Dennis Rodman. Powinienem być już martwy

Okładka książki Dennis Rodman. Powinienem być już martwy
Jack IsenhourDennis Rodman Wydawnictwo: Sine Qua Non sport
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
sport
Tytuł oryginału:
Dennis Rodman: I Should Be Dead by Now
Wydawnictwo:
Sine Qua Non
Data wydania:
2013-04-17
Data 1. wyd. pol.:
2013-04-17
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363248871
Tłumacz:
Michał Rutkowski
Tagi:
koszykówka
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Zły do szpiku kości. Biografia Dennisa Rodmana Tim Keown, Dennis Rodman
Ocena 6,6
Zły do szpiku ... Tim Keown, Dennis R...

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Powinienem być już martwy...


Link do recenzji

587 33 105

Oceny

Średnia ocen
5,7 / 10
287 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1
1

Na półkach:

Niestety bardzo duże rozczarowanie. Uwielbiam Bulls i byłem fanem Rodmana. Wymęczyłem jakoś tę książkę i jestem zdegustowany. Niewiele o koszykówce, za to mnóstwo o patologicznym życiu i bezwartościowych ludziach. Trudno tam szukać jakiejś inspiracji. Rodman zawsze był bad boyem i to rzecz znana. Jednak poświęcenie całej książki na opis imprez alko-seksualnych, hazardowu i jego pustym partnerkom jest ciężkostrawne. Po biografii Jordana- Życie, ta książka to kompletna porażka.

Niestety bardzo duże rozczarowanie. Uwielbiam Bulls i byłem fanem Rodmana. Wymęczyłem jakoś tę książkę i jestem zdegustowany. Niewiele o koszykówce, za to mnóstwo o patologicznym życiu i bezwartościowych ludziach. Trudno tam szukać jakiejś inspiracji. Rodman zawsze był bad boyem i to rzecz znana. Jednak poświęcenie całej książki na opis imprez alko-seksualnych, hazardowu i...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
17
1

Na półkach:

Bardzo duży zawód.
Dennis Rodman to jedna wielka kontrowersja,ikona lat 90. i jeden z najważniejszych ludzi w zespole Byków z tych lat.
Tymczasem w książce dostajemy sporo użalania się nad sobą,sporo wspomnień z imprez oraz z relacji z żonami i sporo narzekania jak bardzo NBA i wszyscy dookoła go skrzywdzili.
Ale co gorsza,brak anegdot,historii albo opowiadań z szatni Byków.
Ludzie kochani - jesteś w najlepszej drużynie wszech czasów,grasz u boku samego Jordana i Pippena a na ławce trenerskiej zasiada sam Phil Jackson a nie poświęcasz temu nawet jednego rozdziału.
Książka ta jest męcząca i szczerze mówiąc bardziej wydaje mi się ,,skokiem na kasę czytelnika" niż spowiedzią ,,Robaka"
Daje 3/10 bo ta książka jest po prostu słaba.

Bardzo duży zawód.
Dennis Rodman to jedna wielka kontrowersja,ikona lat 90. i jeden z najważniejszych ludzi w zespole Byków z tych lat.
Tymczasem w książce dostajemy sporo użalania się nad sobą,sporo wspomnień z imprez oraz z relacji z żonami i sporo narzekania jak bardzo NBA i wszyscy dookoła go skrzywdzili.
Ale co gorsza,brak anegdot,historii albo opowiadań z szatni...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
62
15

Na półkach: ,

Cześć w #instabook .
Cieszę się, że moje #booklover nie polega na pisaniu streszczeń. Poprostu w tym przypadku chyba nawet sam autor pisząc drugi raz ,,Powinienem być już martwy '' dzięki barwnej osobie Denisa Rodmana stworzyłby całkowicie inne czytelnicze dzieło. Co prawda da się podsumować koszykarski dorobek bohatera jednak poza boiskiem nie jest to łatwy wyczyn.
Denis Rodman drugiego takiego nie będzie co sam o sobie myśli?
,, zaczynałem jako wolny człowiek, grając bez opamiętania w koszykówkę, farbując włosy, tankując z Madonną, poprostu będąc Denisem(...) zdobywałem tytuły mistrza NBA, imprezowałem, grałem w kasynie-byłem wolny jak ptak(...) Jestem uwięziony w klatce swoich własnych zasad''

Cześć w #instabook .
Cieszę się, że moje #booklover nie polega na pisaniu streszczeń. Poprostu w tym przypadku chyba nawet sam autor pisząc drugi raz ,,Powinienem być już martwy '' dzięki barwnej osobie Denisa Rodmana stworzyłby całkowicie inne czytelnicze dzieło. Co prawda da się podsumować koszykarski dorobek bohatera jednak poza boiskiem nie jest to łatwy wyczyn.
Denis...

więcej Pokaż mimo to

1
Reklama
avatar
145
57

Na półkach: , , , ,

zdecydowanie warto, czego nie sugeruje ocena na lubimyczytac (w momencie pisania recenzji 5,7). nie jestem fanem ani rodmana ani koszykowki, ksiazka trafila do mnie z przpadku, gdyz trafilem ja w nizszej cenie, wiec uznalem, ze warto sie zapoznac (mialem mniej wiecej pojecie kim jest dennis). sama ksiazka pisana jest w sposob latwy i przystepny, nie przynudza i przede wszystkim nie opisuje wydarzen, ktore moglismy ogladac na ekranach tv (to moja osobista obserwacja, czesto w takich biografiach dostajemy opis czegos, co mozemy sprawdzic latwo w Internecie, np. opisy meczy -> biografia stevena gerrarda, czy przedruk tekstow piosenek -> biografia jay'a z). ksiazka to sam miodek zza kulis i 'prywatnego' zycia dennisa, oczywiscie na tyle prywatnego, na ile moze byc prywatne, bedac giwazda nba. bywa zabawnie, bywa smutno, tak czy inaczej warto, bo powdobnie jak w biografii kiedisa, warto by nakrecic film, ktory zdecydowanie zebralby szeroka publike, i to nie tylko wsrod fanow koszykowki.

zdecydowanie warto, czego nie sugeruje ocena na lubimyczytac (w momencie pisania recenzji 5,7). nie jestem fanem ani rodmana ani koszykowki, ksiazka trafila do mnie z przpadku, gdyz trafilem ja w nizszej cenie, wiec uznalem, ze warto sie zapoznac (mialem mniej wiecej pojecie kim jest dennis). sama ksiazka pisana jest w sposob latwy i przystepny, nie przynudza i przede...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
1642
1346

Na półkach:

Siedmiokrotny triumfator klasyfikacji najlepiej zbierających zawodników NBA, posiadacz pięciu pierścieni mistrzowskich, dwukrotny laureat nagrody dla najlepszego obrońcy ligi. Jednocześnie jeden z najbardziej „nietuzinkowych” koszykarzy w historii NBA, którego ciało zdobiły dziesiątki tatuaży, a włosy mieniły się tysiącami barw. To właśnie na tym drugim aspekcie życia skupia się książka o wielce wymownym tytule Dennis Rodman: Powinienem być już martwy.

Znacząca większość dostępnych na rynku biografii znanych osób, skupia się na ukazywaniu kolejnych etapów ich życia, przy jednoczesnym jak najmocniejszym uwypukleni ich zalet i przemilczeniu niewygodnych faktów. W przypadku tej książki jest zupełnie inaczej i dość trudno uznać ją za typową „biografię”. Zawartą tutaj treść najlepiej określić mianem „kroniki” szalonego życia Dennisa Rodmana (tak jak zostało to wskazane w opisie na tylnej części okładki). Kolejne rozdziały ukazują najciekawsze wycinki jego „imprezowego” żywota, które pełne było wzlotów i groźnych upadków. Zdecydowanie nie jest więc to pozycja dla kogoś, kto chciałby dowiedzieć się więcej na temat jego kariery sportowej. Koszykówce poświęcono tutaj naprawdę marginalną ilość miejsca.

Kolejne rozdziały to prawdziwa jazda bez trzymanki, od na szczęście niezrealizowanych myśli samobójczych przez szaleństwa w Chicago po liczne próby powrotu na parkiety NBA i marketingowe zabiegi mające na celu wzbogacenie zasobów jego wiecznie kurczącego się konta bankowego. Wszystko to podane w dość bezpośredniej i momentami pikantnej formie, która zdecydowanie kierowana jest do dorosłego czytelnika. Piękne kobiety, szybkie motocykle i alkohol, naprawdę dużo alkoholu. To właśnie te elementy w dużej mierze kreowały rzeczywistość Rodmana, doprowadzając go kilkukrotnie nad przysłowiową przepaść. Balansowanie na granicy życia i śmierci powodowało u niego jednak tylko chwilowe opamiętanie. Jego mottem przewodnim jest przecież życie zgodnie z własną naturą, a on ma ją dziką i nieujarzmioną.

Cała recenzja na:

https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-ksiazki-dennis-rodman-powinienem-byc-juz-martwy/

Siedmiokrotny triumfator klasyfikacji najlepiej zbierających zawodników NBA, posiadacz pięciu pierścieni mistrzowskich, dwukrotny laureat nagrody dla najlepszego obrońcy ligi. Jednocześnie jeden z najbardziej „nietuzinkowych” koszykarzy w historii NBA, którego ciało zdobiły dziesiątki tatuaży, a włosy mieniły się tysiącami barw. To właśnie na tym drugim aspekcie życia...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
144
142

Na półkach:

Nie wiem czemu taka niska ocena super Biografia dużo się dowiedziałem o Rodmanie jego życiu i kulisach NBA polecam

Nie wiem czemu taka niska ocena super Biografia dużo się dowiedziałem o Rodmanie jego życiu i kulisach NBA polecam

Pokaż mimo to

0
avatar
446
442

Na półkach: , ,

,,Za dużo to wciąż za mało”. Zgodnie z tą dewizą żył w świecie zawodowego sportu pewien jegomość, do którego przylgnęło charakterystyczne pseudo: ,,Robak” bądź mówiąc inaczej ,,Rodzilla”. I co istotne, to ostatnie przezwisko, wtrącając, wiązało się i wiąże do dziś, z tą jego o wiele bardziej kontrowersyjną, wśród i tak kontrowersyjnych zachowań, naturą. Rzecz jasna rozchodzi się o słynnego koszykarza, ,,słynnego” w nieco inny niż moglibyśmy przypuszczać standardowy sposób, łączącego w sobie cechy introwertyka i ekstrawertyka, będącego ikoną sportu, wnoszącego do sportu bardzo dużo dobrego – głównie to, jak jednostka ludzka potrafi być waleczna: wyjść poza ograniczenia zostawić zdrowie i ducha w imię idei, które się ze sportem wiążą. Tym kimś jest Dennis Rodman, którego specyfika działania w zawodowym sporcie wykracza daleko poza ,,poukładany chaos". Bo Dennis to, rzekłbym, sportowa osobistość stulecia, którą zna świat i będzie znać po wsze czasy.

Za ,,tym kimś" o nazwisku Dennis Rodman, kryje się naprawdę ktoś, kogo nie sposób zapomnieć nawet jeśli usłyszy się o nim choćby tylko raz. Bo Rodman oznacza wiele; to wyraz sportowych ambicji, ukrytych w kotle zachowania, pod którego pokrywką aż kipi od gniewu i ścierających się ze sobą emocji. Tak, to ten słynny, wytatuowany i wykolczykowany, skaczący w pierwsze rzędy miejsc dla publiczności, aby zebrać piłkę dla swej drużyny NBA (a to dopiero początek przykładów jego niezwykłych cech i zachowań), koszykarz; to ten gość, niezważający na nic, łamiący zasady i tworzący własne, mający upodobania do różnokolorowych fryzur i życia w ekscentrycznym stylu z butelką Jägermeistera przy boku. To on, jako jedyny wśród koszykarzy basketu zza oceanu, w latach 1995-98 w pewnych okresach popularności zawodowego sportu w USA, jak i na świecie, był bardziej sławny i rozpoznawalny niżeli ,,Jego Powietrzność”, Michael Jordan. A wszystko dzięki jego, co by nie było, obscenicznej, kontrowersyjnej, atypowej, ale jednak, naturalności zawodowo-prywatnej, której ,,wypadkowymi” takiego zachowania i takiej jego natury było m.in. wzięcie ślubu... z samym sobą w miejscu publicznym, w otoczeniu tysięcy ludzi, i to w sukni ślubnej. Jak skomentować, jak podsumować i ocenić takiego Dennisa Rodmana? Czy da się tego dokonać? Nie, raczej aż tak łatwo nie da się tego zrobić. Bo Rodman był tylko jeden, a paradoks geniuszu ,,Robaka” polegał na tym, że MJ, owszem, mógłby mieć swoich następców – od wielu, wielu lat pojawiają się koszykarze w NBA podążający za jego stylem gry, techniką, czy zachowaniem na parkiecie. Naśladujących Jordana sportowców, pasjonujących się tym, co i z jaką gracją wyczyniał on na parkiecie, jest całe mnóstwo, i całe mnóstwo będzie w przyszłości. Należą do nich na dzień dzisiejszy m.in. LeBron James, świętej pamięci Kobe Bryant, Carmelo Anthony, Kawhi Leonard, Stephen Curry i wielu innych. Jednak kogoś takiego jak Dennis Rodman, łączącego w sobie osobliwe cechy osobowości, niełatwy wizerunek sportowy i ten medialny z byciem jednym z najlepszych koszykarzy działających dynamicznie, agresywnie i ofensywnie w dziejach, cóż, nigdy nie będzie. A jeśli ,,Jego Powietrzność” porównamy do Zeusa, to Rodmana, sądzę, powinno się przybliżyć do sylwetki Hadesa, również bóstwa z mitologii greckiej, potężnego Pana Podziemia, głównego gracza w świecie zmarłych. Sęk w tym, że to właśnie ,,Rodzilla" gotował największe piekło przeciwnikom drużyn, u których grał przez 14 sezonów na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata, NBA - zarówno jako dość dobrze broniący, ale jeszcze lepiej zbierający na tablicach zawodnik. I dokonywał tego począwszy od Detroit Pistons, poprzez San Antonio Spurs, aż na Chicago Bulls i Dallas Mavericks skończywszy. Tak, Rodman może i miał sporo wad, a o wielu się pewnie nie dowiemy (to bardzo skomplikowana persona). Należały do nich, przykładowo, nie odczuwanie respektu przed samym sobą, a tym bardziej przed nikim innym; nierówność emocjonalna, która dokuczała mu w momentach intymnych, ale i na parkiecie, co summa summarum powodowało, że nie tylko oszukiwał sam siebie, ale i krzywdził swych bliskich, trenerów i kolegów z drużyn. Rodman w sposób osobliwy na parkiecie, jak i w życiu, nie odczuwał strachu; potrafił chronić ,,terytorium własnego Ja", jak rasowy obrońca: walczył zawzięcie, gryzł, łapał przeciwników, chciał ich zdeptać i zniszczyć. Grając dla Pistons czy Bulls rywali z boiska chciał traktować tak, jak traktuje się najgorsze robactwo - rozdeptać, zmiażdżyć, zachowując przy tym dozę opanowania... jeśli rzecz jasna od Dennisa tego wymagano. A wszystko dla sukcesu sportowego, dla wiktorii drużyny, dla własnej indywidualności, dla sławy i ryzyka.

Dennis Rodman jest jednym z powodów, dla których amerykańska koszykówka z lat 90-tych budzi tak wielkie zainteresowanie w czasach, gdy - i sądzę, że jest to właściwe porównanie, choć delikatnie kontrowersyjne - wygląda ona zupełnie inaczej. Złota era popularności tej dyscypliny, która według mnie przypada na lata 90-te XX wieku, która to dzisiaj wywołuje nutkę nostalgii, ciepłego sentymentu kibica sportu, to nie tylko biegający od kosza do kosza, genialnie grający, ten największy z największych, Michael Jordan. Z mojej perspektywy – jako profesjonalnie podchodzącego do sportu wyczynowego amatora, również jako entuzjasty koszykówki i pasjonata wszystkim tym, co związane jest z basketem europejskim i amerykańskim – to ekscentryczny Dennis Rodman w niektórych aspektach koszykówki chicagowskich Byków z lat 1995-1998, był o wiele ważniejszy niż MJ. Prawda boli, ale tak było. ,,Robak" był drugim zaraz po Jordanie w Bulls motorem napędowym, dolewającym do silnika teamu dopalacza nitro, czegoś na miarę absolutnego ,,środka dopingującego”, wynoszącego Byki na inny ,,meta-boski" poziom gry. Tak można uznać, szczególnie jeśli spojrzymy na to, co Rodman wyprawiał wtedy na parkiecie, a nie na to, co działo się z nim poza grą: jak walczyły w nim dwie osobowości, gdzie jedną z nich był po prostu ,,Dennis” - ten bardziej naturalny Rodman, i „Dennis Rodman” - ta wersja jego osoby, która zbyt często traciła kontrolę w sporcie, jak i poza nim, jakby ścierały się w nim Ciemna i Jasna Strona Mocy. To bez dwóch zdań jeden z tych sportowców działających wprost: niepatyczkujących się ze swoim agresywnym stylem gry. Co by nie było, Rodman zasłynął tym, iż był jednym z niewielu graczy, którzy podczas swojej kariery koszykarskiej, własne naturalne zachowanie potrafili przełożyć na to, co miałoby mieć miejsce na parkiecie.

I o tym wszystkim - o tym o czym napisałem powyżej, a także o wielu, wielu innych ,,rodmanowskich przygodach", i obfitej jego osobniczej wewnętrznej wojny, która trwała w nim najlepsze - i sądzę, mimo wszystko częściowo trwa do dziś - o całym nim: Dennisie Rodmanie, oraz o wielu, wielu innych aspektach jego koszykarskiej krwawicy, którą zalewał parkiet, opowiada książka, którą napisał on sam, we współpracy z Jackiem Isenhuor’em. W "Powinienem być już martwy" dowiecie się rzeczy, o których może i nie chcielibyście słyszeć, ale bez nich na ,,dżylion procent" nie byłoby epickiego Rodmana. Zostaniecie wręcz zalani treściami, które – pisane niepatyczkującym się trudnym w odbiorze, zakrapianym ,,słowami dla dorosłych” językiem i stylówą Rodmana - potwierdzają jedno: gdyby Dennis otoczył się odpowiednimi ludźmi, skupił się tylko na grze, byłby, sądzę, jednym z najlepszych koszykarzy w dziejach tego sportu, z jednym wyjątkiem: bez przypiętej mu łatki ,,przegrywa”, nieudacznika, człowieka idącego po równi pochyłej ,,od milionera do zera” – którymi to określeniami według mnie nagminnie i często bezcelowo Dennisa się opisuje, nie znając w pełni tego, z czym jako człowiek musiał się on zmagać. Ale jest to tylko moja sugestia; może i Rodman bez tego, jaką osobą na łamach tego tytułu, jak i wszędzie tam gdzie dało się go zobaczyć, ostatecznie dał się poznać, nie był tym kim po prostu jest. Kto wie...

"Powinienem być już martwy" jest jedną z najszczerzej napisanych biografii osobistości kultury i świata sportu - sądzę, nakreślonych w stylu będącym czymś dużo więcej niż ,,bez mydlenia oczu” gawiedzi fanów swą sportową i wizerunkową wielkością jakiejś persony - z jaką przyszło, jak dotąd, mi się zmierzyć. ,,Zmierzyć” zabrzmi tu zgoła inaczej, gdyż przed zabraniem się za ów tytuł targały mną sprzeczności, czy to na pewno będzie to, co oczekujemy po Rodmanie, aby nam o całej swej prywatnej sportowej i mentalnej krwawicy opisał i opowiedział. I było bardzo dobrze: realnie, bardzo wyjątkowo. ,,Robak” dał się poznać, jako ktoś o osobowości i naturze ,,otwartej książki”. Żył na krawędzi, na oczach wszystkich. Sława go ukształtowała – zarówno z dobrej i złej strony; zresztą po lekturze niniejszej autobiografii – rodmanowskiego credo i dekalogu - zadaniem trudniejszym niż syzyfową pracą będzie stwierdzenie, czy mimo tak wielu sukcesów – 7 lat z rzędu na pozycji lidera w zbiórkach, najlepszy w historii NBA koszykarz według statystyk ,,wskaźnika zbiórek” (23,4 % - co czwarta piłka, która odbijała się od tablicy; którą przeciwnik tracił pod koszem trafiała do rąk Rodmana!), a także wielu porażek – od 1999 roku do pewnego incydentu w Las Vegas w 2004: według samego Dennisa pił on non-stop, dzień w dzień, zamieniając krew w żyłach i tętnicach na alkohol, staczając się na dno w życiu prywatnym i wizerunku w mediach i popkulturze, Dennis jest człowiekiem, który nie przegrał życia, który pokochał siebie takim, jaki jest, który pokochał również innych. I wszyscy fani, znając to jak ,,Rodzilla" grał w Pistons, Bulls i Spurs; jak zachowywał się poza życiem sportowym, będą oczekiwać, że Rodman to ktoś niepoukładany, sprzecznie wewnętrzny, kapryśny, wiecznie skandaliczny, ekstrawagancki publicznie, a prywatnie introwertyczny. Że na zawsze pozostanie on wiecznym ,,wybrykiem natury”, bezdennym oceanem, z którego dziennikarze i reporterzy sportowi będą łowić w swe sieci soczyste kontrowersje, z których uczynią swe pisma i gazety jeszcze bardziej poczytnymi. I tak i nie. Bo Rodman to nieprzewidywalny indywidualista, która kocha siebie, ale kocha również i innych, jeśli mają oni szacunek do niego i rozumieją jego potrzeby.

Bardzo istotne w zrozumieniu tego, co w głowie ma Dennis Rodman; nader ważne w całym długim i mozolnym procesie poukładania sobie przez czytelnika i fana basketu wszystkiego tego, co o Rodmanie można dowiedzieć się z najbardziej wiarygodnego źródła: z jego autobiografii, pisanej jego ręką, jego stylem, z cząstką jego samego tu pozostawioną, okazały się nie tylko te zawodowe czy wynikające z bycia supergwiazdą popkultury relacje, ale i więzi i stosunek Rodmana do bliskich mu osób, a także kobiet. Bo on sam na łamach niniejszym recenzowanej pozycji pt. "Powinienem być już martwy", podkreśla to, że żeby dawać miłość, musisz ją otrzymać; że nie wstydzi się on, iż w uczuciach ,,jest trudny, gruboskórny i poharatany”, tak jak jego matka. Rodman nie ukrywa, że ciepło w rodzinie, która do etapu studiów dla niego prawie nie istniała, nie było widoczne, a relacje były martwe. To wsparło jego indywidualizm, dążenie do bycia naturalnym i zmierzania ku konkretnym celom, nastawiając się na bycie zwyczajnym Dennisem, kimś dzikim, nieokrzesanym, niżeli tylko tym, kto stara się okazywać emocje w stosunku do otoczenia, przyjaciół rodziny, ale nie dostaje nic w zamian.

To czy Rodman wyszedł ,,zwycięsko” w swoim życiu, to czy obecnie wstał z kolan i nie jest już bankrutem emocjonalnym i fizycznym, trudno jest ostatecznie ocenić, nawet przez pryzmat tego, co pokazała ta abstrakcyjne dobra, naturalna, groteskowa z wylewnością uczuć autora, trudna w odbiorze (tylko dla czytelników dorosłych albo młodzieży!), napisana prosto, niezbyt rozlaźle – po prostu rodmanowsko – biografia. Bo Dennis pozostanie zawsze Dennisem; nawet może mieć, mówiąc kolokwialnie, głęboko i szeroko w dupie to, co o nim sądzimy, czytając jego wypociony w autobiografii, którą po prostu chciał napisać, by pokazać kim jest, a nie po to żeby nabić sobie konto bankowe dolarami. ,,Robak" zachęca czytelnika również do tego, aby może i nie być stricte takim człowiekiem czy sportowcem, jak on sam, ale by być zgodnym z wewnętrznym flow, które w tobie płynie. I coś w tym jest, wystarczy spojrzeć na pewne ,,rodmanowskie" myśli, które w pewnych momentach książki umieszczał Dennis, pisząc dużymi grubymi literami: ,,trochę realizmu”.

,,Za dużo to wciąż za mało”. Zgodnie z tą dewizą żył w świecie zawodowego sportu pewien jegomość, do którego przylgnęło charakterystyczne pseudo: ,,Robak” bądź mówiąc inaczej ,,Rodzilla”. I co istotne, to ostatnie przezwisko, wtrącając, wiązało się i wiąże do dziś, z tą jego o wiele bardziej kontrowersyjną, wśród i tak kontrowersyjnych zachowań, naturą. Rzecz jasna...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
31
1

Na półkach:

Patrząc na średnią ocen widzę, że oceniłem książkę dość wysoko, ale uważam, że na taką ocenę ta książka zasługuje. Dotychczas miałem okazję przeczytać trochę biografii i autobiografii i w przypadku wielu z nich miałem wrażenie, że czytam "laurkę". To, co podoba mi się w tej książce to fakt, że nie jest ona właśnie taką laurką, nie jest ona przedstawianiem idealnej wersji postaci, a ukazaniem prawdziwych, barwnych historii, które niejako definiowały Rodmana.

Patrząc na średnią ocen widzę, że oceniłem książkę dość wysoko, ale uważam, że na taką ocenę ta książka zasługuje. Dotychczas miałem okazję przeczytać trochę biografii i autobiografii i w przypadku wielu z nich miałem wrażenie, że czytam "laurkę". To, co podoba mi się w tej książce to fakt, że nie jest ona właśnie taką laurką, nie jest ona przedstawianiem idealnej wersji...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
18
16

Na półkach:

Koszykówką się nie interesuję i nigdy się nie interesowałem. Nie dlatego, że nie rozumiem sportu, w którym 12 mężczyzn (w tym co najmniej 9 czarnych) ugania się za pomarańczową piłką, bo koszykówkę jako sport lubię i szanuję. Ot, po prostu zawsze moje serce należało do piłki nożnej, a że innych pasji mam aż za dużo, to dla kosza nie było miejsca. Paru koszykarzy znam z rapu, pełnego nawiązań – Iverson (dzięki Post’owi Malone’owi), Harden, Giannis, Kobe (RIP!), LeBron, Shaq, Jordan…Paru jeszcze by się znalazło, w każdym razie bardzo zielony w sporcie nie jestem. Jest jednak jeden sportowiec, którego chciałem najbardziej poznać ze względu na swój charakterystyczny styl życia, kolczyki, włosy i emocjonalne konszachty z Kimem. Nazywa się jegomość Dennis Rodman. Stąd z zaciekawieniem wziąłem się za tę książkę. Na co liczyłem? Na przegląd życiorysu pana Rodmana, z uwzględnieniem i działalności sportowej, i show-biznesowej. Chciałem po prostu Dennisa poznać. I wiecie co? Przeczytałem i już nie chcę.
Podejście do jakiejkolwiek dziedziny życia jest cholernie ważne. Nastawiając się in plus możemy się najczęściej zawieść, in minus – ucieszyć. Do przeczytania/posłuchania/zobaczenia/zagrania nigdy nie czytam recenzji, opinii, komentarzy, nic, co jakkolwiek mogłoby mi moją opinię zaburzyć, stąd nie wiedziałem, po co sięgam. Faktycznie, do połowy książki moje zmysły były sparzone, po połowie myślałem, że dostałem coś, co nie jest książką, a zbiorem uporządkowanych, krótkich, mających sens, ale nie mających logiki zdań. Opowieści Rodmana o tym, jak upijał się na imprezach, kochał się z paniami, rozbijał motocykle…Niepokorne opowieści z cyklu – kiedyś robiłem dużo złego, teraz nie robię, ale czy żałuję? Pff. W tym momencie byłem naprawdę gotów dać ocenę 6 – jest książka, jest w miarę gruba, poprawnie napisana, ale nic poza tym. Jednak wtedy coś we mnie drgnęło. Po przeczytaniu opowieści Rodmana na temat jego matki i związków dotarło do mnie, że to nie są byle tam opowieści niegrzecznego bad boya. Na Boga! To jest pamiętnik alkoholika! To jest pamiętnik kogoś, kogo można by przecież postawić obok Dawida Janczyka.
Za drugą połowę wziąłem się więc zupełnie odmieniony, optymistycznie smutny, wiedząc, że czytam smutne historie człowieka, który może i koszykarzem był świetnym, ale alkohol i sława przerosły jego życie emocjonalne. Ponownie jednak moje zmysły zostały zmasakrowane tym cholernym brakiem pokory ze strony Rodmana. Ja wiem, że brak miłości matczynej mógł a wręcz na pewno wpłynął na jego życie osobiste, ale czytanie historii o tym, jak dziwi się swojej żonie, że wkurzała się na jego zdrady czy o wpadkach w postaci ‘Rodman on the Rebound’ sprawiało, że naprawdę Dennisa znielubiałem jako człowieka. Stał się dla mnie kimś męczącym, kogo nie chciałbym poznać, bo nie prezentuje sobą nic ponad poziom – ot, gdyby był Polakiem to po treningach chodziłby do klubów typu Energy. Druga połowa niemal w całości więc była dla mnie książką lepszą, ale z gorszym człowiekiem. W tym momencie żałowałem, że Rodmana chciałem poznać.
Niewielkie światełko w tunelu przyszło dopiero pod koniec. Gdy już Dennis zamknął „fabułę” i przytoczył swój wywiad z dziennikarzem NY Timesa, gdy opowiadał o swojej karierze i sukcesach, o tym że chce się zmienić, że serio wychodzi na prostą…Pod sam koniec dostałem światełko w tunelu. Że może ten pan Rodman zachowa ekstrawagancki wygląd, ale charakter zmieni. Może nie wszystko stracone, może go polubię, może dam tej książce 7 (nie 8, tak ad vocem powiem, że językowo „Powinienem być…” stoi na bardzo średnim poziomie, a jakby to mnie nie przekonało, to do bólu truistyczne „Trochę realizmu” naprawdę przelały czarę goryczy, to są zdania rodem z opisów 15-latek na Instagramie!!!), może będzie happy-end…
Posłowie. Gdy słyszy się „posłowie”, nigdy nie kojarzy się to dobrze, ot polityka. Posłowie zabiło według mnie wszystkie pozytywne emocje wokół biografii. Zdałem sobie sprawę, że Rodman pił i szokował, przegrał karierę w NBA – btw, dziwi mnie optymizm ludzi wokół, że 42-latek może wrócić do kosza, tam chyba serio liczy się pieniądz – stracił żonę. Znowu Rodmana znielubiałem. Potem przypomniałem sobie jego ekscesy z Kimem i chociaż wciąż bardzo szanuję Dennisa styl i to, że nie boi się szokować wyglądem (co plusuje), to jednak charakterem Rodmana nie lubię, uważam go za prostackiego idiotę, który rzuca truizmami i opiniami rodem z 40-letniego Janusza, chodzącego na wiejskie dyskoteki. Jutro chwytam za biografię Mike’a Tysona i tym razem nastawienie mam negatywne. Oby to pomogło, trzymajcie kciuki.
5/10.

Koszykówką się nie interesuję i nigdy się nie interesowałem. Nie dlatego, że nie rozumiem sportu, w którym 12 mężczyzn (w tym co najmniej 9 czarnych) ugania się za pomarańczową piłką, bo koszykówkę jako sport lubię i szanuję. Ot, po prostu zawsze moje serce należało do piłki nożnej, a że innych pasji mam aż za dużo, to dla kosza nie było miejsca. Paru koszykarzy znam z...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
217
110

Na półkach:

Życie Rodmana = mindfuck

Życie Rodmana = mindfuck

Pokaż mimo to

0

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dennis Rodman. Powinienem być już martwy


Reklama
zgłoś błąd