BuchBuch 
buchbuchbicher.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-08 18:38:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zaczyna się niezwykle interesująco - Wilno, koniec XIX wieku, Barbara Iłłakowicz, nauczycielka muzyki i języków rodzi drugie dziecko żonatemu kochankowie, którym jest Klemens Zan, szanowany wileński adwokat, ojciec trójki dzieci (z prawowitego łoża), syn słynnego Promienistego - Tomasza Zana.
Iłłakowiczówna bardzo długo ukrywała przed światem swe pochodzenie - zgodnie z ówczesnymi normami,...
Zaczyna się niezwykle interesująco - Wilno, koniec XIX wieku, Barbara Iłłakowicz, nauczycielka muzyki i języków rodzi drugie dziecko żonatemu kochankowie, którym jest Klemens Zan, szanowany wileński adwokat, ojciec trójki dzieci (z prawowitego łoża), syn słynnego Promienistego - Tomasza Zana.
Iłłakowiczówna bardzo długo ukrywała przed światem swe pochodzenie - zgodnie z ówczesnymi normami, jako nieślubne dziecko była pohańbiona. I, choć kilkukrotnie odnosiła się w swej twórczości do "dziadka promienistego", niewielu wiedziało o jej pochodzeniu.
Rodzice i ich historia jest fascynująca. Późniejsze, zawiłe losy Kazimiery i jej starszej siostry Barbary są równie intrygujące. Młodość Kazi upływa na Inflantach, pod czujnym okiem matki Zofii, czyli hrabiny Zofii Buyno z Plater - Zyberków.
Czas buntu, ucieczki z domu, próby zagrażające zdrowiu i życiu, nauka we Fryburgu, Genewie, Oksfordzie (walka o prawa wyborcza kobiet), Krakowie - oto fragmenty burzliwej mapy młodości bohaterki.
W czasie Wielkiej Wojny jest siostrą miłosierdzia, gdzie na frontach widziała cały bezsens i okrucieństwo wojny.
Jej życie to swoista sinusoida - bardzo trudne momenty przeplatają się z momentami pomyślności. Tak jest w dwudziestoleciu międzywojennym, epoką uszytą wprost na marę Iłły: uzdolniona, znająca języki emancypantka zdobywa pracę referendarza w MSZ. Debiutuje też jako poetka, współtworzy znamienitą grupę literacką Skamander.
W międzyczasie jest też uczestniczką historycznych tragedii: jest przy śmierci prezydenta Narutowicza, to ona zamyka mu oczy i przewiązuje głowę szalem.
Mąż Marii Dąbrowskiej dostrzegał w Ille srebrzysto - srebrną poświatę. Czy była to według niego swoista duchowość, melancholijny nastrój czy też chłodną szlachetność, tego się już nie dowiemy.
Co ciekawe, nie traktowała swojej poezji jako misji czy wiodącego nurtu w życiu, poezja była dodatkiem do życia urzędniczki. Czasem z przekorą mówiła, że nie mogłaby żyć bez muzyki, bez poezji już tak.
Doceniali ją wszyscy wielcy tamtych czasów: Iwaszkiewicz, Tuwim czy Lutosławski, który do jej pieśni ("Morze", "Wiatr", "Zima", "Rycerze", "Dzwony cerkiewne") skomponował muzykę.
Na wyraźną prośbę marszałka Piłsudskiego została osobistą sekretarką ministra spraw wojskowych.
W czasie II wojny przebywała w Rumunii, później, po wielu perypetiach wróciła do Polski, znalazła się w Poznaniu, gdzie do końca życia mieszkała w sublokatorskim mieszkaniu u pp. Żyndów.
Cały czas borykała się z dużymi problemami finansowymi, brakiem pracy, musiała szukać uczniów, by prowadzić korepetycje z języków. Zajmowała się trudną sztuką przekładu (jej "Anna Karenina" do dziś jest przykładem świetnej roboty translatorskiej)
Autorka biografii pokazuje Iłłę wielotorowo: zarówno jako uosobienie przekory, osobę o twardych, niezmiennych zasadach, silnym charakterze, osobie ekscentrycznej, ale mocno zapadającej w pamięć.
Iłłakowiczówna żyła 94 lata.
Całe lata borykała się z wczesnym sieroctwem, poczuciem winy wobec przybranej matki, niezrozumieniem i ciągłymi animozjami ze starszą siostrą.
Całe życie samotna, walcząca z przeciwnościami losu, biedą, brakiem oparcia, jednocześnie była bardzo trudna we współpracy, szalenie wymagająca wobec współpracowników i znajomych.
Przeszła bardzo wiele: rewolucje, wojny, częste zmiany władzy, bieda, ciągłe próby odnalezienia się w coraz to nowych i bardziej skomplikowanych warunkach geo-politycznych.
Ille także trudno było odnaleźć się w szalonych nurtach XX-wiecznej historii. Żyła zarówno w czasach sanacji, wojen, komunizmu, obserwowała strajki poznańskie (uwieńczone poruszającym wierszem), stan wojenny. Te czasy to stanowczo za dużo jak na jedno pokolenie.
Autorka biografii znakomicie podkreśla wszystkie te niuanse, dając obraz skomplikowanej bohaterki i niezwykłych czasów, w których przyszło jej żyć.


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-30 20:35:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Śmierć Komandora (tom 2)

Wydawnictwo (na szczęście) nie kazało długo czekać na drugą część "Śmierci Komandora". Pierwsza (tu recenzja) część tej onirycznej, zagadkowej historii rozbudza apetyt i ciekawość czytelnika, domagającego się nie tyle rozwikłania i uzasadnienia sytuacji, które mają w powieści miejsce, ale prowadzenia i kontynuowania tej niezwykłej opowieści.
Drugi tom to ciąg dalszy historii tokijskiego...
Wydawnictwo (na szczęście) nie kazało długo czekać na drugą część "Śmierci Komandora". Pierwsza (tu recenzja) część tej onirycznej, zagadkowej historii rozbudza apetyt i ciekawość czytelnika, domagającego się nie tyle rozwikłania i uzasadnienia sytuacji, które mają w powieści miejsce, ale prowadzenia i kontynuowania tej niezwykłej opowieści.
Drugi tom to ciąg dalszy historii tokijskiego portrecisty, który po zdradzie żony przenosi się w góry, gdzie korzysta z pracowni pewnego starego, umierającego malarza.
Skupiając się na pracy, zgłębia coraz to nowe obszary sztuki malarskiej, próbując odstawić portrety. Te jednak, wciąż są jego znakiem rozpoznawczym i zdecydowanym faworytem, jeśli chodzi o przynoszenie malarzowi dochodów.
Pierwszy tom kończy tworzenie portretu 13-letniej dziewczynki, uczennicy malarza, który ulegając pewnym sugestiom, decyduje się stworzyć pierwszy w swej karierze portret kobiety. Postać modelki artysty, Marie Okikawy jest dla tego tomu kluczowa pod wieloma względami. Rozstrzyga wiele kwestii, dla innych jest zaś swego rodzaju punktem zwrotnym.
Malarz jako narzędzie w rękach losu stara się jedynie zrozumieć i przetrwać całą nawałnicę zdarzeń, których staje się czynnym uczestnikiem.
Zamieszkując w domu starego mistrza Tomohika Amady, myszkując w jego rzeczach, naraził się bowiem nasz bohater na pewne niedogodności. Zdaje się, że sam wzbudził lawinę, która przetacza się przez cały drugi tom powieści.
Wiele wątków z pierwszego tomu znajduje wyjaśnienie, wracamy wraz z bohaterami do lat 30. XX wieku, gdy w Europie był pan Amada, poznajemy jego rodzinne tajemnice, genezę powstania "Śmierci Komandrora".
W zasadzie wszystko staje się jasne. Jednak nie od razu.
Autor multiplikuje niecodzienne zdarzenia, jawa miesza się z marą, to co logiczne ustępuje miejsca zjawiskom alogicznym, tajemnym, które jednak są dla bohaterów zaangażowanym w dane sytuacje jedynym sensownym wytłumaczeniem.
Murakami zwodzi czytelnika, wystawia na próbę nie tylko jego poczucie pewności, ale także przywiązanie do pragmatycznych, rzeczowych rozwiązań.
Jest to swego rodzaju przygoda, która bardzo dobrze smakowała za pierwszym razem, za drugim jest już odrobinę zgrana, wciąż jednak nieprzewidywalna - nie wiadomo do końca dokąd poprowadzi autora jego wyobraźnia.
I, choć gęstość i koncept powieści są bardzo mocne, ciemne, pełne niewiadomych, to czytelnik nie czuje strachu, jedynie rosnącą ciekawość.
Czy jednak jej finał usatysfakcjonuje czytelników?
Bardzo jestem ciekawa opinii innych adresatów książki.
Dla mnie "Śmierć Komandora" w pamięci pozostanie powieścią od której nie sposób się oderwać.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-25 21:28:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Król (tom 2)

Pośród mroków i złowrogiej popowstaniowej ciszy wędruje ruinami Warszawy Ryfka, niegdysiejsza królowa półświatka, teraz zaskakująca siłą woli ćma, nocny duch, który przemykając kolejnymi wspomnieniami ulic zdobywa pożywienie potrzebne do przetrwania kolejnych kilku chwil.
Siłą, która każe jej walczyć o przetrwanie jest miłość do niedawnego króla Warszawy - Jakuba Szapiro, wielkiego boksera,...
Pośród mroków i złowrogiej popowstaniowej ciszy wędruje ruinami Warszawy Ryfka, niegdysiejsza królowa półświatka, teraz zaskakująca siłą woli ćma, nocny duch, który przemykając kolejnymi wspomnieniami ulic zdobywa pożywienie potrzebne do przetrwania kolejnych kilku chwil.
Siłą, która każe jej walczyć o przetrwanie jest miłość do niedawnego króla Warszawy - Jakuba Szapiro, wielkiego boksera, znanego gangstera, człowieka - legendę, darzonego szacunkiem i strachem. Nic nie zostało z tamtego króla. Wojna go zniszczyła, pozbawiła charakteru i chęci do życia. Napuchnięty z głodu, otępiały, jest dla Ryfki dużym obciążeniem, ale też treścią wojennej codzienności.
Szapiro jest tłem dla opowieści, której siłą są kobiety. Nie tylko bohaterska, sprytna Ryfka, ale też Emilia, żona Jakuba, która na każdym kroku pokazuje swoją niezłomność i silny charakter, odsłonięty właśnie w wojennym zagrożeniu.
Ta feministyczna nuta jest bardzo sprytnym posunięciem, które kompletnie rewiduje postrzeganie czytelników zauroczonych Królem. Muszą się oni bowiem przenieść swoją uwagę i adorację na żeński pierwiastek, który wykazuje się dużo większą przytomnością, trzeźwością umysłu i siłą, której nijak nie da się porównać z męskim stroszeniem piórek czasów pokoju.
Królestwo daje pewien obraz Szapiry jako człowieka zakochanego w swej małej ojczyźnie, co już na początku września 1939 roku każe mu ruszyć do obrony granic. Bezsens i tragifarsa, jaką okazuje się to działanie, tylko uwypukla marność decyzji i działań ówczesnych decydentów. Późniejszy powrót do domu, eksmisja, jaką rodzina Szapiry musiała przeżyć ze względu na swoje pochodzenie, późniejsze gettowe życie, to wszystko w skondensowanej, wyrazistej formie pokazuje w telegraficznym skrócie koszmar okupacyjnej tragedii tych, którym odmawiano człowieczeństwa.
Twardoch pokazuje, że w wojennych dramacie karty rozdaje przypadek, losem rządzi łut szczęścia, który jednemu daje możliwość przeżycia, z innego czyi zbrodniarza, jednemu daje szybką śmierć, innemu zaś karze umierać na raty przez wiele miesięcy w warszawskim getcie.
Nikt nie ma taryfy ulgowej, wszyscy stają się ofiarami dziejów, co rodzi frustracje, nienawiść, nierzadko też pogardę, często wobec siebie.
Twardoch gra na silnych emocjach, nie boi się uderzyć w najczulsze struny: śmierć, strata, strach, poniżenie, bestialstwo i kompletna niemoc.
Przypomina też, że w każdy z nas siedzi zło. Trzeba tylko poczekać, aż pojawi się odpowiednia chwila i da ono o sobie znać.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-23 22:52:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jak to jest urodzić się i wychować w miejscu, gdzie wszyscy są równi, o losach jednostki decyduje ogół, nie ma pieniędzy, a dzieci w szkole nie mają tradycyjnych przedmiotów, za to uczą się na przykładach poszczególnych zagadnień (jak zaćmienie słońca czy jidyszowa poezja Kadii Mołodowskiej)?

Swoje doświadczenia i spostrzeżenia opisuje Jael Neeman, która urodziła się w 1960 roku w galilejskim...
Jak to jest urodzić się i wychować w miejscu, gdzie wszyscy są równi, o losach jednostki decyduje ogół, nie ma pieniędzy, a dzieci w szkole nie mają tradycyjnych przedmiotów, za to uczą się na przykładach poszczególnych zagadnień (jak zaćmienie słońca czy jidyszowa poezja Kadii Mołodowskiej)?

Swoje doświadczenia i spostrzeżenia opisuje Jael Neeman, która urodziła się w 1960 roku w galilejskim kibucu Jechiam.

Dzieci powite w mniej więcej tym samym czasie trafiły do kibucowego żłobka, gdzie tworzyły grupę " Narcyz". Swoich biologicznych rodziców widywali 1,5 godziny dziennie, resztę dnia spędzając z wykwalifikowanymi opiekunami, którzy uczyli ich świata przez działania empiryczne oraz szeroko rozumianą socjalizację.

Z perspektywy dziecka wychowanego przez jedną parę rodziców widzę, jak trudne do zaakceptowania dla mnie jest właśnie to oderwanie od rodziny. Kibucowe dzieci tak naprawdę nie znały, niewiele wiedziały, w końcu, nie zawsze dobrze się czuły z biologiczną matką i ojcem. Przez sposób wychowania, oderwanie, znikomą ilość czasu spędzaną razem, są oni sobie praktycznie obcy.

Rodzice, pełni poholocaustowej traumy, z zapałem oddają się syjonistycznym mrzonkom o społeczeństwie idealnym.

Dzieci, które razem się chowają, uczą, wędrują, doświadczają pierwszych miłości i trudów życia, są jednym z elementów, które mają służyć wspólnocie, dobru ogółu.

To poczucie wspólnoty wciąż pojawia się w sposobie narracji, jaki stosuje autorka. Nie ma tutaj mowy o jednostkowym podejściu do tematu. Wciąż pisze w liczbie mnogiej: my "Narcyz", my dzieci, doświadczyliśmy, byliśmy itp.

I, choć książka Neeman to przede wszystkim wspomnienia z odległego świata, to jednak łatwo zauważyć, że ma ona w sobie pierwiastek rozrachunkowy z dzieciństwem, ale też kibucem jako tworem, który autorkę w dużej mierze ukształtował.

Złość na zaniedbanie, niedostrzeganie czynnika ludzkiego, indywidualnego podejścia do człowieka, gdzie nawet o ewentualnym wysłaniu na studia wyższe decydowała wspólnota.

Neeman, pełna samoświadomości, odkrywanej stopniowo i z oporami, porzuciła kibucowe życie, pełne poświęceń i wyrzeczeń.

Ma jednak sentyment do czasów i życia, jakie w nim prowadziła, pewnie dlatego jej wspomnienia są słodko-gorzkie: po trosze sielskie dziecięce przygody, po trosze samotność i brak zrozumienia.


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-01 21:08:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Biografie
 
2018-10-28 20:56:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Marlene nie ma łatwego życia. Od dzieciństwa skazana na poczucie winy i lęk. Uciekając od demonów przeszłości wyszła za kryminalistę, w środowisku zwanego jako Herr Wegener.
Splot okoliczności powoduje, że kobieta postanawia wymknąć się ze złotej klatki, uciec od męża. Zabiera ze sobą coś, co ma dla Wegenera ogromną wartość.
Uciekająca przez zimowe, oblodzone włoskie góry, Marlene ma...
Marlene nie ma łatwego życia. Od dzieciństwa skazana na poczucie winy i lęk. Uciekając od demonów przeszłości wyszła za kryminalistę, w środowisku zwanego jako Herr Wegener.
Splot okoliczności powoduje, że kobieta postanawia wymknąć się ze złotej klatki, uciec od męża. Zabiera ze sobą coś, co ma dla Wegenera ogromną wartość.
Uciekająca przez zimowe, oblodzone włoskie góry, Marlene ma wypadek, z którego ratuje ją tajemniczy i niepokojący Simon Keller.
I tu zaczynają się banialuki. Piętrowe.
Keller to pustelnik, zdziwaczały i niebezpieczny. Pochodzi on z rodziny powiedzmy, skrybów, którzy przepisują Pismo Święte. Simon kontynuuje tradycję, broni swej prywatności, hoduje świnie, z których każda ma imię... Jedno z nich ma szczególne znaczenie, o czym Marlene będzie musiała przekonać się na własnej skórze.
Cała ta opowieść o świńskim królu, który ma w głowie cały potężny mętlik i obłęd wylewa się na czytelnika powoli, acz systematycznie. Im dalej w las, tym trudniej było mi znosić logikę tłumaczeń i wyjaśnień narratora, wszystko co działo się w wątku Kellera przestawało mieć sens, zaczynało ocierać się o absurd.
Kolejny wątek jest łatwiej strawny i bardziej prawdopodobny. Chodzi o pościg, jaki za Marlene wysłał jej mąż. I nie chodzi tu tylko o chęć ukarania żony, okazuje się, że zniknięciem zaczęło interesować się Konsorcjum, silna i rozległa grupa przestępcza, której nikt i nic nie jest w sanie zatrzymać.
Zdradzony, porzucony mąż, który nie chce i nie potrafi dusić w sobie wściekłości i chęci zemsty, a do tego Zaufany Człowiek, zatrudniony przez mafię, który również szuka Marlene. Tak, ten wątek zdecydowanie ratuje sytuację.
Z jednej strony góry, tajemnica, nieznani sobie ludzie, którzy stopniowo wyjawiają tajemnice, a także pościg i planowe i zorganizowane poszukiwania uciekinierki z drugiej strony mogą stanowić silny bodziec dla miłośników wartkiej akcji i wielu niewiadomych, sekretów, które stopniowo zmieniają swój poznawczy status.
Dla mnie pokręcona, cudaczna historia świniopasa - skryby jest tak naciągana i nieprawdopodobna, że aż obcesowa i całkowicie eliminująca książkę z kręgu pozycji polecanych innym.

pokaż więcej

 
2018-10-22 21:00:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

W czasach short newsów krótkie, kieszonkowe przewodniki są na wagę złota.
Jak wielką sztuką jest w telegraficznym niemal skrócie opowiedzieć historię sztuki, dowie się, kto sięgnie po publikację Susie Hodge.
Kultura obrazkowa, wymagania dotyczące skondensowanej, mocno skoncentrowanej treści powodują reakcje ze wszystkich stron, również ze świata sztuki czy świata wydawniczego.
Wychodzenie na...
W czasach short newsów krótkie, kieszonkowe przewodniki są na wagę złota.
Jak wielką sztuką jest w telegraficznym niemal skrócie opowiedzieć historię sztuki, dowie się, kto sięgnie po publikację Susie Hodge.
Kultura obrazkowa, wymagania dotyczące skondensowanej, mocno skoncentrowanej treści powodują reakcje ze wszystkich stron, również ze świata sztuki czy świata wydawniczego.
Wychodzenie na przeciw potrzebą odbiorców jest tu jak najbardziej uzasadnione, a jednocześnie niezwykle trudne.
Z wielką ciekawością sięgnęłam zatem po kieszonkowy przewodnik po historii sztuki. Jak wybrać spośród całych wieków najważniejsze elementy, jak wyłonić dzieła, twórców, jak streścić wiodące prądy?
Po trosze jest to misja niemożliwa do spełnienia, po trosze jest to dobry przyczynek do pogłębienia badań dla zaintrygowanych czytelników.
Susie Hedge dzieli swoją książkę na cztery główne nurty, które najpełniej, ale też najbardziej skrótowo odpowiedzieć na potrzeby dotyczące poznania (choć pobieżnego) światowej historii sztuki.
Całkiem słusznie rozpoczyna przygodę od kierunków, poprzez dzieła (wybrane spośród tych tworzonych na przestrzenie 18 tysięcy lat...), aż po najpopularniejsze tematy w sztuce i wreszcie kończy na przeglądzie głównych technik artystycznych, dominujących w sztuce.
Krótko, zwięźle i na temat.
Rzeczywiście, koncept autorki jest prosty, przejrzysty i bardzo praktyczny.
Książka tłumacząc najbardziej ważkie zagadnienia, pozwala niezorientowanemu odbiorcy w bardzo przystępny sposób zrozumieć prądy i tendencje, jakie kształtowały sztukę przez wieki.
Pasja autorki, jej umiłowanie tematu jest bardzo widoczne i mocno oddziałuje na czytelnika. Choć (jak podkreślam po raz kolejny) wiedza jaką serwuje jest bardzo pobieżna, cząstkowa, daje jednak wyobrażenie o temacie.
Wydaje mi się, że najważniejszym atutem publikacji jest zaszczepienie w odbiorcy ciekawości i głodu wiedzy, gdyż najważniejsze to rozpocząć poszukiwania, znaleźć w sobie siłę na dalsze zdobywanie wiedzy. Hodge popycha do tropienia historycznej wiedzy.
Nie bez znaczenia jest też dokładność i estetyka wydania, które rzeczywiście spełnia wszelkie wyśrubowane wymogi: estetyczne, bardzo poręczne, kusi okładkową Moną Lisą.
Nic, tylko sięgnąć po książkę, ja do niej wracam, również dla reprodukcji.


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-22 20:59:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Według mnie to najbardziej teatralne opowiadanie Hłaski.
Czytam dialogi i widzę jak łatwo rozpisać je na kolejne sceny, jak proszą się one o uwagi, didaskalia, podział na role.
W swej melancholii i posępności Hłasko oprowadza czytelnika/widza po znojnym i beznadziejnym życiu dwóch znajomych/partnerów od drobnych przestępstw.
Obaj przyjechali do Izraela z Polski, obaj szukają łatwego zarobku.
...
Według mnie to najbardziej teatralne opowiadanie Hłaski.
Czytam dialogi i widzę jak łatwo rozpisać je na kolejne sceny, jak proszą się one o uwagi, didaskalia, podział na role.
W swej melancholii i posępności Hłasko oprowadza czytelnika/widza po znojnym i beznadziejnym życiu dwóch znajomych/partnerów od drobnych przestępstw.
Obaj przyjechali do Izraela z Polski, obaj szukają łatwego zarobku.
Raz oszukają matrymonialne jakąś naiwną kobietę, raz wykonają tzw. "mokrą robotę", innym znów razem kantują na perskich dywanach. Każda okazja dobra, by zyskać na czasie i po raz kolejny prześlizgnąć się bezboleśnie przez kolejny tydzień w Tel Avivie.
Pełna przygnębienia i beznadziei atmosfera opowieści dziwnie wybrzmiewa w słonecznej, rajskiej, pięknej Jaffie. Kawałek polskiego piekiełka przeniesiony w inną perspektywę, inny świat.
Co zrobić by się nie narobić, jak oszukać, jak mataczyć, jak przebimbać następny tydzień/miesiąc?
Ci ludzie z trudną przeszłością, uciekający przed nią, próbują urządzić się w świecie kłamstw, łajdactw i niegodziwości, których sami są projektantami i udziałowcami.
Nie ma w nich pokory, skruchy, wszystko obliczone jest na zysk. Gdy trafia im się możliwość uzyskania sponsora w postaci kanadyjskiego misjonarza (który nie ma żadnych sukcesów na polu wiary), postanawiają wykorzystać każdą jego słabość, by polepszyć swój los.
Dramat wisi w powietrzu.
Hłasko bez zbędnych czułości pokazuje wyrachowanie i okrucieństwo dwóch oszustów, którzy obracając się w szemranym światku gdzieś w okolicach ulicy Allenby, dają świadectwo wielkiej życiowej pustce, bezsensowi i jeszcze większej samotności.
W tym świecie nie ma solidarności, nie ma co liczyć na pomoc, wsparcie czy zwykłą ludzką uprzejmość.
Pojawia się gorzka refleksja na temat kondycji międzyludzkich związków i zależności.
Ja żałuję zaś, że spektakl Teatru Powszechnego na motywach opowiadania powstał tak dawno temu (koniec lat 80.). Grali tam i Gajos, i Lutkiewicz, i Machalica, i jeszcze Pieczka. Scenografię robili Starscy, muzykę Satanowski.
Może gdzieś w odmętach internetu błąka się choć nagranie spektaklu. Bardzo chętnie je zobaczę.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-16 23:12:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Śmierć Komandora (tom 1)

Czarowny świat Murakamiego wciąga od pierwszej strony.
Choć początek opowieści jest banalny i mocno wyeksploatowany (zdradzony mąż), to w ujęciu autora zaczyna on pulsować energią i tajemnicą.
Mąż - uznany w Tokio malarz - portrecista wyjeżdża z miasta, by przyswoić sobie nową rzeczywistość oraz odzyskać psychiczny spokój i znaleźć nowy plan na życie.
Kupuje stary samochód, przez długie...
Czarowny świat Murakamiego wciąga od pierwszej strony.
Choć początek opowieści jest banalny i mocno wyeksploatowany (zdradzony mąż), to w ujęciu autora zaczyna on pulsować energią i tajemnicą.
Mąż - uznany w Tokio malarz - portrecista wyjeżdża z miasta, by przyswoić sobie nową rzeczywistość oraz odzyskać psychiczny spokój i znaleźć nowy plan na życie.
Kupuje stary samochód, przez długie tygodnie podróżuje przez wyspę Honsiu, aż w końcu, dzięki uprzejmości przyjaciela ze studiów zamieszkuje w górskim domu znanego malarza, pana Amady - ojca rzeczonego przyjaciela.
Odizolowany od świata artysta stopniowo odzyskuje spokój ducha.
Nie potrafi jednak wrócić do malowania. Nie chce już tworzyć portretów, jednak nie potrafi się przemóc, by malować cokolwiek innego.
Pewnego dnia otrzymuje jednak propozycję, niezwykle kuszącą finansowo, związaną z nowym portretem.
Nie potrafiąc oprzeć się sumie, jaka pada przy zleceniu, podejmuje się wyzwania i decyduje jeszcze raz stworzyć portret.
I tym sposobem zmienia całe swoje dotychczasowe życie. Jego model, a zarazem zleceniodawca, pan Menshiki jest tajemniczym, niepokojącym mężczyzną, który wiele może, a jeszcze więcej ukrywa.
Ich relacja wciąż się zmienia, ewoluuje, z czasem po trosze zacieśnia, jednak nie na tyle, by czuli się swobodnie w swoim towarzystwie.
Za każdym razem, gdy autor opisuje sceny z ich udziałem, czuć pewne napięcie, ale też wzajemną ciekawość. Obaj, pochodzą z kompletnie różnych światów, mają skrajnie różne podejście do życia i zapatrywania na świat, a jednocześnie wiele spraw zaczyna ich łączyć...
Bardzo interesujące jest śledzenie zmian i ewolucji w tej znajomości, jest też rosnąca niepewność: co przyniesie? Wszystko zależy od zapatrywań czytelnika, ja, w trakcie lektury, wciąż czekałam na jakąś tragedię.
Menshiki jest tak dominującą, mocną postacią, która zdaje się nie mieć żadnych skrupułów, ni wątpliwości, pewnie dlatego osiągnął oszałamiający sukces zawodowy, który zresztą jest pilnie strzeżoną tajemnicą...
Zresztą, relacja między mężczyznami nie jest najistotniejsza.
Z każdą kolejną stroną wychodzą na jaw kolejne szczegóły dotyczące życia malarza, jego perypetie w górskim domu, które z czasem zaczynają zdawać się fantasmagoryczne, odrealnione, a jednak podane w niezaangażowany, rzeczowy sposób, co każe czytelnikowi przyjąć każdą kolejną rewelację jako pewnik.
Bardzo szczególnie przedstawia się sprawa tytułowego obrazu, który w drugiej części książki nabiera ułudnego charakteru i wciąga czytelnika w na poły feeryczną, na poły absurdalną sytuację, która stawia czytelnika w poznawczym, niewygodnym rozkroku - w co wierzyć a w co nie?
Niepokoje, nocne ułudy (czy nie ułudy), postać Komandora, wszystko to bardzo zgrabnie łączy się ze wspomnieniami malarza.
Zarówno tymi dotyczącymi siostry (i jej porównanie do żony - czy to już wynaturzenie i perwersja czy proste skojarzenie?), a związanymi z wyborem żony - na podobieństwo zmarłej krewnej, czy też wspomnienia z czasów wędrówki po zdradzie żony - takiej trochę onirycznej, również tajemniczej przeprawie przez własne smutki i rozterki.
Na koniec jeszcze finał, który pozostawia zakończenie otwarte (widziałam okładkę drugiego tomu - sugestywna i intensywna), ale też powoduje, że wszystko co związane z treścią, przechodzi kompletną metamorfozę, pół strony finału wystarczyło, by czytelnik zrobił woltę refleksji i rozumienia treści. Niezwykłe, a przy tym dające wyobrażenie, jak gęsto od znaczeń, pułapek myślowych będzie w kolejnej części.
A wszystko to z podkreśleniem tytułowego Komandora, jednego z bohaterów Mozartowskiego "Don Giovanniego".
Obraz znaleziony przez malarza na strychu domu, zaczyna mocno wpływać na jego życie. Nie chodzi tylko o pojmowanie znaczeń, jakie malują się na licach poszczególnych bohaterów obrazu, ale też próbuje on połączyć fabułę z życiem twórcy, z biografią pana Amady, który w latach 30. XX wieku mieszkał w Austrii.
Jednak przyszedł Anschluss i skończyła się pewna epoka. Pan Amada wrócił do Japonii, zarzucił dotychczasowe "europejskie" malowanie na rzecz tradycyjnego, japońskiego stylu.
Nic tu nie pozostaje bez znaczenia, wszystko ma moc i siłę sprawczą.
Murakami jest literackim kuglarzem, szarlatanem słowa, który wyprowadza czytelnika na manowce, bawi się nim, bałamuci. Jest pisarzem silnie rozrywkowym, relaksowym, popularnym.
Korzysta z tego bardzo sprytnie, a w "Śmierci Komandora" dodatkowo zagarnia czytelnika czas, stawia go w pozycji niewolnika książki, bo naprawdę trudno się oderwać od tej historii.


więcej na: buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-13 22:11:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Najciekawszy w tej krótkiej powieści jest Iran, który wyziera zza wspomnień głównej bohaterki, Nahid.

Jako nastolatka włączyła się w ruch rewolucyjny, wraz ze swoim chłopakiem (a późniejszym mężem) brała udział w działaniach konspiracyjnych, które doprowadziły do niejednej tragedii, w tym zmusiły ich do ucieczki z kraju wraz z maleńką córeczką, Aram.

Sama irańska rewolucja islamska, obalenie...
Najciekawszy w tej krótkiej powieści jest Iran, który wyziera zza wspomnień głównej bohaterki, Nahid.

Jako nastolatka włączyła się w ruch rewolucyjny, wraz ze swoim chłopakiem (a późniejszym mężem) brała udział w działaniach konspiracyjnych, które doprowadziły do niejednej tragedii, w tym zmusiły ich do ucieczki z kraju wraz z maleńką córeczką, Aram.

Sama irańska rewolucja islamska, obalenie szacha, rządy Chomeiniego są niezwykle interesujące w sensie historycznym, nie występują jednak w książce, która skłania do sięgnięcia po literaturę fachową. Ponadto tło obyczajowe - historia matki Nahid, wydanej z mąż w wieku dwunastu lat za ponad dwudziestoletniego mężczyznę, któremu za dwadzieścia cztery miesiące rodzi pierwsze dziecko.

Nahid ma wielkie wyrzuty sumienia - mieszka w Szwecji, ma ustabilizowane życie, a w Iranie została matka, siostry, cały bagaż kulturowy, który wciąż wraca we wspomnieniach.

Nahid poznajemy, gdy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. Złość na los, wściekłość na chorobę, przerzuca na swoje jedyne dziecko, które nagle staje się winne wszystkiemu.

Miłość macierzyńska prezentowana w powieści jest chropowata, ciemna, pełna zakrętów i goryczy, niespełnionych marzeń, pokładów uczuć, które uległy zniszczeniu czy zapomnieniu. Nahid - matka, ale też Nahid - pacjentka to ostra, pełna pretensji i złych uczuć kobieta, która swe życiowe błędy, potknięcia, niespełnienia przekuwa na roszczenia wobec córki, nie oszczędzając też postronnych).

Aram stara się gasić wybuchowość matki, pamiętając o jej cierpieniu, odroczonym, podzielonym na fragmenty odchodzeniu.

Nie jest to łatwe, ich relacje są ciągłym polem minowym, nigdy nie wiadomo jak skończy się rozmowa czy spotkanie.

Przełomem jest wiadomość o ciąży córki. Nahid transponuje tę informację na przeszłe wydarzenia, nadzieja na wnuka jest dla niej wynagrodzeniem życiowych trudów i porażek. Staje się także sposobem na walkę z chorobą.

Jednak wciąż w i wciąż trwa posępność, melancholia, ale przede wszystkim zgorzknienie Nahid. Nastrój narracji, ton powieści jest pełen wzburzenia, rozdrażnienia i pretensji.

Nahid walczy poprzez irytację.

Czy ten sposób da jej dłuższe życie i harmonijne relacje z powiększającą się rodziną?

Trudna, wyczerpująca powieść, której niewątpliwym atutem są irańskie wspomnienia z czasów rewolucji, przybliżenie tamtej obyczajowości. To zdecydowanie najbardziej zajmujący element powieści. Dla mnie.


Więcej na: buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-08 21:45:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Biografie

Pamiętany głównie jako część tandemu Żebrowski-Zanussi. Kojarzony z ich wspólnych filmów, scenariuszy.
Sam nakręcił filmy, które gnębią widza, doprowadzając do na skraj emocji. "Szpital przemienienia" - opowieść o hitlerowcach eksterminujących szpital psychiatryczny (ach ten Holoubek i Zapasiewicz!), "Ocalenie" (bolesna wiwisekcja szpitalnego życia, a do tego dramaty moralne pacjentów), to...
Pamiętany głównie jako część tandemu Żebrowski-Zanussi. Kojarzony z ich wspólnych filmów, scenariuszy.
Sam nakręcił filmy, które gnębią widza, doprowadzając do na skraj emocji. "Szpital przemienienia" - opowieść o hitlerowcach eksterminujących szpital psychiatryczny (ach ten Holoubek i Zapasiewicz!), "Ocalenie" (bolesna wiwisekcja szpitalnego życia, a do tego dramaty moralne pacjentów), to chyba najbardziej znane wyreżyserowane przez Żebrowskiego filmy.
Każdy naznaczony osobistym, szpitalnym doświadczeniem autora, każdy głęboki, wielowymiarowy, ze znakomitym rozłożeniem na czynniki pierwsze ludzkich natur i oblicza.
Biografia tłumaczy jego zawodowe wybory, daje wyjaśnienie dla wielu decyzji artystycznych. Mi pojaśniało w głowie, zupełnie inaczej patrzę teraz na twórczość Żebrowskiego.
Jest ona naznaczona ciężką chorobą, bólem i brakiem aprobaty dla ograniczeń, jakie z niej wynikały. Jednocześnie to własnie kłopoty zdrowotne zmieniły ścieżkę kariery reżysera, znacznie ją ograniczyły i wyciszyły.
Z wybitnego realizatora dzieł filmowych stał się kontrowersyjnym, ale pamiętanym przez lata pedagogiem w szkołach filmowych. Ciekawe są spostrzeżenia i odbiór jego postaci przez młodych ludzi. Jedni się go zwyczajnie bali, inni kompletnie nie rozumieli, byli też tacy, których fascynował, inni traktowali go jak guru. Dla nikogo nie pozostawał obojętny.
A już opinie kolegów z roku, współpracowników są więcej niż pochlebne, wystarczy przytoczyć słowa bodajże Kazimierza Kutza, który o Żebrowskim mówił "nasz rabbi Bernsteim
Trzeb bowiem pamiętać, że nazwisko z którym go kojarzymy przybrał po młodzieńczych szaleństwach, jako Bernstein siedział w więzieniu z Markiem Hłaską, jako wolny człowiek zapożyczył panieńskie nazwisko matki.
Jego młodość, gniewna i szumna to powód do niedowierzania, czasem zazdrości. Zazdrość o niezwykłe znajomości i przyjaźnie (Wajda, Zapasiewicz, Hłasko, później choćby Marczewski), o talent (współautor scenariusza do Trzech kolorów Kieślowskiego), o sposób późniejszego życia - wyważonego, znającego swoje miejsce na świecie, nienarzucającego się barwnemu światkowi artystycznemu. Bardziej obserwator rzeczywistości niż jej ścisły kreator.
Jak sam wspominał jego młodość upłynęła szumnie i kolorowo - na przekór siermiężnej komunistycznej rzeczywistości. Matura zdana w piętnastym roku życia, kolejne studia, praca fizyczna, szlify dziennikarskie, później szkoła filmowa (od razu zaczął od drugiego roku). Niezwykła jest jego droga. Poszukiwacz i outsider, człowiek-tajemnica i entuzjasta wolności. Niespotykana mieszanka.
Sam autor biografii przyłożył się do zadania, starając się pokazać Żebrowskiego z wielu stron, rozpytując ludzi, którzy mieli z nim do czynienia, analizując twórczość, sięgając do rozmaitych archiwów i wspomnień, które według Sochy miały wpływ na bohatera.
Biograf musi szukać drogi do swego bohatera, musi pokazać go czytelnikowi w sposób wyważony, dając margines dla własnych przemyśleń odbiorcy. Musi to wszystko robić z szacunkiem dla bohatera. Socha poradził sobie z wyzwaniem.


więcej na: buchbuchbicher.bogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-03 22:13:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Chciałam zacząć wydrowato od porównania niektórych fragmentów narracji z twórczością płytkiego i miałkiego Paulo Coelho, ale odstąpię od tych kąśliwych zapędów, choć jest to bardzo trudne.

Szukam pozytywów w tej książce. Przecież dostała Pulitzera, a to nie byle nagroda!

Marnie mi idzie z tymi poszukiwaniami, bo cały czas słyszę te parenetyczne tony w jakie uderza główny bohater powieści....
Chciałam zacząć wydrowato od porównania niektórych fragmentów narracji z twórczością płytkiego i miałkiego Paulo Coelho, ale odstąpię od tych kąśliwych zapędów, choć jest to bardzo trudne.

Szukam pozytywów w tej książce. Przecież dostała Pulitzera, a to nie byle nagroda!

Marnie mi idzie z tymi poszukiwaniami, bo cały czas słyszę te parenetyczne tony w jakie uderza główny bohater powieści. Nieznośne, pseudo moralistyczne przypowiastki, które mają nadać powieści głębi i intensywności, powodują u mnie bunt i niezgodę.

Główny bohater, wielebny John Ames jest u kraju swej ziemskiej wędrówki. Postanawia napisać list do swego kilkuletniego syna, w których podsumowuje całe życie, podaje wiele szczegółów z przeszłości, które mają spowodować, że syn będzie pamiętał i rozumiał ojca, gdy już dorośnie.

Stąd też w opowieściach wspomnienie dziadka (postać pełnokrwista i literacka, jedyna warta uwagi), który również był pastorem.

W zasadzie poza zwietrzałymi religijnymi prawdami trudno dojrzeć coś więcej. We wspomnieniach pojawiają się obie wojny światowe, ciężkie, ubogie życie w stanie Iowa, dramatyczne przebłyski z czasów hiszpanki, spokojną i dość prostolinijną rzeczywistość małych amerykańskich miasteczek.

Sam temat brzmi ciekawie - pryzmat wspomnień, doświadczenia zwykłych ludzi, którzy tracą bliskich na wojnie, widzą straszną śmierć chorujących na wyjątkowo groźną odmianę grypy, a także obserwacje trosk i codzienności zwykłych ludzi.

Jednak te wymienione wyżej treści toną w oceanie kaznodziejskich, duszpasterskich tekstów, które brzmią jak niedzielne kazania.

Nieznośne szerokie ustępy, pełne odniesień do Starego Testamentu, na siłę próbujące szukać analogii, odniesień i nawiązań.

Gilead to malowniczy izraelski region między wspaniałym Jeziorem Tyberiadzkim a niezwykłym Morzem Martwym. Bardzo chcę, by w mojej pamięci pozostał widok izraelskich wzgórz, a nie kaznodziejskich wynurzeń autorki powieści.

Więcej na:buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-30 02:24:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Poza serią

Król jest nagi - żadna nowość, jednak powtórzona po raz kolejny bardziej zapada w pamięć.

Amerykańska siła i potęga: militarna, polityczna, ekonomiczna etc. jest przereklamowana i za fasadą pyszniących się haseł, rzutkich sloganów i wspaniałych barw, łuszczy się i sypie.

Przykład podany w książce skupia się na jednym tylko elemencie tej, pozornie nieskazitelnej siły - wojsku i amerykańskiej...
Król jest nagi - żadna nowość, jednak powtórzona po raz kolejny bardziej zapada w pamięć.

Amerykańska siła i potęga: militarna, polityczna, ekonomiczna etc. jest przereklamowana i za fasadą pyszniących się haseł, rzutkich sloganów i wspaniałych barw, łuszczy się i sypie.

Przykład podany w książce skupia się na jednym tylko elemencie tej, pozornie nieskazitelnej siły - wojsku i amerykańskiej misji wojskowej w Iraku.

Ale jaki to przykład! Spisany w ostrym i prostym żołnierskim języku, omijający wielkie metafory, walący z mostu prawdy i przemyślenia bohaterów.

Mamy oto oddział Bravo, składający się z bardzo młodych żołnierzy, którzy gorzko komentują (rzecz jasna w kuluarach), że są za młodzi na to, by kupić w barze piwo, ale nie za młodzi na to, by umierać za ojczyznę. Oddział to zbyt wielkie słowo. Tworzy go ośmiu ocalałych z ostrzału irackich bojowników. Niespełna cztery minuty wystarczyły, by oddział przestać istnieć w pierwotnej formie.

Chłopcy (główny bohater to 19-latek) przylatują do USA na krótką przepustkę, by podnieść morale Amerykanów, a także podtrzymać przekonanie, że ich misja jest potrzebna i wyjątkowa. Jako świeżo nominowani przez media bohaterowie, ocaleńcy stali się idealnymi ambasadorami idei słuszności wojny. Dla przywrócenia poparcia amerykańskich obywateli do wojny zostali oni wysłani w medialne turnee po Stanach.

Organizatorzy tej marnej komedii umyślili sobie, że nastoletni weterani wojenni odwrócą coraz marniejsze karty. W Święto Dziękczynienia mają pokazać się podczas meczu Dallas Cowboys.

Akcja książki obejmuje tyle czasu ile trwa mecz futbolowy wraz z przesławną przerwą na część artystyczną (tu wystąpią Destiny's Child), ale jak zwarta i gęsta jest ta opowieść...

Autor jest bezwzględny dla współczesnej Ameryki: korupcja, potęga mediów, bezsensowna wojna, fałszywa religijność, szemrane układy na szczycie, mroczna przemoc i agresja (tu reprezentowana przede wszystkim przez młodych żołnierzy) są tematami rozmów i obserwacji żołnierzy z Bravo.

W rozmowach i wspomnieniach dotyczących cywilnego życia ujawniają swoje problemy i troski (droga opieka medyczna, brak pracy, trudności w uzyskaniu wykształcenia itp.), ale tez gorzko analizują rozmowy jakie odbywają podczas turnee z działaczami sportowymi, politykami...

Chłopcy są pozostawieni sami sobie - nikt tak naprawdę nie interesuje się ich jednostkowym losem, przez obserwatorów widziani jako spójna maszyna do niesienia chwały i glorii amerykańskiej armii, nie ma tu miejsca na ich traumy wojenne, troski prywatne. Liczy się efekt, kamery i gładkie słówka, które koniecznie trzeba wyartykułować na chwałę ojczyzny.

Dramat.


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-23 10:24:57
Ma nowego znajomego: Renax
 
2018-09-23 10:24:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jak z takiej pięknej (choć bez happy endu) historii miłosnej można zrobić taką szmirę?
Litości.
Nie ma tu literatury, jest za to grafomańska próba autorki, która postanowiła "opowiedzieć" historię Rubinsteinów poprzez perspektywę Neli.
Jedyna słuszna lektura dotycząca wspomnień i życia tej pary to autobiografia Artura, podkoloryzowana, czasem ugłaskana przez autora, ale jednak żywa i barwna.
...
Jak z takiej pięknej (choć bez happy endu) historii miłosnej można zrobić taką szmirę?
Litości.
Nie ma tu literatury, jest za to grafomańska próba autorki, która postanowiła "opowiedzieć" historię Rubinsteinów poprzez perspektywę Neli.
Jedyna słuszna lektura dotycząca wspomnień i życia tej pary to autobiografia Artura, podkoloryzowana, czasem ugłaskana przez autora, ale jednak żywa i barwna.
Tutaj autorka wpada na kolejne niezręczne pomysły, jak choćby ustępy "weneckie", gdzie pseudo poetyckim amoku wspomina dawne podróże z mężem, spogląda na kanały i duma, duma, duma...
Nieznośne, niedolne próby wniknięcia w psychikę bohaterki sprawiają, że czytelnik ma ochotę rzucić książką wprost do kosza.
Aż dziw, że rodzina nie wytoczyła jeszcze autorce procesu za obrażanie pamięci zmarłych...
W tej książce nie ma absolutnie nic wartego uwagi, wszytko trzeba by przemilczeć.
Nela była (niewątpliwie) wspaniałą, oddaną i niezwykle dyskretną towarzyszką życia wielkiego pianisty. Jej talenty organizacyjne, kulinarne, przeszły już do legendy, podobnie jak siła i opanowanie związane z kolejnymi przygodami miłosnymi męża (zaczęły się już w noc poślubną...).
Sam Artur to postać nietuzinkowa, wielobarwna, geniusz muzyczny, bonwiwant, birbant i lekkoduch, skupiony na sobie i swojej muzyce. Jednak był niezwykle pociągający towarzysko, podobnie jak jego wspaniała żona.
To, co autorka zrobiła z ich historią jest niesmaczne i niewarte większej uwagi.
Kompletna klęska.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1374 477 1766
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd