rozwiń zwiń
karpatkadobra

Profil użytkownika: karpatkadobra

Busko-Zdrój Mężczyzna
Status Czytelnik
Aktywność 1 dzień temu
663
Książek na półce
przeczytane
663
Książek
w biblioteczce
659
Opinii
4 366
Polubień
opinii
Busko-Zdrój Mężczyzna
W życiu każdą kłodę rzuconą pod nogi można pokonać, bo wystarczy że uwierzysz w siebie, że to a to zrobisz a potrzebna myśl zakiełkuje w twojej głowie z mega wielką dozą optymizmu, i wszystko ułoży się tak jakbyś tego od siebie oczekiwał - to m.in. Ja kieruję się właśnie tego rodzaju myśleniem, tropem narracji mej osoby w otaczającej nas dość nierównej rzeczywistości. I Ty też spróbuj! I pamiętajcie, dziwnie to zabrzmi: wiara we własną wielkość, ,,Yes, I can!”, to podstawa samorealizacji, która czyni cuda! I jeszcze jedno: ,,Jeśli możesz to możesz, a jeśli nie możesz to nie możesz i tyle… więc sobie wybierz”. I nie zapominajmy: ,,Be like a water, my friend!” – tak kiedyś mówił Bruce Lee – chodzi o to aby we własnym życiu, na każdym poziomie, być w równowadze: być jak ogień i palić gniew tych, którzy cię otaczają i ci szkodzą, wodą korygować płomienie, które w tobie wrą. ,,Cele, marzenia rodzina, pasja, samorealizacja" – to 5 najważniejszych słów w moim życiu, które między innymi określają to ,,who f*****g I am!”. Sport - no włacham, to dla mnie fakt przełamywania własnych barier, wyjście daleko poza nie; to ustanawianie sobie konkretnych celów: konkretnego wyniku, wystartowania w danych zawodach czy dążenie do perfekcji fizycznej i psychicznej w wybranych przeze mnie kategoriach. Sport równa się wysiłek: zarówno mentalny i fizyczny. To taka ciągła i ciągła praca nad sobą, ciągła refleksja, i w tym tkwi jego piękno. Tak, moje pasje, a trochę tego poza sportem i ,,normalnym życiem" jest: m.in. kwestie popularnonaukowe, wraz z rdzeniem wiedzy z nauk ścisłych, także aspekty kryminalistyki w sądownictwie, ukochane Gwiezdne Wojny, sport amatorski i zawodowy, drużynowy i indywidualny, a nawet i ogrodnictwo, sprzątanie, także anime, ,,popkulturowe zbieractwo” i cała, cała reszta moich ,,geekowskich dziwactw”. No ale.. To i tak nie wszystko! Wszechświat by się ,,wypalił" lub zamarzł zanim opowiedziałbym to, co bym chciał o swoich pasjach również powiedzieć.

Opinie

Okładka książki Odrodzony jako galareta #1 Fuse, Taiki Kawakami, Mitz Vah
Ocena 7,4
Odrodzony jako galareta #1 Fuse, Taiki Kawakami, Mitz Vah

Na półkach: ,

Anime, animu, animavi, animatum – o tak, ,,zajechało” łaciną, a to dlatego, że ostatnio ,,manganimeholizm” przybrał u mnie na sile. Ogarniam tyle tytułów do czytania czy oglądnięcia, na ile rzeczywiście mogę sobie pozwolić. Wiele z nich mam na na liście ,,must watch or read ASAP”, a stety bądź nie jakąś część z nich posiadam (i nie jest to powód do biadolenia i wstydzenia się tego rodzaju ,,błędu” fana) na swego rodzaju (anty)liście, którą nazwałem ,,kupką wstydu”, a inaczej to określając: chodzi o zestawienie tych tytułów czy to anime, czy mang, na które przez ostatnie 2 lata nie starczyło mi czasu bądź o których zapomniałem, że aż tak bardzo chcę je doświadczyć. I na obu listach ,,wisi” trochę tych produkcji (komiks bądź seria anime, rzadziej także film) do ,,ogarnięcia na wczoraj”, i oby zaświeciło nie jedno a z fazylion gwandylionów takich światełek, które dadzą mi nadzieję na zmianę takiej dziwnej fanowskiej sytuacji z ,,bolączką czytanio-oglądaniową”.

I co ciekawe niedawno ,,czytnięte” i to z uwagą, której się nie spodziewałem, że akurat mi się ona udzieli przy doświadczaniu tego dzieła to wielkie duchem i pasją twórczą, choć nie aż tak doskonałe jak można by tego oczekiwać po zapoznawaniu się najpierw z wersją anime tego Uniwersum, zostało u mnie... mangowe dzieło w opcji pierwszego tomu swojej rzeczywistości, wymiaru i marki, którą reprezentuje, możliwe, że coś dzięki niemu się w moim mniemaniu na lepsze zmieni. Jednakże najpierw zacząłem, jak uwzględniam to w niniejszym materiale służącym jako recenzjo-opinia do mangi omawianego Świata, przygodę z tak dziwaczną Strukturą/Rzeczywistością od jej adaptacji, od sezonu 1-ego! I tak, 8 z kilkudziesięciu łącznie epizodów oryginalnie brzmiącego serialu japońskiej animacji, That Time I Got Reincarnated as a Slime, co polski dystrybutor i wydawca jego ,,mangowej” wersji tłumaczy ,,Odrodzony jako galareta”, już za mną. Może to zabrzmieć naprawdę dziwnie, ale sam ten tytuł w stosunku do swojego komiksowego archetypu stanowi swego rodzaju ,,rekomendację” przez wielkie R wobec swej pierwotnej mangi właśnie. I dzięki pierwszemu tomowi ,,Odrodzonego jako Galareta” jeszcze bardziej powinienem zmienić swój stosunek do tak eksperymentalnego swoim zamysłem fabularnym, również konceptem ,,amebowatego” samoświadomego bytu, w którego praktycznie niezniszczalnym ciele znalazł się po śmierci główny bohater całej serii odcinków czy rozdziałów mangi. Oglądanie pierwszego sezonu ,,,Odrodzonego…” napędza moje geekowskie pragnienie na zabranie się za lekturę kolejnych i jeszcze kolejnych potem tomów mangi z cyklu, jednakże czytanie tego komiksu i ,,wsłuchanie się”, co i jak on do mnie przemawia, sprawia, że jeszcze bardziej zaufałem sezonom 2 i 3, które w oglądaniu w tak ,,zdrowo pokićkanym” Wymiarze rozrywki niedługo zapewne będę doświadczał.

That Time I Got Reincarnated as a Slime – powiedzieć w ogóle o tym fikcyjnym, ale jakże szerokim i bogatym wątkowo i fabularnie Świecie, że jest to tak samo w mandze, co anime oryginalną historią, to tak jakby nic nie powiedzieć. Cały świat naszej tytułowej ,,galaretki” to taki miks różnych gatunków, m.in. gatunku sensacji, dramatu, fantasy RPG, fantasy-przygodowo-baśniowego, przy czym Uniwersum reprezentuje gatunek zwany ,,Isekai”. Sama ,,kreska" w wersji anime przygód naszego świetnie kreowanego wizualnie i charakterologicznie ,,Slime’a” pasuje najbardziej do tego, co i jak opowiada sam serial. Jednakże patrząc na to z innej perspektywy: jakby tak spojrzeć na dany odcinek czy kadry tej ptofukcji, na styl i technikę animacji, także na jej reżyserie, to ogólnie, obraz sam z siebie nie jest aż tak dobry, jakby na ,,hip hip hura realizowany. Przynajmniej ,,w okolicy” postaci Slime’a, scen z jego udziałem, licznych zbliżeń czy oddaleń – grafika przyjmuje o wiele bardziej ,,miękko-ostre" wartości, z ,,pociągiem do nostalgii”. Szata graficzna pasuje więc tylko i wyłącznie do tego, co serial ma przekazywać, opowiadać, co sobą niesie.

Pierwsze 8 odcinków ,,Odrodzonego jako galareta”, rzecz jasna piszę tu o opcji japońskiej animacji, cóż, dało mi mocno ,,po jajach!": nie spodziewałem się tak mnóstwa ,,contentu", tak sporej ilości kreowanej przestrzeni, rozbudowywanej cegła po cegle rzeczywistości, która na dodatek jest domem dla gatunku, który sobą prezentuje, dla tak zwanego założenia ,,Isekai”. I żeby nie było: równie mocno nie spodziewałem się tak specyficznej, mojej prywatnej, reakcji na to, ,,co mi tu tak dobrego się zobaczyło” w tychże początkowych epizodach ,,Slime’a”. A to dopiero początek – przede mną dziesiątki odcinków do oglądnięcia; a z czytania komiksów z tego Uniwersum: mnóstwo tomów do analizy i recenzowania. Mało tego, po watchingowej lekturze tego ,,animu”, zostałem ,,zauroczony” i ustrzelony jakimś pociskiem z dziwnym nektarem na łusce, który jak mnie tak dotknął mam tylko ochotę na kontakt z tym Światem: z jego uroczą i bardzo oryginalną na tle innych ,,isekaiowców”, które powstały w popkulturze na przestrzeni kilku-kilkunastu lat. I chyba nic tak naprawdę w tym względzie już mi nie potrzeba - teraz tylko czekać a potem oglądać kolejne i kolejne odcinki ,,Odrodzonego…”, a ,,jeszcze potem"... zabierać się za mangowe tomy i konfrontować: czy oba źródła treści Świata są tak samo dobre, czy któreś ,,zjada” któreś, i na ten przykład manga okazuje się po prostu lepsza od swojej adaptacji.

,,Odrodzony jako galareta", albo ,,That Time I Got Reincarnated as a Slime" – w życiu się nie spodziewałem, że poza swoją animacją, w mandze będzie to tak nietuzinkowe, zagadkowe, zabawne, niezalewające nas półprawdami, szczere i indywidualne Uniwersum. Zresztą nie wiem jak jeszcze inaczej mógłbym opisać i ocenić tak mocno ,,pozytywnie poryte” na swój sposób ,,to mangowe coś”, które w kwestii doświadczenia motywów Isekai w japońskiej popkulturze, cóż, wywarło na mnie z kwadrylion-fazylionów o wiele większe wrażenie od tego, co w tej geekowskiej sprawie zrobiło czytanie i oglądanie pierwszych rozdziałów i odcinków legendarnego isekaiowca, ,,Overlord”. Pilotowe rozdanie komiksu o sympatycznym i ,,rozgadanym” Slimie, tak samo odcinki anime: 1-3, już na starcie w odniesieniu do całości tego Wymiaru rozrywki (bo nie oszukujmy się... dopiero zaczynam przygodę i naukę specyfiki ,,isekai” i miksu gatunkowego tego galaretowatego Świata) kupiło mnie totalnie, ba!, zrobiło dobry humor i nastawienie na dalsze realizowanie się pasjowo z ,,Odrodzonym…”. A co do samej historii, jej budowy, ,,grafiki”, samego wkładu artystów: Mitz Vah, Taiki Kawakami, czy Fuse’a w wyłonienie tego a nie innego contentu w takiej a nie innej formie na ,,mangowe światło dzienne”, którego to przeżywamy świadectwo (bo takie to jest mocne i twórcze! Że nie jest zwykłym czytaniem, ale przeżywaniem świadectwa) w tomie 1 mangi, mogę śmiało napisać: jest oryginalnie, mocno ,,zaczepiście", i do tego stopnia, że sama transformacja MC do ,,innego wymiaru/Struktury", z postaci świadomości/duszy ludzkiej do... galaretowatego gluta, co w pilocie komiksu (oraz anime!) wizualnie ukazano baaaardzo pomysłowo – już na wstępie naszej znajomości z takim Uniwersum potrafi oszołomić totalnie! Ba kupić humor i dzień ostatecznie! Bo rzadko coś takiego w tych Innych Światach w Isekai, jak ta właśnie produkcja/manga dostaje się tak gustownie ,,opakowanego” na tacy, dla głodnego contentu ,,Isekai” geeka. Nie ma takiej opcji. Nie da się przejść obojętnie obok takiego ,,wirtuala” jak ten. Teraz sam ten gatunek/motyw w fantastyczno-naukowej odsłonie popkultury będzie kusił mnie jeszcze bardziej niż dotychczas, a inne ,,isekaiowce” będą stały jeszcze bardziej dla mnie otworem.

Ta opowieść o Slimie, to ,,mangowy” absolut. Fizycznie w kwestii tomu no.1: jest skromnie – zwykła okładka, i gdzieś tam na jej tle ,,glut” z bohaterką obok. No ale w tej normalności kryje się cała magia: to wnętrze które to opisywałem wyżej. Za pilot mangi w polskim wydaniu odpowiada niezrównane J. P. Fantastica; mamy do dyspozycji około 240 stron solidnie drukowanych i oprawionych, z historią o wiele dynamiczniej się realizującą niż analogicznie kreowało to anime z Uniwersum. Koniec jest tak płynny jak początek; podejrzewam że historia z finiszu kolejnego tomu na 3-ci będzie przechodzić tak samo płynnie jak w tym przypadku: z tomu 1-ego na drugi. Czyżbym dostał na tacy coś, co jest odpowiednikiem Studia Ghibli dla tworów Isekai? No właśnie… To w końcu, jak… jak to młodzieży ostatnio zwykła mówić w ramach swoich nietuzinkowych reakcji: ,,pykło tu wszyćko... czy nie?.

No, raczej pykło, i to co najmniej ,,bardzo pykło!”. Stosując inną łopatologię w używaniu określeń do reakcji na coś niespodziewanie dla nas wyjątkowego, podkreślę inaczej moje wrażenia z lektury tomu 1 ,,Odrodzonego…”: ,,Ale urwał... Ale to jest dobre!". Tym bardziej cała manga smakuje po tysiąckroć lepiej, gdy taki fan jak Ja dowiaduje się, że w czerwcu w polskich kinach pojawi się ,,kinówka” z tego Uniwersum. Cóż, osobiście nie oglądnąłem mini-teaserka do zapowiadanego filmu z cyklu - tak luknąłem tylko około połowy zawartości, żeby sobie za bardzo nie spolerować, bo nie dość że jestem w trakcie oglądania sezonu 1-ego ,,OJG", to właśnie, co widać po niniejszej recenzjo-opinii tej mangi, jestem po lekturze bardzo owocnego, ale miejscami zbyt memicznego komiksu, który otwierał Świat mangi z perspektywy realiów ,,Odrodzonego jako galareta”! Tak, zapewne do premiery filmu w Polsce zdążę nadrobić całe 3 sezony ,,animu" plus… co najmniej 3 lub 4 tomy: mangę, którą zamierzam kupować i wczytywać się z pasją i klasą fana!

Anime, animu, animavi, animatum – o tak, ,,zajechało” łaciną, a to dlatego, że ostatnio ,,manganimeholizm” przybrał u mnie na sile. Ogarniam tyle tytułów do czytania czy oglądnięcia, na ile rzeczywiście mogę sobie pozwolić. Wiele z nich mam na na liście ,,must watch or read ASAP”, a stety bądź nie jakąś część z nich posiadam (i nie jest to powód do biadolenia i wstydzenia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao Miyazakiego - jeśli ktoś z Was śledzi kreskówki czy bajkowe pełnometrażówki produkowane przeszło 30 lat temu na pewno pochwycił pewne aspekty kreślenia grafik tamtego okresu - spełnia oczekiwania, wręcz wychodzi poza ich obręb, nadając animowanym przygodom Nausicii tę specyfikę w barwie, linii i konturach, wypełnieniach: coś bardzo znaczącego i kunsztownego.

"Ghibli" to już Studio legenda. Tworzenie animacji z motywem pro-ekologicznym, i wydźwiękiem dramatyczno-emocjonalnym w tej naturze, to specjalność wytwórni. Życie w zgodzie z naturą, jako motyw fabularny dzieł Hayao Miyazakiego, przejawia się w każdej z jego animacji - przynajmniej w Kanonie tych najbardziej znanych i poważanych. Możliwe, że jego animacje zyskują przez to bardziej baśniowo-familijny rozdźwięk, odbiór, poważanie. Czymś takim jest, właśnie "Nausicaa z Doliny Wiatru" sprzed ponad 40 lat; mówiąc łopatologicznie, jest to opowieść do obejrzenia raz na ileś lat, i to w gronie rodzinnym, w odpowiedniej atmosferze, w cieple relacji, przy kominku, kawce i dobrym pierniku do tego.

Nie dość że ,,Nausica... " jest pierwszym filmem z dorobku Miyazakiego (ale tak naprawdę nie pierwszym w historii działalności Studia Ghibli, z którego słynie ,,Pan M”), to z mojej opinii wyrasta do rangi jednego z najlepszych od tego artysty. A dlaczego? Łopatologia stosowana, moje doświadczenie z animacją i czysta szczerość geeka każą mi odpowiedzieć: kapitalna miękka i plastyczna, ale i bogata ,,kreska". Pro-ekologiczna wymowa? No a czemu by nie! Ale co istotne: w tej wymowie znalazło się trochę emocji, dramatycznej narracji, no i coś z potężnego zewu przygód. No a jakże, dobra moja, dobra nasza, to nader piękny tytuł, którego pierwsze ,,oglądnięcie” w odpowiednim klimacie i w towarzystwie zaliczyłem przeszło 3 lata temu. Nie ukrywam więc: szykuje się chyba drugi seans z mojej strony; serducho i topka dla ,,Nausicii” wciąż biją, wciąż stare dobre Ghibli do mnie przemawia, no i o to chodzi!

Nie inaczej, Studio Ghibli i Miyazaki mają ten swój styl i sposób na tworzenie zapadających w pamięć animacji. Ta zgodna z naturą, proekologiczna, sentymentalna wymowa produkcji z tego Uniwersum, faktycznie, może wydawać się, że ,,gdzieś ja już to widziałem, kruci, tylko gdzie?", że Hayao Miyazaki i jego ekipa mają tendencję do robienia swoich produkcji pod określony ,,klucz", pod określony ,,wydźwięk" i odbiór dzieła. Ale to jest jednak Ghibli; to Studio ma to coś, tą oryginalność, tą zjawiskowość w każdy możliwy do ujęcia sposób, że jak widzisz kadr z jakiejkolwiek animacji ich ręki, wiesz że to... jest autorstwa artystów tej marki, tego cholernie dobrego Studia. Bez bicia się przyznam, w czystej szczerości: produkcje tej marki mają ten nostalgiczny, ciepły wydźwięk ,,powrotu człowieka z wielkich miast do natury!", tą koegzystencję człowieka jako gatunku w sposób pierwotnie mu przeznaczony, czyli tak, jak mówi to matka natura. I w ten właśnie sposób tego rodzaju ,,rozkminy” fana zaprowadziły mnie do sięgnięcia po lekturę (czego nie wiedziałem, że istnieje w ogóle komiks, który dla ,,Nauscii…” w wersji filmu był pierwowzorem) tego Uniwersum w wersji mangi. I żeby było jeszcze dziwniej: autorem i artystą opracowującym tom 1, który to niniejszym omawiam i recenzuję jest sam wielki Hayao Miyazaki. I czy może być jeszcze piękniej: akurat tego rodzaju komiks kupiony, przeczytany i omawiany, i to przed drugim już seansem jego adaptacji?! No raczej nie: geekowska kraina mlekiem i miodem płynąca, skąpana w szczerym złocie i w ogóle samym oddaniu autora do swojej wizji i do tego, co chce przekazać fanom. Subiektywnie to ujmując: miałem szczęście, że natrafiłem na tak oryginalną, tak nietypową mangę jak ów pilot z serii komiksowej o ,,Nausice…”.

W ,,stworzeniach lasu i natury", w tej swojej ,,pro-ekologii” i intymnej relacji istoty ludzkiej z ekosystem Ziemi, które tak śmiało i odważnie zaprezentował nam Hayao Miyazaki, zarówno w filmie o Nausice jak i mandze, od której chyba wszystko co z Ghiblii jest związane się zaczęło… sądzę, może nie aż tak wyraźnie, bo zależy to od intymnego, osobistego odbioru wydźwięku filmowej wersji tworu i jego mangi, przebija się obraz każdego z nas, każdego z tych ,,maluczkich i pysznych" ludków, korporacyjnych szczurów, bezdusznych humanoidów, pędzących ku posiadaniu więcej i więcej w tej współczesnej konsumpcyjnej Cywilizacji, i to pędzących na złamanie karku, jakby ,,każdy miał się zesrać, i każdemu było wszystkiego mało!". Z drugiej strony w samym obrazie natury, cóż, nasz Mistrz wtłoczył też trochę kontrastu, ukazując to jak powinna wyglądać jej zrównoważona strona, na zasadzie zdrowej relacji natury: jej symbiozy z człowiekiem.

Mówi się, że "Księżniczka Mononoke" z 1997 roku to największe dzieło z całego dorobku artystycznego pana Miyazakiego, jednak… po przeczytaniu tej nietypowo zbudowanej (co jest delikatnie z mojej prywatnej perspektywy na minus – opasła objętość tej mangi zaburza odpowiedni odbiór całości) narracji graficznej Pana M, doszedłem do nieco innego wniosku: to ,,Twór przez wielkie T”, jakim jest ,,Nausica z Dolony Wiatru” w dwóch formach medium stanowi to największe coś tego artysty, to jego ,,wręcz wyśnione” Opus Magnum. I żadne, podkreślam, żadne słowa nie opiszą tego, jak wspaniały, baśniowy, wręcz tą baśnią eksplodujący, jawi się nam świat wykreowany w tomie pierwszym ,,Nausici”. Mimo iż jest to klasyczny przykład czarno-biało-szarawej treści komiksowej dla mangi, to czapki z głów dla twórcy za to: jak ta przestrzeń, ten Świat, ta Natura – jak wszystko to jest ekspresyjne i romantyczne, jak pięknie nakreślone samą szatą rysunkową. A w tej naturze ,,pióra i ołówka maestro Studia Ghibli" cudownie odnajdują się główne postacie mangi: księżniczka i pozostałe sylwetki, co między innymi sprzyja tematyce ,,proekologicznej" i tego rodzaju wydźwiękowi swych prac, które Miyazaki zaczął od tego momentu (wraz ze swoim Studiem i innym twórcami/kreatorami Światów Studia), przez kolejne 40 lat, przy czym on wciąż to robi i robi!, tworzyć. Nausicaä z Doliny Wiatru" jest ponadczasowym, poruszającym pełnometrażowym anime, ale taka też jest startująca z tomem pierwszym manga – przynajmniej tak to wygląda przy tych około 130 stronach, skromnie nakreślonych fizycznie, ale w sposób w miarę dobrze zorganizowanych i przez ,,Pana M” wykorzystanych. Znalazło się tu wszystko to co powinno się znaleźć w kwestii przekazu/wizji mangaki: w rodzaju ,,konieczności współodczuwania z naturą, którą, gdy my ludzie nic nie zrobimy… prędko możemy utracić”. Wartościowe treści, wartościowe anime oraz sama manga. Osobiście jestem zdania, że warto pamiętać takie tytuły, takie komiksy jak ten i taki film… na całe swoje życie.

Jak widać, Ghibli i Miyazaki są niezwykli. Opowiadają się sami; ta firma, ten wybitny człowiek mają dar, który wykorzystywany jest kapitalnie przez ponad 40 lat. Czy mógłbym wymienić choć troszku z wad owej recenzowanej mangi? No bo przecież – o czym lekko napomknąłem wyżej – ta historia, a zwłaszcza to wydanie i jego fizyczność, cóż, mają swoje ,,ujmy” dla wartości i przekazu ,,Nausicii…” . Ghbili i Hayao są specyficzni – i chyba przez tą jakby bardziej kwadratową, podręcznikową, klockowatą budowę komiksu ,,Pan M” chciał przekazać jak bardzo jest wyjątkowy, jak ceni sobie autentyczność i oryginalność. Po prostu jest to ktoś kto uwielbia przekraczać progi własny granic, ale i czerpać z tworów popkultury, jak w dziele o Nausice, gdzie mamy nawiązania do Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen i innych Uniwersów. Z mojej perspektywy chyba dobrze się stało, że urodziłem się w tym a tym roku, w tym a tym okresie, że dzięki temu tak a nie inaczej mogę spojrzeć na to, co daje nam Ghibli czy mangi Miyazakiego i późniejsze ich adaptacje.

,,Nausica z Doliny Wiatru” równa się baśń i ponadczasowość, równa się pociąg do przeszłości, do bajecznej nostalgii. Nausica jako manga jest nawet magiczna, ba!, nawet (podsumowując to co nieco nakreśliłem wcześniej) jako fizyczne wydanie… mimo swych ,,objętościowych” wad. To przykład niezwykłej płodności artystycznej Miyazakiego, co jak sami wiemy przekłada się na to, co spotkało nas przez 40 lat pracy Ghibli, dla nas przez multum chwil tej przygody i doświadczania dzieł marki. Damn it! A sam rysunek jest kreślony nietypowo kolorystycznie, co jeszcze bardziej utożsamia nas z nostalgią do natury, z perspektywy wizji artysty. Posłowie i omówienie częściowo mangi, ale głównie samego filmu na końcu wydania, także ta mapka Uniwersum Nausici – również jest to kapitalnie przemyślany element fizyczny, bez względu na to, czy to mangaka dodawał tą mapkę czy nie. I tak, tom 1 daje czytającemu takiego potężnego sierpowego, i to łopatą przez łeb, poprawiając dodatkowo potężnym obuchem, żeby ktoś kto z tym obcuje mógł się otrząsnąć z tego jakie to było dobre. No, a było!

"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao Miyazakiego - jeśli ktoś z Was śledzi kreskówki czy bajkowe pełnometrażówki produkowane przeszło...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Wiedźmin. Dzieci lisicy Joe Querio, Paul Tobin
Ocena 7,1
Wiedźmin. Dzieci lisicy Joe Querio, Paul Tobin

Na półkach: ,

W dobie tegoż to całego dziwnego mechanizmu ,,wypluwania" rok w rok nowych ,,sajfajów futorologicznych, z elementami np. transcendencji, transhumanizmu" i temu podobnych wśród całej popkulturowej zdobyczy myśli ludzkiej, bo mimo wszystko trochę tego od 2010-2015 roku się ,,naprodukowało", wyszukanie takiego czegoś, co w medium komiksu czy serialu będzie reprezentowało nieco inny gatunek, np. surową baśniową fantasy, i co dodatkowo kupiło by nasze gusta zupełnie, jest zadaniem z pokroju tych o wydźwięku ,,syzyfowej pracy”. Jednak jak już się coś takiego wyszuka, co pochłonie nas ,,totalistycznie”, to okaże się istotną dla naszego geekowskiego serducha perełką, czymś o sporym, istotnym dla każdego z nas czytelników wydźwięku, także podstawą do głębokiej refleksji również dla każdego z nas... z osobna. I to wydźwięku, który musiałby zestawić taką pozycję/twór z czymś co nie będzie tylko ,,rozrywkowym bytem do niedzielnego obiadku”, a czymś o całe rzędy wielkości ważniejszym, wpływającym na nasze głębokie Ja w sposób nie do przecenienia.

I nie bez powodu wracam myślami, do nie tylko swoich, jak napisałem powyżej we wstępie do pewnego komiksowego ,,baśniowo-magicznego fantasy” dzieła, które niniejszym recenzuję, korzeni gatunku sajfajów futurologicznych etc., ale przede wszystkim do swego rodzaju istotnych dla poszerzenia moich ,,pasjowych” horyzontów i doświadczeń w popkulturze treści z rodzaju głębokiej, dokładnej i surowej, o oryginalnej mitologii fantasy. Bo tak jak w przypadku dobrego thrillera czy kryminały ,,dobra fantastyka nie jest zła”! Lektury, czy to komiksowe, czy filmowe lub serialowe w tejże specyfice fantasy doświadczam przeważnie jako uzupełnienie hobbystycznego doświadczenia i jego coraz większego i większego poszerzenia, oraz jako ,,odreagowanie”, gdy przeważnie w beletrystyce i narracji graficznej ,,wałkuje się” w kółko ten sam typ komiksu, noweli, mangi, zwykłej ale i niezwykłej zarazem powieści. Człowiek uczy się całe życie, nawet na czymś teoretycznie (ale dla zdziadziałego konserwatywnego zgreda) tak błahym jak dzieła fantastyczne. I nie ukrywam, w ten sposób tego rodzaju rozważania tknęły moje poszukiwania typowego geeka w kierunku odnalezienia kolejnego nowego tomu fantasy, może czegoś z cyklu (jako kontynuacji) – jednym słowem wyszukania lektury, która spełni moje wymagania idealnego przerywnika (ale i nie tylko!) pomiędzy treściami ,,sajfajowymi” czy nawet horrorowymi i thrillerowymi. Długo takiego obrazu nie szukałem. Coś z typowego nerda, ze smykałką do nostalgii we mnie, szepnęło mi ducha, jak kuszący, lekko irytujący ,,diabełek-psotnik”, że warto wziąć się w garść, sam nie mam pojęcia do pewnego momentu dlaczego tak zrobiłem (ale tylko przez krótką chwilę), w celu zahaczenia o drugi tom komiksowego Bestiariusza, czy jak kto woli Legendarium czy po prostu Uniwersum Wiedźmina, w wydaniu Dark Horse, tomu o tytule ,,Wiedźmin. Dzieci Lisicy”, którego to autorami są m.in. Paul Tobin oraz Joe Querio Chciałem.

I tak, w wyniku ,,chcenia”, co tylko z początku troszku mnie stresowało, znalezienia czegoś takiego jak ów tom 2 z ,,witcherowskiej” serii ,,DH” , faktycznie... doszło do zakupu lektury, jej otrzymaniu, wzięcia w swoje łapska, przeczytania i wstawienia na kolekcjonerską półeczkę, prawdopodobnie do powrotu do tego komiksu, już za niedługi czas. Mało tego, przed wczytaniem się w pilot darkhorsowego ,,Wieśka”, zastanawiałem się nad jednym: ,,skoro w grę na Ps4 i Ps5 z tego Legendarium grałem króciutko, serialu Netflixa nie widziałem wcale a o doświadczeniu któregoś z tomów Wiedźmina Sapkowskiego mogę jedynie na razie pomarzyć, to niech mi ktoś do kiego wała wyjaśni dlaczego i od czego tak naprawdę się on zaczął: fenomen globalnego popkulturowego uwielbienia tego Uniwersum. Dlaczego nawet anty-wyjadacze fantasy, które prezentuje sobą bez względu na formę treści, nasz polski ,,Wiesiek”, sięgają coraz chętniej po książki, komiksy, czy seriale ze ,,specjalistą od upiorów, mar i zjaw”, Geralta z Riwii? Skoro samego contentu na rynku gatunku fantasy z elementami magii, baśni, horroru, groteski jest nie tylko w Polsce i na świecie całeeee multum i to do potęgi entej? Nowej ziemi obiecanej nie odkryłem, ale zrozumiałem to częściowo po lekturze pilota omawianego cyklu komiksowego, a już dobitnie po wczytaniu się w takowy z serii tom no. 2.

,,Dzieci Lisicy” nie są ostatecznym tego potwierdzeniem, ale ku temu się zbliżają – te około 140 stron szybkiej, ale i wnikliwej, pełnej fantasy komiksowej lektury - stają się dla mnie powoli wyznacznikiem wzorcowego fikcyjnego, baśniowo-dark fantasy, z elementami własnej skrupulatnie budowanej mitologii. Wszystkiego z filmu, serialu, powieści, nowel i graficznych opowieści jak omawiana niniejszym seria, cóż, nie uświadczyłem w swym życiu geeka… jeszcze! Ale i tak na dzień dzisiejszy, sama lektura obu tomów ,,Wieśka” od Dark Horse sprawia, że w moich oczach te treści udowadniają, że w takim jak to prezentują wykonaniu, fantasy jest ona gatunkowo na tyle potężna i mocna, że dla mnie stanowiąca Anno Domini 2026 prawie że kompletny obraz tego nurtu i gatunku. I nie ukrywam: tego rodzaju ,,Wieśka”, ale i całościowy gatunek... polubiłem chyba po wsze czasy. Przede wszystkim za te jej niedoskonałości, za to dla mnie bardzo dobre wprowadzenie do trudnego i obszernego Legendarium Sapkowskiego, za to, iż mimo wszystko mam już ,,jakiś tam, ale zawsze stanowiący coś!” wgląd w to, jaka czeka mnie dalsza doświadczana czy to powieść, czy to gra, tom komiksu z tego cyklu, czy serial w tym wiedźminowskim i temu podobnym nurcie. Już teraz wiem, że warto czekać na tę ,,przerwę” od dzieł sci-fi etc., które to tak strasznie lubimy. Bo ,,Witcher” to taki Wszechświat o niepowtarzalnym magiczno-baśniowo-horrorkowym klimacie, specyfice, tak zaprojektowanym Meta-Multiversum, idealnie realizującym się w fantastyce o głębokich gatunkowo zdarzeniach, relacjach, wątkach postaciach. Co najdziwniejsze, do czego się po trochu wstyd przyznać: cholibka, chyba teraz to lektura ,,sajfajowa” będzie dla mnie przerwą od fantasy z elementami baśni, magii, czy w ogóle surowej i oryginalnej swoją własną mitologią fantastyki.

O ogólnych wrażeniach po zaznajomieniu się z drugim tomem komiksowego Wiedźmina od Dark Horse (z którym to wydawcą ,,za kiego wała!” nigdy z pierwszego rzutu skojarzeniowego nie skojrzałbym właśnie z wydawaniem Komiksowego Świata Wiedźmina – powtarzam to po raz kolejny, a pisałem to przy okazji omówieniu tomu 1 serii) mogę powiedzieć wiele, ale podkreślę tylko to, co najważniejsze, to co istotne jest w stosunku do wydarzeń, które rozgrywały się w medium narracji obrazkowych tej serii, ale w pilocie: nie jest to historia, którą przeczytasz szybko i odstawisz na półkę – koniec jednego tomu wymusza w miarę szybkie sięgnięcie po sequel, i tak dalej, i tak dalej. Pochłaniająca, płynna historia, tylko z rysunku wyglądająca na szybką, na ,,jednostrzałową”, jednak immersja płynąca ze scenariusza scalonego z taką a nie inną grafiką, montażem kadr po kadrze scen… daje summa summarum niesamowite pole do doznania pięknej, mroczno-baśniowej fantasy. Z tego rodzaju Wiedźminem (a to tylko i aż około 140 stron), zostaje się na ,,dooooość” długo. Aż się chce z tym Światem być, jakoś go chwytać, i to do tego stopnia, że chyba za niedługo komiks nie wystarczy: kwestią czasu będzie u mnie po sięgnięcie po grę na Ps5 (Dziki Gon) i pierwszy tom powieści Sapkowskiego. A takiego rozwiązania, takiego wpływu fantasy (jakiejkolwiek!) na mnie, na moje pasjowe Ja, Łej Pany, to się za Chiny Ludowe nie spodziewałem. No i chyba o to chodzi czyż nie?

Za tom 2 Wiedźmina od ,,DH”, za takiego właśnie ,,Wieśka” dziękować Opatrzności w postaci Pana Andrzeja Sapkowskiego, oj dziękować! Ba! Dzięki ,,Wieśkowi”, ot całemu Uniwersum, które sobą ten tom prezentuje, ale i poprzez postać niezmordowanego Geralta z Rivii, utożsamiamy się z teoretycznie tym, co ma miejsce w naszym życiu, jak i z tym, co kreowane jest przez liczne twory w fantasy tego gatunku co całościowy Wiedźmin, czy cokolwiek jego pokroju. I nieważne kim byśmy byli, jak bardzo ,,świętymi” i stroniącymi od zjawisk, rzeczy i miejsc, które człowieka mogą zgubić, ludźmi byśmy się okazali. Ciemność, mrok, czyli mówiąc krótko ,,wrogie zło" zawsze stawia naszą stabilność emocjonalną, człowieczeństwo i więź z bliskimi nam osobami pod grubym, wielgachnym znakiem zapytania. Takowy znak zapytania miał nad sobą Geralt w tomie drugim, który całościowo – z braku laku nie mam pojęcia jak określić wyborne CV w tym medium, a nie np. w książce czy serialu lub kultowej polskiej grze... dla osoby Geralta, dlatego to określę: został wykreowany wręcz kapitalnie. Zresztą sam opis, ot krótkie streszczenie wydania: ,,Wędrówka wiedzie Geralta na pokład statku pełnego głupców, renegatów i przestępców…” wskazuje na jedno: nasz ,,Wiesiek” łatwo w swoim fachu, w swoim życiu nie ma. Kieruje się wyższą ambicją i siłami nadprzyrodzonymi, sam musi walczyć nie tylko z fizycznymi przeciwnościami, które staną mu na drodze, ale i z samym sobą. Ten komiks miał coś z sobie z motywu w kreacji głównego bohatera danego dzieła, zwanym ,,drogą”. ,,Kreska” może i miała swoje słabsze momenty, ale współgrała z taką a nie inną wizją/pomysłem na Geralta w opcji komiksowej.

Dla bohaterów doświadczających uroków Uniwersum Wiedźmina, rzeczywistości, w której poruszają się w cyklu od Dark Horse Geralt, cóż, owa Ziemia/Królestwo to taka niechciana, ale jednak prawdziwa brutalna realność, a nie zalewany marnymi lukrowanymi sielankowymi motywami, kreacjami Świat. Tom 2 to również forma kroniki, gdzie swoje do powiedzenia mieli właśnie bohaterowie ,,zewnętrzni”: drugoplanowi, czy napotkani na swej wiedźmińskiej krucjacie przez Geralta zwykli mieszkańcy czy wieśniacy. Zafundowano nam dość tajemniczą opowieść, równie mocną jak tom 1 - opowieść, która potrafi kreować sama z siebie odpowiednie dla swej fabuły tempo narracji. Wystarczy tylko spojrzeć na okładkę: tył i przód, żeby zrozumieć, że takie ,,okładkowe” skupienie na twarzy Geralta, to tylko zapowiedź tego, co nas czeka nie tylko w tym wydaniu, ale i w kolejnych tomach.

W dobie tegoż to całego dziwnego mechanizmu ,,wypluwania" rok w rok nowych ,,sajfajów futorologicznych, z elementami np. transcendencji, transhumanizmu" i temu podobnych wśród całej popkulturowej zdobyczy myśli ludzkiej, bo mimo wszystko trochę tego od 2010-2015 roku się ,,naprodukowało", wyszukanie takiego czegoś, co w medium komiksu czy serialu będzie reprezentowało nieco...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika karpatkadobra

z ostatnich 3 m-cy
karpatkadobra
2026-03-11 15:32:11
karpatkadobra ocenił książkę Odrodzony jako galareta #1 na
8 / 10
i dodał opinię:
2026-03-11 15:32:11
karpatkadobra ocenił książkę Odrodzony jako galareta #1 na
8 / 10
i dodał opinię:

Anime, animu, animavi, animatum – o tak, ,,zajechało” łaciną, a to dlatego, że ostatnio ,,manganimeholizm” przybrał u mnie na sile. Ogarniam tyle tytułów do czytania czy oglądnięcia, na ile rzeczywiście mogę sobie pozwolić. Wiele z nich mam na na liście ,,must watch or read ASAP”, a stety ...

Rozwiń Rozwiń
karpatkadobra
2026-03-02 16:52:46
karpatkadobra ocenił książkę Nausicaä z Doliny Wiatru #1 na
9 / 10
i dodał opinię:
2026-03-02 16:52:46
karpatkadobra ocenił książkę Nausicaä z Doliny Wiatru #1 na
9 / 10
i dodał opinię:

"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao ...

Rozwiń Rozwiń
karpatkadobra
2026-02-25 16:26:57
karpatkadobra ocenił książkę Wiedźmin. Dzieci lisicy na
9 / 10
i dodał opinię:
2026-02-25 16:26:57
karpatkadobra ocenił książkę Wiedźmin. Dzieci lisicy na
9 / 10
i dodał opinię:

W dobie tegoż to całego dziwnego mechanizmu ,,wypluwania" rok w rok nowych ,,sajfajów futorologicznych, z elementami np. transcendencji, transhumanizmu" i temu podobnych wśród całej popkulturowej zdobyczy myśli ludzkiej, bo mimo wszystko trochę tego od 2010-2015 roku się ,,naprod...

Rozwiń Rozwiń
Wiedźmin. Dzieci lisicy Joe QuerioPaul Tobin
Średnia ocena:
7.1 / 10
782 ocen
karpatkadobra
2026-02-20 17:19:33
karpatkadobra ocenił książkę Cold Storage. Przechowalnia śmierci na
6 / 10
i dodał opinię:
2026-02-20 17:19:33
karpatkadobra ocenił książkę Cold Storage. Przechowalnia śmierci na
6 / 10
i dodał opinię:

Science-Fiction, zwłaszcza ten trzon gatunku bardziej ,,naukowy” niż fikcyjny, jeśli chodzi o kreowanie poczucia życia w idealnym świecie, bez żadnych zagrożeń różnego pochodzenia, który to z pozoru i tylko do pewnego czasu wydaje się być idyllą, w ogólnym popkulturowym pojęciu, czy to w l...

Rozwiń Rozwiń
karpatkadobra
2026-02-13 17:19:52
karpatkadobra ocenił książkę Nasza urocza Daisy na
9 / 10
i dodał opinię:
2026-02-13 17:19:52
karpatkadobra ocenił książkę Nasza urocza Daisy na
9 / 10
i dodał opinię:

Carl Barks, tej persony przemysłu komiksowego, szczególnie poruszającej się w segmencie przygodowych, lekkich, ale i ,,pełnych” kreacjami świata przedstawionego, historii obrazkowych dla dzieci i młodzieży, cóż przedstawiać raczej nie trzeba. Osiągnął on w swojej branży coś co można określ...

Rozwiń Rozwiń
Nasza urocza Daisy praca zbiorowa
Średnia ocena:
8.9 / 10
7 ocen
karpatkadobra
2026-02-08 15:10:17
karpatkadobra ocenił książkę Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1 na
9 / 10
i dodał opinię:
2026-02-08 15:10:17
karpatkadobra ocenił książkę Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1 na
9 / 10
i dodał opinię:

Chyba każdy z nas się zgodzi, przynajmniej tak ,,do połowy szklanki pełnej”, że to herosi – typowo podręcznikowy, charyzmatyczny typ postaci - stworzeni na amerykańskiej ziemi, przez śmiałych i odważnych twórców, dali nam ,,nerdozie komiksowej”, w organizmie kultury masowej sporo paliwa dl...

Rozwiń Rozwiń
2026-02-07 22:37:49
karpatkadobra Zagłosował w plebiscycie "Książka Roku 2025"
2026-02-07 22:37:49
karpatkadobra Zagłosował w plebiscycie "Książka Roku 2025"
karpatkadobra
2026-01-25 18:24:12
karpatkadobra ocenił książkę Czerwony Mars na
9 / 10
i dodał opinię:
2026-01-25 18:24:12
karpatkadobra ocenił książkę Czerwony Mars na
9 / 10
i dodał opinię:

Wszechświat jest na swój magiczny sposób fenomenalny, urzekający i skrywający niebywałe spektrum piękna i osobliwości: gwiazdy, planety, obłoki proto-materii - to wszystko wygląda cudownie i zjawiskowo, z naszej perspektywy, na kosmicznym niebie, gdy tak patrzymy się w to niebo lub oglądam...

Rozwiń Rozwiń
Czerwony Mars Kim Stanley Robinson
Seria: Wymiary
Średnia ocena:
6.8 / 10
653 ocen
karpatkadobra
2026-01-16 18:33:51
karpatkadobra ocenił książkę City Hunter #1 na
8 / 10
i dodał opinię:
2026-01-16 18:33:51
karpatkadobra ocenił książkę City Hunter #1 na
8 / 10
i dodał opinię:

Nie należy się rozczulać i kminić nie wiadomo co w temacie wyboru kolejnego ,,mango-dzieła”, czyli tworu wprost z ,,Made In Japan” oceanu rozrywki. Bo powiem w tej kwestii dość krótko: treści mamy w popkulturze ogólnie tyle, że… trzeba we współczesnych czasach być mocno zdecydowanym i zaws...

Rozwiń Rozwiń
City Hunter #1 Tsukasa Hojo
Cykl: City Hunter (tom 1)
Średnia ocena:
7.1 / 10
38 ocen
karpatkadobra
2026-01-08 16:33:01
karpatkadobra ocenił książkę Hulk 1 (1962) na
7 / 10
i dodał opinię:
2026-01-08 16:33:01
karpatkadobra ocenił książkę Hulk 1 (1962) na
7 / 10
i dodał opinię:

Komiks to jeden z pierwszych mediów/form treści, poza rzecz jasna książką, z którym to zetknąłem się w mojej przygodzie z popkulturą najwcześniej, zaraz po typowej klasycznej beletrystyce. Owszem były wcześniej jakieś albumy, encyklopedie, przewodniki, czy literatura akademicka. Ale to wła...

Rozwiń Rozwiń
Hulk 1 (1962) Steve DitkoJack KirbyStan Lee
Cykl: Hulk (1962) (tom 1)
Średnia ocena:
6.5 / 10
36 ocen

ulubieni autorzy [1]

Roland Lazenby
Ocena książek:
7,6 / 10
4 książki
0 cykli
9 fanów

Ulubione

James Luceno Star Wars: Tarkin Zobacz więcej
Marc Elsberg Zero Zobacz więcej
Michael Crichton Jurassic Park: Zaginiony świat Zobacz więcej
James Kahn Star Wars: Powrót Jedi Zobacz więcej
Donald F. Glut Star Wars: Imperium kontratakuje Zobacz więcej
Andrzej Pilipiuk Homo bimbrownikus Zobacz więcej
James Luceno Star Wars: Tarkin Zobacz więcej
Andrzej Pilipiuk Homo bimbrownikus Zobacz więcej
Andrzej Pilipiuk Homo bimbrownikus Zobacz więcej

Dodane przez użytkownika

Wojciech Cejrowski Gringo wśród dzikich plemion Zobacz więcej
Jennifer Lynn Barnes Naznaczeni Zobacz więcej
Michael Crichton Jurassic Park: Zaginiony świat Zobacz więcej
Marc Elsberg Zero Zobacz więcej
Andrzej Pilipiuk Homo bimbrownikus Zobacz więcej
Jennifer Lynn Barnes Naznaczeni Zobacz więcej
Donald F. Glut Star Wars: Imperium kontratakuje Zobacz więcej
James Kahn Star Wars: Powrót Jedi Zobacz więcej
Andrzej Pilipiuk Homo bimbrownikus Zobacz więcej

statystyki

W sumie
przeczytano
663
książki
Średnio w roku
przeczytane
44
książki
Opinie były
pomocne
4 366
razy
W sumie
wystawione
663
oceny ze średnią 8,2

Spędzone
na czytaniu
3 579
godzin
Dziennie poświęcane
na czytanie
41
minut
W sumie
dodane
244
W sumie
dodane
4
książek [+ Dodaj]