Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
"Wakacje pełne magii" to pierwsza część bestsellerowej serii dla dzieci i młodzieży "Córka maga". Książka przeniesie Was w świat, w którym magia i czytanie w myślach, nie są niczym nadzwyczajnym. Razem z wydawnictwem Mięta zapraszamy do udziału w akcji recenzenckiej.
"Wakacje pełne magii", Katarzyna Wierzbicka, ilustracje Wioleta Herczyńska
Trzynastoletnia Magda odziedziczyła po ojcu nie tylko kolor włosów i wadę wzroku, lecz także umiejętność czytania w myślach. Niestety musi ją ukrywać przed mamą i rodzeństwem, zwykłymi ludźmi nieświadomymi istnienia magii.
Tuż przed zakończeniem roku szkolnego dziewczynka dowiaduje się, że tym razem, zamiast spędzić lato u swojej babci czarownicy, wyjedzie z rodziną na kemping nad jeziorem. Na domiar złego uwagę taty całkowicie pochłaniają problemy w pracy: z Instytutu Badań i Analiz Użytkowego Zastosowania Magii, do którego został ostatnio przeniesiony, skradziono cenne magiczne artefakty.
– Tato, weź mnie nawet nie denerwuj, że coś nie wypaliło z wyjazdem do babci! – powiedziałam równie stanowczo, co rozpaczliwie, zapinając pasy.
Zerknął na mnie znad kierownicy.
– Skąd wiesz? – zapytał żałośnie. – Przecież tak się starałem zabezpieczyć wszystkie myśli…
Czy ma to związek z tym, że Magda coraz częściej staje się świadkiem zjawisk paranormalnych, a na kempingu pojawiają się słowiańskie demony? Dlaczego wokół rodzinnej przyczepy zaczyna węszyć krwiożerczy inspektor z Biura do spraw Bezpieczeństwa Magii?
Gdy najmłodsza siostra Magdy zostaje porwana, dziewczynka musi stawić czoło grożącemu jej rodzinie niebezpieczeństwu…
– Może i lepiej. Przynajmniej żaden wodnik nie wyjdzie z wody i nas nie pożre – stwierdził radośnie Piotrek, pakując do ust wielką garść chipsów.
Westchnęłam z zazdrością. Nie mam pojęcia, jakim cudem po tej awanturze udało mu się namówić mamę, by mu kupiła przekąskę.
– Wodnik? – Oczy Asi zrobiły się wielkie i błyszczące.
– Wodniki nie wychodzą z wody, aby zjadać ludzi. Nie strasz siostry. – Tata pokręcił głową z irytacją, nie odrywając wzroku od drogi.
"Wakacje pełne magii" to pierwsza część serii "Córka maga".
Otrzymaj egzemplarz "Wakacji pełnych magii" do recenzji.
Mamy do rozdania 40 egzemplarzy książki „Wakacje pełne magii” dla użytkowników serwisu Lubimyczytać.
Aby wziąć udział w akcji recenzenckiej, wystarczy przesłać link do swojej recenzji opublikowanej w serwisie lubimyczytac.pl lub na profilach w mediach społecznościowych na adres: promocja@wydawnictwomieta.pl (w tytule maila prosimy wpisać: „Wakacje pełne magii” - akcja recenzencka Lubimy Czytać).
Spośród nadesłanych zgłoszeń Wydawnictwo Mięta Polska wybierze 40 osób, które po przesłaniu swoich danych adresowych otrzymają egzemplarze książki.
Zgłoszenia przyjmujemy do 13 kwietnia 2026 roku włącznie.
Zachęcamy do dzielenia się swoimi opiniami w serwisie lubimyczytac.pl – Wasze recenzje mogą zainspirować innych czytelników!
Życzymy powodzenia!

Książkę „Wakacje pełne magii” możecie kupić TUTAJ.
Przeczytaj fragment książki
Największe problemy zaczęły się w czerwcu, kilka tygodni po moich trzynastych urodzinach i kilkanaście dni przed końcem roku szkolnego. Kiedy tata przyjechał odebrać mnie po szkole, od razu wyczułam, jak starannie ustawił bariery wokół swego umysłu. Mimo to odbierałam od niego pewne podekscytowanie i niepokój. Te emocje wypływały z niego tak jak strużki wody ze szczelin w tamie. Nie potrafię tego opisać. Po prostu zobaczyłam go po wyjściu z szatni i już wiedziałam, że gdy tylko wsiądziemy do samochodu, uśmiechnie się nerwowo, zrobi tę swoją przepraszającą, trochę zabawną minę i powie mi coś, czego absolutnie wolałabym nie słyszeć. I co prawdopodobnie jeszcze bardziej skomplikuje mi życie.
– Tato, weź mnie nawet nie denerwuj, że coś nie wypaliło z wyjazdem do babci! – powiedziałam równie stanowczo, co rozpaczliwie, zapinając pasy.
Zerknął na mnie znad kierownicy.
– Skąd wiesz? – zapytał żałośnie. – Przecież tak się starałem zabezpieczyć wszystkie myśli...
Odchyliłam głowę na oparcie siedzenia i przymknęłam oczy. Zacisnęłam usta, żeby nie zacząć wrzeszczeć.
Moja babcia Teresa była prawdziwą czarownicą. Bardzo potężną, o ile zdążyłam się zorientować. Nawet wyglądała jak wiedźma z bajki: pomarszczona, zgarbiona, siwa, z haczykowatym nosem i ukrytymi za grubymi denkami okularów bystrymi jasnymi oczami. Sprawiała wrażenie, jakby wraz z czarnym kocurem mieszkała w chatce na kurzej nóżce, ćwiczyła co rano złowróżbne chichotanie, a co niedziela przyrządzała w osmalonym kotle potrawkę z niegrzecznych dzieci.
Pozory mylą. Babcia Teresa była kobietą o gołębim sercu, zawsze czułym na krzywdę innych. Wiele lat temu przeszła na dietę wegetariańską,a zamiast kota miała papugę. Nigdy nie odmówiła pomocy żadnemu człowiekowi, który zapukał po prośbie do żółtych drzwi jej drewnianego domku stojącego na skraju lasu.
Dla mnie najbardziej liczyło się to, że zawsze potrafiła ukrywać przede mną swoje myśli i emocje. Przy niej czułam się, jakbym była normalna. Słyszałam tylko te słowa, które wypowiadała na głos. Jaka to była ulga... Uwielbiałam spędzać u niej co roku przynajmniej jeden wakacyjny miesiąc. To pozwalało mi podładować baterie oraz odpocząć od zgiełku myśli i uczuć otaczających mnie ludzi.
– Przepraszam, córcia. Wiem, jakie to było dla ciebie ważne. – Tata rzucił mi znad kierownicy zmartwione spojrzenie. – Babcia musiała pilnie wyjechać. Dostała ważne zadanie od Rady. Niestety jego wykonanie zajmie jej prawdopodobnie całe lato.
– To niesprawiedliwe! Czy Rada nie może znaleźć sobie kogoś innego? – jęknęłam.
– Uznali, że twoja babcia jest najbardziej kompetentną osobą, aby rozwiązać ten problem – odparł sztywno. Zacisnęłam usta i zdjęłam okulary, żeby przetrzeć szkła rękawem koszulki. Ten gest zazwyczaj pomagał mi się uspokoić. Jednak nie tym razem. Wiedziałam, że nie mam co dyskutować ani dopytywać o szczegóły tego superważnego zadania. Każda decyzja wielkiej, tajemniczej Rady naszej społeczności była dla mojego ojca niemal święta. Najwidoczniej nawet wtedy, gdy uderzała bezpośrednio w kogoś z jego rodziny.
– Madzik, proszę cię – głos taty był słodki jak cukierek – nie denerwuj się. Zróbmy tak: te wakacje spędzisz z nami w przyczepie, a na jesieni, gdy babcia wróci, zrobię, co w mojej mocy, aby wysłać cię do niej przynajmniej na tydzień. Dobrze?
– W przyczepie? Chyba żartujesz! – krzyknęłam, odwracając się gwałtownie.
– Obiecuję, że będziemy wybierać spokojne, ciche kempingi. Albo w ogóle kilka razy zano‐ cujemy na dziko, z dala od ludzi. Żebyś mogła odpocząć.
– Odpocząć? – zagotowałam się. – Tato, mam mieszkać przez miesiąc w metalowej puszce z całą waszą piątką?! Na powierzchni dziesięciu metrów kwadratowych?!
– Prawie jedenastu... – bąknął nieśmiało. Machnęłam ze złością ręką.
– Nieważne! To i tak dużo za mało! Dobrze wiesz, że zbombardujecie mnie kompletnie swoimi myślami. I w ogóle gdzie miałabym spać? Tam są tylko cztery rozkładane łóżka! Dwa lata temu cała moja rodzina dostała fioła na punkcie kempingów. Nawet Asia – a wtedy liczyła sobie zaledwie roczek i ledwo potrafiła wypowiedzieć swoje imię – klaskała i podskakiwała z radości na widok przyczepy, którą tata za ciężkie pieniądze kupił od kolegi z pracy i z dumą postawił pod naszym blokiem. Jedynie ja na samym początku stanowczo odmówiłam spędzania w tym pudle wakacji. Od dawna utarło się, że latem jeżdżę do babci, więc rodzice nie przekonywali mnie do zmiany zdania.
Tata wiedział, z jakiego powodu byłoby to dla mnie trudne, mama zaś... Cóż, mam wrażenie, że w pewnym momencie postawiła krzyżyk na marzeniach o wspólnym spędzaniu ze mną czasu. To nie znaczy, że mnie nie kocha.
Wiem, że dałaby się za mnie pokroić żywcem. Gdy czasem na mnie patrzy, myśląc, że tego nie widzę, czuję płynącą od niej gorącą, przepełnioną troską falę miłości.
Ona po prostu mnie nie rozumie. Dla mojej roztrzepanej, towarzyskiej, pozbawionej jakichkolwiek zdolności magicznych matki jestem kimś w rodzaju ufoludka. Podejrzewam, że pod pewnymi względami lepiej dogadałaby się z zielonym kosmitą z Marsa niż ze mną. Westchnęłam głośno.
– Spokojnie, córcia. – Tata zerknął w lusterko wsteczne, aby wyjechać ze szkolnego parkingu. – Asia jest tak mała, że da radę spać między mną i mamą na rozkładanej kanapie. A w ciepłe noce możemy wieszać hamak obok przyczepy i któreś z nas będzie nocować na nim.
– Wśród tłumów turystów? I namiotów? I może w ogóle koło śmierdzących toi toiów? – zapytałam z przekąsem.
– Madzik, teraz na większości pól namiotowych są bardzo porządne toalety. Czyste. Z ciepłą wodą w kranie.
Entuzjazm w głosie taty był tak niezachwiany, że czułam się, jakbym biła głową w kamienny mur jego zachwytu nad kempingowym życiem.
Wiedziałam, że nie przebiję się z moimi wątpli‐ wościami. Zamilkłam zatem.
– Poza tym – ciągnął niezrażony – to będzie dobry moment, aby poduczyć cię kilku sztuczek. Sposobów na kontrolowanie twojego... specjalnego talentu.
Otworzyłam usta. I zamknęłam. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam.
– Serio? Chcesz mnie uczyć zaklęć? Mimo tego, że Rada stanowczo zabrania ćwiczyć je poza szkołą? – Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia.
– Nie, nie! – Potrząsnął głową. – Źle mnie zrozumiałaś. Podstawy czarowania oczywiście poznasz dopiero w liceum, jeśli zostaniesz uznana za godną tego wyróżnienia. Jednak te wakacje będą pełne okazji do dalszych treningów, jak utrzymać z dala od własnych cudze myśli i odczucia.
– Świetnie. Jakbym tego nie próbowała od mniej więcej ośmiu lat. – Przewróciłam teatralnie oczami.
– Wspólny wyjazd dostarczy nam sporo materiału do ćwiczeń. – Tata spojrzał na mnie błagalnie. – Madzik... wiem, że to nie to, czego chciałaś, ale proszę, postaraj się podejść do tego optymistyczniej. Dla mamy. I rodzeństwa. Piotruś bardzo się ucieszył na wiadomość, że z nami jedziesz.
– Jasne... – wymamrotałam. – Pewnie jest uszczęśliwiony, że będzie miał komu dokuczać. Mojego brata i mnie łączy szorstki rodzaj miłości. Dzieli nas sześć lat, odmienność temperamentów i przekonanie na jego temat. On uważa, że jest słodki, kreatywny i zabawny. Ja sądzę, że to najbardziej męczący i hałaśliwy sied‐ miolatek na świecie, który za punkt honoru posta‐ wił sobie doprowadzanie mnie do szału. Już sama gonitwa myśli w jego głowie jest dla mnie upior‐ nie uciążliwa. A do tego dochodzą jeszcze papla‐ nie, co mu ślina na język przyniesie, i zwariowane pomysły. Wiem, że muszę go kochać. W końcu jakikolwiek by był, należy do rodziny. Czasem jednak wolałabym móc okazywać mu tę miłość z daleka. Na przykład z innego kontynentu.
Cóż, nie miałam wyboru. Decyzja o wspólnym, rodzinnym wyjeździe już zapadła, czy mi się to podobało, czy nie. Zamiast pakować walizki na wyjazd do babci, musiałam wepchnąć najbardziej niezbędne rzeczy do jednego z turystycznych plecaków taty. W przyczepie jest mało miejsca, więc zostałam grzecznie, lecz stanowczo poproszona o ograniczenie liczby książek, które chciałam ze sobą wziąć. Z około dwudziestu do góra dwóch. Jak sobie możecie wyobrazić, nie poprawiło mi to humoru.
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Mięta.
komentarze [1]
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
