Paweł 
Wszystkich wartościowych książek i tak nie dasz rady przeczytać, ale próbować trzeba.
mężczyzna, Wrocław, status: Czytelnik, ostatnio widziany 15 godzin temu
Teraz czytam
  • Wroniec
    Wroniec
    Autor:
    "Wroniec" to magiczna baśń o grudniowej nocy 1981 roku. Pełen przygód, gier językowych i fantasmagorii sen o utraconym dzieciństwie, zamglonej młodości. Dla dzieci Stanu Wojennego i dla dzi...
    czytelników: 3923 | opinie: 192 | ocena: 7,09 (2197 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-21 12:23:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura amerykańska, Ulubione
Autor:

Dla mnie osobiście ta książka jest po prostu genialna. Z racji moich osobistych doświadczeń zawodowych bardzo się zżyłem z bohaterami, warunkami ich pracy i problemami jakie na nich spadały. Jest to bardzo przyjemna porcja rozrywki literackiej, ale jednoczenie obraz świata małego biznesu, wszelkiego rodzaju macherstw na większą i mniejszą skalę, konfrontacji małych cwaniaków z dużymi i starymi... Dla mnie osobiście ta książka jest po prostu genialna. Z racji moich osobistych doświadczeń zawodowych bardzo się zżyłem z bohaterami, warunkami ich pracy i problemami jakie na nich spadały. Jest to bardzo przyjemna porcja rozrywki literackiej, ale jednoczenie obraz świata małego biznesu, wszelkiego rodzaju macherstw na większą i mniejszą skalę, konfrontacji małych cwaniaków z dużymi i starymi wyjadaczami. Mamy tutaj walkę o pieniądze, prestiż i sukces. Jednak aby nie było zbyt kwaśno, Grisham posłużył się jednym z głównych bohaterów, aby w tym brutalnym świecie pojawiły się też wyższe wartości, o które warto walczyć z pożytkiem dla świata, a nie rzadko i dla siebie samego. Tłem wydarzeń jest światek podrzędnej kancelarii prawnej, zagubionej gdzieś na przedmieściach wielkiej amerykańskiej metropolii, którą prowadzi dwóch wspólników – wypalonych freak’ów - stanowiących jednak wielce interesujące indiwidua. Do tego towarzystwa dołącza niespodziewanie młody, ambitny i przepełniony humanistycznymi wartościami prawnik. Podjął on bardzo modną w dzisiejszych czasach i pełną romantycznej heroiczności decyzję, aby zejść z piedestału posady w renomowanej kancelarii z lukratywnym wynagrodzeniem i prestiżem, jednak posady obarczonej schematycznością i nudą, typową dla hieratycznej pracy w wielkim konglomeracie, na rzecz niepewnej i zdawałoby się obciachowej pracy w szemranej kancelaryjce zdobywającej klientów prosto z ulicy.
Osią całej fabuły jest więc postać trzech prawników, osób silnie ze sobą związanych, gdzie każda jest biegunowo od siebie odległa. Nie są to postaci idealne, czasami wręcz odstręczające, ale jakże prawdziwe w swoich słabościach. Jak pokazuje akcja książki, są to w gruncie rzeczy dobrzy ludzie. Pierwsza postać, David Zinca, o którym już wspominałem powyżej, jest najbardziej przyjemna z całego tego towarzystwa i z nią najbardziej się utożsamiłem. Następny bohater to arcyciekawy Wally Figg, który uosabia wszystkich głodnych wielkich sukcesów zapaleńców. Którzy entuzjazmem i konsekwencją próbują nadrabiać braki profesjonalizmu i siły charakteru. Bardzo polubiłem tę postać, gdyż jest chyba najbardziej prawdziwa z całej książki. Ot taki cwaniaczek, który bezskutecznie od lat szuka swojej wielkiej szansy, a po drodze karmi swoje słabości takie jak alkoholizm, pociąg do łatwych i niewymagających kobiet. W całym swoim zepsuciu i ułomnościach Wally jest wielkim wizjonerem i wulkanem optymizmu, który posuwał całą akcję do przodu. Autor, opisując niektóre wcześniejsze epizody z życia Wally’ego, chce nam przekazać, że jest to w gruncie rzeczy dobry człowiek, pomagający nierzadko innym. Jednak żyje w świecie w jakim żyje i robi to co robi, więc musi się stosować to reguł tej brutalnej gry. Przy okazji chciałby osiągnąć bardzo dużo nie dając za dużo od siebie samego i to jest po prostu urok tej postaci. Uzupełnieniem plejady bohaterów jest Oskar Finley, podstarzały już prawnik, który jest bardzo solidny i dokładny nie mniej jednak pozbawiony inwencji i fantazji niezbędnej do osiągnięcia sukcesu. Od lat gnuśnieje w miejscu bez większych pieniędzy i osiągnięć. To spowodowało dość dużą depresję u bohatera i całkowity rozkład jego życia rodzinnego. Żona i córka mają co do niego oczekiwania stricte konsumpcyjne, których nie jest on w stanie zaspokoić, a to powoduje, że mają go w wielkiej pogardzie. Nie mniej jednak ten człowiek, który przeszedł bardzo długą drogę, chciałby u kresu swojej kariery zawodowej osiągnąć coś, co umożliwiłoby mu żyć tak, jak tego przez cały swój żywot pragnął.
Dwóch poobijanych przez życie adwokacinów rzuca więc wyzwanie wielkiej korporacji, by na podstawie mniej lub bardziej wiarygodnych dowodów zawrzeć ugodę i bez większej walki „rozbić bank” i zarobić naprawdę wielkie pieniądze. Wypadki pokazały, że nieporadni uliczni prawnicy nie są w najmniejszym stopniu przygotowani do tej konfrontacji. Mało tego, zaczepiony przez nich farmaceutyczny gigant nie zamierza tylko się bronić, ale niejako dla przykładu chce zniszczyć śmiałków, którzy właściwie bez dowodów wzniecili wielką aferę. Nad bohaterami zawisła groza wykluczenia z zawodu i całkowitego bankructwa finansowego. W obliczu tej klęski starszy wspólnik dostał zawału, a młodszy „poszedł w długą” i upijał się pokątnie. Aby powstrzymać katastrofę, bądź maksymalnie zmniejszyć fatalne jej konsekwencje, samotną walkę podejmuje nowicjusz David Zinc, wmieszany zupełnie przypadkowo w całą tę aferę. Konfrontacja na sali sądowej przypominała walkę Dawida z Goliatem, po jednej stronie zagubiony David, a po drugiej charyzmatyczna prawniczka, specjalistka od tego typu spraw, która nie przegrała jeszcze ani jednego procesu. Jest wspomagana przez trzech pełnomocników procesowych, stado sekretarzy i biegłych. W tej nierównej walce osamotnionego Davida niespodziewanie wspiera go żona, która w charakterze asystentki dodaje mu otuchy chociażby samą swoją obecnością. Jednak robi coś więcej, poprzez proste, logiczne pytania osoby postronnej dla całej sprawy, stanowi dla Davida inspirację do efektowych przemówień kierowanych do ławy przysięgłych. Ponadto David zaskakuje sam siebie i popisuje się niezwykłe sprawną i skuteczną dedukcją w walce z faktami, która ostatecznie uratuje feralną kancelarię przed całkowitym upadkiem.
Książka opowiada o wielkich marzeniach o sukcesie i o drogach do tego sukcesu. Autor pokazuje, że rzadko kiedy można do niego dotrzeć na skróty i że sama rządza pieniędzy i powodzenia nie wystarcza. Każde działanie na dłuższą metę, aby było skuteczne, potrzebuje głębszego oparcia w wartościach. Ludzie, którzy ciężko pracują, szukają swojej szansy, a jednocześnie są wierni swoim poglądom i przekonaniom, prędzej czy później taką szansę dostaną.

pokaż więcej

 
2018-10-21 12:22:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura francuskojęzyczna
Seria: Inne Historie

Główny bohater książki, cesarz rzymski Hadrian, należał do szacownego grona tzw. „dobrych cesarzy”, którzy od przełomu I w. i przez cały II wiek naszej ery sprawowali rządy nad Imperium Romanum. Panowanie cesarza Hadriana było znakomitym uzupełnieniem dla rządów jego sławnego poprzednika – cesarza Trajana. Ten ostatni przeszedł do historii jako wielki wojownik, który prowadził liczne... Główny bohater książki, cesarz rzymski Hadrian, należał do szacownego grona tzw. „dobrych cesarzy”, którzy od przełomu I w. i przez cały II wiek naszej ery sprawowali rządy nad Imperium Romanum. Panowanie cesarza Hadriana było znakomitym uzupełnieniem dla rządów jego sławnego poprzednika – cesarza Trajana. Ten ostatni przeszedł do historii jako wielki wojownik, który prowadził liczne zwycięskie kampanie i poszerzał, i tak już ogromne, granice Cesarstwa Rzymskiego. Cesarz Hadrian zaś prowadził politykę odwrotną, bazującą na założeniu, że przepastne granice cesarstwa muszą zostać zatrzymane w swoim rozroście i oparte o naturalne punkty oporu, takie jak linia Renu, Alp i Dunaju, na wschodzie pustynie i góry Azji Mniejszej. Zamiast ofensywnych kampanii zaborczych organizował wielkie prace fortyfikacyjne na zagrożonych odcinkach granic imperium, czego pamiątką do dnia dzisiejszego jest Wał Hadriana w Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, duża część jego panowania była przeznaczona na długotrwałe i liczne podróże po wielkim imperium, gdzie cesarz osobiście doglądał spraw państwowych. W tak rozległym i zróżnicowanym państwie była to niezwykle mądra forma sprawowania rządów. Cesarz Hadrian był także wielkim mecenasem kultury i sztuki, a także sam ją praktykował. Ponoć napisał własną autobiografię, które zapewne stanowiła bezpośrednią inspirację dla Marguerit Yourcenar przy powstaniu jej książki: „Pamiętnik Hadriana”. Książka nie jest konwencjonalną biografią cesarza, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, ale bardziej wysublimowaną formą traktatu o władzy jako takiej i wpływu jednostki na historię narodów. Cesarz Hadrian i jego czasy posłużyły autorce do wyrażania swoich poglądów na temat filozofii i sensu historii. Swoje tezy wkłada niejako w usta cesarza, który je odnosi do swoich czasów i warunków w jakich żył. Książka jest bardzo wciągająca, szczególnie dla osób mających już wprowadzenie do historii starożytnej, ale jednocześnie wymagająca skupienia i pełnej uwagi. Dość wysoki poziom stylu autorki i zawiłość opisywanych tez nie pozwalają czytać tej książki na lekko, jakby przy okazji innych czynności.

pokaż więcej

 
2018-10-07 22:21:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Biografie i wspomnienia

Edward Gierek jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci komunistycznego rozdziału w historii Polski. Większość polityków okresu Polskiej Republiki Ludowej jest jednoznacznie potępiana. Jednych uważa się za naiwnych utopistów, innych zaś za niskich lotów aparatczyków, a jeszcze innych za zbrodniarzy i zdrajców własnego narodu. Z towarzyszem I Sekretarzem Edwardem Gierkiem jest jednak... Edward Gierek jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci komunistycznego rozdziału w historii Polski. Większość polityków okresu Polskiej Republiki Ludowej jest jednoznacznie potępiana. Jednych uważa się za naiwnych utopistów, innych zaś za niskich lotów aparatczyków, a jeszcze innych za zbrodniarzy i zdrajców własnego narodu. Z towarzyszem I Sekretarzem Edwardem Gierkiem jest jednak inaczej. Po dziś dzień, kilkanaście lat po jego śmierci, istnieje jeszcze spore grono jego zwolenników i entuzjastów, które pomimo narzucanej odgórnie dekomunizacji wysuwa pomysły nazywania placów i ulic jego imieniem. Rzeczywistość naszego kraju, pomimo transformacji ustrojowej i kilkunastoletniego uczestnictwa w strukturach NATO i Unii Europejskiej, jest nadal naznaczona śladami „dekady Edwarda Gierka” - począwszy od blokowisk wielkopłytowych, po liczne, nadal działające zakłady przemysłowe.
Książka ma charakter wywiadu, gdzie dziennikarz ogranicza się do zadawania pytań otwartych, na które jego rozmówca ma możliwość szeroko i jednokierunkowo odpowiadać. Taka koncepcja wywiadu umożliwia szerokie poznanie poglądów Gierka, a także poznaje jego relacji ze zdarzeń, które były nieznane opinii publicznej. Z drugiej strony taki układ rozmowy powoduje znaczny subiektywizm wypowiedzi rozmówcy, a do tego często pojawia się retrospektywna perspektywa Gierka, który po ponad 10 latach od opisywanych zdarzeń często mówi to, co odczuwał po latach, a nie gdy był w pierwszym rzędzie wydarzeń.
Historia życia Edwarda Gierka rozpoczyna się w półsieroctwie i biedzie, co skutkuje emigracją zarobkową jego rodziny do Francji, gdzie 13-letni Edward rozpoczyna pracę górnika dołowego. Tam też związał się z Partią Komunistyczną , w której dość aktywnie działa w latach 30-tych i w czasie okupacji niemieckiej. Po wojnie powrócił do Polski. Spodobało mi się, gdy Gierek, polski robotnik pracujący na obczyźnie i jednocześnie działacz komunistyczny, jednoznacznie oceniał Związek Radziecki, pamiętając eksterminację polskich komunistów z lat 30-tych oraz 17-ty września, który był obrzydliwym przejawem kolaboracji sowietów z hitlerowcami. Przybywając jednak do Polski z zachodu Europy miał świadomość, że Polska musi pogodzić się ze swoją komunistyczną przyszłością pod presją ZSRR. Jeżeli tak musi być, to najlepszą postawą dla kraju, ale też dla siebie samego jest włączenie się w nieodwołalne wydarzenia i sterowanie nimi w możliwie najlepszym kierunku. O ile rzeczywiście Gierek w taki kartezjański sposób przeanalizował rzeczywistość, to jego punkt widzenia jest mi bliski. Przez następne 25 lat będzie wiódł żywot zawodowego działacza partyjnego, silnie okopanego na Górnym Śląsku. Aż w końcu doczeka się swojej chwili, gdy po wypadkach na wybrzeżu w hańbie i w niesławie ustąpił towarzysz Władysław Gomułka. Gierek przejmując stery w państwie zacofanym, z siermiężną strukturą gospodarczą, postanowił zrobić wielki skok do przodu, który miał unowocześnić kraj i uratować socjalizm. Gierek, który długie lata spędził w uprzemysłowionych regionach Francji i Belgii, miał świadomość niedorozwoju gospodarczego kraju i przepaści jaki dzieli go od Zachodu. Plan Gierka opierał się na prostych założeniach. Kraje zachodnie, które przeżywały w tym czasie przejściowy kryzys gospodarzy, a dysponowały tanim kapitałem i technologiami, miały przetransferować swoje aktywa do PRL. Ten, gospodarując nimi, miał skokowo unowocześnić Polskę, stworzyć miliony miejsc pracy dla wchodzącego na rynek pracy powojennego wyżu demograficznego, a wypracowane produkty miały być źródłem spłaty zaciągniętego wcześniej długu. W teorii plan jest wręcz genialny w swojej prostocie. Nie zakładał jednak socjalistyczno-systemowej niedołężności kraju we wdrażaniu nowych inwestycji. Nie zakładał niekompetencji zarówno osób odpowiedzialnych za planowanie inwestycji, jak i osób, które miały te ambitne zamierzenia realizować. Do tego dochodziły liczne społeczne patologie, jak złodziejstwo, marnotrawstwo czy zwykła głupota. Te immanentne dla polskiego socjalizmu cechy społeczne są pięknie zobrazowane w komediach filmowych Stanisława Barei. Efekt - to gigantyczny dług naszego kraju (współczesnym włodarzom Polski nie przeszkadza aktualne zadłużenie, które jeżeli maiłoby być jednorazowo spłacone, wymagałoby wydatkowania przez każdego Polaka 27 000 zł), przeinwestowanie i zadyszka gospodarcza, która sprowokowała między innymi wybuch protestów społecznych, a w konsekwencji narodziny Solidarności. No tak, ale z drugiej strony w ciągu 10 lat pojawiło się w Polsce 3 mln mieszkań wielkopłytowych. W kraju powstało ponad 1000 wielkich zakładów, co spowodowało, że bezrobocie był zjawiskiem wówczas nieznanym. Społeczeństwo uzyskało dostęp do wielu produktów zachodnich, co przyczyniło się do złapania cywilizacyjnego kontaktu z resztą świata. Wprowadzono wiele rozwiązań prospołecznych, jak chociażby emerytury dla rolników - wcześniej nie otrzymywali żadnych tego typu świadczeń. To właśnie za jego rządów Polacy poznali smak wolnej soboty, co prawda co którejś tam w miesiącu, ale to właśnie wtedy rozpoczęła się ukochana przez naszych rodaków historia długich weekendów.
Mimo wszystko z treści rozmowy wynika, że Gierek pomimo doświadczeń i obserwacji, pozostał wierny swoim komunistyczno-socjalnym poglądom. Lekcja, jaką odrobiła Polska z komunizmem w tle, go nie ocuciła. Najbardziej irytowała mnie przewijająca się przez cały tekst teza byłego I Sekretarza, że to tylko dzięki komunie Polska stała się państwem przemysłowym, a naród zaliczył skok cywilizacyjny. To znaczy, że gdyby po 1945 roku panował w Polsce system kapitalistyczny, to nic byśmy nie robili tylko pogrążali się w 45 letniej apatii 😉. Czy jest chociaż jeden przypadek kraju kapitalistycznego, który by w drugiej połowie XX w. zaliczył jakiś permanentny regres gospodarczy? Prawda jest taka, że czasy komunizmu w Polsce to niestety czasy straconych szans i ogólnego marnotrawstwa. Gierek świadomy tego faktu, a jednocześnie znający realia na Zachodzie, chciał swoją polityką gospodarczą dość naiwnie zaczarować rzeczywistość. Efekt jest nam dobrze znany.
Na koniec mała humoreska, czy pamiętacie zdarzenie z kampanii prezydenckiej 2010r., gdy czysty jak żona cezara, hiper-Polak Jarosław Kaczyński stwierdził, że Edward Gierek był co prawda komunistycznym, ale jednak wielkim patriotą. Ot tak, jeden z wielu paradoksów historii.

pokaż więcej

 
2018-10-07 22:20:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Biografie i wspomnienia

Od wielu lat żyłem w podświadomym przeświadczeniu, że jednym z największych Polaków był Karol Wojtyła. Jego rola jako głowy państwa watykańskiego przeszła do historii. Był pierwszym papieżem, który zerwał z tradycją papieży noszonych na lektykach z baldachimami i wachlarzami siedzącymi przez cały pontyfikat w Rzymie. Jan Paweł II był Papieżem pielgrzymem i swoistym showmanem, który ocieplił... Od wielu lat żyłem w podświadomym przeświadczeniu, że jednym z największych Polaków był Karol Wojtyła. Jego rola jako głowy państwa watykańskiego przeszła do historii. Był pierwszym papieżem, który zerwał z tradycją papieży noszonych na lektykach z baldachimami i wachlarzami siedzącymi przez cały pontyfikat w Rzymie. Jan Paweł II był Papieżem pielgrzymem i swoistym showmanem, który ocieplił wizerunek Kościoła, nadał mu bardziej ludzką twarz. Dodatkowo dochodzi jego symboliczna rola w walce z komunizmem. Jako pierwszy Polak na papieskim stolcu, a jednocześnie człowiek, który pochodził z kraju obozu socjalistycznego, miał wielkie znaczenie moralne dla rodzącej się w Polsce opozycji. Z racji tego, że lata aktywności Jana Pawła II przypadły na lata mojego dzieciństwa i młodości, nie dość dokładnie zapamiętałem jego poglądy, czy stanowisko w najważniejszych sprawach współczesnego świata. Chciałem sobie przybliżyć jego postać za pomocą biografii. Z racji tego, że pozycji książkowych poświęconych Karolowi Wojtyle jest multum, a wiele ma tylko i wyłącznie na celu budowanie i utrzymanie „kanonicznej” historii jego życia, pomyślałem sobie, że sięgnę po książkę autobiograficzną spod pióra samego bohatera.
Tutaj czekało mnie zaskoczenie, bo po trosze liczyłem na systematyczną i uporządkowaną historię życia Karola Wojtyły, która byłaby okraszona przemyśleniami filozofa i humanisty. Zamiast tego otrzymujemy dość ogólną historię niektórych epizodów z życia Papieża, często są to historie zaczerpnięte z publicznych wypowiedzi Jana Pawła II. Jak chociażby słynna historia opowiedziana na wadowickim rynku, jak to młody Karol Wojtyła po maturze poszedł z kolegami na kremówki. Jeżeli chodzi o filozofowanie to też tak nie do końca z tym się udało. Zdecydowaną większość książki stanowią zwykłe kazania księdza do wiernych. W tych wywodach są zawarte główne tezy jakimi szermuje Kościół Katolicki od kilkudziesięciu lat. Są tam tematy takie jak aborcja, ochrona życia poczętego, miłość do bliźnich i tak dalej. Moje poglądy są dalece odległe od tych OFICJALNIE głoszonych przez Kościół, więc była to dla mnie trudna do przebrnięcia lektura. Niemniej jednak szanuje postać Karola Wojtyły i doceniam jego wkład w historię Polski i Świata, dlatego poszukam innych źródeł na temat życia i działalności tego wielkiego Polaka.

pokaż więcej

 
2018-09-30 22:57:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura francuskojęzyczna

Zazwyczaj jest tak, że po fenomenalnej książce przychodzi czas na zapoznanie się z jej bardziej lub mniej udaną ekranizacją. W przypadku „Papillona” było odwrotnie. Już nie pamiętam jak dawno temu obejrzałem po raz pierwszy fantastyczny film pod tym samym tytułem ze Steve’em McQueenem i Dustinem Hoffmanem. Od tego czasu nie odpuszczam temu filmowi, jeśli tylko gdzieś się na niego przypadkowo... Zazwyczaj jest tak, że po fenomenalnej książce przychodzi czas na zapoznanie się z jej bardziej lub mniej udaną ekranizacją. W przypadku „Papillona” było odwrotnie. Już nie pamiętam jak dawno temu obejrzałem po raz pierwszy fantastyczny film pod tym samym tytułem ze Steve’em McQueenem i Dustinem Hoffmanem. Od tego czasu nie odpuszczam temu filmowi, jeśli tylko gdzieś się na niego przypadkowo natknę. Zainspirowany filmową historią „skazanego na wieczność” młodego człowieka w kolonii karnej w Gujanie Francuskiej, sięgnąłem po książkę. Książka jest napisana bardzo lekkim, wręcz potocznym stylem, który przypomina snucie opowieści starego wygi w knajpie przy kielichu. I choć nie lubię takiego stylu, to do tej tematyki pasuje jak ulał i nadaje jej niepowtarzalny klimat. Poza tym są to biograficzne wspomnienia autora, który zamiast uczęszczać do szkół wyższych wymykał się francuskiemu systemowi penitencjarnemu i błąkał się po amazońskich lasach równikowych. Dodaje to książce dużo autentyzmu. Choć z tym autentyzmem to tak nie do końca. Autor spisuje swoją opowieść z perspektywy kilkunastu lat po opuszczeniu zesłania do kolonii karnej, które trwało bez mała 20 lat. Nie przeszkadza mu to drobiazgowo opisywać niezliczonych prób ucieczek, stanów emocjonalnych jego samego i jego współtowarzyszy. Ta skrupulatność nie dość, że jest na dłuższą metę nużąca – książka ma 600 stron i jest poświęcona głównie motywowi ucieczki bohatera – dodatkowo budzi obawy co do prawdziwości wszystkich faktów. Autor nie szczędzi szerokich opisów kolejnych napotkanych postaci, różnych macherstw przy organizacji kolejnych eskapad. To powodowało u mnie mocne zmęczenie materiału i musiałem książkę odstawiać na trochę. Niemniej jednak bardzo mi się podobały opisy flory i fauny, które autor miał okazję zaobserwować w trakcie swoich eskapad po dżungli. Kolejna sprawa, która mnie mocno intrygowała, to stoickie metody wytworzenia sobie alternatywnego świata w umyślę Papillona w czasie jego nierzadkich pobytów w izolatkach, często zaciemnionych i w których obowiązywała całkowita cisza. Aby nie zwariować, bohater snuł swoje wizje na jawie w głowie, co pomagało mu przetrwać i zachować jako taką równowagę psychiczną.
Pomimo, że bardzo lubię tę historię i zżyłem się z bohaterem, to jednak liczne jego przygody, zawsze finalnie kończące się w sumie pomyślnie dla niego, każą nieco wątpić w ich autentyczność. Być może autor chciał złożyć hołd wielu tysiącom zmaltretowanych więźniów „zielonego piekła” i wplótł przygody wielu osób w jedną postać. Ale to tylko moje przypuszczenie.
W każdym bądź razie jako całość książka wypada znakomicie i jest to kawał dobrej, męskiej literatury. Jest to kolejny przykład na to, jak determinacja, konsekwencja i akceptacja skalkulowanego ryzyka umożliwiają dokonania rzeczy, zdawałoby się, niemożliwych. Poza tym, wspólna niedola łączy ludzi. Skazańcy, często zdeprawowani osobnicy, którzy wyszli spod twardej ręki ulicy, są dla siebie przyjacielscy i życzliwi. Być może działa w tym wypadku instynkt samozachowawczy sprawiający, że w konfrontacji z nieludzkim systemem więziennym i ekstremalnymi warunkami otoczenia udręczeni ludzie mają tylko siebie i tylko poprzez współpracę mogą liczyć na przetrwanie.

pokaż więcej

 
2018-09-29 18:57:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Popularnonaukowe

Typowa, uniwersytecka praca zbiorowa znawców tematu, gdzie każdy miał do opisania swój odcinek w pasjonującej historii Niemiec. Książka jest napisana dość beznamiętnie, faktograficznie, tak aby mogła posłużyć za podręcznik dla studentów historii lub osób pasjonując się tematem.
Układ książki jest typowo chronologiczny, opis rozpoczyna się od pojawienia się plemion germańskich w dorzeczach rzek...
Typowa, uniwersytecka praca zbiorowa znawców tematu, gdzie każdy miał do opisania swój odcinek w pasjonującej historii Niemiec. Książka jest napisana dość beznamiętnie, faktograficznie, tak aby mogła posłużyć za podręcznik dla studentów historii lub osób pasjonując się tematem.
Układ książki jest typowo chronologiczny, opis rozpoczyna się od pojawienia się plemion germańskich w dorzeczach rzek Renu i Łaby w okolicach X w. p.n.e., skąd wyparły mieszkające tutaj wcześniej plemiona celtyckie. Praojczyzną współczesnych Niemców była Skandynawia. Ludy germańskie odegrały kluczową rolę w czasach wędrówek ludów i walnie przyczyniły się do upadku Cesarstwa Zachodnio-rzymskiego. Co ciekawe, sama Germania została zchrystianizowana dopiero w połowie VIII w., między innymi zaborczymi wojnami Karola Wielkiego. Po ustanowieniu Świętego Cesarstwa Rzymskiego, w którego skład wchodziło między innymi Królestwo Niemieckie, nastało około 300 lat istnienia zcentralizowanej monarchii, która regularnie sięgała po władzę w państwach włoskich, również nasz kraj odczuwał konsekwencję ekspansjonizmu niemieckiego. W połowie XIII wieku, po wielkim bezkrólewiu, nastąpiło długotrwałe rozbicie dzielnicowe Niemiec. W konsekwencji następne stulecia uśpiły ogólnoniemiecką państwowość.
Zasadniczym zwrotem w historii Niemiec jak i Europy, był wybuch reformacji. Niemiecki mnich Marcin Luter przeciwstawił się praktykowanemu przez ówczesny Kościół procederowi, że łaskę Bożą można kupić opłacając się urzędnikom Kościoła Katolickiego. Wystąpił też przeciwko dość bałwochwalczemu kultowi świętych, o których nie ma mowy w ewangelii, a przede wszystkim odrzucił całą hierarchię kościelną wraz z jej zbiurokratyzowaną administracją, co owocowało wypowiedzeniem zwierzchności papieżowi w dalekim Rzymie. Te wydarzenia podzieliły Niemcy oraz całą Europę na cześć protestancką oraz wierną katolicyzmowi. Konsekwencją tego były okrutne wojny religijne, które spustoszyły kraj i znacznie zredukowały jego ludność, być może nawet o połowę.
Kolejne dwa stulecia to zażarta rywalizacja dwóch państw niemieckich: starej a wielkiej Austrii oraz młodych a dynamicznych Prus. Wojny napoleońskie oraz zabory ziem polskich przez oba państwa niemieckie, wzmocniły i scementowały obu konkurentów, z których każdy próbował się wysforować na lidera i główną siłę zjednoczeniową narodu w jeden organizm polityczny. W drugiej połowie XIX w. taka rola przypadła Prusom, które po zwycięskiej wojnie z Francją proklamowały w 1871 r. powstanie Cesarstwa Niemieckiego. Cesarstwo powstało na koncepcji małych Niemiec czyli bez ziem należących do cesarstwa Habsburgów. Przez następne 50 lat Europa znajdowała się pod wpływem przewagi niemieckiej na kontynencie. Dopiero Wielka Wojna i koalicja większości państw świata przeciwko Niemcom złamała ich przewagę. Okazało się ,że było to dopiero preludium do największej hekatomby w dziejach starego kontynentu, jakim były hitleryzm i sprowokowana przez niego II Wojna Światowa, ale to już jest zupełnie inny temat.

pokaż więcej

 
2018-09-29 18:56:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura rosyjska

Twórca świata „Metro 2033” tym razem postanowił wprowadzić czytelnika w świat współczesnej Rosji. Kraju rządzonego przez charyzmatycznego „Narodowego Lidera”, kraju oligarchów, kraju wielkich postsowieckich biznesmenów i zwykłych bandytów, którzy dla zwykłej igraszki oraz demonstracji swojej bezkarności potrafią zabić człowieka. Jest też inne oblicze współczesnej Rosji, Rosji budowanej przez... Twórca świata „Metro 2033” tym razem postanowił wprowadzić czytelnika w świat współczesnej Rosji. Kraju rządzonego przez charyzmatycznego „Narodowego Lidera”, kraju oligarchów, kraju wielkich postsowieckich biznesmenów i zwykłych bandytów, którzy dla zwykłej igraszki oraz demonstracji swojej bezkarności potrafią zabić człowieka. Jest też inne oblicze współczesnej Rosji, Rosji budowanej przez młode pokolenie, które jest świadome i dumne ze swej rosyjsko-sowieckiego spuścizny, ale jednocześnie patrzy na ogólnoświatowe trendy, pokolenie, które ma świadomość, że kraju Puszkina nie może zabraknąć w peletonie dobijającym do mety technologicznej rewolucji. Głuchowski nie byłby Głuchowskim, jeżeli nie namalowałby swojego pejzażu Rosji za pomocą irracjonalnych i demonicznych opowiastek. Budujących klimat grozy i tajemniczości zarazem.
Cykl 16 opowiadań nie jest równy, są opowiadania lepsze i gorsze, ale żadne nie jest jakieś rewelacyjne, generalnie pod koniec książki byłem już nimi znużony. Nie można jednak odmówić autorowi fantazji i pomysłowości.

pokaż więcej

 
2018-09-23 13:56:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura polska
Autor:

Książka krótka, miałka i niezbyt dopracowana. Ze wszystkich jakich czytałem tego autora, tylko „Krzyżacka Zawierucha” była gorsza. Już się przyzwyczaiłem do faktu, że autor nie jest specjalnie kreatywny i zawsze skądś czerpie inspirację lub porostu podrabia czyjeś pomysły. Nie inaczej jest i tym razem. Główny wątek „Banity” to maniakalny morderca prostytutek i jego haniebny proceder.... Książka krótka, miałka i niezbyt dopracowana. Ze wszystkich jakich czytałem tego autora, tylko „Krzyżacka Zawierucha” była gorsza. Już się przyzwyczaiłem do faktu, że autor nie jest specjalnie kreatywny i zawsze skądś czerpie inspirację lub porostu podrabia czyjeś pomysły. Nie inaczej jest i tym razem. Główny wątek „Banity” to maniakalny morderca prostytutek i jego haniebny proceder. Zatrwożone „murwy” w akcie samoobrony robią zrzutkę i wynajmują zabójcę swego prześladowcy. Jest nim zanany zabijaka, którego wielkie dni jednak już przeminęły. Czy wam to czegoś nie przypomina? Przecież to jest jota w jotę scenariusz słynnego westernu z 1992 „Bez przebaczenia” reżyserii Clinta Eastwooda.
Kolejna sprawa dotyczy tematyki prostytutek, burdeli i w ogóle, że tak powiem „tematyki kurewskiej”. Według autora w siedemnastowiecznym małym miasteczku na Podkarpaciu, jak gdyby nigdy nic, funkcjonuje sobie oficjalnie burdel, znany i lubiany przez okoliczną szlachtę i męskich przedstawicieli stanów niższych. Pomijam już fakt, że nawet dzisiaj w hermetycznych społecznościach małych miasteczek jest to temat tabu, funkcjonujący niejako „w podziemiu”. Pomijam fakt, że akcja dzieje się w czasach agresywnej kontrreformacji kościoła i surowej obyczajowości. Do rewolucji seksualnej bohaterowie książki mają jeszcze 350 lat. Nie mówiąc już o archetypach epoki, gdy każdy szanujący się szlachcić uważał się za rycerza z całym jego średniowiecznym kodeksem lub przynajmniej chciał być odbierany przez otoczenie za takiego. Według autora na Rusi Czerwonej uprawiano miłość na styl francuski, choć jeszcze muszą upłynąć całe pokolenia paryskich kurtyzan zanim Francja rozsławi się w świecie nową techniką ars amandi.
Generalnie książka jest wulgarna, w złym stylu i całkowicie przekłamana historycznie. Myślę, że szczególnie czytelniczki powinny się czuć zagotowane przedmiotowym traktowaniem kobiet w powieści Jacka Komudy . Dla mnie całość przedstawia się jako tania podnieta dla gówniarzy i ciężko jest tę książkę traktować poważnie.

pokaż więcej

 
2018-09-23 13:55:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura polska
Autor:

Książka typowo rozrywkowa, nawiązująca do historycznych wydarzeń oraz realiów epoki siedemnastowiecznej Polski, ale w żaden sposób nie historyczna, chyba, że w formie „komiksowej”. Fabuła typowa dla powieści typu „płaszcza i szpady”, którą dla relaksu i oderwania się od codziennych spraw czyta się łatwo i bez wysiłku.
Tak się składa, że mocno interesuję się tematyką sarmacką w naszej...
Książka typowo rozrywkowa, nawiązująca do historycznych wydarzeń oraz realiów epoki siedemnastowiecznej Polski, ale w żaden sposób nie historyczna, chyba, że w formie „komiksowej”. Fabuła typowa dla powieści typu „płaszcza i szpady”, którą dla relaksu i oderwania się od codziennych spraw czyta się łatwo i bez wysiłku.
Tak się składa, że mocno interesuję się tematyką sarmacką w naszej historii i jej odbiciami we współczesnej kulturze Polski. Książki Jacka Komudy, z Jackiem Dydyńskim jako głównym bohaterem, są odwzorowaniem lub mówiąc bardziej dosłownie „zerżnięciem” motywów, które były szeroko eksploatowanie w mało znanym polskim serialu z lat 80-tych „Rycerze i Rabusie”. Zachęcam czytelników Komudy do obejrzenia tej produkcji, a uśmiechną się pod wąsem i pomyślą jakim sprytnym naśladowcą jest pisarz.
W czasie studiów czytałem sporo pamiętników i zapisków szlacheckich z czasów epoki sarmatyzmu. To niesamowite, jak często autor żywcem wtrąca w swoją powieść całe zdania z tych źródeł (np. passus o „nabijaniu na pal w miejscu, w którym uchodzi z człowieka gnój”).
Rozumiem, że książka ma charakter rozrywkowy i jest kierowana do jak najszerszego grona odbiorców, ale z drugiej strony autor stara się choć trochę oddawać styl i obyczajowość epoki. Soczyste przekleństwa, z serii „kurw… twoja mać” i tak dalej, są wynalazkiem XIX wiecznym. Nasi sarmaccy przodkowie klęli na dzisiejsze standardy bardzo oględnie typu: do kaduka, do stu diabłów, do kroćset itp. Autor dopuszcza się tych ahistoryzmów pewnie po to, aby uatrakcyjnić treść książki i zdjąć wrażenie pewnej infantylności, jakie występuje zarówno w stylu, jaki i w treści jego książek. Liczba neologizmów i fikcyjnych, niby to staropolskich, wiązanek wulgaryzmów jest tak znaczna, że rodzi się pytanie czy autor czasem nie ma z tego jakiejś niezdrowej frajdy?
Ostatnia rzecz dotyczy cienia mistrza Sienkiewicza nad pisarstwem Jacka Komudy. W wywiadach autora, które oglądałem z na YouTube, Komuda odżegnuje się od Sienkiewicza, twierdzi, że jest on banalny i bogoojczyźniany. Stwierdził nawet, że irytuje go fakt, że współczesną miarą patriotyzmu jest stopień znajomości „Trylogii”. Ja, jako miłośnik twórczości sienkiewiczowskiej, na karatach każdej książki Komudy wychwytuję czyste wprost zapożyczenia z „Trylogii”, łącznie z tak oklepanymi zwrotami, jak przesławne stwierdzenie Jana Onufrego Zagłoby: „Jam to, nie chwaląc się, sprawił!” Sposób opisów pojedynków, scen pościgów itp. jest aż nadto widocznie inspirowany Sienkiewiczem. Pamiętajmy, że Henryk Sieniewicz sam był szlachcicem tatarskiego pochodzenia, że wychowywał się w szlacheckim dworku, kultura szlachecka, szable i konie były mu po prostu bliższe niż współczesnemu pisarzowi, który inspiracji szuka w pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska.
Ktoś może mi zarzucić, że skoro psiarza i jego twórczość tak krytykuję, to po co go w ogóle czytam. Ano, powód jest prosty. Naprawdę lubię realia tamtej epoki. Jest tak mało książek rozrywkowych poświęconych tej tematyce, że na bezrybiu i Jacek Komuda ryba.

pokaż więcej

 
2018-09-18 21:26:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Popularnonaukowe

Autor we wstępie do swojej książki przytoczył zdanie jednego z uczonych zajmujących się tematyką wierzeń Słowian: „że oddałby całą narosłą przez lata literaturę naukową poświęconą religii słowiańskiej w zamian za 5 krótkich tekstów, będących materiałem źródłowym”. Oczywiście prof. Gieysztor nie zgodził z taką tezą, a przytoczył ją, gdyż jest dość powszechna wśród osób interesujących się tą... Autor we wstępie do swojej książki przytoczył zdanie jednego z uczonych zajmujących się tematyką wierzeń Słowian: „że oddałby całą narosłą przez lata literaturę naukową poświęconą religii słowiańskiej w zamian za 5 krótkich tekstów, będących materiałem źródłowym”. Oczywiście prof. Gieysztor nie zgodził z taką tezą, a przytoczył ją, gdyż jest dość powszechna wśród osób interesujących się tą tematyką. Z historią starożytności jest taki problem, że jest bardzo mało zachowanych źródeł na ten temat, co powoduje dzielenie włosa na czworo, a nierzadko wypuszczanie się na manowce zwykłej spekulacji. Jeżeli chodzi o historię współczesną to w tym wypadku mamy aż za dużo źródeł i do tego marnej jakości, aby jeden człowiek mógł zrobić pełną syntezę. Inaczej ma się sprawa z historią wierzeń słowiańskich. Praktycznie nie ma żadnych zachowanych źródeł pisanych na ten temat (Słowianie byli niepiśmienni i przez długie lata nie sąsiadowali z ludem, który praktykowałby taką sztukę), to co w pośredni sposób zachowało się do naszych czasów jest tak znikome, że nierzadko jeden wyraz np. imię boga, wystarcza do produkcji całej serii monografii i prac historycznych. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie mamy żadnych konkretnych podstaw, aby w wiarygodny sposób rekonstruować wierzenia słowiańskie. To, co obecnie się robi, to przyjemna spekulacja etatowych pracowników naukowych, którzy coś przecież robić muszą i muszą też jakoś budować swoją bibliografię naukową, a że temat jest wdzięczny i ponętny dla potencjalnych czytelników, przelewają więc z próżnego w próżne.
Religia Słowian, zapewne ze względów geograficznych - czyli znaczne oddalenie od śródziemnomorskiego centrum kulturowego oraz otwarte przestrzenie umożliwiające cykliczne, niszczycielskie najazdy innych ludów, jest najsłabiej zachowania. Znacznie więcej można powiedzieć o wierzeniach Celtów czy Germanów z ich wielka mitologią. Późniejsza brutalna chrystianizacja świata słowiańskiego ostatecznie wypaliła wszelkie ślady dawnych wierzeń słowiańskich. Zapewne niektóre elementy praktyk religijnych, jak ludowe zwyczaje, święte miejsca itp. zostały zawłaszczone przez nowy kult i wykorzystane dla ukorzenienia się zewnętrznej wiary.

W związku z tym, że nie ma za bardzo o czym pisać w temacie religii słowiańskiej, autor rozpisuje się szeroko na temat poszczególnych poglądów najbardziej znanych badaczy. Następnie głęboko wchodzi w badania porównawcze z innymi formacjami religijnymi ludów indoeuropejskich. Dla mnie jest to swoisty krzyk rozpaczy. To tak jakbym analizował zachowania kulturowe chorwackich pasterzy w Dalmacji, a wnioski wyciągał dla uzasadnienia pewnych tez dotyczących obyczajów ludowych chłopstwa spod Grudziądza.
Rozumiem naukowców, wśród nich autora – prof. Aleksandra Gieysztora, że chcieliby użyć całego aktualnego aparatu naukowy aby zgłębiać (fascynujący przecież) świat wierzeń naszych praprzodków. Niemiej jednak trzeba zaakceptować fakt, że mamy szczątkową wiedzę na ten temat. Rozsądek nakazuje trzymanie się najbardziej oczywistych faktów, choć być może badania archeologiczne przyniosą kiedyś punkt zwrotny w tym temacie.
Póki co, trudno traktować tę tematykę ściśle naukowo, co nie zmienia faktu, że jest to wspaniałe miejsce na literaturę beletrystyczną. Czas najwyższy zdetronizować w tym względzie sędziwą już „Starą Baśń” Ignacego Kraszewskiego.

pokaż więcej

 
2018-09-12 18:39:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Polska klasyka

Henryk Sienkiewicz w swoich nowelach, w przeciwieństwie do Trylogii, nie pokrzepiał zbytnio serc. Wręcz przeciwnie, niemalże wszystkie jego nowele kończą się tragicznie, najczęściej śmiercią głównego bohatera. Zapewne nie było to rozmiłowane się w turpistycznych formach, ale rodzaj terapii szokowej dla czytelników. Wielki pisarz doby pozytywizmu starał się zwrócić oczy opinii publicznej na... Henryk Sienkiewicz w swoich nowelach, w przeciwieństwie do Trylogii, nie pokrzepiał zbytnio serc. Wręcz przeciwnie, niemalże wszystkie jego nowele kończą się tragicznie, najczęściej śmiercią głównego bohatera. Zapewne nie było to rozmiłowane się w turpistycznych formach, ale rodzaj terapii szokowej dla czytelników. Wielki pisarz doby pozytywizmu starał się zwrócić oczy opinii publicznej na twardy i nieubłagany los najsłabszych jednostek ówczesnego społeczeństwa. Przeważnie byli to przedstawiciele stanu chłopskiego. „Szkice Węglem” nie wyłamują się z tej koncepcji. Przyznam się, że czytanie w obecnych czasach tragicznych nowel Sienkiewicza jest trudne. Współcześnie jesteśmy nauczeni historii z happy endem, historii sukcesów i przykładów wydźwignięcia się poszczególnych jednostek z trudnych sytuacji. Autor Trylogii jednak takiej nadziei nie daje i z całą naturalistyczną brutalnością opisuje drogę męki bohaterów, aż do sromotnego końca.
Szkice Węglem wstrząsnęły mną tym bardziej, że wiele elementów tamtej rzeczywistość przetrwało oczywiście w zmienionej formie do naszych czasów. Główna negatywna postać noweli, pisarz gminny Zołzikiewicz, przypomina mi współczesnych prowincjonalnych kacyków, którzy za pomocą matactwa, taniego cwaniactwa i plugawych układzików, wykorzystują swoją przewagę i bezwzględnie żerują na słabości i niewiedzy innych. Sam stan chłopski opisany w noweli nie umiał, a co gorsza nie chciał bronić poszczególnych swoich członków. Do dnia dzisiejszego pozostała w naszym społeczeństwie ta naleciałość. Z czasów mojej młodzieńczej emigracji zarobkowej, większość Polaków traktowała siebie na obczyźnie jako wrogów, konkurentów, napastników i ofiary ku uciesze obcych, którzy skrzętnie to wykorzystywali.
Ostatnia sprawa dotyczy tragicznego losu głównej bohaterki – chłopki Rzepowej. Jej syzyfowa walka ze wszystkimi środowiskami i administracyjnymi instancjami w sprawie dotyczącej jej męża niezwykle wzrusza. Wiejska młoda kobieta, z małym dzieckiem na ręku tuła się po wszystkich możliwych instancjach i żebrze o pomoc. Nie pomagają jej ani ziomkowie chłopi, ani dwór, ani ksiądz, który ponadto swoją odmowę pomocy, tradycyjnie jak przystało na sługę kościoła, poparł pretensjonalną połajanką i wspomniał tak na wszelki wypadek o piekle, aby udręczona kobieta nie zhardziała zbytnio. Postać Rzepowej jest jedną wielką alegorią dla smutnego losu kobiet w postfeudalnych społeczeństwach ówczesnej Europy.
Lektura tej książki nie jest budująca ani przyjemna. Ale polecą ją każdemu, kto zmaga się ze zniechęceniem do współczesności, jest zblazowany i rozgoryczony. Nasze dzisiejsze problemy są po prostu śmieszne w obliczu klęsk jakie musieli znosić nasi pradziadowie.

pokaż więcej

 
2018-09-06 22:54:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Literatura polska
Autor:

Sięgałem po tę książkę bez większych złudzeń i niczego wielkiego się po niej nie spodziewałem. Ot, tam takie czytadełko klasy B, na gorące letnie dni. Jednak myliłem się, książka mnie zdecydowanie zaskoczyła - tyle, że negatywnie. Poziom jej infantylności i trywialności potęgowała tematyka, która była w niej poruszana czyli historia późnego średniowiecza w Polsce. Generalnie zawartość tej... Sięgałem po tę książkę bez większych złudzeń i niczego wielkiego się po niej nie spodziewałem. Ot, tam takie czytadełko klasy B, na gorące letnie dni. Jednak myliłem się, książka mnie zdecydowanie zaskoczyła - tyle, że negatywnie. Poziom jej infantylności i trywialności potęgowała tematyka, która była w niej poruszana czyli historia późnego średniowiecza w Polsce. Generalnie zawartość tej książki jest tak samo banalna, jak jej tytuł nawiązujący do teksu roty Marii Konopnickiej. Niektóre fragmenty książki brzmiały jak nieudolne naśladownictwo stylu sienkiewiczowskiego, a inne jak opisy walki i pojedynków, przywodziły mi na myśl sceny z komiksu „Kajko i Kokosz”. Wydaje mi się, że i sam autor ma świadomość, że nie przyłożył się należycie do tej książki i została ona po prostu przez niego wymęczona w bólach. Rozumiem, że książka była przeznaczona na rynek czysto rozrywkowy, a sam autor chciał nieco podążyć za bardzo modnym od lat stylem awanturniczego fantasy. Jednak kiedy jeden z bohaterów książki mówi „ kur… twoja mać”, to nie wiem czy mam do czynienia z Franzem Mauerem z filmu „Psy” czy z piętnastowiecznym, pasowanym rycerzem jego królewskiej mości. Książka zrobiła na mnie tak dojmujące wrażenie, że zainteresowałem się nieco autorem i dowiedziałem się, że jest specem od powieści osadzonych w realiach siedemnastowiecznej Polski – czyżby kolejne naśladownictwo mistrza Sienkiewicza? Niemniej jednak chciałbym dać autorowi jeszcze jedną szanse. Czy ktoś z czytelników portalu lubimyczytac.pl, może mi polecić coś dobrego z dorobku Jacka Komudy?

pokaż więcej

 
2018-08-25 19:32:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przy powierzchownym podejściu do tej książki, to można o niej powiedzieć, że jest to opowieść o przeżyciach autora z czasów jego pobytu w niemieckim obozie jenieckim na terenie III Rzeszy w końcówce II Wojny Światowej i jednocześnie opis jednej z największych hekatomb ostatniej wojny, jaką było bombardowanie Drezna.
Jednak książka, w swoim czasie, wywołała niebywały wstrząs światopoglądowy w...
Przy powierzchownym podejściu do tej książki, to można o niej powiedzieć, że jest to opowieść o przeżyciach autora z czasów jego pobytu w niemieckim obozie jenieckim na terenie III Rzeszy w końcówce II Wojny Światowej i jednocześnie opis jednej z największych hekatomb ostatniej wojny, jaką było bombardowanie Drezna.
Jednak książka, w swoim czasie, wywołała niebywały wstrząs światopoglądowy w konserwatywnych kręgach amerykańskiego społeczeństwa. Jej główny bohater, amerykański żołnierz, jest właściwie antybohaterem, pacyfistą i nieudacznikiem. Jednocześnie książka ma obrazoburcze dla świadomości historycznej Amerykanów przesłanie, że również zachodni alianci dopuszczali się bezsensownych i małostkowych zbrodni, jakimi było dywanowe bombardowanie niemieckich miast pełnych cywili. Amerykanie przywykli myśleć o swoich interwencjach wojskowych, jako o paradzie brygady kawalerii, która przybywa z rycerską pomocą zagrożonym. Tym czasem dwudniowy nalot ponad tysiąca bombowców na bezbronne miasto, który skutkował całkowitym spaleniem wielkiego miasta i śmiercią 25 tys. ludzi trudno uznać za „humanitarny” sposób prowadzenia wojny. Dodatkowo, myślę że nie przypadkiem, książka została wydana w czasie największego kryzysu w amerykańskim społeczeństwie, związanego z jego stosunkiem do wojny w Wietnamie.
Zastanawiam się, na ile niemieckie pochodzenie pisarza przyczyniło się do jego uwrażliwienia na niemieckie cierpienia w czasach wojny. Zastanawia mnie także fakt, że tak śliny wstrząs jakim było przeżycie niszczycielskiego nalotu bombowego znalazł wyraz w literackim dziele dopiero 25 lat później, w dość sprzyjającej atmosferze politycznej – wspominany wcześniej przeze mnie kac moralny USA po wojnie Wietnamskiej. Pomimo mojego poglądu, że nie można różnicować ludzkiego cierpienia, dość ostrożnie podchodzę do martyrologii narodu niemieckiego w czasie II Wojny Światowej. Od razu sobie przypominam o fakcie, że Niemcy w pierwszych minutach swojej agresji wrześniowej na Polskę zbombardowali bezbronny Wieluń, gdzie celem był między innymi szpital. Potem nastąpiła cała fala bombardowań m.in. Warszawy, Rotterdamu, Londynu czy Coventry. Herman Goering zagroził Anglii, że jeżeli się nie podda, zostanie spalona w bombardowaniach. A już dwa tysiące lat temu, pewien wędrowny nauczyciel z Judei mawiał: kto mieczem wojuje od miecza ginie.
O samej książce słyszałem sporo już wcześniej i dużo się po niej spodziewałem. Gdy tym czasem książka okazała się dobra, ale jak dla mnie bez jakiegoś większego efektu emocjonalnego. Uważam, że jest sporo innych równie dobrych książek o przesłaniu antywojennym, o których zupełnie się nie mówi.

pokaż więcej

 
2018-08-25 19:30:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Po wciągającej przygodzie z trylogią Gołuchowskiego „Metro 2033”, a potem „dobiciu się” serią książek z cyklu „Uniwersum Metro 2033”, zarówno rosyjskiego jak i krajowego autoramentu, postanowiłem sięgnąć po książkę z tej intrygującej tematyki, który wyszła spod pióra mistrza Stephena Kinga. Książka już na starcie przytłacza swoim ogromem. Równie żmudne, a przez to trudne, jest wejście w akcję... Po wciągającej przygodzie z trylogią Gołuchowskiego „Metro 2033”, a potem „dobiciu się” serią książek z cyklu „Uniwersum Metro 2033”, zarówno rosyjskiego jak i krajowego autoramentu, postanowiłem sięgnąć po książkę z tej intrygującej tematyki, który wyszła spod pióra mistrza Stephena Kinga. Książka już na starcie przytłacza swoim ogromem. Równie żmudne, a przez to trudne, jest wejście w akcję dziejącą się na świecie dotkniętym śmiertelnym dla ludzkości wirusem. Fabuła jest długa i zawiła. Liczba wątków pobocznych oraz opisów prozaicznych przeżyć licznych bohaterów powieści mocno mnie znużyły i negatywnie ustosunkowały do całości. Nie mniej jednak mistrz thrillerów umiejętnie podtrzymywał napięcie, poczucie grozy i lęku przed niechybną zagłada. Mam świadomość, że King jest pisarzem z kręgu literatury rozrywkowej (żeby było jasne - rozrywki z najwyższej półki), gdzie rynek, a także czytelnicy wymagają dużych opasłych historii, które skutecznie wciągałyby na długie godziny i zabijały czas. Nie mniej jednak dla mnie powieść jest stanowczo za długa. Jej skrócenie o 2/3 spowodowałby równie wielki skok jej atrakcyjności.

pokaż więcej

 
2018-08-14 13:33:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czytając recenzję innych czytelników na temat „Ułaskawiania” Johna Grishama przeważają generalnie, że tak powiem, mało euforyczne odczucia. Jestem przekonany, ze gdyby nie nazwisko pisarza, które jest mocne jak nie jedna instytucja kulturalna, pewnie opinie byłyby zdecydowanie bardziej gorzkie. Do tego ogólnego odczucia przyłączam się i ja. Po lekturze kilku innych książek autora też uważam,... Czytając recenzję innych czytelników na temat „Ułaskawiania” Johna Grishama przeważają generalnie, że tak powiem, mało euforyczne odczucia. Jestem przekonany, ze gdyby nie nazwisko pisarza, które jest mocne jak nie jedna instytucja kulturalna, pewnie opinie byłyby zdecydowanie bardziej gorzkie. Do tego ogólnego odczucia przyłączam się i ja. Po lekturze kilku innych książek autora też uważam, że nie jest to jego najwyższe osiągnięcie, a już na pewno odbiega od dobrze nam znanego autorskiego stylu pisarza thrillera sądowego. Nie mniej jednak, tak płodny twórczo pisarz jak John Grisham ma prawo do pewnych eksperymentów i zabawy swoim piórem i intelektem. Wydaje mi się, że książka „Ułaskawienie” jest takim literacko-komercyjnym przekuciem doświadczeń podróżniczych pisarza po Włoszech, który za pomocą mniej lub bardziej dopracowanej historii chciał się posłużyć jako pretekstem do opisów swoich przeżyć i zachwytów jedną z bardziej interesujących kultur starego kontynentu.
Już w niejednym podręczniku na temat pobudzania własnej kreatywności i mocy intelektualnych przeczytałem, że dobrym do tego sposobem jest dobrowolna nauka jakiegoś języka lub głębszy kontakt z nieznaną dotąd kulturą, najlepiej poprzez dłuższy wyjazd zagraniczny. Zapewne nasz jankeski prawnik po wielu latach eksploatowania dość monotematycznego gatunku literackiego postanowił zaznać pewnej odnowy intelektualnej. I tutaj uderza w sedno mojej tarczy. Temat podróży po północnych Włoszech i obcowania z kulturą tego regionu jest mi bardzo bliski. Śledzenie fragmentów książki, w których główny bohater, niedawny waszyngtoński macher Joela Backmann odkrywa niuanse życia codziennego północno-włoskich miast, było jakby żywcem przeniesione z moich wakacyjnych wojaży. Amerykanin chodząc po miesicie i rozmawiając z autochtonami dowiaduje się między innymi takich szczególików, że zamówienie sobie cappuccino po godzinie 12-tej jest szczytem kawiarnianego nietaktu. Bohater zderzył się z żywiołowością wymowy mieszkańców Italii, którzy pomimo świadomości, że rozmawiają z obcokrajowcem mówią dużo i szybko. Zagadnięcie ich w języku angielskim jest dla nich doskonałym preludium do dłuższej pogawędki w swoim rodzimym języku. Ukrywający się aferzysta ma możliwość schodzić i zwiedzić wszystkie zakamarki Treviso i Bolonii. Autor musiał być pod tak silnym wrażeniem sowiej nauki języka włoskiego, ze przez jedną trzecią książki dzieli się z czytelnikiem problemami lingwistycznymi bohatera, gdzie liczba włoskich słów i ich tłumaczeń może spokojnie posłużyć jako mini słowniczek dla początkujących.
Książka szału nie robi, ale jest przyjemną lekturą, a dla osób insertujących się Włochami lub często tam podróżujących będzie to nie lada gadka. Addio!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
504 163 14348
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (233)

Ulubieni autorzy (10)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd