BuchBuch 
buchbuchbicher.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 8 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-16 23:12:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Śmierć Komandora (tom 1)

Czarowny świat Murakamiego wciąga od pierwszej strony.
Choć początek opowieści jest banalny i mocno wyeksploatowany (zdradzony mąż), to w ujęciu autora zaczyna on pulsować energią i tajemnicą.
Mąż - uznany w Tokio malarz - portrecista wyjeżdża z miasta, by przyswoić sobie nową rzeczywistość oraz odzyskać psychiczny spokój i znaleźć nowy plan na życie.
Kupuje stary samochód, przez długie...
Czarowny świat Murakamiego wciąga od pierwszej strony.
Choć początek opowieści jest banalny i mocno wyeksploatowany (zdradzony mąż), to w ujęciu autora zaczyna on pulsować energią i tajemnicą.
Mąż - uznany w Tokio malarz - portrecista wyjeżdża z miasta, by przyswoić sobie nową rzeczywistość oraz odzyskać psychiczny spokój i znaleźć nowy plan na życie.
Kupuje stary samochód, przez długie tygodnie podróżuje przez wyspę Honsiu, aż w końcu, dzięki uprzejmości przyjaciela ze studiów zamieszkuje w górskim domu znanego malarza, pana Amady - ojca rzeczonego przyjaciela.
Odizolowany od świata artysta stopniowo odzyskuje spokój ducha.
Nie potrafi jednak wrócić do malowania. Nie chce już tworzyć portretów, jednak nie potrafi się przemóc, by malować cokolwiek innego.
Pewnego dnia otrzymuje jednak propozycję, niezwykle kuszącą finansowo, związaną z nowym portretem.
Nie potrafiąc oprzeć się sumie, jaka pada przy zleceniu, podejmuje się wyzwania i decyduje jeszcze raz stworzyć portret.
I tym sposobem zmienia całe swoje dotychczasowe życie. Jego model, a zarazem zleceniodawca, pan Menshiki jest tajemniczym, niepokojącym mężczyzną, który wiele może, a jeszcze więcej ukrywa.
Ich relacja wciąż się zmienia, ewoluuje, z czasem po trosze zacieśnia, jednak nie na tyle, by czuli się swobodnie w swoim towarzystwie.
Za każdym razem, gdy autor opisuje sceny z ich udziałem, czuć pewne napięcie, ale też wzajemną ciekawość. Obaj, pochodzą z kompletnie różnych światów, mają skrajnie różne podejście do życia i zapatrywania na świat, a jednocześnie wiele spraw zaczyna ich łączyć...
Bardzo interesujące jest śledzenie zmian i ewolucji w tej znajomości, jest też rosnąca niepewność: co przyniesie? Wszystko zależy od zapatrywań czytelnika, ja, w trakcie lektury, wciąż czekałam na jakąś tragedię.
Menshiki jest tak dominującą, mocną postacią, która zdaje się nie mieć żadnych skrupułów, ni wątpliwości, pewnie dlatego osiągnął oszałamiający sukces zawodowy, który zresztą jest pilnie strzeżoną tajemnicą...
Zresztą, relacja między mężczyznami nie jest najistotniejsza.
Z każdą kolejną stroną wychodzą na jaw kolejne szczegóły dotyczące życia malarza, jego perypetie w górskim domu, które z czasem zaczynają zdawać się fantasmagoryczne, odrealnione, a jednak podane w niezaangażowany, rzeczowy sposób, co każe czytelnikowi przyjąć każdą kolejną rewelację jako pewnik.
Bardzo szczególnie przedstawia się sprawa tytułowego obrazu, który w drugiej części książki nabiera ułudnego charakteru i wciąga czytelnika w na poły feeryczną, na poły absurdalną sytuację, która stawia czytelnika w poznawczym, niewygodnym rozkroku - w co wierzyć a w co nie?
Niepokoje, nocne ułudy (czy nie ułudy), postać Komandora, wszystko to bardzo zgrabnie łączy się ze wspomnieniami malarza.
Zarówno tymi dotyczącymi siostry (i jej porównanie do żony - czy to już wynaturzenie i perwersja czy proste skojarzenie?), a związanymi z wyborem żony - na podobieństwo zmarłej krewnej, czy też wspomnienia z czasów wędrówki po zdradzie żony - takiej trochę onirycznej, również tajemniczej przeprawie przez własne smutki i rozterki.
Na koniec jeszcze finał, który pozostawia zakończenie otwarte (widziałam okładkę drugiego tomu - sugestywna i intensywna), ale też powoduje, że wszystko co związane z treścią, przechodzi kompletną metamorfozę, pół strony finału wystarczyło, by czytelnik zrobił woltę refleksji i rozumienia treści. Niezwykłe, a przy tym dające wyobrażenie, jak gęsto od znaczeń, pułapek myślowych będzie w kolejnej części.
A wszystko to z podkreśleniem tytułowego Komandora, jednego z bohaterów Mozartowskiego "Don Giovanniego".
Obraz znaleziony przez malarza na strychu domu, zaczyna mocno wpływać na jego życie. Nie chodzi tylko o pojmowanie znaczeń, jakie malują się na licach poszczególnych bohaterów obrazu, ale też próbuje on połączyć fabułę z życiem twórcy, z biografią pana Amady, który w latach 30. XX wieku mieszkał w Austrii.
Jednak przyszedł Anschluss i skończyła się pewna epoka. Pan Amada wrócił do Japonii, zarzucił dotychczasowe "europejskie" malowanie na rzecz tradycyjnego, japońskiego stylu.
Nic tu nie pozostaje bez znaczenia, wszystko ma moc i siłę sprawczą.
Murakami jest literackim kuglarzem, szarlatanem słowa, który wyprowadza czytelnika na manowce, bawi się nim, bałamuci. Jest pisarzem silnie rozrywkowym, relaksowym, popularnym.
Korzysta z tego bardzo sprytnie, a w "Śmierci Komandora" dodatkowo zagarnia czytelnika czas, stawia go w pozycji niewolnika książki, bo naprawdę trudno się oderwać od tej historii.


więcej na: buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-13 22:11:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Najciekawszy w tej krótkiej powieści jest Iran, który wyziera zza wspomnień głównej bohaterki, Nahid.

Jako nastolatka włączyła się w ruch rewolucyjny, wraz ze swoim chłopakiem (a późniejszym mężem) brała udział w działaniach konspiracyjnych, które doprowadziły do niejednej tragedii, w tym zmusiły ich do ucieczki z kraju wraz z maleńką córeczką, Aram.

Sama irańska rewolucja islamska, obalenie...
Najciekawszy w tej krótkiej powieści jest Iran, który wyziera zza wspomnień głównej bohaterki, Nahid.

Jako nastolatka włączyła się w ruch rewolucyjny, wraz ze swoim chłopakiem (a późniejszym mężem) brała udział w działaniach konspiracyjnych, które doprowadziły do niejednej tragedii, w tym zmusiły ich do ucieczki z kraju wraz z maleńką córeczką, Aram.

Sama irańska rewolucja islamska, obalenie szacha, rządy Chomeiniego są niezwykle interesujące w sensie historycznym, nie występują jednak w książce, która skłania do sięgnięcia po literaturę fachową. Ponadto tło obyczajowe - historia matki Nahid, wydanej z mąż w wieku dwunastu lat za ponad dwudziestoletniego mężczyznę, któremu za dwadzieścia cztery miesiące rodzi pierwsze dziecko.

Nahid ma wielkie wyrzuty sumienia - mieszka w Szwecji, ma ustabilizowane życie, a w Iranie została matka, siostry, cały bagaż kulturowy, który wciąż wraca we wspomnieniach.

Nahid poznajemy, gdy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora. Złość na los, wściekłość na chorobę, przerzuca na swoje jedyne dziecko, które nagle staje się winne wszystkiemu.

Miłość macierzyńska prezentowana w powieści jest chropowata, ciemna, pełna zakrętów i goryczy, niespełnionych marzeń, pokładów uczuć, które uległy zniszczeniu czy zapomnieniu. Nahid - matka, ale też Nahid - pacjentka to ostra, pełna pretensji i złych uczuć kobieta, która swe życiowe błędy, potknięcia, niespełnienia przekuwa na roszczenia wobec córki, nie oszczędzając też postronnych).

Aram stara się gasić wybuchowość matki, pamiętając o jej cierpieniu, odroczonym, podzielonym na fragmenty odchodzeniu.

Nie jest to łatwe, ich relacje są ciągłym polem minowym, nigdy nie wiadomo jak skończy się rozmowa czy spotkanie.

Przełomem jest wiadomość o ciąży córki. Nahid transponuje tę informację na przeszłe wydarzenia, nadzieja na wnuka jest dla niej wynagrodzeniem życiowych trudów i porażek. Staje się także sposobem na walkę z chorobą.

Jednak wciąż w i wciąż trwa posępność, melancholia, ale przede wszystkim zgorzknienie Nahid. Nastrój narracji, ton powieści jest pełen wzburzenia, rozdrażnienia i pretensji.

Nahid walczy poprzez irytację.

Czy ten sposób da jej dłuższe życie i harmonijne relacje z powiększającą się rodziną?

Trudna, wyczerpująca powieść, której niewątpliwym atutem są irańskie wspomnienia z czasów rewolucji, przybliżenie tamtej obyczajowości. To zdecydowanie najbardziej zajmujący element powieści. Dla mnie.


Więcej na: buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-08 21:45:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Biografie

Pamiętany głównie jako część tandemu Żebrowski-Zanussi. Kojarzony z ich wspólnych filmów, scenariuszy.
Sam nakręcił filmy, które gnębią widza, doprowadzając do na skraj emocji. "Szpital przemienienia" - opowieść o hitlerowcach eksterminujących szpital psychiatryczny (ach ten Holoubek i Zapasiewicz!), "Ocalenie" (bolesna wiwisekcja szpitalnego życia, a do tego dramaty moralne pacjentów), to...
Pamiętany głównie jako część tandemu Żebrowski-Zanussi. Kojarzony z ich wspólnych filmów, scenariuszy.
Sam nakręcił filmy, które gnębią widza, doprowadzając do na skraj emocji. "Szpital przemienienia" - opowieść o hitlerowcach eksterminujących szpital psychiatryczny (ach ten Holoubek i Zapasiewicz!), "Ocalenie" (bolesna wiwisekcja szpitalnego życia, a do tego dramaty moralne pacjentów), to chyba najbardziej znane wyreżyserowane przez Żebrowskiego filmy.
Każdy naznaczony osobistym, szpitalnym doświadczeniem autora, każdy głęboki, wielowymiarowy, ze znakomitym rozłożeniem na czynniki pierwsze ludzkich natur i oblicza.
Biografia tłumaczy jego zawodowe wybory, daje wyjaśnienie dla wielu decyzji artystycznych. Mi pojaśniało w głowie, zupełnie inaczej patrzę teraz na twórczość Żebrowskiego.
Jest ona naznaczona ciężką chorobą, bólem i brakiem aprobaty dla ograniczeń, jakie z niej wynikały. Jednocześnie to własnie kłopoty zdrowotne zmieniły ścieżkę kariery reżysera, znacznie ją ograniczyły i wyciszyły.
Z wybitnego realizatora dzieł filmowych stał się kontrowersyjnym, ale pamiętanym przez lata pedagogiem w szkołach filmowych. Ciekawe są spostrzeżenia i odbiór jego postaci przez młodych ludzi. Jedni się go zwyczajnie bali, inni kompletnie nie rozumieli, byli też tacy, których fascynował, inni traktowali go jak guru. Dla nikogo nie pozostawał obojętny.
A już opinie kolegów z roku, współpracowników są więcej niż pochlebne, wystarczy przytoczyć słowa bodajże Kazimierza Kutza, który o Żebrowskim mówił "nasz rabbi Bernsteim
Trzeb bowiem pamiętać, że nazwisko z którym go kojarzymy przybrał po młodzieńczych szaleństwach, jako Bernstein siedział w więzieniu z Markiem Hłaską, jako wolny człowiek zapożyczył panieńskie nazwisko matki.
Jego młodość, gniewna i szumna to powód do niedowierzania, czasem zazdrości. Zazdrość o niezwykłe znajomości i przyjaźnie (Wajda, Zapasiewicz, Hłasko, później choćby Marczewski), o talent (współautor scenariusza do Trzech kolorów Kieślowskiego), o sposób późniejszego życia - wyważonego, znającego swoje miejsce na świecie, nienarzucającego się barwnemu światkowi artystycznemu. Bardziej obserwator rzeczywistości niż jej ścisły kreator.
Jak sam wspominał jego młodość upłynęła szumnie i kolorowo - na przekór siermiężnej komunistycznej rzeczywistości. Matura zdana w piętnastym roku życia, kolejne studia, praca fizyczna, szlify dziennikarskie, później szkoła filmowa (od razu zaczął od drugiego roku). Niezwykła jest jego droga. Poszukiwacz i outsider, człowiek-tajemnica i entuzjasta wolności. Niespotykana mieszanka.
Sam autor biografii przyłożył się do zadania, starając się pokazać Żebrowskiego z wielu stron, rozpytując ludzi, którzy mieli z nim do czynienia, analizując twórczość, sięgając do rozmaitych archiwów i wspomnień, które według Sochy miały wpływ na bohatera.
Biograf musi szukać drogi do swego bohatera, musi pokazać go czytelnikowi w sposób wyważony, dając margines dla własnych przemyśleń odbiorcy. Musi to wszystko robić z szacunkiem dla bohatera. Socha poradził sobie z wyzwaniem.


więcej na: buchbuchbicher.bogspot.com

pokaż więcej

 
2018-10-03 22:13:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Chciałam zacząć wydrowato od porównania niektórych fragmentów narracji z twórczością płytkiego i miałkiego Paulo Coelho, ale odstąpię od tych kąśliwych zapędów, choć jest to bardzo trudne.

Szukam pozytywów w tej książce. Przecież dostała Pulitzera, a to nie byle nagroda!

Marnie mi idzie z tymi poszukiwaniami, bo cały czas słyszę te parenetyczne tony w jakie uderza główny bohater powieści....
Chciałam zacząć wydrowato od porównania niektórych fragmentów narracji z twórczością płytkiego i miałkiego Paulo Coelho, ale odstąpię od tych kąśliwych zapędów, choć jest to bardzo trudne.

Szukam pozytywów w tej książce. Przecież dostała Pulitzera, a to nie byle nagroda!

Marnie mi idzie z tymi poszukiwaniami, bo cały czas słyszę te parenetyczne tony w jakie uderza główny bohater powieści. Nieznośne, pseudo moralistyczne przypowiastki, które mają nadać powieści głębi i intensywności, powodują u mnie bunt i niezgodę.

Główny bohater, wielebny John Ames jest u kraju swej ziemskiej wędrówki. Postanawia napisać list do swego kilkuletniego syna, w których podsumowuje całe życie, podaje wiele szczegółów z przeszłości, które mają spowodować, że syn będzie pamiętał i rozumiał ojca, gdy już dorośnie.

Stąd też w opowieściach wspomnienie dziadka (postać pełnokrwista i literacka, jedyna warta uwagi), który również był pastorem.

W zasadzie poza zwietrzałymi religijnymi prawdami trudno dojrzeć coś więcej. We wspomnieniach pojawiają się obie wojny światowe, ciężkie, ubogie życie w stanie Iowa, dramatyczne przebłyski z czasów hiszpanki, spokojną i dość prostolinijną rzeczywistość małych amerykańskich miasteczek.

Sam temat brzmi ciekawie - pryzmat wspomnień, doświadczenia zwykłych ludzi, którzy tracą bliskich na wojnie, widzą straszną śmierć chorujących na wyjątkowo groźną odmianę grypy, a także obserwacje trosk i codzienności zwykłych ludzi.

Jednak te wymienione wyżej treści toną w oceanie kaznodziejskich, duszpasterskich tekstów, które brzmią jak niedzielne kazania.

Nieznośne szerokie ustępy, pełne odniesień do Starego Testamentu, na siłę próbujące szukać analogii, odniesień i nawiązań.

Gilead to malowniczy izraelski region między wspaniałym Jeziorem Tyberiadzkim a niezwykłym Morzem Martwym. Bardzo chcę, by w mojej pamięci pozostał widok izraelskich wzgórz, a nie kaznodziejskich wynurzeń autorki powieści.

Więcej na:buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-30 02:24:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Poza serią

Król jest nagi - żadna nowość, jednak powtórzona po raz kolejny bardziej zapada w pamięć.

Amerykańska siła i potęga: militarna, polityczna, ekonomiczna etc. jest przereklamowana i za fasadą pyszniących się haseł, rzutkich sloganów i wspaniałych barw, łuszczy się i sypie.

Przykład podany w książce skupia się na jednym tylko elemencie tej, pozornie nieskazitelnej siły - wojsku i amerykańskiej...
Król jest nagi - żadna nowość, jednak powtórzona po raz kolejny bardziej zapada w pamięć.

Amerykańska siła i potęga: militarna, polityczna, ekonomiczna etc. jest przereklamowana i za fasadą pyszniących się haseł, rzutkich sloganów i wspaniałych barw, łuszczy się i sypie.

Przykład podany w książce skupia się na jednym tylko elemencie tej, pozornie nieskazitelnej siły - wojsku i amerykańskiej misji wojskowej w Iraku.

Ale jaki to przykład! Spisany w ostrym i prostym żołnierskim języku, omijający wielkie metafory, walący z mostu prawdy i przemyślenia bohaterów.

Mamy oto oddział Bravo, składający się z bardzo młodych żołnierzy, którzy gorzko komentują (rzecz jasna w kuluarach), że są za młodzi na to, by kupić w barze piwo, ale nie za młodzi na to, by umierać za ojczyznę. Oddział to zbyt wielkie słowo. Tworzy go ośmiu ocalałych z ostrzału irackich bojowników. Niespełna cztery minuty wystarczyły, by oddział przestać istnieć w pierwotnej formie.

Chłopcy (główny bohater to 19-latek) przylatują do USA na krótką przepustkę, by podnieść morale Amerykanów, a także podtrzymać przekonanie, że ich misja jest potrzebna i wyjątkowa. Jako świeżo nominowani przez media bohaterowie, ocaleńcy stali się idealnymi ambasadorami idei słuszności wojny. Dla przywrócenia poparcia amerykańskich obywateli do wojny zostali oni wysłani w medialne turnee po Stanach.

Organizatorzy tej marnej komedii umyślili sobie, że nastoletni weterani wojenni odwrócą coraz marniejsze karty. W Święto Dziękczynienia mają pokazać się podczas meczu Dallas Cowboys.

Akcja książki obejmuje tyle czasu ile trwa mecz futbolowy wraz z przesławną przerwą na część artystyczną (tu wystąpią Destiny's Child), ale jak zwarta i gęsta jest ta opowieść...

Autor jest bezwzględny dla współczesnej Ameryki: korupcja, potęga mediów, bezsensowna wojna, fałszywa religijność, szemrane układy na szczycie, mroczna przemoc i agresja (tu reprezentowana przede wszystkim przez młodych żołnierzy) są tematami rozmów i obserwacji żołnierzy z Bravo.

W rozmowach i wspomnieniach dotyczących cywilnego życia ujawniają swoje problemy i troski (droga opieka medyczna, brak pracy, trudności w uzyskaniu wykształcenia itp.), ale tez gorzko analizują rozmowy jakie odbywają podczas turnee z działaczami sportowymi, politykami...

Chłopcy są pozostawieni sami sobie - nikt tak naprawdę nie interesuje się ich jednostkowym losem, przez obserwatorów widziani jako spójna maszyna do niesienia chwały i glorii amerykańskiej armii, nie ma tu miejsca na ich traumy wojenne, troski prywatne. Liczy się efekt, kamery i gładkie słówka, które koniecznie trzeba wyartykułować na chwałę ojczyzny.

Dramat.


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-23 10:24:57
Ma nowego znajomego: Renax
 
2018-09-23 10:24:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jak z takiej pięknej (choć bez happy endu) historii miłosnej można zrobić taką szmirę?
Litości.
Nie ma tu literatury, jest za to grafomańska próba autorki, która postanowiła "opowiedzieć" historię Rubinsteinów poprzez perspektywę Neli.
Jedyna słuszna lektura dotycząca wspomnień i życia tej pary to autobiografia Artura, podkoloryzowana, czasem ugłaskana przez autora, ale jednak żywa i barwna.
...
Jak z takiej pięknej (choć bez happy endu) historii miłosnej można zrobić taką szmirę?
Litości.
Nie ma tu literatury, jest za to grafomańska próba autorki, która postanowiła "opowiedzieć" historię Rubinsteinów poprzez perspektywę Neli.
Jedyna słuszna lektura dotycząca wspomnień i życia tej pary to autobiografia Artura, podkoloryzowana, czasem ugłaskana przez autora, ale jednak żywa i barwna.
Tutaj autorka wpada na kolejne niezręczne pomysły, jak choćby ustępy "weneckie", gdzie pseudo poetyckim amoku wspomina dawne podróże z mężem, spogląda na kanały i duma, duma, duma...
Nieznośne, niedolne próby wniknięcia w psychikę bohaterki sprawiają, że czytelnik ma ochotę rzucić książką wprost do kosza.
Aż dziw, że rodzina nie wytoczyła jeszcze autorce procesu za obrażanie pamięci zmarłych...
W tej książce nie ma absolutnie nic wartego uwagi, wszytko trzeba by przemilczeć.
Nela była (niewątpliwie) wspaniałą, oddaną i niezwykle dyskretną towarzyszką życia wielkiego pianisty. Jej talenty organizacyjne, kulinarne, przeszły już do legendy, podobnie jak siła i opanowanie związane z kolejnymi przygodami miłosnymi męża (zaczęły się już w noc poślubną...).
Sam Artur to postać nietuzinkowa, wielobarwna, geniusz muzyczny, bonwiwant, birbant i lekkoduch, skupiony na sobie i swojej muzyce. Jednak był niezwykle pociągający towarzysko, podobnie jak jego wspaniała żona.
To, co autorka zrobiła z ich historią jest niesmaczne i niewarte większej uwagi.
Kompletna klęska.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-22 17:36:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Duszno mi. I słabo. Margiel zabiera oddech, wyczerpuje czytelnika, nadwątla wiarę w drugiego człowieka. "Nasz chłopak" bardzo wiele kosztuje odbiorcę. Długo po lekturze.
Ja zabrałam się za pisanie o tej książce trzy miesiące po lekturze. Dopiero. I wciąż nie wydaje mi się bym była wystarczająco gotowa na zmierzenie się z tematem.
Ciągłe poczucie bezradności, wściekłości, a do tego nieustająca...
Duszno mi. I słabo. Margiel zabiera oddech, wyczerpuje czytelnika, nadwątla wiarę w drugiego człowieka. "Nasz chłopak" bardzo wiele kosztuje odbiorcę. Długo po lekturze.
Ja zabrałam się za pisanie o tej książce trzy miesiące po lekturze. Dopiero. I wciąż nie wydaje mi się bym była wystarczająco gotowa na zmierzenie się z tematem.
Ciągłe poczucie bezradności, wściekłości, a do tego nieustająca chęć oderwania się od książki. Kompletnie niemożliwa, gdyż mimo piętrzących się trudności i ciężaru, nie sposób tę powieść odłożyć.
To istne szaleństwo.
Autor wprowadził niezwykły nastrój klaustrofobicznej niemocy, odurzającego niepokoju i dojmującego smutku, bez nadziei na szczęśliwe zakończenie.
Oto dwaj bracia podróżują z ojcem przez Stany Zjednoczone. Mają zacząć nowe życie, wolne od trudnych doświadczeń z przeszłości z którymi związana była matka chłopców.
Dzieci wierzą w nowy początek, choćby dlatego, że bardzo potrzebują pewności, stabilizacji, oparcia, jakie POWINIEN dawać rodzic. Ojciec nie potrafi sprostać pokładanym w nim nadziejom. Jest zagubiony, nieodpowiedzialny, a do tego (a raczej przede wszystkim) uzależniony.
Chłopcy sami muszą zatroszczyć się o własną edukację, towarzystwo, a nawet o tak podstawowe potrzeby jak jedzenie czy ubranie. Na ojca nie mogą liczyć. Będąc na głodzie staje się brutalny, agresywny i... sam wymaga opieki.
Dzieci zmuszone są do szybkiego dorośnięcia, przejęcia obowiązków rodzica, a z czasem również odpowiedzialności za niego. Dodatkowo, chłopy próbują zrealizować swoją potrzebę bycia akceptowanymi, dlatego starają się żyć tak, by każdemu się przypodobać, zdobyć choć odrobinę ciepła i wsparcia. To zbyt wiele, to się nie może dobrze skończyć. Niesprawne relacje rodziców z dziećmi, rodziców między sobą, pokazują źródła cierpień dzieci, które w całej tej koszmarnej sytuacji próbują być dla siebie wsparciem. W całej tej biedzie dobrze, że mają siebie...


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 20:36:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Pisarz to bardzo samotny człowiek. Poszukujący, uciekający wgłąb siebie, obserwujący, chętniej słuchający niż mówiący. Tak widzi to autorka "Mam na imię Lucy". Jej tytułowa bohaterka to aspirująca pisarka, która tej właśnie samotności bardzo się boi.

Lucy, ukształtowana przez trudne dzieciństwo, bardzo ograniczony kontakt z rodzicami, którzy raczej nie byli entuzjastami partnerskiego,...
Pisarz to bardzo samotny człowiek. Poszukujący, uciekający wgłąb siebie, obserwujący, chętniej słuchający niż mówiący. Tak widzi to autorka "Mam na imię Lucy". Jej tytułowa bohaterka to aspirująca pisarka, która tej właśnie samotności bardzo się boi.

Lucy, ukształtowana przez trudne dzieciństwo, bardzo ograniczony kontakt z rodzicami, którzy raczej nie byli entuzjastami partnerskiego, otwartego wychowania, jest już dorosłą kobietą, która wraz z mężem i córkami mieszka w Nowym Jorku.

Gdy trafia do szpitala, na prośbę męża, przy jej łóżku rozpoczyna czuwanie matka Lucy.

Początkowo ich szpitalna relacja jest chłodna, ograniczona do zdawkowych wymian uprzejmości czy koniecznych czynności pielęgnacyjnych, jednak z czasem sytuacja się zmienia. Lucy potrzebuje wyjaśnienia paru spraw z przeszłości, jednak, gdy matka milczy, nie naciska. Pewne sprawy klarują się w ciszy, nie potrzebują słów...

Wiemy, że w dzieciństwie Lucy była pogardzana zarówno przez rówieśników (brutalne żarty, słowne krzywdy), jak i rodziców, którzy dopuszczali się przemocy fizycznej. Literatura była więc dla niej sposobem na ucieczkę od bólu, wstydu, strachu, żałości.

Wrażliwa, mocno poturbowana przez życie próbuje wybić się na niepodległość.

Nie jest łatwo. Przez branżę i "znawców" (by nie było wątpliwości - mężczyzn) kategoryzowana jako pisarka obdarzona "łzawym współczuciem", co nie tylko umniejsza jej talent i możliwości, ale także sprowadza do pozycji pisarki "kobiecej", gorszej, nie mającej do przekazania ważkich treści. Zawstydzona, zaszufladkowana Lucy boi się dzielić swoją twórczością z mężem, wstydzi się, przecież to tylko "babskie" pisanie.

Męski świat literatury zdaje się mieć monopol na konstruowanie i podtrzymywanie prawd obowiązujących w świecie, kobieca twórczość to tylko ozdoba... Koszmar.

Jednak Lucy wreszcie wychodzi z cienia, przełamuje strach, odrzuca utarte opinie o sobie, zaczyna pisać powieść, której jest bohaterką, przestaje być anonimową Lucy. Staje się pisarką, Lucy Barton.

Myślę sobie o Elizabeth Strout. Na ile Lucy to ona, na przeżycia bohaterki są doświadczeniami autorki?

W stonowanych, neutralnych fragmentach autorka rozprawia się z literackimi perypetiami pisarek. Jej siłą jest właśnie spokój i autokontrola. Przekonanie o słuszności własnej twórczości oraz wiara we własne siły.

Ciężko jest pisać, trudno jest znaleźć balans między twórczością a życiem. Lucy jest tego najlepszym przykładem.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 19:18:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Trylogia Pogranicza (tom 2)

McCarthy jest mistrzem słowa, bardzo utalentowanym aranżerem nastrojów. Wyzwala w czytelniku silne emocje, które towarzyszą mu długo po lekturze. Nie każdemu przypadnie on do gustu, ponieważ porusza się po terytorium beznadziei, melancholii, desperacji i rozpaczy. Rzuca swoich bohaterów w najczarniejsze scenariusze, po czym każe im znaleźć się w jeszcze trudniejszych warunkach.
Z...
McCarthy jest mistrzem słowa, bardzo utalentowanym aranżerem nastrojów. Wyzwala w czytelniku silne emocje, które towarzyszą mu długo po lekturze. Nie każdemu przypadnie on do gustu, ponieważ porusza się po terytorium beznadziei, melancholii, desperacji i rozpaczy. Rzuca swoich bohaterów w najczarniejsze scenariusze, po czym każe im znaleźć się w jeszcze trudniejszych warunkach.
Z bezwzględnością buduje świat okrutny, z bezwzględnymi ludźmi, trudną historią, surową naturą. Udręka i zgryzota są w zasadzie jedynym celem bohaterów McCarthy'ego. W tej książce nie widać śladów nadziei na przyszłość.
USA, na granicy z Meksykiem zamieszkuje farmerska rodzina Parhamów. Ojciec rodziny, wraz z dwoma nastoletnimi synami, hodują bydło. Starszy z chłopców, szesnastoletni Billy pomaga zastawić sidła na wilki, które dziesiątkują stado. Kiedy udaje mu się złapać w nie wilczycę, nie potrafi jej dobić, tworzy się między nimi więź, która doprowadzi Billy'ego do niekonwencjonalnych kroków, które zaważą na przyszłości całej rodziny.
Druga część powieści opisuje przygody obu braci (młodszy ma na imię Boyd), którzy przekraczają granicę w poszukiwaniu koni. Trzecia część to również podróż przez Meksyk, napędzana żądzą zemsty i niewyartykułowanym bólem.
Meksyk jawi się tu jako terytorium bezprawne, złowieszcze, nikczemne, gdzie pośród zastanej dzikości, trzeba nauczyć się liczyć tylko na siebie, by ocaleć.
Znów (podobnie jak we wcześniejszej książce Rącze konie), mamy do czynienia z brutalnym dorastaniem, samotnością, okrucieństwem życia. Tylko, że tutaj nie widać śladów jasnej przyszłości, nikt nie dodaje bohaterom otuchy.
Powieść pełna symboliki, odniesień, nawiązań i smutku, takiego bez granic.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 19:17:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Smutna polska popegeerowska prowincja ubrana w gawędziarską opowieść. W zasadzie na tym zdaniu można poprzestać. Najkrócej oddaje treść książki. Jednak jedno zdanie nie zachęci do jej przeczytania, a to byłby błąd. Po lekturze Tartaku, winna jestem autorowi kilka zdań, które wzbudzą zapał do przeczytania książki, bo naprawdę warto.
Mglista, senna, może nawet nierzeczywista atmosfera sprzyja...
Smutna polska popegeerowska prowincja ubrana w gawędziarską opowieść. W zasadzie na tym zdaniu można poprzestać. Najkrócej oddaje treść książki. Jednak jedno zdanie nie zachęci do jej przeczytania, a to byłby błąd. Po lekturze Tartaku, winna jestem autorowi kilka zdań, które wzbudzą zapał do przeczytania książki, bo naprawdę warto.
Mglista, senna, może nawet nierzeczywista atmosfera sprzyja opowieści. Kojarzy się ona z przypowieścią, mitem, baśnią. Styl autora, sposób w jaki potraktował narrację, przywodzi na myśl właśnie takie skojarzenia. Zresztą nieziemski opis cierpko miesza się tutaj z bardzo realnymi szczegółami, dotyczącymi choćby hodowli lisów i ich właściwego przeznaczenia, poprzedzonego brutalnymi zabiegami, których efektem jest pozyskiwanie futer.
Ludzie tutaj po trosze wegetują, po trosze godzą się na los, inni porzucają nadzieję, poddając się mętnej apatii. Mężczyźni piją w gospodzie, niektóre kobiety oddają się za pieniądze, inne dla emocji, z nudy. Rządzi gnuśność, lenistwo, beznadzieja. Ludzie posprzedawali ziemię, przejedli pieniądze, tkwią w marazmie.
Jest jeden, który umie się urządzić. Sprytem, ale i pracą przez lata się bogacił, założył tartak, dając zajęcie okolicznym mieszkańcom. Nazywa się Józef Myśliwski, ma hodowlę lisów, przerabia drzewo, jest panem życia. Życia, którego do końca nie lubi, które go drażni, czasem boli. Nie szanuje żony, ma trudne relacje ze współpracownikami. Bycie bogaczem i największym w okolicy pracodawcą daje poczucie władzy i siły, które napędzają i dają złudne poczucie wielkości. Jak skończy się jego historia? Czy baśniowy ton wystarczy na baśniowy happy end?
Klimatyczna, pełna dość specyficznego nastroju książka, która zabiera czytelnika w podróż po osobliwym świecie, kryjącym wiele niejednoznaczności.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 19:16:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Wracam znów do mojego ulubionego twórcy krótkiej formy. Jak zwykle w doskonałej kondycji, jak zwykle zaskakujący.
Za każdym razem, gdy trzymam w ręku książkę Kereta, zastanawiam się, czym tym razem mnie zadziwi, czy to jeszcze w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak. Tu zaskoczył mnie wielokrotnie, choćby w utworze Sztuczka z kapeluszem. Pospolity iluzjonista, uatrakcyjniający kinderbale, do...
Wracam znów do mojego ulubionego twórcy krótkiej formy. Jak zwykle w doskonałej kondycji, jak zwykle zaskakujący.
Za każdym razem, gdy trzymam w ręku książkę Kereta, zastanawiam się, czym tym razem mnie zadziwi, czy to jeszcze w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak. Tu zaskoczył mnie wielokrotnie, choćby w utworze Sztuczka z kapeluszem. Pospolity iluzjonista, uatrakcyjniający kinderbale, do perfekcji opanował sztuczkę z wyciąganiem królika z kapelusza. Pewnego dnia, po króliku została tylko odcięta głowa. Następnym razem iluzjonista bał się sięgać do wnętrza kapelusza, całkiem słusznie, bo to co w nim znalazł, przeraziło nie tylko jego, ale i mnie.
Stłuc świnkę to historyjka o nadgorliwym tatusiu, który próbując nauczyć syna szacunku do pieniędzy, ofiarowuje mu świnkę skarbonkę. Nie zdaje sobie jednak sprawy jak ważna stanie się ona dla chłopca.
Keret mistrzowsko żongluje absurdem. Nikt nie potrafi w taki sposób rozprawić się z nonsensem. Jest klasą sam dla siebie. Nie ma litości dla nikogo, niech drżą maminsynkowie, politycy, siły zbrojne Izraela i Palestyny, samobójcy i wszyscy ci, którzy są śmiertelnie poważni.
Dystans do siebie, do historii, walką z tematami tabu, obalanie ich, oraz wiele niecodziennych rozwiązań, które stawiają rzeczywistość i zwyczajność w innym świetle.
Keret odziera ludzi z fasad, na jakie składają się pozory, maniery, przemilczenia. Pokazuje ich czarne myśli, zawziętość i całą mroczność duszy, a także śmieszność. Zdaje się, że czasem lepiej nie wiedzieć co siedzi w człowieku, gdyż można się nieźle przestraszyć (opowiadanie Buty, czy też Straszne dni).
Autor to dla mnie prawdziwy mistrz wyobraźni, ujętej w celne, krótkie formy. Polecam.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 19:16:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Po długich poszukiwaniach, chwilach zwątpienia przeplatanych westchnieniami pełnymi nadziei, wreszcie jest! W pewnym doskonale wręcz zaopatrzonym warszawskim antykwariacie, pojawił się tytuł Tysiąc lat ubiorów w Polsce. Mojej radości nie było końca, zwłaszcza wtedy, gdy trzymałam już książkę w rękach.
Doskonała pozycja dla tych, którzy mają życzenie dowiedzieć się, jak wyglądała sprawa...
Po długich poszukiwaniach, chwilach zwątpienia przeplatanych westchnieniami pełnymi nadziei, wreszcie jest! W pewnym doskonale wręcz zaopatrzonym warszawskim antykwariacie, pojawił się tytuł Tysiąc lat ubiorów w Polsce. Mojej radości nie było końca, zwłaszcza wtedy, gdy trzymałam już książkę w rękach.
Doskonała pozycja dla tych, którzy mają życzenie dowiedzieć się, jak wyglądała sprawa konfekcji na przestrzeni wieków, poczynając od wczesnego średniowiecza.
Przystępne i bardzo ciekawe informacje ubrane są w bogaty zbiór ilustracji, rycin, przedruków. Słowo pisane uzupełnione w ikonograficzną prezentację, daje najpełniejsze wyobrażenie takich części garderoby, jak choćby: jopula, kita w szkofii, czy spódnica na fortugale.
Bardzo ciekawe są opowieści o polskich pisarzach, między innymi o naszych narodowych wieszczach, z których wyłaniają się i stylowi eleganci i nonszalanccy abnegaci. A wszystko to uzupełnione konfekcyjnymi cytatami z wielkich dzieł.
Podróż przez epoki, wpływ historii i geografii na wiodące zestawy ubraniowe, początki pewnych mniej i bardziej konfundujących części garderoby, a także fryzury, dodatki, polskie pisma traktujące między innymi o modowych nowinkach, składają się na tą wyjątkową publikację.
Ileż interesujących smaczków zawiera się w zbiorze! Z jednej strony pomyślicie, to tylko historia ubiorów. Jesteście w błędzie. Ta książka to kopalnia wiedzy o dawnych zwyczajach, trendach, społeczeństwie i jego przeobrażeniach. Dowiecie się kto wyznaczał kierunki, kto czarował tłumy i stawał się przykładem do naśladowania.
Wspaniała podróż przez wieki! I do tego wysmakowana estetycznie.


buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 19:15:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Trylogia Pogranicza (tom 3)

Ostatnia z trylogii (kontynuacja Rączych koni i Przeprawy) książek o kowbojach, dorastaniu, trudnych początkach dorosłości.
Łączy ona bohaterów dwóch poprzednich powieści. Spotykamy Johna Grady'ego Cole'a i Billy'ego Parhama, młodzieńców z przeszłością, pracujących na ranczo w El Paso. Autor po raz kolejny serwuje nam niespieszną opowieść o kowbojskim losie. Jak zwykle pod płaszczykiem...
Ostatnia z trylogii (kontynuacja Rączych koni i Przeprawy) książek o kowbojach, dorastaniu, trudnych początkach dorosłości.
Łączy ona bohaterów dwóch poprzednich powieści. Spotykamy Johna Grady'ego Cole'a i Billy'ego Parhama, młodzieńców z przeszłością, pracujących na ranczo w El Paso. Autor po raz kolejny serwuje nam niespieszną opowieść o kowbojskim losie. Jak zwykle pod płaszczykiem codzienności kryją się ogromne moralne dylematy bohaterów, mowa o tych bohaterach, którzy jeszcze mają sumienie, gdyż większość wykreowanych przez McCarthy'ego postaci to wyrachowane bestie.
Trylogia kowbojska namalowana jest ciemnymi barwami. Dominuje marazm, obojętność, brutalność. Czasem jest tak smutno, wręcz beznadziejnie, że odchodzi ochota na przewrócenie kolejnej strony.
W tej odsłonie kowbojskich losów, Cole zakochuje się w bardzo młodej prostytutce, Magdalenie. Chce związać się z nią na poważnie, wyrwać ją ze szponów alfonsa najgorszej maści. Parham, przeczuwając, że historia ta może mieć tragiczny finał próbuje odwieźć przyjaciela od szalonego pomysłu. Opiekun Magdaleny traktuje ją jak swoją własność, ani myśli się z nią rozstać. Jak można było się przekonać w Rączych koniach, Cole nigdy nie rezygnuje, walczy do końca, mimo wiszącej nad nim zemsty alfonsa. Kto myśli, że tym razem McCarthy oszczędzi swoich bohaterów, niech przestanie mieć złudzenia. Jest jak zwykle. Z tą może różnicą, że dość mocno zostaje w czytelniku przesłanie, traktujące o potędze przyjaźni, miłości.
Swoją drogą cieszę się, że przebrnęłam przez tą trylogię. Przeczytałam, doceniam kunszt, warsztat, przesłanie, archetypiczne wyobrażenia, jednak długo jeszcze nie sięgnę po kolejne powieści autora. Zbyt pesymistyczna (czy może realistyczna?) wizja świata.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-21 19:14:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Sulina

Gauss porusza się w rejonach, które i mnie intrygują. W Europie szuka zapomnianych mniejszości, ginących kultur. W Umierających Europejczykach (polecam!!!) zajął się Łużyczanami, Arboreszami, w Sarajewie znalazł nawet Sefardyjczyków!
Tym razem w Szwecji zetknął się z najprawdziwszymi Asyryjczykami, we Włoszech odnalazł Cymbrów, których lata temu od autonomii odgrodzili Habsburgowie. Wreszcie...
Gauss porusza się w rejonach, które i mnie intrygują. W Europie szuka zapomnianych mniejszości, ginących kultur. W Umierających Europejczykach (polecam!!!) zajął się Łużyczanami, Arboreszami, w Sarajewie znalazł nawet Sefardyjczyków!
Tym razem w Szwecji zetknął się z najprawdziwszymi Asyryjczykami, we Włoszech odnalazł Cymbrów, których lata temu od autonomii odgrodzili Habsburgowie. Wreszcie ruszył na Litwę, by tam przyjrzeć się z bliska życiu miejscowych Karaimów. I ta wyprawa była bodaj najbardziej niezwykła i zaskakująca, bo przyjęta bez specjalnego entuzjazmu tubylców.
(...) wolę traktować ludzi uciśnionych jako szlachetnych, a nie jako po prostu uciśnionych. Ta droga, ten sposób patrzenia na mniejszości czasem prowadzi do rozczarowań. Tak było w reportażu dotyczącym Asyryjczyków oraz Kurdów, którzy zajmowali sąsiednie ziemie. Zresztą, patrząc na ludzi jakich spotykał na swojej drodze Gauss, łatwo utwierdzić się w przekonaniu, że pochodzenie nie gwarantuje wyjątkowości, choć wielu jego rozmówców swobodnie łączyło te dwie wartości.
Wprawnym reporterskim okiem opisuje autor historię nurtujących go wspólnot, zarysowuje ich współczesność, przybliża ginące mniejszości w najlepszy możliwy sposób, poprzez kontakty z ich przedstawicielami. Dzięki rozmowom, poznawaniu losów poszczególnych osób, te zapomniane kultury nabierają kształtów, kolorów, prawdziwości.
Pouczająca i odkrywcza podróż po Europie nieznanej, ukrytej, fascynującej. Gauss odnalazł swoją reportersko - opowieściową niszę w świecie, gdzie pozornie wszystko już było i wszystko jest jasne. W dzisiejszej zunifikowanej Europie bez granic, taka podróż w poszukiwaniu tożsamości jest pewnym smaczkiem.

buchbuchbicher.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1366 470 1672
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd