To zmienia wszystko

Okładka książki To zmienia wszystko autorstwa Naomi Klein
Okładka książki To zmienia wszystko autorstwa Naomi Klein
Naomi Klein Wydawnictwo: Muza nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
590 str. 9 godz. 50 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
This Changes Everything
Data wydania:
2016-04-14
Data 1. wyd. pol.:
2016-04-14
Liczba stron:
590
Czas czytania
9 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328702820
Tłumacz:
Hanna Jankowska, Katarzyna Makaruk
Wraz z "No Logo" i "Doktryną szoku" nowa książka Klein stanowi trylogię, w której autorka diagnozuje kolejne światowe kryzysy, a jednocześnie ukazuje drogi ich przezwyciężenia. Tym razem przedstawia zagrożenia związane z globalnym ociepleniem i innymi zmianami klimatu, umieszczając je w szerokim kontekście – politycznym, ekonomicznym i społecznym. Podobnie jak w „Doktrynie szoku” autorka ukazuje ciemną stronę neoliberalnego kapitalizmu – analizuje, w jaki sposób wolnorynkowy fundamentalizm przyczynił się do zanieczyszczeń atmosfery zagrażających całej ludzkości i jak blokuje próby naprawy istniejącej sytuacji.
Średnia ocen
7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup To zmienia wszystko w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

To zmienia wszystko



778 457

Oceny książki To zmienia wszystko

Średnia ocen
7,5 / 10
193 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce To zmienia wszystko

avatar
769
604

Na półkach:

Książka (opublikowana w 2014 roku) stała się manifestem dla aktywistów, intelektualistów i liderów społecznych, którzy dostrzegają w zmianie klimatu nie tylko zagrożenie, ale i szansę na gruntowną przemianę społeczną. Klein nie tylko analizuje przyczyny katastrofy ekologicznej, ale także wskazuje na głębokie powiązania między neoliberalnym kapitalizmem a degradacją środowiska.

Autorka twierdzi, że zmiana klimatu nie jest przypadkowym efektem ubocznym działalności człowieka, ale konsekwencją dominującego modelu gospodarczego. Zgodnie z jej analizą, kapitalizm, z jego obsesją na punkcie nieustannego wzrostu, konsumpcji i eksploatacji zasobów naturalnych, jest głównym sprawcą kryzysu. Autorka zauważa, że zmiana klimatu nie jest tylko problemem technicznym, ale jest głęboko zakorzeniona w strukturach politycznych i ekonomicznych, które muszą zostać zreformowane, aby możliwe było skuteczne działanie na rzecz ochrony środowiska.

Klein krytykuje neoliberalne podejście do polityki klimatycznej, które polega na poszukiwaniach "rozwiązań rynkowych", takich jak handel emisjami czy inwestycje w zielone technologie, które często są wykorzystywane do utrzymania status quo. Autorka wskazuje, że takie podejście nie prowadzi do rzeczywistej zmiany, lecz pozwala korporacjom i rządom na kontynuowanie działań szkodliwych dla środowiska pod przykrywką działań proekologicznych. Jednocześnie podkreśla znaczenie społeczeństwa obywatelskiego i ruchów oddolnych w walce ze zmianą klimatu. Przykłady takich inicjatyw, jak protesty przeciwko wydobyciu ropy czy blokady infrastruktury energetycznej, pokazują, że to właśnie aktywizm społeczny może stanowić skuteczną odpowiedź na kryzys. Autorka zwraca uwagę na rolę młodzieży, ludów tubylczych i innych grup społecznych, które często są najbardziej dotknięte skutkami zmian klimatycznych, ale jednocześnie prowadzą najbardziej efektywne działania na rzecz ich przeciwdziałania.

Klein krytycznie odnosi się do propozycji technologicznych, które mają na celu "naprawienie" środowiska, takich jak geoinżynieria czy rozwój technologii CCS (wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla). Autorka uważa, że takie rozwiązania nie tylko są niepewne i kosztowne, ale także odwracają uwagę od konieczności fundamentalnej zmiany w sposobie produkcji i konsumpcji. Zamiast inwestować w niepewne technologie, Klein apeluje o inwestowanie w odnawialne źródła energii, transport publiczny i inne zrównoważone rozwiązania.

Mimo pesymistycznej analizy sytuacji, Klein oferuje wizję społeczeństwa, które potrafi stawić czoła kryzysowi klimatycznemu poprzez solidarność, sprawiedliwość społeczną i demokratyczne zaangażowanie. Zachęca do działania na poziomie lokalnym i globalnym, wskazując, że to właśnie oddolne inicjatywy mogą prowadzić do realnych zmian.

Jest to książka, która zmusza do autentycznej refleksji nad naszymi wartościami, stylem życia i miejscem w świecie. Klein nie tylko analizuje przyczyny kryzysu klimatycznego, ale także wskazuje na konieczność głębokiej transformacji społecznej i ekonomicznej.

Książka (opublikowana w 2014 roku) stała się manifestem dla aktywistów, intelektualistów i liderów społecznych, którzy dostrzegają w zmianie klimatu nie tylko zagrożenie, ale i szansę na gruntowną przemianę społeczną. Klein nie tylko analizuje przyczyny katastrofy ekologicznej, ale także wskazuje na głębokie powiązania między neoliberalnym kapitalizmem a degradacją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
565
89

Na półkach:

Co chwilę się w*****ałam, ale niestety dnf na 60% bo ciężko się czyta.

Co chwilę się w*****ałam, ale niestety dnf na 60% bo ciężko się czyta.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1313
939

Na półkach: , ,

Zachęcona bardzo pozytywnymi recenzjami książek Klein, postanowiłam zacząć od "To zmienia wszystko" - lektury poświęconej zmianom klimatycznym. Ciężko mi ocenić tę książkę jednoznacznie, bo znajdziemy tu zarówno bardzo wartościowe treści, jak i sporo przegadanego i męczącego materiału, co czyni "To zmienia wszystko" lekturą dość nieprzystępną w odbiorze. Początkowe rozdziały przybliżają czytelnikowi światową politykę klimatyczną - dużo tu faktów, trochę ciekawostek i kilka godzin czytania z niemałą ilością bardzo potrzebnych przerw ;). Potem jednak przechodzimy do świetnej i niesamowicie wciągającej części o ludach rdzennych (głównie w Kanadzie, ale były też opowieści z innych krajów) i ich walce o czyste środowisko, która staje się przykładem dla całego świata. To był ten moment, kiedy uwierzyłam, że dam tej książce wyższą ocenę, ale… Pełna prywatnych wynurzeń autorki końcówka "To zmienia wszystko" była dla mnie najsłabszą częścią lektury i rozważałam nawet ominięcie podsumowania. Czyli, krótko mówiąc, jest to książka bardzo nierówna.
Nie da się jednak zaprzeczyć, że Klein wykonała tytaniczną pracę, zbierając materiały. Ile przeczytała raportów, z iloma ludźmi rozmawiała, w ilu konferencjach uczestniczyła, ile katastrof przyrodniczych i ich skutków oglądała na własne oczy… tylko ona sama to wie. I to widać w tej książce - ogrom zebranego materiału, szczegółowość analiz, różnorodność punktów widzenia… Jeśli czyjaś pamięć jest w stanie pomieścić choć ułamek zawartych tu informacji, może wdawać się w dyskusje klimatyczne na kompletnie nowym poziomie ;). Myślę, że jest to lektura, po którą warto sięgnąć, nawet jeśli nie będzie się tego najlepiej czytało ;).

Zachęcona bardzo pozytywnymi recenzjami książek Klein, postanowiłam zacząć od "To zmienia wszystko" - lektury poświęconej zmianom klimatycznym. Ciężko mi ocenić tę książkę jednoznacznie, bo znajdziemy tu zarówno bardzo wartościowe treści, jak i sporo przegadanego i męczącego materiału, co czyni "To zmienia wszystko" lekturą dość nieprzystępną w odbiorze. Początkowe...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1490 użytkowników ma tytuł To zmienia wszystko na półkach głównych
  • 1 219
  • 232
  • 39
130 użytkowników ma tytuł To zmienia wszystko na półkach dodatkowych
  • 91
  • 12
  • 7
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki To zmienia wszystko

Inne książki autora

Naomi Klein
Naomi Klein
Naomi Klein kanadyjska dziennikarka, pisarka i aktywistka społeczna. Wychowała się w silnie zaangażowanej społecznie i politycznie rodzinie o żydowskich korzeniach. Jej dziadek działał w ruchu związków zawodowych w wytwórni filmowej Disneya. Ojciec, Michael Klein, był fizykiem zaangażowanym w protesty społeczne przeciwko wojnie wietnamskiej. Gdy Naomi miała 6 lat, przeprowadził się wraz z rodziną do Kanady, kontynuując działalność społeczną. Jej matka, Bonnie Klein, jest znana głównie jako twórczyni filmu Not a Love Story, będącego krytyką zjawiska pornografii. Jej brat, Seth Klein, jest działaczem określanej jako lewicowa organizacji Canadian Centre for Policy Alternatives. Mąż, Avi Lewis, jest kanadyjskim dziennikarzem i dokumentalistą Kariera dziennikarska Naomi Klein rozpoczęła się od współpracy z gazetą studencką "The Varsity", wydawaną na Uniwersytecie Toronto. Po masakrze w Montrealu, gdy szaleniec zabił 14 kobiet, jej poglądy zbliżyły się do feminizmu. W 2000 r., po czteroletniej pracy, opublikowała No Logo. Taking Aim at the Brand Bullies[1]. Książka była i jest uznawana za manifest ruchów alterglobalistycznych i antyglobalistycznych. Klein opisuje tam negatywny wpływ strategii marketingowych zorientowanych na markę wywierany na życie społeczeństw krajów rozwiniętych oraz działania korporacji w krajach biednych, przyczyniające się do ich dalszego zubożenia. Symbolem obu tych zjawisk stała się korporacja Nike. W 2002 r. ukazała się jej druga książka Fences and Windows. Dispatches from the Front Lines of the Globalization Debate[2]. Jest to zbiór artykułów i wykładów na temat globalizacji, działań międzynarodowych korporacji i organizacji oraz sytuacji w krajach biednych. W 2004 r., wraz z mężem zrealizowała film dokumentalny "The Take", pokazujący społeczność pozbawionych pracy robotników przemysłu samochodowego z Argentyny, którzy zajęli zamkniętą fabrykę, domagając się jej ponownego otwarcia i wznowienia produkcji. Naomi Klein wśród polskich studentów - Warszawa, 20 listopada 2008 r.W 2007 r. wydała książkę The Shock Doctrine. The Rise of Disaster Capitalism[3], w której krytykuje współczesny kapitalizm. W dniach 19-20 listopada 2008 r. odwiedziła Warszawę w związku z polskim wydaniem "Doktryny szoku". W trakcie wizyty wygłosiła m.in. wykład na Uniwersytecie Warszawskim oraz wzięła udział w debacie z Janem Krzysztofem Bieleckim, zorganizowanej przez "Dziennik" i tygodnik opinii "Europa" w Collegium Civitas.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy To zmienia wszystko przeczytali również

Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś Howard Zinn
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
Howard Zinn
Przez wieki w historii dominowała tendencja do przedstawiania przeszłości jako chronologicznego zestawienia wielkich postaci królów, wodzów lub rodów, i związanych z nimi przełomowych wydarzeń, z którego następnie poszczególne narody budowały własne zbiory mitów tożsamościowych. Jednak, wraz z nowożytnym rozwojem warsztatu naukowego historyka oraz postępującej refleksji historiozoficznej, stopniowo zaczęto odchodzić od tak postrzeganej historii „elit”, aby ująć przeszłość w ramy bardziej egalitarne. Nie bez znaczenia była tutaj filozofia Marksa, którego teoria walki klasowej, mimo swoich doktrynalnych ograniczeń, wyprowadziła na scenę dziejów bohatera zbiorowego - klasę lub lud, jako element opozycyjny do dotychczasowej historii „heroicznej”. Proces ten doprowadził zatem do postawienia zasadniczej kwestii - czyja jest historia? Pytanie to jest oczywiście błędnie postawione, ale sama próba odpowiedzi na nie ukazała nierównomierność rozłożenia akcentów w dotychczasowej wiedzy historycznej. Rzesze badaczy, także tych poruszających się w idiologicznych ramach marksizmu naukowego, rozpoczęły badania, aby zmienić ten stan rzeczy, czego efektem jest trwający do dzisiaj trend do opisywania historii zbiorowej całych narodów, klas i konkretnych warstw lub grup społecznych. I właśnie taką próbą jest głośna swego czasu książka amerykańskiego historyka o wyraźnie lewicowych poglądach, Howarda Zinna. To bez wątpienia monumentalna w swoim zamiarach praca, w której autor postanowił odbrązowić historię własnego kraju, aby ukazać przeszłość z punktu widzenia tych, o których podręczniki szkolne z reguły nie mówią. „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś” po raz pierwszy została opublikowana w roku 1980. Natomiast w 2003 roku ukazało się jej zaktualizowane wydanie, w którym autor poszerzył narrację o szereg wątków wcześniej nie występujących oraz opisał wydarzenia polityczne, jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych pod koniec XX wieku. Całość rozrosła się do dwudziestu pięciu rozdziałów, co przekłada się na słusznych rozmiarów książkę, którą raczej nie sposób pochłonąć w dzień lub dwa. Warto również na samym początku zwrócić uwagę, że Zinn napisał swoją pracę pod konkretne założenie, które można w wielkim uogólnieniu sprowadzić do następującego twierdzenia - oto najbogatszy 1% narodu amerykańskiego ekonomicznie kontroluje i indoktrynuje pozostałe 99%. O prawdziwości lub fałszywości tej tezy będzie jeszcze okazja powiedzieć. Tak czy inaczej, „Ludowa historia...” miała być znaczącym krokiem do tego, aby ukazać amerykańską historię właśnie z punktu widzenia tych wykluczonych, a więc potomków czarnoskórych niewolników, wyzutych z ziemi indiańskich indygenów, robotników walczących o prawa socjalne, kobiet zamkniętych w rygorach purytańskiego społeczeństwa, mniejszości wszelkiego rodzaju itp. Autor rozpoczyna swoją podróż przez dzieje Ameryki, podczas której posługuje się klasycznym kompasem walki klasowej, choć bez uciekania się do taniej propagandy. Z dzisiejszego punktu widzenia jest to istotna słabość tak rozumianej narracji, ale będzie o tym jeszcze czas wspomnieć. Jedno jest pewne - książka ta dostarcza naprawdę ogromną dawkę szczegółowej wiedzy o dziejach Stanów Zjednoczonych, których przeciętny odbiorca raczej nie miałby okazji poznać z innych źródeł. A jeśli czytelnik nie wie za wiele o funkcjonowaniu społeczeństwa jako takiego oraz stosunkach międzynarodowych, może dojść do przekonania, że ma oto w ręce pracę o szokującej wręcz treści. Zresztą udowadnia to opinia zamieszczona na okładce książki, jakoby „Ludowa historia...” była ulubioną książką Davida Bowiego i Matta Damona. Podkreślam zatem raz jeszcze, że dla osób patrzących na rzeczywistość społeczną przez „różowe okulary” informacji głównego nurtu, zawartość książki może być wręcz rodzajem wiedzy tajemnej. Ale jeśli ktoś jest uważnym obserwatorem życia społecznego, z całą jego złożonością i skomplikowaniem, ten rychło odkryje, że wraz z kolejnymi stronicami narracja Zinna ogranicza się coraz bardziej do głównie negatywnej oceny poczynań administracji kolejnych prezydentów USA. Widać to szczególnie, gdy wkroczymy razem z autorem w omawianie wieku XX. O ile bowiem wcześniej amerykański historyk zamieszcza wiele konkretnych informacji historycznych dotyczących położenia grup wywodzących się z ludu, o tyle później prym przejęła jego krytyka amerykańskiej polityki na szczeblu krajowym i międzynarodowym. Zastanawia mnie również, w jakim celu Zinn cofnął historię Stanów Zjednoczonych aż do roku 1492. Zakładam, że autor chciał w ten sposób ukazać kluczowy moment, w którym zachodnia cywilizacja „postawiła swoją stopę” w Nowym Świecie, ale zasadniczo od odkrycia Ameryki przez Kolumba do powstania Stanów Zjednoczonych daleka była jeszcze droga. Zresztą warto też zwrócić uwagę, że nawet pielgrzymów z „Mayflower” Zinn obarczył już „amerykańskimi grzechami” wobec autochtonów, choć sama umowa, spisana przez tychże osadników w momencie ich przybycia do Nowego Świata, wyraźnie zaznaczała, że chcą oni pozostać lojalnymi poddanymi angielskiego króla. O swojej późniejszej dziejowej roli założycieli narodu amerykańskiego zapewne nawet nie marzyli. I tu dochodzimy do podstawowego problemu, jaki dostrzegam w „Ludowej historii...”. Otóż tak naprawdę ciężko wytypować moment, w którym historia angielskich kolonii, z całym bagażem norm i naleciałości kulturowych Starego Świata, przeistacza się w historię państwa nazwanego później Stanami Zjednoczonymi. Ktoś może zwrócić uwagę, że takim momentem są przecież ramy czasowe wygranej wojny o niepodległość, ale historia, rozumiana jako proces, udowadnia, że tak naprawdę był to finał wcześniejszych przemian, których korzenie sięgały lata wstecz. Uchwycenie tego momentu, w którym historia angielska zmienia się w historię amerykańską, nie ma jednak w mojej ocenie aż tak istotnego znaczenia, gdyż Stany Zjednoczone powstały jako „przeszczep” europejskiej kultury do Nowego Świata. I jak każdy przeszczep, uległ on późniejszym modyfikacjom w oparciu o lokalne uwarunkowania, ale zasadniczo, pod względem najważniejszych paradygmatów, był on odbiciem warunków panujących w Europie. Jeśli zatem Zinn kreśli swoją historię Stanów Zjednoczonych z punktu widzenia klas wykluczonych, to dla odbiorców, znających europejską historię powszechną, nie tworzy jakiegoś wielkiego przełomu. Powiem więcej, jeśli przyjrzymy się historii innych regionów świata, bardzo szybko dojdziemy do wniosku, że każdy naród ma własną wersję „historii ludowej”. Trzeba tylko wrażliwości społecznej i chęci, aby ją dostrzec. Dobrze, idźmy dalej. Zinn tworząc swoją narrację próbuje nas przekonać do głównej tezy, jakby 1% amerykańskiego społeczeństwa kontroluje lub wyzyskuje pozostałą jego część. W umysłach czytelników może to rodzić podejrzenie jakiegoś dziejowego spisku, w którym coś, co nazwalibyśmy establishmentem amerykańskim, za pomocą tajemnych metod, sprawuje przez dziesięciolecia niepodzielną władzę nad państwem. Odrzućmy jednak to myślenie oparte trochę na spiskowej teorii dziejów, albowiem nie jest prawdą, że z dobrodziejstw państwa amerykańskiego korzysta tylko 1% jego obywateli. Zinn nie dostrzega tego, że ramy klasowe, którymi próbuje tłumaczyć nam złożoną rzeczywistość, są niewystarczające. Historia uczy nas, że podziały klasowe, jako jedyny wyznacznik interesów grupowych, nie są w stanie wytłumaczyć procesów zachodzących w społeczeństwach, gdyż pomijają wiele innych powiązań między rozmaitymi grupami funkcjonującymi w ramach tegoż społeczeństwa w oparciu o szereg czynników nie tylko ekonomicznych, ale także ideologicznych, religijnych, kulturowych itp. Nie oznacza to oczywiście, że różnice ekonomiczne są nieistotne. Przeciwnie, to jeden z najważniejszych wyznaczników przynależności społecznej, ale jednocześnie też element podlegający szybkim i nieraz diametralnym zmianom, o ile oczywiście nie podlega on konserwacji w wyniku barier i rozporządzeń rządu. Amerykański historyk myli się, gdy prezentuje wspomnianą dysproporcję, gdyż nie dostrzega powiązań, jakie rozchodzą się od owego mitycznego 1%, rzekomo kontrolującego bogactwo i władzę w Stanach Zjednoczonych. Gdyby bowiem rzeczywiście tak było, państwo amerykańskie byłoby nieustannie wstrząsane przez rewolucje i konflikty społeczne, co, mimo licznych udokumentowanych przypadków o raczej lokalnym zasięgu, jak na razie nie zagroziło jego funkcjonowaniu. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że liczba beneficjentów amerykańskiego ustroju jest jednak wielokrotnie wyższa niż przedstawia nam to Zinn. Zresztą częściowo sam się do tego przyznaje, wskazując na rolę klasy urzędniczej (wojskowi, lekarze, urzędnicy średniego szczebla, służby mundurowe itp.),jako filarów podtrzymujących amerykański ustrój. Tym samym przyczyną, dla którego postulowana przez Zinna rewolucja w Stanach Zjednoczonych nadal nie miała miejsca, jest to, iż system bazuje na dostatecznie szerokiej bazie społecznej, do której dociera transfer bogactwa i władzy od owego mitycznego 1% najbogatszych. Inna natomiast sprawa, że w wolnościowym ustroju amerykańskim liczba tych, do których dociera niewiele lub zgoła nic, może rzeczywiście być wyższa i znacznie lepiej widoczna, niż w opiekuńczych systemach państw europejskich. Co do tego, nie ma chyba żadnych wątpliwości. Generalnie można długo polemizować z obrazem wykreowanym w książce przez jej autora, co zresztą miało miejsce w Ameryce po jej ukazaniu się. Można zarzucać, że jest napisana pod tezę, że pomija wiele pozytywnych aspektów amerykańskiego systemu politycznego, że sprzyja spiskowemu myśleniu o rzeczywistości, że wreszcie za bardzo wykrzywia w drugą, negatywną stronę obraz „amerykańskiego snu”. Wszystko to byłoby prawdą, tak samo jak prawdą jest, że wiele z opisanych przez Zinna faktów bywa przemilczanych w ramach programu edukacji w Stanach Zjednoczonych. Wszystko to sprowadza mnie do wniosku, że „Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś” to książka, którą należy odbierać z pewnym dystansem, gdyż - poza przedstawieniem innej wizji dziejów Ameryki - Zinn nie prezentuje tak naprawdę żadnych cudownych rozwiązań na „pozytywną” zmianę. Przeciwnie, ogranicza się tutaj do typowych dla dwudziestowiecznego socjalizmu odwołań do działania poprzez kolektywne stawianie oporu w postaci strajków, manifestacji, a nawet, w sprzyjających okolicznościach, rewolucji społecznej. Tymczasem współczesna rzeczywistość społeczna w Ameryce zdaje się za nic mieć lewicowe marzenia autora. Trumpizm i ruch MAGA zdaje się bowiem być raczej kontynuatorem negatywnych procesów opisanych przez Zinna, co znowu sprowadza nas do dwóch możliwości - albo mamy do czynienia z dziejowym spiskiem, albo rzeczywistość społeczna jest jednak bardziej skomplikowana, niż byśmy tego chcieli. Zinn chciał wierzyć, że wystarczy ukazać ludowi społeczną „wierchuszkę”, aby wzbudzić w nich gniew i pragnienie diametralnej zmiany. Historia natomiast ukazała, iż nie jest problemem wymiany elit. Problemem jest to, jak zmusić nowe elity do tego, aby nie wchodziły w odziedziczone po poprzednikach „koleiny”. Wszak wielki, komunistyczny eksperyment udowodnił, że nie jest to wcale takie proste, skoro demokracje ludowe upadły wobec oporu niezadowolonych robotników (lub przerodziły się w zwykłą tyranię, jak ma to miejsce w Korei Północnej). To wskazywałoby, że prawdziwe źródło problemu leży jednak gdzieś indziej, ale to już temat na zupełnie inną, o wiele dłuższą analizę. Wracając do meritum, Howard Zinn był dopiero na etapie równoważenia przekazów, a więc na zmianie perspektyw. To niewdzięczna, ale ważna rola, dzięki której wielu odbiorców tej książki może doznać pewnego olśnienia. Inna sprawa, że to dopiero początek drogi ku zrozumieniu, dlaczego ludzkie społeczeństwa wyglądają tak, jak wyglądają.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na69 miesięcy temu
Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych Frans de Waal
Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych
Frans de Waal
„Moralność nie jest cienką warstwą politury nałożoną na naszą zwierzęcą naturę, lecz jej organicznym owocem, zaprogramowanym głęboko w genach przez miliony lat ewolucji”. To przewodnia myśl wybitnej książki „Bonobo i ateista. W poszukiwaniu humanizmu wśród naczelnych” autorstwa Fransa de Waala. Moja ocena tej pozycji to wysokie 8/10 – to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, skąd bierze się ludzka dobroć, oraz dla tych, którzy wierzą, że bez religii świat pogrążyłby się w chaosie. Frans de Waal, światowej sławy prymatolog, podejmuje w swojej pracy brawurową polemikę z dwoma obozami jednocześnie: konserwatywnymi teistami, twierdzącymi, że moralność pochodzi wyłącznie od Boga, oraz „agresywnymi ateistami”, którzy w swojej walce z Kościołem zapominają o biologicznym podłożu ludzkiej empatii. Autor, obserwując nasze najbliższe genetyczne rodzeństwo – szympanse i bonobo – dowodzi, że fundamenty humanizmu, takie jak współczucie, poczucie sprawiedliwości czy altruizm, nie są wynikiem kultury ani nakazów religijnych. Są one mechanizmami przetrwania, które wykształciły się u zwierząt stadnych na długo przed powstaniem pierwszej świątyni. Największym atutem książki jest sposób, w jaki de Waal opowiada o swoich badaniach. Nie jest to suchy traktat naukowy, lecz zbiór fascynujących anegdot z życia naczelnych, które potrafią zawstydzić człowieka swoją wrażliwością. Opisy bonobo dzielących się pokarmem z nieznajomymi czy szympansów pocieszających ofiary agresji są nie tylko wzruszające, ale i poparte rzetelnymi danymi eksperymentalnymi. Autor z niezwykłą plastycznością pokazuje, że nasze „wyższe uczucia” mają bardzo niskie, biologiczne podłoże. „Bonobo i ateista” to hołd dla ewolucji, która wyposażyła nas w kompas moralny niezależny od strachu przed piekłem czy nadziei na niebo. Książka jest napisana językiem przystępnym, pełnym humoru i dystansu, co sprawia, że przez meandry etyki i biologii ewolucyjnej płynie się z dużą przyjemnością. De Waal wykazuje się ogromną kulturą osobistą w debacie światopoglądowej – nie wyśmiewa wierzących, lecz wskazuje, że religie są jedynie nadbudową nad czymś znacznie starszym i bardziej uniwersalnym: naszą społeczną naturą. Autor sugeruje, że zamiast szukać moralności w gwiazdach, powinniśmy spojrzeć w lustro i dostrzec w nim odbicie naszych kuzynów z dżungli. Warto docenić tę książkę jako otwierającą oczy i zmieniającej paradygmat myślenia o człowieku. To literatura popularnonaukowa najwyższej próby, łącząca rygor badawczy z humanistyczną refleksją. Jedynym drobnym mankamentem może być dla niektórych pewna powtarzalność argumentów w środkowej części książki, jednak w kontekście całości jest to mało istotne. Podsumowując, „Bonobo i ateista” to kojąca i niezwykle potrzebna lektura w czasach ideologicznych wojen. Frans de Waal przypomina nam, że jesteśmy zaprogramowani do współpracy i empatii, a nasze biologiczne dziedzictwo jest powodem do dumy, a nie wstydu. Zasłużona ósemka za naukowe dowody na to, że bycie dobrym człowiekiem jest po prostu wpisane w nasze zwierzęce „ja”. To proza, która pachnie mądrością i daje nadzieję na porozumienie ponad podziałami.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na88 dni temu
Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej Andrzej Leder
Prześniona rewolucja. Ćwiczenie z logiki historycznej
Andrzej Leder
Obiektywizmu tej pozycji ocenić nie mogę, niemniej była to, górnolotnie ujmując, intelektualna uczta. Leder stara się odpowiedzieć na pytanie, które, z moich obserwacji, rzadko kiedy sobie zadajemy - na które wielu znajomych, gdy ich dla testu zaczepnie pytałem, nie było w stanie dokładnie odpowiedzieć - czyli jak w Polsce narodziła się klasa średnia i czemu jej kondycja jest tak kulawa i niepewna, czemu mamy problem z ustaleniem własnej tożsamości i gdzieś tam jesteśmy zawieszeni między ciągłym gonieniem Zachodu i uciekaniem przed Wschodem. Centralną tezą książki jest to, że konstytutywne dla formowania się klasy średniej wydarzenia, w odróżnieniu od krajów o wysokiej samoświadomości typu Francja, nie były udziałem Polaków, tj. wydarzyły się, jak to określa autor, transpasywnie(zmiana zaszła realnie, ale sprawczość była jakby "poza nami": my staliśmy się beneficjentami/przegranymi procesu (zależy jak na to patrzeć),którego nie zrobiliśmy własnymi rękami, więc i nie do końca umiemy go włączyć w sensowną opowieść o sobie. W praktyce dokonało się to, jak pisze Leder, poprzez ręce okupanta niemieckiego, a potem radzieckiego. Stą∂ właśnie “prześniona rewolucja”. 
Wykorzystując narzędzia psychoanalizy autor tłumaczy, jakie zjawiska podświadomości zbiorowej zostały w ten sposób skatalizowane, czytaj: czemu Zagłada, a także późniejsza rewolucja ziemiańska (czyli rozpad dawnego porządku opartego o ziemiaństwo aka szlachtę jako klasę -> wywłaszczenia, przesunięcia własności, reforma rolna i ogólnie demontaż “pańskości" jako realnej struktury społecznej,) pozwoliły na przemianę pola symbolicznego (jedno z Lacanowskich pojęć, których w książce jest bardzo dużo; wszak to właśnie psychoanaliza Lacanowska została tutaj wykorzystana jako teoria krytyczna, btw. może to trochę przytłoczyć, bo jest tego dużo i żeby zrozumieć dobrze książka, trzeba ieć trochę backgroundu) oraz imaginarium Polaków i jak to wpłynęło na to, kim jako naród jesteśmy. Dla mnie pozycja obowiązkowa, o której dużo rozmyślam i która w duży sposób wpłynęła na moje myślenie o tożsamości narodowej oraz o historii i pozycji Polski.
SkogensKonung - awatar SkogensKonung
ocenił na92 miesiące temu
Praca bez sensu. Teoria David Graeber
Praca bez sensu. Teoria
David Graeber
Czy robiliście kiedykolwiek w pracy zadanie, które było kompletnie bez sensu? To jest pytanie retoryczne. Nie znam osoby, która odpowiedziałaby przecząco. Idźmy więc głębiej. Ile szacunkowo Twoich zadań wydaje Ci się bez sensu? Ile zadań, które zostały zlecone, to te, które miały istotny wpływ na Twoją pracę, wynik finansowy organizacji, motywację zespoły? Ile ze wszystkich Twoich zadań miało jakikolwiek sens? Na te właśnie pytania udziela odpowiedzi wybitny, niestety już nieżyjący, wykładowca akademicki, antropolog David Graeber. Książka obfituje w liczne przykłady pracy bez sensu. Wskazuje niepotrzebną biurokrację, zatrudnianie osób o bliżej nieokreślonym profilu stanowiska, a nawet w swoich rozważaniach idzie znacznie dalej wskazując konkretne zawody, które są bez sensu. Do takich zawodów o dziwo zalicza … m.in. zawód prawnika. Graeber obala mit o tym, że praca bez sensu jest tylko domeną sektora publicznego wraz z rzeszą urzędników, którzy spokojnie wykonywaliby tą samą pracę nawet, gdyby było ich o połowę mniej. Dlatego „Praca bez sensu” to jest również książka o bezmyślnym marnotrawieniu pieniędzy. Graeber zdaje kłam tezom, że wysoko opłacana praca daje porównywalne do nakładów finansowych wymierne efekty. W ramach tych rozważań Graeber wymienia złożone prace bez sensy przyjmujące różne formy, a często mające swoje źródła w branży technologicznej. I tutaj też mogą pojawić się pewne nieścisłości w teoriach autora. Są one jak drobne, ale widoczne pęknięcia na ścianie. Można przyjąć hipotetycznie, że 90% działań w branży technologicznej jest bez sensu, tyle że pozostałe 10% prac może stanowić wartość dającą przełom. Czy bez nakładów pracy, mogącej znaleźć się pod mianownikiem „bez sensu” da się osiągnąć tą kluczową wartość tworzącą wymierne efekty? Odpowiedzi na to pytanie z oczywistych względów w tej książce nie znajdziemy. Oczywistych, bo mocno podważyłaby ona teorie stanowiące oręż autora w tej pozycji. Znajdziemy natomiast jeszcze jedną ciekawą przestrzeń do analizy. Mianowicie jak prace bez sensu wpływa na motywację pracowników do jej wykonywania. Świadomość braku celowości pracy działa tutaj destrukcyjnie. Obniża morale, zabiera energię. Dziwi zatem jej powszechność. Dziwi jeszcze bardziej, bo to praca i zadania z nią związane mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Przecież podstawowym narzędziem każdego Managera powinna być metodologia SMART, która w swej jasności i prostocie mówi o cechach wyznaczonych celów by były : konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i mierzalne w czasie. Czy więc powszechne stosowanie SMART wyzwoliłby pracowników z okowów pracy bez sensu? Na pewno w dużej mierze tak. Dlaczego zatem nie jest stosowana. Takie sugestie w książce Graebera padają. Powód jest trywialny. Metodologia SMART nie jest powszechnie stosowana, bo wtedy okazałoby się, że praca większości osób zarządzających … jest po prostu bez sensu. https://www.instagram.com/biznes_na_stronach/
biznes_na_stronach - awatar biznes_na_stronach
ocenił na61 miesiąc temu
NIE to za mało. Jak stawić opór polityce szoku i stworzyć świat, jakiego nam trzeba Naomi Klein
NIE to za mało. Jak stawić opór polityce szoku i stworzyć świat, jakiego nam trzeba
Naomi Klein
W Nie to za mało Naomi Klein puentuje dojście do władzy Donalda Trumpa w 2016 r., co dla wielu Amerykanów było szokiem. Także dla aktywistów klimatycznych, gdyż jak wiemy Trump neguje zmiany klimatyczne i robił wręcz wszystko to, co możliwe, żeby jeszcze je zintensyfikować. Sprawa może wydawać się przebrzmiała (zwłaszcza, że od czasu powstania tej książki mieliśmy też kolejne kryzysy: pandemię i wojnę w Ukrainie),tyle tylko, że dziś mamy powtórkę z rozrywki w postaci Trumpa usiłującego zdobyć władzę (i coraz szybszymi zmianami klimatu). Współcześnie też na całym świecie odradza się nacjonalizm i neofaszym, ksenofobia, mizoginizm, ludzie hołdują teoriom spiskowym w poszukiwaniu jakiegoś wyjaśnienia tego, co się dzieje. Rośnie niezadowolenie (którego elity nie dostrzegają lub ignorują),świat staje się coraz bardziej wrogim, nienawistnym miejscem. A jest to dokładnie odwrotność tego, czego potrzebujemy, żeby poradzić sobie z globalnym kryzysem klimatycznym. Czy książka się powtarza i co z tego? Jak może się nie powtarzać, skoro autorka nie zmieniła poglądów i też niewiele się zmieniło w kwestiach, o które walczy. I skoro te same rzeczy trzeba powtarzać raz po raz, a i tak to nie dociera... Jak widać do faktów i prawdy na temat realiów, w jakich żyjemy, nie stosuje się zasada, iż "powtórzone tysiąckrotnie staje się prawdą".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na81 rok temu
Listy do młodego kontestatora Christopher Hitchens
Listy do młodego kontestatora
Christopher Hitchens
𝐏𝐫𝐳𝐲𝐭𝐨𝐜𝐳ę 𝐬ł𝐨𝐰𝐚 𝐀𝐮𝐭𝐨𝐫𝐚, 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐚 𝐫𝐞𝐤𝐨𝐦𝐞𝐧𝐝𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐭𝐞𝐣 𝐤𝐬𝐢ąż𝐤𝐢 : "Nie za​chowałem na koniec żadnej specjalnej rekapitulacji ani apelu. Strzeż się wszystkiego, co irracjonalne, nie​za​leż​nie od tego, jak bardzo będzie cię kusić. Odrzucaj „transcendencję” i wszystkich, którzy będą cię na​ma​wiać do pod​po​rząd​kowania lub unicestwienia własnej jaź​ni. Nie ufaj współczuciu – wybieraj godność, własną i innych. Nie obawiaj się, że zostaniesz uznany za aroganckie​go lub samolubnego. We wszystkich ekspertach dostrzegaj ssaki. Nigdy nie przyglądaj się bez​czyn​nie niesprawiedliwości lub głupocie. Bierz udział w dyskusjach i sporach dla nich samych – w grobie będziesz mieć dość czasu, by się namilczeć. Bądź podejrzliwy względem własnych pobudek i wszelkich wymówek. Nie żyj dla innych w większym stopniu, niż​byś oczekiwał po nich, że będą żyć dla Ciebie. Zo​stawię Cię ze słowami György’ego Konráda, węgierskie​go dysydenta, który dochował za​sad w mrocznych czasach i prze​żył własnych prześladowców. Jest au​to​rem książek Antipolitics i The Loser oraz wielu krótkich esejów i dzieł prozą. (Gdy jego oj​czy​zna i społeczeństwo odzyskały nie​pod​ległość, przy​szli do nie​go i za​pro​po​nowa​li mu prezydenturę, na co od​po​wie​dział: „Nie, dziękuję”). Cytat ten pochodzi z 1987 roku, kiedy świat wy​da​wał się jesz​cze bardzo odległy : Żyj za​miast ro​bić karierę. Zdaj się na dobry smak. Życiowa wolność zrekompensuje Ci straty. […] Jeśli nie po​do​ba ci się styl innych, kul​ty​wuj własny. Po​znaj sztuczki reprodukcji, sam sobie bądź wydawcą, i to na​wet w rozmowie, a wtedy radość pracy wypełni twoje dni. Oby tak samo było z tobą; dbaj, żeby proch nie za​mókł przed czekającymi cię bitwami, i bądź czujny, byś potrafił rozpoznać, kiedy nadejdzie ich czas.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na93 lata temu
Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka Marta Zaraska
Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka
Marta Zaraska
Trochę dałam się nabrać, bo myślałam, że to pozycja zwłaszcza dla osób na diecie roślinnej. A jednak autorka co rusz pisze, że MY CHCEMY JEŚĆ MIĘSO, TAKIE SĄ POWODY, PRZEZ KTÓRE TO ROBIMY... No nie wiem, co robi autorka (wiem tyle, że nie trzyma się ściśle zasad, w które chyba - zgodnie z tą książką - wierzy),ale ja raczej czułam się dziwnie, gdy były mi wciskane w usta słowa, których nie powiedziałam od blisko 10 lat. W książce pojawia się wiele trafnych spostrzeżeń, garść wiedzy z badań itd., ale ostatecznie stawiana jest tu teza, której ja okropnie nie lubię, czyli DOGADZAJ LUDZIOM, UŁATWIAJ IM ŻYCIE, TWÓRZ SZTUCZNE MIĘSO, BO INACZEJ SIĘ NIE ZMIENIĄ. No okej, ja nadal wierzę, że ludzie kiedyś dojdą do moralnych wniosków, a nie, że potrzebują substytutu mięsa za tysiące dolarów, by mogli chociaż przemyśleć ograniczanie tego krwawego precedensu. Bez tego nadal będziemy mieć przed sobą rzesze ludzi, których przerasta nawet prosty w swoich zasadach system kaucyjny (i to tylko dlatego, że czegoś od nich wymaga!). Moim zdaniem w "Mięsoholikach" obrywa się zwłaszcza wegetarianom, bo autorka kilkukrotnie przywołuje badania twierdzące, że większość wegetarian JADŁO MIĘSO W OSTATNIM TYGODNIU (????????). Ja na szczęście takich jeszcze nie poznałam, ale powtarzanie tego kilkukrotnie zdaje się usprawiedliwiać jedynie autorkę, nie podziała przecież motywująco na tych, którzy zdecydowali się na zmianę. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że istnieją ludzie, którzy nie czują pokusy, nie traktują po prostu zwierząt na równi z ziemniakami. Nie są dla mnie jedzeniem. Ponieważ autorka przywołuje tu przykład umami, od razu dodam, że jak 10 lat temu powiedziałam, że przechodzę na wegetarianizm to wszyscy się śmiali, bo byłam tak zapalonym mięsożercą i potrafiłam się czepiać całej rodziny, że od 3 dni nie było kotleta na obiad. Moja mama to wręcz płakała ze śmiechu. Jednocześnie od momentu podjęcia tej decyzji nie czułam pokusy ani razu, by włożyć mięso do ust. Wolałabym, żeby z tej książki ktokolwiek wywnioskował, że z powodów moralnych da się być wegetarianinem lub weganinem na całego i nie myśleć o mięsie w kategoriach jedzenia. Nie pamiętam jednak, by padły tu jakiekolwiek pochwały dla ludzi, którzy mają zasady i się do nich stosują.
muzyczkaxd - awatar muzyczkaxd
ocenił na617 dni temu
Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania? Elliot Aronson
Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania?
Elliot Aronson Carol Tavris
Bardzo dobra książka, słusznie wysoko oceniana! Styl bardzo przystępny, lekki i wciągający, a jednak przekazuje dużo wiedzy - takie wyważone lubię. Kolejny krok do zrozumienia czym jest natura ludzka... Tylko czym jest? Bo jest np. też znaczna część poświęcona temu jak przebudowujemy wspomnienia, dosłownie ("fałszywe wspomnienia", a raczej nawet nie tylko to, lecz coś głębszego - jak przebudowujemy wspomnienia przy każdym wspominaniu i jest to niby normalne). Po tym miałem jednak takie przemyślenia... że jeśli za nasze zachowania odpowiadają tylko fizjologiczne procesy mózgu (patrz książki Sapolsky'ego i podobne),jeśli nasze wspomnienia może nawet nigdy się nie wydarzyły... to kim właściwie jest człowiek? Taka mię filozoficzna refleksja wzięła... ale jak by nie było wolę prawdę znać ;) Jak zwykle kilka cytatów: "Aldous Huxley miał rację, kiedy powiedział: „Zapewne nie istnieje ktoś taki, jak świadomy hipokryta”. (pdf.str. 11) - a ja tam czasami się łapię :D Oczywiście staram się wtedy coś zmienić, nie zawsze zachowanie ;) częściej przekonania, ale jednak. "Wyniki te dowodzą, że jeśli człowiek dobrowolnie podda się nieprzyjemnemu doświadczeniu, żeby osiągnąć jakiś cel, to ów cel staje się dla niego bardziej atrakcyjny. Jeżeli w drodze na spotkanie grupy dyskusyjnej zostaniesz uderzony w głowę wazonem, który wypadł przez otwarte okno mieszkania w kamienicy, nie będziesz oceniał tej grupy lepiej niż wówczas, gdyby nie spotkało Cię to przykre doświadczenie. Gdybyś jednak zgodził się na uderzenie w głowę wazonem, żeby zostać członkiem tej grupy, to z pewnością uznałbyś ją za bardziej atrakcyjną." (pdf.str. 27) "Im bardziej kosztowna jest dana decyzja – w kategoriach czasu, pieniędzy, wysiłku czy niedogodności, jakie się z nią wiążą – oraz im bardziej nieodwracalne są jej następstwa, tym ostrzejszy dysonans i tym silniejsza potrzeba złagodzenia nieprzyjemnego napięcia poprzez wyolbrzymianie dobrych stron dokonanego wyboru. Dlatego kiedy przymierzasz się do dużego zakupu lub do podjęcia ważnej decyzji – jaki kupić samochód lub komputer, czy poddać się operacji plastycznej albo czy zapisać się na kosztowny kurs samopomocy psychologicznej – nie pytaj o radę kogoś, kto właśnie to zrobił. Taka osoba będzie miała silną motywację do tego, aby Cię przekonać, że powinieneś pójść w jej ślady. (…) Jeśli potrzebujesz rady w sprawie tego, jaki produkt kupić, zapytaj kogoś, kto nadal zbiera informacje i wciąż jeszcze ma otwartą głowę. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, czy dany program terapeutyczny może Ci pomóc, nie polegaj na relacjach osób, które w nim uczestniczyły. Sięgnij po dane pochodzące z kontrolowanych badań eksperymentalnych." (pdf. str. 33) "Conway i Ross nazywają takie egotyczne zniekształcenia pamięci „zdobywaniem tego, czego pragniemy, poprzez zmienianie tego, co było”. Na późniejszych etapach cyklu życia wielu z nas sięga po tę metodę – pamiętamy swoją przeszłość jako dużo gorszą, niż była w rzeczywistości, i w ten sposób wyolbrzymiamy postęp, jakiego dokonaliśmy, a co za tym idzie – poprawiamy sobie samopoczucie. Oczywiście wszyscy rozwijamy się i dojrzewamy, ale na ogół nie w tak dużym stopniu, jak się nam wydaje. To zniekształcenie pamięci wyjaśnia, dlaczego wszyscy mamy wrażenie, że bardzo się zmieniliśmy, ale nasi przyjaciele, wrogowie i ludzie, których kochamy, wydają nam się tacy sami, jak zawsze. Wpadamy na dawnego kolegę z klasy, Harry’ego, na zjeździe absolwentów szkoły średniej. Podczas gdy Harry opowiada, ile się nauczył i jak bardzo dojrzał od czasu ukończenia szkoły, kiwamy głową i mówimy sobie w duchu: „Ten sam stary Harry, tylko trochę grubszy i bardziej łysy”." (pdf. str. 105) "Niezwykłą cechą samousprawiedliwiania jest to, że pozwala nam ono w mgnieniu oka przechodzić z jednej roli do drugiej, przy czym w żadnej z tych ról nie stosujemy tego, czego nauczyliśmy się w tej drugiej. Dotkliwe poczucie niesprawiedliwości, jakiego doświadczamy w jednej sytuacji, nie powstrzymuje nas przed niesprawiedliwym potraktowaniem innej osoby ani nie sprawia, że stajemy się bardziej empatyczni w stosunku do ofiar niesprawiedliwości. Wygląda to tak, jakby między tymi dwoma rodzajami doświadczeń stał gruby mur uniemożliwiający nam dostrzeżenie drugiej strony. Jedną z przyczyn istnienia tego muru jest fakt, że cierpienie, którego sami doświadczamy, zawsze wydaje się bardziej intensywne od tego, jakie zadajemy innym, nawet jeśli rzeczywisty rozmiar cierpienia jest w obu sytuacjach taki sam. Stare powiedzenie: złamana noga innej osoby to błahostka, ale nasz złamany paznokieć to poważna sprawa, okazuje się trafnym opisem naszego neurologicznego „okablowania”. (…) Zjawisko to pomaga wyjaśnić, dlaczego chłopcy, którzy zaczynają się szturchać dla zabawy, już po chwili wściekle okładają się pięściami, a także dlaczego między dwoma narodami może się wytworzyć spirala wzajemnych działań odwetowych: „Oni nie wzięli oka za oko. Wybili oko za ząb. Musimy wyrównać z nimi rachunki – odetnijmy im nogę”. Każda ze stron usprawiedliwia swoje postępowanie, twierdząc, że tylko odpłaca pięknym za nadobne." (pdf. str. 245-246) "'Czasami bywa trudno zdefiniować dobro, ale zło ma charakterystyczny zapach – każde dziecko wie, czym jest ból. Dlatego za każdym razem, kiedy celowo zadajemy komuś ból, doskonale wiemy, co robimy. Wyrządzamy zło.' (Amoz Oz, pisarz izraelski) Czy Charles Graner i Lynndie England rzeczywiście wiedzieli, co robią – nie mówiąc już o tym, czy byli świadomi, że „wyrządzają zło” – kiedy celowo zadawali ból irackim więźniom, poniżali ich i wyśmiewali? Nie, nie wiedzieli. To dlatego Amos Oz się myli. Oz nie wziął pod uwagę potęgi samousprawiedliwiania – jesteśmy dobrymi ludźmi. Jeżeli zatem celowo zadajemy cierpienie innemu człowiekowi, to on z pewnością na to zasłużył. Dlatego wcale nie wyrządzamy zła. Wręcz przeciwnie – postępujemy dobrze. Stosunkowo niewielki odsetek ludzi, którzy nie potrafią lub nie chcą redukować dysonansu w taki sposób, płaci za to wysoką cenę psychologiczną – doświadcza poczucia winy, smutku i lęku, miewa koszmarne sny i cierpi na bezsenność. Cierpienie, jakiego doznają na skutek występków, których się dopuścili, a których nie mogą zaakceptować, jest niezwykle dotkliwe, dlatego większość ludzi jest gotowa sięgnąć po wszelkie dostępne usprawiedliwienie, żeby złagodzić nieprzyjemny dysonans. W poprzednim rozdziale wyjaśniliśmy, dlaczego rozwodzący się małżonkowie często usprawiedliwiają cierpienie, jakie zadają drugiej osobie. W przerażającym rachunku samooszukiwania im dotkliwszy ból zadajemy innym, tym silniejsza nasza potrzeba usprawiedliwienia własnego postępowania w celu zachowania poczucia przyzwoitości i ocalenia pozytywnego obrazu własnej osoby. Ponieważ nasze ofiary zasłużyły sobie na to, co je spotkało, nienawidzimy ich jeszcze bardziej niż przed wyrządzeniem im krzywdy, co z kolei skłania nas do zadawania im jeszcze większego cierpienia." (pdf. str. 251-252) (czytana/słuchana: 29.06-1.07.2025) 5-/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na89 miesięcy temu
Głód Martín Caparrós
Głód
Martín Caparrós
Następna pozycja Caparrósa, po którą sięgnęłam. Objętość może niektórych przerazić, ale niepotrzebnie – tak jak inne książki tego autora, od pierwszych stron wciąga. Autor wspomniał ciekawą tezę: jak to jest, że na świecie produkujemy tyle jedzenia, że spokojnie moglibyśmy wyżywić 12 miliardów osób, a jednak jakaś część populacji wciąż głoduje? Jednak nie skupiał się tylko na tym, jak wielkie przedsiębiorstwa koncentrują się na bogatych krajach itp., ale zauważył też, że ludziom mieszkającym (często) w mniej rozwiniętych krajach brakuje elementarnej edukacji żywieniowej, a także – powiedziałabym – życiowej. Ich światopogląd jest zupełnie inny. Na przykład ludzie nie rozumieją, że małe dzieci muszą mieć różnorodną dietę, muszą otrzymywać witaminy i minerały. Rodzice wręcz w to nie wierzą, i nawet gdy dzieci są przyjmowane do szpitali organizacji charytatywnych, rodzice nie ufają lekarzom i zabierają dzieci z powrotem do domów, gdzie często, bez profesjonalnej opieki (i odpowiedniego wyżywienia),umierają. Albo, gdy rodzina ma odpowiednie środki, to nie kupuje jedzenia, ale coś innego, co w ich społeczeństwie podwyższy ich status. Cała praca jest bardzo pouczająca, bo pokazuje, że niektórym po prostu nie da się pomóc – nie chcą jej, nie potrzebują jej, albo organizacje charytatywne organizują pomoc w niewłaściwy sposób (np. rozdają jedzenie, które trzeba ugotować, a ludzie nie mają kuchenek w domach). Ogólnie autor opisał piękny przekrój, pokazując, dlaczego w niektórych krajach bieda jest większa niż w innych. Przedstawił społeczne i polityczne uwarunkowania – niesamowite! Polecam z całego serca!
bloodymaarta - awatar bloodymaarta
oceniła na97 dni temu

Cytaty z książki To zmienia wszystko

Więcej

W taki sposób działa doktryna szoku: w rozpaczy spowodowanej prawdziwym kryzysem przestajemy słuchać głosu rozsądku, który nakazywałby sprzeciw, a wszelkiego rodzaju wysoce ryzykowne zachowania wydają się nam tymczasowo możliwe do przyjęcia.

W taki sposób działa doktryna szoku: w rozpaczy spowodowanej prawdziwym kryzysem przestajemy słuchać głosu rozsądku, który nakazywałby sprze...

Rozwiń
Naomi Klein To zmienia wszystko Zobacz więcej

Przypomniał mi się dowcip o globalnym ociepleniu – na szczycie klimatycznym wstaje facet i pyta: „A co, jeśli to wszystko okaże się jednym wielkim kłamstwem i stworzymy lepszy świat po nic?”.

Przypomniał mi się dowcip o globalnym ociepleniu – na szczycie klimatycznym wstaje facet i pyta: „A co, jeśli to wszystko okaże się jednym w...

Rozwiń
Naomi Klein To zmienia wszystko Zobacz więcej

Truciciele chcą, żebyśmy uwierzyli, że wszyscy jesteśmy zwykłymi pasażerami Statku Kosmicznego Ziemia. W rzeczywistości garstka z nich siedzi przy sterach, a reszta z nas dusi się od spalin.

Truciciele chcą, żebyśmy uwierzyli, że wszyscy jesteśmy zwykłymi pasażerami Statku Kosmicznego Ziemia. W rzeczywistości garstka z nich siedz...

Rozwiń
Naomi Klein To zmienia wszystko Zobacz więcej
Więcej