Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Elektryczna mgła

Tłumaczenie: Andrzej Ziembicki
Cykl: Dave Robicheaux (tom 6)
Wydawnictwo: Sonia Draga
5,66 (70 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
8
7
9
6
21
5
20
4
5
3
3
2
2
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
In the Electric Mist with Confederate Dead
data wydania
ISBN
9788375081770
liczba stron
400
język
polski

W rejony indiańskiego rezerwatu leżącego w pobliżu miasteczka New Iberia przybywa ekipa filmowa, by nakręcić film historyczny. Jeden z głównych aktorów Elrod Sykes zostaje zatrzymany przez policję na jeździe po pijanemu. Aresztującemu go porucznikowi z policji Nowego Orleanu Davidowi Robicheaux Sykes opowiada o pojawiającym się na pobliskich moczarach Atchafalaya widmie młodego Murzyna...

W rejony indiańskiego rezerwatu leżącego w pobliżu miasteczka New Iberia przybywa ekipa filmowa, by nakręcić film historyczny. Jeden z głównych aktorów Elrod Sykes zostaje zatrzymany przez policję na jeździe po pijanemu. Aresztującemu go porucznikowi z policji Nowego Orleanu Davidowi Robicheaux Sykes opowiada o pojawiającym się na pobliskich moczarach Atchafalaya widmie młodego Murzyna spętanego łańcuchem. Ktoś inny potraktowałby te rewelacje zapewne jak urojenia nadużywającej alkoholu hollywoodzkiej gwiazdy, ale Robicheaux był w młodości świadkiem morderstwa czarnego mężczyzny, którego ciała nigdy później nie odnalezionoa I tak pracujący właśnie nad sprawą zamordowanych prostytutek detektyw rozpoczyna nierówną walkę z demonami przeszłości, stając oko w oko z mroczną spuścizną wojny secesyjnej.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2160
adamats | 2012-08-17
Przeczytana: 16 sierpnia 2012

Jednym okiem zaledwie zerkałem na ekran i nie w pełni rejestrowałem rozwój akcji emitowanego właśnie kryminału. Zauważyłem co prawda, że Tommy Lee Jones ugania się po jakichś bagnach, a przez te same pewnie bagna ucieka jakiś Murzyn, ale to pozwoliło jedynie na refleksję, iż nie są to U.S. Marshals z filmu Stuarta Bairda.
Intensywność wydarzeń pozaekranowych nie pozwoliła mi się skupiać zbyt dokładnie na perypetiach jednego z moich ulubionych aktorów. Film dobiegł sobie do końca i jak zwykle w takiej sytuacji pojawiły się napisy i muzyka w tle. I ta muzyka sprawiła, że osłupiałem. Co to jest? Kto to gra, skąd, gdzie? Ta muzyka niosła w sobie tyle tajemnicy, melancholii, jakiejś takiej nieuchwytnej tęsknoty i zwykłego piękna, że wwierciła mi się w głowę i prawie natychmiast rozpocząłem proces poszukiwań. Koniec nitki zaledwie był w moich rękach – a w zasadzie w głowie – ale potem już poszło dosyć szybko. Tytuł utworu, a z jakiej płyty? Aha… a z jakiego filmu? No tak „In the electric mist” – przemilczę polską wersję tytułu, bo to fałszywy trop. Jest film, jest i ścieżka dźwiękowa do filmu autorstwa Marco Beltramiego, a na końcu tej ścieżki genialny utwór „La Terre tremblante”.
No, ale o książce miało być, zaraz więc będzie. Wkrótce na portalach aukcyjnych rozpocząłem poszukiwanie płyty ze ścieżką dźwiękową (łatwo nie było) i filmu a przy tej okazji dowiedziałem się, że film ów nakręcono na podstawie powieści niejakiego Jamesa Lee Burkea. Doszła więc książka do kompletu. Perypetii było sporo, ale w końcu komplet 3 wydawnictw wylądował na moim biurku. Film na półkę, najpierw książka. Kolejność musi być zachowana a ten pierwszy raz, o którym wspominałem we wstępie był taki jakby go wcale nie było. No więc, film na półkę, płyta CD do odtwarzacza, pachnąca, nowiuteńka książka w ręce i…. I taki sposób polecam każdemu, kto ma czytanie „Elektrycznej mgły” dopiero przed sobą.
Popłynąłem. Zatraciłem się w tej opowieści rozgrywającej się wśród bagien Atchafalaya, w lasach i parowach rozciągających się w delcie Mississippi. Wyobrażałem sobie ognie błądzące po trzęsawiskach, zapach drewna butwiejącego w rozlewiskach, pomruki aligatorów, krzyki tysiąca ptaków, plusk wody zwiastujący toczoną gdzieś pod powierzchnią walkę o przetrwanie, stojące, duszne, gorące powietrze i ciemne, zwiastujące huragan chmury nadciągające znad Zatoki Meksykańskiej. W takim otoczeniu wiodą swój niespieszny żywot potomkowie Cajunów, rdzennych mieszkańców południowej Luizjany. Le Burke opisuje te okolice w niezrównany – moim zdaniem - sposób. Równie intensywne są opisy wyjątkowej przyrody, jak i nie zawsze najpiękniejszych siedlisk i przybytków ludzkich. To musiało być niezłe wyzwanie dla tłumacza, któremu – w mojej opinii – ten ostatni sprostał.
Akcja powieści toczy się w końcówce lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Mimo upływu lat, wciąż żywe są problemy społeczne związane z segregacją rasową, tak charakterystyczne dla południowych stanów USA. Co prawda to tylko Luizjana a nie „płonąca” niegdyś Missisipi, czy będące ostoją zakapturzonych członków klanu, sąsiednie Alabama i Tennessee, ale to jednak Południe jak się patrzy. Murzyn to Murzyn, Smoluch, Czarny a nie jakiś Afroamerykanin. Agentka FBI meksykańskiego pochodzenia to wciąż budzący złość wielu ludzi wyjątek od reguły i nawet budzący powszechny strach gangster jest „tylko” makaroniarskim pomiotem, który wciąż ma coś do udowodnienia całemu światu.„Każdy z nas w taki czy inny sposób, zbiera bawełnę dla białego pana” zwykł powtarzać jeden z bohaterów powieści – biały nawiasem mówiąc. Tu – na Południu - jakiekolwiek zmiany zachodzą niezwykle powoli. Życie płynie swoim rytmem wyznaczanym porami roku i w zasadzie głównym powodem zmian są dosyć często nawiedzające te tereny huragany. Po ich przejściu zwykle trzeba coś odbudować, albo zburzyć do reszty i postawić na nowo, albo zmierzyć się z tym co odkryją, co odsłonią, co wydobędą spod pokrywy mułu, szlamu i muszli po małżach.
Tym razem był to spętany łańcuchami szkielet człowieka z przestrzeloną golenią. Do pracującego w biurze szeryfa Davida Robicheaux, niegdyś porucznika nowoorleańskiej policji, informacja o znalezisku trafia za pośrednictwem nawalonego jak stodoła gwiazdora filmowego, którego ekipa kręciła film o wojnie secesyjnej w okolicach Spanish Lake, na północ od miasta New Iberia, a który to gwiazdor urządził sobie pijacki slalom ulicami miasteczka. Robicheaux jest trzeźwym alkoholikiem a w młodości był świadkiem egzekucji na bagnach Atchafalaya w którą nikt nigdy mu nie uwierzył, albo o której nikt nigdy nie chciał słuchać i pamiętać. Nie zignorował więc tej informacji lecz podążył jej tropem prosto w grzęzawisko ludzkich grzechów, wad, słabości, skrywanych pragnień i namiętności.
A, że cajuńskie mokradła pełne są niewyjaśnionych tajemnic i niewytłumaczalnych zjawisk, mamy zagadkowe zdjęcie sprzed lat, płonące nocą ogniska w obozowisku piechoty z czasów wojny secesyjnej, jednonogiego generała konfederatów i przesłanie które nam niesie. Przesłanie o konieczności trzymania się zasad, zawsze i za wszelką cenę, bo „(…)walka nigdy nie jest skończona, a pole bitwy nigdy nie jest do końca nasze”.
Czy można wytrwać w wierności zasadom? Czy Dave Robicheaux wytrwa w nich rozdarty pomiędzy chęć wyjaśnienia zbrodni a bezpieczeństwo bliskich? O tym przekonać się trzeba samemu czytając świetnie napisaną powieść Burkea. Ja już rozglądam się za pozostałymi powieściami tego autora.
No i obejrzałem film, uważnie tym razem. Niezły, ale podkreślam: najpierw książka! A muzyka… genialna, tak jak powieść.

“In the Electric Mist with Confederate Dead” (2009) reż. Bertrand Tavernier; scen. Jerzy Kromolowski, Mary Olson-Kromolowsk
“In the Electric Mist”(2009)Soundtrack music by Marco Beltrami,

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pensjonat pod Meduzą

Ciężko umiejscowić tą książkę. Niby opowiada o dojrzałych ludziach po 40-stce z bagażem doświadczeń, a jednak dialogi dość zalatują dziecinnością co k...

zgłoś błąd zgłoś błąd