Hrosskar 
hrosskar.blogspot.com
Mam na imię Łukasz i jestem blogerem z przypadku. Kiedy zakładałem bloga nigdy nie sądziłem, że pomysł ten przetrwa dłużej niż kilka tygodni. A jednak wciąż piszę recenzje, nieprzerwanie już od maja 2015 roku. Chociaż blog nazywa się Świat fantasy, to chyba nie ma takiego gatunku książki, którego definitywnie czytać nie będę. Najczęściej jednak sięgam po fantasy, science fiction, literaturę przygodową i sensacyjną oraz od niedawna również po kryminały. Na co dzień natomiast jestem doktorantem na Wydziale Chemii UAM. Wiąże się to z dojazdami autobusem – w jedną stronę około 45 minut. Bynajmniej nie jest to czas dla mnie stracony, ponieważ jest on wykorzystywany na czytanie kolejnych pozycji z wciąż wydłużającej się listy do przeczytania. Średnio w roku czytam nawet 100 książek.
26 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 3 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Kelner
    Kelner
    Autor:
    Brutalne morderstwa wstrząsają opinią publiczną. Czy śmierć stanowi remedium na brak nadziei? W Poznaniu ginie kibic Legii Warszawa. Na miejscu zbrodni widnieje groźne memento z Boskiej Komedii Dant...
    czytelników: 178 | opinie: 29 | ocena: 6,51 (70 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-12 16:27:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Cykl: Saga [The Band] (tom 1)

Królowie Wyldu, z początku skojarzyli mi się mocno z Czarną Kompanią Glena Cooka, ale w trakcie czytania okazało się, że to coś zgoła odmiennego. To powieść fantasy, która najprościej mówiąc nie jest do końca poważna i króluje w niej humor pod wieloma postaciami oraz liczne nawiązania do muzyki i innych książek.

Opowiada ona o historii Claya Coopera, który za młodu był członkiem Sagi - grupy...
Królowie Wyldu, z początku skojarzyli mi się mocno z Czarną Kompanią Glena Cooka, ale w trakcie czytania okazało się, że to coś zgoła odmiennego. To powieść fantasy, która najprościej mówiąc nie jest do końca poważna i króluje w niej humor pod wieloma postaciami oraz liczne nawiązania do muzyki i innych książek.

Opowiada ona o historii Claya Coopera, który za młodu był członkiem Sagi - grupy najemników, najlepszych ze wszystkich, którzy zapuszczali się do Wyldu, lasu rojącego się od różnych stworów i zyskali sobie miano Królów Wyldu. Jednak czasy ich świetności dawno przeminęły - rozpili się, przytyli, zestarzeli i założyli rodziny. Jednak pewnego dnia do Claya przybywa jego dawny kompan, Gabriel z nietypową prośbą. Otóż jego córka, Rose, jest uwięziona na drugim końcu świata w mieście, które oblega horda potworów z Wyldu... Czas zatem reaktywować Sagę i udać się na pomoc córce Gabriela, ale nie będzie to proste zadanie...

Królowie Wyldu są powieścią drogą i przez to w dość dużym stopniu fabuła jest przewidywalna i trudno nie zgadnąć jak się ta książka zakończy. Jednak Eames był tego najzupełniej świadomy i wcale się z tym nie krył. Zamiast silić się na jak największą oryginalność, postawił na humor. W całej książce znajdziemy wiele komicznych scen, jeszcze więcej ciętych uwag i komentarzy, przy których niejednokrotnie śmiałem się do łez. Jakby tego było mało, bohaterowie zmagają się z dolegliwościami typowymi dla ich wieku - strzykanie w kręgosłupie, bóle nóg, zmęczenie po krótkim biegu, nie mówiąc już o nawet krótkiej walce. Nie poddają się jednak i dzielnie walczą z wrogiem, którego napotykają na każdym kroku. Dość często dla większości z nich kończy się to siniakami i ranami, ale udaje im się wyjść cało z kolejnych potyczek. Trudno tutaj o nudę, ponieważ cały czas się coś dzieje. Ale jeśli myślicie, że Saga bardzo szybko wyruszy na pomoc, to się mylicie, ponieważ zebranie wszystkich członków nie jest łatwe, ani bezpieczne... Autor zamieścił również wiele nawiązań do muzyki rockowej, ale również do innych książek i postaci z popkultury, co powoduje, że czyta się ją jeszcze lepiej.

W kreacji świata, Eames również nie jeden raz rozbawił mnie do łez. Z jednej strony jest to typowy świat z klasycznego fantasy - mamy mroczny las, zamieszkiwany przez potwory, z którymi walczą ludzie i najemnicy i są królowie rządzący swoimi królestwami. A z drugiej strony tam, gdzie tylko może autor odchodzi od tego wizerunku klasycznego wizerunku i stąd spotkamy wiele bardzo dziwnych potworów jak np. sowomisie i wiele innych. Dochodzi do tego jeszcze problem oblężenia miasta Castia. Władcy zastanawiają się, czy posłać pomoc, czy lepiej pozwolić upaść miastu, od którego dzieli ich cały Wyld, a hordy wokół tego bastionu ludzi są wręcz niezliczone. Jedynymi, którzy wyruszają, są członkowie Sagi, mający lata świetności za sobą. Pokazuje to, że autor jest bardzo świadomy wszystkich swoich zabiegów, umiejętnie wszystko zaplanował i nie ma mowy o przypadkowej kreacji jakiegoś elementu przez to, że jest to jego debiut. Wszystko płynnie się zazębia i tworzy dziwny, pokręcony świat, a jednocześnie taki swojski, w którym łatwo się odnaleźć fanowi fantasy.

Bohaterów mamy kilkoro, ale pierwszoplanową rolę odgrywa Clay Cooper. Jest on strażnikiem, pilnującym murów miasta, zbiera na otwarcie gospody i ma kilkuletnią córkę. Przed wieloma laty zdołał zwalczyć w sobie gniew i potwora, jaki w nim czyhał i stał się dobry, pomocny i kochany. Takiego zastaje go Gabriel, niegdyś lider grupy, który raz na jakiś czas próbuje reaktywować Sagę i tym razem ma arcyważny powód - jego córka jest w oblężonym mieście Castia. Do tego mamy, jakby nie inaczej, ekscentrycznego maga, który choruje na nieuleczalną chorobę i któremu zdarzają się liczne pomyłki w rzucaniu czarów. Matrick jest królem, ale roztył się, rozpił, przez co trudno stwierdzić, czy jego liczne potomstwo jest rzeczywiście jego. I na samym końcu jest Ganelon, który jako jedyny się nie zmienił przez dziewiętnaście lat, ale dlaczego, to już pozostawię w tajemnicy. Nie da się ukryć, że wszyscy z nich zmienili się, na lepsze bądź gorsze - w większości to drugie, ale od samego początku daje się poczuć, że tworzą rodzinę, każdy chroni każdego i ma własne talenty, dzięki czemu wychodzą cało z wielu opresji.

Królowie Wyldu to ciekawa powieść bazująca na utartych schematach, ale jednocześnie odchodząca od nich wszędzie tam gdzie to możliwe. Jest to książka, gdzie powaga miesza się z komizmem, a zarazem trudno tutaj o nudę i brak akcji. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/11/krolowie-wyldu-nicholas-eames.html

pokaż więcej

 
2018-11-12 15:53:10
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Egzemplarz recenzencki
Autor:
Cykl: Wierni i upadli (tom 1)
 
2018-11-12 15:52:49
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Egzemplarz recenzencki
 
2018-11-12 15:51:21
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-11-07 16:14:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018

Minęło znacznie więcej czasu niż planowałem zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Wcześniej miałem okazję czytać jego zbiór opowiadań Requiem dla lalek, które można traktować jako takie wprowadzenie do świata Rammy, na którym oparto fabułę Holocaustu F.

Książka opowiada o Franciszku Eliasie, który jest członkiem pewnej potężnej i wpływowej rodziny. Ma w życiu wszystko, co...
Minęło znacznie więcej czasu niż planowałem zanim sięgnąłem po Holocaust F Cezarego Zbierzchowskiego. Wcześniej miałem okazję czytać jego zbiór opowiadań Requiem dla lalek, które można traktować jako takie wprowadzenie do świata Rammy, na którym oparto fabułę Holocaustu F.

Książka opowiada o Franciszku Eliasie, który jest członkiem pewnej potężnej i wpływowej rodziny. Ma w życiu wszystko, co jest w stanie zaoferować mu nowoczesna technologia. Jest tzw. cradlerem, czyli człowiekiem, którego mózg jest umieszczony w specjalnej kołysce, wraz ze wszystkimi wspomnieniami i tożsamością, dzięki czemu może przenieść swoją osobowość do innego ciała w przypadku poważnych ran lub chorób. Będzie to dla niego bardzo przydatne, ponieważ niedługo czekają go duże kłopoty - do siedziby jego rodu zbliża się bowiem Szarańcza - horda zmutowanych ludzi, których jedynym celem jest zagłada ludzi...

Podobnie jak w przypadku opowiadań, także i w powieści, autor rzuca czytelnika od razu na głęboką wodę. Nie mamy żadnego wprowadzenia, ani wyjaśnienia tego, co widzimy i w jakiej sytuacji znaleźli się bohaterowie. Tego wszystkiego musimy się sami dowiedzieć z rozmów bohaterów, które wcale nie ułatwiają tego zadania. Ma to jednak swój niebywały urok - dzięki temu możemy poczuć się jakbyśmy autentycznie znajdowali się w opisywanym świecie, byli jego częścią, a nie tylko o nim czytali. Pewnym ułatwieniem była dla mnie na pewno lektura zbioru opowiadań, ponieważ część z tych tekstów jest mocno powiązana z Holocaustem F i wprowadza w realia opisywanego świata.

Świat, jaki wyłania się z kart opowieści jest nie do pozazdroszczenia. Otóż po Roku Zero, plazmat, czyli taki element duchowy opuścił ziemię, a miliardy podłączonych do Synergii zginęło, bądź zmutowało, a sama sieć stała się niebezpieczna i każde połączenie z nią może być śmiertelne. Mniej więcej wtedy też narodziła się też Szarańcza, czyli organizacja terrorystyczna nowej generacji. Jej członków nazywano zbrodniarzami, anarchistami, sza­leń­cami, ale z czasem po prostu wampirami, ze względu na to, że chętnie piją krew wzbogaconą o kata­li­za­tory i w tym celu atakują ocalałych ludzi. Pojawia się również nowa śmiercionośna broń oparta na frenach, która sieje prawdziwe spustoszenie, zmienia rozkład prawdopodobieństwa, zakrzywia czas i ma bardzo silny związek z plazmatem. Nie jest to świat łatwy do opisania a jego realia poznajemy stopniowo, dlatego pozostaje mi mieć nadzieję, że nic nie przekręciłem i nie zmieniło to sensu całej historii. Nie da się jednak ukryć, że jest to wizja świata bardzo przemyślana i dopracowana do najmniejszego szczegółu. Mnie osobiście ogromnie zaintrygowała i odczuwam nawet pewien niedosyt, ponieważ chciałbym świat Rammy móc jeszcze lepiej poznać.

Warto wspomnieć jeszcze kilka słów o głównym bohaterze, ponieważ wiąże się z nim ciekawy motyw. Jak wspomniano wcześniej, jego mózg jest umieszczony w kołysce, dzięki czemu możliwy jest migracja osobowości z jednego ciała do drugiego. Tym samym Franciszek może żyć bardzo długo. Przypomina to koncepcję Richarda Morgana, którą zaprezentował w Modyfikowanym węglu, ale w swojej książce Zbierzchowski dotyka nieco innych problemów. Mózg, jako rodzaj komputera, można zainfekować, jak również zatracić się w wymianie informacji w Synergii, ponieważ podłączamy się bezpośrednio za pomocą mózgu i tym samym można zupełnie stracić kontakt z rzeczywistością. Dochodzi do tego kwestia zmieniania wspomnień, usuwania ich i autor stawia pytanie, czy istnieje granica, gdzie dana osoba przestaje być sobą w wyniku takich ingerencji? Co jest wyznacznikiem, że wciąż jest to ta sama osoba? Oprócz tego mamy również w książce androidy, które przyjmują różne kształty i niekiedy trudno je odróżnić od człowieka - nie tylko z samego wyglądu, ale przede wszystkim z zachowania i myśli. Zbierzchowski stawia w swojej książce trudne pytania o tożsamość, o to co definiuje człowieka, a jednocześnie snuje wizje świata pogrążonego w pewnego rodzaju apokalipsie z intrygującym wątkiem plazmatu i frenów. Trudno przejść obojętnie obok takiej wizji.

Holocaust F jest powieścią trudną, którą trudno jednoznacznie ocenić i opisać. Jest to pesymistyczna wizja ludzkości, w której najważniejsza jest przyjemność i dążenie do technologicznych nowości, a jednocześnie rozgrywająca się w umierającym świecie. Trudna w odbiorze, ale warta przeczytania. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Powergraph!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/11/holocaust-f-cezary-zbierzchowski.html

pokaż więcej

 
2018-11-05 17:06:16
Ma nowego znajomego: Michiyo
 
2018-11-05 17:05:51
Ma nowego znajomego: Janusz Szewczyk
 
2018-11-01 20:08:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Seria: Salamandra

Dość dawno nie miałem już okazji czytać klasycznego high fantasy, w którym obok interesującej akcji znajdziemy także bogatą kreację świata przedstawionego i ciekawe przygody bohaterów. Okazja by taką książkę przeczytać nadarzyła się za sprawą Księżnej jeleń Andrésa Ibáñeza, autora głośnego Lśnij, morze Edenu.

W Inglundzie, znajduje się miasto Irundast, nad którym góruje Wieża Magów, gdzie...
Dość dawno nie miałem już okazji czytać klasycznego high fantasy, w którym obok interesującej akcji znajdziemy także bogatą kreację świata przedstawionego i ciekawe przygody bohaterów. Okazja by taką książkę przeczytać nadarzyła się za sprawą Księżnej jeleń Andrésa Ibáñeza, autora głośnego Lśnij, morze Edenu.

W Inglundzie, znajduje się miasto Irundast, nad którym góruje Wieża Magów, gdzie mieszkają piękna Olcha, król Urbán i arcymag Saamsar de Olden. Tam trafia młody chłopak - Hjalmar, który w wyniku nieporozumienia zostaje pomocnikiem w kuchni, a nie giermkiem. Jednak pewnego dnia spotyka Olchę w przebraniu, o której nie może przestać myśleć, a jakiś czas później tajemniczego maga. Oba te spotkania odmieniają jego dotychczasowe życie. Niedługo później, Hjalmar zostaje uczniem arcymaga, lecz jest to dopiero początek jego fascynujących przygód...

O tym z jakim gatunkiem książki i czego możemy się po niej spodziewać, można zobaczyć już po pierwszych kilku stronach. Znajduje się tutaj bowiem długi, ale piękny i niezwykle malowniczy opis miasta do którego przybywa Hjalmar. Choć zajmuje on kilka stron, to bardzo dobrze pozwala poznać w najdrobniejszych szczegółach jak wygląda Irundast, jak również poczuć niezwykłą magię i urok opisywanego świata. Nie jest to bynajmniej tylko jeden taki długi opis, ponieważ w trakcie książki przeczytamy bardzo dużo krótszych lub dłuższych opisów, obrazujących nam kolejne elementy świata przedstawionego. Może to z początku przeszkadzać, ale można szybko można się do tego przyzwyczaić i podziwiać piękno oraz złożoność świata, jaki autor stworzył. Jest on bardzo tajemniczy, pełen imperiów, fanatycznych religii, prastarych legend i tajemnic, a jednocześnie bardzo przypomina nasz własny. W nazwach królestw i religii oraz opisywanych wydarzeniach łatwo doszukać się, co było inspiracją dla autora. Wystarczyłoby zmienić raptem kilka nazw, a akcję można byłoby umieścić w Europie, sprzed paroma wiekami. Dzięki temu miałem wrażenie, jakby autor opowiadał historie ze świata, który mógł kiedyś istnieć, gdzie magiczne stworzenia i magia istniały w naszym świecie, a nie fikcyjnego.

Bohaterów, nie ma tutaj zbyt wielu. Raptem kilku głównych oraz kilkanastu pobocznych. Jednak są oni ciekawie przedstawieni i szczególnie Hjalmara mamy okazję dobrze poznać - jak się zmienia, dojrzewa i uczy nowych rzeczy u arcymaga. Z początku nie rozumie dlaczego trafił do kuchni, skoro chciał być giermkiem, ale dość szybko zostaje uświadomiony, że został sprzedany jako niewolnik. Jednak jego wrodzona ciekawość i odwaga, pozwalają mu wyrwać się z kuchni i rozpocząć niezwykłą przygodę u boku arcymaga. Większość książki jest w narracji pierwszoosobowej, w której Hjalmar opowiada o swoich przygodach i wrażeniach od przybycia do Irundast i dlatego mamy okazję najlepiej go poznać. Niemniej interesującą bohaterką jest Olcha, która bardzo lubi czytać, polować i przeżywać przygody. A więc zupełnie nie to, czego oczekuje się po kobiecie, a szczególnie księżnej. Aby móc rozwijać swoje pasje, przebiera się za mężczyznę i realizuje własne marzenia. Jednak do czasu...

Fabuła jest stosunkowo prosta i można ją streścić w kilku zdaniach i jednocześnie wykorzystuje bardzo wiele klasycznych motywów, nie tylko z literatury fantasy. Niektórym osobom może to przeszkadzać, a innym nie. Ja jestem gdzieś tak po środku. Doceniam piękne opisy, kreację świata, bohaterów, ale po przeczytaniu bardzo wielu książek fantasy, trudno o zachwyt nad motywami, które są mi dobrze znane, przez co łatwo było mi przewidzieć zakończenie. Nie oznacza to, że wynudziłem się przy tej książce, nic bardziej mylnego. Chwilami miło mnie zaskoczyła, jak chociażby w kwestii tajemniczych białych spodków. Żałuję tylko, że pod koniec autor pozostawił kilka ciekawych wątków niedopowiedzianych, jakby je pominął.

Księżna jeleń jest klasyczną powieścią high fantasy, która czerpie wiele motywów i wątków z innych książek. Jednym ten fakt może przeszkadzać, drugim nie, ale nie da się ukryć, że kreacja świata potrafi tutaj oczarować i zrekompensować pewne niedociągnięcia.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/11/ksiezna-jelen-andres-ibanez.html

pokaż więcej

 
2018-10-27 16:43:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Cykl: Proxima/Ultima (tom 1)

Twórczość Petera Baxtera miałem już okazję wcześniej poznać za sprawą cyklu Długa Ziemia współtworzonego z Terrym Pratchettem. Była to ciekawa i dobra seria science-fiction, którą miło wspominam, mimo że nie czytałem wszystkich części. Dlatego z dużym entuzjazmem usiadłem do lektury Proximy.

Akcja książki rozgrywa się w XXII wieku. Z powodu przeludnienia Ziemi, jak i kolonii na Marsie i...
Twórczość Petera Baxtera miałem już okazję wcześniej poznać za sprawą cyklu Długa Ziemia współtworzonego z Terrym Pratchettem. Była to ciekawa i dobra seria science-fiction, którą miło wspominam, mimo że nie czytałem wszystkich części. Dlatego z dużym entuzjazmem usiadłem do lektury Proximy.

Akcja książki rozgrywa się w XXII wieku. Z powodu przeludnienia Ziemi, jak i kolonii na Marsie i Merkurym, zostaje opracowany plan wysłania załogowej misji na odległą planetę Proxima Centauri, celem jej kolonizacji. Jednak brakuje chętnych do tego - na kolonistów czeka bowiem surowa planeta, samotność i misja zbudowania cywilizacji praktycznie od zera, co skutecznie wszystkich odstrasza... Jednak ONZ chce za wszelką cenę skolonizować tę planetę, zanim zrobią to Chiny, więc urządzają łapankę. Yuri jest jednym z takich kolonistów i wraz z tysiącem innych osób niedługo dowie się jak to jest żyć na obcej planecie, z obcą biosferą i dość niecodziennymi warunkami. Sama zaś planeta skrywa tajemnice, które rzucą nowe światło na pochodzenia człowieka we wszechświecie...

Baxter w swojej książce wykorzystał motyw znany, który był eksploatowany przez dziesiątki autorów, czyli kolonizację obcych planet. Jednak odniosłem wrażenie, że autor był tego jak najbardziej świadomy. Nie silił się, żeby całą swoją historię udziwnić, nadać jej egzotycznego i nieprawdopodobnego charakteru. Napisał po prostu książkę, którą dobrze się czyta i z pewnością zaciekawi niejednego fana science-fiction. Mamy tutaj ciekawy język, dużo wstawek naukowych, a do tego wiele nieoczywistych problemów i zagadnień, dzięki czemu książka potrafi zainteresować do samego końca, pomimo że akcja nie jest w niej jakoś bardzo dynamiczna.

Bardzo ciekawą kwestią w książce jest dość nietypowa kolonizacja, bo przez osoby dość często z marginesu społecznego, które w grupach kilkunastoosobowych muszą stworzyć zalążki cywilizacji. Nie dość, że samo zadanie uprawy roli na planecie, gdzie gleba nie istnieje i trzeba ją niejako stworzyć, jest wyzwaniem, to pojawiają się dość szybko kłótnie, bójki, podziały społeczne i rasowe. Poszczególne grupy zostały dobrane na podstawie ich genów, a nie tego jak się będą dogadywać i czy będą w stanie stworzyć społeczeństwo, które przetrwa setki lat. Co więcej, nikt nie chce skazywać swoich przyszłych dzieci na podobny los, jaki ich spotkał. Koloniści czują się oszukani, zrozpaczeni sytuacją, ale nie mają wyjścia - muszą ze sobą współpracować, uprawiać rolę, albo zginąć w bezsensownych potyczkach między sobą... Choć poznajemy głównie Yuri'ego, to Baxter bardzo dobrze oddał to, co czują wszyscy koloniści i problemy z jakimi przyszło im się mierzyć. Jest to zdecydowanie inny obraz kolonizacji, bardziej pesymistyczny, który nie ma nic w sobie za grosz heroizmu, ani podniosłości, że jest się wybranym, aby stworzyć podwaliny cywilizacji na nowej planecie. Przypomina to bardziej zesłanie, bądź więzienie, ale bez krat, gdzie jedynym ratunkiem jest robienie tego, co musimy. Był to dla mnie jeden z najciekawszych elementów w książce.

Oprócz tego mamy jeszcze drugi główny wątek, choć przedstawiony w mniejszym stopniu, czyli dotyczący Stephane, badającej tzw. ziarna. To właśnie one pozwoliły dotrzeć ludzkości na Proximę w krótkim czasie - zaledwie kilku lat, a nie kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset. Autor skupia się tutaj bardziej na kwestiach naukowych, choć i tych nie brakuje w losach Yuri'ego, kiedy poznajemy niezwykłą przyrodę Proximy. Z początku rozdziały z udziałem Stephane mogą wydawać się tylko ozdobnikiem, bądź elementem wypełniającym fabułę, ale z czasem okazuje się, że mają one bardzo duże znaczenie. Pod koniec książki można zauważyć jak Baxter umiejętnie przedstawia wszystkie fakty, które stopniowo nabierają znaczenia.

Proxima to przyjemna i interesująca książka opowiadająca o kolonizacji odległej planety przez grupę skazańców - bez splendoru, ani bez chwały, ale w trudach i kłotniach. Pomimo że nie ma tutaj dynamicznej akcji, to powieść Baxtera czyta się bardzo dobrze i trudno się od niej oderwać. Z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/10/proxima-stephen-baxter.html

pokaż więcej

 
2018-10-20 16:59:26
Ma nowego znajomego: Tomek1132
 
2018-10-20 16:59:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki
Cykl: Expanse / Ekspansja (tom 1)

Przebudzenie Lewiatana zostało wydane po polsku stosunkowo niedawno przez Fabrykę Słów, ale w dwóch tomach. O kontynuacji tego cyklu science-fiction do niedawna nie było nic słychać i wydawało się, że będzie można go czytać jedynie po angielsku. Jednak w kwietniu tego roku pojawiło się wznowienie pierwszego tomu za sprawą wydawnictwa Mag, a już niedługo na rynku będzie dostępny czwarty tom.

...
Przebudzenie Lewiatana zostało wydane po polsku stosunkowo niedawno przez Fabrykę Słów, ale w dwóch tomach. O kontynuacji tego cyklu science-fiction do niedawna nie było nic słychać i wydawało się, że będzie można go czytać jedynie po angielsku. Jednak w kwietniu tego roku pojawiło się wznowienie pierwszego tomu za sprawą wydawnictwa Mag, a już niedługo na rynku będzie dostępny czwarty tom.

Ludzkość zasiedliła Układ Słoneczny – Marsa, Księżyc oraz Pas Asteroid. Jim Holden jest pierwszym oficerem lodowcowca kursującego z pierścieni Saturna na stacje górnicze Pasa. Podczas rutynowego kursu, natrafiają na opuszczony statek Scopuli, a w ich ręce wpada niechciany sekret, dla którego ktoś jest gotów dla niego zabijać, i to na skalę niewyobrażalną dla Jima i jego załogi. Tymczasem detektyw Miller otrzymuje zlecenie odszukania Julie Mao, dziewczyny, która na własne życzenie zrezygnowała z wygodnego życia u boku bogatych i wpływowych rodziców – po to, by walczyć o prawa uciskanych mieszkańców Pasa. Ślady śledztwa prowadzą do statku Scopuli, krzyżując w ten sposób drogi Millera i Jima Holdena. Okazuje się, że dziewczyna może być kluczem do rozwiązania każdej zagadki, która odmieni oblicze Układu Słonecznego. Jaki sekret skrywa? I co takiego odkrył Holden z załogą?

Po książkę Corey'a sięgnąłem z czystej ciekawości, żeby sprawdzić dlaczego jest to tak chętnie czytana seria. Niebagatelny wpływ miała również adaptacja w postaci serialu, którego jeszcze nie miałem okazji oglądać. Dlatego postanowiłem sięgnąć po Przebudzenie Lewiatana i najpierw poznać pierwowzór książkowy. Autor przedstawił ciekawy, choć znany już motyw, w którym ludzkość skolonizowała Układ Słoneczny i stoi przed pojawiającymi się konfliktami i wyzwaniami. W wizji Corey'a ludzkość jest podzielona się na takie trzy autonomiczne obozy: Ziemię, Mars i Pas. Ostatnie dwie frakcje, a szczególnie Pas, są silnie uzależnione od Ziemi i produktów, jakie tylko tam można wyprodukować. To powoduje, że napięcie pomiędzy tymi trzema grupami są bardzo duże i nie potrzeba wiele, żeby wybuchła wojna, która zresztą dość szybko wybucha. W związku z tym bardzo dużo się dzieje w książce, mamy wiele potyczek i bitew, nie tylko w kosmosie, ale również na stacjach i na statkach. To powoduje, że trudno odłożyć chwilami książkę, ponieważ ciągle chce się wiedzieć co będzie dalej. Trudno też nie docenić, jak autor zgrabnie połączył ze sobą wszystkie wątki w spójną całość i jak stopniowo dowiadujemy się całej prawdy.

Niemniej jednak nie wszystko przypadło mi do gustu w tej książce. Szczególnie na początku, jak bohaterowie wspominają o jakimś wynalazku, bądź zdarzeniu, to zaraz mamy to wyjaśnione w kolejnym akapicie. Może się wydawać, że przesadzam, ale czytałem już wiele książek science-fiction, w której autor traktował czytelnika jakby znał opisywany świat i technologię, a szczegółach wydarzeń, bądź funkcjonowania danej rzeczy musiał domyślić się z rozmów, bądź nielicznych opisów na ten temat. Wówczas taką książkę czyta się znacznie lepiej i w rezultacie zapada nam w pamięć. W Przebudzeniu Lewiatana czegoś takiego nie ma, są po prostu opisy, które zwyczajnie wszystko tłumaczą. Dla jednym może to być wada, dla innych zaleta. Mnie nie do końca to przekonało. Ponadto, brakowało mi lepszego wyjaśnienia jak niektóre rzeczy i wynalazki funkcjonują, a nie tylko bardzo pobieżnego wzmiankowania. Oczywiście, jest to space opera z dużą ilością akcji, ale chwilami aż się prosi o więcej informacji na niektóre tematy.

W kwestii bohaterów to nie mam większych zastrzeżeń. Jim Holden to idealista, który ma własny kodeks moralny i sztywno się go trzyma. Troszczy się o swoją załogę i za wszelką cenę chce ją utrzymać przy życiu. Nie da się go nie lubić, choć nie jest to mój ulubiony typ bohatera. Natomiast Miller ma zdecydowanie bardziej elastyczny kręgosłup moralny. Lubi doprowadzać sprawy do końca, za co zostaje wyrzucony z pracy, ale nie poddaje się, tylko dalej prowadzi śledztwo na własną rękę. Jest to zdecydowanie ciekawszy i bardziej złożony bohater aniżeli Holden. Oprócz tej dwójki, poznajemy jeszcze załogę Holdena - mniej lub bardziej, ale nie ma to dużego znaczenia podczas czytania. Ogólnie, kreacja bohaterów jest dobrym poziomie, choć niektórym z nich przydałaby się im większa głębia osobowości oraz lepsze poznanie ich wcześniejszych losów.

Przebudzenie Lewiatana otwiera ciekawą serię książek science-fiction, w której ludzkość skolonizowała Układ Słoneczny i stanęła przed nowymi wyzwaniami. Dużo akcji, potyczek i bitew, czyli space opera pełną krasą. To prosta i niezbyt skomplikowana lektura, przy której miło spędziłem parę godzin.

Za możliwość przeczytania ebooka serdecznie dziękuję księgarni Virtualo.pl!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/10/przebudzenie-lewiatana-james-corey.html

pokaż więcej

 
2018-10-16 20:37:39
Ma nowego znajomego: Lengua
 
2018-10-16 20:33:18
Ma nowego znajomego: marindek
 
2018-10-16 20:17:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018

Mniej więcej rok temu miałem okazję czytać pewną książkę, a w zasadzie album, opisujący lądy i światy, których nigdy nie było, a przez dłuższy lub krótszy czas istniały na mapach. Mowa o Atlasie lądów niebyłych, a w tym roku wydawnictwo Rebis przygotowało kolejną książkę o podobnej tematyce, czyli Architektura - wizje niezrealizowane Philipa Wilkinsona.

Zostało w niej przedstawionych...
Mniej więcej rok temu miałem okazję czytać pewną książkę, a w zasadzie album, opisujący lądy i światy, których nigdy nie było, a przez dłuższy lub krótszy czas istniały na mapach. Mowa o Atlasie lądów niebyłych, a w tym roku wydawnictwo Rebis przygotowało kolejną książkę o podobnej tematyce, czyli Architektura - wizje niezrealizowane Philipa Wilkinsona.

Zostało w niej przedstawionych kilkadziesiąt projektów, pomysłów i śmiałych wizji architektonicznych. Wśród najciekawszych można wymienić chociażby drapacz chmur wysoki na milę, kopułę, która miała okrywać Manhattan, łuk triumfalny w kształcie słonia, mauzoleum w kształcie ogromnej kuli, czy kroczące miasto. Wiele z nich było niezwykle nowatorskie jak na swoje czasy, przez co nie doczekały się realizacji, bądź też ówczesny stan techniki na to nie pozwalał. Trudno jednak nie dostrzec w nich niezwykłej wyobraźni i zastosowania śmiałych idei, aby stworzyć coś nowego, wspaniałego, co zostanie zapamiętane przez pokolenia. Pomimo że wszystkie pokazane w książce projekty nie doczekały się realizacji, to były inspiracją i natchnieniem dla kolejnych pokoleń architektów i nie tylko.

Opisane w książce projekty i wizje zostały podzielone na sześć tematycznych rozdziałów, a w nich uporządkowane chronologicznie: Światy idealne, Oświecone wizje, Eksplozja miasta, Zbudowane na nowo, Rozświetlone miasta i Krok naprzód. Czytając nazwy samych rozdziałów już częściowo można domyślić się o jakich projektach przeczytamy. Niemniej jednak różnorodność wizji jest przeogromna i dopóki nie przeczytałem tej książki, nie zdawałem sobie sprawy jakie niezwykłe pomysły mieli projektanci już ponad 100 lat temu. Nie znajdziemy tutaj tylko bardzo technicznych rysunków, których jest stosunkowo mało. Przede wszystkim znajdziemy tutaj wiele pięknych szkiców, a nawet obrazów i wizualizacji jak będzie wyglądał dany budynek w otoczeniu istniejącej architektury. Stąd też przy wielu projektach nie sposób nie zauważyć podobieństwa do budynków znanych z wielu powieści science-fiction. Dobrym przykładem jest tutaj kroczące miasto z 1964 roku, które jest głównym wątkiem w książce Christophera Priesta Odwrócony świat i wiele innych.

O wszystkich projektach i wizjach autor bogato opowiada, podając wiele szczegółów i ciekawostek. Niekiedy są to informacje o architekcie, który później stał się sławny lub już był w momencie projektowania. Innym razem jest to historia losów budowy razem z całą interesującą sytuacją polityczno-gospodarczą. Autor opisuje również powody dla których nie doszło do zrealizowania projektu. Zwłaszcza w ostatnich rozdziałach, wiele z tych wizji zostało zaprojektowane w ramach konkursu np. na siedzibę gazety, czy aby zagospodarować działkę w środku miasta o nietypowym kształcie. Dzięki tak wielu różnych informacjom, bogactwie danych historycznych, dany projekt nie jest tylko kilkoma ilustracjami, o których szybko zapomnimy, lecz czymś realnym, co stworzył przed wieloma laty architekt i co miało szansę powstać. Przez to też nie sposób nie docenić ich piękna, niezwykłości i śmiałości idei.

Książka Philipa Wilkinsona została wydana w identycznym stylu i formacie jak Atlas lądów niebyłych. Twarda oprawa, złocenia na okładce i wysokiej jakości kolorowe ilustracje, powodują, że jest to książka niezwykle pięknie wydana, ale przez to nie jest też tania. Niemniej jednak cena jest w mojej ocenie jak najbardziej adekwatna do jakości wydania i samej treści. Owszem, książkę można przeczytać raptem w kilka godzin, ale jeśli zaczniemy przyglądać się uważniej poszczególnym planom, wizualizować je sobie w głowie, szukać dodatkowych informacji, to jest to lektura na wiele dni.

Architektura - wizje niezrealizowane jest przepięknie wydaną książką przybliżającą projekty budynków, które nigdy nie powstały. Jest ona bogato ilustrowana, a Philip Wilkinson bardzo ciekawie przybliża czytelnikowi realia ich powstania. Polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/10/architektura-wizje-niezrealizowane.html

pokaż więcej

 
2018-10-10 16:29:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Przeczytane 2018
Cykl: Takeshi Kovacs (tom 3)

Zbudzone furie to finałowy tom cyklu Takeshi Kovacs autorstwa Richarda Morgana. Tym razem autor znów zmienia nieco konwencję książki, ponieważ otrzymujemy interesujące połączenie science-fiction, cyberpunku i dystopii.

Takeshi wrócił do domu, na świat Harlana, o którym w poprzednich dwóch tomach było dość dużo wspominane. To oceaniczna planeta, z zaledwie 5% lądów, otoczonych...
Zbudzone furie to finałowy tom cyklu Takeshi Kovacs autorstwa Richarda Morgana. Tym razem autor znów zmienia nieco konwencję książki, ponieważ otrzymujemy interesujące połączenie science-fiction, cyberpunku i dystopii.

Takeshi wrócił do domu, na świat Harlana, o którym w poprzednich dwóch tomach było dość dużo wspominane. To oceaniczna planeta, z zaledwie 5% lądów, otoczonych nieprzewidywalnym morzem. Ponadto, wszystko, co bardziej zaawansowane technologicznie niż śmigłowiec, zostaje zestrzelone przez platformy orbitalne pozostawione przez Marsjan. A całą planetę kontrolują Pierwsze Rodziny, korporacje i yakuza, a z trudem wywalczone zdobycze quellistowskiej rewolucji zostały zatracone... A Kovacs trafia w sam środek intryg politycznych i technologicznych tajemnic, które niosą ze sobą zbudzone ze snu duchy świata Harlana.

W trakcie czytania Zbudzonych furii miałem wrażenie, że książka jest chwilami nie tyle przegadana, co niektóre sceny można byłoby ze spokojem wyciąć, bez szkody dla fabuły. I to nie jest bynajmniej kwestia tego, że w książce brakuje akcji, ponieważ dzieje się i to dużo, ale odnosi się wrażenie, jakby autor nie do końca wiedział na czym się skupić. Bowiem mamy wątek zemsty Kovacsa na kapłanach w imię utraconej miłości, pojawienie się młodszej wersji Takeshiego w innej powłoce, czy w końcu pogłoski o pojawieniu się z martwych Quellcristy Falconer, dawnej przywódczyni buntów na Harlanie, czy w końcu kwestia pozostawionych stacji orbitalnych przez Marsjan. Morgan przedstawia to wszystko bardzo szczegółowo, opisuje dokładnie wiele różnych miejsc i wydarzeń, ale nie do końca widać jaki przyświeca temu cel. Jednak dopiero po przeczytaniu całej książki, przemyśleniu poszczególnych wydarzeń, wyłania się spójna i logiczna całość. Trudno się nie zachwycić, chociaż troszkę, ale żałuję, że w trakcie powieści autor chwilami zbyt chaotycznie to wszystko napisał.

Po dwóch tomach przygód Kovacsa, miałem w końcu okazję poznać świat Harlana. I nie chodzi tutaj tylko o to, że dowiadujemy się jak wygląda i jak funkcjonuje, choć to jest ogromnie ciekawe, co o całą sytuację polityczną i sprzęt pozostawiony przez Marsjan. Dowiemy się zdecydowanie więcej o Quell, jej zasadach i historii powstania, jak również kolejnego aspektu związanego ze stosami. Są one sprzedawane i wszczepiane czarnym panterom, walczącym na arenach na śmierć i życie, co doprowadza osoby do szaleństwa. Do tego wszystkiego dochodzi całe mnóstwo mniejszych wątków i motywów, które wypełniają tę książkę. Biotechnologia, cybernetyka, wirusy, kopie osobowości, piractwo, surferzy, mafie, yakuza, Emisariuszowie i wiele innych. Wszystko to tworzy niezwykle bogatą i fascynującą w szczegóły całość, a Morganowi trzeba przyznać, że posiada talent do kreowania niezwykłych światów.

Całościowo trylogia Takeshi Kovacs wypada bardzo dobrze. Każda część to nieco odmienne spojrzenie na gatunek i głównego bohatera. Modyfikowany węgiel jest połączeniem science-fiction z kryminałem, Upadłe anioły łączy space operę z sensacją, a Zbudzone furie science-fiction z cyberpunkiem i dystopią. W każdej książce Takeshiemu przychodzi zmierzyć się z innymi przeciwnościami losu, przez co z tomu na tom mamy okazję go lepiej poznać. Szczególnie w Zbudzonych furiach dowiadujemy się wielu interesujących informacji na temat tego jak wstąpił do Korpusu Emisariuszy, stracił ukochaną i wiele innych. Trudno nie polubić Kovacsa, który zawsze kieruje się własnymi zasadami i pozostaje im wierny do końca. Nigdy się nie poddaje, nawet w beznadziejnej sytuacji, cały czas myśląc jak wyjść z opresji. Zakończenie pozostaje otwarte i możemy się domyślać jedynie dalszych losów Kovacsa, co w świetle wydarzeń z książki było dobrym posunięciem. Żałuję tylko, że nie było tak wielu konfrontacji młodszej wersji Kovacsa ze starszą.

Zbudzone furie to dobre zakończenie cyklu o Kovacsie, choć nie obyło się bez drobnych wpadek. Stanowi interesujące połączenie science-fiction z cyberpunkiem i dystopią oraz mnóstwem innych ciekawych motywów, a na brak akcji trudno tutaj narzekać.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mag!

https://hrosskar.blogspot.com/2018/10/zbudzone-furie-richard-morgan.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
764 314 4966
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (132)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (10)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd