Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gamedec. Czas silnych istot. Tom 1

Cykl: Gamedec (tom 5.1) | Seria: Asy Polskiej Fantastyki
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,31 (99 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
9
9
13
8
23
7
29
6
16
5
2
4
3
3
4
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375747201
liczba stron
472
słowa kluczowe
Gamedec, Torkil Aymore
język
polski
dodał
A--

Zbliża się jubileusz setnej rocznicy istnienia WayEmpire. Imperator Ludzkości, Gorgon Nemezjus Ezra, ma zamiar zaskoczyć trzysta miliardów ludzi zamieszkujących 25 światów Imperium i… odbić ojczysty glob. Terra Damnata, Ziemia Utracona, kolebka ludzkości, ma dołączyć do WayEmpire. Siedemnaście miliardów Erthirów zainfekowanych niegdyś cyfrową Bestią to nie jedyny problem. Spaczeni...

Zbliża się jubileusz setnej rocznicy istnienia WayEmpire. Imperator Ludzkości, Gorgon Nemezjus Ezra, ma zamiar zaskoczyć trzysta miliardów ludzi zamieszkujących 25 światów Imperium i… odbić ojczysty glob.
Terra Damnata, Ziemia Utracona, kolebka ludzkości, ma dołączyć do WayEmpire. Siedemnaście miliardów Erthirów zainfekowanych niegdyś cyfrową Bestią to nie jedyny problem. Spaczeni Unithirowie, którzy po Wielkiej Przegranej uciekli w Kosmos, kiedyś powrócą by dokonać wyimaginowanej zemsty. A wtedy Imperium Tao zatrzęsie się w posadach.
Torkil Aymore, znamienity Podróżnik i Gamedec, a przede wszystkim Ran, żołnierz elitarnej Pierwszej Centurii Pierwszego Maodionu, będzie walczył o przetrwanie. We wszystkich pięciu wcieleniach.

 

źródło opisu: Fabryka Słów, 2012

źródło okładki: www.fabrykaslow.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 366
Julie Wellings | 2012-09-24
Przeczytana: 24 września 2012

W Polsce można znaleźć mnóstwo książek science fiction, jednak pomimo tego faktu ten gatunek nie zdobył u nas wielkiej rzeszy fanów. Mimo to dalej pojawiają się takie powieści i są one na naprawdę wysokim poziomie. Mimo to dalej można odnieść wrażenie, że wielu czytelników kojarzy ten typ literatury jedynie ze „Star Wars” itp. Prawda jest taka, że autorzy już dawno odeszli od tego kanonu i tworzą coś całkiem innego, zaskakującego, intrygującego. Czy można do takich pozycji zaliczyć „Czas silnych istot” Marcina Przybyłka? Zdecydowanie tak.

Wszystko rozgrywa się WayEmpire w dziewięćdziesiątym dziewiątym cyklu. Ludzie opuścili Ziemię, zwaną tam kolokwialnie Damnatą – Opuszczoną/Porzuconą. Jedynie 1% populacji Imperium pamięta starą planetę. Imperator z okazji setnej rocznicy swojego świata postanawia odzyskać nasz ojczysty glob. Żołnierze będą musieli stawić czoła Erthirom – obcemu ludowi, który podbił Terrę Damnatę. Jak się okazuje nie tylko oni, będą zagrożeniem na tej misji.

Pierwsze, co rzuca się w oczy przy lekturze, to wielkie nagromadzenie specyficznych wyrazów – w większości wymyślonych przez autora. Dlatego przez pierwsze 100 stron cały czas musimy wertować słownik, który znajduje się na końcu książki. Jest to dość irytującego, bo przez te manewry nie możemy skupić się na treści „Czasu silnych istot”, jednak z kolejnymi kartkami przyzwyczajamy się do tego dziwnego języka i zaczynamy rozumieć, kto to jest RanStone, gamedec, Maodion. Dlatego cała historia zaczyna się praktycznie po połowie powieści, ponieważ na początku musimy załapać, o co chodzi.

Po pierwszym złym wrażeniu autor stara się wybronić swoją książkę. Może nie do końca mu się to udaje, ale pokazuje, na co go stać. Mimo to dalej potrafi nas zirytować przez chociażby: „przerwy na reklamy w powieści”, które pierwotnie miały nam pomóc zaaklimatyzować się w WayEmpire, jednak tak naprawdę jedynie wybijały nas z rytmu czytania.

Co jeszcze może denerwować w „Czasie silnych istot”? Fakt, że jest to piąty tom serii Gamedec, jednak w Fabryce Słów został wydany, jako pierwszy, a poprzednich tomów najzwyczajniej w świecie nie da się zdobyć. Podobno można czytać tę książkę bez znajomości poprzednich części, jednak wtedy znika ta magia, która ponoć towarzyszy całemu cyklowi. Tutaj jednak bardziej zawinili wydawcy niż sam autor.

Kolejną ciekawą rzeczą w tej książce jest niewątpliwie czas. Otóż jeden cykl odpowiada naszemu roku i 142, 5 dnia, jedna pendeka to 50, 75 dni itd. Mamy 10 dni tygodnia i w ogóle wszystko stało się dłuższe – ludzkie życie także. Trudno stwierdzić, po co autor stworzył nową chronologię i nazewnictwo. Być może po to byśmy mogli wczuć się w przyszłe czasy. Niestety wyszedł z tego chaos i kiedy jakiś bohater mówi: będę u ciebie za jedną monę – my musimy szybko kartkować książkę i sprawdzać ile to jest.

Co do samych bohaterów – to w sumie nie poznajemy ich za bardzo. Naszym głównym narratorem jest Torkil Aymore – Podróżnik, Gamedec, Primus, Ran. W sumie nie ma on wad, jak wszystkie istoty w dziewięćdziesiątym dziewiątym cyklu. Nie posiada słabych punktów i można uznać, że nie da się go zniszczyć. Ma pięć żon, dziesięć dzieci, jednak z nikim nie wiąże go żadna silna, emocjonalna więź. Słowo miłość wyszło tam z użycia. Ludzie uznają go już za legendę, to on rozpoczął czasy Ranów, stworzył Rytuały itd. Mimo to dalej łamie zasady, żołnierzem staje się tylko przez kilka pendek w cyklu... W „Czasie silnych istot” nie można mówić o złych i dobrych personach z jednego powodu – taki podział tam nie działa. Każdy z nich został ulokowany gdzieś pośrodku i to od nas zależy, po której stronie dane postacie umieścimy.

Fabuła może nie powala na kolana, ale jest znośna i różni się od tego, co, na co dniem większość z nas czyta. Wiadomo że nie każdemu spodoba się powieści s, w której trudno połapać się w akcji i sensie. Jednak, kiedy już wciągniemy się w „Czas silnych istot”, otwierają nam się oczy i możemy wtedy stwierdzić, że mamy przed sobą naprawdę dobrą książkę.

„Czas silnych istot” Marcina Przybyłka to książka, która powinna zainteresować fanów gier, science fiction oraz dziwnych i trudnych do określenia powieści. Nie jest to pozycja dla osób, które nie interesują się tym gatunkiem, ponieważ wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że przypadnie im ona do gustu. To dzieło na pewno zachęca do sięgnięcia po poprzednie tomy i po kolejną księgę, która – na szczęście – już została wydana.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tajny agent

Nie ma szczęścia Conrad do polskich czytelników, ale nie ma również szczęścia do godnej notatki w polskojęzycznej Wikipedii i dlat...

zgłoś błąd zgłoś błąd