Spotkamy się w Matrózcsárda

Okładka książki Spotkamy się w Matrózcsárda autorstwa Jerzy Edigey
Okładka książki Spotkamy się w Matrózcsárda autorstwa Jerzy Edigey
Jerzy Edigey Wydawnictwo: LTW Seria: Kryminał LTW kryminał, sensacja, thriller
198 str. 3 godz. 18 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Kryminał LTW
Data wydania:
2011-05-23
Data 1. wyd. pol.:
2011-05-23
Liczba stron:
198
Czas czytania
3 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375651737
W czasie służbowej podróży pociągiem oficer kontrwywiadu, major Wyganowicz, zauważa dwóch dziwnie zachowujących się mężczyzn. Zaintrygowany zaczyna ich obserwować. Znajduje notatkę o spotkaniu - w Budapeszcie, w restauracji Matrózcsárda. Oczywiście postanawia ruszyć do Budapesztu, chociaż jego przełożeni są temu przeciwni. W naddunajskiej stolicy wpada na trop bandy, czego omal nie przypłaci życiem. Przestępcy chcą się pozbyć świadka i nie przebierają w środkach. Nasz major jest jednak dzielnym człowiekiem, zaprawionym w swojej robocie. Potrafi sforsować wszelkie przeszkody i wydostać się ze wszystkich pułapek. Dlatego jego budapeszteńska misja zostaje uwieńczona sukcesem.
Średnia ocen
6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Spotkamy się w Matrózcsárda w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Spotkamy się w Matrózcsárda

Średnia ocen
6,0 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Spotkamy się w Matrózcsárda

avatar
7702
7680

Na półkach:

Interesujący kryminał.

Interesujący kryminał.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3725
725

Na półkach: ,

Major Wyganowicz, oficer kontrwywiadu podejrzliwość ma we krwi, a i spostrzegawczości odmówić mu nie można. Właśnie obserwuje nietypowe zachowanie pewnego mężczyzny, który akurat jedzie z nim w tym samym przedziale. Szybko okazuje się, że obserwowany też do naiwniaków nie należy i na jednej ze stacji ginie z oczu majora. Jedyne co Wyganowicz ustalił to pewna data i miejsce, w którym obserwowanego będzie mógł spotkać ponownie. Bezpośredni przełożony majora nie pieje z zachwytu nad jego rewelacjami. Ostatecznie pozwala mu na „wycieczkę” na Węgry i obserwację sławnej restauracji Matrozcsarda. Wyganowicz podejmuje grę, w której przeciwnicy najchętniej negocjują strzelając. Po swojej stronie ma tajemniczego Węgra, kobietę, która mu dobrze życzy, doświadczenie i... szczęście. To ostatnie zdecyduje czy major z tej potyczki szpiegów wyjdzie zwycięsko.
Czysto sensacyjna opowieść ze zgrabną fabułą, w której autor wartką akcję stawia nad wyrafinowaną, zawiłą intrygę. Powieść na pewno w pamięć nie zapada, ale też nie razi naiwnością. Szczęśliwie autor nie stara się naśladować/kopiować tych najbardziej emblematycznych w gatunku. Wyganowicz jest wiarygodny, Węgrzy przyjaźni, szpiedzy z zza Żelaznej Kurtyny podli i bezwzględni...

Major Wyganowicz, oficer kontrwywiadu podejrzliwość ma we krwi, a i spostrzegawczości odmówić mu nie można. Właśnie obserwuje nietypowe zachowanie pewnego mężczyzny, który akurat jedzie z nim w tym samym przedziale. Szybko okazuje się, że obserwowany też do naiwniaków nie należy i na jednej ze stacji ginie z oczu majora. Jedyne co Wyganowicz ustalił to pewna data i miejsce,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
410
75

Na półkach:

Nie jest dobrze. Edigey to bardzo nierówny pisarz.

Nie jest dobrze. Edigey to bardzo nierówny pisarz.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

47 użytkowników ma tytuł Spotkamy się w Matrózcsárda na półkach głównych
  • 29
  • 17
  • 1
12 użytkowników ma tytuł Spotkamy się w Matrózcsárda na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Spotkamy się w Matrózcsárda

Inne książki autora

Jerzy Edigey
Jerzy Edigey
Jerzy Edigey (właściwie Jerzy Korycki) - polski pisarz i działacz społeczny. Pochodził z rodziny o korzeniach tatarskich. Absolwent UW (prawo). Jeszcze w czasie studiów związał się polskim ruchem narodowym. Literacko debiutował późno, bo w wieku 51 lat. Wcześniej pracował jako aplikant adwokacki, dziennikarz sportowy oraz sędzia wioślarski. Uważa się go za głównego pisarza tzw. powieści milicyjnej. Aż trzy jego powieści sensacyjne posłużyły za scenariusz do telewizyjnej serii kryminalnej "07 zgłoś się". Wybrane książki autora: "Czek dla białego gangu" (Iskry, 1963),"Człowiek z blizną" (Iskry, 1970),"Błękitny szafir" (Czytelnik, 1971),"Elżbieta odchodzi|" (Wydawnictwo "Śląsk", 1973),"Dzieje jednego pistoletu" (KAW, 1976),"Alfabetyczny morderca" (Iskry, 1981).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Spotkamy się w Matrózcsárda przeczytali również

Skazałeś ją na śmierć Władysław Krupiński
Skazałeś ją na śmierć
Władysław Krupiński
- Mamo, kryminała! - powiedziałem z poważnym tonem. Po jakimś czasie mama dała mi pewną książkę, którą wyjęła ze swojej małej domowej księgarni. Była ona dosyć mała i pod względem wielkości, jak i pod względem grubości. Została wydana w 1984 roku i kosztowała jakoś 60 złoty na tamte czasy. Wiem to wszystko, bo tak pisało na tylnej stronie książki. "Dzikie białko" trochę mnie odstraszyło od czytania kryminałów, ale czemu miałem na jednej pozycji zaprzestać wgłębiania się w tajemnicze historie morderstw? Dałem jeszcze jedną szansę i owa szansa została doskonale wykorzystana. Pomogła przy tym książka Władysława Krupińskiego "Skazałeś ją na śmierć". Czasy PRL-u. Kapitan Mirski od jakiegoś czasu jest na wybrzeżu. Hans Jurgen, pomocnik maszynisty statku, zaginął w tajemniczych okolicznościach. Ostatni raz widziano Go z pewną kobietą. Maria Olimpska, bo tak nazywała się ta pani, znika również bez śladu. Kapitan Mirski rozpoczyna śledztwo z nadzieją na szybki koniec postępowania. Jak to powiedział sam kapitan: śledztwo niby takie proste, a rozwiązanie zagadki jest bardzo trudne. Może dokładnie tak nie powiedział, ale coś podobnego do tego, co napisałem. I rzeczywiście tak było. Wszystko zaczęło się mieszać i coraz cięższe stawało się wyjaśnianie sprawy zaginięcia dwóch osób. Po kilku tygodniach w oddalonym od wybrzeża o kilkaset kilometrów lesie, odnaleziono ciało kobiety, a zaraz potem na terenie budowy maszyn zostały znalezione szczątki mężczyzny w marynarce. Podejrzenie pada na inżyniera, który jest zatrudniony w miejscu, gdzie znaleziono szczątki mężczyzny. Kapitan Mirski od samego początku ma ciężki orzech do zgryzienia i mimo pomocy sporej ilości osób oraz wielu nowych poszlak ma problem z wyjaśnieniem tej zagadki. Czy i w jaki sposób należy wiązać śmierci dwóch osób? Czy byli to zaginięci Hans Jurgen oraz Maria Olimpska? Czy uda się Mirskiemu rozwikłać się tę skomplikowaną zagadkę? "Skazałeś ją na śmierć" to bardzo dobry kryminał, który napisany jest bardzo prostym językiem. Mówię to szczerze, bo przeczytałem ją w około godziny, no może troszeczkę ponad. Ale nie ma się co dziwić, ponieważ ma zaledwie 137 stron, lecz Władysław Krupiński napisał tak przejrzyście tę książkę, że czułem się, jakbym przeczytał długą powieść. Od samego początku autor wciągnął nas w tajemniczą historię zaginięcia Hans'a Jurgen'a. Niby wszystko wydaje się proste po pewnym czasie, ale zakończenie wszystkie przypuszczenia bierze w łeb. Jest to interesująca książka, która potrafi trzymać w napięciu. Obroty wydarzeń oraz nowe poszlaki, które z mozolnym trudem zostają zdobyte przez kapitana Mirskiego pozwalają, żeby czytelnik mógł sam poprowadzić swoje śledztwo. Nie jestem wielkim specem od kryminałów, bo to jest moja druga książka z tej kategorii, ale historia przeżyta w powieści Władysława Krupińskiego bardzo zmieniła mój pogląd co do tego typu książek. Dzikie białko nie spełniło moich oczekiwań i nie czułem żadnej grozy, ani gęsiej skórki podczas czytania. "Skazałeś ją na śmierć" wywarło na mnie ogromne wrażenie i do tej pory czuje emocje, które miałem podczas czytania. Także wielki ukłon dla pisarza, bo nigdy w życiu nie czytałem tak krótkiej książki, która jest prosto napisana i potrafi mnie tak wciągnąć. Autor nie rozpisywał się zbytnio z opisami i szedł do sedna od początku, bez żadnych ceregieli. Chwała mu za to!
Sarenkasarna - awatar Sarenkasarna
oceniła na714 lat temu
Czarny koń zabija nocą Jacek Roy
Czarny koń zabija nocą
Jacek Roy
W świnoujskim pensjonacie "Rybitwa" ma miejsce tajemnicze morderstwo kobiety. Zostaje ona uduszona szalikiem, gdy śpi obok męża. Dokładnie rok później w tej samej willi zbiera się dokładnie ta sama ekipa, co zeszłego lata i dochodzi do kolejnego zamachu. W czasie śledztwa wychodzi na jaw organizacja turnieju szachowego oraz jego stawka, która jest zdecydowanie wyższa niż butelka koniaku. O co naprawdę toczy się gra? Jakie powiązania łączą jej uczestników? Nie jest to typowy dla czasów PRL-u kryminał, gdyż dochodzenie prowadzą nie milicjanci, a naukowiec bawiący się w detektywa oraz działający na rzecz ówczesnych organów ścigania, o wdzięcznym imieniu Arystoteles. Nie ma tutaj również zamiennego dla tamtego okresu wychwalania pracy MO. Narracja została poprowadzona dwutorowo: pierwszoosobowo - z perspektywy majora nadzorującego śledztwo oraz trzecioosobowo, kiedy mamy już do czynienia z działaniami wyżej wspomnianego Arta Baxa. Autor przedstawia dość ciekawą intrygę, w której krew nie leje się strumieniami, a akcja nie pędzi na łeb na szyję. Powoli, tak jak po nitce do kłębka, docieramy do rozwiązania zagadki i poznania osoby zabójcy. Bohaterowie tworzą nietuzinkowy zlepek postaci, które zostały dość dobrze zarysowane. Zakończenie zaskakuje i powinno w pełni usatysfakcjonować czytelnika. Widać, że pisarz jest ogromnym miłośnikiem szachów oraz wiele o nich wie. Poświęca tej grze sporo miejsca w fabułę, a robi to w interesujący i nienużący sposób. Porównuje szachy do wojny pełnej podstępów, pułapek czy bezpardonowych bitew, ukazując tym samym ich trudność, ale też i piękno. To znakomita propozycja nie tylko dla miłośników kryminałów rodem z PRL-u czy szachowych rozgrywek. Z pewnością wielbiciele cosy crime i ciekawie uplecionych intryga znajdą w niej coś dla siebie.
ewelina_read - awatar ewelina_read
ocenił na711 miesięcy temu
Prawdziwy mężczyzna Albert Wojt
Prawdziwy mężczyzna
Albert Wojt
Z pociągu na warszawskim dworcu wysiada Jerzy Sumiński, pensjonariusz ZK Strzelce Opolskie. Zbliżającą się noc spędzi w areszcie, po awanturze w pewnej spelunie, ale też nawiąże nowe znajomości. Śledczy Mazurek, na nocnym dyżurze, odbierze telefon od byłego pracownika – Borkowskiego, ale nie będzie mu umiał pomóc. Dla Borkowskiego będzie to ostatnia rozmowa z kolegą po fachu. Gdzieś w Hamburgu pewien Niemiec będzie miotał przekleństwa na to, że dał się oszukać. Niedługo w Białymstoku dojdzie do gwałtownej wymiany zdań między szemranym towarzystwem, a ze spotkania nie wszyscy wrócą o własnych siłach, wkrótce pewien kościołek straci na wyposażeniu, a wszystko wyjaśni się w Sopocie... Wbrew rozsądkowi to nadal nie jest spojler. Albert Wojt rzuca czytelnika w wir wydarzeń, które dzieją się na wielu, wielu płaszczyznach, karząc skupić uwagę na (znów) wielu, wielu postaciach. „Prawdziwy mężczyzna” to jeden z bardziej złożonych fabularnie kryminałów spod znaku „kluczyka”, który aż prosił się o sfilmowanie. Cały czas zachowuje ciąg logiczny, każdy kolejny pojawiający się wątek pcha akcję do przodu dodając jej atrakcyjności. Niespiesznie ujawnia kto gra pierwsze skrzypce, kto nie jest tym za kogo się podaje, a zagadka nadal zagadką pozostaje. Postacie nie są przerysowane: milicjanci nie zachowują się jak siostry miłosierdzia, przestępcy nie czytują poezji. Dialogi są wyważone, tak jak sceny seksu. Oczywiście „podwórko” na którym działają przestępcy jest powielane po raz tysięczny, ale trudno mieć o to pretensje, skoro każda epoka ma swoje przestępstwo.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na71 rok temu
Wyspa czterech łotrów Andrzej Szczypiorski
Wyspa czterech łotrów
Andrzej Szczypiorski
„Przyjechał do Warszawy wieczorem. Podróż miał ciężką. Dzień był gorący, ludzie tłoczyli się niemiłosiernie. Wysiadłszy na dworcu Głównym wypił w kiosku dwa kufle chłodnego piwa.” – trzecie było raczej niewskazane, ale dwa już mówiły sporo o człowieku. Jedno wypija się by ugasić pragnienie, drugie by poczuć się trochę lepiej. Ten milicjant od dwóch piw, to porucznik Engel, bohater dość ciekawej i wyróżniającej się na tle innych ,opowieści z serii „Ewa wzywa 07″ „Wyspy czterech łotrów” Andrzeja Szczypiorskiego. Autor „Mszy za miasto Arras” tworzy lekką i nieco niesamowitą opowieść, która spełnia wszystkie wymagania narzucone przez sponsora serii, czyli komendę główną MO. Jednak robi to w sposób bardzo błyskotliwy, przemycając nad Wisłę gangsterską historię wprost z Chicago. Najważniejszy jest tu oczywiście inteligentny milicjant. Niekoniecznie musiał być jak porucznik Borewicz, bohater niezwykle popularnego serialu telewizyjnego „07 zgłoś się” błyskotliwym i dowcipnym oficerem – Istotne, żeby miał coś w sobie interesującego. „Oficer milicji w randze porucznika miał ociężałą postać, tęgą twarz i zmęczone spojrzenie. Wyglądał na pięćdziesiąt lat i chyba nie uprawiał porannej gimnastyki.” Wyglądał więc niezbyt korzystnie a do tego jeszcze palił paskudne papierosy. „Wydobył z szuflady paczkę papierosów marki sport. – Pali pani? – Dziękuję – odparła i wydobyła z torebki carmeny. Podsunęła mu paczkę. – Nie, wole sporty. Kiedy zmieniam od razu kaszlę. Podał jej płonącą zapałkę, potem sam zapalił, zaciągnął się głęboko i natychmiast chwycił go kaszel.” Taki obraz zwyczajnego milicjanta, który mógłby być sąsiadem powinien przemawiać do czytelnika. Ważne jest jednak, by wciągnąć go w zabawę w poszukiwanie odpowiedzi na pytanie kto zabił. Dlatego śledczy musi od razu podążać w odpowiednim kierunku, wskazując prawdopodobne ślady, odkryte dzięki swojej przenikliwości. „Ja rozumiem, że na przykład kastet – kontynuował porucznik – albo młotek. Gdyby go udusił gołymi rękami też bym się nie zdziwił. Ale pończocha?” I dzięki takiej prostej informacji wyrobiony czytelnik już wie, że morderca nie działa jak zwyczajny polski przestępca. Jeśli do tego jeszcze dodać informację przyniesioną przez świadka, że widział w pobliżu mieszkania, w którym doszło do morderstwa człowieka o ogorzałej twarzy w zagranicznym ubraniu i białych mokasynach, wszystko powoli staje się jasne. Przestępcą musi być ktoś z zagranicy. Nie wiadomo tylko dlaczego zabił? Więc, żeby to sprawdzić, wytrawny milicjant skłania do współpracy różnych obywateli od studenta, który zgłasza, się sam do pomocy, poprzez profesora Uniwersytetu który też czuje potrzebę pomagania milicji i w końcu przestępcy – złodzieja samochodowego, który za mglistą ofertę pomocy w przyszłości natychmiast zamienia się w psa gończego tropiącego z zapałem zagranicznych bandytów. „Majdaj był zdyszany. Włosy miał mokre od potu i deszczu, który siekł miasto nielitościwie od samego rana. (…) – Panie poruczniku, powiedział Majdaj. – Mamy tego gościa…” Mają na razie jednego, ale jak się wkrótce okazuje jest ich kilku, takich łotrów, którzy nie dość, że polują na bratanicę pierwszego trupa to jeszcze walczą ze sobą przenosząc chicagowskie zwyczaje strzelania do siebie na ulicy do centrum Krakowa. Ostatniego z nich, już namierzanego przez milicję w końcu zatrzymuje przypadkowy złodziej, któremu przecież nie będzie jakaś łachudra zagraniczna machała przed nosem pistoletem. „Więc ten człowiek z kopytem w ręce też myślał, że jest górą. (…) Panie poruczniku, żeby pan widział jego zdumienie, kiedy usiadł na tyłku i zobaczył, że ja mam w dłoni jego własne kopyto…” – wyjaśnił złodziej o pseudonimie Onufry, który z łatwością powalił uzbrojonego gangstera. W końcu dzięki własnej inteligencji i przenikliwości a dodatkowo jeszcze świetnej znajomości angielskiego milicjant Engel składa wszystkie dane do kupy i okazuje się, że dwie bandy amerykańskich gangsterów postanowiły sprzątnąć w Polsce ostatnich żyjących krewnych pewnego niezwykle bogatego gangstera, który właśnie odszedł w zaświaty, pozostawiwszy ogromny majątek. Nie wiadomo w jaki sposób chcieli sami przejąć spadek, likwidując dwoje krewnych, bo tego milicjant do końca niestety nie wyjaśnia, ale to i tak nie ma większego znaczenia. Czytelnik bowiem dostaje w tej powieści wszystko to czego mógłby sobie zażyczyć, trupy, pogonie, strzelaniny a wszystko to w mieście znanym z zamiłowania do porządku. I do tego jeszcze ma w bonusie zwykłego milicjanta, który nad wszystkim panuje a społeczeństwo pomaga mu tak jak harcerze kapitanowi Żbikowi. Powieść „Wyspa czterech łotrów” jest jedną z najlepiej napisanych opowieści z serii „Ewek”, choć podobnie jak wszystkie pozostałe niebieskie zeszyty w pełni realizuje narzuconą przez partię i milicję linie programową. Gdy po latach czysta się te książki, trudno się oprzeć pewnej refleksji: jak to możliwe, że mając takich doskonałych śledczych, PRL miał ciągle problemy z przestępczością, która właśnie w systemie komunistycznym pleniła się jak nigdzie indziej a kradł i oszukiwał państwo niemal każdy, kto tylko miał ku temu okazję. Tu odpowiedź wydaje się prosta. Milicjant w powieściach czasów PRL-u był produktem zastępczym jak wyrób czekoladopodobny zastępujący w PRL czekoladę, która była nieosiągalna w państwowych sklepach udającym tylko oficera śledczego, prawdziwego policjanta, który w państwie ciągłych niedoborów był stale towarem deficytowym.
Ryszard Ćwirlej - awatar Ryszard Ćwirlej
ocenił na88 miesięcy temu
Urlop z mordercą Zofia Kaczorowska
Urlop z mordercą
Zofia Kaczorowska
Jest to ciekawa i urocza na swój sposób powieść sensacyjna, którą czytałam po raz pierwszy w 1989 roku. Język i styl, wyjątkowo strawne. Akcja wartka, rozgrywająca się na kilku płaszczyznach. Główna bohaterka - Idalia Czerska - jest już nie najmłodsza, pracuje w firmie produkującej podzespoły elektroniczne i ma przeszłość. Od Powstania Warszawskiego mija 25 lat. Rzecz zaczyna się prozaicznie. Stopniowo dowiadujemy się jednak o dziwnych zbiegach okoliczności i dochodzimy do przełomu – tj. śmierci Marzeny Trudzik. Dalej następuje szereg absurdalnych przypadków. Dochodzi także do prób mobbingu, do rozmaitych reperkusji oraz nagłego awansu głównej bohaterki. Dodatkowo ciekawie przedstawiono relacje interpersonalne w pracy oraz stosunki Idy z jej córką Moniką. Dość naturalnie ukazana jest tu także osoba jej byłego męża Wiktora Monczarowskiego, a także irytującej ciotki. Jak się okaże, pożyczone poncho od zaginionej pani Teresy nie będzie bez znaczenia w sprawie, i tajemnicza postać magistra Kozłowskiego także. Dalsze przypadki będą jeszcze bardziej zaskakujące… Powieść jest na pewno dużo lepsza niż średnia treść tekstów książek Joanny Chmielewskiej. Całość w niezamierzony sposób ma luźne powiązanie z tym, co miało miejsce w firmie RAWAR, a potem RADWAR, ale także w zakładach Cemi, Lamina, Cerad, Telpod, Tonsil, Polfer, Tewa i CEMAT oraz w Centrum CNPME, no może bez pirotechniki i akcji antyterrorystów. Nadal polecam!
xymena_araszkiewicz - awatar xymena_araszkiewicz
ocenił na83 lata temu

Cytaty z książki Spotkamy się w Matrózcsárda

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Spotkamy się w Matrózcsárda