Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
czarnatulipanna 
https://czarnatulipanna.wordpress.com
status: Czytelnik, dodał: 3 książki, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Czara wyroczni
    Czara wyroczni
    Autor:
    Akcja powieści rozgrywa się w siedemnastowiecznym Paryżu, a jej fabuła oparta jest na dokumentach sądowych ze śledztwa, które prowadzono po aresztowaniu zawodowej wiedźmy i trucicielki, Marie Bosse. D...
    czytelników: 1243 | opinie: 53 | ocena: 7,29 (389 głosów)
  • Kahlo 1907-1954
    Kahlo 1907-1954
    Autor:
    Maluję moją własną rzeczywistość. Jedyną rzeczą, jakiej jestem pewna, jest potrzeba malowania. A maluję bez żadnego namysłu, wszystko, co przemyka przez moją głowę. (Frida Kahlo)
    czytelników: 50 | opinie: 2 | ocena: 6,35 (23 głosy)
  • Na fejsie z moim synem
    Na fejsie z moim synem
    Autor:
    Powieść zaczyna się od urodzin Hitlera, które właśnie odbywają się w piekle, a później jest już tylko ciekawiej. Znajdziemy tu oryginalne rozważania o pochodzeniu człowieka, o Bogu, sztuce, tajemnicze...
    czytelników: 2303 | opinie: 187 | ocena: 5,44 (916 głosów) | inne wydania: 2
  • Nie kończąca się historia
    Nie kończąca się historia
    Autor:
    Bastian Baltazar Buks wchodzi przypadkiem do antykwariatu, gdzie znajduje starą zakurzoną księgę zatytułowaną "Nie kończąca się historia". Czytając ją, przenosi się do cudownej krainy fantazji pożeran...
    czytelników: 3161 | opinie: 110 | ocena: 7,56 (1492 głosy) | inne wydania: 4
  • Opowieść o miłości i mroku
    Opowieść o miłości i mroku
    Autor:
    Najbardziej osobista książka Amosa Oza, klucz do całej jego twórczości. Opowieść o miłości i mroku Amosa Oza (ur. 1939) to historia kilku pokoleń jego rodziny na Litwie i Ukrainie oraz po przybyciu do...
    czytelników: 1838 | opinie: 50 | ocena: 7,93 (326 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-17 11:52:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Powieść na wariackich papierach

W swoim prawie trzydziestoletnim życiu przeczytałam wiele książek – lepszych, gorszych, wciągających mniej lub bardziej, ale nigdy nie czytałam czegoś tak dziwnego jak powieść Mirandy July. "Pierwszy bandzior" jest najbardziej przewrotną powieścią jaką znam, nieprzewidywalną i pozbawioną jakichkolwiek hamulców. To literatura inna niż wszystko inne.

Początkowo...
Powieść na wariackich papierach

W swoim prawie trzydziestoletnim życiu przeczytałam wiele książek – lepszych, gorszych, wciągających mniej lub bardziej, ale nigdy nie czytałam czegoś tak dziwnego jak powieść Mirandy July. "Pierwszy bandzior" jest najbardziej przewrotną powieścią jaką znam, nieprzewidywalną i pozbawioną jakichkolwiek hamulców. To literatura inna niż wszystko inne.

Początkowo wydawało się, że będzie to powieść o zdziwaczałej kobiecie po czterdziestce, która próbuje nawiązać romans z kolegą z pracy. Gdyby nie to, że od pierwszych stron urzekły mnie wszystkie dziwactwa głównej bohaterki, to pewnie bym sobie odpuściła. Cheryl polubiłam najbardziej za alternatywne scenariusze, które tworzy w swojej głowie. Można śmiało stwierdzić, że prowadzi ona dwa równoległe życia – To rzeczywiste i to, które sama kreuje w myślach. Spokojne (tylko pozornie) i poukładane (no, powiedzmy) życie kobiety zmienia się, kiedy do jej domu wprowadza się córka znajomych. Chyba nikt nie przypuszczał, jak rozwinie się ta relacja…

"Pierwszy bandzior" nie pozwala odłożyć lektury na później. Fabuła pędzi na łeb na szyję, a zwroty akcji wprawiają czytelnika w osłupienie. Dla mnie przede wszystkim zachwycający był sposób poprowadzenia narracji, od komediowego, poprzez obscenicznie wulgarny i agresywny, na refleksyjnym skończywszy. Powieść Mirandy July udowadnia, że czasami, żeby zrzucić maskę, trzeba dobrowolnie założyć wiele innych. To historia o tym, że z wszelkich frustracji i poczucia nieszczęścia możemy uleczyć się sami, tracąc wszelkie zahamowania. Choć styl autorki jest nowatorski, to jej książka dotyka najbardziej uniwersalnych problemów – samotności, potrzeby miłości i obecności drugiego człowieka.

"Pierwszy bandzior" to powiew świeżości, nieoczywista historia o ludzkich pragnieniach, literacki rollercoaster łamiący stereotypy i tematy tabu. Z przyjemnością zanurzyłam się w oparach absurdu i Wam też polecam.

pokaż więcej

 
2018-04-11 08:28:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Monolog liryczny

Są takie miłości, które wybrzmiewają z pełną mocą, ponieważ pozostają niespełnione. Jedną z takich historii jest relacja Haliny Poświatowskiej i Ireneusza Morawskiego – jej przyjaciela, bratniej duszy, ukochanego (choć nie w powszechnie używanym znaczeniu). Nie mam jednak wątpliwości, że jeśli spojrzymy z perspektywy Ireneusza, to Halina była dla niego miłością najprawdziwszą...
Monolog liryczny

Są takie miłości, które wybrzmiewają z pełną mocą, ponieważ pozostają niespełnione. Jedną z takich historii jest relacja Haliny Poświatowskiej i Ireneusza Morawskiego – jej przyjaciela, bratniej duszy, ukochanego (choć nie w powszechnie używanym znaczeniu). Nie mam jednak wątpliwości, że jeśli spojrzymy z perspektywy Ireneusza, to Halina była dla niego miłością najprawdziwszą i namacalną, nawet jeśli sam długo walczył z tym uczuciem.

"Tylko mnie pogłaszcz" jest bogato ilustrowanym zbiorem listów do Poświatowskiej, lirycznym monologiem, relacją z kraju od momentu, gdy poetka wyjechała do Stanów Zjednoczonych. To błyskotliwe sprawozdania z kulturalnego życia Polski, a także źródło ciekawych spostrzeżeń na tematy polityczne.`

Z korespondencji wyłania się obraz Morawskiego, jako niezwykle interesującego, oczytanego młodego mężczyzny o bardzo lotnym umyśle i niejednokrotnie ciętym humorze, który dobrowolnie przystał na układ duchowej relacji. Jednak z czasem układ zaczął mu ciążyć swoim niedopowiedzeniem i niespełnieniem, a Morawski nie potrafił, lub nie chciał z niego zrezygnować.

Ponieważ "Tylko mnie pogłaszcz" zawiera jedynie listy skierowane do Poświatowskiej, czasem zdarzało mi się w nich pogubić. Nie jest to jednak wina opracowania, gdyż temu nic nie można zarzucić. Przypisy są uzupełnione bardzo skrupulatnie a Mariola Pryzwan dołożyła wszelkich starań, by czytelnik mógł jak najpełniej przeżyć tę lekturę. Przyznaję jednak, że czytając niektóre listy, poniekąd wyrwane z kontekstu, czułam się jak obcy człowiek uczestniczący w spotkaniu starych znajomych, którzy mają swoje żarty, gry słowne, skróty myślowe, których ja, siłą rzeczy, nie mogę pojąć.

"Tylko mnie pogłaszcz" jest zbiorem pięknie napisanych listów miłosnych, pełnych nadziei, ciepła, uszczypliwych żartów, ale również żalu i poczucia odrzucenia. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, listy Morawskiego są równie liryczne i melancholijne jak wiersze Poświatowskiej. Jeśli lubicie takie sentymentalne lektury, to ta pozycja z pewnością Wam się spodoba.

pokaż więcej

 
2018-04-10 07:57:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Historia kobiet niepokornych

Jak chyba każdy i ja mam swój feblik – uwielbiam czytelnicze zestawienia, zwłaszcza te z zakresu historii. Być może to zboczenie zawodowe, ale sama wolę myśleć, że to chęć propagowania tematów historycznych i wprowadzania ich pod strzechy. Kilka recenzji tego typu syntez pojawiło się już wcześniej, ale przybywam z kolejną pozycją godną uwagi.

Sarah Gristwood...
Historia kobiet niepokornych

Jak chyba każdy i ja mam swój feblik – uwielbiam czytelnicze zestawienia, zwłaszcza te z zakresu historii. Być może to zboczenie zawodowe, ale sama wolę myśleć, że to chęć propagowania tematów historycznych i wprowadzania ich pod strzechy. Kilka recenzji tego typu syntez pojawiło się już wcześniej, ale przybywam z kolejną pozycją godną uwagi.

Sarah Gristwood stworzyła opowieść o kobietach mających realny wpływ na losy Europy w XVI wieku i zrobiła to w sposób naprawdę interesujący. Zwykle w książkach tego typu otrzymujemy kilkunasto- lub kilkudziesięcostronnicowe notki biograficzne. W tym przypadku sprawa ma się zupełnie inaczej, ponieważ autorka podzieliła książkę na rozdziały tematyczne, w których przewijają się poszczególne bohaterki, co jeszcze bardziej podkreśla przeplatanie się ich losów. I tak możemy przeczytać o panujących kobietach w obliczu wojen, zmiennych układów politycznych, przemian religijnych oraz nieustających walk o wpływy.

"Gra królowych" jest naprawdę ciekawą pozycją popularno-naukowych dotyczą tego okresu w dziejach historii. Autorka zadbała, by poruszone tematy przedstawić w sposób interesujący. Nie znajdziemy tu dłużyzn i odbiegania od tematu. Całość napisana jest bardzo przystępnym językiem, jednocześnie nie tracąc naukowego sznytu. Ogromnym plusem tej pozycji jest to, że oprócz losów bardzo znanych szesnastowiecznych władczyń (Elżbiety I, Marii Tudor, czy Katarzyny Medycejskiej) Gristwood przybliża czytelnikowi postacie mniej znane: Małgorzaty Austriackiej, Marii Węgierskiej, Małgorzaty Parmeńskiej, czy Ludwiki Sabaudzkiej. A wszystko to dostajemy okraszone fragmentami rad dla współczesnych kobiet autorstwa Anny de Beaujeu i wplecione w motyw gry w szachy.

Czytanie takich książek popularno-naukowych to prawdziwa przyjemność, choć trzeba mieć na uwadze, że tego typu zestawienia to zaledwie mały dziejowy wycinek. Zwykle w pracach historycznych rolę kobiet traktuje się marginalnie (co niestety wydaje się dość zrozumiałe), w tym przypadku mamy wyróżnione czyny i znaczenie szesnastowiecznych kobiet, mających wpływ na losy Europy, przy zaledwie muśniętym znaczeniu ówczesnych władców. Wiem, nie tego dotyczy ta książka, ale sięgając po nią, trzeba mieć świadomość, że spoglądamy na historię jak przez rybie oko – pewne rzeczy (w tym przypadku rola kobiet) są bardzo uwypuklone, natomiast inne ledwo widoczne, dlatego jeśli kogoś zaciekawi tematyka przemian w szesnastowiecznej Europie, polecam sięgnąć również po inne pozycje, traktujące ten temat w sposób mniej zogniskowany na wpływy kobiet.

Uczciwie muszę przyznać, że "Gra królowych" okazała się bardzo przyjemną i przystępną lekturą napisaną w sposób ciekawy i nietypowy. Mam nadzieję, że nie przejdzie ona bez echa i przynajmniej część z Was sięgnie po nią w wolnej chwili. Taką literaturę popularno-naukową to ja rozumiem! I polecam!

pokaż więcej

 
2018-04-07 22:31:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wielkie kłamstewka, małe dramaty

Zwykle nie po drodze mi z literaturą kobiecą, która (przeważnie) nie jest zbyt wymagająca (delikatnie powiedziawszy) i jeśli już zdarzy mi się przeczytać coś z tego gatunku, to najczęściej po tygodniu nie pamiętam już nawet imion głównych bohaterów. "Wielkie kłamstewka" okazały się ogromnym zaskoczeniem.

Liane Moriarty przedstawiła historię kobiet, których...
Wielkie kłamstewka, małe dramaty

Zwykle nie po drodze mi z literaturą kobiecą, która (przeważnie) nie jest zbyt wymagająca (delikatnie powiedziawszy) i jeśli już zdarzy mi się przeczytać coś z tego gatunku, to najczęściej po tygodniu nie pamiętam już nawet imion głównych bohaterów. "Wielkie kłamstewka" okazały się ogromnym zaskoczeniem.

Liane Moriarty przedstawiła historię kobiet, których dzieci rozpoczynają właśnie naukę w miejscowej szkole. Banał? Niekonieczne, bo już na samym początku dowiadujemy się, że podczas wieczorku integracyjnego zginął jeden z rodziców, nie znamy jednak tożsamości ofiary, mordercy, ani nawet motywu. Każdy jest podejrzanym. A wtrącane co jakiś czas wypowiedzi świadków, tylko podkręcają narastające napięcie.

Pomijając wątek kryminalny "Wielkie kłamstewka" są najbardziej aktualną i wiarygodną powieścią obyczajową dla kobiet, jaką zdarzyło mi się przeczytać i wcale nie przeszkadzał mi fakt, że akcja rozgrywa się w Australii. Jak widać problemy współczesnych kobiet są dość uniwersalne – przemoc domowa, zdrady, relacje z eksmałżonkiem, problemy z dorastającymi dziećmi, napięcia pomiędzy rodzicami, konflikt wewnętrzny matek pracujących, ale też tych, które w pełni poświęciły się dzieciom i prowadzeniu domu, poczucie bycia gorszą, biedniejszą, mniej atrakcyjną. Wiem, te motywy mniej lub bardziej przewijają się w literaturze kobiecej, ale Moriarty poprzez kreację swoich bohaterów trafia w sedno wszystkich problemów. A jeśli już mowa o kreacjach, to uwielbiam bohaterki tej powieści. Wszystkie. Są wyraziste, pełnokrwiste, mają prawdziwe problemy i realne motywacje. Są po prostu żywe i wydaje mi się, że spora część kobiet może się utożsamić z ich przeżyciami i przemyśleniami.

"Wielkie kłamstewka" są przede wszystkim powieścią o przyjaźni ponad podziałami majątkowymi, czy ideologicznymi. To porcja feminizmu (w serialu pobrzmiewa on znacznie wyraźniej) w takiej postaci, w jakiej chcę go przyjmować, bo dobrze jest czytać o kobietach, które są dla siebie oparciem i pomagają sobie nawzajem na różnych życiowych zakrętach. Przesłaniem które ostatecznie wybrzmiewa z powieści, jest umiejętność wczucia się w czyjeś położenie oraz okazanie wsparcia nawet wtedy, kiedy kłóci się ono z naszymi przekonaniami. Bo nie zawsze ofiara jest ofiarą, a morderca zasługuje na karę. Powieść nie tylko dostarcza rozrywki, ale także skłania do refleksji – czego zatem chcieć więcej?

pokaż więcej

 
2018-04-05 19:49:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Intymny przewodnik po Lizbonie

Wszystko zaczęło się od aparatu i to nie byle jakiego, bo kapryśnego i opornego we współpracy. Cierpienie okazało się opłacalne, a dzięki niemu powstała seria pięknych i klimatycznych fotografii ze stolicy fado i choć zwykle nie daję porwać się książkom podróżniczym, intuicja podpowiadała mi, że "Muzyka moich ulic. Lizbona" Marcina Kydryńskiego nie jest zwykłym...
Intymny przewodnik po Lizbonie

Wszystko zaczęło się od aparatu i to nie byle jakiego, bo kapryśnego i opornego we współpracy. Cierpienie okazało się opłacalne, a dzięki niemu powstała seria pięknych i klimatycznych fotografii ze stolicy fado i choć zwykle nie daję porwać się książkom podróżniczym, intuicja podpowiadała mi, że "Muzyka moich ulic. Lizbona" Marcina Kydryńskiego nie jest zwykłym przewodnikiem, a czymś znacznie bardziej osobistym.

Sama lektura przypomina spotkanie ze starym znajomym, który zabiera nas na przechadzkę po stolicy Portugalii. Nie jest to typowy spacer turysty – od punktu A do punktu B, a po drodze dwa muzea – nic z tych rzeczy! W tym przypadku przejdziemy się ścieżkami miejscowych, przysiądziemy, by posłuchać muzyki w miejscach niedostępnych dla turystów, zatracimy się w Lizbonie, w jej smakach, aromatach, dźwiękach i klimacie.

"Muzyka moich ulic. Lizbona" nie jest książką, którą poleciłabym przeczytać w jeden czy dwa wieczory. Sama czytałam ją kilka dobrych tygodni i bynajmniej nie dlatego, że mi się nie podobała – wręcz przeciwnie. W trakcie lektury padają nazwy miejsc, potraw, a przede wszystkim muzyków, więc by uczynić lekturę jeszcze pełniejszą i niczego z niej nie uronić, wyszukiwałam opisywane zakątki i wsłuchiwałam się w polecane utwory (całe mnóstwo utworów). Nie musiałam ruszać się z kanapy, by choć przez chwilę pobłąkać się po lizbońskich zakamarkach.

Książka Marcina Kydryńskiego jest z pewnością nietypowa. Nie jest to ani przewodnik, ani historia miasta. Więc co? Raczej ciepła, intymna relacja z miejsca, do którego autor zapałał szczególnym uczuciem, które pokochał pomimo jego niedoskonałości i z każdą kolejną stroną wyjaśnia nam przyczyny swojej fascynacji. To książka o muzyce, kuchni, zabytkach, pięknych kobietach i wszystkim tym, czym tętni serce Lizbony. Jedyne czego żal to tego, że opisanej Lizbony już nie ma. Poddała się ona duchowi czasu, remontom i przebudowaniom. Wracając do tematu – czy polecam tę pozycję? Oczywiście! Książka okazała się ucztą na wielu płaszczyznach i choć było to moje pierwsze spotkanie z Marcinem Kydryńskim w roli pisarza, to z pewnością nie ostatnie.

pokaż więcej

 
2018-04-03 21:23:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Relacja z walki o siebie

W tematyce uzależnień napisano już wiele i naprawdę ciężko znaleźć jakąś pozycję, która potrafiłaby czymś zadziwić czytelnika. Dotąd czytałam najczęściej relacje uzależniania się, opisy suto zakrapianych imprez, czy zażywania leków/ narkotyków w zaciszu własnego domu Przyczyny uzależnień bywają różne, ale mechanizmy pozostają niezmienne, zarówno w życiu, jak i w...
Relacja z walki o siebie

W tematyce uzależnień napisano już wiele i naprawdę ciężko znaleźć jakąś pozycję, która potrafiłaby czymś zadziwić czytelnika. Dotąd czytałam najczęściej relacje uzależniania się, opisy suto zakrapianych imprez, czy zażywania leków/ narkotyków w zaciszu własnego domu Przyczyny uzależnień bywają różne, ale mechanizmy pozostają niezmienne, zarówno w życiu, jak i w książkach. W przypadku "Roku na odwyku" otrzymujemy zupełnie inny punkt widzenia. Nie relację człowieka, który rozlicza się z nałogiem, ale opis drogi do trzeźwości, jaką musiał pokonać.

Katarzyna T. Nowak nie sili się na wyszukane środki stylistyczne, nie ubarwia pobytu w ośrodku leczenia uzależnień, a na jej najnowszą powieść składają się suche opisy z kolejnych terapii, rozmów i dojrzewania do trzeźwości. O ile w literaturze możemy znaleźć wiele przykładów rozwoju uzależnienia, to w tym przypadku dostajemy (wręcz podręcznikowe) etapy – pogodzenia z uzależnieniem, trzeźwienia i powrotu do normalności.

Książka z pewnością nie powstała po to, by szokować czytelnika. Nie znajdziemy w niej drastycznych opisów staczania się na dno. Autorka najbardziej skupia się na psychicznych aspektach uzależnienia, początkowym zaprzeczaniu, że problem nadużywania leków (a wcześniej alkoholu) w ogóle jej dotyczy, a nie na drastycznych opisach staczania się na dno, ani fizycznych aspektach wychodzenia z nałogu. Pisanie w tym przypadku odegrało rolę terapeutyczną i niewątpliwe pozwoliło uporać się z tym problemem.

"Rok na odwyku" jest kolejną pozycją, która uświadamia, że uzależniony człowiek nie zawsze jest zaniedbanym bezdomnym, który próbuje uzbierać pieniądze na kolejną butelkę wódki, czy działkę narkotyku. Alkoholikiem, lekomanem może być wykształcony człowiek, któremu pozornie nic nie doskwiera – ma interesującą pracę, talent, mieszkanie, partnera, a pod tym wszystkim schowane dziesiątki niezagojonych ran z przeszłości, które nie dają o sobie zapomnieć. Uzależnienie nie bierze się znikąd, a w tym przypadku miało sporą pożywkę złożoną z niezbyt szczęśliwego dzieciństwa, poczucia odrzucenia, obarczenia nadmierną odpowiedzialnością.

"Rok na odwyku" jest pisarskim zmierzeniem się z nałogiem, sprawozdaniem z walki o życie w trzeźwości. Dla czytelników, którzy często czytają literaturę tego typu, nie będzie to nic nowego i odkrywczego, natomiast dla osób, które wcześniej nie zetknęły się z takim pisarstwem, może być to interesujące (ledwie nakreślone) studium uzależnienia, pogodzenia się z nim, a przede wszystkim walki o siebie. Nie jestem jednak przekonana, czy jest to pozycja odpowiednia dla osób, które mają lub podejrzewają u siebie problem z uzależnieniem. Ta książka raczej nie daje nadziei i trudno o niej powiedzieć, że zagrzewa do walki, bo chociaż autorce udało się zakończyć terapię z sukcesem i sama dochodzi do wniosku, że warto być trzeźwym i walczyć o siebie, to jednak najczęściej opisuje porażki innych pacjentów, którzy jeszcze w trakcie terapii łamią jej zasady, zostają z niej usunięci, by po wyjściu na zewnątrz coraz bardziej zapadać w nałóg. Walka o siebie jest trudna, bolesna i mozolna. Jednak warto.

pokaż więcej

 
2018-03-29 23:48:36

Co jest determinantą w doborze bohaterów biografii? Fascynacja człowiekiem, czy jego twórczością?

więcej...
 
2018-03-26 09:55:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Powieść w stylu nolanowskim – podejrzewając wszystkich o wszystko

Moje spotkania z thrillerami zwykle nie kończą się najlepiej. Nawet jeśli początek mnie zachwyci, to najczęściej w połowie zaczyna brakować logiki, a to niewybaczalne. Jeden fałszywy krok i powieść sypie się jak domek z kart. Doszło do tego, że zaczęłam unikać gatunku, bojąc się rozczarowania, jednak opis "Znajdź mnie" był...
Powieść w stylu nolanowskim – podejrzewając wszystkich o wszystko

Moje spotkania z thrillerami zwykle nie kończą się najlepiej. Nawet jeśli początek mnie zachwyci, to najczęściej w połowie zaczyna brakować logiki, a to niewybaczalne. Jeden fałszywy krok i powieść sypie się jak domek z kart. Doszło do tego, że zaczęłam unikać gatunku, bojąc się rozczarowania, jednak opis "Znajdź mnie" był na tyle intrygujący, że postanowiłam spróbować.

Pierwszą rzeczą, która sprawiła, że nie mogłam oderwać się od lektury, był główny bohater, który wzbudził u mnie sympatię i współczucie. Jar to po prostu przyzwoity chłopak, początkujący pisarz, który nie potrafi uporać się z samobójstwem swojej dziewczyny. Z czasem coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że Rosa żyje i postanawia ją odnaleźć, albo przynajmniej wytłumaczyć jej zniknięcie. Biorąc pod uwagę jego problemy z alkoholem oraz traumę, jaką wywołuje utrata bliskiej osoby, nikt nie chce uwierzyć w jego przeczucia, jednak stopniowo zaczyna przekonywać do swojej teorii kolejne osoby. Czy jednak słusznie?

"Znajdź mnie" jest powieścią o niesamowicie zbudowanym napięciu. W pewnym momencie doszło do tego, że podejrzewałam wszystkich bohaterów, a znajomość filmów Nolana ("Memento", "Prestiż", "Incepcja"), które powieść konstrukcyjnie przypomina, wcale nie pomagała mi w rozwikłaniu zagadki. Właściwie do ostatnich stron nie byłam pewna, czy wszystko, co się dzieje, to tylko obsesja głównego bohatera, czy może oczywisty (przy takiej ilości dowodów) spisek. A może jeszcze coś innego? Na przykład powieść w powieści? Jestem zachwycona tym, jak autor poprowadził fabułę, której kolejne elementy znakomicie się zazębiały, nieustająco podbijając napięcie. Wplecenie w aktualne wydarzenia dziennika Rosy sprawiło, że jeszcze bardziej wciągnęłam się w tę historię i chciałam poznać prawdę.

Zanim sięgnęłam po "Znajdź mnie", miałam pewną obawę (oprócz tej, że thrillery zwykle mnie rozczarowywały). Opis bardzo przypominał mi książkę Harlana Cobena "Nie mów nikomu", która w ogóle nie przypadła mi, do gustu (jak cała twórczość tego autora), choć miała spory potencjał. Bałam się, że i w tym przypadku Monroe zbuduje napięcie, które zrujnuje niedopracowanym i nielogicznym zakończeniem, ale tak się nie stało. Powieść zapewniła mi dwa dni fantastycznej rozrywki, wydarzenia pochłonęły mnie bez reszty, a ja sama poczułam się wciągnięta w intrygę, którą chciałam rozwiązać. "Znajdź mnie" jest zgrabnie napisanym thrillerem, od którego otrzymujemy wszystko, co może zaoferować ten gatunek, a ponieważ powieść jest bardzo filmowa, mam nadzieję, że ktoś pokusi się o ekranizację, bo materiał jest pierwszorzędny.

pokaż więcej

 
2018-03-25 21:27:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

W hołdzie koreańskim "ianfu"

Są takie książki, które nie zachwyciły mnie stylem, a jednak, nawet po wielu dniach, są obecne w moich myślach. "Biała chryzantema" na pewno się do nich zalicza. W świecie, w którym historia zaczyna rozliczać oprawców za ich czyny, powieść jest kolejnym głosem oddającym sprawiedliwość.

Debiut Mary Lynn Bracht nie jest powieścią idealną. Czasem zdarzają się słowa,...
W hołdzie koreańskim "ianfu"

Są takie książki, które nie zachwyciły mnie stylem, a jednak, nawet po wielu dniach, są obecne w moich myślach. "Biała chryzantema" na pewno się do nich zalicza. W świecie, w którym historia zaczyna rozliczać oprawców za ich czyny, powieść jest kolejnym głosem oddającym sprawiedliwość.

Debiut Mary Lynn Bracht nie jest powieścią idealną. Czasem zdarzają się słowa, wypowiedzi, które nie pasowały mi do postaci, czasów i azjatyckiej mentalności (choć mogło to również wynikać z tłumaczenia). Zwłaszcza na początku styl autorki wydawał mi się nieporadny. Z czasem zaczęłam jednak coraz mniej zawracać na to uwagę (bardzo prawdopodobne, że były to tylko początkowe niedociągnięcia) i dałam porwać się historii kobiet-pocieszycielek, o których nigdy wcześniej nie słyszałam.

"Biała chryzantema" jest historią dwóch sióstr rozdzielonych w okrutny sposób. Starsza z nich, Hana, chcąc ochronić młodszą przed japońskim żołnierzem, daje się porwać z rodzinnej wyspy i wywieźć do Mandżurii, gdzie zostaje pocieszycielką – seksualną niewolnicą. Jakże przewrotne jest to określenie. Pocieszycielka nie oznacza opiekunki pomagającej żołnierzom. Pocieszycielka jest kobietą, którą się gwałci, bije, poniża, której wydaje się głodowe porcje jedzenia. Pocieszycielki to kobiety okryte przez wroga hańbą, które wiedzą, że nawet kiedy wojna się skończy, nigdy nie będą mogły wrócić do swoich domów. Swoje upokorzenie muszą znosić samotnie, w milczeniu i czekać na śmierć. Hana postanawia jednak walczyć o powrót do rodzinnej wioski, by jeszcze raz ujrzeć swoją siostrę, którą obiecała się opiekować.

Powieść Bracht jest wzruszającą historią o siostrzanej miłości i bezgranicznym, bezinteresownym poświęceniu dla najbliższej osoby. Autorka w znakomity sposób opisała losy sióstr, wplatając w to historię zniewolonej Korei, wojny domowej oraz współczesnych prób nakłonienia Japonii, by przyznała się do zbrodni wojennych. Wydarzenia te, w Europie właściwie zupełnie nieznane, są obrazem nie mniej wstrząsającym i poruszającym, niż wspomnienie II wojny światowej. Pogromy mniejszości narodowych, śmierć na frontach, to nie jedyne wojenne okrucieństwa. O gwałtach na setkach tysięcy kobiet świat milczy, lub wspomina tylko mimochodem. "Biała chryzantema" jest hołdem złożonym koreańskim kobietom, brutalnie gwałconym, odartym z godności. Kobietom, które często umierały w męczarniach, nigdy więcej nie ujrzawszy swoich bliskich. Powieść jest próbą wyrównania rachunków, którego rząd Japonii od lat unika.

"Biała chryzantema" już z racji poruszonej tematyki jest powieścią ważną. Można jej zarzucać niedociągnięcia, naiwność niektórych rozwiązań (do których autorka sama się przyznała), albo skupienie się Bracht na opisie koszmarnych wydarzeń, gwałtów, przy prawie całkowitym pominięciu psychiki bohaterów. Nie zmienia to jednak faktu, że historię Hany i Emiko przeczytałam jednym tchem i uważam ją za jedną z bardziej poruszających opowieści o bezinteresownej miłości, determinacji i potrzebie przebaczenia.

pokaż więcej

 
2018-03-25 21:26:09
Ma nowego znajomego: veinylover
 
2018-03-22 09:03:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Szalony mnich odarty z mitu

Grigorij Rasputin stał się inspiracją do powstania wielu filmów, hitu disco, a jego postać pojawia się nawet w animacji dla dzieci. Czy któreś z tych przedstawień było prawdziwie, lub przynajmniej bliskie prawdy? Nie. Przez ponad 100 lat na jego temat powstały setki plotek i pomówień, najczęściej absurdalnych. Żaden z „badaczy” losów faworyta rodziny carskiej nie...
Szalony mnich odarty z mitu

Grigorij Rasputin stał się inspiracją do powstania wielu filmów, hitu disco, a jego postać pojawia się nawet w animacji dla dzieci. Czy któreś z tych przedstawień było prawdziwie, lub przynajmniej bliskie prawdy? Nie. Przez ponad 100 lat na jego temat powstały setki plotek i pomówień, najczęściej absurdalnych. Żaden z „badaczy” losów faworyta rodziny carskiej nie włożył wysiłku, by zadbać o rzetelność swoich opracowań. Żaden, oprócz Douglasa Smitha. On jeden miał odwagę zerwać z kontrowersyjnymi teoriami i stworzył monumentalną i najbardziej wiarygodną relację wydarzeń, które zmieniły oblicze Rosji.

Smith nie skupia się jedynie na życiorysie Rasputina, ale opisując tło społeczne, mentalność ludzi oraz ich religijne poszukiwania, ukazuje, że Rasputin nie był jedynym duchowym przywódcą, a jego sukces opierał się w dużej mierze na tym, że Rosja była wówczas podatnym gruntem dla wszelkiego rodzaju mistycznych przewodników. Autor skrupulatnie odsiewa plotki na temat religijnej działalności Grigorija, a obraz który powstaje, daleki jest od kontrowersji, choć w dalszym ciągu interesujący.

Największym sukcesem tej pozycji, jest ukazanie w przejrzysty sposób prawdziwych przyczyn obalenia caratu. Faktem, który boleśnie rzuca się w oczy, jest nieudolność pary carskiej w sprawowaniu władzy. Bezpodstawna wiara cara i carycy, że jakakolwiek sfera życia jest ich prywatną sprawą, jest wręcz nieprawdopodobna, a fascynacja tak egzaltowanym człowiekiem, jak Rasputin szokuje. Upór Aleksandry i konsekwentne postępowanie na przekór opinii publicznej, przypomina zachowanie dwuletniego dziecka, które tupie nogami i wrzeszczy, bo zamiast obiadu woli zjeść słodycze, choć wie, że rozboli je od tego brzuszek. Trudno uwierzyć, że para carska była aż tak naiwna i wierzyła, że wieloletnie ignorowanie społeczeństwa nie przyniesie ze sobą żadnych konsekwencji. Wszystkie te fakty i wydarzenia Smith podaje bezstronnie, pozwalając czytelnikowi na wyrobienie sobie własnej opinii.

Kim więc był Rasputin? Z pewnością niezbyt wykształconym chłopem z małej syberyjskiej wsi, który został duchowym przewodnikiem, ale nie szarlatanem, przywódcą sekty, kochankiem carycy i faktycznym panem Rosji. Grigorij przede wszystkim stał się ofiarą spisków i układów politycznych. Znienawidzony przez monarchistów, za zdobycie dużych wpływów, znienawidzony przez komunistów, jako domniemana przyczyna klęsk Rosji. Rasputin – symbol upadku, a przede wszystkim unaocznienie wszystkich problemów toczących Imperium Rosyjskie.

Biografia autorstwa Douglasa Smitha to dzieło zbudowane na potężnej ilości źródeł, zweryfikowanych pod względem ich wiarygodności. Jego odarty z kontrowersji i mitów obraz wydarzeń jest najbardziej prawdopodobnym z dotychczas przedstawionych i choć Rasputin jest w nim daleki od ideału, to jednak po ponad stu latach przywrócono mu ludzką twarz. Kłamstwa na temat szalonego mnicha zapewne będą powielane jeszcze wielokrotnie, jednak książka Smitha staje się pierwszym krokiem na drodze do prawdy.

pokaż więcej

 
2018-03-21 19:29:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Poezja rynsztokowa

Do tej pory poezja nie zagościła na moim blogu. Dlaczego? Bo z poezją jest tak, że właściwie nie da się jej zrecenzować, a na pewno niezbyt wymiernie. Jednym przypadną do gustu rymy częstochowskie, inni zachwycą się strofami Horacego, a jeszcze inni zaczytują w Wojaczku. Co komu w duszy gra, czyli tak, jak powinno być. Wszystko zależy od nastroju, przeżyć i stanu ducha....
Poezja rynsztokowa

Do tej pory poezja nie zagościła na moim blogu. Dlaczego? Bo z poezją jest tak, że właściwie nie da się jej zrecenzować, a na pewno niezbyt wymiernie. Jednym przypadną do gustu rymy częstochowskie, inni zachwycą się strofami Horacego, a jeszcze inni zaczytują w Wojaczku. Co komu w duszy gra, czyli tak, jak powinno być. Wszystko zależy od nastroju, przeżyć i stanu ducha. Sama najczęściej czytam poezję, która wychodzi spod pióra kobiet – Poświatowską, Lipską, Kozioł. Jednak tomik wierszy autorstwa Mateusza Skrzyńskiego ma w sobie coś intrygującego, a ponieważ to debiut, postanowiłam o nim napisać.

Zarówno w prozie, jak i w poezji, bardzo lubię czytać męski punkt widzenia, męską emocjonalność (a właściwie oszczędność emocji). I w tym przypadku nie jest inaczej. "Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy" są na wskroś męskimi tekstami, szorstkimi, brutalnymi i bardzo często wulgarnymi. Wiersze przesycone są jednak rezygnacją, marazmem, nieumiejętnością ogarnięcia własnego życia. Podmiot liryczny najczęściej jest niedostosowany do otoczenia, niezrozumiany, wycofany i bierny. Wegetujący. Jak każdy człowiek szuka tego, czego wszyscy potrzebują: akceptacji, zrozumienia i zapewne miłości, choć nie nazywa jej wprost.

Jak wcześniej wspominałam, teksty znajdujące się w tomiku często są wulgarne. I teraz żeby była jasność – wulgaryzmy niespecjalnie mi przeszkadzają (o ile nie są używane jako przecinek), ale tylko w słowie mówionym. Przeklinanie (w moim odczuciu) ma swoje uzasadnienie w mowie, kiedy zdarza się pod wpływem emocji (trochę jak zbrodnia w afekcie). W momencie zapisania słów, wulgaryzm całkowicie traci swój impet i wydźwięk. Dla mnie staje się czymś nienaturalnym i zbędnym. Ale to oczywiście tylko moje odczucie.

Spośród trzech części, z których składa się tomik, najbliższa jest mi część trzecia – Głodujące Psy (a w niej utwory: "W pułapce" i "Tajemnica"), która wydaje się być najbardziej dojrzała, dopracowana i stonowana emocjonalnie. Mniej jest w niej otępiania się seksem i alkoholem, a dużo przemyśleń, choćby na temat sensu życia i codziennej walki z rzeczywistością.

Poezja Skrzyńskiego z pewnością nie do każdego przemówi, niektórych może nawet zbulwersuje lub zniesmaczy. Nie polecam jej osobom zaczytującym się w klasycznych strofach miłosnych, bo to nie ten typ pisania. Natomiast jeśli ktoś lubi poezję brudną, szorstką i obdartą z subtelności, powinien spróbować zmierzyć się z tym debiutem. Wszak niewiele jest do stracenia.

pokaż więcej

 
2018-03-20 09:14:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Wróg publiczny numer jeden

Nie znam osoby, która nie znałaby Ala Capone, choćby tylko z nazwiska i tego, czym się parał. Sama miałam raczej mgliste pojęcie na jego temat, a ponieważ czasy prohibicji w Stanach Zjednoczonych nie są moim ulubionym fragmentem historii, do biografii autorstwa Jonathana Eiga podeszłam bardzo nieufnie.

Eig od samego początku zabiera nas do barwnego świata z czasów...
Wróg publiczny numer jeden

Nie znam osoby, która nie znałaby Ala Capone, choćby tylko z nazwiska i tego, czym się parał. Sama miałam raczej mgliste pojęcie na jego temat, a ponieważ czasy prohibicji w Stanach Zjednoczonych nie są moim ulubionym fragmentem historii, do biografii autorstwa Jonathana Eiga podeszłam bardzo nieufnie.

Eig od samego początku zabiera nas do barwnego świata z czasów chicagowskiej prosperity. Znakomicie opisuje gwałtowny i niekontrolowany rozwój miasta, który stał się podwaliną gangsterskiej działalności. Od pierwszych stron pokochałam styl opowiadania autora – niezwykle plastyczny, ale nie przesadny. Eig co jakiś czas wrzuca różnorakie opisowe smaczki (gdzie stała budka z hot-dogami, w co ubrany był dany gangster), co nie męczy, bo nie są to rozwlekłe relacje, ale sprawia, że cała ta historia ożywa, a bohaterowie stają się ludźmi z krwi i kości.

Dzięki tej pozycji uświadomiłam sobie, jak bardzo naiwne i wyidealizowane było moje pojęcie o mafii z tamtego okresu. Wyobrażenie eleganckich panów, którzy w równie elegancki sposób załatwiają swoje niezbyt eleganckie interesy zderzyło się z rzeczywistością. Bestialskie morderstwa, krwawe odwety, bezkarne zabijanie ludzi (czasem niewinnych) w środku dnia – tak przedstawiają się realia nielegalnego handlu alkoholem, hazardu i innych mętnych biznesów.

Biografia autorstwa Jonathana Eiga jest nie tylko znakomicie napisanym życiorysem najsławniejszego gangstera na świecie, ale również niesamowicie szczegółowym obrazem amerykańskiego społeczeństwa, przemian gospodarczych, wielkiego kryzysu oraz rozwoju sądownictwa i organizacji organów ścigania. Historia Ala Capone, nie przynosi jednak satysfakcji ani tym, którzy mu kibicowali, ani stronnikom wymiaru sprawiedliwości i nie mam na myśli tego, że książka jest źle napisana, ale zakończenie tej historii jest tragiczne i niehollywoodzkie. Zamiast potępić bezwzględnego przestępcę, ostatecznie zaczynamy mu współczuć. Smutny koniec chicagowskiego cwaniaczka, który mimo wszystko wzbudza w czytelniku sporo sympatii.

Oszczędzałam, jak mogłam, wydzielałam sobie kolejne rozdziały, ale niestety – lektura skończona. "Al Capone. Gangster wszech czasów" to kolejna fantastyczna propozycja od Wydawnictwa Dolnośląskiego (uwielbiam tę biograficzną serię) Barwna, świetnie napisana historia, do której z pewnością jeszcze wrócę.

pokaż więcej

 
2018-03-16 09:49:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

https://czarnatulipanna.wordpress.com/2018/03/16/legenda-o-samobojstwie/

Koszmar słowem pisany

Zwykle niewiele trzeba, by zachęcić mnie do lektury, a najlepszym wyzwalaczem jest powiedzenie mi, że dana książka jest „dziwna”. "Legendę o samobójstwie" z pewnością można zaliczyć do tych dziwnych, więc nie mogłam się oprzeć. Nie wiedziałam jednak, w co się pakuję. Nie przypuszczałam, że będzie...
https://czarnatulipanna.wordpress.com/2018/03/16/legenda-o-samobojstwie/

Koszmar słowem pisany

Zwykle niewiele trzeba, by zachęcić mnie do lektury, a najlepszym wyzwalaczem jest powiedzenie mi, że dana książka jest „dziwna”. "Legendę o samobójstwie" z pewnością można zaliczyć do tych dziwnych, więc nie mogłam się oprzeć. Nie wiedziałam jednak, w co się pakuję. Nie przypuszczałam, że będzie to tak różne od tego, co znam. Zdobyłam, przeczytałam i dzielę się wrażeniami.

Początkowo było ciężko. Klimat zimnej Kanady, męskie polowania to nie moja bajka. Pierwsze opowiadania są wprowadzeniem czytelnika w dramatyczną historię skrzywdzonego dziecka. Choć pozornie od razu wiadomo, o co chodzi, to styl pisania, włączenie wątku fantastycznego sprawiają, że całość jest bardzo nieoczywista i nierealna. Wydawać by się mogło, że to wszystko już było – dziecko, rozwód rodziców i ich kolejni partnerzy – nic bardziej mylnego. Drobne dramaty, małe rozpaczliwe gesty są tylko zapowiedzią tragedii, która dopiero nastąpi. Najobszerniejsze opowiadanie – "Wyspa Sukkwan" – pokazuje najmroczniejszą stronę zbioru Davida Vanna. Nie przypominam sobie sytuacji, w której bohater literacki wzbudziłby we mnie tak skrajne emocje – niechęć i irytację. Poziom egoizmu, egocentryzmu i draństwa ojca głównego bohatera jest niewyobrażalny, a jego relacja z synem, choć w każdym opowiadaniu pokazana z innej strony i w inny sposób, jest po prostu przygnębiająca. Koszmarne dzieciństwo kształtuje złamanych dorosłych.

"Legenda o samobójstwie" jest próbą rozliczenia się autora (a może nawet odwetu) z bolesną przeszłością. Siła tej lektury nie polega na wybitnym stylu, a na umiejętności opisania narastających emocji w sposób bezemocjonalny, jakby oderwany od narratora, odczłowieczony. Historię opowiedzianą przez Davida Vanna czyta się ciężko, opornie, z poczuciem bezsilności, a jednocześnie nie można się od niej oderwać.

Dzieło Vanna jest zaskakujące i nieoczywiste. Chociaż losy głównego bohatera są dramatyczne, to nie znajdziemy w nich ani krztyny patosu. Po skończeniu lektury przez dwie noce męczyły mnie koszmary i nie mogłam otrząsnąć się z dusznej atmosfery, napięcia, frustracji, a mimo to polecam, zwłaszcza czytelnikom, którzy od literatury oczekują czegoś więcej, niż tylko przyjemnej rozrywki.

pokaż więcej

 
2018-03-12 09:10:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

https://czarnatulipanna.wordpress.com/2018/03/11/duchy-jeremiego/

O bezsensie rzeczywistości

Wielokrotnie zetknęłam się z porównywaniem powieści Roberta Rienta z twórczością Jakuba Małeckiego, który jest w ścisłej czołówce moich ulubionych pisarzy. W związku z tym postanowiłam, że przeczytam "Duchy Jeremiego" i sprawdzę, ile w tym stwierdzeniu jest prawdy.

Robert Rient porwał się na temat,...
https://czarnatulipanna.wordpress.com/2018/03/11/duchy-jeremiego/

O bezsensie rzeczywistości

Wielokrotnie zetknęłam się z porównywaniem powieści Roberta Rienta z twórczością Jakuba Małeckiego, który jest w ścisłej czołówce moich ulubionych pisarzy. W związku z tym postanowiłam, że przeczytam "Duchy Jeremiego" i sprawdzę, ile w tym stwierdzeniu jest prawdy.

Robert Rient porwał się na temat, w którym łatwo o kicz i tanie granie na emocjach, jednak udało mu się tego uniknąć. Do największych plusów napisanej przez niego powieści na pewno trzeba zaliczyć język: chłopięco-szorstki, bez ozdobników, oszczędny. Historia opowiedziana z perspektywy dwunastoletniego chłopca jest rozdzierająco smutną opowieścią o zderzeniu z rzeczywistością, poznaniu swoich korzeni i pierwszym spotkaniu z rzeczami nieodwracalnymi. Autor w urzekający sposób oddał sposób myślenia dziecka – autentycznie, bez cienia fałszu, w przeciwieństwie do autorów, którzy opisują sposób myślenia dzieci, wkładając w ich głowy myśli dorosłych ludzi ubrane w infantylne słownictwo (np. John Boyne). Jeremi nie jest ugrzeczniony ani patetyczny, za to często bywa na pokaz wulgarny i okrutnie bezpośredni. W tym przypadku język i myśli ze sobą współgrają, tworząc spójną całość. Dziecięce postrzeganie świata, lęki, przeinaczanie rzeczywistości – prawdziwe mistrzostwo.

Czy "Duchy Jeremiego" rzeczywiście przypominają prozę Jakuba Małeckiego? Pod wieloma względami tak – to ta sama męska, szorstka i minimalistyczna uczuciowość, znakomicie napisani bohaterowie – wyraziści i autentyczni, ale najważniejszy jest element to ludowość (czy też realizm magiczny), obecność zmarłych w świadomości ich bliskich, pewne wierzenia, żywe historie, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Na tym podobieństwa jednak się kończą.

Sięgając po książkę Roberta Rienta miałam dość duże oczekiwania, ale i spore obawy. Bałam się, że z racji poruszonej tematyki wyjdzie z tego tani wyciskacz łez, a otrzymałam literaturę, którą lubię najbardziej – minimum słów, maksimum emocji, i to emocji żywych, autentycznych i poruszających. Nie znajdziemy tu oczywistych rozwiązań i dróg na skróty. "Duchy Jeremiego" nie są powieścią idealną, znajdziemy w niej kilka niedociągnięć i elementów, które mogą po jakimś czasie irytować (np. przekręcanie frazeologizmów przez głównego bohatera), ale to tylko nieistotne drobiazgi. Jestem pewna, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością tego autora i liczę na to, że jego następne książki zachowają tę wyjątkową wrażliwość. Chcę więcej.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
216 131 1551
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (36)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd