesz napisać thriller doskonały - zrób to jak Pinborough. 10/10 “Muszę się wziąć w garść. Ja nie popełniam błędów. Jestem i zawsze byłam precyzyjna. Jestem strategiem.” instagram.com/thrillerly
Thrillerly - awatar Thrillerly
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Dzikie królestwo

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzikie królestwo