Ewa-Książkówka 
https://www.instagram.com/ksiazkowka, https://www.facebook.com/ksiazkowka
W serwisie obecna od: 05.04.2010r. Nie mam półki "Wymienię", ale jeśli widzisz w moich zbiorach tytuł, który bardzo chcesz mieć to pisz śmiało! Może akurat ten chętnie wymienię. :) WYMIANIE NIE PODLEGAJĄ KSIĄŻKI: Kinga, Ketchuma, Larssona, Lemaitre'a, Chattama, Sigurdardóttir, Becketta, Bondy, Cejrowskiego, Boyne'a, Carrisi'ego, Collins i Carriger. Jeśli masz ochotę po prostu porozmawiać o książkach lub czymś zupełnie innym, to też napisz. :) Nie gryzę. :)
33 lat, kobieta, Kielce, status: bibliotekarka/Oficjalna recenzentka, dodała: 77 książek i 5 cytatów, ostatnio widziana 6 godzin temu

Oficjalne recenzje

19-07-2018
Oficjalna recenzja

W moim odczuciu książka wypada całkiem dobrze. Powiedziałabym nawet, że King wyrabia się na polu kryminalnym i daje się zauważyć, że czuje się on w nim doskonale. A wątki fantastyczne? Nie są nowością w jego przypadku – one były, są i jeszcze będą. Za ich pomocą pisarz przenosi na papier swoje lęki, fobie – daje im upust, być może poniekąd się od nich uwalnia (albo raczej od ich nadmiaru).

27-06-2018
Oficjalna recenzja

Muszę przyznać, że pisarz swoim pomysłem na fabułę książki świetnie wpisał się w problemy świata współczesnego, gdzie religia jest źródłem wielu konfliktów (jak drastycznych, pokazują nam fanatycy podejmujący się aktów terrorystycznych). Temat jest jest bardzo aktualny, palący i zmuszający do przemyśleń po skończonej lekturze, choć jest to „tylko” fikcja literacka.

11-06-2018
Oficjalna recenzja

To, co szybko rzuciło mi się w oczy podczas tej lektury to jej bezpardonowość i nieschematyczne podejście do samego wątku Jade, jako ofiary traumatycznego przeżycia. Nie widzimy tu poszkodowanej, „biednej” kobiety, która boi się własnego cienia, a kwestii intymnych wystrzega się jak ognia jak to często bywa w fabułach wielu innych powieści tego typu. Jade jest kobietą pełną fobii, ale jednak hardą i walczącą o to, co sobie założyła.

07-06-2018
Oficjalna recenzja

Mnóstwo historii, tyleż samo dramatów – wyroków skazujących na podstawie błędnych zeznań świadków, dążenia policji do poprawienia statystyk i zaspokojenia wymogów przełożonych, a nawet odwetu mściwego sąsiada. To wszystko (i jeszcze więcej) sprawiało, że często zwykli ludzie, którzy prowadzili na co dzień normalne życie, tracili wolność i kontakt z bliskimi na długie lata, a w oczach bliskiego otoczenia stawali się przestępcami.

19-04-2018
Oficjalna recenzja

Już sam tytuł jak i okładka sugerują jakim typem człowieka jest Łukasz Kaznowski, autor swojej biograficznej książki pt. „Luzak na kółkach”. Czapeczka z daszkiem na głowie, w zębach papieros, w ręku whisky, a sam otoczony przez kobiety, muzykę i kosze do gry w koszykówkę, czyli to, co Łukasz w życiu kocha najbardziej i czego praktycznie nigdy w jego życiu nie brakowało.

Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-08 16:37:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Zygmunt Rozłucki (tom 1)

Gdyby ktoś zapytał mnie, o to, co aktualnie najbardziej „uwiera” mnie we współczesnych kryminałach, to długo nie zastanawiałabym się nad odpowiedzią – są to chlejący na umór główni bohaterowie, którzy najczęściej są też policjantami. Zatem, jakież moje szczęście było wielkie, gdy przy kolejnej lekturze powieści z dreszczykiem, zaserwowano mi odmianę i to nie byle jaką! Chlejącego psychologa!

...
Gdyby ktoś zapytał mnie, o to, co aktualnie najbardziej „uwiera” mnie we współczesnych kryminałach, to długo nie zastanawiałabym się nad odpowiedzią – są to chlejący na umór główni bohaterowie, którzy najczęściej są też policjantami. Zatem, jakież moje szczęście było wielkie, gdy przy kolejnej lekturze powieści z dreszczykiem, zaserwowano mi odmianę i to nie byle jaką! Chlejącego psychologa!

No dobrze, już dobrze…Może nie chlejącego na umór, ale zdecydowanie za kołnierz nie wylewającego. Spokojnie, nie będę się teraz pastwić nad czołową postacią „Zakładnika”, książki Przemysława Borkowskiego. Zwyczajnie, tak już mam, że lubię częstować zgryźliwością kogoś, kogo lubię, a Zygmunt Rozłucki zdecydowanie do tej grupy ludzi należy. No co? Że lubię człowieka, który nie istnieje? Niech pierwszy rzuci kamieniem, ten kto nigdy nie był w skomplikowanym związku z ulubionym bohaterem literackim!

Dość już jednak tych dygresji. Do rzeczy! Co my tu mamy? Mamy tu kryminalny debiut pana Borkowskiego, którego część z was może kojarzyć z twórczością poetycką, inna część z was z powieścią grozy pt. „Hotel Zaświat”, a już zdecydowana większość z was z działalnością kabaretową w Kabarecie Moralnego Niepokoju. Autor, w rolach głównych swojej opowieści obsadził wspomnianego już Rozłuckiego, niespecjalnie pałającego miłością do swojej pracy zawodowej, psychologa oraz Karolinę Janczewską, dziennikarkę, której nadarzyła się okazja do zrobienia intrygującego reportażu, którego motywem przewodnim jest morderstwo i samobójstwo. I choć tragedie te same w sobie mają wyjątkowy ciężar ładunkowy, to wagi dodaje im fakt, że i jedno, i drugie wydarzyło się na oczach setek tysięcy widzów pewnego programu telewizyjnego, tuż po odczytaniu przez sprawcę totalnie niezrozumiałego dla wszystkich, oświadczenia.

Jako że ta dwójka miała wątpliwą przyjemność uczestniczyć w tej masakrze transmitowanej „na żywo”, to postanowili też wspomóc działania policji i ustalić nieco więcej faktów na temat samego mordercy i samobójcy oraz odkryć z jakich pobudek działał. Prawda, do której dojdą zszokuje wielu, nie tylko tę dwójkę.

Przyznaję, że i ja sama nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nie spodziewałam się także tego, że już na pierwszych dwudziestu stronach książki wydarzy się coś tak konkretnego. Po około osiemdziesięciu stronach powiedziałam do siebie w myślach, że lubię tego faceta, mając na myśli Rozłuckiego. Po ponad dwustu nawet dał radę mnie rozczulić i po tym uświadomiłam sobie, że już dawno żaden bohater nie zrobił na mnie takiego przyjaznego wrażenia (nie żebym w życiu codziennym darzyła jakąś szczególną sympatią psychologów rozsmakowujących się w whisky…). Ba, już dawno żaden nie zrobił na mnie jakiegokolwiek wrażenia, więc jest to duży progres. Czym mnie tak ujął? Hmm…Powiedziałabym, że byciem zwykłym człowiekiem ze słabościami, ale to przecież nic nowego. Chyba po prostu tym, że zwykłym człowiekiem pozostaje do końca – nie przeobraża się w pewnym momencie z zapijaczonego dupka w supermena ratującego ludzi z opresji. Wygrywa z innymi postaciami swoim intelektem, umiejętnościami (choć potrafi się też mylić), spokojem, humorem i pozornym niewyróżnianiem się spośród tłumu.

Sam warsztat powieści autora wypadł według mnie bardzo dobrze. Krótkie rozdziały przy ponad czterystu stronach sprawiają, że czyta się „Zakładnika” w mgnieniu oka. Dzieje się sporo także o nudzie też nie może być mowy. Czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnego tomu przygód pana Rozłuckiego…A, tak! Przecież ten już jest! „Niedobry pasterz” wkrótce zajmie mi trochę czasu. Tak samo jak kolejne tomy, jeśli tylko (mam nadzieję) powstaną, bo po kilku niewypałach kryminalnych, gdy ten czy tamten autor próbował mnie przekonać do wykreowanej przez siebie fabuły, w końcu trafiłam na takiego, do którego szczerze chcę wrócić. I tak, jestem w stanie to zadeklarować już po lekturze pierwszego tomu – z pełną odpowiedzialnością. Polecam!

pokaż więcej

 
2018-07-26 17:45:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Mówiłem już (…), że dobrem jest to, co sprawia przyjemność, w takim razie, skoro zabijanie dawało mi zadowolenie, więc jest [ono] dobrem, a ja porządnym człowiekiem.”
Słowa te wypowiedziane przez jednego z najokrutniejszych psychopatów, Karola Kota, wiercą dziurę w mózgu, ale jednocześnie sprawiają, że historie związane z właśnie takimi zwyrodnialcami jak on, nęcą do granic…

Nęcą...
„Mówiłem już (…), że dobrem jest to, co sprawia przyjemność, w takim razie, skoro zabijanie dawało mi zadowolenie, więc jest [ono] dobrem, a ja porządnym człowiekiem.”
Słowa te wypowiedziane przez jednego z najokrutniejszych psychopatów, Karola Kota, wiercą dziurę w mózgu, ale jednocześnie sprawiają, że historie związane z właśnie takimi zwyrodnialcami jak on, nęcą do granic…

Nęcą jednocześnie odpychając i odpychają nęcąc – dziwne zjawisko, ale idealnie oddaje mój stosunek do tematu, do którego wracam co i rusz. Bo jak tu do niego nie wracać, gdy pod ręką jest już „Z Archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary” Piotra Litki, Bogdana Michalca i Mariusza Nowaka? Nie sposób się powstrzymać komuś, kto lubi pławić się w trujących umysłach morderców.

Chociaż…Czy one wszystkie są aby takie trujące? Niekoniecznie, jak pokazują niektóre historie zawarte w drugiej odsłonie zapisów z pracy Polskiego Archiwum X. Niektóre z nich były zagubione, niektóre zranione i uciemiężone długoletnim strachem. Niektóre zaś, po prostu pragnęły krwi. Mrocznych historii w tej części „Polskiego Archiwum X” nie brakuje, choć jest coś, co odróżnia je od tych zawartych w pierwszej części, mianowicie to, że od początku do końca przewija się wątek pewnej tragedii sprzed lat, która wróciła na świeczniki mediów całkiem niedawno. Ponadto mamy tu więcej szczegółów związanych z prowadzeniem śledztw – przykładowo, dowiadujemy się więcej o badaniach wariografem, profilowaniu, badaniach DNA czy poznajemy pojęcie „in dubio pro reo”.
Ponadto, ta część jest zdecydowanie bardziej spójna i zwyczajnie – bardziej dopracowana. Słowem – jest lepsza od pierwszej (co nie znaczy, że pierwsza jest zła – o, nie!).

Zatem, jeśli znacie pierwszą część, to bez obaw możecie sięgnąć po tę i nie martwić się, że was zawiedzie. Choć jeden z autorów sugeruje, że w jednym tylko przypadku, książka może nie spełnić waszych oczekiwań:

„I choć być może są tacy czytelnicy tej książki, którzy sięgnęli po nią wyłącznie dlatego, że sami w zakamarkach swojej duszy skrywają tajemnicę zabójstwa jakiegoś człowieka, jesteśmy spokojni. Jeśli chcieli znaleźć receptę na to, w jaki sposób uniknąć odpowiedzialności… (…) …to jej tu nie znaleźli.”
I fakt, recepty na pewno nie znaleźli, ale czy nie ma dla nich tu żadnych wskazówek…? W tej kwestii można by się już spierać…

Instagram: https://www.instagram.com/ksiazkowka/

pokaż więcej

 
2018-07-19 14:59:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Oficjalne recenzje dla LC
Autor:

"Pennywise delektował się strachem, zaś w ustach Outsidera rozpływa się…" Ciąg dalszy pod linkiem: http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/10632/pennywise-delektowa...

Instagram: https://www.instagram.com/ksiazkowka/

 
2018-07-15 11:29:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Są trzy znane Polki, które bardzo chciałabym w toku mojego życia poznać albo chociaż móc uścisnąć im dłoń – Kołaczkowska, Ostaszewska i…Nosowska. Pierwszą za humor i niebywałą zdolność obserwacji społeczeństwa i przekładania tego na kabaretową twórczość. Drugą za bardzo przemawiający do mnie styl gry aktorskiej oraz społeczne zaangażowanie w sprawy ważne i odwagę do mówienia o nich głośno.... Są trzy znane Polki, które bardzo chciałabym w toku mojego życia poznać albo chociaż móc uścisnąć im dłoń – Kołaczkowska, Ostaszewska i…Nosowska. Pierwszą za humor i niebywałą zdolność obserwacji społeczeństwa i przekładania tego na kabaretową twórczość. Drugą za bardzo przemawiający do mnie styl gry aktorskiej oraz społeczne zaangażowanie w sprawy ważne i odwagę do mówienia o nich głośno. Nosowską za…całokształt?

Z jednej strony to najlepsze słowo, by oddać to, co chcę powiedzieć, ale z drugiej niekoniecznie, bo co ja mogę wiedzieć o całokształcie osoby, której nie znam osobiście? Chyba tylko (i aż tyle), że to dzięki niej zaczął rozwijać się mój gust muzyczny. Tylko to, że obłość swych kształtów przekłada na humor, który zdecydowanie ułatwia samoakceptację kobietom, w czasach, w których ten, kto nie jest fit jest passé. Tylko to, że dzięki temu co mówi, pisze sprawia, że trudy dnia codziennego są jakby lżejsze, mniejsze gabarytowo.

Bo zawsze się człowiek zaszczerzy do tego Instagrama, gdy Nosowska wrzuci coś nowego. Bo łatwiej się żyje, gdy się wie, że ta, o, Nosowska to też zaczyna diety pięćset razy w roku i tyleż samo razy ponosi klęskę – tak jak my, zwykłe kobiety. Bo pokazuje, że niecały świat celebrytów jest taki, jakim go widzimy w tabloidach, reklamach, filmach, śniadaniówkach czy psich, internetowych brukowcach.

Co jednak z tymi, którzy z Instagramem nie są za pan brat (jak ja do niedawna)? Czy już nie mają szans na uronienie krzty mądrości humorystycznej, ale jakże prawdziwej z ust Nosowskiej? Mają! Bo oto niedawno na rynek wdarła się książką będąca swoistą esencją wyciśniętą z postów Katarzyny pt. „A ja żem jej powiedziała…” Esencja bardzo miła dla oka, bo kolorowa, miła dla ducha, bo pokrzepiająca, miła dla serca, bo ziejąca empatią, poprawiająca humor, bo pełna specyficznego humoru autorki, mądra, bo w ten humor wplecione są bardzo przydatne i trafiające do odbiorcy słowa, mówiące: „Hej Ty! Nie jesteś sama z całym tym guanem, który Cię spotyka. Jest nas wiele”. I chyba też nie przesadzę, jeśli powiem, że książka ta jest częścią samej Nosowskiej, w której dzieli się z nami swoją intymnością – nie wprost, trzeba tu czytać między wierszami, ale wprawne oko i czułe serce to wyłapie.

Zarzut do „A ja żem jej powiedziała…” w zasadzie mam tylko jeden. Książka jest za krótka. Co z tego, że liczy te dwieście stron, jak łyka się ją niczym młody pelikan w ciągu jednego posiedzenia? Chciałoby się więcej – tak pani Nosowska, to taka drobna sugestia, którą do pani kieruję w imieniu czytelników (na wypadek, gdyby pani kiedyś zbłądziła w internetach i trafiła na ten tekst). Dobrze pani pisanie, mówienie i wszystko robienie idzie – proszę kontynuować.

A wy nadal się zastanawiacie czy po tę książkę sięgnąć? Nie traćcie czasu na zbędne przemyślenia, tylko szorujcie do księgarni. Nie pożałujecie.

pokaż więcej

 
2018-07-09 17:10:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wyobraź sobie taką sytuację. Widzisz w zasięgu swojego wzroku małego, uroczego bobaska. Jest na tym świecie raptem kilka tygodni. Rozpływasz się na jego widok – jest taki słodki…Po chwili do tego samego pomieszczenia wchodzi osoba, która informuje cię, że ten niemowlak to Adolf Hitler, dostajesz też informację, o tym co się stanie, gdy malec dorośnie. Co robisz?

Czy mając możliwość zmieniania...
Wyobraź sobie taką sytuację. Widzisz w zasięgu swojego wzroku małego, uroczego bobaska. Jest na tym świecie raptem kilka tygodni. Rozpływasz się na jego widok – jest taki słodki…Po chwili do tego samego pomieszczenia wchodzi osoba, która informuje cię, że ten niemowlak to Adolf Hitler, dostajesz też informację, o tym co się stanie, gdy malec dorośnie. Co robisz?

Czy mając możliwość zmieniania losów ludzkości, świata skorzystałbyś z niej, mimo że zapobiegając jednemu wydarzeniu, z automatu przyczyniałbyś się do innego? Podejrzewam, że ile ludzi, tyle byłoby odpowiedzi na te pytania i choć początkowo wybór wydawałby się być łatwy, to pewnie w kluczowym momencie nic nie byłoby proste…

Tak jak to miało miejsce w przypadku Gwendy. Dziewczynę tę, czyli bohaterkę noweli Pudełko z guzikami Gwendy, autorstwa Stephena Kinga i Richarda Chizmara, poznajemy w chwili, gdy ma kilkanaście lat, zmaga się z nadwagą i dzielnie z nią walczy, biegając codziennie po miasteczku Castle View. Punktem kulminacyjnym tego wysiłku są tzw. Schody Samobójców, na których łapie oddech i obserwuje okolicę. Pewnego dnia roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego czwartego ten już utarty schemat, przełamuje jej pewien mężczyzna w kapeluszu. Prosi o chwilę rozmowy i wręcza coś na przechowanie – niepozorne pudełeczko z guzikami. Prosi o solidną opiekę nad nim i uczula o jego niebywałej mocy.

I jak tu spać spokojnie, jeśli jest się w posiadaniu czegoś, czym można zrobić…chyba wszystko? Ja chyba bym nie dałabym rady, ale Gwendy dzielnie sobie radzi – do czasu. Poukładane i spokojne życie nastolatki zmienia się diametralnie. Czy na lepsze, czy na gorsze, to już musicie sprawdzić sami.

Jedyne, co mogę wam powiedzieć, to to, że sam pomysł na tę historię bardzo mnie ujął i rozmarzył na ładnych parę chwil. Sama jestem ciekawa co zrobiłabym mając w rękach taką władzę, co zrobiłby ktoś z mojej rodziny czy znajomych. Mogę mieć nadzieję, że nie dokonaliby złych wyborów, ale czy tak by było? Przecież nikogo tak do końca nie jesteśmy w stanie poznać. Ba, nie znamy do końca nawet samych siebie.

Co do samego wydania książki, to jest bardzo miłe dla oka – twarda oprawa, obwoluta i ciekawe ilustracje Bena Baldwina i Keitha Minniona. Czy wyraźnie czuć tu twórczość Kinga? Raczej nie. Powiedziałabym raczej, że to King dał sam pomysł, a w słowa ubrał go Chizmar, ale oczywiście mogę się mylić odnośnie tego „podziału ról”.

Czy polecam go każdemu? Tak, ale nie w dowolnym momencie zaznajamiania się z twórczością Stephena Kinga. Jego wytrawni fani w zasadzie mogą przeczytać tę opowieść kiedy chcą, ale ci, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z twórczością Króla, powinni zostawić ją na późniejszy czas. Dlaczego? Bo o twórczości Kinga w zasadzie nie mówi nic i wyrabianie sobie zdania na ten temat po tym opowiadaniu byłoby raczej zbrodnią.

Pudełko z guzikami Gwendy jest fajnym dodatkiem czy też urozmaiceniem w całej bibliografii Stephena Kinga i jednocześnie małą przechwałką. Że co?, zapytacie. A tak, przechwałką, bo my nie mamy takich pudełek skrywających w sobie wielkie moce, ale on je ma. Takie duże pudełko z guzikami, w które tak często uderza palcami, by przenieść nas, swoich czytelników, w inny świat. Raz lepszy od tego, w którym żyjemy, raz gorszy. W świat, którego losy kreuje jak tylko mu się żywnie podoba. King ma tę moc!

pokaż więcej

 
2018-07-07 19:26:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Niektóre książki mimo upływu lat są ponadczasowe w swoim przekazie. Czasem nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo! Dziś rozpoczęłam i dziś zakończyłam lekturę małego wielkiego dzieła – liczy sobie sto dwadzieścia stron, ale przekaz ma ogromny.

O jakim tytule mówię? O powieści wydanej w tysiąc dziewięćset trzydziestym siódmym roku przez jednego z czołowych, amerykańskich pisarzy, uhonorowanego w...
Niektóre książki mimo upływu lat są ponadczasowe w swoim przekazie. Czasem nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo! Dziś rozpoczęłam i dziś zakończyłam lekturę małego wielkiego dzieła – liczy sobie sto dwadzieścia stron, ale przekaz ma ogromny.

O jakim tytule mówię? O powieści wydanej w tysiąc dziewięćset trzydziestym siódmym roku przez jednego z czołowych, amerykańskich pisarzy, uhonorowanego w 1962 roku literacką nagrodą Nobla, Johna Steinbecka pt. Myszy i ludzie. Oczywiście już dawno temu słyszałam dużo dobrego o jego twórczości, ale dopiero teraz przyszło mi się z nią zaznajomić – cóż, lepiej późno niż wcale, jak mawiają.

Historia ta opowiada o pewnej niezwykłej przyjaźni – George’a Miltona i Lenniego Smalla. Jeden silny i odpowiedzialny, drugi to istne zaprzeczenie własnego nazwiska – wysoki, nieświadomy swojej krzepy, opóźniony w rozwoju człowiek. Życie tych dwojga, to podążanie od rancza do rancza, by zarobić trochę pieniędzy i zapewnić sobie wikt w trudnych czasach kryzysu w Stanach Zjednoczonych. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że nieporadność Lenniego oraz jego niesamowita siła fizyczna już nieraz doprowadzały tę dwójkę do poważnych kłopotów. Tym razem miało być inaczej, tym razem Lennie miał się w pełni słuchać swojego przyjaciela, miał nie mówić za dużo i nie wychylać się niepotrzebnie. Miał…

Zwieńczenie opowieści Steinbecka nie tyle mnie zaskoczyło, co wyraźnie uwierało (jeśli tak to mogę nazwać). Nie tak to powinno było się zakończyć. Choć z drugiej strony, czy było lepsze rozwiązanie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Łatwo natomiast docenić walory historii jak i niebywałego talentu pisarza. Już na dzień dobry przywitała mnie jego wielka staranność i dbałość o szczegóły. Do tego imponująca obrazowość opisów miejsca wydarzeń – nie do wiary, że w tak krótkiej formie zdołał on zawrzeć tak wiele detali, tym samym nie nużąc nimi czytelnika. Kolejny plus, to bardzo dobre odwzorowanie emocji bohaterów, jak i kreacja ich samych. Jednak to z czego książka słynie najmocniej, to bardzo dobre odwzorowanie problemów, z którymi borykała się ówczesna Ameryka (i tak naprawdę nie tylko ona) tj. kryzys, który zabierał ludziom możliwość godnego życia, ale który nie zabijał marzeń. Ponadto – nietolerancja wobec słabszych fizycznie czy ludzi o innych kolorach skóry. No i wreszcie mówi ona też o pięknej przyjaźni – takiej, która zdarza się raz na milion, tej prawdziwej.

Na początku mojej opinii wspomniałam o ponadczasowości dzieła Steinbecka i nadal to podtrzymuję, bo kto z nas nie marzy o godnym życiu? Kto z nas, nie boi się o jutro? Jak silny jest w dzisiejszych czasach problem nietolerancji na wielu płaszczyznach? No i wreszcie, kto nie marzy o prawdziwej przyjaźni, wsparciu w każdej chwili życia przez kogoś, kto nie zazdrości, nie chowa urazy i kto zrobi dla nas (a my dla niego) wiele? Chyba każdy…

Kto tak jak ja nie znał do tej pory pisarstwa Steinbecka niech to nadrobi – polecam serdecznie. Sama niebawem wrócę do jego twórczości, bo jest warta poświęcenia dla niej czasu.

pokaż więcej

 
2018-06-29 18:39:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Gdy już przeczytałam książkę, o której dziś będę wam opowiadać, postanowiłam rzucić okiem na to, co inni o niej napisali. Z ciekawości. Ciekawość ta zawiodła mnie do mini opinii, która głosiła, że książka ta jest słaba. Bo historie, które zawiera są słabego kalibru. W sensie, że mocy nie mają…Przypomniała mi się wtedy jedna ze zbrodni w niej opowiedzianych, gdzie sprawczyni zabójstwa wiozła... Gdy już przeczytałam książkę, o której dziś będę wam opowiadać, postanowiłam rzucić okiem na to, co inni o niej napisali. Z ciekawości. Ciekawość ta zawiodła mnie do mini opinii, która głosiła, że książka ta jest słaba. Bo historie, które zawiera są słabego kalibru. W sensie, że mocy nie mają…Przypomniała mi się wtedy jedna ze zbrodni w niej opowiedzianych, gdzie sprawczyni zabójstwa wiozła część poćwiartowanych przez siebie zwłok autobusem PKS. Nooo…słabizna, panie…Słabizna…

A już tak bez zbędnej ironii powiem wam, że w końcu miałam tę przyjemność (jakkolwiek, by to dziwnie nie brzmiało w odniesieniu do tej konkretnej lektury), by po wielu przeciętnych, a nawet słabych lekturach, spędzić czas z taką, która godną uwagi jest – bez wątpliwości. Mówię tu o „Polskim Archiwum X”, które wyszło spod pióra trójki ludzi tj. Piotra Litki, Bogdana Michalca i Mariusza Nowaka (z czego dwaj ostatni to policjanci). Tytułowe Archiwum X, to pierwsza w naszym kraju grupa, która rozwiązuje niewyjaśnione sprawy kryminalne, o których zdaje się, każdy już zapomniał. Sprawy, które dotyczyły rodzin ofiar, które straciły już wszelkie nadzieje na rozwikłanie zagadek zaginięć, śmierci ich bliskich. To ta grupa właśnie bierze na tapet sprawy sprzed lat, poświęca im masę czasu, wertuje tony materiałów, rozmawia z wieloma ludźmi, po to by przynieść ukojenie bliskim ofiar i by sprawcy przestali spać spokojnie (zakładając, że w ogóle są w stanie to robić).

Jak dobrze im idzie, przekonałam się już na wstępie tytułu, gdzie pojawia się wzmianka o nierozwiązanej jeszcze sprawie skóry – wtedy jeszcze nie był znany jej finał. Dziś już wszyscy wiemy jak on wygląda. A to była jedynie wzmianka. Całość książki zawiera w sobie wiele innych dramatycznych historii, które opowiadają o czyjejś śmierci, jej okolicznościach, sprawcach, którzy przyłożyli do niej rękę. Ponadto (co bardzo mi się podobało), autorzy wpletli tutaj też rys psychologiczny sprawców, jak i własne przemyślenia odnośnie śledztw, które prowadzili.

Nie jest to na pewno mocno profesjonalna pozycja, z której mogliby się uczyć studenci kryminologii, ale zdecydowanie jest to obowiązkowa lektura uzupełniająca. Bo choć nie bije od niej naukowy profesjonalizm, to jednak niesie ze sobą znacznie więcej wartościowej treści niż multum innych nic nieznaczących tytułów z tego zakresu. Daje przede wszystkim jakiekolwiek pojęcie o Archiwum X, o pracy policjantów, o metodach, którymi się posługują, na co zwracają uwagę. I to, co równie ważne – napisana jest prostym w odbiorze językiem.

Wspomniałam już, że jestem zadowolona z tej lektury i na koniec jeszcze raz to potwierdzę, zwłaszcza że, gdy pierwszy raz spojrzałam na okładkę, to miałam mocno mieszane uczucia. Często jest tak, że dość krzykliwe grafiki czy kolory okładki mają za zadanie zwabić czytelnika i nakłonić do kupna słabej jej zawartości. Tu na szczęście tego nie ma. Może i dostajemy rzucającą się w oczy kolorystykę, ale przy tym też rzucającą się na emocje, treść. A i dowiemy się czegoś nowego…

Jeśli jesteś fanem kryminalnego nurtu i to w dodatku z tego rzeczywistego pola, który nie jest fikcją literacką, to zwyczajnie musisz poznać „Polskie Archiwum X”. Sama zaś czym prędzej kupię drugą część i na pewno podzielę się z wami moimi wrażeniami.

pokaż więcej

 
2018-06-28 08:34:19
Dodała do serwisu książkę: Podwójne życie
 
2018-06-27 12:30:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Oficjalne recenzje dla LC

Gotowi na wycieczkę do USA? Zabierze nas tam pan Adam Zalewski i pokaże drugie oblicze swoich bohaterów, oblicze zła...
http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/10558/drugie-oblicze-obli...

 
2018-06-11 16:40:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Oficjalne recenzje dla LC
Cykl: Laleczki (tom 1)

Alert dla fanów Grey'a i mocnej erotyki. Słów kilka o "Skradzionych laleczkach" Ker Dunkey i K. Webster
http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/10500/skradziona-niewinno...

 
2018-05-17 08:59:40
Dodała do serwisu książkę: Na pożółkłym papierze
 
Moja biblioteczka
661 424 18606
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (617)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd