Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Okładka książki Ulisses

Ulisses

Autor:
Seria: 50 na 50
szczegółowe informacje
tłumaczenie
Maciej Słomczyński
tytuł oryginału
Ulysses
wydawnictwo
Znak
data wydania
ISBN
9788324018796
liczba stron
912
kategoria
Literatura piękna
język
polski
typ
papier
dodała
Ag2S
7.64 (731 ocen i 92 opinie)

Opis książki

Niemoralne arcydzieło w prestiżowej serii. Gdy Ulisses mimo przeszkód wreszcie ukazał się drukiem w 1922 roku, okrzyknięto go dziełem nieudanym, nieprzyzwoitym, niemoralnym itd. Uchodził za powieść, której porządny człowiek nie powinien nawet brać do ręki. Dziś, prawie sto lat później, jest powszechnie uważany za arcydzieło, którego nie wypada nie znać. O czym jest Ulisses? Można odpowiedzieć n...

Niemoralne arcydzieło w prestiżowej serii.

Gdy Ulisses mimo przeszkód wreszcie ukazał się drukiem w 1922 roku, okrzyknięto go dziełem nieudanym, nieprzyzwoitym, niemoralnym itd. Uchodził za powieść, której porządny człowiek nie powinien nawet brać do ręki. Dziś, prawie sto lat później, jest powszechnie uważany za arcydzieło, którego nie wypada nie znać.


O czym jest Ulisses? Można odpowiedzieć na dwa sposoby: o zwyczajnym dniu Stefana Dedalusa i Leopolda Blooma w Dublinie na początku XX wieku, albo: o wszystkim. Okazuje się bowiem, że zwykły dzień zwykłego człowieka - który chodzi, je, rozmawia czy załatwia różne sprawy, ale tez myśli, czuje, wspomina i marzy - to miniatura całego ludzkiego doświadczenia.


Czym jest Ulisses? Jak napisał w posłowiu tłumacz, Maciej Słomczyński, jest to „zapoczątkowanie nowego rodzaju sztuki i doprowadzenie go do doskonałości na przestrzeni jednego dzieła”.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2013

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3203,tytul,Ulisses

pokaż więcej

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Gdzie kupić?
Sklep
Format
Cena
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Inne wydania

Polecamy

Oficjalna recenzja
Malwina książek: 846

Powieść gruba, ale czy wielka?

Co można napisać o książce, która przez wszelkie autorytety w dziedzinie literaturoznawstwa uznana jest za jedno z największych arcydzieło światowej prozy? Główkuję nad tym i nie bardzo wiem, bo „Ulisses”, o którym tu mowa, to jedna z najdziwniejszych książek, jakie dane było mi przeczytać. Recenzja ma to do siebie, że powinna w miarę jasno przekazywać, czy coś jest warte uwagi, czy nie. A więc przede mną pytanie: polecać czy odradzać czytanie książki, której lektura niewiele ma wspólnego z przyjemnością (chyba, że sadomasochistyczną)? Łatwo byłoby napisać: „Słuchajcie, ta książka jest bezsensowna, nudna, nie czytajcie jej, bo to strata czasu”. Cóż jednak napisać, skoro po lekturze czuję się w pewien sposób ubogacona. Bo czytanie „Ulissesa” to właściwie nie czytanie, a specyficzne doświadczenie obcowania z czymś, co nazwałabym nadliteraturą – bo Joyce zdecydowanie wychodzi poza ramy tego, co znane jest nam powszechnie jako literatura. Licząca sobie 900 stron powieść, której akcja rozgrywa się w ciągu jednego dnia, znajduje się na liście książek do przeczytania wielu moli książkowych. Bo wypada ją znać, bo jest wybitna, bo jest wyzwaniem. Jednak znacznie więcej osób nigdy po tę książę nie sięgnie, bo jest za gruba, za trudna, zbyt ambitna. Albo po prostu dlatego, że nie wie o jej istnieniu. Zakładam jednak, że osoby czytające tę recenzję, mają choćby mgliste pojęcie, czym jest „Ulisses”. Nie przedłużając, na nurtujące potencjalnego czytelnika pytanie odpowiadam już teraz: osobiście, uważam że „Ulisses” nie jest książką, którą trzeba/wypada/powinno się przeczytać (o ile nie jest się doktorem literaturoznawstwa, rzecz jasna). Ale z pewnością nie należy podważać jej znaczenia dla literatury. Bez tej powieści mogłoby nie być książe Masłowskiej, Murakamiego i wielu innych.

Przyznam jednak szczerze, że ja sama zrozumiałam kluczowe „co autor miał na myśli” dopiero w okolicach strony 897. Na tej stronie wznowienia wydanego właśnie przez Znak, rozpoczyna się posłowie autorstwa tłumacza „Ulissesa”, Macieja Słomczyńskiego. Translacja zajęła mu dwanaście lat, przy czym nie była to praca jedynie ze słownikiem polsko – angielskim w ręku, lecz polegająca na bardzo wnikliwych badaniach zagranicznych . Jeśli jest więc ktoś, kto wie co Joyce miał na myśli, pisząc „Ulissesa”, to z pewnością Słomczyński. Nieżyjący już tłumacz Szekspira (i pisarz – to on stoi za pseudonimem Joe Alex) nosił się nawet z zamiarem wydania publikacji objaśniającej dzieło Joyce’a strona po stronie. Myślę, że ta książka byłaby wydarzeniem na miarę pierwszego ukazania się drukiem „Ulissesa” właśnie. Ale już te kilka stron objaśnień zamkniętych w prostych i rzeczowych słowach to najlepsze zwieńczenie tej powieści, jakie tylko polski czytelnik mógł otrzymać. Bo zrozumieć „Ulissesa” bez objaśnień to nie lada wyczyn. A samo podjęcie się lektury to wyzywanie. Czytając nieustannie towarzyszy nam bowiem pytanie „ale o co chodzi?”. I drugie, nieuniknione, gdy ma się do czynienia z tak eksperymentalną prozą: „czym ten Joyce był zamroczony, że wypisywał takie bzdury?”. Ale po przeczytaniu posłowia (które być może lepiej byłoby zamieścić na samym początku książki) wszystko staje się jasne. No, przynajmniej jaśniejsze. Jak wspomniałam, akcja książki rozgrywa się w ciągu jednego dnia, dokładnie 16 czerwca 1904 roku w Dublinie. Zamiarem autora, jak pisze Słomczyński było „ukazanie całej ludzkości na przykładzie jednego człowieka”. A jak dodają inni literaturoznawcy, także ukazanie całego życia człowieka przez pryzmat jednego dnia. Autor nie bezzasadnie nawiązuje także już w samym tytule do „Odysei” Homera. „Ulisses” jest jej swobodną parafrazą. Jego główny bohater, Leopold Bloom uosabiać ma Odyseusza. Żona Blooma to odpowiednik Penelopy, a Stefan Dedalus – Telemacha. Również poszczególne epizody powieści odpowiadają fabule „Odysei”. Przeciętny czytelnik, który nie może się pochwalić znajomością eposu Homera, raczej jednak tego nie zauważy. W oczy za to od razu rzucają się nowe techniki opowiadania. To przede wszystkim nowatorstwo językowe, ortograficzne i stylistyczne sprawia, że „Ulissesa” czyta się mozolnie i bez zaangażowania. Joyce chciał „ukazać umysł ludzki w akcji”. W tym celu posługuje się tzw. strumieniem świadomości, monologiem wewnętrznym postaci, który pozwala na dosłowne wejrzenie w umysł bohatera. A w tym umyśle znajdują się jednocześnie w tej samej chwili przypadkowe skojarzenia, nagle powracające wspomnienia, lęki, nadzieje, podświadome pragnienia. Joyce całkowicie oddaje głos umysłom swoich bohaterów, stąd ich monologi wydają się chaotycznym bełkotem. „Ulisses” to w tym kontekście z pewnością doskonały materiał do badań dla językoznawców. Joyce tworzy takie neologizmy jak „Eglintonoczy” (oczy mężczyzny o nazwisku Englinton), „wstydliwojasne” (kolor oczu) czy bodaj najciekawszy „obrzękołoszyndrutoblasksmok”. Znamienne jest też urywanie zdań czy pojedynczych wyrazów. Czyż jednak sami w naszych głowach czasem tego nie robimy? Interpunkcja, rytm, grafika tekstu służą, wydawałoby się, nieosiągalnemu – jak najdoskonalszemu oddaniu zjawisk, ukazaniu prawdy obiektywnej. Joyce założył sobie, że w tym celu musi odrzucić wszelkie konwencje. Słowo nie jest więc dla niego żadną świętością.

Joyce zresztą nie znał chyba żadnych świętości. „Ulisses” został w swoich czasach (ukazał się drukiem w 1922 roku) uznany za książkę bluźnierczą i kontrowersyjną. To książka zdecydowanie bardzo odważna jak na swoje czasy. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że podczas czytania nie sposób pozbyć się wrażenia, że to książka głównie o seksie, zboczeniach, dewiacjach i rozwiązłości. Tematyka ubrana może w ładne słowa, zawoalowana, a jednak odrzucająca, a nie odurzająca czytelnika. Podtekst seksualny niektórych fragmentów kiedyś szokował, dziś chyba raczej obrzydza. Główny bohater, rozpustnik jakich mało, nie zaskarbia sympatii czytelnika śliniąc się na widok każdej kobiety. Myślę, że miedzy innymi z tego względu „Ulisses” może zwyczajnie irytować.

Na jakie trudności trzeba się jeszcze przygotować zamierzając przeczytać „Ulissesa”? Problemy może rodzić odmienność stylistyczna poszczególnych epizodów. Są tu obszerne kawałki pisane językiem staroangielskim, długi epizod stylizowany na dramat szekspirowski (duch Szekspira unosi się zresztą nad całością dzieła, widoczna jest szczególnie fascynacja Hamletem) czy epizod pisany na zasadzie pytań i odpowiedzi. Skupienia wymaga też wieńczący dzieło monolog wewnętrzny Molly pozbawiony znaków interpunkcyjnych. Uznawany jest za najdoskonalszy i niedościgniony wzór takiego monologu. Niemniej, nawet jeśli rodzi trudności w odbiorze, owo zróżnicowanie formalne poszczególnych części książki to kolejny sukces Joyce’a i coś, co jednak należy docenić. „Ulisses” to także liczne aluzje z dziedziny religii, muzyki, literatury czy filozofii, które trudno wychwycić nam, nie mającym bogatej wiedzy z zakresu kultury anglosaskiej. Z jednej strony świadczą o erudycji autora, z drugiej powodują jeszcze większy chaos w głowie czytelnika.

Dwubiegunowe podejście do „Ulissesa” jest nieuniknione. Jednoznaczna ocena opus magnum Joyce’a wydaje mi się niemożliwa. Bo mimo wszystkich jej zasług: czy powieść nie powinna być czytana dla przyjemności? Nawet jeśli tematyka jest trudna i bolesna, książka jest w stanie sprawiać przyjemność – sposobem narracji, językiem autora, charakterem głównego bohatera. Jestem pewna, że dla większości czytelników „Ulissesa” jego lektura nie była jednak przyjemnością. Bo prawdę mówiąc – bohaterowie robią tu trzy rzeczy: rozmawiają o seksie lub o nim myślą, wymieniają nic nieznaczące uprzejmości albo obmawiają innych. To nie jest ani wciągające, ani interesujące ani pouczające. Czy więc warto czytać książkę tylko po to, by się zapoznać z czymś, co tak naprawdę nie niesie wiele treści, a jedynie jest formalnym eksperymentem? Czy warto pozwolić, by skradł on wiele godzin naszego życia? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jedno jest pewne – ta książka zmienia sposób patrzenia na literaturę.

Malwina Sławińska

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników
książek: 4348

Tak genialna, że mało kto ją czyta. Tak zagmatwana, że mało kto z niej wychodzi bez uszczerbku. Tak oniryczna, że po zakończeniu świat wydaje się być tylko bladym cieniem samego siebie. Tak dekonstruktywna, że po wyjściu z niej nie wiemy, kim jesteśmy.

Ale to i tak nic przy "Finnegans Wake", która nie wyszła po polsku!

PS Byłam w Sandycove w Martello Tower (wieży Joyce'a, obecnie jego muzeum), gdzie Joyce mieszkał czas jakiś. Wieża jest miejscem otwierającym pierwszą scenę "Ulissesa". Niesamowity klimat, pokoik Joyce wygląda jak cela więźnia skazanego na pisanie.

PPS Dopisek z lipca 2011r.: "Finnegans Wake" jest właśnie tłumaczona na polski! Prawdopodobnie będzie miała tytuł "Finneganów tren".

książek: 539
Klakier | 2013-11-03
Przeczytana: 03 listopada 2013

Podobno genialna, podobno epokowa, podobno kontrowersyjna, podobno wciągająca, podobno klasyka. Podobno.
Nie neguję ludzi, którym to coś naprawdę się podoba. To kwestia gustu. Ale większość chyba dlatego tak się tą książką zachwyca, bo.. „tak wypada”. Taki rodzaj obleśnego snobizmu i konformizmu nie jest wart nawet splunięcia- ale to swoją drogą.
„Ulissesa” traktuję jako 900- stronnicowy eksperyment literacki. A jak to z eksperymentami bywa- rzadko który jest dla odbiorcy przyjemny. To wyzwanie dla czytelnika- masochisty, a nie powieść którą czyta się z przyjemnością. Nie zdziwiłem się, że monologi wewnętrzne (ten osławiony „strumień świadomości”) przypominają delirkę zaprawionego w bojach alkoholika po czterodniowym cugu. Ale to, że dialogi będą często od czapy, kwestie nijak nie będą do siebie pasowały nawet tematycznie, to jednak zaskoczenie. Tak samo jak z tym pianiem nad oryginalnym słownictwem, „nowymi słowami” jakie autor stworzył. Serio brak spacji między dwoma, trzema wyrazami...

książek: 213
Tomek | 2012-03-05
Na półkach: Posiadam, Ulubione, Przeczytane
Przeczytana: 16 czerwca 2011

Wyobraź sobie, że wszystko co robisz, mówisz, myślisz i czujesz – zapisujesz albo dokładnie analizujesz w myślach. Ale nie tylko znaczące zdarzenia, wszystko! Ciężko? Joyce’owi się udało i nawet napisał tak powieść.

„Ulisses”, bo o nim mowa, jest jednym z najsłynniejszych dzieł literatury światowej, które zapewniło jej autorowi – Jamesowi Joyce’owi – nieśmiertelność, co zresztą sam zaplanował. Legendarna wręcz jest jej i objętość (około tysiąc stron) i styl - rewolucyjny, nowatorski i… trudny - strumień świadomości. Dlaczego trudny? Jak mówiłem na wstępie, jest tu opisane wszystko bez wyjątku, więc momentami ciężko to zrozumieć. Zdarzenia zewnętrzne mieszają się z wewnętrznymi a wypowiedzi z myślami. Co jeszcze warte odnotowania, każdy rozdział jest pisany innym stylem. Na przykład, jeden jest utrzymany w lekkim nurcie romansów, inny zaś cechuje się językiem staropolskim (staroangielskim w oryginale). Jest też fragment sztuki teatralnej ze wszystkimi adnotacjami i podziałem na ro...

książek: 298
wicher_Lab | 2010-11-23
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Lawina, wulkan i sztorm językowy. Taka pigułka z niezliczoną ilością kalorii, witamin, składników mineralnych i trucizn zarazem.

książek: 701
ouLIPOgram | 2012-09-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

"...od pogwałcenia...do pogwałcenia...nie stało się nic poza gwałceniem..., a przecież małżeński gwałciciel małżeńsko gwałconej nie zaznał gwałtu ze strony cudzołożnego gwałciciela pogwałconej cudzołożnicy" ["Ulisses", James Joyce]. Po lekturze tej "wybitnej" książki i ja czuję się zgwałcony. Nie ma w niej nic co zainteresowałoby czytelnika. Jest chaotyczna, bzdurna, pseudo-eksperymentalna (może w 1920 roku to było coś, dziś nie), o wszystkim i o niczym. Gdyby Joyce zaczął w niej pisać o atrakcyjności kaloryfera i jego smukłych żeberkach lub o tropikalnej opaleniźnie agresywnych kasztanów, nikt nie zwróciłby uwagi, że wciska nam kit, bowiem przykłady te świetnie wpisują się w treść całej książki. CHciałbym wierzyć, że Joyce zrobił to tylko po to, by sprowokować krytyków.
PS.
A piewców "Ulissesa" pytam: Dlaczego? Co dała wam lektura tej książki? Piejecie bo wypada? Bo nie chcecie wyjść na ignorantów? To dopiero żenada...

książek: 2818
Snoopy | 2012-07-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 lipca 2012

"Ulisses" Joyce'a w powszechnej opinii uważany jest za jedną z najtrudniejszych książek, jakie kiedykolwiek zostały napisane. Przystępowałem więc do lektury tego ogromnego tomu "z bojaźnią i drżeniem". Od samego początku zdawałem sobie sprawę, że przy pierwszym podejściu będę w stanie zidentyfikować zaledwie mały ułamek tych wszystkich odniesień i aluzji, które autor ukrył w tekście. Sam zresztą powiedział, że jest ich tam tyle, że uczeni będą mieli co robić przez kolejne trzysta lat. Część z nich jest do rozpoznania już na pierwszy rzut oka: Dante i Shakespeare, łacińska liturgia katolicka i tradycja żydowska oraz oczywiście Biblia i "Odyseja".

Postanowiłem jednak nie przejmować się tym, że nie wszystko zrozumiem i nie wszystko rozpoznam, ale cieszyć się samą przyjemnością lektury i niezwykłą możliwością "wejścia w umysły" głównych postaci książki. I ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest to możliwe, bowiem przy takiej "beztroskiej" lekturze "Ulisses" jest książką przyswajalną, a...

książek: 2283
kasandra_85 | 2013-06-04
Przeczytana: czerwiec 2013

http://kasandra-85.blogspot.com/2013/06/na-poprawe-humoru.html

książek: 620
Orzeł | 2013-06-30
Przeczytana: 02 czerwca 2013

„Operacja się udała, dziadek do orzechów zmarł”

Zdecydowałem się nie przyznawać gwiazdek, powieść Joyce’a wywołała bowiem we mnie wachlarz odczuć i refleksji tak skrajnych, że uwzględnienie ich wszystkich musiałoby skutkować przyznaniem oceny przeciętnej, zaś przeciętność to z pewnością ostatnia rzecz, jaką o „Ulissesie” można powiedzieć. Dzieło to czytelnik pokocha lub znienawidzi, w zależności od przyjętego punktu widzenia.

Za niewątpliwie rewelacyjny i rewolucyjny należy uznać Joyce’owski sposób narracji, wykorzystujący technikę strumienia świadomości. By zrozumieć, na czym polegał zamysł autora, najlepiej przed przystąpieniem do lektury zapoznać się z posłowiem tłumacza, gdzie klarownie zostało wyłuszczone, na czym polega nowatorskość Joycowskiej narracji. O ile dobrze rzecz pojąłem, technika „strumienia świadomości” zasadza się na praktycznym wyeliminowaniu narracji odautorskiej, usunięciu jakichkolwiek komentarzy czynionych przez narratora z perspektywy osoby trzeciej, obser...

książek: 198
PandaBear | 2011-02-06
Na półkach: Ulubione, Przeczytane

Jeżeli 'Odyseja' Homera jest kolebką, filarem i podstawą kultury europejskiej, to 'Ulisses' jest jej zwieńczeniem, sklepieniem i firmamentem. Ludzkość pisała przez 2000 lat, właśnie po to, żeby to dzieło mogło powstać.

książek: 152
Amarcord | 2011-10-31
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 2000 rok

Zmienia wszystko, co się kiedykolwiek myślało o literaturze.
Po tej książce nie można już od literatury się uwolnić.
Punkt odniesienia.


Załóż konto za darmo!
Utwórz konto
Rejestrując się w serwisie akceptujesz regulamin i zgadzasz się z polityką prywatności.

Pobierz aplikację mobilną

Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Kalendarium literackie

Znajdź nas na Facebooku

zgłoś błąd zgłoś błąd