Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gułag

Tłumaczenie: Jakub Urbański
Wydawnictwo: Świat Książki
7,58 (653 ocen i 56 opinii) Zobacz oceny
10
41
9
122
8
164
7
231
6
58
5
26
4
3
3
6
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Gulag. A History
data wydania
ISBN
83-7391-304-1
liczba stron
624
kategoria
historia
język
polski

Inne wydania

Gułag to właściwie opracowanie historyka, choć jego autorka dała się poznać przede wszystkim jako wybitna dziennikarka i korespondentka (między innymi pisała z Warszawy dla „The Economist”). Anne Applebaum mieszka obecnie w Waszyngtonie i tam napisała książkę, do której materiały zbierała podróżując wcześniej po Rosji, penetrując tam archiwa i rozmawiając z ludźmi. Że szykuje historię Gułagu,...

Gułag to właściwie opracowanie historyka, choć jego autorka dała się poznać przede wszystkim jako wybitna dziennikarka i korespondentka (między innymi pisała z Warszawy dla „The Economist”). Anne Applebaum mieszka obecnie w Waszyngtonie i tam napisała książkę, do której materiały zbierała podróżując wcześniej po Rosji, penetrując tam archiwa i rozmawiając z ludźmi. Że szykuje historię Gułagu, wiadomo było od dawna, nie brakowało opinii, że dać sobie rady nie będzie mogła, że jest za młoda, zanadto oddalona kulturowo, że staje do nierównej konkurencji z takimi choćby autorami jak Sołżenicyn czy Herling-Grudziński. Co najwyżej napisze sprawny bryk dla masowego czytelnika z Zachodu, ewentualnie uhonorowany nagrodą Pulitzera (co stało się faktem w 2004 r.), lecz irytujący tych na Wschodzie swoim infantylizmem, tanim emocjonalizmem oraz łatwym moralizatorstwem. Na szczęście, nic z tego. Jest to solidna monografia, obejmująca okres od 1917 r. (początki Gułagu) do 1989 r. („zmierzch obozowego kompleksu przemysłowego”), oparta na źródłach, literaturze i relacjach, skonstruowana przejrzyście (porządek chronologiczny złamany został przeglądowym rozdziałem o „życiu i pracach w obozach”), napisana językiem oszczędnym i skontrolowanym. Wtręty czysto reporterskie są bardzo skromne, także niewiele jest tu publicystyki, jeśli już, to przede wszystkim w rozdziale „Pamięć”, w którym autorka próbuje zadać kilka fundamentalnych pytań: jaki ma ona mianowicie interes, by poznać dzieje Gułagu, w ogóle dlaczego Gułag powstał i dlaczego w Rosji pamięć o Gułagu urzędowo i społecznie jest tak bardzo skrywana i zaniedbana. Powiedzieć, że lektura książki Anne Applebaum jest wstrząsająca, znaczy powiedzieć banał. Nawet ktoś bardziej oczytany znajdzie w niej wątki, obrazy i opowieści, które go poruszą, pobudzą myśli i emocje, lub których po prostu nie znał. Nie mówię już o tych czytelnikach, dla których to będzie pierwsza, i do tego bardzo obszerna i kompleksowa, historia „innego świata”.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 130
Renegi Grene | 2015-09-15
Na półkach: ZSSR

Pozytywem książki jest niewątpliwie realistyczne i bardzo konkretne pokazanie obozowego życia, od miejsca gdzie więzień śpi i ubrania, które wkłada, przez bardzo dokładnie przedstawiony łagrowy jadłospis, różne rodzaje przymusowej pracy. Wiemy, jak wygląda i funkcjonuje obozowa stołówka i szpital, jak przedstawiają się relacje między współwięźniami oraz samymi łagiernikami a strażnikami. Autorka wprowadza terminologię i słownictwo, pokazuje wewnętrzną hierarchię i tworzy swoisty „przewodnik” po makabrycznym świecie, a dokładność informacji nie przeszkadza jej prowadzić interesującej, porywającej narracji. Dla Polaków wychowanych na „Innym świecie” (z którego pani Anna nierzadko korzysta) dane te będą w większości znane, ale dla nieznających tej książki (ponoć nie jest już lekturą...) czy dla zupełnie nieobeznanych z tematem Amerykanów, Anglików albo Francuzów książka może być szokująca.

To zresztą do Zachodu zdaje się pani Anna kierować swoją publikację, o czym świadczy bardzo obfity i bardzo elegancki wstęp. Autorka zasłużenie i ostro potępia intelektualistów zachodnich (zwłaszcza francuskich) za ich pobłażliwy stosunek do komunizmu i ZSRR, za ich niewiedzę w temacie oraz uparte unikanie potępienia jednego z dwóch najgorszych reżimów w historii. Przedstawia konkretne przykłady, gdy sama była cenzurowana za prezentowanie niewygodnych faktów o komunizmie i Związku Radzieckim, i to nie tylko w Rosji, która nie do konca sobie radzi ze swoją historią (o czym opowiada ostatni rozdział), ale i w Wielkiej Brytanii! Dostaje się brytyjskim „fanom” Stalina i Lenina. Sam zresztą Lenin jest mocno odmitologizowany, za co chwała autorce. Obala ona wyjątkowo popularną bajeczkę, jakoby Lenin był w gruncie rzeczy bardzo dobry, a jego ideały wzniosłe, zaś to Stalin wszystko zepsuł W ksiązce mamy wyraźnie pokazane prześladowania za czasów Rewolucji Październikowej i tuż po niej, zachowanie tajnej policji, tępienie „wrogów klasowych”. Zresztą, nie bez powodu passus poświęcony Leninowi znajduje się w rozdziale „Początki Gułagu”. Anna Applebaum krytykuje pobłażliwość zachodniego świata dla ówczesnej działalności bolszewików oraz, nawet do dziś pozostające w obiegu, przełknięte teksty radzieckiej propagandy z tamtych czasów. W odpowiedzi przedstawia ich realną rolę w historii Gułagów.

Niepokoi mnie stosunek pani Anny do UPA – jako mieszkająca w Polsce przez wiele lat i zaznajomiona z tematyką historii naszego kraju, powinna ona wiedzieć, że nie była to żadna „zbrojna partyzantka antysowiecka” ani „organizacja podziemna”, a stawianie jej na równi z AK jest co najmniej niestosowne. Czytając wzruszającą historię o nastoletnim chłopcu, który został skazany na katorgę za walkę w „partyzantce antysowieckiej” zachodni czytelnik wyrobi sobie dość specyficzny pogląd na temat horrendalnej organizacji, jaką była UPA. Nie wiem, czy pani Anna miała taki cel, czy wyszło jej przypadkiem, a może po prostu tego nie wie?

Jak na osobę, która mieszka od lat w Polsce i przedstawia się jako specjalistka od polskiej historii, pani Anna zdecydowanie mało wspomina o Polakach per se. Owszem, mamy w książce wiele polskich historii i polskich więźniów, autorka korzysta zresztą dość obficie z polskich pamiętników oraz rodzimej literatury obozowej. Jednak w sytuacjach, gdy zaczyna konkretnie „wyliczać” losy poszczególnych narodowości, Polacy jakoś znikają. Są Ukraińcy, Żydzi, Niemcy, nawet Koreańczycy – ale Polaków niet. Zresztą, jeśli chodzi o Żydów, pani Anna poświęca im zdecydowanie większą objętościowo część materiału – nic w tym złego nie byłoby, gdyby nie fakt, że często nie wspomina o pewnych faktach lub przedstawia je w świetle, które mogą wpłynąć negatywnie na relacje polsko-żydowskie. A to już jest niefajne. Z osób przedstawiających relacje z obozów niemieckich z kolei zniknął jakimś cudem Jan Karski.

Zdarza się opowieść w stylu Grossa, jak to paskudni Polacy chcieli pozbyć się Żydów z wagonu, ponieważ obawiali się, iż nie przejedzie on przez granicę. Negatywny stosunek do tamtych Polaków, który pani Anna tutaj wyraźnie wyraża, nie przenoszony jest jednocześnie na podobną sytaucję, gdy żydowscy intelektualiści przyłączają się do podpisania petycji przeciwko „spiskowi lekarzy”. Wtedy są oni jedynie „zastraszeni”, ale już nie podli. Niezbyt uczciwe traktowanie sprawy. Podobnie nieuczciwe wydaje mi się oskarżenie Polski o nieprzyjęcie żydowskiego byłego więźnia do kraju, nie wspominając, że był to rok 1958 i to nie Polacy nie chcieli pana Gindlera, lecz Gomułka. W konsenwencji czytelnik z USA dostaje kolejny raz potwierdzenie o antysemityzmie Polaków, nie wiedząc nawet o tym, co wyprawiał z osobami żydowskiego pochodzenia komunistyczny rząd i że wcale nie mieliśmy na to ochoty

. O antyżydowskim nastawieniu Stalina pani Anna wspomina, lecz czy Amerykanin przełoży to na sytuację ówczesnej Polski i wyciągnie wniosek, ze to nie my? Wątpię. Naczyta się Grossa i uzna, ze Polacy antysemici każdy to powie i nikt tu nie lubić żydowski człowiek, parafrazując kawałek Big Cyca.

Zdarzają się powtórzenia oraz niekonsekwencja. Przykładowo: w jednym miejscu autorka pisze, iż polski więzień z pewnością kłamie, przypisując sobie przywództwo obozowego buntu, bo ci zawsze ginęli. Z kolei kilka rozdziałów dalej mamy historię „rewolucji zeków”, gdzie jakoś ani Kuzniecow nie został stracony i przeżył. Dziwna niekonsekwencja. Nie wiedzieć czemu, pani Anna nazywa też baptystów „sektą” i umieszcza ich w jednym szeregu ze świadkami Jehowy – a przecież baptyści to „legalne” wyznanie protestanckie.


Jeśli chodzi o edycję książki, nie ma się do czego przyczepić. Jest porządna korekta, są zdjęcia (mogłoby być więcej, ale i tak jest ok) i rysunki autorstwa obozowych artystów, są również świetnie dobrane w kontekście wiersze Achmatowej, Mandelsztama i innych. Jest świetny wstęp i niezgorsza końcowa analiza. Jest w ogóle ogromna, tytaniczna praca pani Anny, którą widać po obfitej i różnorodnej bibliografii (niezliczone ilości pamiętników, opracowań, czasopism, ale też kasety z wywiadami, listy, rozmowy itp.). Za to należy się porządny szacun. Owszem, mogło być lepiej, ale cieszy mnie fakt, że w ogóle jest.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Otwarte rany

Na poczatku bardzo mnie wciągnęło... Ale z biegiem czasu coraz bardziej się mi wydawalo, że powialo nudą. Gdzieś coś mi nie pasuje. Nie zaluczam do ud...

zgłoś błąd zgłoś błąd