Dzwonek na długą przerwę Adrianna Szymańska-Zacheja 7,9

ocenił(a) na 101 rok temu ⭐⭐⭐⭐⭐/5
W 2008 roku miałam 11 lat i jeszcze nie widziałam jak bardzo okrutni mogą być inni ludzie. Dowiedziałam się tego kilka lat później w gimnazjum, ale na szczęście nie aż tak, jak bohaterowie "Dzwonka na długą przerwę".
Wagan i jego paczka nazywają siebie Watahą. Chodzą do drugiej klasy liceum, a po szkole zajmują się swoją pasją - tańcem z ogniem. Właśnie zaczął się nowy rok i dla Watahy to nie tylko początek nauki, ale też ponowne spotkanie z "Elitą". Te bogate dzieciaki, czują się w szkole władcami, a Wataha to ich wróg numer jeden. Wyzwiska, nieprzyjemne żarty, wrogość i strach? To tutaj na porządku dziennym. Do tego mamy jeszcze wiele nastoletnich emocji i problemów.
Wszystko zaczyna się komplikować, gdy w ich małej miejscowości dzieją się dziwne rzeczy. Dziwne stworzenie, które widzą niektóre osoby i kręgi w polu kukurydzy - czy to ufo? Takie rozwiązanie byłoby proste, ale już dzieciństwo ze "Scooby-Doo" pokazało nam, że największymi potworami są ludzie.
"Dzwonek" przeniesie was w sentymentalną podróż. Czasy Gady-Gadu, dopiero raczkującego internetu i powrót do starej hitowej muzyki, której jest tu dużo. Bohaterów jest wielu a w ogarnięciu ich pomaga rozpiska na początku. Choć z większością z nich bardzo szybko się zżyłam. Wszyscy bowiem dostają swoją historię, własne problemy i przeżycia.
Czytając czułam, jakbym była częścią tej ekipy. Jak za szkolnych lat chodziłam z nimi na lekcje, a potem przesiadywałam po szkole i przeżywałam codzienność każdego z osobna i wszystkich razem. Z jednej strony mamy zwyczajne przeżycia nastolatków, takie jak pierwsze pocałunki i zbliżenia, z drugiej strony mamy też barwne queerowe postaci, które w tak małym, zacofanym społeczeństwie, nie mają łatwego życia. Wspomnienie chłopaków, którzy chcą pokazać lesbijce, że kutasy są jednak fajne... (Możecie się domyślić w jaki sposób) mrożą krew w żyłach. Wielokrotnie bałam się o bohaterów, nie wiedziałam jakiego zakończenia się spodziewać i to jeszcze bardziej sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać.
To moja pierwsza książka autorki i z pewnością nie ostatnia. Bardzo podobał mi się jej styl opowieści i lekkość narracji, a fabuła, którą stworzyła była fenomenalna.
"Emocje siedemnastolatków są bardzo ważne. To, co przeżywają na początku życia, zostaje z nimi na zawsze, kształtuje ich, przemienia. Kiedy pierwszy raz mówią, że kochają, to na tej podstawie uczą się kochać naprawdę. I to jest cenne i piękne."
"W lustrze widział chłopaka, który miał w głowie tyle warstw gniewu, bólu i chaosu, że zastanawiał się, jak to możliwe, że wciąż jeszcze trzyma się na nogach. Zawiązał krawat i uśmiechnął się sztucznie do własnego odbicia. Mówią, że łzy potrafią być też suche. Mają rację."
"Czuję się taka skonfliktowana, nie wiem, czy też tak masz. Zawsze mi się wydawało, że kościół to jedyne miejsce, w którym moje wartości będą respektowane i bezpieczne. Ale teraz sama nie wiem…
[...]
– Chrześcijaństwo jest trudne. Nie ma miejsca bez zła, nawet w kościele. Wszędzie trzeba być czujnym. Wierzyć w przemianę i przebaczać. Przynajmniej tyle mogę zrobić."