Ewa-Książkówka 
https://www.instagram.com/ksiazkowka, https://www.facebook.com/ksiazkowka
W serwisie obecna od: 05.04.2010r. Nie mam półki "Wymienię", ale jeśli widzisz w moich zbiorach tytuł, który bardzo chcesz mieć to pisz śmiało! Może akurat ten chętnie wymienię. :) WYMIANIE NIE PODLEGAJĄ KSIĄŻKI: Kinga, Ketchuma, Larssona, Lemaitre'a, Chattama, Sigurdardóttir, Becketta, Bondy, Cejrowskiego, Boyne'a, Carrisi'ego, Collins i Carriger. Jeśli masz ochotę po prostu porozmawiać o książkach lub czymś zupełnie innym, to też napisz. :) Nie gryzę. :)
33 lat, kobieta, Kielce, status: bibliotekarka/Oficjalna recenzentka, dodała: 81 książek i 5 cytatów, ostatnio widziana 11 godzin temu

Oficjalne recenzje

13-09-2018
Oficjalna recenzja

Piszę do Ciebie ten list, bo nie mogę się pozbierać. Kilka dni temu w mojej głowie doszło do zderzenia dwóch ciężkich ładunków, pędzących w swoim kierunku z zawrotną prędkością. Po jednej stronie działo w moją stronę nakierował Paweł Reszka z drugą częścią „Małych bogów”, a z drugiej zaś, Jacek Hołub z „Żeby umarło przede mną. Opowieści matek niepełnosprawnych dzieci”. Dwie skrajnie różne perspektywy mówiące o jednym problemie – polskiej służbie zdrowia i mierzeniu się z problemami zdrowotnymi w Polsce.

19-07-2018
Oficjalna recenzja

W moim odczuciu książka wypada całkiem dobrze. Powiedziałabym nawet, że King wyrabia się na polu kryminalnym i daje się zauważyć, że czuje się on w nim doskonale. A wątki fantastyczne? Nie są nowością w jego przypadku – one były, są i jeszcze będą. Za ich pomocą pisarz przenosi na papier swoje lęki, fobie – daje im upust, być może poniekąd się od nich uwalnia (albo raczej od ich nadmiaru).

27-06-2018
Oficjalna recenzja

Muszę przyznać, że pisarz swoim pomysłem na fabułę książki świetnie wpisał się w problemy świata współczesnego, gdzie religia jest źródłem wielu konfliktów (jak drastycznych, pokazują nam fanatycy podejmujący się aktów terrorystycznych). Temat jest jest bardzo aktualny, palący i zmuszający do przemyśleń po skończonej lekturze, choć jest to „tylko” fikcja literacka.

11-06-2018
Oficjalna recenzja

To, co szybko rzuciło mi się w oczy podczas tej lektury to jej bezpardonowość i nieschematyczne podejście do samego wątku Jade, jako ofiary traumatycznego przeżycia. Nie widzimy tu poszkodowanej, „biednej” kobiety, która boi się własnego cienia, a kwestii intymnych wystrzega się jak ognia jak to często bywa w fabułach wielu innych powieści tego typu. Jade jest kobietą pełną fobii, ale jednak hardą i walczącą o to, co sobie założyła.

07-06-2018
Oficjalna recenzja

Mnóstwo historii, tyleż samo dramatów – wyroków skazujących na podstawie błędnych zeznań świadków, dążenia policji do poprawienia statystyk i zaspokojenia wymogów przełożonych, a nawet odwetu mściwego sąsiada. To wszystko (i jeszcze więcej) sprawiało, że często zwykli ludzie, którzy prowadzili na co dzień normalne życie, tracili wolność i kontakt z bliskimi na długie lata, a w oczach bliskiego otoczenia stawali się przestępcami.

Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-03 08:57:09
Dodała do serwisu książkę: Z raju do piekła
Autor:
 
2018-09-13 12:38:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Oficjalne recenzje dla LC
Autor:
Seria: Reportaż
 
2018-09-01 13:24:01
Dodała do serwisu książkę: Emigrantka
Autor:
 
2018-09-01 13:20:15
Dodała do serwisu książkę: Drzazgi
 
2018-08-27 09:10:55
Dodała do serwisu książkę: Sami sobie nigdy
 
2018-08-17 17:14:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Sztywny” to starszy pan – kiedyś bardzo liczący się w szemranym światku. Dziś, to skóra i kości, które mimo wieku, jeszcze chcą walczyć, gdy kostucha zagląda przez ramię. Ostra i wyczerpująca reanimacja przynosi pozytywny skutek. Wszyscy się cieszą, bo trzeba się cieszyć, gdy zza światów wraca, siłą ściągnięta, dusza nieszczęśnika. Jednak jego żona warczy ze złością na ratowników, bo... „Sztywny” to starszy pan – kiedyś bardzo liczący się w szemranym światku. Dziś, to skóra i kości, które mimo wieku, jeszcze chcą walczyć, gdy kostucha zagląda przez ramię. Ostra i wyczerpująca reanimacja przynosi pozytywny skutek. Wszyscy się cieszą, bo trzeba się cieszyć, gdy zza światów wraca, siłą ściągnięta, dusza nieszczęśnika. Jednak jego żona warczy ze złością na ratowników, bo odratowali domowego ciemiężyciela rodziny…
„Pacjent stabilny, tylko żona go nie kocha”.

Co zrobić w takiej sytuacji? Albo raczej, co czuć? Być tym uradowanym, małym bogiem za sprawą, którego życie ludzkie wróciło do cielesnej powłoki? Czy mieć na sumieniu kolejne lata życia rodziny pod ręką tyrana?

Na te i wiele innych pytań próbował sobie odpowiedzieć Paweł Reszka, gdy anonimowo zasilił szeregi zespołu pogotowia ratunkowego. Czy na wszystkie pytania poznał odpowiedź? Na pewno nie, ale jedno jest oczywiste – pomógł nam, czytelnikom „Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy” poznać lepiej lub w ogóle, realia codziennej pracy ratowników medycznych. Począwszy od branżowego slangu, idąc przez zarobki i opłakany stan polskiego systemu opieki medycznej, a kończywszy na tym, jak poradzić sobie z nieudaną reanimacją dziecka. Wiadomości jest tu naprawdę dużo i podane są one w sposób bezpardonowy – autor niczego nie ubarwia ani nie stara się przekazać w delikatny sposób. Bo i niby po co miałby to robić? O pewnych rzeczach trzeba mówić tak, jak faktycznie wyglądają albo wcale.

Reszka wybrał drogę bolesnej szczerości, dlatego książka ryje dziurę w umyśle i zapada w pamięć. Nie wiem sama do końca, co bardziej zmroziło mnie w tej lekturze – to, że lekarze (szczególnie ci młodzi – rezydenci) pracują ponad siły (w zdrowiu i chorobie), czy to, że zażynają się za niskie pensje, czy to, że człowiek w polskim systemie zdrowia jest tylko niechcianym kosztem, czy wreszcie to, że Polacy kompletnie nie radzą sobie z opieką nad starszymi członkami rodziny i nierzadko traktują ich jak ciążący im balast, który na czas świąt czy urlopu najlepiej podrzucić szpitalowi?

„Umierający bliski to jest problem, który trzeba wystawić za drzwi, tak jak wystawia się starą kanapę, bo już się zapadła i nie da się na niej wygodnie siedzieć. Problem musi być za drzwiami. W takich paskudnych czasach żyjemy. Panuje kult życia, czerpania z życia, ale nie ma miejsca na śmierć, na to, żeby ludzie godnie odchodzili w swoich łóżkach.”

Wątek ten przypomniał mi sytuację sprzed paru lat, gdy odwiedzałam koleżankę w sali szpitalnej. Była to pora obiadowa, a na tej samej sali leżały też starsze panie, którymi nie interesowały się zabiegane pielęgniarki i salowe oraz ciągle nieobecna rodzina. To mąż mojej koleżanki karmił raz jedną, raz drugą panią - gdyby nie to, to panie nie zjadłyby obiadu wcale albo jadłyby go, gdy ten byłby już zupełnie zimny…

Reszka przeraził mnie swoją relacją. Przeraził mocniej niż niejeden horror. Jeśli coś się nie zmieni…Jeśli opieka zdrowotna w Polsce nie zmieni się na lepsze, to grozi nam dużo potężniejszy kryzys niż ten, który obserwujemy teraz. Podobnie, jeśli nie zmienimy swojego podejścia do osób starszych – kurczę, tak łatwo zapominamy, że ta cytowana wcześniej przeze mnie „stara kanapa”, to matka, która nas wychowała? Babcia, która dzielnie zajmowała się wnukami, gdy siły na to pozwalały? Że to ojciec, który zapewniał nam byt? Oczywiście mocno generalizuję w tym momencie, ale my młodzi chyba zapominamy, że jeszcze trochę…już niedługo…i sami będziemy w tym wieku. I co wtedy? Chcecie być wtedy tym starym, niepotrzebnym meblem?

Kończąc moje dywagacje, dziękuję panu Reszce za wstrząsającą i budzącą relację. Nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia pod względem technicznym, zresztą…to najmniej ważne w tym przypadku. Liczy się treść, która nikogo nie pozostawi obojętnym – takie jest moje życzenie.

Może ty, czy ja, nie zmienimy całego chorego systemu, ale możemy sprawić, że schyłek życia naszych bliskich będzie nie tyle lepszy (bo chyba ciężko mówić o lepszym umieraniu), a łagodniejszy i pełen troski, zrozumienia oraz bliskości, bo chyba tego każdy chce w ostatnich chwilach życia.

Przeczytajcie wszyscy książki Reszki – szczególnie tę, drugą część „Małych bogów”. Nie będzie to lektura łatwa, lekka i przyjemna, ale bardzo potrzebna.

pokaż więcej

 
2018-08-08 16:37:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Zygmunt Rozłucki (tom 1)

Gdyby ktoś zapytał mnie, o to, co aktualnie najbardziej „uwiera” mnie we współczesnych kryminałach, to długo nie zastanawiałabym się nad odpowiedzią – są to chlejący na umór główni bohaterowie, którzy najczęściej są też policjantami. Zatem, jakież moje szczęście było wielkie, gdy przy kolejnej lekturze powieści z dreszczykiem, zaserwowano mi odmianę i to nie byle jaką! Chlejącego psychologa!

...
Gdyby ktoś zapytał mnie, o to, co aktualnie najbardziej „uwiera” mnie we współczesnych kryminałach, to długo nie zastanawiałabym się nad odpowiedzią – są to chlejący na umór główni bohaterowie, którzy najczęściej są też policjantami. Zatem, jakież moje szczęście było wielkie, gdy przy kolejnej lekturze powieści z dreszczykiem, zaserwowano mi odmianę i to nie byle jaką! Chlejącego psychologa!

No dobrze, już dobrze…Może nie chlejącego na umór, ale zdecydowanie za kołnierz nie wylewającego. Spokojnie, nie będę się teraz pastwić nad czołową postacią „Zakładnika”, książki Przemysława Borkowskiego. Zwyczajnie, tak już mam, że lubię częstować zgryźliwością kogoś, kogo lubię, a Zygmunt Rozłucki zdecydowanie do tej grupy ludzi należy. No co? Że lubię człowieka, który nie istnieje? Niech pierwszy rzuci kamieniem, ten kto nigdy nie był w skomplikowanym związku z ulubionym bohaterem literackim!

Dość już jednak tych dygresji. Do rzeczy! Co my tu mamy? Mamy tu kryminalny debiut pana Borkowskiego, którego część z was może kojarzyć z twórczością poetycką, inna część z was z powieścią grozy pt. „Hotel Zaświat”, a już zdecydowana większość z was z działalnością kabaretową w Kabarecie Moralnego Niepokoju. Autor, w rolach głównych swojej opowieści obsadził wspomnianego już Rozłuckiego, niespecjalnie pałającego miłością do swojej pracy zawodowej, psychologa oraz Karolinę Janczewską, dziennikarkę, której nadarzyła się okazja do zrobienia intrygującego reportażu, którego motywem przewodnim jest morderstwo i samobójstwo. I choć tragedie te same w sobie mają wyjątkowy ciężar ładunkowy, to wagi dodaje im fakt, że i jedno, i drugie wydarzyło się na oczach setek tysięcy widzów pewnego programu telewizyjnego, tuż po odczytaniu przez sprawcę totalnie niezrozumiałego dla wszystkich, oświadczenia.

Jako że ta dwójka miała wątpliwą przyjemność uczestniczyć w tej masakrze transmitowanej „na żywo”, to postanowili też wspomóc działania policji i ustalić nieco więcej faktów na temat samego mordercy i samobójcy oraz odkryć z jakich pobudek działał. Prawda, do której dojdą zszokuje wielu, nie tylko tę dwójkę.

Przyznaję, że i ja sama nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nie spodziewałam się także tego, że już na pierwszych dwudziestu stronach książki wydarzy się coś tak konkretnego. Po około osiemdziesięciu stronach powiedziałam do siebie w myślach, że lubię tego faceta, mając na myśli Rozłuckiego. Po ponad dwustu nawet dał radę mnie rozczulić i po tym uświadomiłam sobie, że już dawno żaden bohater nie zrobił na mnie takiego przyjaznego wrażenia (nie żebym w życiu codziennym darzyła jakąś szczególną sympatią psychologów rozsmakowujących się w whisky…). Ba, już dawno żaden nie zrobił na mnie jakiegokolwiek wrażenia, więc jest to duży progres. Czym mnie tak ujął? Hmm…Powiedziałabym, że byciem zwykłym człowiekiem ze słabościami, ale to przecież nic nowego. Chyba po prostu tym, że zwykłym człowiekiem pozostaje do końca – nie przeobraża się w pewnym momencie z zapijaczonego dupka w supermena ratującego ludzi z opresji. Wygrywa z innymi postaciami swoim intelektem, umiejętnościami (choć potrafi się też mylić), spokojem, humorem i pozornym niewyróżnianiem się spośród tłumu.

Sam warsztat powieści autora wypadł według mnie bardzo dobrze. Krótkie rozdziały przy ponad czterystu stronach sprawiają, że czyta się „Zakładnika” w mgnieniu oka. Dzieje się sporo także o nudzie też nie może być mowy. Czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnego tomu przygód pana Rozłuckiego…A, tak! Przecież ten już jest! „Niedobry pasterz” wkrótce zajmie mi trochę czasu. Tak samo jak kolejne tomy, jeśli tylko (mam nadzieję) powstaną, bo po kilku niewypałach kryminalnych, gdy ten czy tamten autor próbował mnie przekonać do wykreowanej przez siebie fabuły, w końcu trafiłam na takiego, do którego szczerze chcę wrócić. I tak, jestem w stanie to zadeklarować już po lekturze pierwszego tomu – z pełną odpowiedzialnością. Polecam!

pokaż więcej

 
2018-07-26 17:45:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Mówiłem już (…), że dobrem jest to, co sprawia przyjemność, w takim razie, skoro zabijanie dawało mi zadowolenie, więc jest [ono] dobrem, a ja porządnym człowiekiem.”
Słowa te wypowiedziane przez jednego z najokrutniejszych psychopatów, Karola Kota, wiercą dziurę w mózgu, ale jednocześnie sprawiają, że historie związane z właśnie takimi zwyrodnialcami jak on, nęcą do granic…

Nęcą...
„Mówiłem już (…), że dobrem jest to, co sprawia przyjemność, w takim razie, skoro zabijanie dawało mi zadowolenie, więc jest [ono] dobrem, a ja porządnym człowiekiem.”
Słowa te wypowiedziane przez jednego z najokrutniejszych psychopatów, Karola Kota, wiercą dziurę w mózgu, ale jednocześnie sprawiają, że historie związane z właśnie takimi zwyrodnialcami jak on, nęcą do granic…

Nęcą jednocześnie odpychając i odpychają nęcąc – dziwne zjawisko, ale idealnie oddaje mój stosunek do tematu, do którego wracam co i rusz. Bo jak tu do niego nie wracać, gdy pod ręką jest już „Z Archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary” Piotra Litki, Bogdana Michalca i Mariusza Nowaka? Nie sposób się powstrzymać komuś, kto lubi pławić się w trujących umysłach morderców.

Chociaż…Czy one wszystkie są aby takie trujące? Niekoniecznie, jak pokazują niektóre historie zawarte w drugiej odsłonie zapisów z pracy Polskiego Archiwum X. Niektóre z nich były zagubione, niektóre zranione i uciemiężone długoletnim strachem. Niektóre zaś, po prostu pragnęły krwi. Mrocznych historii w tej części „Polskiego Archiwum X” nie brakuje, choć jest coś, co odróżnia je od tych zawartych w pierwszej części, mianowicie to, że od początku do końca przewija się wątek pewnej tragedii sprzed lat, która wróciła na świeczniki mediów całkiem niedawno. Ponadto mamy tu więcej szczegółów związanych z prowadzeniem śledztw – przykładowo, dowiadujemy się więcej o badaniach wariografem, profilowaniu, badaniach DNA czy poznajemy pojęcie „in dubio pro reo”.
Ponadto, ta część jest zdecydowanie bardziej spójna i zwyczajnie – bardziej dopracowana. Słowem – jest lepsza od pierwszej (co nie znaczy, że pierwsza jest zła – o, nie!).

Zatem, jeśli znacie pierwszą część, to bez obaw możecie sięgnąć po tę i nie martwić się, że was zawiedzie. Choć jeden z autorów sugeruje, że w jednym tylko przypadku, książka może nie spełnić waszych oczekiwań:

„I choć być może są tacy czytelnicy tej książki, którzy sięgnęli po nią wyłącznie dlatego, że sami w zakamarkach swojej duszy skrywają tajemnicę zabójstwa jakiegoś człowieka, jesteśmy spokojni. Jeśli chcieli znaleźć receptę na to, w jaki sposób uniknąć odpowiedzialności… (…) …to jej tu nie znaleźli.”
I fakt, recepty na pewno nie znaleźli, ale czy nie ma dla nich tu żadnych wskazówek…? W tej kwestii można by się już spierać…

Instagram: https://www.instagram.com/ksiazkowka/

pokaż więcej

 
2018-07-19 14:59:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Oficjalne recenzje dla LC
Autor:

"Pennywise delektował się strachem, zaś w ustach Outsidera rozpływa się…" Ciąg dalszy pod linkiem: http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/10632/pennywise-delektowa...

Instagram: https://www.instagram.com/ksiazkowka/

 
Moja biblioteczka
663 426 18836
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (631)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (11)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd