Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Paulina 
https://www.facebook.com/Recenzje-Mystic-583171148414814, , recenzjemystic.blogspot.com
25 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 1 ksiązkę, ostatnio widziana 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Chłopiec zwany Gwiazdką
    Chłopiec zwany Gwiazdką
    Autor:
    Uwierz w niemożliwe! Oto prawdziwa historia Świętego Mikołaja. Jeśli jesteś jedną z tych osób, które sądzą, że rzeczy niemożliwe nie istnieją, natychmiast odłóż te książkę. Są w niej bowiem wyłącznie...
    czytelników: 167 | opinie: 10 | ocena: 7,46 (28 głosów)
  • Kłamca i szpieg
    Kłamca i szpieg
    Autor:
    "Jeśli nie wrócę za dziesięć minut, to będzie oznaczało, że zdarzyło się coś strasznego. I co mam wtedy zrobić? Dzwoń po policję. Poważnie? A co jeśli pośliźniesz się w tych skarpetkach w łazienc...
    czytelników: 72 | opinie: 5 | ocena: 7 (11 głosów)
  • Naznaczeni śmiercią
    Naznaczeni śmiercią
    Autor:
    Nowa powieść autorki kultowej serii „Niezgodna”. Jednoczesna premiera w 33 krajach! Na jednej z planet w odległej galaktyce żyją dwa nienawidzące się wzajemnie i walczące o władzę ludy. Losy Cyry i...
    czytelników: 2746 | opinie: 98 | ocena: 7,2 (437 głosów) | inne wydania: 1
  • Ostatnie życzenie
    Ostatnie życzenie
    Autor:
    Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz. Białowł...
    czytelników: 32035 | opinie: 834 | ocena: 8,37 (20837 głosów) | inne wydania: 12
  • Szklany Miecz
    Szklany Miecz
    Autor:
    W kontynuacji bestsellerowej "Czerwonej Królowej" Mare Barrow musi zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę, stawić czoło bezlitosnemu królowi Mavenowi i własnym słabościom. Walka po...
    czytelników: 5573 | opinie: 305 | ocena: 7,47 (2177 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-23 18:51:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Recenzenckie
Autor:

Kiedy pojawia się nowa książka Kasie West w katalogu, nie mogę się jej oprzeć i muszę ją mieć. Nie inaczej było z „Chłopakiem z innej bajki”. Wiedziałam, że to będzie kolejna urocza historia, którą muszę przeczytać, choćby dla krótkiego relaksu. Powiem więcej, nie mogłam się doczekać, kiedy lektura trafi w moje ręce. Potrzebowałam solidnej dawki czegoś, co wywoła uśmiech na mojej twarzy, co... Kiedy pojawia się nowa książka Kasie West w katalogu, nie mogę się jej oprzeć i muszę ją mieć. Nie inaczej było z „Chłopakiem z innej bajki”. Wiedziałam, że to będzie kolejna urocza historia, którą muszę przeczytać, choćby dla krótkiego relaksu. Powiem więcej, nie mogłam się doczekać, kiedy lektura trafi w moje ręce. Potrzebowałam solidnej dawki czegoś, co wywoła uśmiech na mojej twarzy, co sprawi, że zapomnę o wszystkim, co złe, męczące i trudne. W końcu każdy czasami potrzebuje czegoś lekkiego, nawet jeśli to coś jest przewidywalne do bólu. Taka mała odskocznie od codzienności…

Mając siedemnaście lat, nie myślisz o tym, żeby być odpowiedzialną osobą. Chcesz się bawić i korzystać z życia.
Caymen jest niby zwykłą nastolatką, ale to tylko pozory. Jej życie toczy się wokół szkoły i pracy w sklepie mamy, w którym sprzedają porcelanowe lalki. Jej jedyną rozrywką jest obserwacja nadętych bogaczy…
Wszystko się zmienia, kiedy do sklepu trafia Xander. Wysoki, przystojny i obrzydliwie bogaty chłopak, od razu widać, że jest z całkiem innej ligi, z całkiem innej bajki…
Oboje szybko znajdują wspólny język, jednak Caymen jest przekonana, że ta fascynacja jej osobą długo nie potrwa, a chłopak lada moment znudzi się nową maskotką…
Kiedy Xander, prawie przekona dziewczynę do siebie, ta dowiaduje się, że pieniądze w ich związku mają o wiele większe znaczenie, niż sądziła…
Czy pieniądze są tą przeszkodą, która rozdzieli tę dwójkę nastolatków?


Kocham Kasie, jej cudne książki i te lekki historie, które niby są banalne, ale jednak mają to coś w sobie, co nie pozwala się czytelnikowi oderwać od lektury. Lekkie, przyjemne, niewymagające idealne na letnie leniwe popołudnia, czy zimowe długie wieczory. To jest kolejna książka, która przywołała na moją twarz uśmiech, wywołała salwy niekontrolowanego śmiechu, wzbudziła wiele emocji od zażenowania po wściekłość. A nawet doszukiwałam się w niej wątków kryminalnych. Mój umysł ostatnio mnie zaskakuje, wszędzie widzi teorie, spiski i intrygi. W mojej głowie rodzi się masa pomysłów, które kiedyś będę musiała wykorzystać. To tak pisząc na marginesie, bo ze mną nigdy nic nie wiadomo.


„– Czy mogę w czymś pomóc? – Jedynie moja mama usłyszałaby wkomponowany w to pytanie sarkazm.
– Tak, szukam lalki.
– Przykro mi, wszystkie jesteśmy zajęte.”


Caymen ma tylko siedemnaście lat, a zachowuje się jak osoba, która ma z minimum czterdzieści. Jest odpowiedzialna, nie pozwala sobie na żadne szaleństwa, przejmuje się problemami swojej mamy i choć praca w ich rodzinnym sklepie, jest ostatnią rzeczą, o której marzy, codziennie spędza tam swój cały wolny czas. Nie ma wielu przyjaciół, a właściwie to ma tylko tę jedną Skye. Problemem w tym wszystkim może być jej dziwne sarkastyczne poczucie humoru. Nie każdy jest w stanie zrozumieć, kiedy ona żartuje, a kiedy jest poważna. W dziedzinie sarkazmu jest wybitnie uzdolniona. Po prostu mistrzyni.


„Pokazuję mu porcelanową wersję niemowlaka, z ustami otwartymi w bezgłośnym krzyku i mocno zaciśniętymi powiekami.
– Wolę nie widzieć ich oczu. Oczy tak wiele mówią. A w ich przypadku: „Pragnę skraść ci duszę, więc nie odwracaj się do mnie plecami”.”


Wkraczanie w dorosły wiek, czasami bywa bolesne. Każdy nastolatek jest inny i inaczej przechodzi ten rewolucyjny w jego życiu okres. To przede wszystkim czas buntu i próby akceptacji własnego ja. Poszukiwanie nowej ścieżki, którą chce się podążać. Jedni przechodzą ten etap bezboleśnie, drudzy z wielkim hukiem. Ten, jakże znienawidzony przez rodziców okres, rządzi się swoimi prawami. W tym przypadku jest tak samo. Kasie świetnie udało się wpleść ten temat do swojej historii. Delikatnie, bez żadnych niezrozumiałości. Taki ukryty motyw, który można zauważyć, czytając między wersami. Dodatkowe przesłanie, aby książka miała dodatkowe wartości.


„– Czasem czuję się za stara jak na swój wiek, to wszystko.
– Ja też. I właśnie dlatego to robimy, prawda? Żeby mieć ubaw. Żeby przestać się przejmować tym, czego od nas oczekują, i spróbować odkryć, czego my sami chcemy.”


Bohaterowie tej lektury nie są zwykłymi pachołkami. Ich kreacja jest doskonała. Nic dodać, nic ująć. Bardzo ciężko stworzyć nastolatka, który nie byłby w żadną stronę „przesadzony”. Często ten zabieg kończy się tym, że dana postać jest płytka. Na całe szczęście Kasie jeszcze się nie zdarzyło tak, żeby coś pod tym względem zepsuła. Każda jej książka zawiera cechę wspólną, którą są przeciwieństwa. Zauważyłam, że uwielbia bawić się w grę zwaną „przeciwieństwa się przyciągają”. A kto z nas nie kocha tego motywu? Książę z bajki i udręczony kopciuszek. Wiele z nas dziewcząt marzy, aby taka historia wydarzyła się w jej życiu. Dlatego uwielbiamy takie powieści!



Moja ocena: 9/10

pokaż więcej

 
2017-05-21 15:04:38
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 9)

Właśnie nadszedł moment, w którym jestem już po lekturze dziewiątego tomiku „Tokyo Ghoul”. Na mojej półce leży jeszcze jedna część, a dodatkowo nowelka „Tokyo Ghoul LN: Codzienność”. Także zbliżam się powoli do końca moich, że tak napiszę – zapasów, jeżeli chodzi o ten tytuł. Pewnie zastanawiacie się, czy rozpaczam z tego powodu? Otóż tak. Przywiązałam się już do ghuli i nie lubię tego... Właśnie nadszedł moment, w którym jestem już po lekturze dziewiątego tomiku „Tokyo Ghoul”. Na mojej półce leży jeszcze jedna część, a dodatkowo nowelka „Tokyo Ghoul LN: Codzienność”. Także zbliżam się powoli do końca moich, że tak napiszę – zapasów, jeżeli chodzi o ten tytuł. Pewnie zastanawiacie się, czy rozpaczam z tego powodu? Otóż tak. Przywiązałam się już do ghuli i nie lubię tego momentu, w którym muszę się z nimi rozstawać. A patrząc na to, co działo się w tym tomie, będzie to jedno z trudniejszych chwilowych pożegnań. Jesteście ciekawi, jakie mam wrażenia po lekturze? Zapraszam!

Minęło pół roku od walki z Drzewem Aogiri. Operacja została zakończona sukcesem, co tylko przyspieszyło awans wielu inspektorów. Choć jak się okazało, ta walka miała być tylko odwróceniem uwagi...
Koutaru Amon został inspektorem wyższej klasy, a jego nowym długo oczekiwanym partnerem, została córka byłego przełożonego.
Kaneki odszedł z Anteiku. Wraz z Tsukiyamą i Banjou podąża śladem Rize, który prowadzi ich do szóstej dzielnicy…
Co odkryje Kaneki?
Co planuje BSG?


Ten tomik wyzwolił we mnie wiele emocji. Pewne rzeczy były dla mnie ogromnym zaskoczeniem, a w szczególności samo zakończenie. No tego to się w zupełności nie spodziewałam. Byłam pewna, że ten temat jest już wyczerpany, jednak autor miał całkiem inny zamysł. Uwielbiam takie momenty, kiedy moje wszystkie domysły i teorie w jednej chwili trafiają do kosza, a ja muszę od nowa nad tym się zastanawiać. Nieprzewidywalność to jest to, co my czytelnicy kochamy najbardziej. Inaczej żadna seria lub tasiemiec, nie przetrwałby takiej konfrontacji, a tym bardziej próby czasu. Nie mam pojęcia, co siedzi w głowie mangaki, ale oby jak najdłużej utrzymywał taki poziom.

Koutarou Amon obecnie inspektor wyższej klasy, który osiągnął to w wieku zaledwie dwudziestu siedmiu lat. Jest to ponoć niesamowite, gdyż wielu inspektorów odchodzi na emeryturę ze stopnie inspektora pierwszej klasy. Utalentowany, pracowity, silny i można tak wymieniać bez końca jego zalety, ale posiada także zagadkową przeszłość… Praca nie sprawia mu żadnych problemów, no nie licząc nowej podwładnej, z którą nie ma pojęcia, jak postępować…
Akira Mado stwarza wrażenie córki swego ojca. Przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni. Zagadki nie sprawiają jej trudności, potrafi lepiej i zdecydowanie o wiele szybciej dojść do rozwiązania niż cały zespół inspektorów razem wzięty. Inteligenta, błyskotliwa, najlepsza uczennica w akademii. Czego można chcieć więcej?

Od jakiegoś czasu sądziłam, że „Tokyo Ghoul” teraz przede wszystkim skupi się na walce/wojnie między ghulami, a BSG. Nic bardziej mylnego. Manga wciąż pozostaje wielowątkowa. I nie ma możliwości, aby się przy niej nudzić, co już powtarzałam wielokrotnie, w każdej recenzji poprzednich części. Jest to dla mnie ogromne zaskoczenie, bo ilość uczuć, zawiłość fabuły, niespodziewane wydarzenia to wciąż się dzieje. Nowy tomik, nowe zawijasy, które pozostawiają czytelnika w osłupieniu. Aż boje się jakie zakończenie posiada trzynasty tom, który jest ostatnim dla tego tytułu. Podejrzewam, że mogę być w wielkim szoku…

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to w końcu Kaneki jest taką postacią, której oczekiwałam od samego początku. Zmienił się, nawet bardzo i według mnie na lepsze. Choć wszystko zależy od tego, jakie kto ma gusta i preferencje. Również podoba mi się powrót Smakosza. Nie myślałam, że będę go w stanie tolerować, po wcześniejszych wydarzeniach. Owszem, nie za bardzo mu ufam, ale chwilowo jest spoko. Cóż, co do całej reszty – nie będę się chwilowo rozpisywać na ich temat, bo nie jest to potrzebne. Zastanawia mnie tylko, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Niestety dotarły do mnie spoilery i o ile są prawdziwe, nie koniecznie jestem z tego zadowolona. Już nie długo się o tym przekonam…



Moja ocena: 9/10

pokaż więcej

 
2017-05-20 14:09:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie

I znów w moich rękach znajduje się „Bungou Stray Dogs”. Tym razem, obeszło się bez żadnych wpadek, tak jak przy poprzednim razie kiedy to pomyliłam opisy. Z lekturą tego tytułu postanowiłam się nie spieszyć, a wszystko dlatego, że na kolejne części trzeba sobie poczekać. Ja do tych cierpliwych osób nie należę, w szczególności, kiedy coś mi się spodoba. Wprawdzie to dopiero druga część, ale... I znów w moich rękach znajduje się „Bungou Stray Dogs”. Tym razem, obeszło się bez żadnych wpadek, tak jak przy poprzednim razie kiedy to pomyliłam opisy. Z lekturą tego tytułu postanowiłam się nie spieszyć, a wszystko dlatego, że na kolejne części trzeba sobie poczekać. Ja do tych cierpliwych osób nie należę, w szczególności, kiedy coś mi się spodoba. Wprawdzie to dopiero druga część, ale Bungou ma ogromny potencjał i mam nadzieję, że należycie został wykorzystany. Ale żeby to sprawdzić, najpierw muszę dowiedzieć się, jak wypadł drugi tomik…

Walka została zakończona, ale wojna dopiero się rozpoczyna…
Akutagawa przegrał. Atsushi budzi się w klinice i obwinia się za całą sytuację. Postanawia zniknąć, aby więcej nie narażać Zbrojnej Agencji Detektywistycznej na kłopoty, które mają przez jego osobę.
Zniknięcie nie jest rozwiązaniem. Mafia wysłała już swoje bojówki, która mają na celu zniszczenie Agencji.
To dopiero początek. Mafia nie zamierza się poddać, zrobi wszystko, aby Atsushi trafił w ich ręce…
Kto tym razem stanie na drodze detektywów?
Czy uda im się wygrać z wysłannikami Mafii?
Jak poradzi sobie Atsushi?


Drugi tomik „Bungou Stray Dogs” obfituje w akcję. Nie można się w żadnym wypadku nudzić, a to chyba najważniejsze w tym wszystkim. Co prawda, jego potencjał wciąż nie został wykorzystany do samego końca, ale jest na dobrej drodze, aby tak było. Na ten moment, to dosyć rozrywkowy tytuł, który umila czas. Jednak w tym wszystkim brakuje mi uczucia, które powodowałoby, że nie mogłabym doczekać się kolejnej części, jakiejś głębszej fabuły, bo chwilowo wszystko wydaje się zbyt płytkie. Od taka komedia, bo jak inaczej można nazwać coś, co nie wzbudza w czytelniku żadnego napięcia. Może w przyszłości jeszcze tak będzie, przynajmniej mam taką nadzieję.

Uzdolnieni, każdy z nich posiada jakąś wyjątkową umiejętność, którą może na co dzień wykorzystywać. I tylko od tej osoby zależy, w jakim celu będzie to robił. Niestety, ale można używać tego, nie tylko będąc tym dobrym, ale także tym złym. A to już komplikuje sprawę. Jest to coś wyjątkowego i przynajmniej na ten moment niepowtarzalnego. Zbrojna Agencja Detektywistyczna posiada szeroki wachlarz Zdolności, które ułatwiają im ich pracę, a także odparcie ataków silnego przeciwnika. Czy jednak to wystarczy, aby wygrać wojnę z Mafią? Przecież Mafia ma przewagę liczebną nad Agencją.

Trochę jestem rozczarowana, bo po zakończeniu pierwszego tomu, byłam pewna, że cała zabawa właśnie teraz się rozkręci. Niestety, nie dostałam tego, czego się spodziewałam. Jak dla mnie było zbyt łagodnie to wszystko pokazane, bez większych sensacji, czy anomalii. Owszem było ciekawie, momentami zapowiadało się naprawdę fajnie, ale… no właśnie, zabrakło tego czegoś, co wprawiłoby mnie w zachwyt. Uważam, że zawsze mogło być gorzej. Mam cichą nadzieję, że jeszcze wszystko nabierze właściwego tempa i wpadnie na te właściwe tory, a ja będę jeszcze skakać z radości przy każdej kolejnej części. Obym się nie myliła.

Najbardziej zadziwiające jest słownictwo. Określenia, które zostały wykorzystane w przekładzie, początkowo mogą być mylące. Dopiero na samym końcu osoba odpowiedzialna za tłumaczenie objaśnia nam, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Jest to całkiem dobre rozwiązanie, bo przy okazji można także dowiedzieć się nieco więcej o literaturze japońskiej i samych autorach tego kraju. To niezła gratka dla ciekawskich osób, uwielbiających otwierać się na nowe czytelnicze doznania. Sama kiedyś w wolnej chwili mam zamiar zapoznać się bliżej z piórem kilku pisarzy wymienionych w tym dodatku. Ale najpierw muszę znaleźć na to czas, teraz mam go niewiele, więc musi to poczekać na bardziej sprzyjające warunki.


Podsumowując Bungou, jest tytułem dopiero raczkującym. Ma swoje zalety, ale także posiada kilka wad. Nie mniej jednak jest lekturą wartą uwagi. Teraz tylko trzeba poczekać i sprawdzić, w którą stronę rozwinie swoje skrzydła.



Moja ocena: 6/10

pokaż więcej

 
2017-05-19 15:56:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Green Blood (tom 5)

To już koniec przygody z mangą „Green Blood”. Niezmiernie mi smutno z tego powodu, bo całkiem miło spędziłam z nią czas. Ale wszystko, co dobre kiedyś musi się skończyć, przecież nic nie trwa wiecznie. Nadchodzi ostateczne rozstrzygnięcie, pogoni braci Burns. I nawet nie wiecie, ile miałam obaw co do finału tej serii. Wręcz z duszą na ramieniu sięgałam po ostatni tomik. Mogłam mieć tylko... To już koniec przygody z mangą „Green Blood”. Niezmiernie mi smutno z tego powodu, bo całkiem miło spędziłam z nią czas. Ale wszystko, co dobre kiedyś musi się skończyć, przecież nic nie trwa wiecznie. Nadchodzi ostateczne rozstrzygnięcie, pogoni braci Burns. I nawet nie wiecie, ile miałam obaw co do finału tej serii. Wręcz z duszą na ramieniu sięgałam po ostatni tomik. Mogłam mieć tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze i to rozstanie zapamiętam na długi czas. Jak myślicie, moja obawy były słuszne? Ja już znam zakończenie tej historii i zaraz dowiecie się, czy liczyłam na taki obrót spraw.

Luke i Brad trafili na terytorium Indian, gdzie zostali pojmani. Luke, jak zwykle wpakował ich w kłopoty. Dowiadują się także, że Edwar King jest całkiem niedaleko i to on uknuł kolejny plan prowadzący do krwawej masakry.
Nadchodzi moment ostatecznej konfrontacji!
Kto wyjdzie z niej zwycięsko?
Czy bracia przeżyją to starcie?
Jako zakończy się ta epicka pogoń?
Czas na niezwykle emocjonujący finał!


Jak można było się domyślić, ostatni tom „Green Blood” dostarcza wielu niezwykłych emocji. Od samego początku trzyma w napięciu, bo wiemy, że już za moment historia zostanie zakończona. Już nie mówiąc o tym, że nawet na chwilę nie można oderwać się od czytania. Zapartym tchem czeka się na to, co ma nastąpić. Ale żeby nie było łatwo, za nim znajdziemy się na tej upragnionej ostatniej stronie, najpierw bracia Burns będą musieli przeżyć jeszcze jedną przygodę (tak to można ująć, żeby zbyt wiele wam nie zdradzać). I tak szczerze pisząc, jestem trochę rozdarta, nie mam pojęcia czy cieszę się, że to już koniec, czy jednak mi z tego powodu jest przykro…

Edwar King, przestępca, który we wszystkich dwudziestu czterech stanach jest znany ze swej brutalności i bezwzględności. Za jego głowę jest wyznaczona nagroda o wartości piętnastu tysięcy dolarów, dla tego, kto pomoże w jego schwytaniu. Przebiegły i nieczuły. Nie dla niego są sentymenty. Nawet właśni synowie go nie obchodzą i jest gotów ich zabić z zimną krwią. Zresztą tam, gdzie on się pojawia, tam zostawia mnóstwo trupów. Dla niego to chleb powszedni. Dla osiągnięcia swojego celu gotów jest poświęcić wszystko. Jest także zbyt pewny siebie, już dawno nikt nie był w stanie mu podskoczyć, dlatego jego czujność jest uśpiona…

No dobra, nie spodziewałam się, że akcja potoczy się w takim kierunku, ale domyślałam się, jakie będzie zakończenie. Zaskoczyło mnie tylko to, w jaki sposób autor je przedstawił, co mnie niezmiernie cieszy. Lepiej nie mogłam sobie tego wyobrazić. I jestem usatysfakcjonowana ostatnim tomikiem tego tytułu. A to chyba najważniejsze, kiedy czytelnik jest zadowolony ze swojej lektury. Może ten tytuł nie jest wybitny, ale zawiera wszystko to, co przynajmniej ja w nim szukałam. Miałam emocje, miałam krew i brutalność. Historię nie tylko o zemście, ale o miłości braterskiej i poświęceniu się dla dobra sprawy. Zdecydowanie to nie była jedna z tych płytkich i głupiutkich mang dla celów humorystycznych…

Piąty tom jest zwieńczeniem całej historii. Zawiera wszystkie elementy poprzednich części. Ale przede wszystkim jest idealnym dopełnieniem. I po raz kolejny muszę zachwycić się przepiękną okładką i kreską, która wciąż mnie zachwyca, przez cały czas potrafi wprawić mnie w osłupienie. Nawet na chwile nie odbiegała od ideału. A ja nie mogę się na nią napatrzeć, żeby wszystkie mangi miały tak dopracowane kadry… ale to chyba niemożliwe i to jest najsmutniejsze w tym wszystkim. Mnie nic już więcej nie pozostaje, tylko polecić wam „Green Blood”, bo jest przy czym miło spędzić czas!

Podsumowując „Green Blood” to tytuł, który wart jest waszej uwagi. Nawet choćby ze względu na samą jego kreskę. Fabuła, no cóż, może nie jest jakiś wysokich lotów, ale jest prosta, czasami przewidywalna, a najważniejsze zawiera głębsze przesłanie i wartości. Wystarczy uważnie się wczytać…



Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2017-05-18 17:20:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 8)

Wciąż jeszcze przeżywam wydarzenie, które były w siódmym tomiku „Tokyo Ghoul”. Wciąż buzuje we mnie krew, chociaż to jeszcze nie koniec, przecież ofensywa BSG wciąż trwa. Dlatego, żeby zaspokoić swoją ciekawość i opanować szalejącą burzę pytań w mojej głowie musiałam jak najszybciej zapoznać się z następną częścią. Tylko dzięki niej mogłam zapanować nad moim wewnętrznym chaosem. Cieszy mnie... Wciąż jeszcze przeżywam wydarzenie, które były w siódmym tomiku „Tokyo Ghoul”. Wciąż buzuje we mnie krew, chociaż to jeszcze nie koniec, przecież ofensywa BSG wciąż trwa. Dlatego, żeby zaspokoić swoją ciekawość i opanować szalejącą burzę pytań w mojej głowie musiałam jak najszybciej zapoznać się z następną częścią. Tylko dzięki niej mogłam zapanować nad moim wewnętrznym chaosem. Cieszy mnie tylko to, że jeszcze nie jest to koniec mojej przygody z tym tytułem. Choć niedługo nieubłaganie będę musiała zakończyć ten etap. Tylko po to, żeby rozpocząć przygodę z „Tokyo Ghoul:re”…

Na drodze BSG pojawiła się Sowa. Ghul, który dziesięć lat temu siał spustoszenie. Gołębie przygotowują się do walki z nim, choć wiedzą, że większość z nich może tego nie przeżyć…
Kim jest tajemnicza Sowa?
Kaneki, w którym w końcu obudził się ghul, odnajduję Touke i Ayato – ostatnich z rodu Kirishima. Rodzeństwo skacze sobie do gardeł. Touka nie może pojąć, dlaczego jej brat wstąpił do Aogiri, a Ayato twierdzi, że jego siostra jest słaba, a to doprowadzi do jej śmierci…
Czy rodzeństwo znajdzie wspólny język?
Czy teraz wszystko wróci do normy?
Kto wygra tę walkę, ghule, czy BSG?


Z „Tokyo Ghoul” jest jeden zasadniczy problem. Mianowicie kiedy czytelnik myśli, że nadejdzie w końcu upragniona chwila spokoju, zostaje na niego wylany kubeł zimnej wody, bo znów pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi. Owszem akcja wciąż prze do przodu i nie pozwala się nudzić, ale niektóre zabiegi wykonane przez autora są zbyt zaskakujące i zbyt słabo uargumentowane. Prowadzi to do lekkiej dezorientacji, choć zapewne wszystko się wyjaśni wraz z kolejnymi częściami. Tym razem również jest podobnie, choć to tylko drobny szczegół powoduje ten stan. Drugim skutkiem ubocznym jest wielki głód czytelniczy, wciąż chce się więcej i więcej, a każdy tomik wydaje się być za krótki…

Kaneki diametralnie się zmienił. To już nie ten sam pogodny i łagodny chłopiec. W końcu zaakceptował fakt, że jest ghulem – potworem w ludzkiej skórze. Wydaje się być wypruty ze wszelkich emocji. Czy będzie bezwzględnym i przerażającym ghulem? A może to tylko jego maska, którą nałożył, żeby przetrwać w tym okrutnym świecie? Jego umiejętności bojowe są zaskakujące, owszem wcześniej dużo ćwiczył i widać, że teraz skutecznie to wykorzystuje, ale mimo wszystko robi to ogromne wrażenie. Zmienił się nie tylko z charakteru, także z wyglądu. Jego włosy zrobiły się białe, twarz spoważniała, oczy nie wyrażają emocji… Maszyna, czy potwór?

Niestety, ale spodziewałam się więcej akcji w tym tomiku, a było jej znacząco mniej. Po ostatnim oczekiwałam czegoś bardziej spektakularnego, a tymczasem musiałam zadowolić się tym, co znalazłam na stronach ósmej części. Zdecydowanie dla mnie to za mało. Owszem jest wiele plusów, ale te ciągłe niewiadome zaczynają mnie irytować, bo tak naprawdę został wyjaśniony po części tylko jeden wątek, a co z resztą? Do tych pozytywnych aspektów, możemy zaliczyć wspomnienia z dzieciństwa Touki i Ayato, można bardziej zrozumieć rodzeństwo i to, co je ukształtowało, choć to tylko strzępki informacji. Kolejnym atutem był krótki flashback na temat Sowy, który miał na celu podkreślić potęgę tego ghula.

Pojawiła się kolejna tajemnicza postać, która na moje oko może dużo nabruździć, którejś ze stron. Nie będę wam na razie zdradzała, kim ten ktoś jest. Nie popsuje wam tej zabawy, na to nie liczcie. Zresztą sama zbyt mało wiem, aby tworzyć jakieś teorie. Zakończenie także nie pozostawia nam żadnych złudzeń – będzie się jeszcze się działo. A ja już myślałam, że może jednak wszystko będzie po staremu, nie no to taki żart, przecież byłoby zbyt nudno, żeby tak mogło być. Autor ewidentnie przygotował jeszcze wiele niespodzianek. Mam tylko nadzieję, że moje nerwy będą mogły to wszystko znieść, a ja się przez przypadek nie wykończą tymi wszystkim szalejącymi emocjami.

Czy też zauważyliście, że z tomu na tom, każda okładka jest coraz piękniejsza? Ja nie mogę się na nie napatrzeć! Tyle razy zachwycałam się kreską, którą można podziwiać na stronach mangi, ale okładki… chyba zacznę oprawiać sobie w ramki. Cudne są!



Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2017-05-14 12:31:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Green Blood (tom 4)

To już czwarty, a zarazem przedostatni tom „Green Blood”. Zbliżam się do końca tej przygody i coraz bardziej mi smutno z tego powodu. Postaram się nie rozpaczać w tym momencie, na to przyjdzie czas, kiedy będę pisać następną recenzję. Teraz muszę się skupić na wydarzeniach czwartej części. Poprzednio wiele się wydarzyło, przez co czułam niedosyt. Natychmiast chciałam więcej. Byłam na... To już czwarty, a zarazem przedostatni tom „Green Blood”. Zbliżam się do końca tej przygody i coraz bardziej mi smutno z tego powodu. Postaram się nie rozpaczać w tym momencie, na to przyjdzie czas, kiedy będę pisać następną recenzję. Teraz muszę się skupić na wydarzeniach czwartej części. Poprzednio wiele się wydarzyło, przez co czułam niedosyt. Natychmiast chciałam więcej. Byłam na czytelniczym głodzie, który bardzo ciężko było opanować. Mimo wszystko nie łatwo zapomnieć o tej historii. A tym bardziej niemożliwe wydaje się przejście do codzienności po takich emocjach. Tylko wciąż zastanawiam się, co z pierwotnym celem braci…

Morderca Anne musi ponieść karę za tę zbrodnię. Luke osobiście przysięga pomścić śmierć kobiety, którą zaczął traktować jak matkę. Bracia muszą także odzyskać certyfikat własności, inaczej jej córka straci ziemię – jedyną pamiątkę po rodzicach…
Edward King coraz częściej pojawia się na drodze swoich synów. Mimo że wciąż jest daleko, wydaje się być na wyciągnięcie ich ręki. W jaki sposób trafią na jego trop?
Czy Luke dotrzyma obietnicy i pomści Anne?
Czy jest w stanie być mordercą bez serca?
Dokąd tym razem los rzuci braci Burns?


Pobiłam chyba swój rekord, czwarty tomik mangi wciągnęłam nosem – inaczej nie mogę tego nazwać. Wystarczyło dwadzieścia minut, a ja już znalazłam się na ostatniej stronie. Nawet nie wiecie, jakie było moje zdziwienie, kiedy się zorientowałam, ile czasu minęło. Pochłonęłam komiks w zawrotnym tempie, zawsze czytałam sprawnie, ale przeważnie mangi zabierały mi przeważnie minimum godzinkę, więc nawet jak na mnie, to jest nie lada wyczyn. Owszem oglądając same obrazki, można dokonać tego nawet szybciej, ale czytając dokładnie każdy dialog, przyglądając się dokładnie kadrą… raczej wątpliwe, niż prawdziwe. A jednak jakimś cudem tego dokonałam.

Luke całkowicie się zmienił. Dotąd był nieświadomym gówniarzem, który chętnie nadstawiał swojego karku za innych, teraz poprzysięga zemstę. Jest gotowy zabić innego człowieka. A jeszcze pół roku wcześniej był zwykłym pracowitym chłopakiem, który nigdy nie miał w ręku broni, brzydził się gangów i tego, co wyprawiają. Coś w nim pękło, coś się zmieniło. To nie ten sam Luke, to nowy i całkowicie odmieniony mężczyzna, znający swój cel w życiu. Gotowy poświęcić się sprawie, nawet za cenę własnego życia. Takiej zmiany nikt się nie spodziewał. Tylko, czy będzie w stanie udźwignąć psychicznie wszystkie konsekwencje drogi, którą obrał?

Burzliwa droga braci Burns wkracza w jeden z najważniejszych etapów. Już niedługo poznamy zakończenie ich historii, ale za nim to nastąpi muszą pokonać przeszkody, które pojawiły się na ich drodze. Ewidentnie możemy zaobserwować wielką zmianę w osobowości obu braci. To nie ci sami faceci, co pojawili się w pierwszym rozdziale. Oni ewoluowali, a to bardzo mi się podoba, przynajmniej mają w sobie to coś, co przyciąga czytelnika. Choć obawiam się wciąż, że ta cała przemiana może cofnąć się wraz z nadejściem ostatniej strony, ostatniego chaptera. Pod tym względem manga wciąż potrafi mnie zaskoczyć, więc nie jestem w stanie przewidzieć możliwych niuansów.

W tym tomie również pojawiają się nowe postacie. Niestety nie należą do zwolenników braci, ale… są niezwykle przydatni. Nie mogę wam więcej powiedzieć, byłby to spoiler i to bardzo duży. A przecież nikt z nas ich nie lubi. Najbezpieczniej będzie, jeśli wam napiszę, że akcja nabiera tempa, pod tym względem w zupełności nie można się nudzić. A każdy dodatkowy wątek prowadzi braci w konkretnym celu. Jest to dość schematyczne i może być przewidywalne, ale autor zadbał, o pewne szczegóły, które potrafią zaskoczyć. Takie drobne niewiadome urozmaicają wędrówkę ku końcowi. Jestem tylko ciekawa, jak wypadnie samo zakończenie, i czy będę nim usatysfakcjonowana. Mam pewien scenariusz, może się sprawdzi…



Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2017-05-14 09:19:15
Ma nowego znajomego: Andrzej Sieradzki
 
2017-05-13 14:36:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Recenzenckie
Autor:

„Lato Eden” to książka, która przyciągnęła mój wzrok swoją okładką. Tak wiem, nie musicie mi przypominać, że nie wolno oceniać po okładce, ale sami chyba rozumiecie – okładka, która przyciąga czytelnika to już połowa sukcesu. Opis również mnie zaintrygował. Teraz tylko trzeba było poczekać na samo wnętrze. I jak na złość pan kurier przyniósł mi lekturę wtedy, kiedy mnie nie było w domu.... „Lato Eden” to książka, która przyciągnęła mój wzrok swoją okładką. Tak wiem, nie musicie mi przypominać, że nie wolno oceniać po okładce, ale sami chyba rozumiecie – okładka, która przyciąga czytelnika to już połowa sukcesu. Opis również mnie zaintrygował. Teraz tylko trzeba było poczekać na samo wnętrze. I jak na złość pan kurier przyniósł mi lekturę wtedy, kiedy mnie nie było w domu. Musiałam czekać do dnia następnego, żeby móc odebrać swoja upragnioną przesyłkę. Niby to tylko kilkanaście godzin zwłoki, ale dla ksiażkoholika takiego jak ja, jest to cała wieczność. Znacie to uczucie?

Dwie przyjaciółki – Jess i Eden. Tak skrajnie różne, a jednak nierozłączne. Wiedzą o sobie wszystko…
Kiedy Eden nagle znika, Jess postanawia ruszyć na jej poszukiwania. Musi znaleźć wskazówki, które mogłyby ją naprowadzić na jej trop. Wspólnie spędzone lato, miejsca, w których przebywały. Podąża tym śladem – śladem minionych wydarzeń.
Wspomnienia powracają, tajemnice i przemilczane sprawy, teraz tak bardzo są widoczne. Jess zdaje sobie sprawę, że te wszystkie ulotne chwile były niczym gra aktorska. Uświadamia sobie, że chyba nie zna tak dobrze Eden, jak do tej pory jej się wydawało.
Zegar tyka, pojawia się coraz więcej niewiadomych… Czy Jess uda się odnaleźć Eden zanim będzie za późno? Tik tak, tik tak… Każdy minuta, każda upływająca godzina zmniejsza szansę na to, żeby Eden odnalazła się cała i zdrowa…

Nie spodziewałam się tak poruszającej lektury. Nie tylko opowiada nam o sile przyjaźni, wsparciu i bezwarunkowej czysto platonicznej miłości. Uświadamia nam, jak bardzo możemy się mylić w stosunku do osób, które znamy i się z nimi przyjaźnimy. Jak łatwo przybrać maskę, robić drobne gesty świadczące z pozoru, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę są niczym wołaniem o pomoc. Tak łatwo przeoczyć takie niuanse. Małe odchylenia od normy. Przecież nam się wydaje, że znamy osobę obok nas na wylot, że jest z nami szczera do bólu… to tylko pozory i nasze przeoczenia. A może tak naprawdę nie chcemy widzieć tych detali? Może specjalnie jesteśmy ślepi? Bo tak jest łatwiej, prościej…


„ - Twoja przyjaciółka Eden nie wróciła wczoraj do domu. Robimy wszystko co możemy, by ją jak najszybciej znaleźć. Wiem, że chcesz, by wróciła bezpiecznie. My też tego chcemy. Dlatego zamierzamy zadać ci parę pytań. To, co powiesz, może nam pomóc w poszukiwaniach. Zgadasz się?
Odgrywa napisany z góry scenariusz i idzie jej nieźle. Widać, że jest świetna w tym, co robi, ale ten wyćwiczony tekst wytrąca mnie z równowagi.”


Jess różni się od normalnych nastolatków. Wyróżnia się kolorem włosów, ubiorem, kolczykami, a nawet tatuażem. Ma tylko piętnaście lat i bardzo traumatyczne przeżycia. Mimo wszystko jakoś funkcjonuje, Eden jest dla niej wszystkim, ale przede wszystkim osobą, która w pełni ją akceptuję. Eden jest jej całkowitym przeciwieństwem – piękne blond włosy, popularna, powszechnie lubiana. Dziewczyna z elity. Na pierwszy rzut oka nikt by się nie spodziewał, że te dwie nastolatki mogą być tak ze sobą związane. Obie mają ciężkie chwile. Wydarzenia ostatnich miesięcy odcisnęły na nich swoje piętno. A mimo wszystko zawsze się wspierały, pomagały sobie w tym trudnym okresie, pilnowały, żeby razem to przetrwać…


„ – Liama obie poznałyśmy lata temu, ale tak naprawdę znajomość odnowili dopiero w maju.
A ponieważ Eden to Eden, sposób, w jaki się spotkali, nie był czymś, co łatwo się zapomina.”


Książka dzieli się na trzy części. W każdej z nich poznajemy bieżące wydarzenia, ale także wspomnienia ubiegłego lata. Poznajemy historię dziewczyn, ale także samą Eden. Jess analizując niektóre momenty, dochodzi do wniosków, które wcześniej pominęła. Jej wytrwałość jest niesamowita. Nie zważając na nic, podąża wyznaczonym szlakiem, aby tylko znaleźć przyjaciółkę. Rzadko kiedy zdarza się, aby ktoś tak potrafił poświęcić się dla drugiego człowieka. Taka więź to prawdziwy skarb, który trzeba pielęgnować, mimo że los bywa przewrotny i często rzuca kłody pod nogi. A ta lektura boleśnie nam uświadamia, że jesteśmy tylko ludźmi popełniającymi błędy.


„ Bieg pomaga mi nawet dziś. Przenosi mój strach na drugie miejsce, bo na pierwszym jest to:
Każdy oddech, ciepły, z piersi wyrwany…
Każdy mój krok, ziemia grzmi pod stopami…”


„Lato Eden” to jedna z tych lektur, która jest pouczająca i niezwykle poruszająca. Dotyka najskrytszych emocji, które gdzieś tam w nas siedzą. Nie tylko nie można się od niej oderwać, dla niej można zarwać noc, byleby tylko dotrzeć do tej jakże znienawidzonej ostatniej strony, bo tam właśnie kończy się historia tych dwóch dziewczyn. Wielokrotnie łzy napływały do moich oczu, mimo że to tylko czysta fikcja literacka. Takie emocjonalne tornado przeze mnie przechodziło, a ja w żaden sposób nie mogłam przed nim uciec. A lektury za żadne skarby bym nie porzuciła. Czy książka jest przewidywalna? I tak, i nie. Tylko detale o tym decydują, to co w danym momencie jest dla nas przewidywalne, oczywiste, aż do bólu, za chwile może mieć głębsze znaczenie. A wszystko to składa się na tę cudowną pozycję, którą gorąco wam polecam.


Moja ocena: 10/10

pokaż więcej

 
2017-05-12 22:30:25
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 7)

Po emocjonującym szóstym tomiku „Tokyo Ghoul” przyszedł czas na siódmą część historii Kanekiego. I choć miałam tym razem delektować się mangą, a co za tym idzie nie czytać w jeden dzień pozostałych tomów, nie byłam w stanie tego zrobić. Rzuciłam się na nią, jak wygłodniały lew. Wiem, mam bardzo słabą wolę, ale nic na to nie poradzę, to jest ode mnie silniejsze. Musiałam się dowiedzieć, co... Po emocjonującym szóstym tomiku „Tokyo Ghoul” przyszedł czas na siódmą część historii Kanekiego. I choć miałam tym razem delektować się mangą, a co za tym idzie nie czytać w jeden dzień pozostałych tomów, nie byłam w stanie tego zrobić. Rzuciłam się na nią, jak wygłodniały lew. Wiem, mam bardzo słabą wolę, ale nic na to nie poradzę, to jest ode mnie silniejsze. Musiałam się dowiedzieć, co stanie się z naszym bohaterem. Byłam przekonana, że nie będzie to nic dobrego. Miałam złe przeczucia, a one przeważnie się sprawdzają. Jak myślicie, moje obawy się sprawdziły, a może byłam tylko przewrażliwiona? Za chwilkę się o wszystkim przekonacie.

Kaneki został uprowadzony. Próba ucieczki, jego i innych ghuli, zakończyła się niepowodzeniem. Dla dobra pozostałych postanowił pójść z Jasonem. Czy była to dobra decyzja?
W Anteiku przyjaciele chłopaka chcą jego uratować. Niestety, Yoshimura próbuje odwieść ich od tego pomysłu…
„Powinniście przyjąć do wiadomości, że już go nie zobaczycie.”
Po tych słowach, z jeszcze większą determinacją próbują nakłonić szefa do misji ratunkowej.
BSG staje do walki z Aogiri. Czy mają szansę pokonać ghule?
W tym samym czasie Kaneki jest ofiarą okrutnych tortur. Czy wyjdzie z tego cało?


Tym razem emocje sięgnęły zenitu. To, co dzieje się w siódmej części „Tokyo Ghula” mrozi krew w żyłach. Czułam, że może być niezbyt przyjemnie, ale to, co znalazłam na tych stronach przeszło wszelkie moje oczekiwania. Jest niebezpiecznie, a niektóre sceny przyprawiają dosłownie o mdłości. Tortury Kanekiego to najgorszy moment. Nie spodziewałam się czegoś tak mocnego. A efekt końcowy… nic dodać, nic ująć. Na coś takiego czekałam od samego początku. Jestem usatysfakcjonowana tymi wydarzeniami, choć wciąż zastanawiam się, co będzie dalej. Walka wciąż trwa i stoi pod znakiem zapytania. Coś pięknego.

Ghule należące do Drzewa Aogiri prowadzą otwartą wojnę z BSG. I to właśnie ci drudzy początkowo przegrywają. Nie są w stanie wedrzeć się do kryjówki, przez co są łatwym celem. Aogiri liczyli na taki obrót sprawy, chodź wiedzą, że łatwo nie będzie pozbyć się Gołębi. Czym więcej uda się ich zabić tym lepiej dla nich. Jednak liczebność BSG jest ogromna. I wszystko może jeszcze się wydarzyć, przetrwają tylko najsilniejsi.
Tymczasem ghule z Anteiku, próbują przekonać swojego szefa do odbicia Kanekiego. Wiedzą, że misja jest bardzo ryzykowna i prawdopodobniej nie wszyscy wyjdą z tego cali. Ich wrogiem jest nie tylko BSG, ale także Drzewo Aogiri, a to dodatkowo wszystko utrudnia. Czy podejmą się tego ryzyka?

W tym momencie część moich wcześniejszych przypuszczeń właśnie się sprawdziła. Pojawiają się bohaterowie, którzy chwilowo byli uśpieni. Akcja jeszcze bardziej przyspiesza, a ja myślałam, że nie jest to już możliwe. Emocjonalne tornado porywa czytelnika, a po drodze rozrywa go na malutkie kawałeczki. Ciężko jest się pozbierać po takim widoku, choć zakończenie tego tomiku to swoista rekompensata dla oczu i głowy. Pytanie tylko, w którym to kierunku teraz się potoczy. Chwilowo zabrakło mi pomysłu na dalsze wydarzenia. Tylko jedno jest pewne, wojna trwa i rozwój historii zależy od jej wyniku.

W tomiku znajdziemy kilka wspomnień Kanekiego. Dzięki nim dowiadujemy się, w jaki sposób został wychowany i jakie wartości zostały w niego wpojone. Sami też musimy zdecydować, czy jego obecne postępowanie jest słuszne. Również możemy spróbować postawić się na jego miejscu i próbować podjąć decyzję, w momencie, kiedy to on sam musi dokonać wyboru. Ostrzegam, nie są to łatwe decyzje. I tak naprawdę to tylko takie gdybanie. Żal mi tego chłopaka. Polubiłam go, ale wciąż mi czegoś w nim brakowało… Nie jestem pewna, czego oczekiwałam. Chyba na siłę chciałam, żeby był inny. To nie leży w jego naturze.

Jak na shounen przystało, ten tomik jest jednym z lepszych, który do tej pory czytałam. Fani tego tytułu na pewno będą zadowoleni z takiego obrotu spraw. Lepiej już chyba być nie mogło. Ten brutalny świat wciąż potrafi mnie zadziwić i mam nadzieję, że tak już pozostanie do samego końca. A ten zbliża się wielkimi krokami. Wprawdzie jeszcze sześć części przede mną, ale to bardzo szybko zleci…



Moja ocena: 9/10

pokaż więcej

 
2017-05-12 22:18:24
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-05-09 16:44:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Green Blood (tom 3)

„Green Blood” to manga, która całkowicie przypadkiem wpasowała się w moje gusta. Posiada wiele zalet, ale bez wad się nie obyło. W końcu nic nie jest idealne. Teraz to już trzeci tomik, który miałam przyjemność przeczytać. Poprzedni zostawił mnie w takim momencie, że nie było możliwości, aby od razu nie sięgnąć po kolejną część. Dobrze, że przynajmniej leżała na moim parapecie, bo nie lubię... „Green Blood” to manga, która całkowicie przypadkiem wpasowała się w moje gusta. Posiada wiele zalet, ale bez wad się nie obyło. W końcu nic nie jest idealne. Teraz to już trzeci tomik, który miałam przyjemność przeczytać. Poprzedni zostawił mnie w takim momencie, że nie było możliwości, aby od razu nie sięgnąć po kolejną część. Dobrze, że przynajmniej leżała na moim parapecie, bo nie lubię niedokończonych wątków, a tym bardziej czekania na sposobność ponownego zanurzenia się w lekturze. Czy jestem usatysfakcjonowana tym, co zobaczyłam w mandze, a może pozostawiła mnie w niedosycie, z czego nie jestem zadowolona? Zaraz się o tym przekonacie…

W Five Points trwa wojna gangów. Grave Diggers czy Iron Butterflies? Kto z nich wyjdzie zwycięsko z tego starcia, a może obie organizacje polegną na polu bitwy?
Grim Reaper, Luke i ich ojciec, jaką odegrają w tym wszystkim rolę?
Co zrobi Luke, jak dowie się, że jego brat jednak żyje?
Czy zdoła mu wybaczyć te wszystkie kłamstwa, którymi był karmiony przez lata?
Czy bracią uda się przeżyć?
Czy będą mieli kolejny rozdział swojej historii?


Trzeci tom historii braci Burns obfituje w zaskakujące zwroty akcji. Kilku rzeczy naprawdę się nie spodziewałam, byłam pewna, że autor komiksu inaczej poprowadzi fabułę. Uwielbiam, kiedy nic nie dzieje się zgodnie z moimi teoriami. Przynajmniej wtedy mam większy apetyt na dalszy ciąg danego tytułu, o ile taka w ogóle jest. A w tym przypadku pozostały mi jeszcze dwa tomiki, z którymi w najbliższym czasie będę mogła się zapoznać. I teraz nie mam pojęcia, czego mogę od nich oczekiwać. Jeszcze wszystko może się wydarzyć, a ja nie mam żadnego pomysłu na to, jak może potoczyć się historia braci. Mam tylko delikatne przeczucie, które chwilowo jeszcze spycham na dalszy plan.

Luke jest przekonany, że jego brat nie żyje. Nie może pogodzić się z tym, jak brat go oszukiwał przez te wszystkie lata. Do tego dochodzi cała sprawa poszukiwań ich ojca, który niespodziewanie pojawił się w Five Points. Zbyt wiele wydarzyło się jak na jedną krótką chwilę. Złudzenie jego dotychczasowego życia nagle się rozwiało, a on został z tym wszystkim sam. Choć, nie zupełnie jest samotny. U jego boku pojawiła się Emma, która wypełnia ostatnia wolę Brada. Dziewczyna wspiera młodszego z braci, bo właśnie tego chciałby ten starszy. Pomaga mu pozbierać się i namawia do wyjazdu tak, jak kiedyś o tym marzył…

„Green Blood” charakteryzuje się przede wszystkim przepiękną kreską, która za każdym razem pozostawia po sobie niezmienne wrażenie. Jest przecudna i bardzo łatwo się w niej zakochać. Jest odzwierciedleniem mangi. Mocna, charakterna, przemawiająca do czytelnika. Sama fabuła wydaje się o wiele mniej złożona i słabiej zarysowana, ale w tym tomiku pojawia się nagły zwrot, który powoduje niemałe zaskoczenie. Czegoś takiego nikt nie mógł się spodziewać, przynajmniej tak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Czym głębiej to analizując lub rozkładając na czynniki pierwsze, pojawiają się całkiem inne wnioski. Na całe szczęście nie ma to większego wpływu na odbiór komiksu.

Historia wciąż się rozwija, pozostało kilka niewyjaśnionych kwestii, które powinny niedługo uzyskać rozwiązanie. Po części to już nie mogę się doczekać tego momentu, ale też nie chciałabym tak szybko rozstawać się z tym komiksem. Niestety, ale nie długo na pewno to nastąpi. Mam tylko nadzieję, że zostanę jeszcze miło zaskoczona, chwilowo nie dopuszczam do siebie myśli, że ten mały scenariusz z mojej głowy mógłby się sprawdzić, bo mimo wszystko zdążyłam się zżyć z głównymi bohaterami. Polubiłam ich, są dobrze wykreowani, nie odpychają od siebie czytelnika. Ich osobowość posiada głębsze dno, czego początkowo nie dostrzegałam. Będzie mi smutno bez tej dwójki…



Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2017-05-07 10:42:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: Piętno Krwawej Hrabiny (tom 2)

„Pierworodna” jest kontynuacją książki „Potomkowie”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam nią zachwycona. Nie mogłam się doczekać, kiedy w moje łapki trafi drugi tom. I wcale nie trzeba było długo czekać… pół roku to wcale nie dużo. A co najlepsze w tym wszystkim, u nas książka miała premierę jako pierwsza na świecie! Tego wcale się nie spodziewałam i chyba nikt z czytelników nie... „Pierworodna” jest kontynuacją książki „Potomkowie”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Byłam nią zachwycona. Nie mogłam się doczekać, kiedy w moje łapki trafi drugi tom. I wcale nie trzeba było długo czekać… pół roku to wcale nie dużo. A co najlepsze w tym wszystkim, u nas książka miała premierę jako pierwsza na świecie! Tego wcale się nie spodziewałam i chyba nikt z czytelników nie myślał, że właśnie tak może się stać. Niby to tylko kilka dni przed premierą światową, ale mimo wszystko robi się cieplej na serduszku, że to właśnie u nas pozycja pojawiła się szybciej i mogliśmy jako pierwsi ją przeczytać.

Przeszłość Audry powróciła, w dodatku odzyskuje wcześniej utracone wspomnienia…
Teraz wie, że stawka jest o wiele wyższa, niż jej się wydawało. Pozbyła się pamięci, by uratować córeczkę. Dziedzice nie odpuszczą, teraz nie tylko ratuje Luke. Musi zrobić wszystko, żeby uratować wszystkich Potomków. Musi pokonać Historyka, aby tego dokonać, musi zawrzeć pakt z samym diabłem, o ile najpierw nie straci życia…
Czas ucieka, Audra musi działać przeciwko prawu, co tylko utrudnia jej to wykonanie zadania. Kolejnym problem staje się jej rosnąca moc, która w szybkim tempie odbiera jej siły. Z pomocą kilku sprawdzonych przyjaciół wciąż szuka sposobu, aby zakończyć tę wojnę.
Jakie konsekwencje poniesie Audra?
Czy znajdzie w sobie siły, żeby doprowadzić sprawę do końca?
Co zrobią Dziedzice, żeby ją powstrzymać?
Komu może zaufać, a kto jest jej wrogiem?

Druga część potomków jest niczym hollywoodzki film akcji. Dzieje się wiele, emocje są ogromne. Nie ma możliwości wytchnienia. Istne tornado, które trzyma czytelnika w swoich szponach i nie zamierza mu odpuścić, póki nie znajdzie się na ostatniej stronie. Nie sposób oderwać się od lektury, nie wspominając już o tym, że nie można samemu nie przeżywać tego, co dzieje się na stronach tej książki. W pewnych momentach miałam wrażenie, że sama jestem tam i walczę u boku Audry. Już dawno w ten sposób, nie wciągnęła mnie żadna książka. Ten tytuł zawiera wszystko to, czego potrzeba, aby czytanie było niezwykłą przygodą. Miłość, tajemnica, akcja i niebezpieczeństwo…


„Sześć tygodni temu przebudziłam się w chatce ukrytej w lasach na północy Maine, pozbawiona jakichkolwiek wspomnień z dwóch poprzednich lat; z wcześniejszych etapów życia również nie pozostało mi w pamięci nic konkretnego. Nie znałam swojej prawdziwej tożsamości, a imiona i twarze ludzi, których kochałam, zniknęły bezpowrotnie. Wszystko to odebrano mi na moje własne życzenie podczas zabiegu, któremu poddałam się, by chronić wielkiej wagi tajemnicę.
Bo w moim wypadku wiedza jest niebezpieczna. A pamięć – śmiercionośna.”


Audra stoi przed największym wyzwaniem w swoim życiu, to co jeszcze kilka tygodni temu porzuciła, wymazując swoją pamięć, wraca do nie z podwójną siłą. Teraz nie może się już wycofać. Musi doprowadzić sprawę do końca, nawet jeśli stawką jest jej życie. W końcu walczy o coś bardziej cennego. I nie tylko chodzi w tym momencie o jej córkę, ale o wszystkich Potomków. Nic więcej już się nie liczy. Jej moc wciąż rośnie, co jest zaskakującym faktem, gdyż inni takiej nie posiadają. Wychodzi prawda na temat jej prawdziwego pochodzenia. Dziedzice nie cofną się, teraz gdy już wiedzą kim tak naprawdę jest i do czego jest zdolna. Jest numerem jeden, najbardziej poszukiwanym, którego natychmiast trzeba zabić.


„ – Masz rację – mówi cicho. – Historyczka nigdy nie przestanie cię ścigać. Nie tylko ze względu na to, co znalazłaś, ale też na to, kim j e s t e ś. Rolan słusznie zauważył, że jeśli do tej pory nie wiedzieli, teraz są aż nadto świadomi.”


Nie spodziewałam się, że druga część będzie mogła przewyższyć poziomem swoją poprzedniczkę. Ilość intryg, grono zamieszanych, czy poziom niebezpieczeństwa – wszytko wzrosło. Miałam tylko jedną małą chwilę zwątpienia, kiedy akcja przybrała taki obrót, że balansowała na cienkiej granicy i w każdej chwili mogła ją przekroczyć, przez co książka stałaby się kiczowata, przerysowana, wywołując salwy śmiechu. Autorka się postarała i udało jej się nie przekroczyć tej linii, dzięki temu fabuła była jak najbardziej akceptowalna. Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz, byłam pewna, że będzie jeszcze trzeci tom, ale patrząc na ostatnią stronę, historia została definitywnie zakończona i nie będzie do niej powrotu.

Mimo że jest mi smutno, bo to już koniec tej historii, myślę, że to najlepszy moment, aby się z nią rozstać. Przynajmniej nie jest rozwlekana na siłę, aby przynosiła tylko zyski. Także nie mogę doczekać się kolejnej lektury spod pióra autorki. Jest niesamowita w tym, co robi i trafiła na listę moich ulubionych pisarzy, a jest ich całkiem nie wielu. Ta seria naprawdę posiada same zalety, a wad jak nie było, tak ich nie widać, to aż dziwne, bo to bardzo rzadkie zjawisko na rynku powieści młodzieżowych tym bardziej, gdzie znajdują się elementy fantastyki. Bez schematów, bez oklepanych tematów. To taki powiew świeżości wcześniej nikt się nie pokusił, aby wykorzystać tego typu historię, budując na niej swoją fabułę do książki. A myślałam, że jest to już niemożliwe. Tosca Lee jednak udowodniła, że dla chcącego nic trudnego. Oby tak dalej!



Moja ocena: 9/10

pokaż więcej

 
2017-05-07 09:39:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Autor:
Cykl: Tokyo Ghoul (tom 6)

Po krótkie przerwie, „Tokyo Ghoul” powraca. Tak! Znów mam w swoich łapkach historię ghuli i już nie mogę się doczekać, każdego kolejnego tomu. Poprzednia część sprawiła, że pojawiło się wiele nowych pytań, a skoro pewne wydarzenia zakończyły się dosyć szczęśliwie, to teraz pozostaje pytanie – co dalej… Tym razem postanowiłam, że będę delektować się mangą i udało mi się nie rzucić na nią niczym... Po krótkie przerwie, „Tokyo Ghoul” powraca. Tak! Znów mam w swoich łapkach historię ghuli i już nie mogę się doczekać, każdego kolejnego tomu. Poprzednia część sprawiła, że pojawiło się wiele nowych pytań, a skoro pewne wydarzenia zakończyły się dosyć szczęśliwie, to teraz pozostaje pytanie – co dalej… Tym razem postanowiłam, że będę delektować się mangą i udało mi się nie rzucić na nią niczym wygłodniały lew na swoją ofiarę. Bardziej zachowuję się, jak wygłodniały sęp, czekający na dogodny moment. Tylko nie wiem, ile jeszcze wytrzymam takie podchody…

Nastał moment, w którym gule łączą swoje siły, aby walczyć z BSG. Chcą ich zniszczyć!
W jedenastej dzielnicy, w tej samej, co kiedyś przebywała Rize, gołębie znikają. Dzieje się coś niepokojącego, coś, co zagraża nie tylko ludziom…
W Anteiku pojawia się Bonjou, który poszukuje Rize. Kanekiemu udaje się dowiedzieć o przerażających planach. Za nim jednak uda mu się wykorzystać nową wiedzę pojawiają się kolejne ghule i wcale nie mają pokojowych zamiarów…
Jaki cel ma organizacja „Drzewo Aogiri” i kim są jej członkowie? Co planują wobec Kanekiego?
Czy BSG zostanie zniszczone?
A może jeszcze za wcześnie, aby o tym wszystkim mówić?


Widzę, że fabuła nawet na moment nie chce zwolnić swojego tempa, a Kaneki, jak zwykle ma pod górkę. Normalnie, aż mi szkoda chłopaka. Jestem kolejny raz zachwycona i oczarowana tym, jak ta historia się rozwija i aż boję się zaglądać do kolejnego, bo coś czuję, że nie będzie przeznaczony dla ludzi o słabych nerwach. Z drugiej strony nie mogę ani go ominąć, ani powstrzymać swojej ciekawości, która za chwile i tak nakłoni mnie do zapoznania się z siódmym tomikiem. Na samą myśl mam ciarki na plecach, coś musi być na rzeczy… moje przeczucie przeważnie się sprawdza. No cóż, przynajmniej nie będę się nudzić.

BSG przenosi swoich inspektorów do jedenastej dzielnicy, w której sytuacja jest bardzo napięta i wymagająca natychmiastowej reakcji. Ludzie boją się wychodzić na ulice nie tylko w tym miejscu, w innych jego rejonach również większość zamyka się w domu. Gołębie nie znają przeciwnika, mają tylko kilka podejrzeń, a nawet one nie są zachęcające do tej walki.
Szef Anteiku bada sprawę jedenastej dzielnicy, która wygląda jak pole bitwy na Bliskim Wschodzie. I dochodzi do pewnych wniosków, nienapawających optymizmem. Czarne scenariusze zaczynają się sprawdzać, czy jest możliwe, aby powstrzymać to, co się dzieje?

Ten tomik nie tylko obfituje w akcję, pojawiają się nowe informacje dotyczące samych ghuli, a dokładniej ich anatomii. Sami rozumiecie, że są to nowinki, które od samego początku zaprzątały moją głowę i w końcu, chociaż w części moja ciekawość została zaspokojona, aby po chwili pojawiły się kolejne pytania, które zaprzątają moje myśli. To właśnie uwielbiam w tej mandze, nawet jak coś zostanie w jakimś stopniu wyjaśnione, za chwile zostaje zastąpione czymś innym. Nie ma możliwości wytchnienia, zebrania myśli i poukładania sobie tego wszystkiego, cały czas coś się dzieje i nie możliwości, żeby było nudno.

Tym razem pojawiło się wiele nowych postaci, a jakiekolwiek informacje o nich, powodują tylko niepewność. Nasz główny bohater, choć nieco silniejszy, dalej jest naiwny i głupiutki. I właśnie najbardziej obawiam się, dokąd zaprowadzi go jego głupota i miłosierdzie. On dalej nie potrafi zrozumieć zasad panujących w tym świecie. Przed nim jeszcze długa droga za nim stanie się bad assem, którego chciałabym widzieć na jego miejscu. O ile w ogóle uda mu się przejść jakąś przemianę, bo coraz bardziej zaczynam w to wątpić. Tyle potencjału, co w nim siedzi, przecież nie można tego tak zmarnować. Teraz tylko pozostaje sprawdzić dalsze wydarzenia w siódmej części…



Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2017-05-03 12:50:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Green Blood (tom 2)

Przyszedł czas na drugi tom „Green Blood” i nie będę kłamać, ale mimo że leżał na moim parapecie, nie miałam wolnej chwili, aby się za niego zabrać. Minęło sporo czasu, odkąd czytałam pierwszą część, a natłok obowiązków nie pozwalał mi, bym mogła spędzić czas na spokojnej lekturze. Jednak majówka była idealnym momentem na spokojny odpoczynek i nadrabianie czytelniczych zaległości. Mimo... Przyszedł czas na drugi tom „Green Blood” i nie będę kłamać, ale mimo że leżał na moim parapecie, nie miałam wolnej chwili, aby się za niego zabrać. Minęło sporo czasu, odkąd czytałam pierwszą część, a natłok obowiązków nie pozwalał mi, bym mogła spędzić czas na spokojnej lekturze. Jednak majówka była idealnym momentem na spokojny odpoczynek i nadrabianie czytelniczych zaległości. Mimo rozbierającej mnie choroby znalazłam w sobie siły, bym mogła, choć na chwilę zapomnieć o wszystkim, nawet o tym cieknącym nosie i bolącej głowie. Bo dobra manga to jest właśnie to, co tygryski lubią najbardziej.

Kiedy od jednej decyzji zależy cała twoja przyszłość, nie możesz już cofnąć się przed niczym…
Proste zlecenie wystarczy tylko pociągnąć za spust i zostanie wykonane. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby to zrobić. Ale to tylko złudzenie…
Grim Reaper musi podjąć decyzję. Pociągnąć za spust, czy jednak odpuścić sobie zlecenie. W świecie, w którym prawo nic nie znaczy, przetrwają tylko najsilniejsi i ci, co nie mają nic do stracenia. A on ma jeszcze brata, którego za wszelką cenę chce chronić…
Jaką decyzję podejmie Brad?
Czy Luke dowie się, kim jest jego brat?
Jaki wpływ na chłopaka będzie miała decyzja jego starszego brata?
Wojna zbliża się wielkimi krokami…


Wystarczy otworzyć tę mangę, aby zakochać się w jej kresce. Rysunki są przepiękne i nie można oderwać od nich wzroku. To tylko jedna z zalet tego komiksu. Fabuła również jest ciekawa i wzbudza wiele emocji, przynajmniej w moim przypadku. Nie spodziewałam się, że za tak niepozorną okładką może kryć się, coś tak fantastycznego. Mam nieodparte wrażenie, że ta drobna pomyłka była dobrym zrządzeniem losu (o tym już pisałam w recenzji pierwszego tomu, jeśli nie wiecie o co chodzi polecam tam zerknąć), inaczej nie wiem, czy kiedyś zapoznałabym się z tym tytułem. A to byłby wielki błąd z mojej strony. Nie mniej jednak nie ma co się nad tym roztrząsać, w końcu mogę się spokojnie oddawać lekturze, w której mam wszystko, czego potrzebuję.

Brad stoi przed ogromnym wyborem, choć każda decyzja, którą by nie podjął, może doprowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji. Można powiedzieć, że jest między młotem i kowadłem. I w odpowiednim momencie, będzie musiał poświęcić wszystko, co do tej pory udało się mu zbudować z tych kruchych fundamentów. Luke nadal jest nieświadomy tego, czym zajmuje się jego brat. Jego życie wciąż jest ciche i spokojne. Jednak już niedługo wszystko może się zmienić. Wystarczy tylko kilka niekorzystnych decyzji, aby wplątać go w ten mroczny świat bez jego zgody. Czy będzie na tyle silny, aby nie utonąć w nim? A może Brad uratuje go, za nim wpadnie w jego sidła?

Nigdy nie przepadałam za westernami, delikatnie mówiąc, omijałam je szerokim łukiem, no chyba, że trafiła się jakaś parodia, która wpasowała się w me gusta. Dlatego jest to dla mnie zadziwiające, że ten tytuł tak mną zawładnął. Jestem pod jego urokiem i nawet nie jestem w stanie zaprotestować, wręcz przeciwnie wciąż chcę więcej. A to już dla mnie jest bardzo dziwne. Owszem manga posiada wszystkie czynniki, które przyciągają mnie to tego typu tytułów. Nie jest przesłodzona, jest brutalna, krew się leje litrami, a ja uwielbiam ten stan, kiedy dostarczam sobie mocnych wrażeń. Uwielbiam tę adrenalinę, krążącą po moich żyłach. A „Green Blood” daje mi tą upragnioną dawkę emocji, której tak bardzo potrzebuję.


„Green Blood” może nie posiada jakiejś niesamowicie zaskakującej fabuły, wręcz wciąż ociera się o utarte schematy, ale ma to coś w sobie, co przyciąga czytelnika. Ma wiele atutów, którymi przysłania swoje wady, przez co stają się niezauważalne. A to już jest nie lada wyczyn. Dzięki temu nie można powiedzieć, że manga jest tylko przeciętna. Bardzo dobrą bym jej nie nazwała, ale dobra to określenie, które pasuje do niej idealnie. Leniwe popołudnia z tym komiksem na pewno będą o wiele przyjemniejsze niż wszechogarniająca nuda, przez którą człowiek nie ma co ze sobą zrobić. Dlatego ja w tym momencie od razu postaram zabrać się za kolejną część, aby umilić sobie czas.



Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2017-05-01 09:14:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017, Manga, Posiadam, Recenzenckie
Cykl: Atak Tytanów (tom 13)

I dotarliśmy do tego jakże przykrego momentu, w którym będę musiała rozstać się z Tytanami na pewien czas. Przynajmniej dopóki nie zostanie wydany czternasty tom tej serii. Trzynastka tym razem jest jak zwykle pechowa. Z duszą na ramieniu, zalana łzami i tonąca w morzu chusteczek piszę dla was tę recenzję. Pewnie będzie chaotyczna, ale musicie zrozumieć mój ból. Ja po prostu cierpię, a może... I dotarliśmy do tego jakże przykrego momentu, w którym będę musiała rozstać się z Tytanami na pewien czas. Przynajmniej dopóki nie zostanie wydany czternasty tom tej serii. Trzynastka tym razem jest jak zwykle pechowa. Z duszą na ramieniu, zalana łzami i tonąca w morzu chusteczek piszę dla was tę recenzję. Pewnie będzie chaotyczna, ale musicie zrozumieć mój ból. Ja po prostu cierpię, a może weszłam już w jakąś psychozę, bo to chyba nie jest normalne. Zastanówcie się sami, czy kiedykolwiek mieliście w swoich rękach tytuł, gdzie czekaliście na jego kontynuacje w prawdziwych męczarniach. W takim stanie jestem po raz pierwszy…

Eren zostaje odbity z rąk Rainera i Bertholdta. Korpus zwiadowczy zakończył swoją misję z powodzeniem, choć sukces jest okupiony wieloma ofiarami. Ymir z własnej woli odeszła ze zdrajcami. A jej decyzja jest niezrozumiała…
Żołnierze, którym udało się przeżyć, wracają w obręby chwilowo bezpiecznych murów. Jednak wszyscy wiedzą, że na tym jeszcze sprawa nie została zakończona. Czas podsumować dotychczasowe działania, wyciągnąć wnioski z urywków informacji oraz ułożyć plan dalszych działań…
Jakie będą następne kroki zwiadowców?
Co planuje Erwin?


Tak się nie robi! W takim momencie zawsze musi się to zakończyć, czymś tak mocnym, że brak kolejnych wydanych części jest potwornie bolesny. Zostałam boleśnie wbita w fotel, a moja szczęka, nie chciała wrócić na swoje miejsce, z wielkim trudem udało mi się ją zamknąć. To będzie mi się śniło po nocach. I piszę to całkowicie serio, nie zmyślam ani nie dramatyzuję. Aż żałowałam, że jestem na ostatniej stronie. Zwiadowcy to naprawdę zbieranina postrzeleńców, świetnie bym się nadawała w ich szeregi. Aż żałuję, że to tylko zwykła fikcja, bo w końcu odnalazłabym swoje miejsce na ziemi. I nawet tytani by mi nie przeszkadzali.


" - Wiesz... Biorąc pod uwagę to, ilu ludzi dotąd rzuciłem na pożarcie tytanom, jedna głupia ręka to i tak niska cena. No ale cóż... Resztę długu zapewne spłacę kiedyś w piekle.
- W piekle? Doskonale! A zatem dotrzymasz mi tam towarzystwa! "


Christa Lenz, a raczej Historia Reiss, do tej pory była niezwykle miłą i uczynną dziewczyną. Blondyneczka o gołębim sercu, wiecznie uśmiechnięta i pomocna. Cudem dostała się do pierwszej dziesiątki najlepszych kadetów, gdyby nie Ymir nigdy by tego nie osiągnęła. Wielu chłopców z oddziału była w niej zadurzona, ale ona żadnym się nie interesowała w ten sposób. Teraz gdy jej tajemnica została odkryta, maska nazbyt uprzejmej dziewczyny opadła. Wymuszona uśmiech znikł. A ona tak naprawdę jest pusta w środku i do bólu szczera. Psychicznie nie potrafi sobie poradzić, wręcz się nad sobą użala. To już nie ta sama osoba.

W trzynastej części poznajemy historię Historii. Nie jest okupiona wieloma szczegółami, opowiedziana w skrócie, jednak niezwykle ważna dla przyszłości. Przynajmniej tak twierdzą zwiadowcy. Choć nadal kilku kwestii nie do końca w tym wszystkim rozumiem. Coś musiało mi umknąć. Wnioski, które pojawiły się w tym tomiku, są przerażające. Takich możliwości nie dopuszczałam do swoich teorii. Ale, jak zwykle to wszystko się układa w logiczną całość. Zwiadowcy, jak zwykle nie mają lekko i chyba już tak pozostanie. Kto tu jest prawdziwym wrogiem? Coś czuje, że prawda będzie zadziwiająca…

Pojawiły się momenty ciut luźniejsze, choć można było odczuć napięcie całej sytuacji. To nie była zwykła sielanka. To tak cisza przed burzą. I faktycznie długo nie trzeba było czekać na kolejne wydarzenia. Mimo że nie jest prowadzana walka z tytanami, a wszystko dzieje się za chwilowo bezpiecznymi murami, zrobiło się niezwykle ciekawie. Intrygi poganiają kłamstwa. Rozkazy Erwina… wciąż się zastanawiam, dlaczego tak wszyscy mu ślepo ufają. Mimo że to, co robi, jest niezwykle taktycznie przeprowadzone i przede wszystkim trafne, za co go w pewnym sensie podziwiam, to mam jakąś awersje do jego osoby, a myślałam, że kto inny będzie moim znienawidzonym bohaterem (kto czytał poprzednie recenzje, powinien wiedzieć, o kim wcześniej myślałam).

Podsumowując, jesteśmy w takim punkcie, że co by się nie wydarzyło, odwrotu już nie ma. Machina ruszyła już dawno temu, teraz trzeba tylko być gotowym na wszystkie zmienne, które się pojawiają. Wojna się jeszcze nie skończyła…



Moja ocena: 9/10

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
685 280 3589
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (142)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd