Literatura amerykańska – od czego zacząć? Najważniejsze amerykańskie powieści w nowej odsłonie
Temat jest co najmniej tak rozległy jak ten przepiękny kraj – pełen kontrastów, społecznych napięć, ale i uniwersalnych ludzkich doświadczeń i rozterek. Podpowiadamy, od czego zacząć przygodę z literaturą amerykańską. I dlaczego od klasyki – również tej młodej.
Sam doświadczyłem czasów, gdy poniższych powieści (i zbiorów opowiadań) trzeba było szukać po antykwariatach. A i to nie dawało pewności. Spekulanci rośli w siłę – i nie mam tu na myśli wyłącznie obrosłego w legendę Thomasa Pynchona, o którym nieco później.
Na szczęście ostatni czas obfitował we wznowienia amerykańskich klasyków. I na szczęście nie są to zwykłe, składane na szybko reprinty. Nierzadko otrzymywaliśmy nowe, odświeżone tłumaczenia. Zwykle – starannie opracowane wydania, które podkreślają ich ponadczasowy charakter. Zdarzało się też, że publikowano teksty mistrzów i mistrzyń dotąd nieznane polskiemu czytelnikowi.
Od czego zacząć czytać literaturę amerykańską?
Dlaczego warto? Zacznijmy od oczywistości: klasyka rzuca światło na złożone relacje rasowe, społeczne i kulturowe – kluczowe dla zrozumienia Ameryki. Zwykle porusza też tematy, które pozostają aktualne niezależnie od epoki: wolność, niesprawiedliwość, miłość, samotność czy konflikty moralne.
Co jeszcze? Znajdziecie tu książki, które zrewolucjonizowały literaturę, wprowadzając nowatorskie techniki narracyjne i unikalną formę, oferując postmodernistyczną grę z czytelnikiem. A także młodsze pozycje, które reinterpretują historię.
Dalsze literackie odkrycia warto osadzić na solidnym fundamencie. Oto 7 wybitnych amerykańskich książek, które ostatnio zyskały nowe życie na półkach księgarni.
Literatura amerykańska – klasyka
„Zaś słońce wschodzi”, Ernest Hemingway
Trzeba nam chyba rozpocząć Hemingwayem, za którego wznawianie wzięły się ostatnio Marginesy. W ostatnich dwóch latach wydawnictwo odświeżyło aż 10 najważniejszych książek z dorobku noblisty.
Zaczęło się od „Starego człowieka i morza”, co nie powinno nas dziwić, bo to za ten utwór Hemingwaya wyróżniono Pulitzerem, a rok później – literackim Noblem. Być może to nie od najsłynniejszego dzieła mistrza powinniśmy jednak rozpocząć poznawanie jego prozy, a od jego pierwszej powieści, „Słońce też wschodzi”, wydanej na nowo jako „Zaś słońce wschodzi” w tłumaczeniu Macieja Potulnego.
Dlaczego? Trudno poznawać amerykańską kulturę bez zrozumienia tzw. straconego pokolenia – pokolenia, które dorastało podczas I wojny światowej. Swą nazwę zawdzięcza ono historyjce opowiedzianej przez Gertrude Stein, w której gdy młody mechanik nie był w stanie naprawić auta wystarczająco szybko, właściciel, rozsierdzony flegmatycznością młodego pracownika, krzyknął na niego: „wszyscy jesteście génération perdue!”. Historię tę Stein opowiedziała później Hemingwayowi, dodając: „Właśnie tym jesteście. Wszyscy jesteście straconym pokoleniem”.
O ile Stein ukuła termin, o tyle Hemingway go spopularyzował. Dokonał tego właśnie w „Zaś słońce wschodzi”, portretując grupę ludzi rozwiązłych, leniwych, pogrążonych w marazmie, trwoniących czas w kawiarniach. Pod pozorną sielanką kryje się rozgoryczenie i pesymizm. Wszystko – jak to u Hemingwaya – ukute z powściągliwego stylu i mocnych, wartkich dialogów, które przy pierwszej lekturze zrobiły chyba na mnie największe wrażenie.
Hemingway odchodzi tu od kwecistości stylu literatury XIX-wiecznej. Stawia na prostotę. Bohaterowie mówią mało – ale ich milczenie i działania niosą ogromny ładunek emocjonalny.
„Światłość w sierpniu”, William Faulkner
Hemingwaya często zestawia się z Faulknerem. Byli niemal równolatkami, tworzyli w tym samym czasie, a trudno o lepszy przykład przeciwstawności spojrzenia na literaturę. O ile Hemingway preferował minimalizm, o tyle jego długoletni rywal stawiał na wyszukane narracyjnie i długie, imponujące stylem zdania, które przywodzą na myśl raczej Prousta niż oszczędnych w stylu naśladowców autora „Zaś słońce wschodzi”.
Faulkner słynął ze stosowania strumienia świadomości i być może najlepszym przykładem maestrii tej techniki jest „Wściekłość i wrzask”, powieść uznawana za najważniejszą w dorobku noblisty, którą w 2020 roku odświeżyło W.A.B.
Jeśli szukacie nowych przekładów mistrza, docenionego przez Komitet Noblowski za „znaczny i unikatowy z artystycznego punktu widzenia wkład w rozwój współczesnej powieści amerykańskiej”, sięgnijcie po nowe wydania Znaku Literanova, na przykład wybitną „Światłość w sierpniu”, przetłumaczoną na nowo przez Piotra Tarczyńskiego. William Faulkner ukazuje w niej brutalność, religijną hipokryzję i rasowe napięcia amerykańskiego Południa, jednocześnie tworząc wielowarstwową, literacko odważną opowieść o tożsamości, odrzuceniu i ludzkiej samotności.
Historia Joego Christmasa uznawana jest za jedną z najważniejszych powieści XX wieku. Dodam: nie tylko amerykańskich. Sprawdźcie dlaczego.
„Korzenie”, Alex Haley
Skoro jesteśmy przy książkach, które zmieniły sposób, w jaki kultura popularna ukazuje historię niewolnictwa, tożsamość i walkę o godność, nie sposób nie wspomnieć „Korzeni” Alexa Haleya, wydanych właśnie przez Albatros w ramach serii Klasyki Albatrosa.
Najsłynniejsza powieść w dorobku Haleya to porywająca saga o losach afrykańskiej rodziny – od jej korzeni, pochodzącego z Gambii protoplasty rodu Kunta Kinte, przez niewolę, segregację, aż po odzyskanie godności we współczesnej Ameryce. Haley, opierając się na rodzinnych przekazach, spędziwszy długie godziny w archiwach i bibliotekach, stworzył opowieść o ludzkiej wytrzymałości i sile przynależności. „Korzenie” pozostają jednym z najważniejszych dzieł literatury afroamerykańskiej.
Książka była promowana jako literacka fikcja, ale liczne wątki autobiograficzne sprawiły, że często stawiano ją na półkach z napisem „literatura faktu”. Imponująca jest wykonana przez Haleya kronikarska praca, który ustne przekazy poparł niezbitymi faktami historycznymi.
Powieść okazała się w Stanach absolutną sensacją. Na jej podstawie stworzono później serial, który zgromadził przed telewizorami rekordową widownię w historii amerykańskiej telewizji. Obie wersje znacząco rozwinęły świadomość społeczną na temat historii czarnych Amerykanów.
„Kolej podziemna”, Colson Whitehead
W tym miejscu warto wspomnieć też wyjątkową edycję książki Colsona Whiteheada, która właśnie trafiła do księgarń. „Kolej podziemna” to najmłodsza pozycja w zestawieniu, niespełna dziesięcioletnia, ale powszechnie określana jako powieść wybitna, przez co zdążyła ugruntować sobie pozycję wśród współczesnej klasyki. Wyróżniono ją zresztą Nagrodą Pulitzera oraz National Book Award.
Książka opowiada historię młodej niewolnicy, Cory, która wraz z innym niewolnikiem, Ceasarem, decyduje się na ucieczkę z plantacji. Oboje korzystają z tytułowej kolei podziemnej – systemu transportu niewolników z niewolniczych stanów Południa na północ.
Stworzona przez abolicjonistów sieć przerzutowa zbiegłych czarnych niewolników istniała naprawdę i była określana właśnie jako kolej. Określenie systemu przerzutowego Whitehead zinterpretował dosłownie – umieszczając pod ziemią linie kolejowe. Połączył tym samym realizm historyczny z elementami literatury spekulatywnej, tak by oddać złożoność doświadczenia niewolników i ukazać ich desperacką walkę o wolność.
„Kolej podziemna” oddaje historię niewolnictwa, korzystając z ducha tradycji, ale z nowoczesnym twistem. Odważna reinterpretacja Whiteheada wzmacnia przesłanie o ogromie wysiłków i odwagi potrzebnych do ucieczki z niewoli.
Klasyczne powieści amerykańskie
„Kompleks Portnoya”, Philip Roth
Wydany w 1969 roku „Kompleks Portnoya” został uznany za powieść skandalizującą. W wielu krajach objęto ją zakazem dystrybucji.
Tytułowy Alexander Portnoy leży na kozetce u psychoterapeuty. Leży i zdanie po zdaniu opowiada swoje życie, rozliczając się nie tylko z własną historią, ale i z historią swojej rodziny. Rodziny, z której usiłował się wyrwać, bo jak mówi: „Żyd, którego rodzice żyją, jest na ogół rzecz biorąc bezradnym niemowlęciem!”.
Gdy wreszcie wychodzi spod kontroli matki, zatraca się w obsesyjnych seksualnych fantazjach.
Błyskotliwość i ironiczna ostrość języka narratora ukazuje jednocześnie śmieszność i tragizm ludzkich zachowań. Phillip Roth stworzył prowokacyjną, głęboko osobistą i jednocześnie groteskowo zabawną opowieść o wewnętrznych zmaganiach młodego żydowskiego mężczyzny. Sportretował przy tym środowisko amerykańskich Żydów. Bezkompromisowe spojrzenie na kulturę żydowską spotkało się zarówno z oburzeniem, jak i z entuzjazmem, a „Kompleks Portnoya” wielokrotnie trafiał na listy 100 najważniejszych książek minionego wieku.
Publikacja „Kompleksu Portnoya” otwiera nową serię dzieł pisarza przygotowaną przez Wydawnictwo Literackie. Poznawanie prozy Rotha, przez wiele lat uznawanego za murowanego kandydata do Nobla, warto zacząć właśnie w tym miejscu.
„Johnny Panika i Biblia Snów oraz inne opowiadania”, Sylvia Plath
Jeśli szukacie nie tylko odświeżonej klasyki, ale i treści dotąd polskiemu czytelnikowi nieznanych – biegnijcie po wydaną przez Marginesy książkę „Johnny Panika i Biblia Snów oraz inne opowiadania” Sylvii Plath. Znajdziecie w niej odnalezione niedawno, dotąd nieprzetłumaczone na polski teksty jednej z najważniejszych amerykańskich pisarek XX wieku.
Jeśli znacie „Szklany klosz” i chcielibyście prześledzić, jak kształtował się literacki warsztat późniejszej mistrzyni poezji konfesyjnej, koniecznie sięgnijcie po tom, w którym zebrano trzydzieści dwa opowiadania Plath. Znajdziecie tu zarówno jej twórcze wyżyny, jak i literackie potknięcia.
Podczas lektury trudno nie myśleć o samobójczej śmierci pisarki, choćby przy „Językach z kamienia”, opowiadaniu szpitalnym, w którym – jak podkreśla Justyna Sobolewska – „zaglądamy za zasłonę, w niedostępne przestrzenie wrażliwości i bólu”.
W zbiorze nie brakuje też jednak światła i humoru. „A więc taka też była Plath” – zauważa Małgorzata Rejmer.
Odkrywajcie pisarkę precyzyjną, czułą, nieokiełznaną. Pisarkę, która nigdy nie przestawała być poetką.
„49 idzie pod młotek”, Thomas Pynchon
Zacząłem ten tekst Pynchonem – i Pynchonem go skończę. Dla pewnego grona czytelników to właśnie powieści mistrza postmodernizmu brakowało na rynku najbardziej. Cena „Tęczy grawitacji” na wszelkich platformach handlowych idzie w kilkaset złotych. Spekulanckie panowanie ukróci jednak najpewniej wznowienie powieści, które w 2025 roku wyda ArtRage.
Nim w ręce polskiego czytelnika trafi najsłynniejsza, na poły legendarna powieść pisarza zaliczanego do czwórki wielkich amerykańskich powieściopisarzy naszych czasów (obok Dona DeLillo, Philipa Rotha i Cormaca McCarthy’ego), ArtRage odświeżył drugą książkę Pynchona, „49 idzie pod młotek”.
To dzieło wymagające, ale niezwykle satysfakcjonujące dla tych, którzy lubią literackie wyzwania. Powieść nie daje prostych odpowiedzi. A raczej – prowokuje do niekończących się rozmyślań, i w tym właśnie tkwi jej siła. Korzystając z niezwykle gęstej narracji, Pynchon nie tylko bawi się z czytelnikiem, ale też zmusza go do zastanowienia się nad chaosem współczesnego świata.
Główną bohaterką powieści jest Edypa Maas, która staje się wykonawczynią testamentu swojego ekskochanka. Próba ustalenia, co kryje się za znakiem trąbki z tłumikiem, prowadzi do klasycznej pynchonowskiej paranoi. Docieranie do prawdy prowadzi czytelnika przez istne labirynty znaczeń i powiązań. Czy Edypa naprawdę odkrywa obejmujący cały kraj i setki lat spisek?
Czujecie się zagubieni w strukturach epoki cyfrowej? Sprawdźcie, czy szydercza, napisana w latach 60. wizja Pynchona dotyczy nas wszystkich – jak podkreśla polski wydawca: mieszkańców globalnej ponowoczesności.

































