Ile klasy w klasyku: „Ziemiomorze”

Marcin Zwierzchowski
29.07.2018

Rozpoczęty Czarnoksiężnikiem z Archipelagu cykl autorstwa Ursuli K. Le Guin tak głęboko wrył się w literacki kanon, że rzeczony pierwszy jego tom jest w Polsce nawet na liście lektur. Jako że jednak od jego premiery mija w tym roku równe pół wieku, rodzi się pytanie, czy magia cyklu Ziemiomorze nieco już nie zwietrzała?

Odpowiedź brzmi: nie. Bez żadnego lania wody, bez wątpliwości, bez udawanego wahania, trzeba rozpoznać w „Ziemiomorzu” Ursuli K. Le Guin arcydzieło, i to z tego specjalnego przedziału historii, które nie może się zestarzeć.

...w efekcie dostajemy historię, która nigdzie się nie śpieszy, która nie puchnie specjalnie...

To fascynujące, że pół wieku temu Le Guin weszła w gatunek rozkwitający, opasły sukcesem Władcy pierścieni, i rozbuchanej wizji Tolkiena przeciwstawiła oszczędność formy i treści, a jego zapatrzeniu w eposy o herosach – swoje skupienie na bohaterze złamanym, niechętnym, winnym, a wreszcie nie poszła też w rozmach fabularny, zamiast pisać o ratowaniu świata, wybrała snucie opowieści o odkupieniu i cenie mocy.

Do dziś zresztą fantasy skupia się raczej na świecie lub na dziejach świata, ewentualnie na akcji, niż prawdziwie, tak jak Le Guin, na bohaterach. Szalenie ciekawe jest to „zaburzenie równowagi”, bo w efekcie dostajemy historię, która nigdzie się nie śpieszy, która nie puchnie specjalnie i w zasadzie niewiele wychodzi poza opowieść o chłopcu z wyspy Gont. Opowieść nie o walce ze smokami, dawnymi bogami czy cieniami z innej rzeczywistości, choć te w „Ziemiomorzu” się pojawiają, ale raczej o zmaganiu się człowieka z samym sobą. Bo nawet jeżeli występują w kolejnych powieściach jacyś antagoniści, koniec końców i tak stanowią oni tylko personifikację pewnych ludzkich żądz, które potrafią nami zawładnąć.

Brzmi to wszystko górnolotnie, ale to dlatego, że jest proste i piękne, a o takich rzeczach trudno jest inaczej pisać.

Gdyby spłycić „Ziemiomorze”, ślizgać się tylko po powierzchni, trzeba by je opisać jako klasyczną historię od zera do bohatera, gdzie pastuch z maleńkiej wyspy odkrywa w sobie talent, idzie do szkoły dla czarodziejów, a potem urasta do rangi Arcymaga, mierzy się ze smokami, przywraca Ziemiomorzu króla, by ostatecznie wygrać w starciu ze śmiercią (choć nie tak, jak się spodziewacie). Odnajdziemy nawet w pierwszym tomie wiele zbieżności z (późniejszych inspiracji dla?)… Harrym Potterem, poczynając od szkoły magii, z różnymi przedmiotami i magami-nauczycielami, po prototypy takich postaci, jak Draco Malfoy, Ron czy Dumbledore, który – jeżeli odjąć dziwaczność postaci Rowling – bardzo przypomina Ogiona Milczącego.

Tak odczytywałem te książki, gdy sięgałem po nie po raz pierwszy, przed wielu laty. Wtedy dostępna była dla mnie tylko pierwsza z warstw prozy Le Guin, ta efektowna, z większą liczbą smoków. Już wtedy jednak fascynowało mnie, jak za pomocą tak niewielu słów można zbudować tak wielki świat, jak zamiast mówiąc wprost i cytować kroniki, ledwie muskać historię i geografię Ziemiomorza, a mimo to uczynić je tak realnym i bogatym jak Śródziemie.

...jak za pomocą tak niewielu słów można zbudować tak wielki świat, jak zamiast mówiąc wprost i cytować kroniki, ledwie muskać historię i geografię Ziemiomorza...

Znów zestawiając Le Guin z Tolkienem, powiem, że on słowa kochał, jako oksfordzki profesor lubił je smakować, układać, nadawać im rytm i powtarzać dla samego brzmienia (jakież piękne wymyślał imiona i nazwy własne!). Ona z kolei szanowała je inaczej, obdzielała nas nimi niczym największym skarbem, szczodrze, ale bez rozrzutności; w zasadzie nigdy nie dała się w „Ziemiomorzu” ponieść dygresji, nigdy też nie upajała się brzmieniem własnego literackiego głosu, zawsze wybierając oszczędność ponad gawędziarstwo.

Jest przez to w „Ziemiomorzu”, zwłaszcza w nowszych tomach, coś z baśni, z przypowieści wręcz – ten sposób narracji nastawiony nie na historię, ale na to, co ona przekazuje. To kondensacja języka – maksymalizacja treści w minimum formy.

Ogromną siłą prozy Le Guin jest niedopowiedzenie, sugestia – autorka robiła to tak wyśmienicie, że choć nie tworzyła opasłych kronik dziejów swojego świata, jak przed nią robił Tolkien, a po niej Martin, czytelnicy i czytelniczki mogli dać się zwieść; co rusz dodawała, mimochodem, odwołania do innych wydarzeń i bohaterów, wyraźnie pracowała nad wrażeniem ogromu Ziemiomorza, zarówno geograficznego, jak i historycznego, de facto jednak nie wznosząc samej fikcyjnej konstrukcji.

Czytając „Czarnoksiężnika…” i pozostałe tomy po raz pierwszy, musiałem podświadomie wyczuć ten ciężar opowieści większej niż jej fabuła i bohaterowie. Dlatego tak mnie ona wciągnęła.

To zresztą ciekawe, ponieważ fabularnie „Ziemiomorze” nie daje uczucia satysfakcji, właśnie przez doskonałą iluzję bycia elementem większej opowieści. Bo choć losy Geda poznajemy na przestrzeni „Czarnoksiężnika z „Archipelagu”, Grobowców Atuanu, Najdalszego brzegu, Tehanu i Innego wiatru naprawdę dobrze, w zasadzie od początku do końca, nie możemy powiedzieć, że poznaliśmy Ziemiomorze. Raczej że udało nam się całkiem nieźle zbadać jedną z jego wysp.

Zresztą iluzja wielkości była tu na tyle dobra, że kusiła i samą Le Guin, która niemal do końca swojego życia wracała do tego świata, przez pięć dekad, jakie minęły od premiery „Czarnoksiężnika…”, pisząc nie tylko jeszcze cztery kolejne powieści, ale i niemało opowiadań. Ostatnie, „Córka Ordenu”, ukazało się w roku 2014.

Nam, czytelnikom i czytelniczkom, dało to przy okazji możliwość obserwowania fascynującego procesu ewolucji historii przez blisko pięćdziesiąt lat, a w przypadku powieści od roku 1968 do 2001.

I tak, przyglądając się samym powieściom, od „Czarnoksiężnika…” do „Innego wiatru”, wyraźnie widzimy tu ewolucję fantasy. Zaczynamy od czegoś nieco eskapistycznego, ale też działającego jako ogólna metafora dla pokazania pewnych prawd o człowieku (w tym wypadku pogodzenia się z obecnością zła w nas samych, konieczności zaakceptowania także negatywnych uczuć), do zwierciadła, w którym przegląda się współczesność i które pozwala dyskutować o tematach bliższych naszej rzeczywistości, przeniesionych do Ziemiomorza wprost z ulic naszych miast (prawa kobiet). To ciekawe, jak Le Guin „odzierała” historię Geda z tej warstwy fantastycznej, z powieści na powieść przesuwając punkt ciężkości w stronę realnych problemów, zastępując starcia z cieniami i złymi magami opowieściami o nietolerancji i pogardzie dla innych.

I tak, przyglądając się samym powieściom, od „Czarnoksiężnika…” do „Innego wiatru”, wyraźnie widzimy tu ewolucję fantasy.

Ponownie przywołując „Harry’ego Pottera”, tak jak u Rowling, „Ziemiomorze” ewidentnie dorastało wraz z odbiorcami, wychodząc od prozy gatunkowej, a zamykając się ponadczasowymi i uniwersalnymi opowieściami dla wszystkich. Dlatego ponowna lektura składających się na ten cykl książek to coś podwójnie niesamowitego. Nie dość, że z każdym następnym tomem skaczemy w czasie, w sumie pokonując okres 43 lat, to jeszcze jeżeli jak ja z prozą Le Guin ktoś zetknął się, będąc nastolatkiem, a wraca do niej, będąc już dwa-trzy razy starszym, może obserwować sam siebie, jak znane sobie historie odczytuje na całkiem nowym poziomie. I może być pewien, ja jestem pewien, że za kolejne kilkanaście, kilkadziesiąt lat, gdy świat Ursuli K. Le Guin ponownie mnie do siebie przyciągnie, odnajdę w tej literaturze znaczenia, na które obecnie jestem ślepy.

To niemożliwy do pomylenia z niczym innym symbol wielkości: tworzenie opowieści dla każdego, autentycznie nieśmiertelnych, bo zawierających treści, które nie zdezaktualizują się tak długo, jak nie zdezaktualizuje się ludzkość, opowieści, które przyciągają smokami i magią, a oczarowują pięknem i głębią.

„Ziemiomorze” to arcydzieło. Najlepsze, co literaturze dała fantastyka. (Przykro mi, profesorze, „Władca pierścieni” jest wybitny, ale… to nie Le Guin.)

 

Już wkrótce kolejna część cyklu publicystycznego Marcina Zwierzchowskiego „Ile klasy w klasyku” – o J.R.R. Tolkienie. Zapraszamy!

Reklama

komentarze [14]

Sortuj:
48
0
27.07.2018 11:33

Zapraszam do dyskusji.


3932
3692
29.07.2018 13:16

Wydaję mi się,że w Ziemiomorze więcej,postawiono na duchowść.Nie na akcję,


1422
360
29.07.2018 14:38

Niesamowita opowieść. Podpisuję się obiema rękami pod autorem tekstu. Nie ma porównania z epopeją "Władcy pierścieni" . "Ziemiomorze" spokojnie buduje świat pełen magii, prostym językiem, a tak wymownie. Uwielbiam.


2805
646
29.07.2018 19:39

Jako córka znanego antropologa i badaczki folkloru Indian w jej centrum zainteresowania zawsze był człowiek i jego duchowość.Jej proza dzięki temu, że jest tak oszczędna i nie przytłacza nas opisem innych światów, jest bardzo humanistyczna. "Ziemiomorze" można czytać wielokrotnie i zawsze coś nowego odkryć.
Szkoła podobna występuje jeszcze wcześniej w genialnym dziele...

więcej

1373
17
29.07.2018 21:24

Brawo! Świetny artykuł i świetny pomysł na cykl. Brawo dla autora, ale i dla LC, że publikuje coś wartościowego pomiędzy reklamami.
Proszę o więcej!

jeżeli jak ja z prozą Le Guin ktoś zetknął się, będąc nastolatkiem, a wraca do niej, będąc już dwa-trzy razy starszym, może obserwować sam siebie, jak znane sobie historie odczytuje na całkowicie nowym poziomie.
O tak! A jak...

więcej

1434
282
30.07.2018 10:34

A ja mimo wszystko żałuję, że nie napisała "Czynów Geda", wspominanych tu i tam w różnych miejscach "Ziemiomorza".

Nic to, może Brandon Sanderson da radę.


1373
17
06.08.2018 18:01

Ale jak to: "nie napisała"? A czym jest większość powieści i opowiadań z Ziemiomorza?

A jeśli to, co napisała, Cię nie satysfakcjonuje, to nie, Sanderson nie da rady. Bo o ile się orientuję, wspominane lecz nieobecne w tych książkach "Czyny Geda" to poemat bądź pieśń. Czyli to samo, co mamy w znanych nam powieściach, tyle że całkiem innymi słowami, w zupełnie innej formie...

więcej

1434
282
07.08.2018 11:28

Kto wie, co zostało w szufladach i co z tym zrobią spadkobiercy? Wiersze pisała, choć krótkie, trochę jest na ursulakleguin.com, wydała też:
 Tao Te King czyli Księga Drogi. Napisała na nowo Ursula K. Le Guin Tao Te King czyli Księga Drogi. Napisała na nowo Ursula K. Le Guin

więcej

0
0
05.08.2018 13:00

Bzdury. Do „Władcy Pierścieni” nawet nie ma startu. A już stawianie „Ziemiomorza” ponad twórczością Tolkiena jest śmieszne.


253
245
05.08.2018 21:43

To jest wręcz bardzo słaba książka, która jedzie na opinii klasyka fantasy. Pisząc o niej takie peany, to tak samo jakby wystukać że pierwszy Conan to głęboka psychologiczna nowela...


1373
17
06.08.2018 18:45

@Draconis
Nie mam pewności, czy zrozumiałeś Gracjana, bo z jego wypowiedzi nie wynika bezpośrednio, że krytykuje "Władcę pierścieni", równie dobrze może krytykować "Ziemiomorze". Nawet bardziej to wygląda na to drugie, bo wybacz, ale Twoja krótka wypowiedź, choć dla Tolkiena pochlebna, na miano peanu nie zasługuje, natomiast artykuł Marcina jak najbardziej można tak nazwać....

więcej

253
245
06.08.2018 23:42

Idzie mi oczywiście o "Czarnoksiężnika z archipelagu". Zresztą zostawiłem w ty serwisie obszerną, niezbyt pozytywną opinię o tym gniocie.


1373
17
17.08.2018 00:47

@Gracjan
Przeczytałam sobie Twoją opinię. Dla skonfrontowania wyobrażeń swojej pamięci z rzeczywistością przeczytałam sobie ponownie książkę (nie bez przyjemności - i tak miałam powtórkę w planach w najbliższej przyszłości, artykuł i Twój komentarz przyspieszyły to najwyżej o parę miesięcy). I nie rozumiem. Jak i gdzie zobaczyłeś gniota??? Powieść może się nie podobać, w...

więcej

253
245
17.08.2018 16:25

Obawiam się że jeśli nie widzisz różnicy między wiarygodnym psychologicznie, sensownym fabularnie dziełem, a zbiorem idiotycznych dialogów, infantylnym czekadełkiem gdzie forma niweczy ideę - to nie jestem Ci w stanie tego objaśnić.

Ja już większość co miałem do powiedzenia nt. rzeczonych tytułów powiedziałem.


zgłoś błąd