Choroba Libenkrafta

Okładka książki Choroba Libenkrafta
Ołeksandr Irwaneć Wydawnictwo: Biuro Literackie literatura piękna
136 str. 2 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Biuro Literackie
Data wydania:
2013-05-30
Data 1. wyd. pol.:
2013-05-30
Liczba stron:
136
Czas czytania
2 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363129415
Tłumacz:
Natalia Bryżko, Natalia Zapór
Tagi:
literatura ukraińska
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,8 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
49
31

Na półkach:

"Zimno, ciemno, nieprzyjemnie". Miasto poza czasem i przestrzenią, choć przecież istniejące. Zamknięte. A w nim ludzie drżący w obawie przed zarażeniem tajemniczymi "czerwonymi kropkami" na powiekach. Takie kropki - to wyrok. Straszna śmierć - współmieszkańcy w mgnieniu okaz zatłuką cię wprost na ulicy. Zatłuką czym się da. Będą patrzeć jak zmieniasz się w krwawą miazgę. Poczują ulgę, by za chwilę znów wyostrzyć zmysły w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Strach, beznadzieja, rozpaczliwe chwytanie się bodaj brzytwy, by nie oszaleć. A życie się żyje. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu. Tylko czy to jeszcze życie, czy już wegetacja w oczekiwaniu na nieuchronne?
Akcja toczy się głównie w środowisku teatralnym. Główny bohater ma zagrać rolę Edypa w teatrze, w którym poza seniorami, nikt już nie pamięta treści sztuk. Dlaczego tak się dzieje? Bo świat zapomniał, wyrzucił z pamięci całą sztukę wyższą. Szekspir? Ktoś taki (chyba) był - to kwintesencja świata po świecie. Świata bez uczuć, emocji, współczucia, empatii, wrażliwości. I tu pierwszy zarzut - nadmierne epatowanie przemocą. Nawet jak na tak zaszczute społeczeństwo. Myślę tu o wątku "zwierzęcym". O wiele bardziej wymowne jest wspomnienie o nakazie usypiania kotów (liryczne, głębokie, przepełnione emocjami - bólem, poczuciem nieodwracalnej straty, żalem, poczuciem winy), niż nadmiernie rozbudowany opis rzezi psów. Ta część jest, moim zdaniem, zepsuta. Nadmierna dosłowność (cały opis - to ładnych kilka stron) niszczy napięcie i w trakcie czytania szok zmienia się powoli w obrzydzenie i znużenie. Szkoda, bo akurat ten wątek pięknie pokazywałby prawdziwe zdziczenie ludzkości.
No i druga część. W jednym z wywiadów autor twierdzi, że tu jego bohater "przeszedł już na drugą stronę lustra" - konia z rzędem temu, kto się w porę zorientuje.
Antyutopia? Owszem. Kolejna. "Riwne/Rowno" (choć stare i oparte na sprawdzonym motywie miasta podzielonego - Berlin) było chyba jakościowo lepsze, świeższe. Może to kwestia aż nadto widocznego politycznego zaangażowania. bo "Choroba Libenkrafta" jest tak "polityczna", że de facto bardzo niewiele ma wspólnego z historią alternatywną. Trochę (jednak) szkoda, bo łatwiej się uczyć człowieczeństwa przy (choćby szczątkowej!) zabawie. A tu tego brak. Jest tak mrocznie, dramatycznie, beznadziejnie i do przesady poważnie, że pozostaje tylko zawołać: "Grzegorzu, ściągnij moją trumnę z pawlacza!". Czytajcie. Jest szansa, że może i nawet ładnie pokłócimy :)

"Zimno, ciemno, nieprzyjemnie". Miasto poza czasem i przestrzenią, choć przecież istniejące. Zamknięte. A w nim ludzie drżący w obawie przed zarażeniem tajemniczymi "czerwonymi kropkami" na powiekach. Takie kropki - to wyrok. Straszna śmierć - współmieszkańcy w mgnieniu okaz zatłuką cię wprost na ulicy. Zatłuką czym się da. Będą patrzeć jak zmieniasz się w krwawą miazgę....

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
927
547

Na półkach:

Bardzo dobra powieść, bardzo dobry pisarz. Kolejne nazwisko z Ukrainy warte zapamiętania, a potem poszukiwań w księgarniach, bo i tłumaczeń z ukraińskiego coraz więcej, wydawnictwom niech będą dzięki. Znów naszła mnie refleksja, że o ile w prozie rosyjskiej stale natykam się na bohaterów określonego typu - otępiałych, nierozumiejących ani siebie, ani świata potomków wielu pokoleń niewolników, bo czymże innym byli "obywatele" państwa rosyjskiego i przed, i po rewolucji, tak u Ukraińców postacie literackie, choćby i w łańcuchach, zachowują się, myślą, rozumują jak ludzie wolni, o mózgach niewypranych, słowem - jak Europejczycy. Mimo tylu lat pod sowieckim butem. Tak powszechne u nas wrzucanie obu tych kultur do jednego worka to grube nieporozumienie.
A ta książka to taki ukraiński Orwell, antyutopia będąca oczywiście obrazem życia w totalitarnej rzeczywistości (sowieckiej naturalnie, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by odczytywać tekst uniwersalnie, w końcu totalizmów na świecie nie brak, niestety). Obraz to na poły surrealny, fantastyczny, na poły impresjonistyczny, bo wszystko, co otacza bohaterów, jest odbiciem ich wewnętrznych stanów duchowych, a raczej jednego stanu - krańcowego przygnębienia i poczucia beznadziei. Na opisie depresji inwencja autora się nie kończy - dalej jest jeszcze fantastyczniej i jeszcze... to już niech ewentualny czytelnik sam sobie zinterpretuje.
Coraz większą sympatią darzę wydawaną przez Biuro Literackie serię, w której ukazała się powieść Irwańcia. Szczególnie że wydawca od czasu do czasu raczy nas bardzo nęcącymi promocjami. Oby tak dalej.

Bardzo dobra powieść, bardzo dobry pisarz. Kolejne nazwisko z Ukrainy warte zapamiętania, a potem poszukiwań w księgarniach, bo i tłumaczeń z ukraińskiego coraz więcej, wydawnictwom niech będą dzięki. Znów naszła mnie refleksja, że o ile w prozie rosyjskiej stale natykam się na bohaterów określonego typu - otępiałych, nierozumiejących ani siebie, ani świata potomków wielu...

więcej Pokaż mimo to

23
avatar
1063
973

Na półkach: ,

W powieści Irwanca panuje zima, jest ciemno, zimno, a na dodatek głodno. Miasto bez nazwy opanowała dziwna epidemia: na powiekach zainfekowanych osób pojawiają się czerwone plamki. Przy odrobinie szczęścia zostaną izolowani przez służby sanitarne, jeśli mają pecha, bez ceregieli rozprawią się z nimi przygodni świadkowie. Poza tym jest zwyczajnie: ludzie pracują, dzieci chodzą do szkoły, teatry wystawiają sztuki o tematyce produkcyjnej, czasami zarządza się prace w czynie społecznym.

Brzmi znajomo, bynajmniej nie do końca. Główny bohater żyje bowiem w czasach, w których nikt już nie pamięta dzieł Szekspira, ani Sofoklesa, usuniętych przed laty z bibliotek ze względów ideologicznych. Książek zresztą w ogóle już nie ma w tym świecie zredukowanym do zaspokajania najbardziej podstawowych potrzeb: najeść się, ogrzać, napić się wódki. I przeżyć. I być może dlatego niezależnie od objęcia roli Edypa w teatrze, życie Igora zaczyna ulegać niepokojącej przemianie. Zaczyna widzieć więcej, miewa prorocze przebłyski, ale jednocześnie reaguje w coraz bardziej prymitywny sposób. W rzeczywistości nie on jeden ulega zezwierzęceniu, ów proces dotyka stopniowo całe społeczeństwo.

Jeśli tytułową chorobę Libenkfrafta potraktować jako wizję niedalekiej przyszłości, jest się o co martwić. Z powieściowej groteski wyłania się ponura i okrutna rzeczywistość, w której nie obejdzie się bez radykalnych rozwiązań. Irwaneć rozgrywa swój spektakl w prosty i sugestywny sposób, nie szczędząc od czasu do czasu brutalnych opisów. Przy tym wszystkim pozostawia margines na niedopowiedzenia i pytania, dzięki czemu pozornie nieskomplikowana książka okazała się inspirującą lekturą. Coraz bardziej lubię literaturę ukraińską.;)

W powieści Irwanca panuje zima, jest ciemno, zimno, a na dodatek głodno. Miasto bez nazwy opanowała dziwna epidemia: na powiekach zainfekowanych osób pojawiają się czerwone plamki. Przy odrobinie szczęścia zostaną izolowani przez służby sanitarne, jeśli mają pecha, bez ceregieli rozprawią się z nimi przygodni świadkowie. Poza tym jest zwyczajnie: ludzie pracują, dzieci...

więcej Pokaż mimo to

3
Reklama

Cytaty

Więcej
Ołeksandr Irwaneć Choroba Libenkrafta Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd