Salamina - Plateje 480-479 p.n.e.

Seria: Historyczne Bitwy
Wydawnictwo: Bellona
7,19 (21 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
5
7
10
6
3
5
0
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788311119390
liczba stron
290
słowa kluczowe
bitwa, konflikt,
kategoria
historyczna
język
polski
dodał
hunter

Wojny perskie, były jednym z najdramatyczniejszych konfliktów, jakie oglądał świat grecki, a ich znaczenie, zarówno dla starożytnych Greków, jak i dla całej zachodniej cywilizacji było i jest niebagatelne. Stanowiły one walkę o przetrwanie garstki niepodległych poleis, przeciwko potężnemu Imperium Perskiemu, dysponującemu nieograniczonymi wręcz zasobami ludzkimi i materialnymi. Starcie to,...

Wojny perskie, były jednym z najdramatyczniejszych konfliktów, jakie oglądał świat grecki, a ich znaczenie, zarówno dla starożytnych Greków, jak i dla całej zachodniej cywilizacji było i jest niebagatelne. Stanowiły one walkę o przetrwanie garstki niepodległych poleis, przeciwko potężnemu Imperium Perskiemu, dysponującemu nieograniczonymi wręcz zasobami ludzkimi i materialnymi. Starcie to, miało znacznie głębszy sens, gdyż stanęli naprzeciw siebie ludzie miłujący nade wszystko wolność oraz bezwolni słudzy despotycznej monarchii. Doszło do starcia dwóch całkowicie odmiennych cywilizacji, przy czym wszystko wskazywało na to, iż stosunkowo nieliczni Grecy będą musieli ulec napierającej potędze perskiej, tak jak wcześniej stało się to z innymi narodami.

 

źródło opisu: selkar.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 299
Koval | 2012-04-21
Na półkach: Przeczytane, Historyczne
Przeczytana: 21 kwietnia 2012

Niewielka gabarytowo książka Grzegorza Lacha opisuje zmagania grecko-perskie w odniesieniu do ogólnej sytuacji politycznej panującej w regionie wschodniego Morza Śródziemnego. Pomimo tego, że greckie polis istniały całe wieki, to wojna z V wieku p. n. e. należy do najbardziej interesujących wydarzeń w ich dziejach. Nie była to najbardziej krwawa z wojen (gdyż była nią peloponeska) ani też decydująca dla przyszłości Hellady (tą z kolei była ta z Macedonią za Filipa II), ale z pewnością mogła być gdyby Persom się powiodły ich plany.

Autor gruntownie przebadał dokumenty i kroniki starożytnych historyków dzięki czemu jego praca należy do bardzo solidnie przygotowanych. Nie skupia się na samym przebiegu działań wojskowych, ale też przedstawia w ramach wstępu historię kolonizacji wybrzeży Azji Mniejszej, potem ustroje polityczne obu adwersarzy, strukturę posiadanych armii (w tym taktykę i uzbrojenie oddziałów), a wszystko poparte bibliografią, co samo w sobie pozwala uzyskać pełny obraz sytuacji.

Interesującą cechą książki (czy raczej stylu pisania) są próby dociekania rzeczywistych sytuacji w przypadku kiedy źródła zawodzą (nie są zbyt precyzyjne bądź zwyczajnie ich nie ma lub są niewiarygodne). Autor stawia pytania, na które stara się odpowiedzieć i w większości przypadków jego objaśnienia wydają się najbardziej sensowne spośród kilku alternatywnych wersji wydarzeń. Dostrzega także animozje między niektórymi starożytnymi historykami (choćby tymi, którzy nie przepadali za Herodotem i jego wersją historii) i stara się w oparciu o nie formułować właściwe tezy. Wielkie brawa za obiektywne podejście do tematu.

Jedna, jedyna tylko rzecz wzbudza moje wątpliwości. Przyznam, że w całej książce ten właśnie rozdział mnie najbardziej interesował, ponieważ zastanawiało mnie jak autor podszedł do problemu, na którym tak wielu historyków poległo. Chodzi mianowicie o słynną bitwę pod Maratonem i jej przebieg. Zgodnie z oficjalnymi ustaleniami i wersją najbardziej rozpowszechnioną przyjmuje się, że lądowanie Persów na równinie maratońskiej odbyło się bez przeszkód, potem przybyli Ateńczycy i obie strony przez kilka dni (dokładnie trzy) tkwiły w miejscu. Wspomnianego trzeciego dnia następuje grecki atak, Persowie nie wytrzymują, ich obrona pęka, Grecy siłą rozpędu wpadają do perskiego obozu i zdobywają ich okręty w liczbie… trzech. Na końcu perska armia, tak przecież zdruzgotana atakiem ateńskich hoplitów (według oficjalnej wersji) odpływa sobie spokojnie do ojczyzny niezatrzymywana przez nikogo (trudno zresztą żeby ktoś jej przeszkadzał, skoro Grecy nie mieli tu floty). Tutaj właśnie pojawiają się wątpliwości, które rozwiewa naprawdę niewielu historyków i Grzegorz Lach niestety do nich nie należy (choć o tym na końcu).

Otóż oficjalna wersja wydarzeń, jakkolwiek ogólnie jest poprawna (nikt nie kwestionuje ateńskiego zwycięstwa) miała inny przebieg. Ewidentnie historycy nie posiadają kalkulatorów albo wyobraźni, aby oszacować choćby z grubsza, jak długo trwa opuszczanie okrętu do wody. Z pewnością nie jest to czynność szybka, którą można przeprowadzić w jednej chwili. Trudno więc zrozumieć w jaki sposób Persowie zdołali opuścić całą flotę do morza, załadować wcześniej wojsko (3/4 armii „udało się” uratować) zanim nadbiegający Ateńczycy ich dopadli. Druga sprawa, to spokojny i opanowany odwrót w wykonaniu Persów. Skoro bitwa zakończyła się tak miażdżącym zwycięstwem, to w ich obozie powinno panować przygnębienie, rozpacz i panika, a nie uporządkowane pakowanie statków praktycznie z Grekami na plecach. Tym bardziej, że wielu historyków podkreśla spokojne odpłynięcie floty perskiej. Co więc zaszło? Poniżej najbardziej realistyczna wersja wydarzeń w oparciu o dostępne fakty.

Niedługo przed wybuchem wojny do Persów uciekł Hippiasz, tyran wygnany z Aten, który jednak posiadał w tym mieście dosyć silne wpływy i stronnictwa gotowe go poprzeć. Podjudzając i zachęcając Persów w jakimś stopniu sprowokował on atak na Grecję w celu odzyskania miasta. Persowie wypowiadają wojnę i lądują na nizinie maratońskiej. Zgodnie z przyjętą wtedy praktyką okręty zostają wciągnięte na brzeg w celu ochrony przed sztormami i wielką wodą (trzeba sobie zdawać sprawę, ile statków było potrzebnych do przewiezienia armii liczącej 30-40 tysięcy ludzi). Zaalarmowani Ateńczycy wysyłają kogo tylko mogą naprzeciw Persom sięgając po wojska sprzymierzeńców (bardzo marne) i Spartan (z racji obchodzonych wtedy obrzędów religijnych odmówili natychmiastowego stawienia się). Do tej pory pełna zgoda z oficjalną wersją. Teraz następuje najciekawsze. Grecy (w zdecydowanej większości hoplici z Aten, ale piszę tak dla uproszczenia) przybywają na pole bitwy, rozbijają warowny obóz i gotują się do walki. Jednak obie armie trzy dni czekają… Po co? W jakim celu? Ateny zebrały już dostępnych sojuszników, na Spartan nie było po co czekać, gdyż mieli święto i nie mogli przybyć (jak zostało wcześniej powiedziane). O wiele ciekawsze jest co zrobili Persowie – wcale nie byli bierni jak większość zakłada. Otóż Persowie znali skuteczność greckiej ciężkiej falangi w akcji w sprzyjającym terenie i wiedzieli, że ich najgroźniejsza broń – kawaleria – mogłaby mieć problemy z przebiciem się przez ciasny szyk grecki. Jednak okazało się, że Grecy wyprowadzając armię z miasta, pozostawili Ateny kompletnie puste (historycy mówią, że nawet obiecywano wolność niewolnikom, którzy zaciągną się do armii podążającej pod Maraton). Nadarzała się więc okazja zajęcia głównego miasta perskich przeciwników i patrzenie jak Ateńczycy wykrwawiają się w walkach o własną stolicę. Widząc bierną armię grecką naprzeciw siebie rozpoczęli więc załadunek kawalerii na okręty (zajmowało to najwięcej czasu i dlatego od niej zaczęli) jednocześnie opuszczając je do morza. Zaraz po niej wzięli się za pozostałe wojska. Grecy – za pośrednictwem szpiegów w perskim obozie – przekazali czekającym Ateńczykom informację, że to, czego najbardziej się obawiali (czyli właśnie konnica) jest już nieobecna w obozie. W związku z tym Militiades zarządził atak. Dalej wiemy jak było: Grecy przebijają się, ścigają Persów, wpadają do obozu, doganiają okręty, ale okazuje się, że te – ładowane i opuszczane do morza od trzech dni – są już w drodze do ich miasta. Dociera do nich powaga sytuacji. Następuje to, co znamy ze szkoły: goniec przebiega ogromny dystans aby zaalarmować mieszkańców o zbliżających się Persach, a zaraz za nim podąża armia grecka. Kiedy Persowie docierają do Aten, zastają miasto gotowe do obrony, więc rezygnują ze szturmu i wracają do siebie, nie niepokojeni przez nikogo.

Ostateczne pytanie brzmi: dlaczego? Po co taić prawdę o bitwie pod Maratonem? Odpowiedź brzmi: ponieważ bitwa pod Maratonem jest bitwą-symbolem. Miała pokazać niezłomność Aten i siłę tej polis, była czymś na zasadzie zagrania propagandowego. Dopiero by było gdyby inne polis dowiedziały się, że tak naprawdę, to bitwa nie była wcale znacząca, a Persowie tak naprawdę nie zostali doszczętnie rozbici tylko zmierzwiono lwu ogon (zresztą, który dowódca obudzony z rana (bitwa zakończyła się o 8 rano) straciwszy 25% stanu wojska nie ucieka, a przystępuje z determinacją do realizacji dalszej części planu?). Plan perski był niemal genialny, ale z podanych wyżej powodów się nie powiódł, a jedynym przegranym był tak naprawdę Hippiasz, którego ambicje polityczne nie zostały zaspokojone.

Autor na szczęście dostrzega tę wersję wydarzeń, lecz się do niej nie przychyla tłumacząc to brakiem weryfikacji w źródłach. Mimo wszystko całą książka prezentuje wysoki poziom i pomimo tego jednego aspektu jest warta polecenia dla wszystkich zainteresowanych największą i najbardziej znaną wojną grecko-perską w historii.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czerwony smok

Wysłuchałam audiobooka w interpretacji Krzysztofa Gosztyły - to samo w sobie jest przyjemnością, a i sama książka godna polecenia dla wszystkich, któr...

zgłoś błąd zgłoś błąd