
Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- The Complete Stories
- Data wydania:
- 2019-04-24
- Data 1. wyd. pol.:
- 2019-04-24
- Liczba stron:
- 608
- Czas czytania
- 10 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788328066205
- Tłumacz:
- Maria Skibniewska, Michał Kłobukowski
Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane to zbiór opowiadań Flannery O’Connor zawierający również utwory niewydane dotąd po polsku.
Autorka opisuje w nich świat dobrze sobie znany – w Georgii, na południu USA, spędziła prawie całe życie. Lekko, z prostotą i pewną dozą groteski pisarka kreśli przejmujące losy postaci, które miotają się w nieprzyjaznym świecie. Sam tytuł mówi wiele o tych świetnych nowelach – nawet gdy człowiek dąży ku temu, by być dobrym, poczucie własnej obcości, które przychodzi do niego z zewnątrz, nie pozwala mu na to. Ludzie są tu sobie obojętni, wrodzy; zbrodnia i śmierć stanowią element codzienności. Zastanawia los dzieci, pozostawionych samopas lub osieroconych przez rodziców. Mali bohaterowie zaglądają do miejscowych muzeów osobliwości niczym pod podszewkę życia, odkrywają nikczemny świat dorosłych. Niezrozumienie jego prawideł miesza się z pojęciem grzechu i strachem przed karą Bożą, które kiełkują w dziecięcych umysłach.
Utwory zostały ułożone w kolejności ich powstawania, a wydanie opatrzone jest przedmową Roberta Giroux, legendarnego amerykańskiego wydawcy i redaktora, przyjaciela O’Connor.
Kup Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane
To nie jest kraj dla dobrych ludzi
Nie wiem, czy zgodzą się ze mną Państwo co do tego, że istnieje taka literatura, którą masy mogą pokochać tylko w danym momencie dziejów, najczęściej bliskim jej wydaniu. Niezależnie od owej zgody, zaliczę do tej kategorii – zachowując, oczywiście, perspektywę tylko i wyłącznie czytelnika polskiego – opowiadania Flannery O’Connor. Dzielę się z Państwem tą krótką refleksją po to, by dopełnić ją jeszcze jedną, niejako ją potwierdzającą: gdyby o popularności prozy decydowała jej jakość, co najmniej kilka spośród dzieł amerykańskiej pisarki wszyscy miłośnicy książek znaliby na pamięć.
Umówmy się: „Ocalisz życie, może swoje własne” nie zaczyna się wcale okazale. Pierwsze opowiadania są co najwyżej przyjemnymi przerywnikami leniwej codzienności – dominuje ciepła ironia, a wyłaniający się z nich obraz biednej Ameryki jest nie tyle nawet nieautentyczny, co banalny. Można przy nich pokiwać głową, potwierdzić, że nędza ma wyjątkowy dar do łamania jednostek i niszczenia żyć, docenić, że autorka potrafi zajmująco pisać nawet o pelargonii w oknie – wszystko to jednak nie zapowiada emocjonalnego i koncepcyjnego rollercoastera, do którego O’Connor ma zamiar czytelnika wsadzić.
Pierwsze opowiadanie, w którym pojawia się iskra prawdziwie unikalnego talentu – mająca potem zmienić się w otwarty ogień swobodnie rozpalany przez autorkę – to bodaj „Skrobaczka”. Opowiadanie w pewien sposób niewygodne, bo traktujące o spacerze obfitującym w nieco żenujące przygody, budzące odległe skojarzenia ze zdecydowanie późniejszym, ale podobnym gatunkowo komizmem Wellsa Towera, ogólnie rzecz biorąc jest udane – aż do zakończenia. Bo w zakończeniu po raz pierwszy nieco się O’Connor odkrywa i pokazuje, że jej tematem wcale nie są dziwactwa codzienności i postaci tyleż zwykłe, co zabawne, lecz duchowość – duchowość skażona, duchowość w krwawym boju zwarta z cielesnością, duchowość duszna, niepokojąca, duchowość uwikłana w grzech i wokół tego grzechu osnuta. Nagle okazuje się, że człowiek umoczony w banale nie jest wcale pozbawiony przestrzeni wewnętrznych, a jeśli ktoś nie ma zamiaru owych przestrzeni zwiedzać – to może ze strachu?
Owo pierwsze olśnienie niespodziewanym atakiem O’Connor na czytelnika można szybko uznać za nieco przypadkowe, bo kolejne trzy teksty (czyli „Serce parku”, „Uśmiech szczęścia” oraz „Enoch i goryl”) raczej tak głębokich doświadczeń nie oferują, choć nie są także nieudane. Potem jednak przychodzi „Trudno o dobrego człowieka” i człowiek, nieważne czy zły, czy dobry, zaczyna się zastanawiać, czy nie trafił przypadkiem na podrzucone podstępnie przez wydawcę dzieło Cormaca McCarthy’ego. Pisarka pokazała bezsensowną, pierwotną i zimną brutalność z wirtuozerią kojarzącą się z „Krwawym południkiem” (popularniejszym z pewnością w naszym kraju niż jej twórczość, ale napisanym ponad dwadzieścia lat po jej śmierci!). I tym razem nie jest to żaden szczęśliwy wypadek przy pracy, żaden fuks, a właściwa treść tej twórczości. W potężnej dawce wraca to, co zaledwie mignęło w „Skrobaczce” – cały skryty mrok, który podgryza małomównych bohaterów, żeby wybuchnąć nagle w destrukcyjnej ekstazie. Czasami rodzi się on ze zderzenia prostych ludzi z nieznanym (często z religią, rzadziej z czarnoskórymi – ci drudzy pojawiają się w zbiorze w dużej liczbie, ale wynika to raczej z konkretnych realiów czasoprzestrzennych niż ze szczególnego zaangażowania społecznego O’Connor),czasami wydaje się rzeczą czy właściwością pierwotną, przyrodzoną. Opowiadania zebrane w „Ocalisz życie, może swoje własne” sztafaż mają bardzo podobny: traktują w większości o życiu amerykańskiej wiejskiej biedoty, bogatszej nieco niż absolutni nędzarze, najczęściej trudniącej się hodowlą krów, niekiedy bimbrownictwem. Jednak to wcale nie sztafaż definiuje rozwój fabuł – lecz skryty w cieniu świat wewnętrzny poszczególnych postaci, niekoniecznie nawet bardzo rozległy, ale niezmiennie zaskakujący.
Po „Trudno o dobrego człowieka” podobnie bezlitosnych i porażających tekstów pojawia się całe zatrzęsienie – warto wśród nich wymienić tytułowy, a także „Rzekę”, „Uchodźcę”, „Greenleaf”, w końcu genialnych „Poczciwych wiejskich ludzi”. Ten ostatni bodaj najczyściej opisuje zło, którym przesiąknięta jest wiejska Ameryka O’Connor. To w nim autorka uszyła wilkowi płaszcz z owczej wełny i najdokładniej i najdłużej ukrywała go przed oczami uważnego czytelnika, żeby uderzyć w momencie opuszczenia gardy; to w nim najskuteczniej odwracała uwagę od szatańskiego (to ważne słowo, bo religia powraca w każdym niemal opowiadaniu w spaczonej formie) planu. Chociaż po chwili zastanowienia stwierdzam, że wystarczy pochylić się dłużej nad którymkolwiek innym dziełem Amerykanki, aby odnaleźć w nim przebłysk geniuszu – ot, choćby precyzję w opisie apokaliptycznego gniewu, który wypełnia „Widok na las”.
Nie oznacza to oczywiście, że z każdej literackiej potyczki ze skrzywioną moralnością Ameryki O’Connor wychodzi w pełni zwycięsko. Kiedy zło rozszarpuje ułożony świat w „Trudno o dobrego człowieka”, czytelnik czuje się zdruzgotany i zaskoczony. Kiedy dochodzi do tego w „Cieple rodzinnego gniazda”, kilkanaście tekstów później, pojawiają się wątpliwości – czy przypadkiem cały ten mrok nie ma przytępionych kłów, czy nie stracił pazurów, czy nie został przez O’Connor oswojony, a jego atak nie jest mechaniczną reakcją na jej zachciankę? Opowiadanie to nie jest z pewnością nieudane, ale w misternie zaplanowanym zakończeniu ręka autorki staje się zbyt widoczna. Znika na chwilę zadeklarowany mimetyzm tej prozy, znika jej bezpośredniość. Wcześniej pisarka deklaruje: taka jest Ameryka. Tutaj zdaje się mówić: taką widzę Amerykę. Zmiana subtelna, aczkolwiek znacząca, co najwyraźniej można dostrzec w „Kulawi wejdą pierwsi” – przydługim opowiadaniu, które kończy się bardzo wydumaną (choć, muszę przyznać, zapowiedzianą wcześniej) sceną.
„Ocalisz życie, może swoje własne” to potężne dzieło mało popularnej w Polsce Flannery O’Connor i obawiam się, że nie znajdzie zbyt wielu amatorów w naszym kraju. Piszę, że się tego obawiam, bo nieprzeczytanie tego zbioru dla wszystkich miłośników amerykańskiej literatury będzie poważnym przeoczeniem. W tysiącach wyborów opowiadań zdarzają się perełki, rzadko jednak tyle w jednym – tutaj zakończenie lektury jednego świetnego opowiadania daje nie tylko satysfakcję, ale i szansę do zmierzenia się z kolejnym, równie dobrym. Ta Ameryka jest przerażająca, lecz i niezwykle fascynująca.
Bartosz Szczyżański
Oceny książki Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane
Poznaj innych czytelników
918 użytkowników ma tytuł Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane na półkach głównych- Chcę przeczytać 715
- Przeczytane 175
- Teraz czytam 28
- Posiadam 84
- Literatura piękna 9
- Literatura amerykańska 8
- Mam 6
- 2019 6
- Opowiadania 5
- Chcę w prezencie 5






































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane
Szara codzienność Ameryki połowy wieku XX okiem doskonałej obserwatorki, Flannery O’Connor. Wybitna umiejętność nakreślania w krótkich formach dojrzałych portretów psychologicznych zwykłych ludzi, wyłuskiwania ich wad, motywacji i wewnętrznej walki z losem, życiowymi problemami, by końcowo zostawić czytelnika z szeroko otwartymi ustami serwując miejsce na refleksję i/lub wstrząsające finały. To wszystko podane w formie niedosłownej, ukrywając wnioski w opisach zwykłego dnia pracy, spaceru, czy podróży autobusem. Większość opowiadań jest co najmniej dobra a na szczególne wyróżnienie zasługują moim zdaniem trzy: przejmujące i wybitne "Widok na las", "Trudno o dobrego człowieka" i "Sztuczny murzyn". To utwory kompletne. A cały zbiór był pełną przemyśleń podróżą do dawnej Ameryki, która bynajmniej nie odeszła całkiem w zapomnienie, bo z podobnymi problemami, tylko pod inną postacią, borykają się zwykli ludzie w każdym czasie i pod każdą szerokością geograficzną. Prawdopodobnie najlepszy zbiór opowiadań jaki przeczytałem.
Szara codzienność Ameryki połowy wieku XX okiem doskonałej obserwatorki, Flannery O’Connor. Wybitna umiejętność nakreślania w krótkich formach dojrzałych portretów psychologicznych zwykłych ludzi, wyłuskiwania ich wad, motywacji i wewnętrznej walki z losem, życiowymi problemami, by końcowo zostawić czytelnika z szeroko otwartymi ustami serwując miejsce na refleksję i/lub...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to31 niedługich opowiadań w 3ciej osobie o życiu na głębokiej prowincji dusznego amerykańskiego południa pierwszej połowy XX wieku, często z mocnym zakończeniem. Pełno tu dzierżawców, czarnuchów, skrywanych żądz, palącego słońca i niesprawiedliwości, ale też zwykłej codzienności prostych ludzi, sąsiedzkich koligacji i ciężkiej pracy... Osobnym tekstem jest tu też doskonała przedmowa autorstwa Roberta Giroux'a!
1). "Pelargonia" - historia Starego Dudley'a, który uległ córce i pojechał do jej mieszkania w NY. Zły na siebie i cały świat, zagubiony w wielkomiejskim labiryncie, wspomina życie, jakie bezpowrotnie zostawił za sobą na południu, połowy ryb z czarnuchem Rabiem, fuchy i wieczory ze starowinkami w hoteliku, gdzie zamieszkiwał od śmierci żony... - 9pkt;
2). "Fryzjer" - Rayber, postępowy wykładowca uniwersytecki prowadzi dyskusje i spory przedwyborcze z zatwardziałymi konserwatystami, zaślepionymi zwolennikami segregacji rasowej. Mocna końcówka! - 9pkt;
3). "Dzikot" - opowieść o samotniku, niewidomym starym Gabrielu, który czując woń obcego zwierzęcia w pobliżu wspomina dzieciństwo i polowanie na groźnego dzikiego kota. - 7pkt;
4). "Plon" - pisarka panna Willetton przelewa na kartki papieru nową opowieść o dzierżawcy i jego kobiecie. Stopniowo przenosi się na kartki wymyślanej opowieści... - 7pkt;
5). "Indyk" - 11to letni Ruller podczas zabawy spotyka dzikiego indyka i postanawia go złapać na obiady... - 7pkt;
6). "Pociąg" - pierwsza w życiu podróż 19to letniego "czarnucha" Hazel'a Wickersa pociągiem z przedziałami sypialnymi i restauracyjnym wywołuje nocne koszmary, jest też próbą zrzucenia piętna czarnucha... - 6pkt;
7). "Skrobaczka" - Hazel Motes śledzi niewidomego kaznodzieję prowadzonego przez nastoletnią dziewczynę żeby w końcu wyprzeć się przed nim Jezusa... - 6pkt;
8). "Serce parku" - poznany już w poprzednim opowiadaniu Enoch Emery, bramkarz w miejskim parku leśnym w Taulkinham, opowiada o swoich zwyczajach podglądania z ukrycia kąpiących się w miejskim basenie roznegliżowanych panienek I dniu, w którym spotkał Haze'a Weavera... - 6pkt;
9). "Uśmiech szczęścia" - z 3cio osobowym narratorem wnikamy do głowy przewrażliwionej 34ro letniej Ruby Hill, wspinającej się w bólach po schodach do swojego mieszkania. Po drodze spotyka kolejnych sąsiadów i uświadamia sobie, że nie jest chora tylko w (niechcianej)ciąży - 7pkt;
10). "Enoch i goryl" - kolejne opowiadanie o dziwaku Enochu tym razem opisuje jego przygodę z Gorylem, a właściwie przebranym za goryla aktorem... - 6,5pkt;
11). "Trudno o dobrego człowieka" - podróż samochodem z Atlanty na Florydę 6cio osobowej rodziny zamienia się w krwawą jatkę, gdy po kraksie spotykają zbiega z więzienia stanowego - sławnego zbrodniarza Niezgodę - 9pkt;
12). "Ostatnia potyczka z nieprzyjacielem" - 104ro letni "farbowany generał" konfederatów George Poker Sash i jego ostatni numer na wręczeniu dyplomu akademickiego wnuczki Sally Poker Sash... - 6pkt;
13). "Ocalisz życie, może swoje własne" - na oddalonej farmie, zamieszkanej przez starą Lucynell Crater z jedyną, głuchoniemą córką też Lucynell, zjawia się włóczęga pan Shiftlet. Szybko zaskarbia sobie zaufanie kobiet i zamieszkuje z nimi pomagając przy remontach, aż do feralnego dnia... - 8,5pkt;
14). "Rzeka" - opiekunka pani Connin zabiera 4ro letnie dziecko państwa Ashfield na kazanie nad rzeką kaznodziei Bevela Summersa, gdzie ma odbyć się ceremonia uzdrawiania. Scena z uzdrawianiem chorej (na kaca) nieobecnej matki - mistrzostwo, uśmiałem się do łez! Koniec zaś tragiczny... - 9,5pkt;
15). "W pierścieniu ognia" - farmę pani Cope niespodziewanie odwiedza trzech chłopców z Atlanty, jednym z nich jest nastoletni Powell, syn jej byłego, zmarłego już pracownika. Chłopaki wpraszają się na noc pod namiotem. Niezręczna atmosfera nabrzmiewa w miarę upływu czasu, kolejne psoty chłopaków robią się coraz poważniejsze... - 8pkt;
16). "Uchodźca" - małżeństwo Guizac, uchodźcy z Polski z 2ką dzieci (12to letni Rudolf i 9cio letnia Sledgewig) przyjeżdża samochodem na farmę pani McIntyre. Mają tu zamieszkać i pomagać, na co ze złością i uprzedzeniem reaguje zatrudniona tam pani Shortley. - 8,5pkt;
17). "Przybytek Ducha Świętego" - Mała z matką goszczą na weekend dwie 14to letnie kuzynki ze szkoły klasztornej. W ramach rozrywki organizują im wycieczkę na kiermasz... - 6,5pkt;
18). "Sztuczny Murzyn" - pan Head zabiera pociągiem 10cio letniego wnuka Nelsona, sierotę, po raz pierwszy do dużego miasta Atlanty. Chce mu obrzydzić to miejsce jako siedlisko zła i pokazać demonizowanych Murzynów, których chłopiec jeszcze nie widział... - 8,5pkt;
19). "Poczciwi wiejscy ludzie" - pani Hopewell mieszka na farmie z 32letnią córką, od 4 lat najmuje do pomocy państwo Freeman. Córka Joe straciła w wypadku nogę i od 20tu lat nosi protezę. Fakt ten budzi żywe zainteresowanie pani Freeman jak i młodego przygodnego handlarza Biblią... - 7pkt;
20). "Umarłe są bidne jak nikt" - zaczyna się od śmierci starego Masona Tarwera, stryja 14to letniego Francisa Tarwera. Chłopak zostaje sam w domu na odludziu i wspomina wydarzenia poprzedzające śmierć wuja usiłując wykopać grób na 3.5m głęboki zgodnie z wolą stryja... - 7pkt;
21). "Greenleaf" - opowiadanie o właścicielce farmy mlecznej pani May, jej 2 dorosłych synach, pracowniku panu Greenleafie i jego 2 dorosłych synach. Osią fabuły jest niechciany byk synów Greenleafa robiący szkodę na farmie pani May... - 7,5pkt;
22). "Widok na las" - 9cio letnia Mary Fortune jest ulubioną wnuczką starego, upartego pana Fortune, jedną z siedmiorga dzieci jego zięcia, znienawidzonego Pittsa. Stary na złość zięciowi sprzedaje po kawałku działki z posiadłości, na której wszyscy mieszkają i której jest właścicielem. - 8,5pkt;
23). "Dreszcz" - 25letni Asbury wraca do matki - pani Fox, do domu w Timberboro. Jest chory, czuje że wkrótce umrze. Wrócił z NY wbrew swej woli, po starcie pracy nie miał pieniędzy na dalsze egzystowanie w mieście. Matka, pomimo sprzeciwu, podejmuje walkę o zdrowie gburowatego Asbury'ego. - 7pkt;
24). "Ciepło rodzinnego gniazda" - mieszkający wciąż z matką 35letni Tomasz złości się na nią za pomaganie i udostępnienie mieszkania młodej przestępczyni Sarze Ham (podająca się za Star dziewczyna sfałszowała czek za co była w więzieniu, kiedy matka Tomasza wystarała się o jej warunkowe zwolnienie). - 8,5pkt;
25). "Spotkanie" - o tym, że stary świat już przeminął, że murzyni mają równe prawa, że mogą jeździć autobusem obok białych, i że starzy biali pokroju matki Juliana nie mogą się z tym pogodzić... Mocny koniec! - 10pkt;
26). "Festiwal w Partridge" - 23letni Calhoun przyjeżdża do domu ciotecznych babek na Festiwal Azalii w Partridge. Skusiła go jednak sprawa zamachowca Singletona, miejscowego "odmieńca", który 10 dni wcześniej zastrzelił 6 osób w tytejszym sądzie mszcząc się za "niesprawiedliwy proces". Chce napisać o tym reportaż (albo i powieść),zaczyna wypytać ludzi i szybko odkrywa obłudę i niesprawiedliwość. Niespodziewanie dołącza do niego zbuntowana Mary Elizabeth... - 10pkt;
27). "Kulawi wejdę pierwsi" - wdowiec Sheppard, dyrektor miejskiego Ośrodka Zajęć Pozaszkolnych dla Młodzieży i dorywczy pracownik zakładu poprawczego, ojciec 10cio letniego Nortona, nakłania jednego ze swoich podopiecznych po opuszczeniu zakładu, 14to letniego czarnoskórego Rufusa, do tymczasowego zamieszkania u siebie. Chce pomóc chłopakowi i jednocześnie nauczyć syna empatii. Nie spodziewa się, że zawzięty Rufus go nienawidzi... - 9pkt;
28). "Czemu się wzburzyli poganie" - czteroosobowa rodzina - ojciec - prawnik, który właśnie dostał udaru i leży w łóżku, rezolutna i rozgoryczona matka, 30to letnia córka Mary Maud - nauczycielka i 2 lata młodszy bezrobotny syn Walter, który na całej linii zawiódł nadzieje matki niezdolny wziąć odpowiedzialność za dom, kierować najętymi Murzynami, zarządzać gospodarstwem. - 6pkt;
29). "Objawienie" - akcja dzieje się w poczekalni u lekarza, gdzie zjawia się gruba pani Turpin z mężem Claudem (ma wrzód na łydce). Daje to możliwość do przestudiowania przynależności poszczególnych pacjentów do określonej według Ruby Turpin grupy społecznej. Pod przykrywką niezobowiązującej rozmowy kategoryzuje ona i niesprawiedliwe ocenia wszystkich wokół, sama mając się za szanowaną, pracowitą i bogobojną istotę... - 9pkt;
30). "Plecy Parkera" - niespokojny duch, 28mio letni O.E. Parker ma wytatuowane całe ciało poza plecami. Któregoś dnia po wypadku w pracy każe tatuażyście zrobić sobie na plecach dużą podobiznę Jezusa... - 7pkt;
31). "Dzień Sądu" - podobnie jak w "Pelargonii" mamy tu starego ojca "wywiezionego" ze wsi do wielkiego miasta NY, żeby tu dożył ostatnich dni. Tym razem jednak bohater, dumny Tanner postanawia uciec i wrócić na swoje ukochane Południe. Mimo braku sił i złej kondycji obmyśla, jak niepostrzeżenie wyrwać się spod kurateli córki i zięcia, doczłapać na taxi a potem już pociągiem towarowym wprost do Corinth w Georgii. W międzyczasie we flashbackach poznajemy, co wcześniej doprowadziło do jego wyjazdu z córką, jak poznał czarnucha Colemana ... - 10pkt.
31 niedługich opowiadań w 3ciej osobie o życiu na głębokiej prowincji dusznego amerykańskiego południa pierwszej połowy XX wieku, często z mocnym zakończeniem. Pełno tu dzierżawców, czarnuchów, skrywanych żądz, palącego słońca i niesprawiedliwości, ale też zwykłej codzienności prostych ludzi, sąsiedzkich koligacji i ciężkiej pracy... Osobnym tekstem jest tu też doskonała...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiedawno odkryłem jedną z największych pereł amerykańskiej literatury – Flannery O’Connor. Amerykańska pisarka zasługuje na miejsce obok takich gigantów literatury jak Steinbeck, Faulkner czy zapomniany już Erskine Caldwell. Wszyscy oni opisywali rzeczywistość amerykańskiego Południa, robiąc to w sposób zarówno unikatowy, jak i uniwersalny.
Flannery O’Connor wzbudziła we mnie szczególny zachwyt. To, jak w krótkiej formie opowiadań potrafiła nakreślić charakter i osobowość bohaterów, naprawdę mnie fascynuje. Ale to nie wszystko – kolejnym elementem, który wywołuje we mnie głębokie emocje, jest konstrukcja fabuły i jej mocne, niemal miażdżące finały.
Wielokrotnie poczułem się, jakbym dostał obuchem w głowę. Przewrotność niektórych sytuacji oraz dramatyczny przebieg opowiadanych wydarzeń niejednokrotnie wstrząsnęły mną i jednocześnie zachwyciły. Prawie każda historia jest pełna treści, doskonale przemyślana i warsztatowo dopracowana w taki sposób, że ciężar wielu opowiadań przytłacza swoją głębią.
Nie znajdziemy tu tematów ani banalnych, ani trywialnych. Pomimo doniosłości poruszanych zagadnień, autorka umiejętnie przeplata je groteską i ironią. Opowiadania takie jak „Uchodziec” czy „W lesie” nie tylko zachwycają formalnym kunsztem, ale również wywołują prawdziwy wulkan emocji.
Tematy, które porusza O’Connor, są różnorodne i pełne głębi: zbrodnia, nienawiść, zazdrość, pycha i niemal wszystkie ludzkie ułomności. Są one ukazane przez pryzmat chrześcijańskiej retoryki. Jednak nie dajcie się zwieść stereotypom. Pomimo katolickiego wyznania autorki, nie znajdziemy tu moralizatorskiego tonu ani dydaktyki. Zamiast tego mamy subtelną równowagę, a całość lewituje między dobrem a złem, życiem a śmiercią. Może to właśnie fakt, że O’Connor przez całe życie zmagała się z nieuleczalną chorobą, pozwolił jej z taką mistrzowską precyzją pisać o śmierci, grzechu i ułomnościach ludzkiej natury. Z jej opowiadań bije niemal mistycyzm.
Nie bez powodu O’Connor została okrzyknięta mistrzynią krótkiej formy. Zbiór jej opowiadań to najlepsze tego rodzaju teksty jakie kiedykolwiek udało mi się przeczytać, i nie ma w tym ani odrobiny przesady.
Niedawno odkryłem jedną z największych pereł amerykańskiej literatury – Flannery O’Connor. Amerykańska pisarka zasługuje na miejsce obok takich gigantów literatury jak Steinbeck, Faulkner czy zapomniany już Erskine Caldwell. Wszyscy oni opisywali rzeczywistość amerykańskiego Południa, robiąc to w sposób zarówno unikatowy, jak i uniwersalny.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFlannery O’Connor wzbudziła we...
Pajęczy Las pod balkon przyszedł, ćma się schowała za kaloryfer, jour de l’indépendance i Ona - sen; stokrotka kwitnie gdzieś w ciemnym lesie. Muzyka strumyka i ukojenie (wychował mnie miły głos szemrzącego gaju, a miłości uczyłem się od kwiatów). Noszę twe serce z sobą, noszę je w moim sercu, nigdy się z nim nie rozstaję, gdzie idę ty idziesz ze mną. Spojrzała mi głęboko w oczy jakby kręciły się tam planety. Odwdzięczyłem więc spojrzenie, speszony podziwiając to Boskie Stworzenie. Choć jedno moje oczko słabe, już jasna przyczyna; patrzę na świat z miłością i wstydem. Jak bolą mnie stópki - rzekła, całowałbym - westchnąłem. Ty możesz mnie uwolnić, będę ci śpiewał i kochał do ostatniego tchu. I znikła. Wkroczyłem więc w ciemny las pełen lęków pradawnych, szaleńczych odgłosów i labiryntów przepastnych, lecz nie ugiąłem się i na polanie skrzącej księżycem w żywicach drzew i kroplach liści, niciach pajęczych i świętojańskich skrzydełkach wtuliłem udręczoną skroń w słońce twych włosów, łzami szczęścia skrapiając piękne twe oblicze. Blask wschodu wdarł się przez czeluść drzew i zawisł nad lasem bezchmurny eter. Wzeszła jutrzenka i przeglądała się w jeziorze. Na jawie. Więc czymże jest to szaleństwo jeśli nie wiecznym niespełnieniem? Pędem do przodu, a w kółko. I tylko miłość życiu nadaje wzniosłe, cudowne znaczenie. Włączę sobie "Zmęczoną Śmierć", wsiądę na rower, kopii dobędę, serce zdobędę, koniec z hamletyzowaniem, moje ostatnie wielkie powstanie, jour de l’indépendance, stokrotka przy sercu w mojej butonierce. Szybki jak wiatr, cichy jak las, zawzięty jak ogień, niewzruszony jak góra. Lato podgrzewa bąbelki powietrza - wewnątrz rozbrzmiewa pieśń świerszcza, wybucha, wylewa się, płynie samotnie, z gwiazdami żegluje, rozczula, unosi, wabi i szepce - ocalisz życie, może swoje własne.
Pajęczy Las pod balkon przyszedł, ćma się schowała za kaloryfer, jour de l’indépendance i Ona - sen; stokrotka kwitnie gdzieś w ciemnym lesie. Muzyka strumyka i ukojenie (wychował mnie miły głos szemrzącego gaju, a miłości uczyłem się od kwiatów). Noszę twe serce z sobą, noszę je w moim sercu, nigdy się z nim nie rozstaję, gdzie idę ty idziesz ze mną. Spojrzała mi głęboko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane” Flannery O’Connor to niebywała gratka dla miłośników literatury amerykańskiej. To zbiór chyba wszystkich opowiadań które wyszły spod pióra ten znakomitej a w Polsce prawie zupełnie nieznanej autorki. Wydawane w Polsce niewielkie zbiory opowiadań w latach 70-tych ub. wieku zostały dawno zapomniane a na fragmenty jej twórczości można było się natknąć jedynie w periodykach literackich. Tym razem czytelnik otrzymuje zbiór niezwykły, bo zawierający wszystkie opowiadania O’Connor i w dodatku ułożone chronologicznie w kolejności ich powstawania, co pozwala na prześledzenie w jak imponującym tempie rozkwitał jej talent.
Urodzona w Georgii, katoliczka zamieszkała wśród konserwatywnych protestantów w Pasie Biblijnym na południu Stanów nigdy nie ukrywała, że wiara jest dla niej czymś niezwykle istotnym i to znalazło odbicie w jej twórczości.
Bohaterowie jej opowiadań to ludzie głęboko wierzący, przekładający swoją wiarę na sposób życia i dla współczesnych czytelników, a zwłaszcza dla tych traktujących religię dość obojętnie będą dość zaskakujący czy wręcz bulwersujący. Ale bohaterami jej opowiadań są również bandyci, wykolejeńcy, prostytutki, ludzie którzy nie potrafią odnaleźć się w żadnej zdefiniowanej strukturze społecznej. Nie potrafią bo mają niewłaściwe pochodzenie, niewłaściwą wiarę, poglądy czy kolor skóry. Zawsze obcy i wykluczeni, zderzający się z bigoterią czy fanatyzmem.
Czasami sięga po groteskę, przejaskrawia, czasami usypia wręcz czytelnika, kreuje obrazy idyllicznej wręcz rzeczywistości by w końcowym efekcie odsłonić rzeczywiste obrazy, najgorsze instynkty i tym samym wstrząsnąć czytelnikiem, co zresztą doskonale jej się udaje.
Jak w każdym zbiorze opowiadań są tu lepsze, gorsze ale są i genialne. Każdy odkryje zapewne coś innego. Na mnie największe wrażenie zrobiły „Skrobaczka”, „Trudno o dobrego człowieka”, „Ocalisz życie, może swoje własne”, „Uchodźca”, „Sztuczny Murzyn”, „Poczciwi wiejscy ludzie”, „Widok na las”, „Festiwal w Patridge” i „Ciepło rodzinnego gniazda”.
Przedwczesna śmierć w wieku 39 lat sprawiła, że jej gwiazda nie rozbłysła tak jak na to zasługiwała. Kolejna, obok Erskina Caldwella, Carson McCullers, Trumana Capote czy wreszcie Williama Faulknera wielka autorka Południa.
Niezwykła i zaskakująca proza.
„Ocalisz życie, może swoje własne. Opowiadania zebrane” Flannery O’Connor to niebywała gratka dla miłośników literatury amerykańskiej. To zbiór chyba wszystkich opowiadań które wyszły spod pióra ten znakomitej a w Polsce prawie zupełnie nieznanej autorki. Wydawane w Polsce niewielkie zbiory opowiadań w latach 70-tych ub. wieku zostały dawno zapomniane a na fragmenty jej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzydzieści jeden opowiadań różnej jakości, ułożonych chronologicznie, to jest według daty ich powstania. Pierwsze wydanie zbioru ukazało się w 1955 roku pod tytułem „The Complete Stories”. W jaki sposób i po co polski wydawca zrobił z tego „Ocalisz życie, może swoje własne”, nie jestem w stanie dociec. Większość z tych opowiadań nigdy dotąd nie była w Polsce publikowana; jedynie kilka, w jakichś zbiorkach. Wydanie W.A.B, z 2019 roku (z przedmową Roberta Giroux, amerykańskiego wydawcy, redaktora oraz przyjaciela autorki),jest pierwszym polskim i… zapewne ostatnim.
Mary Flannery O’Connor (1925 – 1964),amerykańska powieściopisarka i nowelistka była typową pisarką Południa Stanów; prawie całe życie mieszkała w Georgii i o niej pisała. Akcja jej opowiadań zawsze związana jest z Południem i rozgrywa się w latach czterdziestych i pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Ich treścią są zwykle problemy rasowe, moralne, psychologiczne, ale zawsze w ujęciu indywidulanym, a nie ogólnospołecznym.
Jest w zbiorze także akcent polski. Bohaterem „Uchodźcy” jest Polak, który w Stanach szukał, wraz z rodziną, schronienia przed okropieństwami II Wojny Światowej. Amerykanka z Południa zastanawia się: „Nie wiadomo, w co mogą wierzyć, skoro ich wyznania żadna reforma nie oczyściła z głupstw”*. Zastanawia się też, czy ci obcy w ogóle rozróżniają kolory.
Nie tylko to opowiadanie dotyczy kwestii odmienności i nietolerancji. We wszystkich albo prawie wszystkich można zetknąć się z biedą, okrucieństwem, przestępczością, bezmyślnością, śmiercią. Sporo uwagi poświęca autorka zaburzonym, może nawet patologicznym, relacjom apodyktycznych matek z synami. Przez moment może bawić oburzenie starszego pana (białego),który dożył czasów, w których czarnuch mówi do niego per „panie starszy”. Ale właśnie tylko przez moment, bo tak naprawdę nie jest to śmieszne. W USA niewolnictwo zniesiono już znacznie wcześniej, ale segregacja rasowa miała się jak najlepiej, bo trwała do połowy lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku.
Bohaterami opowiadań bywają zarówno Murzyni jak i tak zwana biała hołota. Jedni i drudzy jednakowo zabobonni, nietolerancyjni, niewykształceni, może wręcz analfabeci. Oczywiście bardzo biedni. Czasem po treści opowiadania nie mogłem rozpoznać, jakiej rasy jest któryś z bohaterów.
Opowiadania Flannery O'Connor przypominały mi nieco twórczość Erskine Caldwella, na przykład „Blisko domu”, „Chłopiec z Georgii”, „Sługa boży" czy „Poletko Pana Boga”. Jednak Caldwell w tym porównaniu wypada znacznie lepiej.
Wspomniałem, że zapewne to wydanie będzie ostatnim polskim. Trzeba niesamowitego talentu, umiejętności i doświadczenia, by naśladować prymitywny slang amerykańskiej biedoty z Południa sprzed siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu lat, i jeszcze więcej, by coś takiego przełożyć na język obcy, w tym przypadku polski. Wstawianie „tamój”, ”jużem”, „kazować” może nie wystarczyć. Udziwniony, niby prostacki język powoduje, że niektóre opowiadania czyta się… ciężkawo. Tym bardziej, że to ponad sześćset stron.
Reasumując – wiele opowiadań bardzo dobrych, mimo że… a może właśnie dlatego, że nie zakończonych żadną jednoznaczną puentą, jednak tamój oczekiwałem czegoś łatwiejszego w odbiorze.
---
* Flannery O'Connor, "Ocalisz życie, może swoje własne", przekład Maria Skibniewska i Michał Kłobukowski, wyd. W.A.B, 2019, s. 226.
Trzydzieści jeden opowiadań różnej jakości, ułożonych chronologicznie, to jest według daty ich powstania. Pierwsze wydanie zbioru ukazało się w 1955 roku pod tytułem „The Complete Stories”. W jaki sposób i po co polski wydawca zrobił z tego „Ocalisz życie, może swoje własne”, nie jestem w stanie dociec. Większość z tych opowiadań nigdy dotąd nie była w Polsce publikowana;...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór bardzo nierównych opowiadań z amerykańskiego Południa. Część opowiadań bardzo dobra, część raczej nudna i męcząca.
Zbiór bardzo nierównych opowiadań z amerykańskiego Południa. Część opowiadań bardzo dobra, część raczej nudna i męcząca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toopowiadania idealne
opowiadania idealne
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKupiłem zbiór opowiadań Flannery O’Connor – Ocalisz życie, może swoje własne – niemal natychmiast po lekturze jej esejów (Misterium i maniery). Antologia ułożona jest chronologicznie i czytam pierwsze z nich – Pelargonia, napisane w 1946 roku i mam wrażenie, że ta opowieść dzieje się tu i teraz. Nie w Ameryce lat czterdziestych, gdzie główny bohater, Stary Dudley przenosi się z Południa do mieszkania córki w Nowym Jorku, tylko w Polsce w XXI wieku, zaś bohaterem może być starsza osoba z Podlasia czy Podkarpacia, ze względów zdrowotnych zamieszkuje z córką w Warszawie.
"Nie jest gotowy na tę zmianę. Na tłumy na ulicach, gwar, ciasnotę mieszkań i bloków. A przede wszystkim nie jest gotowy na zmianę kulturową. Na to, że jego sąsiadem jest “czarnuch” w garniturze, uśmiechający się i poklepujący go po plecach. To nie jest normalne.
Jemu, który wiedział, że to niedopuszczalne. Który pochodził z zacnych stron. Z zacnych stron. Gdzie coś takiego byłoby niedopuszczalne. […] Utknął jak w pułapce w tym miejscu, gdzie czarnuchy mogą mówić człowiekowi „panie starszy”."
W Polsce, to pewnie byłyby jakieś pedały mieszkające za ścianą. Trzymające się za ręce i mówiące “dzień dobry” w windzie. Świat znowu tak bardzo się nie zmienił.
[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/ocalisz-zycie-moze-swoje-wlasne/
Kupiłem zbiór opowiadań Flannery O’Connor – Ocalisz życie, może swoje własne – niemal natychmiast po lekturze jej esejów (Misterium i maniery). Antologia ułożona jest chronologicznie i czytam pierwsze z nich – Pelargonia, napisane w 1946 roku i mam wrażenie, że ta opowieść dzieje się tu i teraz. Nie w Ameryce lat czterdziestych, gdzie główny bohater, Stary Dudley przenosi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to