Droga do wolności: Ekonomia i budowa dobrego społeczeństwa Joseph E. Stiglitz 7,5

ocenił(a) na 823 tyg. temu Wolność wymagająca post-neoliberalizmu
Uczciwe prześledzenie jak wyglądają relacje między kapitalizmem, demokracją i wolnością może prowadzić do uspokajających wniosków lub budzić emocje. Odpowiedź zależy od tego, kogo spytać. Joseph Stiglitz ma wystarczającą markę, by odrzucić uproszczone akademickie paradygmaty wolnorynkowe i zmierzyć się wprost z ekonomiczną szkołą chicagowską i neoliberalizmem w ogólności. „Droga do wolności. Ekonomia i budowa dobrego społeczeństwa” jest nonkonformistyczną próbą nieco filozoficznej oceny stanu współczesnych założeń i rzeczywistości gospodarczej w państwach wolnorynkowych. Z perspektywy Wall Street, bitcoinów, big-tech, ‘trumpowskiej wizji hotelowej w Gazie’ czy stoków narciarskich w emirackich centrach handlowych, staromodna promocja wartości życia społeczno-gospodarczego - sprawiedliwości, słuszności i dobrobytu – budzi co najwyżej politowanie. Noblista serwując przykłady skrajnego neoliberalizmu ostatnich dekad, pokazuje niepokojącą kondycję polityki, kierunki ewolucji społeczeństw i dominującą narrację ekonomiczną z nieokiełznaną chciwością napędzającą kapitalizm. Szuka miejsc, w których w ostatnich dekadach popełniono błędy.
W książce Noblista stawia niewygodne pytania i przepracowuje z punktu widzenia makroekonomii podstawowe pojęcia i konsekwencje wypierania ich sensu, ignorowania czy deformacji. Sama ‘wolność’ choć nie ma wymiary bezwzględnego, stanowi w analizie ekonomisty drogowskaz do poszukiwania lepszego modelu gospodarki demokratycznej i sprawiedliwej. Stawia hipotezę, że odwrót od skrajnego neoliberalizmu zbudowanego na koncepcjach Hayeka i przede wszystkim Friedmana, to jedyny ratunek dla zachowania ładu społecznego we współczesnym świecie (*). Sam model uzyskuje niedostateczna notę, jako porażka wybranej wizji (str. 258-259):
„Neoliberalizm zwiększył polaryzację społeczną, stworzył egoistycznych, materialistycznych i często nieuczciwych obywateli oraz przyczynił się do rosnącego braku zaufania. Mimo że w samą nazwę wkomponowana jest koncepcja wolności (neoliberalizm),nie zapewnił znaczących wolności dużej części populacji.”
Nie przywiązując się do amerykocentryzmu i etykiet w stylu ‘neoliberalizm konserwatystów’, które w Europie wyglądają inaczej (a w Polsce zupełnie nieintuicyjne),warto czytać tekst na świetnie pokazanym ‘wyższym poziomie narracyjnym’. Chodzi o bardzo dobry sposób łączenia ekonomii społecznej, politycznej, behawioralnej i informacyjnej w zbiór idei, które dopełniają podstawy Adama Smitha. W konsekwencji, przypomina następcom Friedmana (z którym miał szansę wchodzić w bezpośrednią polemikę),że Smith przestrzegał przed monopolami (str. 54-56),o czym skwapliwie zapominają wyznawcy ‘nieskrępowanej niewidzialnej ręki rynku’,gdy akurat im ona pasuje.
Jeśli czytać profesora z niewystarczającym zaangażowaniem, można Jego wnioski odebrać jako idealistyczne komunały, w stylu (str. 89):
„Ekonomia zawęziła nasze widzenie tego, jaki rodzaj gospodarki i społeczeństwa jest pożądany, zaprzeczając istotności empatii i nie uznając, że jej głębia może być sama w sobie zależna od systemu ekonomicznego.”
I może jeszcze ogólna obserwacja, której siłę pokazał kryzys z 2008 (str. 343):
„Bez odpowiednich regulacji zbyt wiele osób w pogoni za własnym interesem będzie zachowywać się w sposób niegodny zaufania, zbliżając się do granicy tego, co jest legalne, i przekraczając granicę tego, co jest moralne. Mogliśmy również zobaczyć, jak neoliberalizm formuje samolubnych i niegodnych zaufania ludzi.”
Certyfikatu jakości takim wnioskom (które wyrwane z kontekstu można potraktować wzruszeniem ramion) nadaje doświadczenie zawodowe autora i jego udział w finansowo-politycznych globalnych gremiach. Już samo wczytanie się w interesujące i pogłębione przypisy aktywuje refleksje.
Konstrukcyjnie książka jest podzielona na kilka tropów, które prowadzone są równolegle. Budują je cztery komponenty: teoria myśli ekonomicznej, jej praktyczna realizacja, konsekwencje długofalowe i propozycje zasadniczych korekt. Choć przykłady patologii wolnorynkowych są skrojone na Amerykę (przytłaczająca rola arbitraży sądowych budujących siłę korporacji, niedomagania systemu społeczno-zdrowotnego, fundująca państwo prawne niedoskonała konstytucja, fetysz prawa własności) , to wnioski dotyczą każdego kapitalizmu XXI-wiecznego. Skupiając się na konsekwencjach społecznych - braku zaufania, egocentryzmie, zachłanności – Stiglitz proponuje zdrową dla gospodarki dawkę regulacji państwowych. Nie przyjmuje do wiadomości, że tak się nie da utrzymać konkurencji, że popadnie się w biurokrację. Dla neoliberalnych ekonomistów ma wiele gorzkich słów i dekonstrukcję ich typowych alibi. W podtekście stara się nas przekonać, że skoro udało im się zatrudnić matematyków do przygotowania i wdrożenia modeli pochodnych finansowych, to można i z akademickiej myśli skorzystać ponownie, by połączyć rzeczy pozornie sprzeczne. Jasno postuluje potrzebę lepszego państwa, jako gwaranta wolności sprawiedliwej (jeśli poddać je rozsądnej kontroli społecznej) z potrzebami rynku, którego nie może krępować odgórna decyzyjność w innowacyjności biznesu. Tą ostatnią należy rozumieć nie jako cwaniactwo, pasywne rentierstwo, model korporacji tworzony decyzjami wyłącznie nakierowanymi na akcjonariuszy itd., ale jako jawny proces z szablonem zasad umowy społecznej traktowanym poważnie. Stiglitz skutecznie unika fundamentalizmu aksjologicznego rozpatrując wiele poziomów braku wolności, które służą ogółowi bądź stanowią otwarte pola dyskusji. Bardzo spodobał mi się przykład odgórnej zasady o ruchu lewostronnym, który wszystkich kierowców ogranicza, choć jednocześnie wszyscy na tym zyskują.
Ponieważ lektura zbudowała w mojej głowie solidną konstrukcję, która domaga się dalszych procesów konfrontacji z rzeczywistością, to spełniła swój cel. Mam jedynie dwie uwagi. Ekonomista zaledwie dotknął tej nowej (globalno-internetowej) formy spędzania czasu przez ludzi. Jest rozszerzony o nią opis korporacji i kilka uwag do konsekwencji społeczno politycznych (np. mechanizm ceny produktu dostrojonej do użytkownika Internetu, którego profiluje rozbudowana macierz informacji personalnych). Trochę szkoda, że nie doczekałem się pełniejszego wpisania tego zjawiska w deformacje ‘czystego kapitalizmu rynkowego’. A już zupełnie brakło mi przedyskutowania mechanizmu ‘stadnego’ oddawania wolności osobistej (np. prywatności, prawa do bycia wymazanym z platform społecznościowych) na rzecz globalnych podmiotów. To trochę jak wyzbywanie się przez część Indian praw do ziem za paciorki europejskich osadników. Drugi wątek, który chciałbym odczytać w szerszym kontekście, dotyczy dyskusji o prawie o własności intelektualnej. Opisany mechanizm blokowania przez firmy farmaceutyczne szczepionek na COVID-19 dla ‘biedniejszego południa’ przełożyło się na rozbudowę relacji części krajów z Rosją i Chinami, czego skutki odczuwa Ukraina poprzez deklaracje tych państw o neutralności wobec trwającej wojny (str. 294). W tym dość jawnym oskarżeniu wobec Zachodu zabrakło konkretów, przypisu.
„Droga do wolności” nie wymaga przygotowania ekonomicznego, choć zaangażowania w tekst już tak. Zapewne doczeka się zagorzałych fanów i krytyków. Mnie ujął autor prostotą i ‘czystością’ wniosków, które bronią się mimo nieuniknionych niuansów, uwarunkowań i typowych w naukach społecznych szarości. Apel o powrót do podstaw i ponownego zdefiniowania relacji społecznych, by dołożyć do, automatycznej i przyrodzonej ludziom, chciwości namysł socjaldemokratyczny jest trafny, skoro przekonał mnie autor przykładami do istnienia zaburzenia równowagi między leseferyzmem a keynesizmem (tak hasłowo upraszczając problem). Nie widzę różnicy w podatności na korupcje prezesa dużej firmy i wiceministra. Jeśli, w myśl rewolucyjnych planów inwestycji w AI, biznes przekonuje do zmian, ich on tez musi uwzględniać ryzyka i potrzeby konsumentów. Prawo, nawyki, wrażliwość społeczna – same się nie naprawią. Stiglitz w miarę swojej wiedzy i możliwości dokłada do apelu własną perspektywę.
BARDZO DOBRE – 8/10
=======
* Wielokrotnie Stiglitz powraca do krytyki Friedmana. Pokazuje jak szkoła neoliberalna bazując na ciągu logicznym (budowanym na niepełnym zbiorze zmiennych) dochodzi do wniosków, które chciałaby wdrożyć. Po drodze jednak zakłada, że pewne zjawiska wymagają wyłącznie wolnego rynku (polecam świetne podsumowanie w tabelce str. 268-275),by automatycznie zapewnić równowagę gospodarczą. Przy okazji profesor opisuje, jak neoliberalni ekonomiści zawłaszczają myśl Smitha, deformując przesłanie i przemilczając kilka niewygodnych dla siebie założeń ojca ekonomii.