Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Eperu

Cykl: Wędrowcy (tom 1)
Wydawnictwo: BIS
7,05 (187 ocen i 97 opinii) Zobacz oceny
10
35
9
16
8
29
7
39
6
33
5
12
4
5
3
10
2
4
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375514346
liczba stron
552
język
polski
dodała
Anna

Pierwsza część cyklu „Wędrowcy” Anna Wilk z pozoru jest zwykłą nastolatką, która powoli wkracza w dorosłe życie. Pasjonuje się malowaniem, wybrała studia artystyczne. Choć urodzona w Polsce, od wielu lat mieszka razem z matką i Wiką, serdeczną przyjaciółką, w Londynie. Z okazji ukończenia szkoły matki Anny i Wiki zaplanowały dziewczynom niespodziankę: wyjazd do Francji. Przebojowa Wika...

Pierwsza część cyklu „Wędrowcy”
Anna Wilk z pozoru jest zwykłą nastolatką, która powoli wkracza w dorosłe życie. Pasjonuje się malowaniem, wybrała studia artystyczne. Choć urodzona w Polsce, od wielu lat mieszka razem z matką i Wiką, serdeczną przyjaciółką, w Londynie. Z okazji ukończenia szkoły matki Anny i Wiki zaplanowały dziewczynom niespodziankę: wyjazd do Francji. Przebojowa Wika odkrywa, że znajdą się tam akurat wtedy, gdy niedaleko, w Cannes, odbywać się będzie słynny festiwal filmowy. A że kocha się w jednym z popularnych aktorów, Leo Blacku, wymusza na Annie wspólne pójście po autografy. Wydarzenia w Cannes wywracają życie Anny do góry nogami, bowiem Leo Black nieoczekiwanie wyławia ją z tłumu i proponuje spotkanie. Szybko pojawia się zauroczenie. Leo nie jest jednak zwykłym człowiekiem – jest Wędrowcem, człowiekiem odradzającym się w nowych wcieleniach. Jak zmieni się życie Anny i jak potoczą się losy tego niezwykłego związku?

 

źródło opisu: wydawnictwo BIS

źródło okładki: wydawnictwo BIS

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 784
Fealrin | 2015-08-01
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 01 sierpnia 2015

Ta książka to prawdziwy rollercoaster tego co o niej sądziłam, bo moja opinia przechodziła od umiarkowanego zaciekawienia poprzez pobłażliwość, irytację, znudzenie, zadowolenie i niezdecydowanie. Oceniłabym ją jako dobrą, ku mojemu zaskoczeniu, bo jednak opis mówił mi, że może nie być tak wspaniale, choć nie wszystko w niej mi pasowało.

Zacznę od spraw prozaicznie nieważnych choć muszę w tej kwestii dorzucić swoje trzy grosze - moim zdaniem okładka jest niezbyt ciekawa, w księgarni nie zatrzymałabym pewnie na niej dłużej wzroku. O ile postać dziewczyny jeszcze jest w miarę przyzwoita, o tyle ten facet pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak czcionka tytułu. Kojarzy mi się trochę z doklejoną w Power Poincie w Microsoft 2003. Poza tym okładka jest chyba nie najlepszej jakości, bo mimo, że czytałam książkę mając czyste ręce, to po kilku godzinach tam, gdzie powinno być biało pojawiły się czarne plamy, jakbym wymacała książkę potwornie brudnymi rękami. Oczywiście to nijak ma się do mojej oceny, ale jako książkowa pedantka nie lubię mieć zaniedbanych książek.

Gdybym chciała ocenić historię całościowo to ciężko byłoby mi wysnuć konkretną opinię, z tego względu, że pojawiło się w niej kilka niedociągnięć, które zaburzały mi jednak zdanie. Przede wszystkim nie podobał mi się rozkład akcji. Początek był umiarkowanie ciekawy, później połowa książki była zwyczajnie nudna, bo nic się nie działo oprócz niezwykle niefascynujących rozmów między Anną a Leo, które jedynie mnie denerwowały, a potem nagle akcja ruszyła, powodując, że to wszystko było zwyczajnie nierównomierne. Preferuję kiedy autor buduje cały czas jakieś napięcie, a nie od połowy książki, podczas gdy po pierwszych stronach ja już i tak wiem, jakie będzie zakończenie. To jest właśnie drugi minus - przewidywalność. W momencie kiedy Leo powiedział, że Wędrowcy nie mogą mieć dzieci, bo kończy się to dla nich śmiercią, ja już wiedziałam, że Anna jest Wędrowcem. Poza tym prawie wszystkich informacji na temat tego, co się dzieje dowiadywałam się z dialogów, a to nie jest scenariusz tylko powieść. Opisy nic nie wnosiły, były zwyczajnym zapychaczem stron, bo mnie jako czytelnika naprawdę nic nie interesuje czy Leo ubrał koszulę niebieską i lniane spodnie czy może pulower i stare dżinsy. Nie interesowały mnie też porządki Anny, nie obchodziło mnie to co jedli na obiad i kto to ugotował, a ta powieść obfituje w tak totalnie zbędne opisy, z których nic zupełnie nie wynika, a brakowało właśnie tych, które nadawały akcję.

Niezmiernie irytowały mnie również trzy inne rzeczy. Pierwszą były imiona. A właściwie imię. O ile Anna, Wika, Wanda i Julia są zupełnie normalne o tyle Leo Black pozostawiał już wiele do życzenia. Może to kwestia tego, że pies mojego chłopaka ma tak na imię, więc czytając o Leo miałam automatycznie w głowie jego obraz, ale sądzę że nawet bez tego wolałabym nieco zwyczajniejsze imię. Po drugie - różnica wieku. Co jak co, ale niemal trzydziestoletni facet zachowujący się jak szczeniak i tak naiwna dziewiętnastolatka to nie jest moje ulubione połączenie. Dlaczego szczeniak i dlaczego naiwna? Przepraszam, ale poznanie drugiej osoby i po trzech dniach mówienie "moja dziewczyna", "mój chłopak", "kocham" to jest jedno wielkie nieporozumienie na poziomie gimnazjalnym a nie dorosłych ludzi, które we mnie wzbudziło jedynie wściekłość. Zresztą samo zapytanie o to "czy chcesz być moją dziewczyną" było tak idiotyczne, że szkoda gadać, co tylko potwierdziło szczeniactwo Leo. Trzeci raz dostałam niemal szału kiedy Leo zapytał Annę czy nie ma nic przeciwko temu, że on nigdy nie będzie mógł mieć dzieci. Ludzie kochani, jak można pytać o to 19-letnią dziewczynę? Co ona może wiedzieć o tym czy będzie chciała mieć dziecko czy nie?!

Nie podobała mi się też sama Anna. O ile na samym początku myślałam, że będzie w miarę ogarniętą postacią o tyle każde jej wstydzenie się, rumienienie, niepokojenie, płacz i inne takie akcje zmniejszały moją sympatię do niej bo poziomu zerowego. Ujemny był wtedy kiedy stała i pozwoliła na to, aby Leo na nią wrzeszczał. Cóż, preferuję inny typ bohaterki, bardziej niezależny i bardziej twardy, a nie miękki jak roztopione masło. Ta jej rzekoma przemiana w bardziej zhardziałą dziewczynę była tylko na papierze, w rzeczywistości epilog pokazał, że nic się nie zmieniła.

Książka ma też parę innych niedociągnięć. Nie będę się czepiała braków spacji i zamknięcia cudzysłowu, ale niektóre teksty bohaterów nie odpowiadały warunkom, w jakich dzieje się akcja. O ile się nie mylę, Nonsensopedia jest wytworem polskim, przynajmniej pod tą nazwą. W języku angielskim nie istnieje też zdrobnienie od słowa Leo, dlatego o ile po polsku Leoś miał sens, o tyle tło akcji jednak mi nie pasowało do tego wszystkiego. Poza tym, skoro Leo był taki sławny to dlaczego prawie w ogóle nie istniał wątek tego, że paparazzi i wszelkie różnego rodzaju pudelki nie trąbiły dzień i noc o tym, że taki słynny aktor ma dziewczynę? To było wspomniane tylko raz, a patrząc na rzeczywistość, prywatne życie gwiazd jednak jest nieco bardziej rujnowane.

Jeżeli chodzi o styl pisania autorki to był przyzwoity, z pewnością lepszy niż wielu polskich autorek, które miałam nieprzyjemność mieć ostatnio w rękach, ale tu również pojawiło się coś, co mnie drażniło. Potocyzmy. Były wszędzie. W dialogach, w opisach, dosłownie wszędzie. Nie mówię, że postacie mają mówić poprawną egzaltowaną polszczyzną, bo byłoby to śmieszne, ale ciągłe porównania, żarciki, frazeologizmy i inne tego typu rzeczy były w zdecydowanym nadmiarze, a co za dużo to nie zdrowo.

Podsumowując, jak na debiut z pewnością nie jest źle. Książka jest całkiem przyzwoita, choć mnie nie porwała, głównie ze względu na minusy, które poruszyłam. Myślę, że autorce udało się jakoś wybrnąć z tego, że początek zapowiadał się naiwnie (no cóż, dziewczyna wyłowiona z tłumu przy rozdawaniu autografów przez dwudziestodziewięcioletniego mężczyznę i idąca chętnie na spotkanie z nim do hotelu to jednak nie jest pomysł szczególnie wybitny). Zakończenie – sam epilog – również był dla mnie dziwny, bo w sumie nie wiadomo o co chodzi, ale z drugiej strony to dobrze, bo stanowi to całkiem dobrą bazę pod kolejne części – a ja raczej bym przeczytała przynajmniej drugą.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze

pan Andrus dba o język polski! i choć nigdy nie będzie rodzimym Georgem Carlinem, to...może i lepiej.

zgłoś błąd zgłoś błąd