Viriconium

Okładka książki Viriconium
Michael John Harrison Wydawnictwo: Mag Seria: Uczta Wyobraźni fantasy, science fiction
600 str. 10 godz. 0 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Seria:
Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału:
Viriconium
Wydawnictwo:
Mag
Data wydania:
2009-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2009-03-27
Liczba stron:
600
Czas czytania
10 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374801218
Tłumacz:
Grzegorz Komerski
Tagi:
zbiór opowiadań fantasy
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
148 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1382
748

Na półkach:

Kolejna pozycja z UW, po Welinie i Atramencie Duncana której nie skończę. Po stu stronach uznałem, że to bez sensu.

Przeczytałem pierwsze krótkie opowiadanie - Rycerze Viriconium - z rozczarowaniem. Jedyną jego zaletą mogłaby być atmosfera łotrzykowsko-arystokratycznej dekadencji. W sumie fajne. Tyle, że reszta składowych leży i kwiczy. Fabuła w zasadzie zupełnie nijaka, opowieść nie bardzo wiadomo po co i o czym, bez jakiej wewnętrznej koherencji. Postacie histerycznie teatralne, bez logiki. Konstrukcja psychologiczna, motywacje kompletnie nieogarnięte. I na koniec język. Niepoukładany, kanciasty, niezgrabny, ale dobra, jakoś może i by się człowiek przedarł, gdyby opowieść była sprawnie przedstawiona. Ale coś pod kopułką zaczęło mi pomrygiwać na pomarańczowo, jednocześnie pobrzękując. Coś jak skrzyżowanie alarmu przeciwpożarowego z lampką check engine na desce auta.

Gdy zacząłem drugi fragment Viriconium, nowelę Pastelowe Miasto, alarmy rozkrzyczały się już po kilku stronach. Poszukałem oryginału, The Pastel City, i włos zaczął mi się jeżyć. Pomijając masę błędów i niezgrabności językowych, które rzucały się w oczy i o których mówiłem wcześniej, okazało się, że tłumacz - Grzegorz Komerski - dokonał gigantycznej hucpy. Bo on nie jest tłumaczem ale, jak sądzę, operatorem automatu tłumaczącego, z komunikatywnym poziomem znajomości języka angielskiego.

Zdania tworzone przez pana Komerskiego, często przedstawiają zupełnie nowe treści w stosunku do tego co napisał autor, a w skrajnych, co nie znaczy, że rzadkich, przypadkach, wychodzą z tego kompletne brednie. Co ciekawe, niektóre akapity oryginału zostały zupełnie pominięte i nie ma ich w ogóle w wersji polskojęzycznej. Pomijając oczywisty fakt utraty pewnych treści, późniejsze odwołania, czy założenia autora, że czytelnik wie o czym mowa, powodują uczucie źle napisanego tekstu. Zupełnie nie z winy autora.

Żeby nie być gołosłownym, jeden przykład na poparcie. Jeden, bo nie mam chęci na taką zabawę w szerszym zakresie, a kto będzie miał ochotę, sam łatwo sprawdzi powszechność tego stanu rzeczy.

Brzmienie oryginalne:

"And with that, Tomb the dwarf, as nasty a midget as ever hacked the hands off a priest, did a little complicated shuffle of triumph round his victim, cackling and sniggering like a parrot."


Tłumaczenie Komerskiego:

"To powiedziawszy, karzeł Trup, nieznośny jak zawsze, odrąbał kapłanowi ręce, zatańczył jakiś zawiły taniec zwycięstwa wokół swej ofiary, gadając przy tym i skrzecząc niczym papuga."


Pierwszą zastanawiającą rzeczą jest fakt, że ani przed tym fragmentem ani po nim, nie ma w opowieści żadnego kapłana któremu można by cokolwiek odrąbać. O ile większość zafałszowań trudno rozpoznać na pierwszy rzut oka, bo nie są w tak oczywisty sposób sprzeczne z resztą tekstu, tak tu mamy rzecz ewidentną. A teraz w czym problem.

Komerski popełnia kilka błędów.
Pierwszy dotyczy słowa midget. Pierwsze tłumaczenie jakie wyrzucają słowniki w tym przypadku to karzeł. I to mu się zgrało z dwarfem, więc szczęśliwy pobiegł dalej. Tyle, że słowo midget oznacza również małą, irytującą muszkę. I to jest wersja na która należało postawić.
Drugi dotyczy słowa hack off. Czasownikowe, najpopularniejsze, znaczenie słowa hack oznacza rżnąć, rąbać co w połączeniem z off i rękami kapłana znowu spasowało mu się perfekcyjnie. Odrąbał je i po sprawie. Tyle, że nie. Moim zdaniem mamy tu pewną zgrywająca się dwuznaczność zgrabnie wykorzystaną przez Harrisona. Raz, że zwrot to hack sb off oznacza wkurzenie kogoś a dwa samo to hack to włamać się, przedrzeć się, dać radę.

W efekcie sens zdania wygląda w ten sposób, że karzeł zachwycony własną wypowiedzią, odtańczył jakiś chaotyczny taniec, który sprawiał wrażenie podobne do chaotycznej trajektorii i gwałtowności ruchów muszki, która (to już poezja odharrisonowa) wyartykułowała w ten sposób radość jakiej dostarczyło jej udziabanie w rękę kapłana powodując jego wkurzenie.

Być może ręka (ręce) akurat kapłana ( The Hands of a Priest) mają jakieś idiomatyczne lub kulturowe znaczenie w anglosaskim świecie, o czym nie wiem, a co mogłoby uzasadnić użycie akurat rąk kapłana w roli ofiary muszki. To już jednak aspekt poboczny i mniej istotny.

Seria Uczta Wyobraźni pod względem poligraficznym jest dopieszczona i elegancka. Aż miło brać te książki do ręki. Szkoda jednak, że MAG, pomiędzy tak pierwszorzędne okładki włożył tak strasznego bubla. Zadziwiające jest, że wydawca który uczynił z tej serii produkt prestiżowy, podchodzi z taką nonszalancją i lekceważeniem do merytorycznej strony zagadnienia. W miejsce tłumacza zatrudniony został, pewnie tani, nieudolny amator. Później nikt tego bubla nie sprawdził, osoba zajmująca się redakcją pewnie wzięła pieniądze nawet nie czytając tekstu. Gdyby choć jedna osoba w wydawnictwie wykazała choć odrobinę zainteresowania jakością samego tekstu nie dałoby się takiego dziadostwa przepchnąć do druku.

Być może Harrison jest trudnym autorem, ale wydawnictwo zmasakrowało jego pracę. Poniższa ocena odnosi się głownie do pracy wydawnictwa. Harrison miał tu niewiele do powiedzenia. W takiej sytuacji, niestety nie widzę sensu dalszej lektury.

0/10

Kolejna pozycja z UW, po Welinie i Atramencie Duncana której nie skończę. Po stu stronach uznałem, że to bez sensu.

Przeczytałem pierwsze krótkie opowiadanie - Rycerze Viriconium - z rozczarowaniem. Jedyną jego zaletą mogłaby być atmosfera łotrzykowsko-arystokratycznej dekadencji. W sumie fajne. Tyle, że reszta składowych leży i kwiczy. Fabuła w zasadzie zupełnie nijaka,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1010
474

Na półkach: , , ,

Żyjemy szybko. Trzeba szybko się umyć, szybko zjeść, szybko lecieć do pracy, szybko, szybko, szybko. Czasem coś nas najdzie i decydujemy się na chwilę spokoju, może nawet i autorefleksji nad stylem życia. Tylko po to, aby już następnego dnia znowu wszystko szybko, szybko, szybko.

Szybko również czytamy. Książka musi być cienka (aby się nie znudziła), musi być dużo dialogów (aby szybko się czytała), a przez opisy można przelecieć wzrokiem, aby znaleźć kolejne dialogi (a co to? jakieś "Nad Niemnem"?). "Viriconium" - pomijając fakt, że to nie jest książka dla każdego - wymaga czasu i skupienia. Tylko wtedy można delektować się każdym słowem i próbować wyobrazić sobie to, co Autor pragnie nam przedstawić. Styl Harrisona nie jest łatwy (wręcz jest trudny) i wymaga pełnego zaangażowania. Ale jak się zaangażować, jeżeli szybko, szybko, szybko? No cóż, właściwej odpowiedzi nie ma. Jest tylko miłość do słowa pisanego.

Żyjemy szybko. Trzeba szybko się umyć, szybko zjeść, szybko lecieć do pracy, szybko, szybko, szybko. Czasem coś nas najdzie i decydujemy się na chwilę spokoju, może nawet i autorefleksji nad stylem życia. Tylko po to, aby już następnego dnia znowu wszystko szybko, szybko, szybko.

Szybko również czytamy. Książka musi być cienka (aby się nie znudziła), musi być dużo dialogów...

więcej Pokaż mimo to

avatar
704
46

Na półkach:

"Viriconium" stanowi powieść, która tuż po przeczytaniu "Skrzydlatego sztormu" (jednej z mikropowieści zbioru) zniechęca, wydaje się nazbyt patetyczna i przerysowana. "Viriconium" to historia, która tuż po przeczytaniu całości... wydaje się czymś niezwykłym, odmiennym, złożonym i przepełnionym wartościami. I mimo że Harrison posiada raczej ciężkie pióro, to nakreśla obraz jednego z najpierwszych w orginalności światów przedstawionych, tworzy monumentalnych herosów, zaskakuje kunsztem opisów - czasami nieco zbyt rozwlekłych, acz za sugestywnych i pełnych. Poza tym to współczesny klasyk, a chociaż magii w nim tyle, co nic, to oczarowuje w pełni (ale wyłącznie po zapoznaniu się z całością).

"Viriconium" stanowi powieść, która tuż po przeczytaniu "Skrzydlatego sztormu" (jednej z mikropowieści zbioru) zniechęca, wydaje się nazbyt patetyczna i przerysowana. "Viriconium" to historia, która tuż po przeczytaniu całości... wydaje się czymś niezwykłym, odmiennym, złożonym i przepełnionym wartościami. I mimo że Harrison posiada raczej ciężkie pióro, to nakreśla obraz...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
3858
1945

Na półkach: ,

Viriconium urzeka.
Jest to świat tuż za granicą naszego poznania,że zdaje się,że wystarczy sięgnąć.

Mamy tu połączenie typowej fantasy czyli królowe,spiski,magia,szermierze,a z drugiej strony sf,latające maszyny,egzoszkielety i miecze energetyczne.

Jest to świat który umiera,chyli się ku upadkowi,to tęsknota za dawno utraconym dziedzictwem które minęło bezpowrotnie.Jedyne co pozostało to wola przetrwania i wątła nadzieja,że może jednak się uda.


Priorytety są różne,a Uczta Wyobraźni i Viriconium są jednymi z nich.

Polecam.

Viriconium urzeka.
Jest to świat tuż za granicą naszego poznania,że zdaje się,że wystarczy sięgnąć.

Mamy tu połączenie typowej fantasy czyli królowe,spiski,magia,szermierze,a z drugiej strony sf,latające maszyny,egzoszkielety i miecze energetyczne.

Jest to świat który umiera,chyli się ku upadkowi,to tęsknota za dawno utraconym dziedzictwem które minęło bezpowrotnie.Jedyne...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1569
177

Na półkach:

Autor stworzył niesamowity klimat, na pograniczu jawy i snu. Trudno doszukać się tu logiki, ale tak właśnie ma być. Fabuła czasem wciąga, czasem się trochę dłuży. Nie jest lekka i łatwa, ale pozostawia coś po przeczytaniu, nie zapomina się o niej od razu. Nie każdemu poleciłabym tę książkę. Rzeczywiście uczta i jednocześnie wyzwanie dla wyobraźni.

Autor stworzył niesamowity klimat, na pograniczu jawy i snu. Trudno doszukać się tu logiki, ale tak właśnie ma być. Fabuła czasem wciąga, czasem się trochę dłuży. Nie jest lekka i łatwa, ale pozostawia coś po przeczytaniu, nie zapomina się o niej od razu. Nie każdemu poleciłabym tę książkę. Rzeczywiście uczta i jednocześnie wyzwanie dla wyobraźni.

Pokaż mimo to

avatar
927
54

Na półkach: , , , , , ,

Fantastyka tworzona przez M. J. Harrisona zdążyła zapracować na miano nieszablonowej
i niełatwej w odbiorze literatury. Lektura „Viriconium” może tylko ugruntować takie opinie, ale po kolei.
Wydana w ramach „Uczty Wyobraźni” książka jest zbiorem historii związanych z tytułowym miastem. Znajdziemy tutaj teksty różniące się znacznie długością, stylistyką czy tempem akcji ale Viriconium zawsze jest wspólnym mianownikiem dla wszystkich utworów.
Próg wejścia książki jest stosunkowo niewysoki, szczególnie jak na Harrisona. Teksty otwierające książkę, włączając pierwszy dłuższy fragment czyli „Pastelowe miasto” są bardzo przyjemne
w odbiorze Brytyjczyk serwuje nam swoisty miszmasz gatunkowy krzyżujący fantastykę naukową z motywami klasycznymi dla heroic fantasy. Kreacja bohaterów jak i otaczającego ich świata stoi tutaj na wysokim poziomie i trudno w tym momencie uwierzyć, że obcujemy z lekturą uznawaną za nieprzystępną. Wszystko zmienia się w momencie kiedy przychodzi nam zmierzyć się
z najdłuższym tekstem w całym zbiorze (~200 stron) czyli ze „Skrzydlatym Sztormem”. Rozgrywające się kilkadziesiąt lat po „Pastelowym mieście” opowiadanie (a może to już mini-powieść?) jest kwintesencją tego do czego zdolny jest Harrison. Akcja zwalnia tutaj znacznie za to warstwa językowa zmienia się w rozbudowany do granic rozsądku twór z sadystycznym zacięciem testujący naszą cierpliwość. Nie ulega wątpliwości, że autor jest niesamowicie zdolnym malarzem używającym słów i naszej wyobraźni zamiast pędzla i płótna. Rozbudowane, niesamowicie plastyczne opisy początkowo zachwycają czytelnika by z czasem zacząć go męczyć. Wyobraźcie sobie sytuację, w której ktoś umieścił Was w gęstej mazi powodującej, że każdy krok wymaga od Was znacznego wysiłku. Przesuwacie się z mozołem do przodu obserwując jednocześnie fantastyczny, zapierający dech w piersi krajobraz rozciągający się wokół Was. Dokładnie tak czułem się podczas czytania tej części książki. Jestem skłonny uwierzyć, że to właśnie w tym momencie sporo mniej tolerancyjnych czytelników porzuciło lekturę. Kolejne teksty zawarte w zbiorze są zresztą tylko nieco bardziej przystępne jednak autor zastosował kilka ciekawych zabiegów jak np. umieszczenie akcji w świecie alternatywnym gdzie miasto nazywa się Uroconium. Ostatnim tekstem jest historia człowieka poszukującego przejścia do Viriconium z „naszego świata”. Autor świetnie bawi się tutaj konwencją czyniąc lustro jednym z głównych gadżetów tekstu.
Nie będę ukrywał, „Viriconium” nie zostało i nie zostanie ulubioną książką choć w żadnym wypadku nie uważam żeby czas poświęcony lekturze był stracony. Bardziej jednak do gustu przypadł mi, czytany wcześniej, cykl o Trakcie Kefahuchiego. Jestem jednak przekonany, że wśród koneserów fantastyki znajdą się tacy, którzy prozę Brytyjczyka będą wielbić ponad wszystko inne.

Fantastyka tworzona przez M. J. Harrisona zdążyła zapracować na miano nieszablonowej
i niełatwej w odbiorze literatury. Lektura „Viriconium” może tylko ugruntować takie opinie, ale po kolei.
Wydana w ramach „Uczty Wyobraźni” książka jest zbiorem historii związanych z tytułowym miastem. Znajdziemy tutaj teksty różniące się znacznie długością, stylistyką czy tempem akcji ale...

więcej Pokaż mimo to

avatar
206
8

Na półkach: , ,

Trudny zbiór opowiadań i trudny do ocenienia. Oprócz opowiadań wciągających w pełni do swojego świata, znajdują się też takie po których można jedynie się zastanawiać, po co te słowa zostały napisane. Postaci, symbole, historie przeplatają się i zmieniają - kojarzenie ich ze sobą stanowi intelektualną przyjemność, jednak jeśli ktoś oczekuje, że pod koniec tomu zostanie to wszystko połączone w całość, zapewne się zawiedzie (choć być może to ja nie jestem wystarczająco inteligentna). Do zalet należy z całkowitą pewnością język książki, w plastyczny sposób odmalowujący Zmierzch świata, miłość do Miasta oraz ludzi i przyrodę - wciąż niepoddających się beznadziei i zniszczeniu.

Trudny zbiór opowiadań i trudny do ocenienia. Oprócz opowiadań wciągających w pełni do swojego świata, znajdują się też takie po których można jedynie się zastanawiać, po co te słowa zostały napisane. Postaci, symbole, historie przeplatają się i zmieniają - kojarzenie ich ze sobą stanowi intelektualną przyjemność, jednak jeśli ktoś oczekuje, że pod koniec tomu zostanie to...

więcej Pokaż mimo to

avatar
757
160

Na półkach: , , ,

Bardzo mnie ta książka załamała, zniechęciła na długo do new weird, a do dziś - do samego autora (dość powiedzieć, że jestem skłonna zaryzykować każdą książkę z serii Uczta Wyobraźni... o ile nie napisał jej Harisson). Przerost formy nad treścią, dekoracyjna wydmuszka, śliczny język i skrupulatnie opisane realia... tylko pod nimi nie ma nic. Zero pomysłu, jeśli już pojawia się fabuła, jest szczątkowa i właściwie nic z niej nie wynika. Bardzo to smutne, bo seria Uczta Wyobraźni ma promować fantastykę niebanalną i ambitną... "Viriconium" jest niebanalne, być może jest też ambitne, ale w mojej opinii na pewno jest nudne i zwyczajnie słabe.

A wypada zaznaczyć, że lubię gęste, trudne lektury, nieoczywistą fantastykę i językowy artyzm. Tylko że akurat "Viriconium" wydało mi się przegadaną "sztuką dla sztuki"

Bardzo mnie ta książka załamała, zniechęciła na długo do new weird, a do dziś - do samego autora (dość powiedzieć, że jestem skłonna zaryzykować każdą książkę z serii Uczta Wyobraźni... o ile nie napisał jej Harisson). Przerost formy nad treścią, dekoracyjna wydmuszka, śliczny język i skrupulatnie opisane realia... tylko pod nimi nie ma nic. Zero pomysłu, jeśli już pojawia...

więcej Pokaż mimo to

avatar
705
405

Na półkach:

przedziwna

przedziwna

Pokaż mimo to

avatar
193
186

Na półkach: ,

Dobry zbiór opowiadań niestety widać ,że napisany dawno czasami zmuszałem się do przeczytania kolejnych stron .Dla wytrwałych:)

Dobry zbiór opowiadań niestety widać ,że napisany dawno czasami zmuszałem się do przeczytania kolejnych stron .Dla wytrwałych:)

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Michael John Harrison Viriconium Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd