Cena nierówności. W jaki sposób dzisiejsze podziały społeczne zagrażają naszej przyszłości.

Okładka książki Cena nierówności. W jaki sposób dzisiejsze podziały społeczne zagrażają naszej przyszłości.
Joseph E. Stiglitz Wydawnictwo: Krytyka Polityczna biznes, finanse
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
biznes, finanse
Wydawnictwo:
Krytyka Polityczna
Data wydania:
2015-11-27
Data 1. wyd. pol.:
2015-11-27
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364682803
Tłumacz:
Robert Mitoraj
Tagi:
ekonomia polityka kryzys globalizacja
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Błąd pomiaru. Dlaczego PKB nie wystarcza. Jean-Paul Fitoussi, Amartya Kumar Sen, Joseph E. Stiglitz
Ocena 1,0
Błąd pomiaru. ... Jean-Paul Fitoussi,...
Okładka książki Na Krawędzi: Opowieści o Kryzysie Niall Ferguson, Joseph E. Stiglitz, praca zbiorowa
Ocena 6,3
Na Krawędzi: O... Niall Ferguson, Jos...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
55 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
556
471

Na półkach: , ,

Mieć czy być - ekonomia nierówności

"To jest Ameryka
To słynne USA
To jest kochany kraj
Na ziemi raj/Prawdziwy raj"(*)

Pomijając solidną dawkę 'branżowych' faktów ekonomicznych, wobec których jestem ignorantem, "Cena nierówności. W jaki sposób dzisiejsze podziały społeczne zagrażają naszej przyszłości?" dała mi sporo bezcennych podstaw o współczesnej ekonomii i chyba umocniła w przekonaniu o sensowności wyznawanych przez siebie poglądów o 'dobrej polityce gospodarczej'. Joseph Stiglitz pomógł mi poukładać w głowie pewne obserwacje świata relacji ekonomicznych, które populistycznie meandrują od 'wolnorynkowej korpo-finansjery' przez 'progresywny socjalny fiskalizm' po 'kolektywny komunizm'. Kluczem do wyboru odpowiedniej myśli ekonomicznej dla Noblisty jest fundamentalna wartość pracy zarobkowej i patologia rentierskiej dominacji bogatej mniejszości 'trzymającej władzę' w kapitalizmie. Analizując przyczyny, przebieg i konsekwencje kryzysu z lat 2007-2008, zabiera czytelnika w świat pełen obłudy, chciwości, pozoru i wyzysku dla jednych, zwykłego braku życiowych perspektyw dla drugich. To jest Ameryka.

Może na początek, czym książka nie jest. "Cena nierówności" nie jest formalnym traktatem. Nie jest usystematyzowanym źródłem wiedzy o gospodarce kapitalistycznej czy przeglądem 'plusów i minusów' konkretnej myśli ekonomicznych. Za to jest świetną analizą współczesnej Ameryki (stan na 2012), jako państwa zmierzającego w złym kierunku. Opowiadając o błędnym koło trzech elementów: system polityczny-gospodarka-nierówności, pokazuje Stiglitz mechanizm samonapędzającej się patologii, w której najbogatszy 1% obywateli USA wywalczył przesadny wpływ na każdą (cenną materialnie) sferę relacji społecznych, a co ważniejsze przyczynił się do redefinicji podstaw zasad ekonomicznych (str. 15):

"W zglobalizowanym świecie tworzenie wartości rynkowej stało się czymś zupełnie niezależnym od tworzenia miejsc pracy."

Profesor właściwie bez niedomówień oskarża polityków, prawników, lobbystów, sektor finansowy, korporacje i bank centralny o zaplanowane, wieloletnie wykorzystywanie wszystkich możliwych instrumentów do podporządkowania i uzależnienia obywateli od najzamożniejszej grupy Amerykanów. System wyborczy, prawo pracy i przepisy podatkowe sprawiły, że od czasów Reagana równość szans w tej kolebce nowożytnej demokracji zdewaluowała się do podrzędnej roli wobec oczekiwań finansistów. Sam, jako doradca demokratycznych prezydentów, uczestniczył w polityce gospodarczej USA i nie wszyscy decydenci w jego opowieści odpowiadają za galopujące nierówności w dochodach. Sugestywnie analizując kolejne składniki niesprawiedliwości - rynek kapitałowy, drenaż budżetu, anty-demokratyczne zapędy czy prawne machinacje, konkluduje, że obecnie mityczny 'wolny rynek' jest z reguły fikcją i alibi dla bogatych w chwilach konfrontacji z pozostałymi 99% procentami (np. z ruchem Okupuj Wall Street). Opisane przyczyny i przebieg kryzysu 2007-2008 z finansowymi premiami i wsparciem federalnym, podsumował bardzo obrazowo przywołując emocjonalny bon-mot jednego z ekonomistów (str. 404):

"King stwierdził wprost, że skoro te banki są zbyt duże, by upaść, to są zbyt duże, by istnieć."

Sam kryzys jest oczywiście jedynie środkiem (a raczej źródłem świetnych przykładów) do opowiedzenia historii przemian w kapitalizmie ostatnich dekad, przywołania dobrych i złych polityk gospodarczych kolejnych administracji i pokuszenie się (w ostatnim rozdziale) o garść propozycji naprawy systemu. Skierowane w Miltona Freidmana i jego szkołę otrze krytyki (str. 124, 506) odsłania prawdziwe intencje finansjery z frazesami dla 'gawiedzi' i ukrytym celem wynikającym z niepohamowanej chciwości. Twierdzi ekonomista, że teoria skapywania nie realizuje się w rzeczywistości, a wzrost PKB stał się złotym cielcem makroekonomii. Wypaczony sens prywatnych usług publicznych (ubezpieczenia, służba zdrowia, szkolnictwo) zbyt często stanowi w istocie środek do transferów z budżetu pieniędzy do prywatnych kieszeni, czyli zawoalowaną kradzież. W związku z tym, dla Stiglitza bardzo atrakcyjnym staje się w pewnych elementach model europejski (z reguły skandynawski), gdzie państwo nie jest 'dojną krową' dla molochów korporacyjnych. Nie wyczułem w tym przekonaniu tęsknoty za europejską socjalna odmiennością. Profesor dość subtelnie wybiera dobre rozwiązania Starego Kontynentu i krytykuje złe (np. ma dość ciekawe przekonania o mechanizmach kryzysu greckiego). Świetnie podsumowując utrwalone mity finansjery (str. 372-380), przygotowuje czytelnika na zestaw radykalnych diagnoz kondycji świata gospodarczego z globalizacją, która zaoferowała 'tuzom finansjery' nowe pole do rozbudowy społecznej inżynierii napędzającej nierówność. Po ciekawej analizie planu naprawczego, przedstawionego w podsumowaniu książki, zrozumiałem istotę alarmistycznego tonu Stiglitza. Chodzi o uczciwość, którą narracja kapitalistów ośmieszyła stworzoną nowomową mającą przekonać ubożejącą klasę średnią i biedotę o nieuchronności wynikania: równość ==>wolny rynek. A jeżeli ktoś całe życie pozostał bucybutem, to znaczy, że nie wykorzystał szansy i sam jest sobie winien. W takim modelu 'wolny rynek' (z dotacjami, transferami, poduszkami budżetowymi dla nietrafionych inwestycji prywatnych, ulgami podatkowymi anihilującymi formalną progresję podatkową, derywatami, przewagą prawną udzielającego kredyty hipoteczne,...) jest fikcją służącą najbogatszym. Ekonomia, jako nauka humanistyczna, ma obowiązek spełniać inne cele, niż zapewnianie: rosnących słupków kwartalnych dla zarządu, środków na lobbing polityczny, mechanizmów przejmowania za bezcen aktywów państwowych czy zabezpieczeń budżetowych na nietrafione inwestycje. Sukces społeczeństwa w rozumieniu ekonomicznym, to zdecydowanie coś więcej, niż zadowolenie managerów z Wall Street (str. 452):

"Wiele razy podkreślam w tej książce, że liczy się nie tyle wzrost, ile rodzaj wzrostu (czy też, jak to się niekiedy mówi, jego jakość). Wzrost, który prowadzi do powszechnego pogorszenia się sytuacji materialnej, na którym cierpi jakość naszego środowiska, a ludzie doświadczają lęku i poczucia wyobcowania, nie jest rodzajem wzrostu, o jaki powinniśmy zabiegać."

Prawica polityczna USA, której w książce się nieźle dostało, zapewne okrzyknęłaby główne jej tezy, jako populistyczne. Sam powyższy cytat może być przez nią wprost wyśmiany, jako naiwność 'lewicujących ekonomistów'. Przykłady Stiglitza są jednak dla mnie wymowne, zasadniczo trafne (na mój rozum niewyrobiony ekonomicznie) i w intencji oskarżycielskie wobec dominującej w praktyce myśli finansowej USA. Rozbudowane i bardzo ciekawe przypisy stanowią kopalnię uzupełnień, uzasadnienie kontrowersyjnych twierdzeń i poszerzoną dyskusję nad zapleczem styku polityka-finansjera w wydaniu amerykańskim. Czerpiąc również z zebranych danych Piketty'ego ("Cena nierówności" powstała mniej więcej rok przed premierą "Kapitału w XXI wieku"), przywołuje Noblista sporo liczb, które wspierają mocno zasadniczą diagnozę (z marginesem na założenie, że nie są tendencyjnie dobrane). "Cena nierówności" okazała się tekstem 'na granicy mojej pojmowalności materii ekonomicznej'. Zapewne student ekonomii z przyjemnością (wynikającą ze stopnia formalnej zawiłości zastosowanych technikaliów języka branżowego) zapozna się z przesłaniem pracy, nawet jeśli inaczej postrzega współczesne problemy gospodarcze.

Właściwie mam jeden zarzut do autora, który wywodzę z 'pozaekonomicznych' obserwacji kondycji świata. Moja niezgoda tkwi w domyślnym zanurzeniu ekonomii w imperatywie nieskończonych zasobów do realizacji popytu-podaży. Ludzi jest dużo (za dużo), mają wygórowane oczekiwania energetyczne, od kilku dekad stanowią 'kreatora środowiska naturalnego' i, według mnie, nie mają podstaw (wynikających z obecnego technicznego zaplecza i sposobu inwestowania w plany na przyszłość) do estymacji wzrostu w odległe rejony przyszłości. Stiglitz wielokrotnie buduje wizję ozdrowieńczego ekonomicznego zwrotu na przekonaniu o potrzebie dbania o napędzanie popytu (np. str. 380, 387, 451). Jeśli w krytyce patologicznego sposobu dystrybucji dóbr widzi słusznie źródło napięć, to jednocześnie przemilcza unoszące się nad tym wszystkim więzy, które są nieczułe na zasługi, potrzeby, tęsknoty i typowo ludzkie emocje i aktywności.

BARDZO DOBRE - 8/10

=======
* Refren piosenki "Ameryka" Aleksandra Jellina i Ludwika Szmaragda, spopularyzowanej przez Zenona Jarugę i Mieczysława Fogga tuż po drugiej Wojnie Światowej.

Mieć czy być - ekonomia nierówności

"To jest Ameryka
To słynne USA
To jest kochany kraj
Na ziemi raj/Prawdziwy raj"(*)

Pomijając solidną dawkę 'branżowych' faktów ekonomicznych, wobec których jestem ignorantem, "Cena nierówności. W jaki sposób dzisiejsze podziały społeczne zagrażają naszej przyszłości?" dała mi sporo bezcennych podstaw o współczesnej ekonomii i chyba...

więcej Pokaż mimo to

17
avatar
29
4

Na półkach:

W kwestii problemu nierówności książka wnosi niewiele, a sam autor - pomimo słusznych intencji i trafnie stawianej diagnozy - zdaje się nie być najlepszym pisarzem pozycji popularnonaukowych. Pomimo współdzielenia licznych poglądów, nieco boli czytanie populistycznych frazesów i rzucanych raz po raz tych samych chwytliwych haseł przez taki autorytet w dziedzinie ekonomii.
Dla osób niezaznajomionych z tematem nierównej dystrybucji dochodów książka może oczywiście rzucić na niego nieco światła, jednak nie uczyni tego w sposób kompletny, jak choćby "Kapitał w XXI wieku" Piketty'ego.

Największym mankamentem jest jednak samo jej wydanie i tu Wydawnictwo Krytyki Politycznej (poza całkiem niezłą oprawą) popełniło kilka niewybaczalnych błędów. Po pierwsze korekta - seria ekonomiczna przyzwyczaiła już do wielu zaniedbań w tym obszarze, jednak w tej pozycji liczba błędów wszelkiej maści (językowe, ortograficzne, interpunkcyjne itd.) bije chyba wszelkie rekordy. Po drugie umieszczenie przypisów na końcu książki to sprawienie prawdziwej udręki czytelnikowi, który musi czytać ją albo z palcem w środku, bądź też dwiema zakładkami. Po trzecie brak wykazu literatury na końcu to duże utrudnienie do dalszej pracy z książką po jej przeczytaniu.

Mimo niskiej oceny na którą składają się powyższe aspekty należy podkreślić, że niesie ona wartościowy przekaz i można z niej wyciągnąć sporo ciekawych argumentów. Z przykrością trzeba jednak stwierdzić, że suma jej wad przyćmiewa nieco ten fakt i może zrazić już na jej początku zarówno czytelnika dobrze zaznajomionego z tematem (myślę, że to w szczególności), jak i osobę, która po raz pierwszy sięga po literaturę o nierównościach dochodowych (tu warto o lepszy wybór, aby nie zrazić się do tego ciekawego i ważnego obszaru nauk społecznych).

W kwestii problemu nierówności książka wnosi niewiele, a sam autor - pomimo słusznych intencji i trafnie stawianej diagnozy - zdaje się nie być najlepszym pisarzem pozycji popularnonaukowych. Pomimo współdzielenia licznych poglądów, nieco boli czytanie populistycznych frazesów i rzucanych raz po raz tych samych chwytliwych haseł przez taki autorytet w dziedzinie ekonomii....

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
672
13

Na półkach:

Książka napisana bardzo przystępnym językiem, jednak nie sposób nie ostrzec o jednej rzeczy - są tu przedstawione dość zaawansowane zagadnienia ekonomiczne i bez wcześniejszej wiedzy w tej dziedzinie można mieć trudności w zrozumieniu niektórych fragmentów. Co prawda na początku autor wyjaśnia wiele podstawowych zagadnień, jednak nawet jeśli je przyswoimy to książka może nie być łatwa w odbiorze. Jednakże, gdy pominiemy te problemy, trzeba przyznać, że sam język jest bardzo przystępny i logiczny, łatwo jest wychwycić i tak, jak to było w moim przypadku, zanotować konkretne mechanizmy które się pojawiają. Warto przed czytaniem wiedzieć dwie rzeczy - po pierwsze głównym tematem książki są nierówności, ale autor pisze prawie wyłącznie z perspektywy Stanów Zjednoczonych. Drugą rzeczą jest fakt, że jest to książka głównie o ekonomii nierówności, więc na próżno tam szukać rozwiniętych analiz społecznych aspektów tego zjawiska, chociaż takie się też pojawiają. Jednak zawsze podstawą jest ekonomia i troszkę niżej, ale również ważna dla autora polityka. Z wrażeń estetycznych mogę powiedzieć, że czyta się dużo przyjemniej i łatwiej, niż na przykład książki Piketty'ego. Osoby skupiające się na tylko tej książce i nie planujące czytać dalej nic w tym temacie ostrzegam - sporą część książki, nie dla każdego jednak aż tak ważną stanowią przypisy (ponad 150 stron z 600), które nie każdy musi chcieć przeczytać, jednak stanowią bardzo dobry punkt wyjścia do dalszego zagłębiania się w tematykę.

Książka napisana bardzo przystępnym językiem, jednak nie sposób nie ostrzec o jednej rzeczy - są tu przedstawione dość zaawansowane zagadnienia ekonomiczne i bez wcześniejszej wiedzy w tej dziedzinie można mieć trudności w zrozumieniu niektórych fragmentów. Co prawda na początku autor wyjaśnia wiele podstawowych zagadnień, jednak nawet jeśli je przyswoimy to książka może...

więcej Pokaż mimo to

3
Reklama
avatar
64
7

Na półkach:

Stiglitz pisze o bardzo ważnych rzeczach i ma na poparcie swoich tez dużo argumentów. Ale...

pisze o tym w taki sposób, że ciężko było mi dobrnąć do końca. Autor często się powtarza. Książka mogłaby być 5 razy krótsza i nie straciłaby na treści.

Generalnie jeśli komuś nie zależy na tonie argumentów za danymi tezami i wystarczy mu ogólne zrozumienie treści, to polecam internetowe artykuły o problemie nierówności.

Stiglitz pisze o bardzo ważnych rzeczach i ma na poparcie swoich tez dużo argumentów. Ale...

pisze o tym w taki sposób, że ciężko było mi dobrnąć do końca. Autor często się powtarza. Książka mogłaby być 5 razy krótsza i nie straciłaby na treści.

Generalnie jeśli komuś nie zależy na tonie argumentów za danymi tezami i wystarczy mu ogólne zrozumienie treści, to polecam...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
94
13

Na półkach:

Kilka bardzo ciekawych obserwacji, kilka słusznych wniosków, ale wszystko niestety przysypane zdecydowanie zbyt wieloma słowami. Powtarzające się wątki stają się nużące, jak zauważył jeden z komentujących.
Momentami książka przybiera ton politycznego pamfletu na Partię Republikańską, tracąc powagę, którą mogłoby jej nadawać nazwisko autora. Nie brakuje również momentów, w których jednostronna i dosyć wątpliwa interpretacja zjawisk zostawiona jest bez porządnej argumentacji.
Na pewno są fragmenty, z którymi warto się zapoznać i do których warto wrócić, ale książka jako całość poniżej oczekiwań.

Kilka bardzo ciekawych obserwacji, kilka słusznych wniosków, ale wszystko niestety przysypane zdecydowanie zbyt wieloma słowami. Powtarzające się wątki stają się nużące, jak zauważył jeden z komentujących.
Momentami książka przybiera ton politycznego pamfletu na Partię Republikańską, tracąc powagę, którą mogłoby jej nadawać nazwisko autora. Nie brakuje również momentów, w...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
66
44

Na półkach:

Książka wyjaśniająca świat. Otwierająca oczy. Pozwalająca zrozumieć, że neoliberalny świat w którym przyszło nam żyć, został zaprojektowany przez elitę bankierów i prezesów korporacji tak, by to im żyło się dobrze, nie zwykłym ludziom - 1% społeczeństwa trzyma majątek wielokrotnie większy niż majątek pozostałych 99% społeczeństwa.
Stiglitz prostym językiem dekonstruuje powtarzane przez kapitalistów slogany, na przykład takie, że "prezesi muszą dużo zarabiać, bo dużo ryzykują" - globalny kryzys wywołany został przez bankierów, ale to oni skorzystali na pomocy państwa, a nie ludzie którzy stracili przez nich swoje domy. Książka opisuje mechanizmy współdziałania władzy i pieniędzy, lobbingu, zwykłych kłamstw i kłamstw wyrafinowanych, i obala wiele powtarzanych na codzień neoliberalnych mitów (np. ten o "skapywaniu" kapitału z bogaczy na ubogich).

Natomiast poza mocną treścią jest łyżka dziegciu: ktoś kto tę książkę przygotowywał - Krytyka Polityczna - powinien dostać z laczka ;) Dużo literówek, dużo pomyłek w tłumaczeniu, które na szczęście często da się wychwycić, bo nie pasują do sensu akapitu. Czarę goryczy przelewają przypisy na końcu książki - i to przypisy w których jest drugie tyle treści.... mechanika czytania tej pozycji jest tragiczna - trzeba czytać książkę z dwiema zakładkami w ręku.

Książka wyjaśniająca świat. Otwierająca oczy. Pozwalająca zrozumieć, że neoliberalny świat w którym przyszło nam żyć, został zaprojektowany przez elitę bankierów i prezesów korporacji tak, by to im żyło się dobrze, nie zwykłym ludziom - 1% społeczeństwa trzyma majątek wielokrotnie większy niż majątek pozostałych 99% społeczeństwa.
Stiglitz prostym językiem dekonstruuje...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
513
92

Na półkach:

Znakomita książka, którą powinien przeczytać każdy, kto interesuje się ekonomią i najróżniejszymi procesami, które zachodzą w świecie, w którym żyjemy.

Laureat Nobla, Joseph Stiglitz, pisze oczywiście głównie o Stanach Zjednoczonych, ale co jakiś czas odwołuje się do sytuacji w krajach europejskich. Zresztą różne rzeczy i tak można przełożyć na nasze warunki, tym bardziej, że Stany często są uważane za wzór do naśladowania i korzysta się z rozwiązań tam wprowadzanych.

Autor świetnie analizuje sytuację, w której jesteśmy, czyli gigantycznych nierówności, które powodują, że 1% najbogatszych ludzi ma o wiele więcej pieniędzy (i tym samym wszystkiego innego) niż 99% reszty mieszkańców tej planety. Wyjaśnione jest, skąd się biorą te nierówności, co powodują i czym - jeszcze gorszym - mogą skutkować. Książka była wydana w 2012 roku i czytając ją miałem wrażenie, że spełniają się przewidywania Stiglitza, czego przykładem chociażby jest wybór Trumpa na prezydenta USA.

Stiglitz dosadnie pokazuje, że system, w którym funkcjonujemy jest wybrakowany. Bogaci i sektor finansowy mają ogromny wpływ - chociażby dzięki nieograniczonym wpłatom na kampanie polityków - na tworzenie prawa i korzystnych dla siebie rozwiązań. Bo ważne jest to, że autor krytykuje też wiele decyzji polityków i tego, jak działa państwo. Tyle, że ogromny wpływ mają na to właśnie nie ludzie, a ci, co mają ogromne pieniądze. Najkrócej podsumowuje to zdanie, że obecnie w Stanach nie ma zasady "1 człowiek = 1 głos", tylko "1 dolar = 1 głos".

Mnóstwo się można z tej książki dowiedzieć i zrozumieć. Skąd wziął się kryzys w 2008 roku, jakie błędy popełniono w przeciwdziałaniu mu. W jaki sposób 1% udaje się przekonać pozostałych, że to, co dobre dla najbogatszych jest dobre dla wszystkich, podczas gdy działa zasada, pt. "prywatyzacja zysków, uspołecznianie ryzyka i kosztów". Stiglitz rozprawia się też z najpopularniejszymi mitami, takimi jak (upraszczając): podatki to kradzież, inflacja jest najważniejsza, wszystko, co państwowe to złe, a prywatne dobre, etc.

Warto podkreślić, że Stiglitz daje też masę rozwiązań problemów i poprawienia sytuacji. I nie chodzi mu o zlikwidowanie nierówności, bo wie, że tego się nie da zrobić, zresztą nie warto tego robić (komunizm nie jest dobrym rozwiązaniem). Pokazuje, że można uczynić świat po prostu sprawiedliwszym, by był on korzystniej skonstruowany dla o wiele większej liczby ludzi, by klasa średnia się powiększała i bogaciła, ludzie mieli szansę na wyjście z biedy, by powrócił (martwy) amerykański sen i możliwość awansu do wyższej klasy społecznej. Chodzi bowiem o uratowanie demokracji i rządów prawa, które powinno być równe dla wszystkich. A powiększające się nierówności niosą ze sobą mnóstwo zagrożeń, także dla podstaw demokracji.

Stiglitz daje nadzieję, że lepszy świat jest możliwy. I wydaje się, że nawet Stanach coraz więcej osób zaczyna to rozumieć, bo jak wynika z sondaży, większość społeczeństwa jest za podniesieniem podatków dla najbogatszych i zwiększenie progresji systemu podatkowego (Stiglitz tłumaczy, dlaczego jest to konieczne i dlaczego pozwoli na rozwiązanie wielu problemów). Kto wie, może Bernie Sanders zostanie kolejnym prezydentem. Albo przynajmniej ktoś, kto również rozumie, że przyszedł czas na zmiany, a raczej do powrotu do najlepszych czasów USA (kilka dekad po II wojnie światowej), gdy kraj ten rozwijał się szybko i w sposób sprawiedliwy (potem przyszedł Reagan i kolejne administracje).

Innymi słowy warto przeczytać. Nie trzeba się ze wszystkim zgadzać, ale Cena nierówności z pewnością daje do myślenia. No i jest świetnie napisana, warto być skoncentrowanym podczas lektury, ale Stiglitz generalnie pisze w sposób bardzo przystępny. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to polskie wydanie, w którym jest sporo literówek i błędów redakcyjnych. Ale to już nie wina autora.

Znakomita książka, którą powinien przeczytać każdy, kto interesuje się ekonomią i najróżniejszymi procesami, które zachodzą w świecie, w którym żyjemy.

Laureat Nobla, Joseph Stiglitz, pisze oczywiście głównie o Stanach Zjednoczonych, ale co jakiś czas odwołuje się do sytuacji w krajach europejskich. Zresztą różne rzeczy i tak można przełożyć na nasze warunki, tym bardziej,...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
1072
336

Na półkach:

Nużąca. Nie jest nudna, ale czytanie w kółko o tym samym opowiadanym z różnych stron nuży. Drugim grzechem tej książki jest to, że tak jakby wzbudza oczekiwanie na jakąś konkluzję, jakieś rozwiązanie, czy dojście do sedna rzeczy, ale tak grzebiesz i grzebiesz w tej kupie słów, czekając żę pod nimi będzie skrywał się jakiś diament, a potem dochodzisz do spodu i okazuje się że tam nic nie ma.

Trzeci grzech tej książki jest taki, że wyważa otwarte drzwi. Jak to powiedział jeden geniusz: "Wiedzieliśmy to od dawna, ale widocznie ekonomiści muszą dość do tego swoimi drogami" (Leon Ledermann)

Generalnie nie polecam, choć daje się to czytać i poglądy ma słuszne.

Nużąca. Nie jest nudna, ale czytanie w kółko o tym samym opowiadanym z różnych stron nuży. Drugim grzechem tej książki jest to, że tak jakby wzbudza oczekiwanie na jakąś konkluzję, jakieś rozwiązanie, czy dojście do sedna rzeczy, ale tak grzebiesz i grzebiesz w tej kupie słów, czekając żę pod nimi będzie skrywał się jakiś diament, a potem dochodzisz do spodu i okazuje się...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
158
83

Na półkach:

W moje ręce wpadła kolejna książka wydana przez KryPol i tym samym jest to kolejna strata czasu na wywody osoby, która niekoniecznie wie, co stara się wykazać. Wnikliwy czytelnik bez problemu zauważy, że Stiglitz w zdecydowanej większości krytykuje instytucję państwa, a nie rynku. Czasami miesza się w zeznaniach i wskazuje na rynek jako źródło nierówności, by następnie w innym rozdziale napisać, że nierówności rynkowe jakieś tam są, bo są rzeczną naturalną, ale te obecne są skutkiem przyjętej polityki. Krytyka wszelkich świadczeń, bail-outów, czy polityki banku centralnego jest po prostu krytyką państwa. Stiglitz robi to nawet całkiem konsekwentnie, jednak odnoszę wrażenie, że nie to ma na celu...

Żeby wykazać jego niekonsekwencję i brak logiki, podam parę dobitnych przykładów. Według autora rynek zawodzi. W teorii powinien on prowadzić do równowagi, a niestety tego nie czyni, czego dowodem ma być bezrobocie, kryzys i bieda. Problem w tym, że oczekuje się od rynku prawidłowego działania, podczas gdy jednocześnie z każdej strony się go krępuje regulacjami, zakazami, limitami, płacą minimalną, związkami zawodowymi, podatkami, cłami, państwowymi firmami oraz psuje się wzrostem podaży pieniądza. Jak w takich warunkach można oczekiwać od rynku jakiejkolwiek niezawodności? Podobne założenia prowadzą Stiglitza do konkluzji, iż zarówno sektor prywatny, jak i państwowy mogą marnotrawić pieniądze, co jest oczywiście prawdą. Jednak on kontynuuje, że marnotrawstwo publiczne "blednie" w porównaniu ze stratami sektora prywatnego w czasie kryzysów. Oczywiście nie zauważa przy tym, że w sektorze prywatnym cały czas firmy powstają i upadają, jednak ich finansowanie pochodzi z funduszy prywatnych, niezabranych pod przymusem od innych, stąd jest to mechanizm czyszczący rynek z nieefektywnych podmiotów. Mógłby dla porównania pokusić się o wskazanie przykładu zamknięcia jakieś instytucji państwowej z powodu marnotrawstwa...

Stiglitz jest już kolejnym autorem, wydanym przez Krytykę Polityczną, który nie potrafi uzasadnić nagłego wzrostu rozwarstwienia dochodowego począwszy od lat 70. ubiegłego wieku. Jest spore grono ekonomistów, które trafnie adresuje problemy związane z pieniądzem (w związku z zamknięciem okienka złota w 1971 roku), ale ich publikacje nie przeszły przez ręce Stiglitzowi - nobliście. Także nie zauważa on, a nawet kompletnie nie rozważa, dlaczego wzrosła akcja kredytowa przed kryzysem roku 2007. Po prostu ot tak zwiększyła się liczba kredytów i tyle - oj te niedobre banki!

Książka w znaczącym stopniu krytykuje tzw. "prawicę", czyli wydawałoby się, że wszystkich tych, którzy są za obniżeniem podatków, zmniejszeniem wydatków i uwolnieniem gospodarki. Obrywa się Reaganowi za obniżenie podatków od zysków kapitałowych, ponieważ jest to złe, bo ludzie płacą większe podatki za pracę. Tylko czy inwestorzy i "rentierzy" w jakikolwiek sposób zabierają te pieniądze innym ludziom? Jeśli tak to w jaki sposób? To nie wszystko. Autor ciśnie po monopolach jako wytworowi kapitalizmu, jednak potem następuje gwałtowny zwrot akcji: "Ceny są za wysokie, a to zachęca klientów do przechodzenia od produktu monopolistycznego do innych". Piękna niekonsekwencja - to jest monopol czy go nie ma?

Najgorszą stroną książki jest fałszowanie i wybiórcze podawanie faktów. Przykładów jest mnóstwo. Stiglitz pisze, że:
- za Reagana zwiększyło się bezrobocie (sugeruję sprawdzić w google images pierwszy lepszy wykres obejmujący lata jego rządów),
- podatki nie są pobierane pod przymusem (!),
- istnieje "fetyszyzm długu", ponieważ w długim terminie dług publiczny zostaje spłacony (znowu sugeruję przejrzeć google),
- obecnie (2015) amerykańskie bony skarbowe mają popyt przy ujemnej stopie (zapomniał dodać, że tylko u banków),
- podniesienie podatków i wzrost wydatków zwiększy PKB (no nie wierzę! serio?), dzięki czemu będzie lepiej,
- recesje są wywoływane brakiem popytu, np. oszczędnościowy program Hoovera doprowadził do kryzysu 1929 roku (!),
- opodatkowanie zysków jest spoko, bo nic nie zmienia (etam inwestycje, od nich przecie jest państwo!),
- inflacja jest problemem wyłącznie właścicieli obligacji,
- deregulacja sektora finansowego za Reagana spowodowała wzrost jego znaczenia i wpływu (mniejsza o to, że od Wielkiego Kryzysu 1929 roku udział sektora finansowego cały czas rósł, czyli tendencja taka była, zanim Reagan zajął się polityką),
- państwo ma promować oszczędzanie wśród obywateli i jednocześnie łupić ich podatkiem inflacyjnym, który przecież tylko dotyczy właścicieli obligacji,
- "Efekty działania systemu ochrony zdrowia w USA są najgorsze niemal ze wszystkich krajów rozwiniętych (...)" - oczywiście brak tu odsyłacza do jakiegoś dowodu, albo informacji, od kiedy tak jest i pod jakim względem. Ot takie rzucone hasło w celu zszokowania niezorientowanego czytelnika,
- liczba prawników koreluje ze stopniem rozwoju :D,
etc.

Z książki płynie przesłanie, że każde działanie, którego Stiglitz nie popiera, prowokowane było finansowymi wpływami korporacji i najbogatszego 1%. Na pewno nie chodzi tu o to, że Stiglitz może gdzieś nie mieć racji. On ją ma (!), a cała reszta to prawica, która działa w interesie bogaczy. Ktoś tu też wspomniał, że książka ta jest świetnie udokumentowana, ponieważ 1/3 jej objętości zajmują przypisy. Ten ktoś zapomniał dodać, że po prostu każdy odsyłacz kieruje na ostatnie strony książki i bynajmniej nie jest to bibliografia, tylko zwykły przypis. Ta 1/3 książki często jest komentarzem do jakiegoś zdania. Świetnie udokumentowana to jest dowolna praca Huerty De Soto, a nie ta recenzowana publicystyka.

Daję 3 za ciekawe wątki, diagnozy realnych problemów ludzi ubogich, którzy stracili pracę i parę innych spostrzeżeń. Jest to mocno naciągane 3, ponieważ większość stron pokryta jest publicystycznym (lub też nienaukowym) ględzeniem o sprawiedliwości społecznej, progresywnym opodatkowaniu i procencie najbogatszych finansistów przy jednoczesnym braku zrozumienia procesów zachodzących w sferze pieniądza.
Nie polecam.

W moje ręce wpadła kolejna książka wydana przez KryPol i tym samym jest to kolejna strata czasu na wywody osoby, która niekoniecznie wie, co stara się wykazać. Wnikliwy czytelnik bez problemu zauważy, że Stiglitz w zdecydowanej większości krytykuje instytucję państwa, a nie rynku. Czasami miesza się w zeznaniach i wskazuje na rynek jako źródło nierówności, by następnie w...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
596
299

Na półkach: ,

Kolejna ważna analiza na temat naszej gospodarki i postępujących nierównościach. Stiglitz, laureat Nobla koncentruje się przede wszystkim na gosp. USA w kryzysie po 2008 r., książka ma zatem charakter specyficzny i część wniosków odnosi się stricte do tego jednego kraju.
Mi nasuwały się oczywiste skojarzenia z Pikketym i przyznam że Kapitał w XXI bardziej do mnie przemawiał gdyż tamta pozycja była zdecydowanie b. oparta na liczba. Do tego była przekrojowa tj. analizowała różne kraje. Ja lubię tabelki i one mnie dopiero przekonują (zwłaszcza w ekonomii), zatem to Pikkety wg. mnie wykazał że postępujące nierówności są faktem. U Stiglitza tego "Dowodu" mi brakował, sam go sobie potrafiłem dopowiedzieć z innej książki, ale nie wszyscy sięgną po inne lektury.

Zatem otwarcie było takie sobie, dalej jednak było znacznie lepiej, Stiglitz doskonale czuje zależności w ekonomii i świetnie je pokazuje. Wskazuje na dotkliwe niesprawiedliwości w urządzaniu gospd. i analizuje kolejne aspekty prowadzonej polityki gosp. Pokazuje że uznawane często za jedyne właściwe rozwiązania wychodzenia z kryzysu, nie są oczywiste i wręcz mogą szkodzić. Zresztą realne efekty rozwiązań widać. Stiglitz niezwykle przekonującą pokazuje jak często możemy inaczej myśleć o pewnych aspektach kryzysu np o deficycie budżetowym czy ubezp medycznym.

Ponurym wnioskiem były z kolei obserwacje Autora że brak reakcji będzie budował negatywne postawy w społ. Tutaj Stiglitz częściowo nie trafia z optymizmem społecznego pozytywnego buntu. Książka powstała w 2012 (Pl wyd 2014) i Autor nie docenił możliwości populistycznego, a także prawicowego zwrotu. Z jednej strony jego obserwacja jest właściwa z drugiej dynamika społecznego niezadowolenia poszła w USA w zupełnie inną stronę.

Bardzo dobre jest też zakończenie, tu w przeciwieństwie do Kapitału w XXI w, są znacznie solidniej ukazane możliwe rozwiązania.

Polecam bo żyjemy w b. ciekawych czasach...

Kolejna ważna analiza na temat naszej gospodarki i postępujących nierównościach. Stiglitz, laureat Nobla koncentruje się przede wszystkim na gosp. USA w kryzysie po 2008 r., książka ma zatem charakter specyficzny i część wniosków odnosi się stricte do tego jednego kraju.
Mi nasuwały się oczywiste skojarzenia z Pikketym i przyznam że Kapitał w XXI bardziej do mnie...

więcej Pokaż mimo to

13

Cytaty

Reklama
zgłoś błąd