Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej

Okładka książki Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej autora Andrzej Garlicki, 9788307032020
Okładka książki Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej
Andrzej Garlicki Wydawnictwo: Czytelnik publicystyka literacka, eseje
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2013-07-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-07-01
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788307032020
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej

Średnia ocen
6,7 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej

avatar
506
392

Na półkach:

Ciekawa książka warto przeczytać.

Ciekawa książka warto przeczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
684
422

Na półkach: ,

Pozycja wartosciowa,skłaniająca do refleksji a przedewszystkim jak sama nazwa wskazuje, wyjasniająca kilka często powielanych mitów.

Pozycja wartosciowa,skłaniająca do refleksji a przedewszystkim jak sama nazwa wskazuje, wyjasniająca kilka często powielanych mitów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
94
84

Na półkach:

Bardzo dobra pozycja dla czytelników, którzy chcą poszerzyć wiedzę o II Rzeczypospolitej. Świetna, naukowa książka o specyfice tamtego okresu: od odzyskania niepodległości aż po wybuch II wojny światowej.

Bardzo dobra pozycja dla czytelników, którzy chcą poszerzyć wiedzę o II Rzeczypospolitej. Świetna, naukowa książka o specyfice tamtego okresu: od odzyskania niepodległości aż po wybuch II wojny światowej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

120 użytkowników ma tytuł Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej na półkach głównych
  • 77
  • 41
  • 2
31 użytkowników ma tytuł Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej na półkach dodatkowych
  • 17
  • 8
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej

Inne książki autora

Okładka książki Gdyby... Całkiem inna historia Polski. Historia kontrfaktyczna Włodzimierz Borodziej, Tadeusz Cegielski, Andrzej Chwalba, Andrzej Garlicki, Jerzy Holzer, Janusz Kaliński, Andrzej Paczkowski, Jerzy Strzelczyk, Janusz Tazbir, Julia Tazbir, Jan Wimmer, Henryk Wisner
Ocena 5,8
Gdyby... Całkiem inna historia Polski. Historia kontrfaktyczna Włodzimierz Borodziej, Tadeusz Cegielski, Andrzej Chwalba, Andrzej Garlicki, Jerzy Holzer, Janusz Kaliński, Andrzej Paczkowski, Jerzy Strzelczyk, Janusz Tazbir, Julia Tazbir, Jan Wimmer, Henryk Wisner
Andrzej Garlicki
Andrzej Garlicki
prof. dr hab. Andrzej Garlicki - polski historyk, publicysta i autor książek. Rodowity warszawiak. Jego ojciec, Stanisław Wojciech Garlicki, był działaczem socjalistycznym, zaś brat, Lech Garlicki, jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Absolwent UW (historia). Specjalista z zakresu historii nowoczesnej Polski. Autor lub współautor około 15 książek, w tym podręczników do nauki historii dla szkół średnich. Komunista (po latach przyznał się do tego, że był również tajnym współpracownikiem SB). Publikował w "Kulturze", "Polityce" i "Przeglądzie Historycznym". Wieloletni wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. Wybrane publikacje: "Geneza legionów. Zarys dziejów Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodleglościowych" (KiW, 1964),"U źródeł obozu belwederskiego" (pierwsze wydanie: PWN, 1976),"Od maja do Brześcia" (pierwsze wydanie: Czytelnik, 1981),"Józef Piłsudski 1867-1935" (pierwsze wydanie: Czytelnik, 1988),"Drugiej Rzeczpospolitej początki" (Wydawnictwo Dolnośląskie, 1996),"Historia 1815-1939. Polska i świat. Podręcznik dla liceów ogólnokształcących i liceów profilowanych" (Wydawnictwo Naukowe "Scholar", 2003).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu. Zarys monograficzny Włodzimierz Bolecki
Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu. Zarys monograficzny
Włodzimierz Bolecki
UWAGA: książka wydawana wielokrotnie, pierwszy raz jeszcze za komuny i pod pseudonimem, potem w kolejnych wydaniach autor uzupełniał/poprawiał różne rozdziały, nieraz znacznie. Stąd najlepiej znaleźć najnowsze wydanie (2022). Tego też dotyczą niniejsze uwagi. Spośród licznych piszących o Mackiewiczu (Zadencka, Fitas, Rohnka, Prądzyńska, Lewandowski, Eberhardt, Łukomski, Orłoś, Bartyzel, Maciąg plus dziesiątki prac magisterskich),Bolecki ma opinię (moim zdaniem słusznie) najlepszego znawcy. Jeśli ktoś nic o Mackiewiczu nie wie, to faktycznie radziłbym zacząć od tej książki. Co nie znaczy, że jest bez wad. Największa to ta, że Bolecki nie bardzo wiedział, co chce napisać. Biografię? Biografię literacką? Pracę historycznoliteracką? Analizę historiograficzną? Jak na monografię o pisarzu, niewspółmiernie dużo miejsca zajmuje tu tzw. „sprawa Mackiewicza”, czyli kwestia jego domniemanej kolaboracji (tu trzeba Boleckiemu przyznać, że kilka rzeczy wyjaśnił, ale nie do końca: np. znane jest nazwisko człowieka, który wydał wyrok na Mackiewicza - Stanisław Ochocki - ale w książce ono nie pada). W rezultacie nie bardzo wiadomo, czym książka jest. Życiorys potraktowany jest bardzo wybiórczo, nie dowiemy się praktycznie nic o latach 1925-1935, gdy Mackiewicz romansował i robił dzieci, klepał biedę i chlał na umór, goły i wesoły (kiedy z Toporską kupili domek w Czarnym Borze to za jej pieniądze, bo on – mimo 15 lat pracy – nic nie odłożył). Także okres emigracyjny jest pokwitowany bardzo ogólnikowo, bez wielu kluczowych informacji, znanych skądinąd (np. że przeprowadzili się do Monachium, bo Józef miał tam nagraną pracę – której ostatecznie nie dostał). W tej sytuacji trudno mieć pretensję, że Bolecki nie wyjaśnia epizodów nieznanych (co do cholery Józef i Barbara robili w Brighton?). Analiza historycznoliteracka twórczości wypada marnie, głównie skupiona na antykomuniźmie Mackiewicza. Nie ma wiele o jego powieściowej technice narracyjnej, o budowie postaci, o typowych wątkach (np. związki z wieloma kobietami),o jego rozpięciu między behawioryzmem a naturalizmem, o stronie leksykalnej (regionalizmy, rusycyzmy, trasianka) o prowadzeniu dialogów, o ewolucji jego formuły powieściowej, o ukrytej metaforyce przyrodniczej, o wielopostaciowym porte-parole, o przerzucaniu się z polifonii w monofonie, o technice prowadzenia konkretnych scen, o dozowaniu epiki, o jego eponimii, o panoramiczności wileńskiej topogafii i jej roli w rozwoju akcji. Rekonstrukcja światopoglądu Mackiewicza też ostatecznie wychodzi kulawo. Antykomunizm, antykomunizm i antykomunizm. A na przykład, gdzie jest chorobliwa rusofilia Mackiewicza, która tak go otumaniła, że wypisywał brednie o caracie? A jego religijność? Nie tylko w warstwie wyznaniowej, typu jak to było z tą konwersją na prawosławie, ale generalnie, czy był tradycjonalistycznym integrystą, do bólu praktycznym człowiekiem pogranicza, czy może raczej kimś w rodzaju katolickiego agnostyka? A weźmy kobiety; przecież wychodzi z niego mizoginia, jego kobiece postacie muczą, kwaczą, miauczą, ćwierkają – ale żadna nie mówi ludzkim głosem. No i wreszcie taka oto kwestia: czy Mackiewicz uważał się za polskiego patriotę? Bo ja sądzę, że nie. Tego właśnie nie ma w książce Boleckiego. Niestety ostatnie wydania obciążone są też jego członkostwem w obozie Niny Karsov. Tak do roku 2010 Bolecki był w tym sporze w miarę neutralny, ale potem dołączył do takich cyngli Karsov jak Lewandowski czy Rohnka. Prawdopodobnie po to, żeby zyskać dostęp do archiwaliów. No i zyskał, może teraz szaleć w Toruniu. Ale przecież z Raperswilu zdjęto już klauzulę, więc tutaj tego serwilizmu nie rozumiem. No dobrze, ale to wszystko nie jest takie ważne. Książkę polecam. I mam nadzieję, że ktoś (może i Bolecki?) jeszcze napisze znakomitą, wszechstronną książkę o Mackiewiczu.
PrzemekMichalak - awatar PrzemekMichalak
ocenił na72 lata temu
Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności Andrzej Friszke
Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności
Andrzej Friszke
Okładka nastraja optymistycznie, bo Wydawnictwo ZNAK, Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. To brzmi o wiele lepiej niż IPN. Do istotnego wstępu mam dwa zastrzeżenia. Pierwsze dotyczy Gomułki. Brak wg mnie podkreślenia, że Gomułka stał się ofiarą niewydolnego socjalistycznego systemu ekonomicznego. Abstrahując od tragicznych wydarzeń roku 1970, jak i marca 1968, zauważmy, że Gomułka oddawał ster władzy bez jakiegokolwiek zadłużenia, a Gierek nie miał żadnego pomysłu poza poprawą sytuacji ekonomicznej społeczeństwa drogą zaciągania kredytów, które miały być wykorzystane efektywnie. Miały, a wyszło jak zawsze. I z tego wynika druga uwaga. Friszke pisze (str.9,7 z 1626): "Trwałą stabilizację systemu miało zapewnić podniesienie poziomu życia obywateli i zmniejszenie dystansu dzielącego Polskę od krajów rozwiniętych. Służył temu program inwestycyjny ekipy Gierka, czyli rozbudowywanie przemysłu za pomocą technologii kupowanych na kredyt na Zachodzie. Pogorszenie się warunków udzielania kredytu po 1973 r. oraz wzrost oprocentowania skutkowały gwałtownym narastaniem zadłużenia PRL i coraz większą nierównowagą na rynku wewnętrznym...." Podstawową KONIECZNOŚCIĄ załamania się "programu inwestycyjnego ekipy Gierka", była ciężka, nieuleczalna choroba trawiąca scentralizowany, nakazowy, odgórny system decyzyjny, nosząca nazwę OSZUSTWO OD PODSTAW. Świadomie zaniżano (średnio czterokrotnie) koszty inwestycji, ustalano nierealne terminy realizacji, wyolbrzymiano (często w ogóle wyimaginowane) efekty ekonomiczne mające płynąć z inwestycji, a wszystko było podporządkowane jednemu celowi: BY WESZŁO DO PLANU. Mało tego, gdy decyzja już była korzystna, znaczną częścią kosztów inwestycji obciążano działalność bieżącą przedsiębiorstwa. Powszechnym zjawiskiem był zakup maszyn i urządzeń do hal produkcyjnych, których budowy nawet nie zaczęto. Stały więc one często na powietrzu, ulegając korozji, a często dewastacji i rozkradaniu, by w odległym czasie montażu okazać się nieprzydatnymi. Robotnicy to widzieli i w coraz większym stopniu zdawali sobie sprawę, że ta niegospodarność żle się skończy, a już obecnie wpływa negatywnie na ich sytuację finansową, bo brakuje pieniędzy na wzrost zarobków. Dodatkowym absurdem było rozliczanie się fabryk po cenach rozliczeniowych tworzonych z kosztu własnego, więc im wyższy koszt wytwarzania, tym większy odpis na fundusz płac, socjalny czy mieszkaniowy. TO MUSIAŁO RUNĄĆ, i już po 6 latach zaczęła się agonia. Friszke zaczyna książkę od charakterystyki anty -PRL-owskiej opozycji. Aby szerokie grono czytelników mogło czytać ze zrozumieniem omawiane dzieło, przypomnę za Wikipedią: "….'Ruch' powstał w połowie lat 60. Na IV Zjeździe, w styczniu 1969 r., przyjął deklarację programową 'Mijają lata'(jej autorami byli Stefan Niesiołowski, Andrzej Czuma oraz Emil Morgiewicz)... ...Jego działacze zdecydowanie odrzucali komunizm i nie uznawali Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej za legalne państwo polskie. Nie próbowali więc, w przeciwieństwie do innych środowisk opozycyjnych, działać na rzecz reformy i demokratyzacji PRL, uważali, że dopiero na jej gruzach należy budować niepodległe państwo: demokratyczne, niezależne od Związku Radzieckiego, gwarantujące przestrzeganie praw człowieka... ...W najbardziej aktywnym okresie działalności organizacja liczyła ok. 100 członków.” „Komandosi – określenie dla działającej w latach 60. XX wieku studenckiej grupy kontestatorów, głównie Adama Michnika, Teresy Boguckiej, Jana Grossa, Jakuba Karpińskiego, Barbary Toruńczyk, Ireny Grudzińskiej, Aleksandra Perskiego i innych studentów. Nazwani zostali tak od niespodziewanego pojawiania się na wykładach otwartych i sesjach rocznicowych na Uniwersytecie Warszawskim i niweczenia propagandowych założeń tych zgromadzeń przez doprowadzanie do nieprawomyślnych, według ówczesnej władzy, dyskusji politycznych... ....Po wydarzeniach marcowych 1968, jesienią tego roku rozpoczęły się procesy środowiska „komandosów”. Po kilku miesiącach zapadły wyroki więzienia, m.in. 3,5 roku dla Kuronia i Modzelewskiego, 3 lata dla Michnika...." To teraz mogę już pokazać "polskie piekiełko"; wg donosu Ludwika Hassa, działacze "Ruchu" szykowali się do ataku na "komandosów"(str.100): "Uważają ich za grupę antynarodową, którą trzeba odciąć od wszelkich kontaktów ze środowiskami opozycyjnymi, następnie zaś całkowicie wyeliminować z życia publicznego. Sprawę tę stawiają bardzo ostro. Tak np. zażądali, by Klub Inteligencji Katolickiej i redakcja „Więzi” zdecydowali się z kim chcą współpracować – z byłymi „komandosami” czy z nimi. Inaczej też, niż [Marcin] Król i jego zwolennicy, nie chcą „ruchowcy” utrzymywać żadnych stosunków towarzyskich z Kuroniem i jemu bliskimi. Doszło nawet do tego, że na przyjęciu u Wojciecha Ziembińskiego w końcu stycznia 1975 r. (przyjęcie z okazji rocznicy powstania styczniowego),na którym był Kuroń, zaczęli mówić: co tu robi ten „czerwony”?, co on ma wspólnego z rocznicą narodową". To po co nam kacapy? Przecież my sami unicestwimy się skutecznie w naszym bagienku!!! Podobnie jak Michnik w „Dziełach zebranych”, tak i Friszke wielokrotnie zwraca uwagę (np. str.116) na znaczenie książki Bohdana Cywińskiego z 1971 roku, pt „Rodowody niepokornych” w kształtowaniu postaw obecnych „niepokornych” i budowaniu płaszczyzny porozumienia między opozycjonistami różnych „maści”. Ze zdziwieniem zauważam tylko jedną opinię na LC, więc decyduję się skopiować notkę redakcyjną opracowaną przez autora: "Przedmiotem zawartych w tej książce rozważań o przeszłości są postawy społeczno-etyczne w Polsce ostatnich stu pięćdziesięciu lat. Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte XIX wieku, to okres kiedy w polskiej myśli ideologicznej i politycznej zaczęły rodzić się nowe idee i kierunki. Związane one są z jednym pokoleniem polskiej inteligencji, pokoleniem urodzonym w pobliżu Powstania Styczniowego i wychowanego w okresie najciemniejszej nocy politycznej, jaka kiedykolwiek zapadła nad Polską. Pokolenia, które potrafiło odrodzić polskie życie polityczne, stworzyć potężne stronnictwa o wyraźnych programach i wnieść swój istotny wkład w odzyskanie niepodległości w 1918 roku.(...)" Czołowa postać „naszej” książki - Jacek Kuroń - to człowiek dialogu; całe życie szuka płaszczyzny porozumienia z innymi. Jedną z ważnych postaci w jego życiu jest, sławny dzisiaj, ks. Jan Zieja (str. 125): „We wrześniu 1974 r. przypadała 35. rocznica wybuchu wojny. Kuroń wspominał wielkie wrażenie, jakie na nim wywarło kazanie ks. Jana Ziei wygłoszone w warszawskiej katedrze w rocznicę sowieckiego najazdu 17 września 1939 r. Było ono nie tylko przypomnieniem męczeństwa Polaków na Wschodzie, ale też wyznaniem polskich win wobec Ukraińców, Litwinów, Białorusinów. Będąc pod wielkim wrażeniem tego kazania, Kuroń opowiadał o nim przyjaciołom: „wygłosiłem je prawie dosłownie tekstem Ziei. Potem powtarzałem to w różnych miejscach i właśnie mój tekst poszedł w paryskiej »Kulturze«”. Wrażenie Kuronia brało się z odkrycia podobnej do własnej wrażliwości na krzywdę pobratymczych narodów oraz związanej z tym postawy antynacjonalistycznej. Ksiądz Zieja przełamywał powszechne w tym okresie milczenie o Ukraińcach, Litwinach, Białorusinach, a czynił to na gruncie etyki chrześcijańskiej i wartości braterstwa.” Kuroń prowadził rozmowy z Wojtyłą i Wyszyńskim. Zainteresował mnie fragment o kontaktach z Prymasem (132). Niestety... "Nie zachowały się również notatki SB o tych audiencjach, z wyjątkiem raportu o spotkaniu Prymasa z Kuroniem i Michnikiem 20 maja 1976 r. Można przypuszczać, że spotkania te zostawiły ślad w prowadzonym przez kardynała Wyszyńskiego diariuszu, z którego dotychczas opublikowano jedynie wyjątki." Napięcie w lekturze jest zmienne, bo Friszke opisuje dokładnie wszystko, w tym próby Kuronia w wydaniu marnego kryminałka pod zmyślonym nazwiskiem czy wg mnie marginalną rewitalizację wolnomularstwa. Ponadto wiele spraw znam z innych żródeł. Pozwolę więc sobie, na kontynuację dotychczasowej praktyki, czyli sygnalizowanie fragmentów, dla mnie, ciekawych. Niewątpliwie nim jest pismo dyrektora Departamentu III MSW gen. A. Krzysztoporskiego, z września 1975 r., w którym alarmuje (182): „Opozycja wewnętrzna nabrała cech frontu antysocjalistycznego obejmującego osoby o postawach rewizjonistycznych, prawicowych, liberalno-burżuazyjnych i innych. Najbardziej aktywne jądro, ściśle ze sobą współdziałających, stanowi grupa osób ze środowisk: b. komandosów (J. Kuroń, A. Michnik, T. Bogucka); socjaldemokratów (A. Steinsbergowa, J. Olszewski, L. Cohn); rewizjonistycznych (S. Staszewski); liberalno-burżuazyjnych (J.J. Lipski, K. Brandys, K. Głogowski); b. członków nielegalnej organizacji „Ruch” (A. Czuma, S. Niesiołowski i E. Morgiewicz); prawicy społecznej (J. Rybicki, Wł. Bartoszewski).” Jakby nie patrzeć, miejsce na tej liście nobilituje! Wiele stron Friszke poświęca listom protestacyjnym, petycjom etc, w tym dotyczącym poprawek do tworzonej w 1975 r konstytucji. Niestety, opis tych zbierań podpisów, wagi przywiązywanej do tego, poczucie misji, sprawia wrażenie dziecinady i śmierdzi bohaterszczyzną. W końcu sam autor pisze (208): „..Pozornie ruch petycyjny poniósł porażkę, w rzeczywistości odniósł sukces”. Ten „sukces”, to chyba z Mrożka. Moje środowisko tylko obserwowało, kto pod kolejnym listem się podpisze: czy będzie stary endek, alkoholik, alfa „Zniewolonego umysłu” Miłosza - Andrzejewski czy też może autor socrealistycznych „Obywateli” - Kazimierz Brandys, przed którym (wg Kisielewskiego) uciekali zbieracze podpisów pod „listem 34”. Bo dla mnie wzorcami moralnymi byli np Ossowscy, a ze środowiska literackiego godnym szacunku - Słonimski. Chwała Kuroniowi i innym zapaleńcom, ale nie mitologizujmy tamtych działań!!! Na str.251 czytam: „Odejście Kuronia od marksizmu na przełomie dekad i budowanie nowego systemu wartości społecznych utrudniały przedstawienie praktycznego programu dla robotników...." Czyli Kuroń zintelektualizował się i uprawiał "sztukę dla sztuki". Gorzej, ze Friszke poszedł w komedianty i nam groteskę zaserwował: "..Jedyną próbą dotarcia do środowiska robotniczego były wspomniane wyżej rekolekcje dla młodzieży gitowskiej....." Żart? Przecież do robotników łatwiej trafić przez apropaków!!! No i dobrze, trochę się pośmiałem, bo od tych kilkunastu nazwisk w kółko się powtarzających, oczy mnie się zamykały. Doceniam wagę publikacji Friszke, lecz ze względu na „experience”, np. z 1968 r. ogarnia mnie nuda przy opisach pałowań, zwanych „ścieżkami zdrowia”, a ona prowadzi z kolei do obrazoburczej mojej pseudofilozofii po lekturze np takiego fragmentu (327): „Większość oskarżonych w Radomiu skazano za to, że „działając w sposób chuligański wzięli udział w zbiegowisku publicznym, którego uczestnicy wspólnymi siłami dopuścili się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy publicznych oraz na obiekty i urządzenia gospodarki uspołecznionej, powodując w następstwie tego zamachu uszkodzenie ciała 75 funkcjonariuszy MO oraz szkodę w mieniu społecznym w wysokości 28 000 000 zł”. Ten sposób formułowania aktów oskarżenia sprawił, że wobec sądzonych stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej, tj. skazywano ich nie za własne czyny, lecz za wszystko to, co w dniu 25 czerwca 1976 r. zdarzyło się w Radomiu..." Bo, jak nie ulec "hańbiącej" refleksji, gdy widzę bezsilność III RP wobec bandziorów zwanych kibolami. Czy negacja "odpowiedzialności zbiorowej" ma oznaczać bezkarność? Takie refleksje nie opuszczają mnie przy dalszej lekturze opisów restrykcji, prześladowań, przesłuchań, nieustannej huśtawki aresztowań i zwolnień w OKUPOWANEJ, ZNIEWOLONEJ POLSCE wskutek konfrontacji z rzeczywistością w obecnej WOLNEJ, NIEPODLEGŁEJ DEMOKRATYCZNEJ, nękanej przez "niepokornych" obywateli skargami do Strasburga. Nie porusza mnie również użycie (350) "maszyny do pisania marki Consul" Kuronia do pisania skarg, bo o wiele bardziej tragiczna historia z maszyną w tle, opisana jest w żartobliwej książce aktora Andrzeja Zaorskiego, gdzie na pożyczonej, od urzędującego wówczas, komunistycznego Ministra Zaorskiego, ojca Andrzeja, ulotki "antypaństwowe" pisała w 1968 r. Kojka, siostra "Dziobaka" tj reżysera Krzysztofa Wierzbickiego. Kojka, relegowana, poszła siedzieć, a nam pozostało spekulowanie czy bezpieka odda maszynę - dowód rzeczowy- prawowitemu właścicielowi tj administracji rządowej. Mimo tragicznych indywidualnych losów robotników z Radomia, Ursusa etc, całość prześladowań wobec organizatorów opozycji sprawia wrażenie zamierzonej nieudolności. Jakby postępowaniem „władzy” kierowało hasło „nie chcem, ale muszem” czy też idea „wentyla bezpieczeństwa”. Bo, co dostaje całe społeczeństwo? Trzech męczenników: Kuronia, Modzelewskiego i Michnika. O innych szeroko się nie mówi, a znane postacie zdobywają popularność i respekt społeczeństwa podpisując kolejne petycje i „listy”. Dzięki temu, niezdolni do czynów mitomani mogą podtrzymywać w sobie przeświadczenie: „A jednak walczymy!” Na str, 360 Friszke pisze: „Dawniej wprowadzeni agenci zdążyli się już zdemaskować... ...Wprowadzenie nowego.. ..było bardzo trudne..” Tylko, że w bardzo szerokich przypisach do tego rozdziału (str. 593-650),znajduję olbrzymią ilość donosów i „meldunków operacyjnych”. Nie bądżmy naiwni, jak skonfundowany Wildstein z powodu przyjaciela!! Proszę Państwa! Ta pozycja przerosła moje możliwości i chęci w pisaniu opinii! Czytam dalej sam, nie dzieląc się uwagami. Mam już tylko siłę, by wyrazić uznanie dla autora i polecić całość Państwu.
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na1010 lat temu
Reytan. Upadek Polski Jarosław Marek Rymkiewicz
Reytan. Upadek Polski
Jarosław Marek Rymkiewicz
Jarosław Marek Rymkiewicz był poetą i eseistą wybitnym. Wiem, że dla wielu jest absolutnie niestrawny. Nigdy nie wybaczą mu wierszy napisanych po Smoleńsku. Problem w tym, że był poetą wolnym i pisał co mu tam w sercu i duszy grało. Jego eseje to inna liga. Kto przeczytał Żmut chociażby to odnajdzie ten sam warsztat badawczy i sposób narracji. Tadeusz Rejtan stał się mitem, legendą. Można zaryzykować twierdzenie, iż był prawzorem późniejszych romantycznych bohaterów powstań narodowych. Był szalony, bo tylko szaleniec przeciwstawił się wszystkim możnym ówczesnego świata. Jego gest nie powstrzymał upadku, ale od niego rozpoczął się żmudny proces odzyskiwania niepodległości. Rymkiewicz szuka prawdy o Rejtanie nie próbując go demitologizować. Każdy naród potrzebuje takich postaci. Tekst Rymkiewicza może nie podobać się pewnej części czytelników. Jednak czytając historię upadku Polski w XVIII wieku trudno nie szukać analogi do współczesności. Ościenne mocarstwa, jurgieltnicy, oderwane od narodu elity, analogie cisnął się same. książkę warto przeczytać choćby dla rozdziału o zdradzie, która nie wstydzi się tego, że jest zdradą, o śmierci Ponińskiego w rynsztoku, w końcu o zapomnianym dziele Staszica, którego tytuł każdy maturzysta powinien co najmniej słyszeć. Swoją drogą to co mówił Prezydent Duda o wieszaniu zdrajców, było nawiązaniem do Przestróg dla Polski. Staszic domagał się karania zdrajców. Pierwszym przykładem był właśnie Poniński. Mamy w naszej historii cały korowód zdrajców Ojczyzny, którzy nie ponieśli, żadnej kary za swoje odstępstwo od Ojczyzny. Poglądy i przestrogi dla Polski Rymkiewicza ostatecznie osądzi Bóg i historia. Ja nie mam wątpliwości, iż był narodowym wieszczom równy
Krzysztof U - awatar Krzysztof U
ocenił na108 miesięcy temu
Listy z Rosji Astolphe de Custine
Listy z Rosji
Astolphe de Custine
Opis i opinie o książce są wyczerpujące. Cóż można dodać? Listy markiza są w Polsce mało znane, dosłownie parę wzmianek w literaturze. A szkoda. Niezapomniana lektura. Moim zdaniem książka - matka, dla wszystkich późniejszych historyków. Nie twierdzę, że następcy byli plagiatorami, ale tyle razy spotykałem się z opiniami innych autorów, jakby żywcem zapożyczonych od autora. Na pewno była to lektura obowiązkowa dla każdego z nich. Wiele celnych opinii o Rosjanach i Rosji, dwa przykłady: " Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli " " Syberia zaczyna się od Wisły " itd. itp. Jeden opis bardzo smutny, przytoczę go w całości, bo nie myślę, żeby dużo osób miało możliwość przeczytać książkę. Petersburg 1839r."... trafiłem nogą na kamień i przeczytałem na nim imię, które mnie mocno wzruszyło: Poniatowski... Królewska ofiara próżności, ten zbyt łatwowierny kochanek Katarzyny II jest pochowany tu bez żadnych należnych mu względów, ale wyzuty z majestatu korony, zachował majestat nieszczęścia. Niedole tego władcy, jego zaślepienie tak okrutnie ukarane i perfidna polityka jego wrogów zwraca uwagę wszystkich podróżnych na jego poniechany grób. " Bez komentarza. Nie, chwila ciszy. Jaki był, taki był, ale to zawsze KRÓL POLSKI. Jego ciało przeniesiono w 1938 r. do Wołczyna ( obecnie Białoruś ). Od 1995 r w Warszawie, w katedrze św, Jana. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać na 246 stronach niekończącej się krytyki Rosji, cara, arystokracji, chłopów, wojska ( za wyjątkiem Kozaków ) azjatyckiej mentalności, strachu, zakłamania, architektury, kultury... spokojnie, spokojnie, brak kultury to też kultura, a to tylko wstęp do wyliczanki, to znalazł swoją książkę. Polecam.
ando - awatar ando
ocenił na1010 miesięcy temu
Bunt rojstów Józef Mackiewicz
Bunt rojstów
Józef Mackiewicz
Polesie. Kraina tyleż piękna, mająca swój osobliwy urok, pełna niejednoznaczności wynikających z faktu, że mieści się na styku kultur zachodniej i wschodniej, co biedna, pełna nędzy, trudna w gospodarowaniu i- choć wzdychanie do Kresów weszło Polakom w krew już dawno- traktowana jako Rzeczpospolita drugiej kategorii. Mackiewicz zabiera nas w podróż po Polesiu okresu międzywojnia i pokazuje jego prawdziwe oblicze; jednocześnie piękne i brzydkie. Przedstawia swój punkt widzenia na to, dlaczego jest piękne i co czyni je brzydkim. Tutaj, jak i w innych zbiorach reportaży J.M., dostrzec można wyraźne i jednoznaczne ukazanie patologii II Rzeczypospolitej, tak (niestety) podobnych do tych z naszych czasów... Warto "Bunt Rojstów" przeczytać. Powodów jest wiele: przede wszystkim punkt widzenia Józefa Mackiewicza (na własny użytek określam go radykalnie reakcjonistyczno-liberalnym) jest niezwykle oryginalny dla czasów międzywojennych, w których dominowały stronnictwa bądź to romantyczno-etatystyczne, narodowo-katolickie, bądź rewolucjonistyczne. Młodszy z Mackiewiczów ma poglądy odosobnione, mam wrażenie, nawet względem Żubrów Kresowych, do których niejako należał, współtworząc wileńskie "Słowo". Kolejnym powodem dla którego warto tę książkę przeczytać (i który podaję przy każdej opinii wystawianej książkom tegoż autora) jest ten wspaniały, jednocześnie hiperrealistyczny, jak i malowniczy język opisujący rzeczywistość, którą pisarz chce nam, czytelnikom, ukazać. Nikt tak pięknie, a jednocześnie tak brutalnie prawdziwie nie potrafi przedstawiać świata, jak Józef Mackiewicz. Warto przybliżyć sobie sytuację Kresów w II RP, aby zrzucić klapki z oczu i zobaczyć, jak naprawdę wyglądała sytuacja polityczno-gospodarcza i dlaczego nie powinniśmy iść tą drogą, a także czy aby na pewno historia nie zatacza kręgu.
Mariusz Miszke - awatar Mariusz Miszke
ocenił na93 lata temu
Rodowody niepokornych Bohdan Cywiński
Rodowody niepokornych
Bohdan Cywiński
Książka-legenda pokolenia moich rodziców. Pierwszy kontakt z nią, w podziemnym wydaniu (chociaż była legalnie wydana w 1971 r.) na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Później leganie wznawiana, w lepszej szacie edytorskiej, ze zdjęciami. Autor opisał losy polskiej inteligencji z przełomu XIX i XX wieku, pokolenia chyba najważniejszego w historii naszego kraju minionego stulecia. Praca rozpoczyna się od rozdziału poświęconemu Uniwersytetowi Latającemu (później recypowanemu w latach 70-tych minionego stulecia),a więc tematowi wówczas nieznanemu i niedocenianemu. W sposób oddolny, bez pomocy władz powstała w Warszawie, w „Kraju nadwiślańskim”, bez żadnej autonomii, z wiecznie trwającym stanem wojennym, uczelnia dla kobiet, z usystematyzowanym programem i wysokim poziomem nauczania, gdzie nauczali najwybitniejsi ówcześni intelektualiści, a wśród słuchaczek było pierwsze pokolenie wybitnych polskich kobiet końca XIX i początku XX wieku. Dopiero po latach przychodzi refleksja – tak się rodziło społeczeństwo obywatelskie. W kolejnych rozdziałach autor omawia ówczesnych luminarzy polskiej myśli w zaborze rosyjskim, historię ruchu socjalistycznego, tego prawdziwego – od Piłsudskiego, Krzywickiego, Brzozowskiego a także jego połączenie z ideami pozytywistycznymi, które zaowocowało pracą wśród warstw gorzej sytuowanych, przypomina takie zapomniane dziś postacie jak Cecylia Śniegocka czy Stefania Sempołowska. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy recenzenci, Cywiński nie pomija okoliczności powstawania endecji i dryfowania jej programu w stronę coraz bardziej agresywnego nacjonalizmu. Wadą, którą później sam autor zauważył jest brak jakichkolwiek nawiązań do ruchu ludowego, nie tylko w zakresie politycznym, ale przede wszystkim społecznym, edukacyjnym i dotyczącym uświadomienia narodowego oraz społecznego. Cywiński był związany z kręgiem Tygodnika Powszechnego i Znaku, więc nie mogło zabraknąć rozdziałów na temat kościoła katolickiego, zarówno instytucjonalnego, jak i jego co bardziej znanych przedstawicieli czy świeckich sojuszników, w tym m.in. znanych pisarzy i innych twórców. Wreszcie ostatnie rozdziały dotyczyły zetknięcia się radykałów społecznych, szczególnie socjalistów, z chrześcijaństwem, a raczej jego przesłaniem, a nie instytucjonalną ortodoksją. Tu bohaterami są m.in. ksiądz Władysław Korniłowicz, założyciel ośrodka dla niewidomych w Laskach, Stanisław Brzozowski czy grono osób, które będąc w starszym wieku w czasie I wojny światowej powróciło do chrześcijaństwa. Pod koniec komuny to przesłanie, podobnie jak książka Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog” było jakby pieczęcią współpracy dwóch środowisk – radykalnej lewicowej inteligencji oraz wierzących, bardziej jednak przeciwko wspólnemu wrogowi, niż o realizację jednolitej wizji przyszłego społeczeństwa i państwa, jak się później okazało. Tak czy inaczej książka pokazuje proces formowania się polskiej inteligencji, elit, które odzyskały niepodległość i rozpoczęły budowę nowej, bardziej egalitarnej wspólnoty. Bo kogo tam nie ma? Oprócz już wymienionych są m.in. Nałkowski, Abramowski, Strug, Sieroszewski, Krzywicki, Radlińska, Żeromski, Dawid, Dygasiński, Jellenta, Waryński, Mahrburg, Limanowski, Bogusz i wiele innych osób. Wybitne książka, którą powinien przeczytać każdy, kto się interesuje historią najnowszą,kulturą XIX i XX wieku oraz przemianami społecznym na naszych ziemiach. Tym bardziej warto, że nowe wydanie PWN z 2010 roku, solidne edytorsko (twarda oprawa, zdjęcia,indeks, ale niestety brak bibliografii) jest dostępne za śmiesznie niską cenę.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na92 lata temu
Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca Karol Modzelewski
Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca
Karol Modzelewski
Karol Modzelewski, nieżyjący i dziś trochę już zapomniany historyk oraz działacz Solidarności w autobiograficznej książce - jego życie to historia Polski XX wieku w pigułce. Rzadko bywał w pierwszym szeregu (chociaż pamiętam jego udział w programie "Herbatka u Tadka" pod koniec lat 90 :),ale wiele kluczowych wydarzeń widział na własne oczy. Najbardziej podobały mi się 3 fragmenty: opisy dzieciństwa spędzonego w Sowietach, historie więzienne (w szczególności zderzenie mentalności inteligenta z rzeczywistością zza krat) oraz końcowa mocna krytyka szokowej terapii Balcerowicza. Najciekawszy wątek tej książki to właśnie trudno uchwytna prawda dla kogoś, kto w 1989 dopiero przychodził na świat, czyli zdrada robotniczych ideałów przez Solidarność. Ruch, który od początku stał na barkach pracowników wielkich fabryk i zakładów, w 1989 roku odwrócił się od nich nagle uznając ich za kłopotliwy balast na drodze ku kapitalistycznej przyszłości. Do dzisiaj zresztą ci sami ludzie na swoje żale słyszą, że powinni "zmienić pracę i wziąć kredyt". Modzelewski w takim podejściu słusznie upatruje podglebia dla PiS-u i źródeł powstania partyjnego duopolu, który definiuje polską politykę od 20 lat. Słowem, ciekawa, choć długa książka, pouczająca lektura dla osób zainteresowanych XX-wieczną historią Polski, pokazująca zniuansowanie zarówno PRL-owskiego reżimu, jak i obozu Solidarności. Modzelewski (w przeciwieństwie np. do Roberta Krasowskiego, którego książki o tym okresie dziejów Polski również lubię) nie pozuje na nieomylny autorytet, któremu musimy uwierzyć "bo tak było i już" - dlatego zdecydowanie "kobyłę" polecam. :)
Bullshit_detector - awatar Bullshit_detector
ocenił na726 dni temu
Chodzi mi tylko o prawdę Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Chodzi mi tylko o prawdę
Tadeusz Isakowicz-Zaleski Tomasz P. Terlikowski
Wywiad z bezkompromisowym kapłanem przeprowadzony przez Tomasza Terlikowskiego (jeszcze przed jego paskudną metamorfozą). Po wyrzuceniu z pamięci opowiadanych nie tak dawno przez dziennikarza covidowo-ukrainoentuzjastyczno-lewicowych bredni - lektura arcyciekawa, szczególnie dla osób, które tematy tutaj poruszane, a skrzętnie omijane, tuszowane i zamilczane w mediach głównego ścieku jak i w Kościele (ze względów oczywistych),interesują. Znajdujemy tu ciągle poruszane przez niepokornego kapłana kwestie: nigdy nie dokonanej lustracji w Kościele, homoseksualizmu księży i znaczenia istnienia tego zjawiska w działalności tej instytucji zarówno teraz jak i w latach słusznie minionych, zamilczanego ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach na Kresach wschodnich, życiu i walce księdza Tadeusza w okresie chylącego się ku upadkowi komunizmu (praca w podziemiu niepodległościowym i cena jaką za to zapłacił - polecam każdemu wstrząsający, oparty na materiałach archiwalnych, film "Zastraszyć księdza" https://www.youtube.com/watch?v=dstGzi8OLBw),organizowania ośrodka dla niepełnosprawnych w Radwanowicach oraz wątek ormiański - ciekawy bo mało znany. Nie jest, według mnie, wadą fakt, że informacje w książce są dość ogólne. Dla osób niezorientowanych w temacie będą w sam raz , a dla innych mogą być bazą do dalszej lektury - mam tu na myśli ogromną, bogato udokumentowaną pozycję - "Księża wobec bezpieki" - pracę arcyważną, najważniejszą w całej twórczości ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego...
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na61 rok temu
Wieszanie Jarosław Marek Rymkiewicz
Wieszanie
Jarosław Marek Rymkiewicz
Po przeczytaniu Żmutu, Rejtana i Wieszania już jasno widzę, że Rymkiewicz stworzył specyficzną, sobie tylko właściwą formę narracji. Jest to esej naukowo poetycki. Jakiś dyskurs historyczno magiczny. Narrator przedziera się przez biblioteki, archiwa, własną pamięć i intuicję. Po drodze spiera się sam ze sobą, czasem z czytelnikiem, a innym razem z tą czy inną opisywaną postacią. Aby docenić Wieszanie trzeba znać Warszawę. Tak od pl. Trzech Krzyży do Dworca Gdańskiego z jednej strony i od Wisły do Powązek z drugiej. Autor prowadzi nas skrajem dwóch czasów. Tamtego z roku 1794 i tego współczesnego Rymkiewiczowi. Za parę lat miasto znów się zmieni i ktoś będzie musiał tłumaczyć czytelnikowi z przyszłości, co w danym miejscu było w czasach kiedy pisał Rymkiewicz. Autor niemal jak w filmie, nakłada na siebie warstwy miasta . Tak jest, gdy opisuje widok z okna czytelni Instytutu Badań Literackich w Pałacu Staszica. Widzimy jednocześnie dwa czasy. Ta szubienica z 1794 roku wciąż tam stoi choć dawno już jej nie ma. Tak samo inna szubienica, na szerokim Krakowskim Przedmieściu. Dziś można przysiąść w kawiarni zaraz obok Domu Literatury i pijąc kawę popatrzeć w tamto miejsce. Ja mógłbym dodać jeszcze co najmniej dwie szubienice. Rymkiewicz o nich nie pisze. Jedna stała na dzisiejszym pl. Piłsudskiego w sierpniu 1944. Niemcy powiesili na niej pielęgniarki z powstańczego szpitala. Może stała niedaleko tej opisywanej przez Rymkiewicza. Tej obok pałacu Bruhla. Może ktoś sprawdzi. Inna stoi do dziś na Woli. Też niemiecka, tylko z roku 1942. To jednak już całkiem inna historia. Wiem, że wielu nie potrafi czytać Rymkiewicza nie osądzając jego poglądów. Warto spróbować i dać Poecie szansę. Myślę, że Rymkiewicz gdzieś tam na lepszym świecie spaceruje ulicami równoległej Warszawy, której nigdy nikt nie zbrukał szubienicami i jest zadowolony, że to co napisał budzi w nas wciąż tyle emocji.
Krzysztof U - awatar Krzysztof U
ocenił na105 miesięcy temu
Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943 Emanuel Ringelblum
Kronika getta warszawskiego. Wrzesień 1939 - styczeń 1943
Emanuel Ringelblum
Bardzo trudna lektura, którą "męczyłam" prawie przez dziewięć miesięcy kawałeczek po kawałeczku. Bogactwo informacji podanych w formie króciutkich notatek, strzępków lub niedokończonych i niepełnych relacji - to niełatwa lektura. Jednak ta forma, czyli relacje pisane "na gorąco" bez późniejszego "poprawiania" (jak to miało miejsce w relacjach wielu Żydów po wojnie) gwarantują uczciwość. Lektura dla każdego, kto interesuje się historią i chce dowiedzieć się jak piekło (innego słowa tu po prostu użyć nie można) życia w getcie wyglądało. Oprócz różnych aspektów życia codziennego (a raczej prób przeżycia) autor opisuje uczciwie zarówno ludzkie jak i zupełnie nieludzkie zachowania Żydów , Polaków i Niemców (suchej nitki nie zostawia na Żydowskiej Służbie Porządkowej i Judenracie - w przypadku tego ostatniego autor nie jest bezstronny dlatego dobrze jest dodatkowo przeczytać "Dziennik Getta Warszawskiego" Adama Czerniakowa) . Nie brakuje tu nawet krążących po getcie dowcipów (straszne)... Największe rozczarowanie spotkało mnie przy końcu lektury, gdzie nakreślone są sylwetki wybitnych Żydów, którzy zginęli. Delikatna antypatia, którą odczuwałam do autora wcześniej (jako zdeklarowanego wroga asymilacji oraz lewicowca) przechodzi tutaj już w zdecydowaną niechęć, a to co można było wyczytać dotychczas miedzy wierszami - powiedziane jest wyraźnie. Ringelblum jawi się nam jako zdecydowany komunista, a uwielbienie, wręcz zachwyt z jakim pisze o młodych towarzyszach po prostu wywołuje niesmak, żeby nie powiedzieć wstręt. Na dodatek opisy ich są (czego w innych częściach książki oraz omówieniach innych sylwetek zupełnie nie widać) tak grafomańskie, górnolotne i pompatyczne, że przypominają raczej (dobrze pamiętam te czasy) wypracowanie ucznia szkoły podstawowej na temat sowieckich genseków niż dzieło literackie. Zgodnie ze swoimi przekonaniami bredzi tutaj również o faszystowsko-antysemickim przedwojennym polskim rządzie (zaznaczam, że wielbicielką Sanacji nie jestem, wręcz odwrotnie, natomiast jej poczynania w stosunku do komunistów zawsze uważałam za zasadne)po czym chwilę później sam sobie zaprzecza opisując żydowskich twórców i intelektualistów, którzy w owym systemie jakimś cudem jednak robili kariery oraz korzystali ze stypendiów państwowych... Na koniec warto chyba jeszcze zaznaczyć, że do tych relacji, mimo niewątpliwej uczciwości autora, trzeba jednak podchodzić ze sporą dozą ostrożności. Często są to informacje niepełne, czasem tylko plotki, a czasem po prostu zwykłe wymysły (jak np. to jakoby w II Rzeczpospolitej dostęp do wyższych uczelni mieli tylko ochotnicy po służbie wojskowej). Wszystko to nie umniejsza jednak wartości książki - to chyba najbardziej prawdziwy i wstrząsający obraz życia w Getcie Warszawskim jaki czytałam. Podczas czytania "Kroniki" przekonałam się niestety również jak bardzo politycy, publicyści, a nawet naukowcy i badacze (i to zarówno lewicowi jak prawicowi) brzydko przy niej manipulują wykorzystując do swoich celów. Jak widać, w obecnych czasach gdy już prawie nikomu nie można ufać, najlepiej do źródeł sięgać samemu...
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na73 lata temu

Cytaty z książki Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Siedem mitów Drugiej Rzeczypospolitej