Marcin Knyszyński 
plejbekpisze.blogspot.com
39 lat, mężczyzna, Toruń, status: Czytelnik, ostatnio widziany 12 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-12 00:20:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Każdy ma swoje własne otchłanie

Czasem się słyszy, że świat dwudziestego pierwszego wieku, ze swoim pośpiechem, wyścigiem szczurów, pogonią za pieniędzmi, poddaństwem telewizji, internetowi i technologii sprowadził na ludzi depresje, alienacje i wszelkie inne problemy psychiczne i społeczne. Ludzie już się nie odwiedzają, nie rozmawiają – wolą pisać do siebie w mediach społecznościowych. Nie...
Każdy ma swoje własne otchłanie

Czasem się słyszy, że świat dwudziestego pierwszego wieku, ze swoim pośpiechem, wyścigiem szczurów, pogonią za pieniędzmi, poddaństwem telewizji, internetowi i technologii sprowadził na ludzi depresje, alienacje i wszelkie inne problemy psychiczne i społeczne. Ludzie już się nie odwiedzają, nie rozmawiają – wolą pisać do siebie w mediach społecznościowych. Nie mają prawdziwych przyjaciół, tylko jakieś ciągi bitów na fejsbukowej liście, za którymi cholera wie kto siedzi. Życie pędzi na złamanie karku, większość z nas spędza je samemu we własnym kokonie wyobrażeń i roszczeń wobec świata, które rzadko kiedy są spełnione. Unikamy jakiejkolwiek głębi w stosunkach międzyludzkich, treściach odbieranych poprzez media czy życiowych refleksjach jakie czasem nas nachodzą – szybko je neutralizujemy jakimś Netflixem czy Instagramem. No tak, kiedyś to było, teraz już nie jest. Tylko, czy aby na pewno?

Dawid Kain krążył wokół tych tematów w swoich dotychczasowych powieściach – wymieńmy chociażby „Prawy, lewy, złamany” wznowioną ostatnio przez Wydawnictwo IX jako „Oczy pełne szumu”, czy „Fobię” wydaną dwa lata temu przez Genius Creations. I krąży dalej, modyfikując i podchodząc do nich z różnych stron – we wrześniu zeszłego roku, nakładem wspomnianego już Genius Creations wyszła powieść „Ostatni prorok”. Na okładce jednak nie znajdziecie nazwiska Dawida Kaina, tym razem autor zrezygnował z pseudonimu twórczego i podpisał się prawdziwym imieniem i nazwiskiem – Marcin Kiszela. I podobnie jak w poprzednich powieściach sprowadza na bohaterów jednostkowe apokalipsy, będące zapowiedzią apokalipsy całej ludzkości. „Ostatni prorok” jest opowieścią o zagładzie świata.

Świat jaki znamy zza okna już nie istnieje – to wiemy na początku powieści. Narratorem jest bliżej nieokreślony (wirtualny, nierzeczywisty, półrzeczywisty, śniący?) byt (człowiek, program komputerowy, diabli wiedzą co?) o którym wiemy tylko tyle, że egzystuje w świecie po apokalipsie i w jakiś dziwny sposób cofa się w czasie i „towarzyszy” trójce głównych bohaterów, komentując (odtwarzając, współuczestnicząc?) najbardziej istotne wydarzenia z ich życia. Narrator od samego początku informuje nas o tym, że jest ostatnim przedstawicielem ludzkiego gatunku, że cierpi, że jest pełen przestróg. Może to jakiś duch przyszłych Świąt Bożego Narodzenia nawiedzający Damiana, Ksawerego i Agatę? A może to oni pełnią tu raczej rolę duchów Świąt Przeszłych?

Damian to zmaltretowany psychicznie przez własnego, przelewającego na niego wszystkie swoje frustracje i niepowodzenia, ojca (tata nigdy nie podniósł na niego ręki, co to, to nie – tylko co z tego?). To hiper-empata, cierpiący bóle całego świata (dosłownie). Agata, jego dziewczyna, obarczona jest bagażem koszmarnego dzieciństwa, w którym pełniła ciągle rolę karty przetargowej w sporze między nienawidzącymi się rodzicami. Ksawery to nadpobudliwy, nie mający celu w życiu korpoludek uciekający ciągle w wirtualne seks-przyjemności. To niespełniony pisarz, nie rozumiejący upadku wysokiej literatury, zastąpionej przez masowo produkowane powieściopodobne twory niejakiego Szymona Mierzwy.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2019/01/ostatni-prorok.html

pokaż więcej

 
2019-01-03 22:42:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Niewesołe miasteczko

W „Artefaktach” wydawnictwa Mag pojawiła się kolejna książka Ray’a Bradbury’ego – „Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złote jabłka słońca”. Zajmiemy się nią za jakiś czas – dzisiaj, będąc jeszcze po lekkim wpływem „Letniej nocy” Dana Simmonsa, czytamy inną króciutką powieść autora – „Jakiś potwór tu nadchodzi”. Jest to druga część nieformalnej trylogii, której...
Niewesołe miasteczko

W „Artefaktach” wydawnictwa Mag pojawiła się kolejna książka Ray’a Bradbury’ego – „Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złote jabłka słońca”. Zajmiemy się nią za jakiś czas – dzisiaj, będąc jeszcze po lekkim wpływem „Letniej nocy” Dana Simmonsa, czytamy inną króciutką powieść autora – „Jakiś potwór tu nadchodzi”. Jest to druga część nieformalnej trylogii, której akcja dzieje się w małym, spokojnym, amerykańskim miasteczku Green Town, gdzieś mniej więcej w połowie dwudziestego wieku. Bohaterami są chłopcy walczący z nadnaturalnym złem wpełzającym niepostrzeżenie do miasta i stanowiącym śmiertelne zagrożenie. Brzmi znajomo?

Ray Bradbury wyprzedził Stephena Kinga o ćwierćwiecze a Dana Simmonsa o trzydzieści lat. W jego opowieści o latach dzieciństwa, wytrawionych we wspomnieniach w bardzo niejednoznaczny i fantastyczny sposób, wybrzmiewają nieco poważniejsze nuty o bardziej uniwersalnym wydźwięku. Akcja powieści toczy się w ostatnich dniach października (Bradbury najwyraźniej uwielbiał ten miesiąc) tuż przed czternastymi urodzinami dwóch głównych bohaterów. Will Halloway i Jim Nightshade, dwaj przyjaciele mieszkający po sąsiedzku, urodzili się tej samej nocy w odstępie dwóch minut. Jim jest niecierpliwy, podatny na wpływy, emocjonalny, porywczy, kierujący się sercem. Will jest spokojny, asertywny, chłodny, przezorny, kierujący się umysłem.

Na tydzień przed ich urodzinami, w środku nocy, o godzinie trzeciej (nazywanej godziną rozpaczy), kiedy to najgęstszy mrok spowija śpiących ludzi, przy wtórze dziwnej, niepokojącej melodii, pod niebem zasnuwającym się coraz ciemniejszymi chmurami, do miasteczka przybywa wędrowny lunapark. Gęsto ustawione, wielkie namioty, budząca bliżej nieokreślony niepokój trupa dziwolągów, magnetyzujący labirynt luster i podejrzana karuzela budzą w chłopcach zarówno fascynację i odrazę. Dopiero gdy poznają dwójkę przerażających indywiduów, kierujących wesołym miasteczkiem, sprawa staje się jasna. Przerażający, płomiennowłosy pan Cooger i pokryty w całości poruszającym się tatuażem pan Dark, nazywany „ilustrowanym człowiekiem” (tak, to ten typ ze zbioru o tej samej nazwie, będącego środkową częścią wspomnianego wyżej Artefaktu) to diabły, demony, mroczne byty, inkarnacje zła mające na celu opanowanie umysłów mieszkańców Green Town i pasożytowanie na ich strachu, bólu i cierpieniu. I jak to zwykle bywa – jedynym ratunkiem okazują się dwaj chłopcy, którzy po prostu widzą więcej niż dorośli ludzie. No, w sumie nie jedynym, ponieważ ramię w ramię z nimi złu stawia opór ojciec jednego z nich (Willa) – starzejący się i cierpiący na nieustanny żal po utraconej młodości, pan Charles Halloway.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2019/01/jakis-potwor-tu-nadchodzi.html

pokaż więcej

 
2018-12-30 19:59:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Upiększająca wyobraźnia

Taki właśnie tytuł, oddający bardzo trafnie charakter powieści, ma jeden z rozdziałów „Trojga szalbierzy”. Nie „trzech” – to bardzo ważne rozróżnienie i chwała tłumaczowi za odpowiedni odczyt oryginalnego „The Three Impostors”. W książce mamy do czynienia z tak zwaną „fabułą epizodyczną”, czyli z oddzielnymi historiami, mogącymi stanowić tak naprawdę samodzielne...
Upiększająca wyobraźnia

Taki właśnie tytuł, oddający bardzo trafnie charakter powieści, ma jeden z rozdziałów „Trojga szalbierzy”. Nie „trzech” – to bardzo ważne rozróżnienie i chwała tłumaczowi za odpowiedni odczyt oryginalnego „The Three Impostors”. W książce mamy do czynienia z tak zwaną „fabułą epizodyczną”, czyli z oddzielnymi historiami, mogącymi stanowić tak naprawdę samodzielne opowiadania i nie podlegającymi żadnej hierarchii ważności. Wątki te połączone są bardzo luźno tajemnicą złotej monety z początków Cesarstwa Rzymskiego i zagadkową postacią „młodzieńca w okularach”, pojawiającego się co chwilę w życiu dwóch głównych bohaterów.

„Troje szalbierzy” opublikowano pięć lat przed końcem dziewiętnastego stulecia, w roku głośnego procesu Oscara Wilde’a. Drastyczne sceny, umieszczone przez Artura Machena, stały się solą w oku wydawcy, który obawiał się publicznego skandalu. Próbował on wpłynąć na autora i namówić go do ugrzecznienia powieści – całe szczęście, że do tego nie doszło. Historia, która przytrafiła się Dysonowi (którego znamy już z kilku opowiadań zamieszczonych w „Innych światach”) oraz jego przyjacielowi Phillipsowi jest naprawdę niesamowita, a makabra jest jednym z jej najważniejszych elementów.

Dyson i Phillips to dwaj kompani, nie do końca zadowoleni z siebie literaci i zawzięci dyskutanci. Pierwszy widzi w literaturze źródło eskapizmu, fantazji i tak odczytuje jej podstawowe zadanie. Drugi to twardy pragmatyk, powątpiewający w sens umieszczania w fabułach jakichkolwiek niewytłumaczalnych zdroworozsądkowo zjawisk. Obaj są niezwykle bacznymi obserwatorami rzeczywistości i jej „detektywami”. Dyson-Sherlock i Phillips-Watson są zafascynowani samym faktem możliwości zgłębiania tajemnic tejże rzeczywistości, każde wydarzenie jest dla nich źródłem ekscytacji i wprost materiałem na opowiadanie. Nic dziwnego, bowiem to, co im się przydarza jest jakby wyjęte z popularnych w dziewiętnastym wieku „powieści groszowych”, a w dodatku wynika z niewiarygodnych zbiegów okoliczności.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/12/troje-szalbierzy.html

pokaż więcej

 
2018-12-27 22:41:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Koniec dzieciństwa

„Letnia noc” Dana Simmonsa pojawiła się ponownie w Polsce. Powieść ta, wydana pięć lat po jednym z największych hitów Stephena Kinga, jest nieustannie z nim zestawiana – grupa dwunastolatków walczy z nadnaturalnym złem w idyllicznie naszkicowanym amerykańskim miasteczku. Dan Simmons stwierdził w wywiadzie, że przeczytał „To!” dopiero w latach dziewięćdziesiątych, podobnie...
Koniec dzieciństwa

„Letnia noc” Dana Simmonsa pojawiła się ponownie w Polsce. Powieść ta, wydana pięć lat po jednym z największych hitów Stephena Kinga, jest nieustannie z nim zestawiana – grupa dwunastolatków walczy z nadnaturalnym złem w idyllicznie naszkicowanym amerykańskim miasteczku. Dan Simmons stwierdził w wywiadzie, że przeczytał „To!” dopiero w latach dziewięćdziesiątych, podobnie zresztą uczynił Stephen King z „Letnią nocą”. Porównywali potem wzajemnie fabuły obydwu powieści, szukając z zapałem punktów wspólnych i różnic.

Obie książki wyrosły zatem na jakimś wspólnym gruncie doświadczeń autorów, jakby nie było – rówieśników. Pisarze musieli czuć te same strachy w dzieciństwie, oglądali podobne filmy, czytali podobne książki i przywołali w swych powieściach ten sam rodzaj nostalgii za minionym czasem. Akcja „Letniej nocy” dzieje się w wakacje roku 1960, w niespełna dwutysięcznym miasteczku Elm Haven w Illinois. Stoi tu stary, masywny i sprawiający wrażenie skąpanego w sepii budynek Old School Central. Uczniów zastajemy podczas ostatniej lekcji roku szkolnego, która jest jednocześnie ostatnią lekcją w tej szkole w ogóle – jesienią pójdą do nowej, a stara zostanie zabita deskami. Za chwilę rozpoczną się upragnione wakacje – główny bohater, prawie dwunastoletni Dale Stewart, wraz z młodszym bratem i zgraną paczką przyjaciół marzą tylko o tym, aby wsiąść na rowery i ruszyć ku przygodzie. Niestety, jeden z uczniów znika w tajemniczych okolicznościach, po zejściu do mrocznych piwnic tego ponad osiemdziesięcioletniego budynku. Chłopaki mają już plan na lato – odnaleźć kolegę i odkryć sekrety złowrogiej budowli. Będą śledzić podejrzanych nauczycieli i woźnego, popilnują rodziny zaginionego kumpla i pogrzebią w historii szkoły oraz samego miasteczka. Zaczyna się przygoda.

Dan Simmons sam miał dwanaście lat w 1960 roku i, jak przyznał, to jego własne doświadczenia i wspomnienia zainspirowały go do napisania tej historii. Dale i Lawrence Stewartowie to sam Simmons i jego młodszy brat. Elm Haven to miejsce podobne do tego, w jakim dorastali. Autor podkreśla, że „Letnia noc” to opowieść przede wszystkim o magicznym czasie dzieciństwa i tajemnicach, które tylko w tym okresie życia miały swą czarodziejską aurę. Potworny horror, który pojawia się w powieści nie był jego głównym celem. Kumple Dale’a to ekipa różnorodnych, bardzo wyraziście nakreślonych i chyba wręcz podręcznikowych typów – każdy z nich ma swoje smutki, namiętności i problemy. Jest przywódca paczki, ministrant pochodzący z wielodzietnej, katolickiej, irlandzkiej rodziny, silny i zdecydowany twardziel. Jest też nieco bogatszy chłopak, trzymany bardzo krótko na znienawidzonej smyczy przez nadopiekuńczych rodziców. Mamy nerwusa-szajbusa-łobuza-jedynaka, mieszkającego tylko z zaniedbującą go matką, która szuka miłości w butelce whiskey i objęciach różnych podejrzanych indywiduów. Jest w końcu niesamowicie inteligentny, otyły, przedwcześnie dojrzały wrażliwiec-outsider, który żyje z ojcem-alkoholikiem. Kogo mamy jeszcze? Brutalnych szkolnych osiłków w czarnych kurtkach z nożami sprężynowymi i włosami ociekającymi brylantyną; klasową piękność, w której wszyscy się podkochują; chłopczycę z biednej rodziny i przemądrzałych buców, których nikt nie lubi. Słowem – menażeria jaką znamy, darzymy sympatią i którą widzieliśmy już niejeden raz.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/12/letnia-noc.html

pokaż więcej

 
2018-12-21 13:47:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13,12

„Kosmiczne marionetki” to krótka powieść Philipa K. Dicka, w której odszedł on nieco od gatunku science fiction – jest za to groza, taka w stylu „Strefy Mroku” oraz magiczna fantastyka osadzona we współczesności. Historia pewnego ontologicznego śledztwa, prowadzonego w „typowym, małym, amerykańskim miasteczku” jest metafizycznym...
„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13,12

„Kosmiczne marionetki” to krótka powieść Philipa K. Dicka, w której odszedł on nieco od gatunku science fiction – jest za to groza, taka w stylu „Strefy Mroku” oraz magiczna fantastyka osadzona we współczesności. Historia pewnego ontologicznego śledztwa, prowadzonego w „typowym, małym, amerykańskim miasteczku” jest metafizycznym kryminałem bez zbrodniarza – jego miejsce zajmuje cała rzeczywistość oraz nasza pamięć, która okazuje się całkowicie niewiarygodnym źródłem informacji.

Powieść ta ukazała się pierwotnie w grudniu 1956 roku w magazynie „Satellite Science Fiction” jako długie opowiadanie zatytułowane „A Glass of Darkness”. Tytuł ten i jego symbolika (która powróci jak bumerang dwadzieścia lat później jako „A Scanner Darkly” czyli „Przez ciemne zwierciadło”), nawiązuje do cytowanych w tytule artykułu słów Świętego Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian. Dziesięć miesięcy później powieść wychodzi już jako „The Cosmic Puppets” w serii „Ace Double” – zbiorczo, w jednym wydaniu z „Sargasso of Space” autorstwa Andre Norton. Musiało minąć aż dwadzieścia sześć lat, aby „Kosmiczne marionetki” zostały wydane po raz drugi. Nastąpiło to w 1983 roku, na fali popularności „Łowcy androidów” Ridleya Scotta, już po śmierci Phillipa K. Dicka. To właśnie to wydanie ma na okładce potężną, gromowładną istotę oraz tekst, który dość dobrze oddaje fabułę powieści: „Ostateczna walka o Wszechświat rozpoczyna się w domu”.

Dokładnie tak się dzieje. Ted Barton podróżuje przez Stany Zjednoczone wraz ze swoją żoną. Postanawia odwiedzić swoje rodzinne miasteczko Millgate, które opuścił, gdy miał dziewięć lat. Gdy dociera na miejsce okazuje się, że trafił do zupełnie obcego i nieznanego miasta – inne ulice, inne budynki, wszystko dotknięte dziwną erozją. Niejaki Ted Barton faktycznie żył kiedyś w Millgate, ale umarł w dzieciństwie na szkarlatynę, dokładnie osiemnaście lat temu. Barton zaczyna podejrzewać, że nie jest tym za kogo się uważa, że zaczyna wariować. Prawda, którą przynosi rozpoczęte przez niego śledztwo, jest o wiele gorsza – Ted nie może w żaden sposób wydostać się z miasteczka, a dookoła niego zaczyna dochodzić do niewytłumaczalnych zjawisk. Pojawia się chłopiec tworzący golemy z gliny i wydający polecenia wężom i pająkom; dziewczynka wraz z zastępami posłusznych jej woli pszczół; eteryczne postaci duchów przenikających ściany, nazywane Wędrowcami i jedna z najbardziej imponujących wizji – dwie gigantyczne istoty, których zarysy możemy zauważyć patrząc na niebo, lasy, góry, jeziora wokół Millgate. Czy Barton trafił do jakiejś magicznej, równoległej rzeczywistości? Do Strefy Mroku?

Pierwszym odruchem człowieka postawionego w takiej sytuacji, jest zwątpienie we własną poczytalność. Albo przekonanie, że ulega złudzeniu, ktoś nim manipuluje albo hipnotyzuje. Znaczy „twarda rzeczywistość” to pewnik, to ze mną jest coś nie tak. Nic z tego, nic co dzieje się w powieści nie jest fantasmagorią. Według Lawrence’a Sutina, autora słynnych „Bożych inwazji”, Dick twierdził, że „należy przekroczyć fałszywą teorię, że halucynacja jest sprawą osobistą. Moim tematem jest nie halucynacja, ale halucynacja zbiorowa, z fałszywą pamięcią włącznie”. To stwierdzenie każe przewartościować pojęcie „halucynacji” i praktycznie je unieważnia. „Halucynacja” nie jest już prywatnym zakłamywaniem świata, lecz narzuconym z zewnątrz filtrem uniemożliwiającym dostrzeżenie prawdy. I to z takimi „halucynacjami” mamy do czynienia w powieści.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/12/kosmiczne-marionetki.html

pokaż więcej

 
2018-12-13 14:07:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Ciemność – Niemożliwa tresura

Planeta Mrok jest kolejną wersją Conradowskiego Konga (albo wietnamsko-kambodżańskiej dżungli Coppoli). Podobnie jak w „Czasie apokalipsy” jest ona „wielkim niczym”, miejscem o które biją się futurystyczni Sowieci, Jankesi, Japońcy i Szwaby. Druga wojna światowa przeniosła się w kosmos i toczy się już tylko bezwładnością propagandy – skoro już tu dotarliśmy to...
Ciemność – Niemożliwa tresura

Planeta Mrok jest kolejną wersją Conradowskiego Konga (albo wietnamsko-kambodżańskiej dżungli Coppoli). Podobnie jak w „Czasie apokalipsy” jest ona „wielkim niczym”, miejscem o które biją się futurystyczni Sowieci, Jankesi, Japońcy i Szwaby. Druga wojna światowa przeniosła się w kosmos i toczy się już tylko bezwładnością propagandy – skoro już tu dotarliśmy to nie możemy się wycofać bo oznaczałoby utratę twarzy. Mrok to planeta, której obcość o kilka rzędów przekracza afrykańską dżunglę z „Jądra ciemności”. Młody świat, przepełniony życiem w miliardach odmian fauny i flory, których istnienie jawnie przeczy teorii ewolucji, miejsce gdzie „na jednym kilometrze kwadratowym znajdziesz więcej gatunków niż w całej Eurazji”. Mrok to „przerost życia ponad logikę, estetykę i konieczność”.

Specyficznym miejscem na Mroku jest sporny obszar, o który walczą wszystkie cztery siły – tak zwane Piekło. To dzicz absolutna, niezbadana, miejsce gdzie natura uruchamia swoje najbardziej zwyrodniałe (albo doskonałe) programy „komputerowe”, gdzie geny tasują się nieustannie i gdzie życie eksploduje co chwila najbardziej nieludzkimi kształtami. Piekło, to jedno „wielkie nic”, rzecz niepotrzebna wielkim narodom, ale „skoro nie jest moje, to już na pewno nie będzie twoje”. To w Piekle ukrywa się niejaki Leszczyński, któremu udało się przeżyć już całe miesiące mimo braku pożywienia (fauna i flora Mroku jest całkowicie niejadalna). Dodatkowo, wbrew logice i fizyce, śle on w eter złowróżbne komunikaty, siejąc strach i podkopując morale. Na jego poszukiwania wyrusza Erde, wysłannik nazistowskiej armii stacjonującej na planecie.

I tak zaczyna się kolejna podróż do jądra ciemności. O ile Conrad i Coppola wysyłali swoich bohaterów głównie w mrok ludzkiej duszy, a ciemność opanowywała psychikę bohaterów, o tyle Dukaj stawia mocno na aspekt fizykalny. Gdy Erde parł ku źródłu koszmaru, ku królestwu Diabła, zauważył, że dzikość otaczającego go świata wciska się na siłę do ciała i umysłu. Dosłownie, zawija cię w kokon. A gdy już dociera na miejsce, doświadcza rzeczy jeszcze straszliwszych niż Marlow i Willard. Poznaje tam kolejną wariację Prawdy o Człowieku, o złudzeniu w którym żyjemy, poznaje jakie są „prawa gwiazd niestałych”. Leszczyński to taki Kurtz, który po zetknięciu się z absolutnym mrokiem, absolutnym „nic” wedle ludzkich kategorii, nie uległ mu ani nie próbował się z nim zaprzyjaźnić – postanowił przerobić je na własną modłę i zniewolić. Ale „nic” nienawidzi kajdan, nienawidzi formy – człowiek podejmujący próbę antropomorfizacji ciemności i przyczajonych w niej, dążących do optymalizacji, nieprzeniknionych algorytmów, skazany jest na porażkę.

Leszczyński bardziej przypomina pułkownika amerykańskiej armii, niż kapitana parowca. Dukaj odwraca jednak schemat Coppoli. U Coppoli mamy mroczną prawdę o ludzkiej duszy i chęć uczynienia ciemności podstawowym budulcem człowieczego wnętrza. U Dukaja mamy mroczną prawdę o ludzkiej fizyczności i chęć narzucenia ciemności człowieczego zewnętrza. Obie prawdy demaskują największe kłamstwa ludzkości. Obie chęci prowadzą do porażającej konstatacji: „Horror! Horror! Horror!”

Tekst pochodzi z:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/12/serce-mroku.html

pokaż więcej

 
2018-12-13 11:30:26
Ma nowego znajomego: Kuba Sworowski
 
2018-12-13 08:37:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nieunikniona uległość

„Jądro ciemności” Josepha Conrada jest dziełem niesłychanie trudnym. I nie chodzi tu wcale o język, choć ten jest skomplikowany, złożony i wymagający skupienia. Trudna jest warstwa metaforyczna, symboliczna i cały ten dyskurs Conrada z Europejczykiem końca dziewiętnastego wieku, dumnym z własnej „europejskości” i cywilizacji. A właściwie nie tyle z Europejczykiem, co po...
Nieunikniona uległość

„Jądro ciemności” Josepha Conrada jest dziełem niesłychanie trudnym. I nie chodzi tu wcale o język, choć ten jest skomplikowany, złożony i wymagający skupienia. Trudna jest warstwa metaforyczna, symboliczna i cały ten dyskurs Conrada z Europejczykiem końca dziewiętnastego wieku, dumnym z własnej „europejskości” i cywilizacji. A właściwie nie tyle z Europejczykiem, co po prostu z człowiekiem.

Analizować dogłębnie dzieła Conrada nie będę, bo popadłbym w śmieszność. Chcę tylko zwrócić uwagę na kilka spraw i być może namówić kogoś, kto nie zna, do przeczytania. W tym przypadku bowiem, nie jest przesadą stwierdzenie, że jest to rzecz, którą znać trzeba. Zwłaszcza, jeśli chce się w sensowny sposób wypowiadać o współczesnej literaturze (w tym fantastycznej), czy kulturze (popkulturze) w ogóle. Nawiązania i trawestacje „Jądra ciemności” znajdziemy w bardzo wielu utworach. Najoczywistszy i zawsze pierwszy w kolejce jest film „Czas apokalipsy”, potem idzie dość wierna adaptacja Nicolasa Roega z 1993 roku, czy wspomniany przez prof. Czaplińskiego „Aguirre, gniew boży” Wernera Herzoga. Zadłużona jest też literatura fantastyczna – „Serce Mroku” Dukaja (a nawet Skoliodoi z „Innych pieśni” – choć sam Dukaj mówił w jednym wywiadzie o raczej nieuświadamianej inspiracji), „Brasyl” Iana McDonalda, „Blizna” Chiny Mieville’a – żeby ograniczyć się tylko do kilku tytułów.

Dobrze wiemy, że fabuła „Jądra…” została mocno zainspirowana prawdziwymi przeżyciami Josepha Conrada. W 1890 roku podróżował parowcem „Król Belgów” po Wolnym Państwie Kongo jako pracownik Belgijskiej Spółki Akcyjnej do Handlu z Górnym Kongiem. Okres pobytu w Afryce był dla Conrada przeżyciem traumatycznym i to nie z powodu najróżniejszych chorób i potwornego zmęczenia. Weźmiemy gigantyczny kraj w centrum Afryki o powierzchni dwóch milionów kilometrów kwadratowych, gdzie mieszka około dwadzieścia milionów mieszkańców. Przekażemy go na własność (na własność!) królowi Belgii, Leopoldowi II. Będzie to jego folwark, farma, plantacja z milionami niewolników. Zaprzęgniemy ich potem do katorżniczej, przymusowej pracy, bez wytchnienia, bez jedzenia, bez litości. Zamkniemy rodziny tychże niewolników w nieludzkich warunkach i będziemy mordować, jeśli ci przestaną wyrabiać normę. Gdy któryś nie będzie mógł już pracować z powodu głodu lub choroby to rzucimy go na stertę gnijących ciał, niech zdycha. A celem ich pracy ustanowimy pozyskanie kauczuku i kości słoniowej. Kauczuku, jakiejś cholernej gumy. Kości słoniowej, ciosów (kłów) słoni, rzeczy zupełnie bezwartościowej, bo przecież jej „wartość” to tylko wymysł naszej cywilizacji. Broszki i kolczyki można robić z kamieni, do diabła, z metalu i szkła także. I to wszystko zrobimy my, nowocześni, cywilizowani, światli, bazujący na całej kulturowej spuściźnie własnej przeszłości, biali Europejczycy. Zostawimy za sobą tysiące ton gnijącego słoniowego mięsa, niemożliwy do wyciszenia ryk cierpienia całej populacji kraju oraz miliony trupów rdzennych mieszkańców Konga. Miliony. Trupów. Dla gumy i małych, kościanych figurek. Wyobrażacie to sobie? „Jądro ciemności” powstało w wyniku prawdziwego doświadczenia tego, co my z trudem musimy sobie właśnie wyobrażać. Ale nie jest tylko krytyką europejskiego kolonializmu.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/12/jadro-ciemnosci.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 21:03:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Plaga żab (tom 3) | Seria: BBPO

Komu ufasz?

W drugim tomie „Plagi żab” wielki lovecraftowski potwór, „Katha Hem, który przyćmi Sadu Hema”, pozostawił po sobie gigantyczny krater, setki trupów i wyprowadził wojnę z żabami z podziemi wprost na światło słoneczne. Świat już wie, że szekspirowskie „rzeczy, które nie śniły się filozofom” naprawdę istnieją pod naszym niebem i na naszej ziemi. W trzecim tomie Biuro Badań...
Komu ufasz?

W drugim tomie „Plagi żab” wielki lovecraftowski potwór, „Katha Hem, który przyćmi Sadu Hema”, pozostawił po sobie gigantyczny krater, setki trupów i wyprowadził wojnę z żabami z podziemi wprost na światło słoneczne. Świat już wie, że szekspirowskie „rzeczy, które nie śniły się filozofom” naprawdę istnieją pod naszym niebem i na naszej ziemi. W trzecim tomie Biuro Badań Paranormalnych i Obrony dowiaduje się jednak, że to nie humanoidalne żaby sprowadzą na grupę największe zagrożenie, lecz tajemnice skrywane przez samych członków.

„B.B.P.O. Plaga żab. Tom 3” składa się z trzech pięcioodcinkowych historii. Za całość odpowiada stała już ekipa – scenariusze pisze John Arcudi, wspierany przez samego Mike’a Mignolę, a charakterystyczne, niepowtarzalne kadry rysuje Guy Davis. Plaga żab nadal trwa, jednak nie znajdziemy w tym tomie jakichś przełomowych wydarzeń z nią związanych. Właściwie, nie dzieje się nic w tym temacie, „żaby przycichły”, jak mówi jeden z członków Biura, i pewnie coś knują. Autorzy komiksu postanowili zatem mocno poszerzyć charakterystyki postaci i uchylić rąbków kilku nowych tajemnic. Dotyczy to nawet tego bohatera, który skończył w kawałkach pod koniec drugiego tomu – homunkulusa Rogera.

Część pierwsza, pod tytułem „Maszyna uniwersalna”, opowiada o uporczywych staraniach B.B.P.O. o przywrócenie Rogera do życia. Kate Corrigan udaje się do Ableben we Francji, gdzie u pewnego ekscentrycznego kolekcjonera, niejakiego Thierry’ego, znajdować się może starożytna księga „Flamma Reconditus”, zawierająca tajemną, alchemiczną wiedzę. Być może za jej pomocą uda się ożywić homunkulusa. Tymczasem w siedzibie B.B.P.O. członkowie grupy opowiadają sobie historie z własnej przeszłości – szczególnie interesująca wydaje się relacja kapitana Daimio oraz wspomnienia Abe’a Sapiena. Dowódca grupy przenosi nas do nawiedzonej boliwijskiej dżungli, gdzie dochodzi do makabrycznych wydarzeń. Człowiek-ryba natomiast nie mówi w sumie nic o sobie, ale jego opowieść pozwala w końcu obejrzeć Hellboya rysowanego przez Guya Davisa. Pojawia się tu też pierwsza wzmianka o jednej z nowych postaci – dziwacznym stworze z kanadyjskich lasów, wendigo o swojsko brzmiącym imieniu Darryl.

Abe Sapien jest kluczową postacią drugiej części – „Ogrodu dusz”. Wraz z kapitanem Daimio leci na Borneo, gdzie ma nadzieję dowiedzieć się wszystkiego o swojej przeszłości – wraz z nim poznają ją czytelnicy. Tymczasem Johan Krauss, podczas porządkowania najniższego, czwartego poziomu bazy B.B.P.O., znajduje szokujące materiały, które dodatkowo zwiększają napięcie w Biurze. W trzeciej części nieuchronnie dochodzi do jego rozładowania. „Ziemia śmierci” jest pełna akcji i zaskakujących rozwiązań fabularnych, a ostatnie kadry naprawdę wbijają w fotel. Po tych wydarzeniach już nic nie będzie takie samo.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/11/bbpo-plaga-zab-tom-3.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 21:02:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Plaga żab (tom 2) | Seria: BBPO

Tu nic nie ujdzie płazem

W pierwszym tomie „BBPO. Plagi żab” doszło do dramatycznych wydarzeń. Biuro Badań Paranormalnych i Obrony zniszczyło co prawda jedno z miejsc „żabiego kultu”, ale daleko jeszcze do opanowania sytuacji. Straszliwe, humanoidalne ropuchy niczym szarańcza rozprzestrzeniają się po kraju a jedyną organizacją zdolną do powstrzymania tego kataklizmu jest B.B.P.O. Hellboy...
Tu nic nie ujdzie płazem

W pierwszym tomie „BBPO. Plagi żab” doszło do dramatycznych wydarzeń. Biuro Badań Paranormalnych i Obrony zniszczyło co prawda jedno z miejsc „żabiego kultu”, ale daleko jeszcze do opanowania sytuacji. Straszliwe, humanoidalne ropuchy niczym szarańcza rozprzestrzeniają się po kraju a jedyną organizacją zdolną do powstrzymania tego kataklizmu jest B.B.P.O. Hellboy nadal nie daje znaku życia. Abe Sapien również. Drugi tom cyklu w bardzo efektowny i brawurowy sposób rozbudowuje uniwersum Mike’a Mignoli.


Znowu otrzymujemy trzy duże historie zamknięte w jednym tomie. „Zmarli” przenoszą B.B.P.O. z Fairfield w Connecticut do Kolorado, gdzie znajduje się nowa baza organizacji. Gigantyczny, nowoczesny kompleks budynków, koszar i laboratoriów, zbudowany na zboczu góry, staje się nowym domem Biura. Żaby powoli, lecz nieprzerwanie prą na zachód kraju, a B.B.P.O. co chwila znajduje ich kolejne gniazda i kładzie pokotem odradzające się nieustannie zastępy. Tymczasem największe zagrożenie przychodzi niespodziewanie z miejsca ulokowanego tuż pod nosem drużyny – coś dziwnego czuć w powietrzu krążącym po nowym domu.

Część druga, zatytułowana „Wojna z żabami”, to zestaw pojedynczych odcinków, obrazków z frontu. Każdy z epizodów skupia się na wybranej postaci z Biura i każdy rysowany jest przez innego twórcę. Abe Sapien pomaga grupie żołnierzy wydostać się z podziemi (świetne nawiązanie do filmu „Aliens” Jamesa Camerona), Liz Sherman trafia do gigantycznego gniazda żab, Roger mierzy się z przeszłością drużyny i zadaje sobie poważne pytania o sens wojny, natomiast Johann Krauss odbywa mistyczną podróż na krawędź wszechświata. I wreszcie część trzecia, „Czarny płomień”, przedstawiająca człowieka ogarniętego manią wielkości. Pan Pope, prezes korporacji Zinco, która porywa żaby i przeprowadza na nich potworne eksperymenty, jest opętany żądzą władzy. Postanawia on, za pomocą nowoczesnej nauki, przejąć kontrolę nad płazami i zostać władcą świata. I to w tej właśnie historii plaga żab staje się wydarzeniem o skali globalnej. To nie są już tylko pojedyncze potyczki B.B.P.O. z kryjącymi się gdzieś po krzakach zielonymi potworami. Żaby wychodzą na światło dzienne, cały świat już wie, że stoi na krawędzi zagłady.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/08/bbpo-plaga-zab-tom-2.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 20:59:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Plaga żab (tom 1) | Seria: BBPO

„Ghostbusters” na poważnie

Mike Mignola, jeszcze zanim stworzył postać Hellboya, planował napisać całą serię komiksów o grupie bohaterów walczących z paranormalnymi zagrożeniami. Pomysł jednak upadł, robota nie szła – Mignola czuł, że nie tędy droga. Ostatecznie powstał komiks, w którym to czerwony diabeł gra pierwsze skrzypce, a grupa towarzyszących mu bohaterów zajęła drugi plan, przyjęła...
„Ghostbusters” na poważnie

Mike Mignola, jeszcze zanim stworzył postać Hellboya, planował napisać całą serię komiksów o grupie bohaterów walczących z paranormalnymi zagrożeniami. Pomysł jednak upadł, robota nie szła – Mignola czuł, że nie tędy droga. Ostatecznie powstał komiks, w którym to czerwony diabeł gra pierwsze skrzypce, a grupa towarzyszących mu bohaterów zajęła drugi plan, przyjęła rolę czegoś w rodzaju ekipy sidekicków. Biuro Badań Paranormalnych i Obrony, bo o tej organizacji mowa, dostało swoją drugą szansę w 2001 roku, kiedy autor postanowił wrócić do oryginalnego pomysłu. Jak wyszło?

Hellboy przeżył prawdziwą traumę w historii „Zdobywca Czerw”, którą mogliśmy przeczytać w trzecim zbiorczym tomie jego przygód. Opuszczenie przez niego B.B.P.O. było prawie jak porzucenie dzieci przez opiekuna – prawdziwe stało się tu porzekadło mówiące o tym, że doceniamy pewne rzeczy dopiero po tym, kiedy j je utracimy. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. W styczniu 2002 roku ukazuje się pierwszy odcinek serii „B.B.P.O.” zatytułowany „Nawiedzona ziemia”, którego scenariusz napisał Mike Mignola, a kadry narysował Ryan Sook. Nowo powstała seria miała być w zamierzeniu pewnym eksperymentem, bez jakiegoś długofalowego planu. Mignola i Scott Allie (redaktor w wydawnictwie Dark Horse Comics) postanowili po prostu sprawdzić, czy da się napisać historię w świecie Hellboya bez Hellboya. Udało się. Seria przyciągnęła wielu młodych twórców, fanów komiksu, który istniał już na rynku od ośmiu lat. Mike Mignola odsunął się z czasem od serii, oddając się całkowicie historii piekielnego chłopca. Tymczasem spin-off przetrwał, rozwinął się i ma się znakomicie.

Kim są członkowie B.B.P.O.? Abe Sapien to rybopodobny humanoid, zdolny do życia zarówno w wodzie, jak na ziemi (zgadnijcie, kim inspirował się Guillermo del Toro, tworząc „Kształt wody”?); homunkulus Roger jest golemem powołanym do życia przez magię; Liz Sherman włada ogniem; Johann Krauss to medium pozbawione fizycznego ciała; i w końcu doktor Kate Corrigan, czyli specjalistka od okultyzmu. Nie da się nie zauważyć, że po odejściu Hellboya to Abe Sapien gra pierwsze skrzypce w B.B.P.O, choć nie jest aż tak wyraźnie eksponowaną postacią. Mignola przedstawia w pierwszym tomie zalążki originów każdego z bohaterów, wyraźnie sugerując, że nie może dla dobra opowieści odkryć wszystkich kart od razu – zwłaszcza hipnotyzująca podróż we wspomnienia Abe’a Sapiena obiecuje dużo, jeśli chodzi o dalsze losy B.B.P.O.

Pierwszy tom „Plagi żab” składa się z trzech części. Dwie początkowe to osiem pojedynczych, niepowiązanych fabularnie one-shotów narysowanych przez różnych twórców. Ruszamy na ratunek Liz Sherman, która znika w tajemniczych okolicznościach za Uralem; rozwiązujemy zagadkę nawiedzonego statku lub pociągu; grzebiemy w historii polowań na czarownice lub sprawdzamy dlaczego woda w Wenecji „krzyczy z bólu”. Bardzo specyficznym i wywołującym mieszane uczucia odcinkiem okazało się „Coś jest pod moim łóżkiem” – przywodzi na myśl takie filmy jak „Toy Story” czy „Potwory i spółka”, ale ostatecznie uznaję go za jeden ze słabszych epizodów. Warto wspomnieć też pojawiającą się postać Homara Johnsona, którego znamy już z komiksów o Hellboyu – możemy zobaczyć, jak Ameryka walczyła z potworami zanim profesor Trevor Bruttenholm powołał Biuro Badań Paranormalnych i Obrony.

Ciąg dalszy:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/07/bbpo-plaga-zab-tom-1.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 20:55:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Kaznodzieja [HC] (tom 5) | Seria: Klub Świata Komiksu

Amerykański mit

Pod koniec czwartego tomu „Kaznodziei” Jesse Custer leżał na ziemi, znokautowany bardzo mocnym życiowym ciosem. Na początku tomu piątego zastajemy go stojącego na jakimś molo – fale się kłębią, niebo się chmurzy, wiatr wieje, a wierny pies waruje przy nodze. „Czasami bywa tak, że po prostu kończy ci się Ameryka” – mówi do niego Jesse, a my widzimy, że nie jest mu wcale wesoło....
Amerykański mit

Pod koniec czwartego tomu „Kaznodziei” Jesse Custer leżał na ziemi, znokautowany bardzo mocnym życiowym ciosem. Na początku tomu piątego zastajemy go stojącego na jakimś molo – fale się kłębią, niebo się chmurzy, wiatr wieje, a wierny pies waruje przy nodze. „Czasami bywa tak, że po prostu kończy ci się Ameryka” – mówi do niego Jesse, a my widzimy, że nie jest mu wcale wesoło. Co znaczą te słowa? W jaką kabałę wplątał się kaznodzieja, który postanowił znaleźć samego Boga i zadać mu kilka trudnych pytań? Co się znowu stało?

Sześć miesięcy przed tą sceną, a krótko po opuszczeniu Cassidy’ego i Tulip, Jesse dociera do prowincjonalnego miasteczka gdzieś w Teksasie. Salvation jest mieściną prosto z popkulturowych wyobrażeń amerykańskiego południa. Mały bar, biuro szeryfa, kilka domków i wielka przetwórnia mięsa tuż za miastem. Jej właściciel, pan Quincannon, karykaturalna kopia „Cegłówki” z „Przekrętu” Guya Ritchiego, trzęsie całą okolicą i opłaca szeryfa. Dzięki temu jego ludzie mogą po robocie bezkarnie rozrabiać w miasteczku a on sam zatruwa pobliską rzekę odpadami z fabryki. A dodatkowo chroni go pani adwokat, nazistka lubiąca przebierać się w czarną skórę nabijaną ćwiekami i spędzać czas w garderobie obwieszonej pejczami i portretami Hitlera.

Zrozpaczony, przybity i mający żal do całego świata Jesse postanawia pomóc mieszkańcom Salvation – przypina gwiazdę szeryfa i daje wyraźnie znać Quincannonowi, że sprawy od dziś wyglądają inaczej. Pamiętacie serial „Banshee”, nie tak dawno emitowany w telewizji? To dokładnie taka sama estetyka (podobne są też nawet pewne elementy fabularne), pociągnięta do granic umowności i karykatury poprzez możliwości, jakie daje komiks. Kaznodzieja widzi w Salvation swoje zbawienie – jakby trafił do miejsca o takiej nazwie nieprzypadkowo. Chce dać drugą szansę Ameryce, która, jak pamiętamy z poprzedniego tomu, rzadko kiedy sama komukolwiek taką oferuje. Salvation to jedno z tych malutkich miasteczek, które niczym magnes przyciągają ludzi w nim urodzonych przez całe ich życie. Grawitacja jest tak potężna, że szansę na wyrwanie się z niej istnieją tylko przed mniej więcej dwudziestym piątym rokiem życia. Jeśli nie uciekniesz do tej pory, to pozostaniesz już na zawsze. I wtedy musisz nauczyć się żyć według praw takiego miejsca, musisz nauczyć się szybko odwracać wzrok w odpowiednich momentach.

Jesse tego nie potrafi. Nigdy się nie nauczy, ponieważ jego całe życie okazuje się westernem, takim spod znaku Clinta Eastwooda. Sprawiedliwość za wszelką cenę, poczucie obowiązku pomocy słabszym, zaprowadzanie ładu brutalną siłą, zero jeńców. Piąty tom „Kaznodziei” jest westernem od początku do końca, nawet już po tym jak opuścimy Salvation. Wedle słów jednej z mieszkanek Jesse powinien, wedle prawideł gatunku, wypędzić drani, zakochać się w miejscowej piękności i zyskać oddane grono przyjaciół. Ważne jest jednak to, aby pamiętał, że nie ma co zbawiać świata, nie ma co porywać się na przegrane z góry sprawy. Wystarczy, że dopilnuje, aby nie było gorzej, niż jest. Idealizm Jessego zostaje wystawiony w Salvation na największą próbę jak do tej pory – Ameryka w końcu odpowiada mu na jego pytania o drugą szansę.

Ciąg dalszy:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/11/kaznodzieja-tom-piaty.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 20:51:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Transmetropolitan (tom 5-6)

Nikt nie może zadrzeć z PRAWDĄ!

Gary Callahan, nazywany „Uśmiechniętym”, wygrał wybory prezydenckie i poprzysiągł zemstę Pająkowi Jeruzalemowi. Drugi tom „Transmetropolitan” kończy się zapowiedzią nieuniknionego starcia pomiędzy nowym najpotężniejszym obywatelem Stanów Zjednoczonych a zrozpaczonym i wściekłym dziennikarzem. Ludzie Ameryki przyszłości dokonali swego wyboru, zamienili zło...
Nikt nie może zadrzeć z PRAWDĄ!

Gary Callahan, nazywany „Uśmiechniętym”, wygrał wybory prezydenckie i poprzysiągł zemstę Pająkowi Jeruzalemowi. Drugi tom „Transmetropolitan” kończy się zapowiedzią nieuniknionego starcia pomiędzy nowym najpotężniejszym obywatelem Stanów Zjednoczonych a zrozpaczonym i wściekłym dziennikarzem. Ludzie Ameryki przyszłości dokonali swego wyboru, zamienili zło oswojone i tłumaczone pewnymi zasadami na zło cyniczne i nieograniczone zgoła niczym. Lepsze może i jest wrogiem dobrego, ale gorsze jest na pewno przyjacielem złego.

Pięcioczęściowa kolekcja zbiorczych wydań „Transmetropolitan” ma bardzo przejrzystą strukturę. Sześćdziesiąt odcinków serii podzielono na dwunastoczęściowe tomy – w przypadku najnowszego, trzeciego, jest dokładnie tak samo. Układ odcinków tego tomu to 2x (1+1+1+3) – mamy dwie tury trzech pojedynczych epizodów, przedstawionych w formie monologu, felietonu okraszonego obrazkami z życia Pająka, urywków programów telewizyjnych lub krótkich historyjek (na przykład zupełnie bez udziału Jeruzalema, tylko z „paskudnymi asystentkami” w rolach głównych) oraz dwie dłuższe, trzyczęściowe historie, które przywodzą na myśl rundy pojedynku bokserskiego. W pierwszej Pająk zalicza potężnego sierpowego i pada na ring. Gdy z trudem dochodzi do siebie i staje w końcu na nogi, przechodzi do zdecydowanego kontrataku w drugiej.

Mahatma Gandhi powiedział kiedyś, że „kto mówi, że nie obchodzi go polityka, jest jak tonący człowiek, który twierdzi, że nie obchodzi go otaczająca go woda”. Wyniki wyborów prezydenckich, potwierdzające tę maksymę, wzmagają u Pająka i tak już ogromną nienawiść do całego świata. Nikt, ale to nikt nie chce poznać PRAWDY, takiej pisanej właśnie dużymi literami. Nikogo nie obchodzi nic, co leży dalej niż czubek własnego nosa. Władzę to cieszy, bo to właśnie PRAWDY boi się ona najbardziej. Pająk Jeruzalem postanawia zatem realizować najważniejsze zadanie dziennikarza – ujawnienie owej PRAWDY i skierowanie na nią najmocniejszych jupiterów. Czy kwestionowanie wszystkiego, co słyszy z ust polityków, nie jest czasem pewną formą paranoi? Nie, ponieważ „paranoicy to ludzie, którzy znają już wszystkie fakty”.

Pająk próbuje dotrzeć do „Uśmiechniętego” poprzez jego ludzi. Wraz ze swoimi rozbrajającymi „paskudnymi asystentkami” wejdzie im do mieszkań, rozpuści fałszywe plotki, ukryje mikrofon w klozecie, nie da ani chwili spokoju. Doprowadza sztukę torturowania pytaniami do perfekcji – to jedyny sposób, aby wybrańcy ludu zdawali sobie sprawę z tego, że ponoszą odpowiedzialność za swoje działania. Dziennikarstwo w wydaniu Pająka nie może być obiektywne, ponieważ dysproporcja sił pomiędzy społeczeństwem a rządzącymi jest zbyt wielka. Siłę władz nasz bohater poznaje wyjątkowo mocno w środkowych odcinkach tomu – stracił czujność, dał się zmanipulować i wpadł w sidła precyzyjnie zastawionej przez „Uśmiechniętego” pułapki. Sprawa morderstwa członka jednej z mniejszości Miasta sprowadza na Pająka największe kłopoty w karierze.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/11/transmetropolitan-3.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 20:50:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Transmetropolitan (tom 3-4)

Z nienawiści do wszystkiego

Warren Ellis powiedział kiedyś, że komiks to takie medium, które nie może służyć tylko rozrywce. Musi również wyrażać poglądy autora. Drugi tom „Transmetropolitan” jest tego wzorowym przykładem. Na pierwszy plan wysuwa się tu zagadnienie dziennikarstwa i polityki. Pająk Jeruzalem, główny bohater komiksu, pokazuje jakie powinny być podstawowe powinności dziennikarza...
Z nienawiści do wszystkiego

Warren Ellis powiedział kiedyś, że komiks to takie medium, które nie może służyć tylko rozrywce. Musi również wyrażać poglądy autora. Drugi tom „Transmetropolitan” jest tego wzorowym przykładem. Na pierwszy plan wysuwa się tu zagadnienie dziennikarstwa i polityki. Pająk Jeruzalem, główny bohater komiksu, pokazuje jakie powinny być podstawowe powinności dziennikarza oraz dowiaduje się, że „polityka jest jak opryszczka…”.

Kontrowersyjny, lekko szalony, wiecznie naćpany i nienawidzący świata dziennikarz, żyjący w cyberpunkowym świecie przyszłości, to centralna postać całej serii. Po dość luźno powiązanych ze sobą perypetiach z pierwszego tomu teraz wplątany zostaje w dużą historię, która stanowi oś fabuły kolejnej części serii. Pająk Jeruzalem nadal pracuje dla „Worda”, gazety, w której ma swoją stałą rubrykę. Właśnie zaczyna się kampania prezydencka i przeciwko obecnemu prezydentowi, nazywanemu „Bestią” będzie startował kandydat partii opozycyjnej. Pająk wie, że polityka śmierdzi – w końcu to właśnie książki o polityce i niechciana popularność, jaką mu przyniosły, zmusiły go do ucieczki w leśne ostępy, gdzie zastaliśmy go na samym początku pierwszego odcinka. Niestety redaktor naczelny wydaje mu jasne polecenie – ma pisać o prawyborach, które wyłonią oponenta Bestii.

Bestię poznaliśmy już w pierwszym tomie – to bezwzględny i podły człowiek, potworna karykatura typowego republikańskiego polityka. Kandydaci tak zwanej „partii opozycyjnej”, która wyraźnie przypomina Partię Demokratów w USA, to Gary Callahan i Bob Heller. Ten pierwszy, z przyklejonym do ust uśmiechem á la Joker, nazywany jest przez Pająka „Uśmiechniętym” – Jeruzalem widzi w nim jedynego człowieka mogącego zagrozić Bestii. Nagle jednak dochodzi do wewnątrzpartyjnego porozumienia, wedle którego Uśmiechnięty zostaje jedynym kandydatem. Dodatkowo mianuje on tajemniczego i podejrzanego polityka z kręgów Hellera na swojego potencjalnego wiceprezydenta. Pająk czuje smród, taki wręcz paraliżujący. A slogan Callahana, „wybierzcie mnie a was ocalę”, wymawiany z szerokim uśmiechem i pustką w oczach, powoduje ciarki na plecach.

Pająk robi to, co powinien robić każdy dziennikarz – mówi PRAWDĘ. Taką pisaną wielkimi literami, niewygodną dla władzy i, jak się okazuje, niewygodną dla ludzi. Społeczeństwo przyszłości przedstawione w komiksie ma wszystko gdzieś. Liczą się krótkotrwałe przyjemności, konsumpcjonizm i umiejętność szybkiego odwracania wzroku. Nie chcą PRAWDY Pająka i nie chcą myśleć – wolą żyć w kłamstwie i pozwolić innym myśleć za siebie. Pająk, jako dziennikarz demaskujący zgniliznę moralną polityków, mógłby mówić za tych wszystkich ludzi pozbawionych głosu i skrzywdzonych przez władzę – tylko że oni wcale tego głosu nie chcą odzyskać. I to właśnie powoduje, że w Pająku wzrasta jedyne uczucie, jakie żywi do wszystkich wokół – czysta nienawiść, spotęgowana dodatkowo świadomością, że nigdy nie będzie pasował do ogółu społeczeństwa. Już zawsze będzie samotny, sfrustrowany i wściekły, choć w głębi duszy współczujący tym wszystkim głupim baranom z klapkami na oczach.

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/08/transmetropolitan-tom-2.html

pokaż więcej

 
2018-12-01 20:48:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Transmetropolitan (tom 1-2)

Gonzo przyszłości!

Myślicie, że „Kaznodzieja” jest komiksem obrazoburczym, epatującym przemocą, wulgaryzmami i trochę przejaskrawioną wizją świata? No to mam dla was rzecz jeszcze bardziej kontrowersyjną. Pierwszy tom zbiorczego wydania „Transmetropolitan” Warrena Ellisa i Daricka Robertsona zabiera nas w szaloną podróż do Miasta przyszłości, gdzie królują narkotyki i zbrodnia, a szacunek dla...
Gonzo przyszłości!

Myślicie, że „Kaznodzieja” jest komiksem obrazoburczym, epatującym przemocą, wulgaryzmami i trochę przejaskrawioną wizją świata? No to mam dla was rzecz jeszcze bardziej kontrowersyjną. Pierwszy tom zbiorczego wydania „Transmetropolitan” Warrena Ellisa i Daricka Robertsona zabiera nas w szaloną podróż do Miasta przyszłości, gdzie królują narkotyki i zbrodnia, a szacunek dla drugiego człowieka nie istnieje. Poznajcie Pająka Jeruzalema, ćpuna, degenerata, dziennikarza i antybohatera, którego nie sposób zapomnieć. Tak samo jak nie sposób zapomnieć pewnego kulturowego i kultowego zjawiska sprzed półwiecza, jakim było gonzo – dziennikarstwo pewnego szalonego Amerykanina, Huntera S. Thompsona.

Thompson pisał artykuły o ówczesnym amerykańskim społeczeństwie, tkwiąc zawsze w środku omawianych wydarzeń i nierzadko aktywnie w nich uczestnicząc. Pisane były dosadnym, wulgarnym językiem, z ekstremalnie subiektywnym komentarzem obserwowanych zdarzeń oraz często (prawie zawsze) pod wpływem środków odurzających. Trafiały do redakcji przeważnie w ostatniej chwili przed oddaniem numeru do druku, czyli bez szans na redakcję. Pająk Jeruzalem, sławny na cały świat autor dwóch kontrowersyjnych książek o polityce, robi dokładnie to samo. Poznajemy go w momencie, gdy tkwi w swojej pustelni w górach, do której uciekł od świata, fanów, zgiełku, kultury i znienawidzonej rzeczywistości. Ale rzeczywistość upomina się o Pająka – wydawca, który zlecił mu przed pięcioma laty napisanie dwóch kolejnych książek i zapłacił mu za to kupę kasy z góry, chce odebrać swoje zamówienie. Pająk, który forsę przepił, przepalił i przepuścił w najróżniejsze sposoby przez swój organizm, musi wracać do Miasta, bo potrafi pracować tylko w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, którą opisuje.

A cóż to za rzeczywistość! Miasto, które przedstawiają nam autorzy komiksu, to futurystyczna Sodoma i Gomora. Każdy metr kwadratowy powierzchni budynków zajęty jest przez telebimy, reklamy, billboardy i neony. Cyberpunkowe społeczeństwo Miasta jest oczywiście „post-” i „trans-” jak tylko się da – możesz tu być rozumną chmurą złożoną z nanobotów, gadającym psem zatrudnionym w policji, człowiekiem z genomem pozyskanym od obcej cywilizacji, głową w słoju lub bezpłciowcem. Wszyscy są uzależnieni – od narkotyków, adrenaliny, papierosów, alkoholu, mediów, informacji, pędu, rywalizacji, cielesnych modyfikacji, od samego uczucia bycia uzależnionym. Pająk pali papierosa na każdym obrazku – podejrzewam, że pali też przez sen. Do tego, aby w ogóle funkcjonować w znienawidzonym Mieście, potrzebuje wazopresyny, czystej kofeiny, dopalaczy, ginkgo biloba, guarany i wszystkiego innego co wspomaga umysł i zostało kiedykolwiek wymyślone przez ludzką cywilizację. Kurczę, tutaj nawet automaty kuchenne jadą na prochach (a dokładniej na halucynogenach)!

Ciąg dalszy na:
http://plejbekpisze.blogspot.com/2018/07/transmetropolitan-tom-1.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1024 262 6075
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (137)

Ulubieni autorzy (38)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd