GrzesiekLepianka 
pierwszeslysze.pl
slucham, czytam, pisze. wiec jestem. lubie szeroko rozumiana kulture - najbardziej film i literature. chcialbym potrafic szybciej czytac i czasami wyrazic cos, czego opisac celnie nie umiem, ale to czuje. zapominam fabuly, a co najsilniej we mnie pozostaje to wrazenie. jestem inny, wiec lubie literature o innych, wykluczonych, zmarginalizowanych. jakos ciezko mi sie uzywa polskich liter... lenistwo albo przywyczajenie do szybkich mejli i smsow... ech. zapraszam do zapoznania sie z moja wlasna ksiazka na stronie www.pierwszeslysze.pl. pozdrawiam.
status: Czytelnik, dodał: 1 cytat, ostatnio widziany 7 godzin temu
Teraz czytam
  • Nie ma
    Nie ma
    Autor:
    Nie ma kogoś. Nie ma czegoś. Nie ma przeszłości. Nie ma pamięci. Nie ma widelców do sera. Nie ma miłości. Nie ma życia. Nie ma fikcji. Nie ma właściwego koloru. Nie ma komisji. Nie ma grobu. Nie ma si...
    czytelników: 632 | opinie: 19 | ocena: 7,52 (87 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-10 20:08:20
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Seria: Poza serią
 
2018-12-09 12:14:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Polifoniczna opowieść o paczce przyjaciół, którzy na fali wzmożonej antysemickiej nagonki z 1968 roku, zostali zmuszeni do wyjazdu z Polski (albo właściwie zostali z niej wygnani) jest smutnym dowodem na bezduszność władzy, która w chwili dziejowego rozdroża na siłę szuka pretekstu do polaryzacji społeczeństwa, szczucia jednych na drugich, wskazywania winnych i robi to, bazując na... Polifoniczna opowieść o paczce przyjaciół, którzy na fali wzmożonej antysemickiej nagonki z 1968 roku, zostali zmuszeni do wyjazdu z Polski (albo właściwie zostali z niej wygnani) jest smutnym dowodem na bezduszność władzy, która w chwili dziejowego rozdroża na siłę szuka pretekstu do polaryzacji społeczeństwa, szczucia jednych na drugich, wskazywania winnych i robi to, bazując na stereotypach, podgrzewając je, insynuując i siejąc nienawiść. Smutne, że w gruncie rzeczy dość łatwo i skutecznie się to peerelowskiej władzy udało i ogromna część ludzi z żydowskimi korzeniami (większość z nich nie była nawet religijna) rzeczywiście wyjechała, zmuszona codziennym uprzykrzaniem i utrudnianiem życia, odbieraniem możliwości rozwoju oraz zwyczajnym zaszczuciem. Autorki w opowieściach swoich bohaterów i bohaterek uwypukliły antysemityzm, który nawet przed rokiem 1968 był w Polsce czymś powszechnym, ale jednocześnie dobitnie zaznaczyły, że tak naprawdę wygnani byli obywatelami Polski i to antysemici uczynili z nich syjonistów. Wiadomo, że wygnanie było traumą, a rozstanie z Polską, przyjaciółmi, rodziną oraz własnym domem zaważyło na całym życiu wygnanych bohaterów i bohaterek, ale patrząc z boku, zastanawiam się, czy więcej stracili oni sami, czy raczej Polska i twierdzę, że raczej ta ostatnia, bo wygnała ludzi w dużej mierze niesamowicie wartościowych i którzy swojej ojczyźnie mieliby wiele do zaoferowania, gdyby zostali. W sumie to chyba zawsze się tak dzieje, gdy zaszczuwa się tzw. innych w imię unifikacji społeczeństwa, bo w dłuższej perspektywie to to społeczeństwo traci podwójnie. Nasza - Polek i Polaków - dzisiejsza dość łatwa sterowalność jest w pewnym stopniu pokłosiem tego, że jesteśmy wszyscy jako społeczeństwo dość jednolici, a w związku z tym mamy raczej niski poziom empatii, kiepską wyobraźnię i spore przyzwolenie na krzywdę innych. Niestety. Dodam, że książka jest pięknie wydana, grafik odwalił kawał dobrej roboty, a Autorki z chaosu wielu naprzemiennych głosów stworzyły wielowymiarowy obraz manipulowanego społeczeństwa, w którym dla osiągnięcia politycznych celów władza szuka kozła ofiarnego i wskazuje go jako wroga ludu. Skąd my to znamy w P(iS)olsce?

pokaż więcej

 
2018-11-27 21:54:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

Jak sądzę, przy pisaniu Foucaulta w Warszawie Ryziński pomyślał, że można napisać coś szerszego w temacie homoseksualizmu w rzeczywistości wojny i PRLu i w ten sposób powstała Dziwniejsza historia podejmująca wątki osób mniej lub bardziej publicznych zmagających się z podejściem społeczeństwa (i ich samych) do tematu orientacji homoseksualnej. Dziwniejsza od Foucaulta jest o tyle, że jest... Jak sądzę, przy pisaniu Foucaulta w Warszawie Ryziński pomyślał, że można napisać coś szerszego w temacie homoseksualizmu w rzeczywistości wojny i PRLu i w ten sposób powstała Dziwniejsza historia podejmująca wątki osób mniej lub bardziej publicznych zmagających się z podejściem społeczeństwa (i ich samych) do tematu orientacji homoseksualnej. Dziwniejsza od Foucaulta jest o tyle, że jest mniej spójna, bardziej chaotyczna, dygresyjna i rozwleczona. Wielość bohaterów, nielinearność, niejasność w prowadzeniu opowieści oraz ciągłe skakanie z wątku na wątek niewątpliwie przeszkadzają tej historii. Nie wiadomo, czemu autor czasami ujawnia pisanie z dzisiejszej perspektywy, a z drugiej zupełnie pomija choćby akcję Hiacynt. Tekst pisany jest à la reportersko, lecz jak już ktoś zauważył, Ryziński jest mistrzem lania wody, udawania rzeczywistości, malowania słowem nieistniejącego i de facto sztukowania wymazanego, tak że mało w tym raczej faktów, a sporo zmyślenia i budowania nastroju. Spośród wielu anegdot, historyjek, opowiastek i obrazków z życia polskich ciot wyłania się obraz homofobii, jej związków z antysemityzmem oraz wyśledzonych azylów, gdzie toczyło się podwójne życie wielu gejów i lesbijek, pełne z jednej strony kłamstwa, ale z drugiej - także i zaskakującego zewnętrznego przyzwolenia. To właśnie przedstawienie kolorowego światka ciotowsko-lesbijskiego trzeba zapisać na największy plus opowieści Ryzińskiego. Okazuje się jednak, że pisząc o przeszłości trudno zastąpić słowo „gej”, które niezbyt pasuje do czasów powojennych, ale użycie słów „ciota” lub „pedał” nie byłoby również najszczęśliwsze z wiadomych przyczyn. Redaktorsko przyczepić się muszę do wtrętów obcojęzycznych, które nie wiedzieć czemu raz w przypisach są tłumaczone, a innym razem ani słowem, jakby zakładano, że każdy/a czytający/a francuski zna jak swój język ojczysty. No i cóż - jak dla mnie Dziwniejsza historia to pięknie napisany, ale jednak zawód - wolę Foucaulta oraz prace Tomasika.

pokaż więcej

 
2018-11-24 16:37:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

God help the child - oryginalny tytuł książki - polski wydawca przełożył na Skórę, zmieniając w ten sposób punkt ciężkości na tak oczywisty u Morrison, czyli rasizm. Trochę to odziera tę powieść z kontekstów, na które autorka chciała zwrócić uwagę przede wszystkim, czyli dzieciństwo oraz winy i krzywdy z niego wywiedzione i rzucające cień na całe życie bohaterów. Językowo to jak zwykle u... God help the child - oryginalny tytuł książki - polski wydawca przełożył na Skórę, zmieniając w ten sposób punkt ciężkości na tak oczywisty u Morrison, czyli rasizm. Trochę to odziera tę powieść z kontekstów, na które autorka chciała zwrócić uwagę przede wszystkim, czyli dzieciństwo oraz winy i krzywdy z niego wywiedzione i rzucające cień na całe życie bohaterów. Językowo to jak zwykle u Morrison majstersztyk, ale już konstrukcyjnie i fabularnie to trochę tu według mnie za dużo wymyślnej narracji oraz fabularnych zbiegów okoliczności. Powieść sprawia przez to wrażenie nieco sztucznie wykoncypowanej, jakby celowo zaaranżowanej i obliczonej na efekt, i traci na realizmie. Ale to też coś mówi o pisarstwie Morrison, że jej najsłabsza jak dla mnie rzecz jest - mimo swych wad - ciągle tak dobra.

pokaż więcej

 
2018-11-12 14:37:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Marcina mam przyjemność znać osobiście, więc będę pisał z imienia, nie z nazwiska, choć jeśli bym napisał Niewirowicz, to Niewirowicz na Niewirowicza by sie raczej nie obraził, jak mniemam. Jeśli. Warunkowość tu rządzi. W sensie u Marcina. Logika, gdzie Wittgenstein jest bogiem, któremu wierzy się tylko jeśli. Nazwy są nazwami nie zawsze swoimi. Część z nich nie spełnia warunków desygnatu,... Marcina mam przyjemność znać osobiście, więc będę pisał z imienia, nie z nazwiska, choć jeśli bym napisał Niewirowicz, to Niewirowicz na Niewirowicza by sie raczej nie obraził, jak mniemam. Jeśli. Warunkowość tu rządzi. W sensie u Marcina. Logika, gdzie Wittgenstein jest bogiem, któremu wierzy się tylko jeśli. Nazwy są nazwami nie zawsze swoimi. Część z nich nie spełnia warunków desygnatu, ucieka, rozmija się z aktualnie spełnianą funkcją. Rzeczywistość jest podzielona, zamknięta - kryje się w ramach, w strefach, w dociekaniach przelewających się w kolejne dociekania, w azyle. Dominuje samotność. Jakieś cienie przedmiotów i ludzi. Kadry nie tylko z obrazów, zdjęć i fragmentów, ale i ze słów. Trochę zabawy językiem, literą, która zamienia się w inną, przestawia, dotyka, podtyka skojarzenia. No i on. Ten, którego nie ma. W jego mieszkaniu (Marcina), które jego (Marcina) jest tylko z nazwy. Orientacja, która nie spodobałaby się matce. Życie. Jeśli. Polecam. Jeśli lubisz. Poezję.

pokaż więcej

 
2018-11-12 14:36:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nasza wspólna tajemnica. Abramowicz, po reportażach o odchodzących z posługi siostrach zakonnych, znów dotyka tematu duchowieństwa i znów pokazuje, jak silny potrafi być rozdźwięk pomiędzy deklaracjami, a ich praktyczną realizacją. To żadna tajemnica, że księża katoliccy są istotami seksualnymi, a więc mają seksualne potrzeby i preferencje. Wszyscy słyszeli o przypadkach, gdzie księża te... Nasza wspólna tajemnica. Abramowicz, po reportażach o odchodzących z posługi siostrach zakonnych, znów dotyka tematu duchowieństwa i znów pokazuje, jak silny potrafi być rozdźwięk pomiędzy deklaracjami, a ich praktyczną realizacją. To żadna tajemnica, że księża katoliccy są istotami seksualnymi, a więc mają seksualne potrzeby i preferencje. Wszyscy słyszeli o przypadkach, gdzie księża te potrzeby realizują, a niejednokrotnie z tych działań rodzą się dzieci. Scenariusze bywają różne, ale najczęściej matki i dzieci są w takich sytuacjach pozostawione same sobie, opłacane lub nie, w olbrzymiej większości pokrzywdzone. Czemu tak się dzieje? Bo kościół od wieków utrzymuje celibat, celowo ignorując ludzką (czysto biologiczną, ale i emocjonalną) stronę bycia księdzem. Profesor Tomasz Polak stwierdza, że „księża są skrzywieni, bo ich życie seksualne zostało oddzielone od wartości. Nie czują, że robią krzywdę - dodaje - bo sami są skrzywdzeni”. Autorka w swojej książce przedstawia kilka reportaży o dzieciach księży, które mówiąc szczerze w kontekście innych reportaży literackich i telewizyjnych oraz filmów niczym nie zaskakują i jakoś szczególnie nie poruszają, przeplata je swoistym kalendarium, w którym dotyka głównie celibatu i problemu systemowego dyskredytowania i dyskryminowania kobiet (wcale niewywiedzionego z nauk Jezusa), a w drugiej połowie książki przygląda się celibatowi w kontekście historyczno-społecznym, spętleniu narodu i katolicyzmu w polskim dyskursie oraz opisuje badania dotyczące stosunku młodych Polek i Polaków do nakazu wstrzymywania się od pożycia seksualnego księży oraz jawnego mówienia o dzieciach ze związków kobiet z księżmi. To co wydaje mi się niesamowicie ważne, to to, że w 100-lecie nie tylko niepodległości Polski, ale i 100-lecie praw wyborczych kobiet Abramowicz tak mocno akcentuje, że kościół jako instytucja na przestrzeni wielu wieków utrzymywał i utrzymuje krzywdzące w stosunku do kobiet stanowisko, w którym są one podległe mężczyźnie: ojcu, bratu, mężowi, księdzu, czyli symbolicznym bogom. Niestety. PS. Najmniej w całej książce podoba mi się tytuł. Rozumiem potrzebę dosłowności, zwłaszcza w kontekście uwznioślających określeń z umiłowaniem używanych przez duchowieństwo, jednak tu dosłowność jest zbyt dosłowna.

pokaż więcej

 
2018-11-05 13:06:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dziwna sprawa z tą książką, bo zaczęła się wybornie - lekkie pióro, humor, nawet groteska, uroczy klimat - a czym dalej, tym więcej było czegoś, co mnie w tych komediowych opowiadankach niepokoiło, a nawet lekko przerażało. Czytam w biogramie autora, że przeciwstawiał się pisarsko dyskryminacji rasowej, a po przeczytaniu Chłopca z Georgii mam jakiś niesmak, wyczuwając rasistowską nutę nie... Dziwna sprawa z tą książką, bo zaczęła się wybornie - lekkie pióro, humor, nawet groteska, uroczy klimat - a czym dalej, tym więcej było czegoś, co mnie w tych komediowych opowiadankach niepokoiło, a nawet lekko przerażało. Czytam w biogramie autora, że przeciwstawiał się pisarsko dyskryminacji rasowej, a po przeczytaniu Chłopca z Georgii mam jakiś niesmak, wyczuwając rasistowską nutę nie tylko w białych bohaterach książki, ale i u samego autora, który w sposobie prowadzenia fabuły oraz w języku książki nie postarał się, aby nawet w pośredni sposób panujący na południu USA lat 40. rasizm skrytykować. Może w nieuprawniony sposób przykładam dzisiejszą perspektywę do literatury z pierwszej połowy XX wieku, ale jednak beztroska, z jaką Caldwell ukazuje nierówności rasowe jest u niby tak postępowego autora zastanawiająca i zachęca mnie do zbadania jego stosunku do rasizmu w innych - bardziej dojrzałych i dorosłych - utworach. Bo Chłopiec z Georgii to w sumie literatura dla młodzieży w formie śmiesznych powiastek o białej rodzinie z czarnym sługą, gdzie matka haruje, ojciec jest nierobem i wiecznym kombinatorem, a syn niemal niemym obserwatorem i jednocześnie narratorem.

pokaż więcej

 
2018-10-31 20:09:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

Już dawno nie czytałem czegoś tak dobrze napisanego, że ciągle chciałem podkreślać, zaznaczać, zapamiętać. Dawno nic tak mnie nie chwytało za gardło, smuciło i przerażało. Czarnobylska modlitwa to nie zwykły reportaż o Czarnobylu, ale rozpisany w monologach zapis pamięci, doświadczeń, refleksji i obaw związanych z najbardziej znaną katastrofą nuklearną na świecie. Mówią tu mieszkańcy,... Już dawno nie czytałem czegoś tak dobrze napisanego, że ciągle chciałem podkreślać, zaznaczać, zapamiętać. Dawno nic tak mnie nie chwytało za gardło, smuciło i przerażało. Czarnobylska modlitwa to nie zwykły reportaż o Czarnobylu, ale rozpisany w monologach zapis pamięci, doświadczeń, refleksji i obaw związanych z najbardziej znaną katastrofą nuklearną na świecie. Mówią tu mieszkańcy, przesiedleńcy, żony pracowników i żołnierzy, rodzice, nauczyciele, dzieci, lekarze, naukowcy, a nawet politycy niższego szczebla. Ten zbiorowy bohater pozwala zaprezentować wielość ujęć, ale jednocześnie uwypuklić wspólne mianowniki tego zdarzenia i jego skutków, jakimi są niewątpliwie kłamstwo, nieposzanowanie ludzkiego życia, choroba, śmierć, piętno, jakie katastrofa zostawiła na ludziach oraz wielokrotnie powtarzane słowo „wojna”, bo skojarzenie właśnie z nią występuje w książce Aleksijewicz wręcz masowo. Czarnobyl to tutaj cezura, która wyraźnie oddziela przeszłość i przyszłość, zdrowie i chorobę, tu i tam, ale to też wielka niewiadoma, bo zacieranie śladów, bagatelizowanie wpływu na ludzkie zdrowie i procesy przyrodnicze oraz ucieczka przed wzięciem odpowiedzialności są także u Aleksijewicz odważnym i szczerym spojrzeniem w słowiański - albo może bardziej - radziecki, bardziej partyjny, charakter. W historiach zarejestrowanych przez autorkę jest sporo faktów, ale to, co najbardziej uderza to intymność i emocjonalność zwierzeń, w których jest niesamowity dramat (miłości, śmierci, choroby, wyobcowania), swoiste pogodzenie się z losem w dużej części zawartych monologów, ale i często pojawiający się czarny humor, bo to nim z jednej strony sobie radzono z olbrzymią tragedią, ale z drugiej także nim dezawuowano powagę i znaczenie czarnobylskiej tragedii. Warto! A nawet trzeba!

pokaż więcej

 
2018-10-28 15:55:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ponoć geniusz. Dla mnie raczej geniusz autopromocji niż mistrz literatury. Ciekawe, jak bardzo odkrywcza byłaby jego proza, gdyby nie ćpał, skoro ta pisana z doświadczeniem dragów nie jest wcale aż tak wizyjna, chyba że za wizję weźmiemy bałaganiarstwo. Pedał to minipowieść o outsiderach, której bohaterowie są tak samo cyniczni, co infantylni. Trochę tu tradycji łotrzykowskiej w duchu mało... Ponoć geniusz. Dla mnie raczej geniusz autopromocji niż mistrz literatury. Ciekawe, jak bardzo odkrywcza byłaby jego proza, gdyby nie ćpał, skoro ta pisana z doświadczeniem dragów nie jest wcale aż tak wizyjna, chyba że za wizję weźmiemy bałaganiarstwo. Pedał to minipowieść o outsiderach, której bohaterowie są tak samo cyniczni, co infantylni. Trochę tu tradycji łotrzykowskiej w duchu mało udanego pastiszu Geneta, ale gdzież do innych beatników lub Huberta Selby’ego Juniora. Poza tym z dzisiejszej perspektywy dość niesmaczne są niemal pedofilskie fascynacje bohatera, a fragmenty o niewolnictwie w duchu targowania się o lepszy kąsek są szokujące, nawet biorąc pod uwagę amerykańskie historie i tradycje społeczne.

pokaż więcej

 
2018-10-23 15:56:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Takich książek nie ma zbyt wiele, zwłaszcza pisanych po polsku, a więc jest to swoisty ewenement. Autobiografia, trochę emocjonalny pamiętnik, notatnik zapisany uczuciami i opisami zachowań: lękiem, wstydem, poczuciem winy, autoagresją, alienacją, desperacją, determinacją, ale i brakiem poczucia sensu oraz nadzieją. Doświadczenie osób trans jest na pewno wyjątkowe, dotykające ich wykluczenie... Takich książek nie ma zbyt wiele, zwłaszcza pisanych po polsku, a więc jest to swoisty ewenement. Autobiografia, trochę emocjonalny pamiętnik, notatnik zapisany uczuciami i opisami zachowań: lękiem, wstydem, poczuciem winy, autoagresją, alienacją, desperacją, determinacją, ale i brakiem poczucia sensu oraz nadzieją. Doświadczenie osób trans jest na pewno wyjątkowe, dotykające ich wykluczenie jest zwielokrotnione, a brak społecznej akceptacji rzutuje niewątpliwie na niski poziom ich samoakceptacji. Kosińska pokazuje swoją drogę do bycia sobą (w sensie zewnętrznym jak i wewnętrznym, co tutaj splata się bardzo silnie), dobitnie zaznaczając, jak wiele ją to kosztowało, jak bardzo poraniło, jakiej nieziemskiej wytrwałości od niej wymagało. Agresja innych, wyzwiska, próby samobójcze, niezrozumienie, nieludzkie procedury, depresja, szpital psychiatryczny, terapia i wieczna niemożność osiągnięcia ideału, a także to, co niektórym może się nie kleić, czyli zmieszanie wątków LGBT+ i religii (ale moim zdaniem życiowo jest to tutaj bardzo przekonywające i wiarygodne) - to wszystko tutaj jest. Brudny róż to książka otwierająca oczy, potrzebna, ale i wymagająca empatii. Z jednej strony przydałoby się, żeby czytali ją hejtujący/e twardogłowi/e, choć z drugiej nie wiem, czy potrafiłaby ona obudzić współczucie u osób bez emocjonalnej wyobraźni. Przy okazji polecam inną książkę napisaną w nieco innym stylu na temat transgenderyzmu: Justin Vivian Bond - Tango. Powrót do dzieciństwa w szpilkach (autorka zagrała w świetnym filmie Shortbus).

pokaż więcej

 
2018-10-23 14:04:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mroczne, wstrząsające, wciągające i niedające spokoju historie głośnych zabójstw. Michalewicz pokazuje wielotorowość śledztw prowadzonych przez lata. Niektórych nie da się rozwiązać lub wyroki, jakie wydano w sprawach prowadzonych przez prokuratorów i policjantów, zapadły na bazie mataczonych zeznań, bałaganiarsko prowadzonych śledztw i przy tajemniczym znikaniu dowodów. Autorka świetnie... Mroczne, wstrząsające, wciągające i niedające spokoju historie głośnych zabójstw. Michalewicz pokazuje wielotorowość śledztw prowadzonych przez lata. Niektórych nie da się rozwiązać lub wyroki, jakie wydano w sprawach prowadzonych przez prokuratorów i policjantów, zapadły na bazie mataczonych zeznań, bałaganiarsko prowadzonych śledztw i przy tajemniczym znikaniu dowodów. Autorka świetnie pokazuje, jak podejrzani, ale i ofiary - w zależności od tego, kto o nich mówi - mają wiele, wydawałoby się wykluczających się, twarzy. Czyta się to wszystko bardzo dobrze, choć niektóre wtręty, które miały chyba uatrakcyjnić te reportaże pod kątem literackości, autorka mogłaby sobie darować.

pokaż więcej

 
2018-10-23 14:03:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Na fali popularności Kleru sięgnąłem po cykl reportaży Wójcika o klerykach i księżach, byłych i obecnych, hetero i homo, prawdziwie cierpiących i przede wszystkim ekstremalnie perfidnych. Autor w swej książce zawarł różne spojrzenia na celibat, czasami przekonująco pobrzmiewa w nich samotność, jednak najmocniej kojarzące się słowo po lekturze to hipokryzja. Opisywani księża w większości robią... Na fali popularności Kleru sięgnąłem po cykl reportaży Wójcika o klerykach i księżach, byłych i obecnych, hetero i homo, prawdziwie cierpiących i przede wszystkim ekstremalnie perfidnych. Autor w swej książce zawarł różne spojrzenia na celibat, czasami przekonująco pobrzmiewa w nich samotność, jednak najmocniej kojarzące się słowo po lekturze to hipokryzja. Opisywani księża w większości robią sobie nic ze ślubów czystości, w przeróżny sposób tłumacząc swoje ludzkie słabości. Część z nich seks traktuje jak zabawę, a nawet sport i perfidnie naigrywa się z oficjalnie głoszonej nauki kościoła. Szokujący jest poziom obłudy w osobach głoszących boskie przykazania i wydaje się, że część młodych księży w niestosowaniu celibatu bierze przykład z góry lub korzysta z przyzwolenia zwierzchników. Jak na środowisko, które powinno dawać przykład życia według kościelnych zasad, to kler zachowuje się bardzo ludzko, frywolnie i infantylnie. Infantylizm w ogóle często przywodziły mi na myśl opisywane przez Wójcika historie - z jednej strony ze względu na samych bohaterów i ich zachowania, ale z drugiej przez sposób ich opisywania przez autora - trochę jakby opisywał zabawę w piaskownicy jakichś dzieciaków, niedojrzałą grę daleką od prawdziwego życia. W konstrukcji niektórych reportaży panuje bałagan (czasami zbyt duże skoki w tekście, nie wiadomo, kto mówi), a literacko bardziej to literatura środka niż dzieło wysokich lotów.

pokaż więcej

 
2018-10-13 00:31:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Koliber

W jednym zdaniu zamknę tę lekturę: cieszę się, że to już mój czas przeszły.

 
2018-10-08 13:33:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

To symptomatyczne, że mamy Anno Domini (sic!) 2018, a to topmodelka, a nie Ministerstwo Edukacji, zajmuje się napisaniem w gruncie rzeczy pierwszego kompleksowego podręcznika do edukacji seksualnej. Zrobione jest to z głową, z wyczuciem, z poszanowaniem różnorodności i tak, że nawet stary piernik się czegoś dowie, zwłaszcza, że nigdy nikt go nie edukował seksualnie. Brak tu tabu, a w rozmowach... To symptomatyczne, że mamy Anno Domini (sic!) 2018, a to topmodelka, a nie Ministerstwo Edukacji, zajmuje się napisaniem w gruncie rzeczy pierwszego kompleksowego podręcznika do edukacji seksualnej. Zrobione jest to z głową, z wyczuciem, z poszanowaniem różnorodności i tak, że nawet stary piernik się czegoś dowie, zwłaszcza, że nigdy nikt go nie edukował seksualnie. Brak tu tabu, a w rozmowach Anji Rubik dominuje krytyczne podejście do tego, w jaki nieżyciowy, zakompleksiony i świętoszkowaty sposób o seksie mówi się w polskiej szkole i w Polsce w ogóle.

pokaż więcej

 
2018-10-03 16:51:16
Został fanem autora: Jakub Małecki
 
Moja biblioteczka
585 255 1633
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (22)

Ulubieni autorzy (29)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd